witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Acadia Book Store

#1 (28.09.2018, 01:08 )

Acadia Book Store



Odpowiedz
#2 (22.10.2018, 19:55 )
22 lata
rozglądam się
170 cm
wieczny uśmiech na twarzy

wdzianko!

Nadchodziła jesień. Czas coraz dłuższych wieczorów oraz coraz zimniejszych ranków. Etap przejściowy pomiędzy gorącym latem a koszmarnie chłodną zimą. Pora roku ta, niejednego wpędzająca zapewne w coś na miarę przejściowego stanu bliskiego depresji, dla samej Camille nie był aż tak mocno odczuwalnym. Zapewne po części zasługą tkwiła w lekach antydepresyjnych, które - chociaż w coraz już mniejszej ilości - nadal przyjmowała. Przyzwyczaiła się już do swoistego rytuału wyciągania pigułki ze słoiczka i przyjmowania jej po każdym śniadaniu, zapijając chłodną wodą - i w zasadzie dzisiaj trudno byłoby o tym elemencie poranka zapomnieć. Podczas ostatniej wizyty u psychiatry dowiedziała się, że jest na najlepszej drodze, by niebawem całkowicie odstawić leki, jednocześnie też podkreślił wagę regularnych, systematycznych spotkań z psychologiem. 
Nie dając się więc rozwijającej swe połacie szarudze dziarsko maszerowała ulicami Sullen Hides, niczym mała dziewczynka przeskakując z uśmiechem kolejne kałuże. Coraz częściej miewała dni, kiedy zdawala się pozostawać obojętną na wszechobecną brzydotę, lecz postrzegała świat w całej feerii najrozmaitszych barw. Znów była małą Camille -  tą samą, która codziennie po obiedzie męczyła ojca o to, by zabrał ją na boisko i poodbijał z nią piłkę (tak, czuła wtedy, iż jest wybitną siatkarką - ojciec z błędu nigdy nie wyprowadził, udając, że każdorazowo piłka dotykała podłoża na skutek jego błędu) i która wieczorami męczyła matkę, aby poczytała jej jakąś książeczkę do snu. I nieważnym było, że ojciec był zmęczony po pracy a mama zmagała się z grypą - zdawali się o tym zapominać. A jakby w potwierdzeniu owego "uwstecznienia się" - w łapce ściskała smartfon, w którego wyświetlacz bardzo zawzięcie się wpatrywała. I nie, nie siedziała na żadnych mediach społecznościowych, nie przerzucała głupkowatych filmików na youtubie ani nawet nie transmitowała żadnego wideo, na którym chwaliłaby się tym, co jadła na obiad oraz czego szuka na ulicach miasteczka w to wietrzne, poniedziałkowe popołudnie. 
Ona ścigała snorlaxa, który - wedle wskazań gps - powinien gdzieś tutaj być! 
I być może złapałaby tego śpiocha, być może w końcu stałaby się właścicielką obżartusa, być może nawet aplikacja Pokemon GO nie pożarłaby jej całej baterii nim do tego dojdzie - gdyby nie znalazła się obok księgarni. Zatrzymała się gwałtownie, spojrzenie odrywając od komórki, a zawieszając je na wystawionych na wystawie książkach. Chłonęła tytuł za tytułem, przymrużając delikatnie oczy. Części z pozycji w ogóle nie kojarzyła, mniejszą miała okazję przeczytać, ze dwie z obecnych na witrynie lektur przeczytać zamierzała. Uśmiechnęła się szeroko. Pasją do słowa pisanego zaraziła ją rodzicielka, wiele lat temu. Przypomniała sobie, jak dawno nie sprawiła sobie nowej książki. Szybkim krokiem przekroczyła zatem próg sklepu, zastanawiając się, czy przypadkiem nie zostawiła portfela w domu... Oj tak, bywała roztrzepana! Zaczęła zatem grzebać w torebce, nie skupiając się wcale na tym, czy na kogoś wpadnie, czy potknie się o jakąś nierówność, czy rozpłaszczy nosem na ścianie.

@Dylan Hillage
Odpowiedz
#3 (25.10.2018, 18:37 )
28 lat
w trakcie aplikacji po studiach prawniczych
184 cm
nie ma szczęścia do kobiet

W czasie gdy pewna klientka księgarni bawiła się aplikacją na telefon łapiącą Pokemony, z innej części Sullen Hides ulicą szedł Dylan Hillage. Pewnie zobaczenie takiej gry spowodowało by u niego spore zaskoczenie, bo młody mężczyzna od dawna nie podążał za trendami i nowe gry, gadżety oraz inne takie małe przyjemności umykały mu jedna za drugą w czasie gdy on oddawał się skupieniu na swojej wymarzonej pracy, do której uparcie dążył i czuł, że każdy miesiąc spędzony w cudzej kancelarii adwokackiej przybliża go do zdobycia odpowiedniego doświadczenia i otworzenia własnego gabinetu radcy prawnego. To było jego marzenie i obecnie Dylan skupiał się tylko na tym, a inne aspekty życia zepchnął na drugi plan. Nawet życie towarzyskie, który by nie istniało wcale, gdyby nie Michael, z którym Dylan obecnie mieszkał. Kuzyn nie pozwalał mu każdego wieczora zatopić się w książkach albo w przygotowaniach do kolejnego dnia pracy. Wstyd się przyznać, ale dopiero za jego sprawą Dylan odkrył, że tuż pod nosem, bo w sąsiedztwie swojego mieszkania ma świetne bary, kluby i puby, które warto odwiedzić ze znajomymi. Szkoda, że nie miał znajomych, bo i tak nie miał kogo w te przyjemne miejsca zabrać.
Był zacofany i pewnie dla energicznej i młodej dziewczyny podążającej za trendami taki facet jak on to straszny nudziarz. Nawet nie umiał za dobrze korzystać ze smartfona, choć w jego kieszeni leżał nowoczesny telefon. W czytaniu książek jak łatwo domyślić się po usposobieniu Dylana mężczyzna też był tradycjonalistą. Czytanie na ekranie komputera uważał za męczące dla oczy, czytniki go irytowały i nic nie umiał zastąpić mu prawdziwej tradycyjnej książki, która przyjemnie pachnie drukiem i papierem oraz szeleści zadrukowanymi stronicami.
Nie planował wchodzić do księgarni, szczególnie wracając z uniwersyteckiej biblioteki, w której przesiedział kawał dnia, ale zmienił dziś kierunek drogi do domu, żeby nie iść tą samą trasą co zwykle. Miał ochotę zobaczyć coś nowego, bo zdał sobie sprawę ostatnimi czasy, że mimo mieszkania w Yellowlair Oats od dobrych trzech lat, umie trafić tylko w kilka najważniejszych dla siebie miejsc, a części centrum i sąsiedniego Sullen Hides są mu zupełnie obce. Nadszedł czas, żeby jakoś się ruszyć. Akurat przechodził obok księgarni i zerknął bez zainteresowania na wystawę oraz szyld i na ten widok przystanął. Lokal z zewnątrz prezentował się bardzo ciekawie. Można nawet powiedzieć, że wyglądał na miejsce mające swój niepowtarzalny klimat. Nietypowy niebieski kolor rzucał się w oczy, szyldy były wykonane w staromodny sposób, zaś napis pod nazwą sklepu głosił, ze jest to sklepik z tradycjami od lat 30 ubiegłego wieku. Przykuł jego uwagę, więc mimo że Dylan tego nie planował, wszedł do środka zaledwie kilka minut po Camille. Od progu rozejrzał się po półkach z książkami. Pozycji naukowych po małej księgarence nie spodziewał się, ale może wpadnie mu w oko coś, co czyta się dla relaksu? 

@Camille Lithium
Odpowiedz
#4 (31.10.2018, 00:09 )
22 lata
rozglądam się
170 cm
wieczny uśmiech na twarzy

Stwierdzenie, że Camille podąża za technicznymi nowinkami również byłoby swego rodzaju nadużyciem: jakiś czas temu zainwestowała w nowy smartfon po to jedynie, aby znowu poczuć się dzieckiem, czerpiącym frajdę z łapania kieszonkowych stworków. Co prawda była zbyt młoda, aby "być" z Pokemonami od pierwszej generacji, szybko jednak nadrobiła braki - zarówno w kwestii gier, jak i również anime (czy to serialu, czy pełnometrażowych lub krótkich filmów). Jedynie z mangą póki co nie miała po drodze, niemniej... miała jeszcze całe życie, by i tą dziedzinę zgłębić, prawda? Faktem było, iż pomimo swoich dwóch dekad na karku, nadal uwielbiała powracać do tych potworków. Być może czuła wtedy, że jest nieco bliżej matki, którą przed laty zmuszała do oglądania po kilka razy kaset wideo, na których nagrywała sukcesywnie kolejne odcinki serialu? 
Z pewnością więc nie nazwałaby nudziarzem ani Dylana, ani innej osoby nie do końca odnajdującej się w świecie, gdzie ludzi mało, a komputerów i robotów nadmiar. Przeciwnie: sama nierzadko ubolewała nad podyktowanym przez rosnący konsumpcjonizm poziom zautomatyzowania nie tylko przemysłu, lecz całego świata. Ludzie się przez to od siebie oddalali. Owszem, widziała pewien zgrzyt pomiędzy tą swoją niechęcią o śmiganiem po mieście z telefonem w ręce - nadal jednak kontakty międzyludzkie przekładała ponadto, a z aplikacji korzystała głównie w drodze z punktu spotkania z przyjaciółmi do domu czy innego miejsca, w którym miała się zjawić. 
Dylana nie dostrzegła od razu, kompletnie zaabsorbowana przekopywaniem torebki. I kiedy już niemal wyciągnęła upragniony portfel, czemu zapewne towarzyszyłby okrzyk tryumfu, szarpnęła ręką nazbyt mocno, trącając łokciem dwudziestoośmiolatka. Jakby tego było mało, portfel wysunął się jej z dłoni i w wielkim stylu pokonał kilka metrów lotem swobodnym, na koniec zaliczając dość twarde lądowanie.
- Słaby ten twój telemark... - mruknęła najpierw, spoglądając z pewnego rodzaju pobłażliwością w kierunku ciemnego kawałka skóry, leżącego jakby nigdy nic kilka kroków od niej. Dopiero potem przeniosła spojrzenie na młodzieńca. Wariatka, z portfelem gada, ludzi nie zauważa - a potem biadoli, że się człowiek od człowieka oddala!
- Znaczy... Och, najmocniej przepraszam - rzuciła pospiesznie, posyłając w kierunku prawnika serdeczny uśmiech.  Miała nadzieję, iż tego drobnego wypadku nie będzie miał jej za złe. - Mam nadzieję, że nie jesteś podatny na siniaki i cię nie oszpeciłam - dodała, niby półżartem, a jednak można było wyczuć w tonie jej miękkiego głosu nutę autentycznego zatroskania.


@Dylan Hillage
Odpowiedz
#5 (09.11.2018, 20:50 )
28 lat
w trakcie aplikacji po studiach prawniczych
184 cm
nie ma szczęścia do kobiet

Technologia oddalała od siebie ludzi, a Dylan żył nie dość że daleko od ludzi, to jeszcze na bakier z tą nieszczęsną technologią, której nie rozumiał. Nie myślcie sobie, że był idiotą, który nie potrafi włączyć komputera, bo z używaniem komputerów i programów potrzebnych mu w pracy radził sobie bardzo dobrze, pewnie jak każdy młody człowiek w jego wieku. Nie był z pokolenia wychowanego na smartfonach, ale jego generacja dorastała już w erze komputeryzacji. Jako nastolatek miał swoje magiczne pudełko zwane komputerem stacjonarnym, brzydki monitor z małą rozdzielczością, niewygodną klawiaturę i myszkę kulkową, którą trzeba było rozkładać i czyścić, bo brudziła się i nie chodziła płynnie, czyli pewnie w wieku nastoletnim posiadał gadżety takie, jakie każdy młody człowiek w okolicy trzydziestki. Czasy bardzo się zmieniły od tamtych lat, a Dylan mimo umiejętności korzystania z komputera, którą przeniósł na współczesne laptopy, w pewnym aspektach zatrzymał się w technologicznym rozwoju. Wtedy jako jedyny portal społecznościowy królowało MySpace, o którym wiele lat temu świat zapomniał, nie było Facebooka i innych wynalazków jak Instagramy, Spanpchaty i inne podobne portale i może dlatego Dylan nie potrafił się do nich przekonać i trzymał się od nich z daleka. Nie trzymał kontaktu z wieloma znajomymi, bo rozleniwieni technologią najchętniej siedzieli na fejsie, który dla niego był czarną magią. Smutne, ale miał mało znajomych. Z introwertyczną naturą nie zabiegał o obleganie przez tłumy, ale czasem czuł się z tego powodu wyobcowany.
Teraz to w ogóle można go było wziąć za skończonego dziwaka, bo nie siedział z nosem w czytniku, tylko zaglądał do urokliwej księgarni, która rzuciła mu się w oczy. Kto w dzisiejszych czasach odwiedza księgarnie? Kiedyś prosperowała jedna spora księgarnia w pobliżu jego mieszkania, a niedawno Dylan mijając to miejsce zastał pustki na wystawie i przyklejoną karteczkę "sprzedam lokal", więc widocznie w obecnych czasach taki interes coraz mniej się opłacał. Szkoda, bo sklepy z książkami i antykwariaty najczęściej mają niepowtarzalną atmosferę, którą czuje się po wejściu do środka i to coś bardziej wartościowego od przeglądania sklepu internetowego.
Właśnie przeglądał tytuły na jednej z półek, gdy nagle poczuł szturchnięcie. Odruchowo odwrócił się sprawdzić, co się dzieje i zobaczył dziewczynę, pewnie klientkę tak samo jak on.
- Nic nie szkodzi. Przeżyję - odparł beztrosko. Wcale nie był przejęty tym, że dziewczyna go szturchnęła, nic się przecież takiego nie stało. Zdarza się między wąskimi regałami w sklepie.

@Camille Lithium
Odpowiedz
#6 (14.03.2019, 22:32 )
22 lata
rozglądam się
170 cm
wieczny uśmiech na twarzy

/ przepraszam </3 

Camille zaś wydawała się być jego przeciwieństwem: uwielbiająca brylować pośród innych osób ekstrawertyczka, która nie wyobrażała sobie życia bez swojego poczciwego smartfonu czy bywania (chociaż jedynie od czasu do czasu) pośród portali społecznościowych. Chociaż bowiem posiadała konta na kilku z nich (które na ogół porzucała równe szybko, jak zakładała - słomiany zapał brał górę w sporej części jej życia) - zdecydowanie wyżej ceniła kontakt face - to - face. Technologia, jak zauważono w poprzedniej wiadomości, nie tylko oddalała od siebie ludzi (paradoksalnie, bo w końcu miała ich łączyć i ułatwiać kontakt z oddalonymi osobami), lecz zabijała jakość relacji, spłycała je i czyniła wyjątkowo sztucznymi, co niekoniecznie odpowiadało Camille. Dziewczyna odwiedzała ten czy tamten portal głównie po to, by zdobywać nowe znajomości, zyskiwać informacje o tym, gdzie obecnie odbywa się jakaś impreza, w którym miejscu może kupić tanie drinki. Ot, niezobowiązujące pogawędki o pierdołach. Inna rzecz, że stawiała na ilość znajomości - jednocześnie, o ironio losu, pozwalając cierpieć jakości poszczególnych relacji. Nie była w stanie poświęcić dostatecznie wiele czasu każdej osobie, której - teoretycznie - była to winna. 
Obecnie rzecz miała się nieco inaczej. Była we wciąż obcym sobie miejscu, dodatkowo miała za sobą dość traumatyczne przejścia, przez co wycofała się oraz przestała ufać ludziom. Dzisiaj, będąc po wielu godzinach terapii, powoli na nowo odnajdywała swoje miejsce w świecie. 
Technologii za jedno nienawidziła. Wypierała tradycyjne książki, pachnące starym papierem, klejem, posiadające kurzące się grzbiety oraz szeleszczące strony. 
Uśmiechnęła się serdecznie w kierunku mężczyzny, skinąwszy przy okazji płytko głową. Uśmiech Camille zdaniem niejednej osoby miał w sobie naturalne ciepło, gotowe ogrzać nawet największego twardziela. Prawdą było, iż używała tego myku całkiem często - głównie po to, by przekonać do siebie rozmówców, chociaż czyniła to nieświadomie. Ot, zwyczajnie, cieszyła się  na poznanie nowej osoby  - to się szczerzyła. Niby nic nadzwyczajnego, przeciwnie, całkiem ludzki odruch, niemniej spotkała się już z opiniami, że nie zawsze jest to równie proste. Lithium miała talent do odsuwania tego, co nękało oraz smuciło, na dalszy plan. A może to zwyczajna zasługa psychotropów, którymi faszerowali ją lekarze? 
- Jestem Camille - rzuciła pogodnie, schylając się i podnosząc upuszczony niedawno portfel. Upewniła się jeszcze, że znajdowało się w niej na tyle gotówki, aby nie ryzykowała ośmieszeniem się, kiedy przyjdzie do płacenia za książkę. Cóż, nie raz zdarzyło jej się dopiero przy kasie zorientować, iż pieniądze zostawiła na blacie w kuchni czy też zapomniała przełożyć karty z jednej torby do drugiej. - Miło wiedzieć, że są jeszcze osoby, które potrafią czytać i nie wstydzą się tego przywileju - dodała swobodnie, podnosząc się i zamykając portfel. Na szczęście dzisiaj znajdowało się w niej kilka banknotów, tak więc mogła sobie coś sprezentować. - Mam wrażenie, że dzisiaj mało kto sięga do książek - zauważyła nie bez żalu, przenosząc spojrzenie na mężczyznę i na nim skupiając swoją uwagę.


@Dylan Hillage
Odpowiedz
#7 (30.07.2019, 16:40 )
21 lat
studentka, czasem amatorsko gdzieś zagra
166 cm
nie ma

To miał być tylko spacer po mieście, a Mallory skończyła go jak zwykle w jej przypadku: w nieznanym sklepie, którego witryna przykuła jej uwagę. W przypadku przeciętnej dziewczyny w jej wieku najczęstszym magnesem były wystawy sklepowe, na których staly rozstawione manekiny z ciuchami, buty albo jakieś błyskotki, którymi można ozdobić ciało, ewentualnie kosmetyki. Mallory nie była ostatnim kocmołuchem, nie myślcie sobie, ale kwestie swojej szafy odkładała na drugi plan. Na połów okazji w sklepach odzieżowych wybierała się raz na jakiś czas, a na co dzień tego unikała, bo nie znosiła przymierzania, przebierania, oglądania, najczęściej tylko po to, żeby stracić czas, bo nic nie kupiła. Zdarzało się, że dużo musiała przejrzeć, żeby zdecydować się na zakup. Dziewczyna poszerzała swoją biblioteczkę dużo częściej niż garderobę. Podczas przeprowadzki do Yellowlair Oats to właśnie zabranie się ze wszystkimi książkami było dla niej najtrudniejsze, a poza tradycyjnymi wydaniami z papieru lubiła też przeróżne bibeloty, jakieś figurki, puzderka oraz inne ozdóbki, które do niczego jej się nie przydawały, ale wyglądały ładnie... i zaśmiecały coraz bardziej półki i szuflady w mieszkaniu. Do księgarni i sklepów z różnymi pamiątkami zaglądała zawsze, jeżeli jakieś wypatrzyła.
Dzisiaj nie było inaczej, gdyż spacer poznawczy w dalsze rewiry miasta zaprowadził ją do księgarni, która wyglądała niezwykle na tle nowoczesnych witryn, do których były dostosowane sąsiednie sklepy. Zewsząd atakowały nowoczesne wystawy i wystrój, a między nimi stał sobie ten uroczy sklepik, które wyróżniał się niebieskim kolorem na swoim skrawku ściany, skromną wystawą i nastrojowym krojem napisów na szyldzie. To miejsce wyglądało na tak klimatyczne, że Mallory bez krótkiego namysłu weszła do środka. Znalazła się w dość skromnym miejscu, ale urzekło ja od progu. Zmatowiały drewniany parkiet wyglądał, jakby znał początki księgarni, lecz był starannie wyszorowany, a wokół piętrzyły się wysokie półki z literaturą. Wokół roznosił się zapach druku, świeżego papieru i starego drewna. Blondynka zaciągnęła się tym zapachem z błogością, łapiąc w trzewia klimat księgarni i zaczęła przeglądać półki sklepowe.

@Lynne Lloyd
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości