witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Playground

#421 (08.04.2017, 00:28 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Nie ulegało wątpliwości, że muszą pomóc temu nieszczęsnemu zwierzakowi. Gdy chodziło o koty, James zupełnie tracił zdrowy rozsądek i był w stanie przygarnąć pod swój dach każdego potrzebującego czworonoga, zresztą wszystkie kociaki kręcące się po jego willi były "z odzysku" - Iines zimą znaleziona zmarznięta na łące, Antero napatoczył się w parku brudny i potrzebujący, Scarlett znaleźli na podwórku. To była forma przygarniania zwierząt, do której wokalista przywykł jeszcze przed wyprowadzką z Londynu, bo przed zwierzętami w Yellowlair Oats miał mnóstwo kotów, które wziął pod swój dach i całą hordę bezpańskich, dzikich kotów z okolicy, które regularnie dokarmiał. Ot, takie jego zboczenie - kochał te zwierzęta i dla niego nawet najpaskudniejszy i najbardziej strachliwy, odsunięty od człowieka kot był uroczym mruczkiem, któremu warto pomóc. Roxanne śmiała się czasem, że to przesada, bo pewnego dnia zaczną potykać się o koty na każdym kroku, ale James nie zważał na śmiech domowników i jego miauczący inwentarz domowy stale się powiększał. Miał ku temu idealne warunki w wielkiej willi, więc dlaczego miał nie zabrać z placu zabaw kolejnego potrzebującego stworzonka? Zwłaszcza, że kocur zachowywał się bardzo przyjaźnie i wyglądał na ufnego oraz oswojonego z ludzkim towarzystwem. Na powitanie od razu wstał i zaczął ocierać się o ich nogi, bez grama strachu, a James, choć cieszył się tak poufałą reakcją na ich widok, z przerażeniem zauważył, że prawie nie czuje ciężaru ciała zwierzątka, kiedy to ocierało się o jego nogę. Musiał być straszliwie wychudzony... nie wyglądał aż tak fatalnie, ale to była z pewnością zasługa gęstej sierści - choć nawet z nią sprawiał wrażenie mizernego i słabego. Biedny maluch!
- Pewnie, że mu pomożemy - odpowiedział, posyłając Mai uśmiech i przykucnął nad kociakiem, żeby lepiej mu się przyjrzeć. Nie wyglądał na rannego czy obolałego, ale dla ostrożności James chwycił go delikatnie pod chude boki i postawił sobie na kolanie. Poczuł pod dłońmi delikatne żebra i zapadnięte boki, na co cmoknął cicho z dezaprobatą. - Ojej, ale z ciebie chudzielec...
James odchylił mu ogon i sprawdził płeć zwierzaka. Kocur. Pewnie porządnie odżywiony i zadbany byłby rosłym zwierzakiem, ale cóż - w obecnej sytuacji prezentował się tak mizernie, że na pierwszy rzut oka nie dało się odróżnić go od delikatniejszych z natury samiczek. Miał jasną sierść, na której ewentualne pchły byłyby widoczne na pierwszy rzut oka, więc James w kilku miejscach odgarnął mu długie kosmyki jasnej sierści, żeby przyjrzeć się jego skórze. Sprawdził pod szyją, na klatce piersiowej i w pachwinach przednich łap, gdzie skóra jest najdelikatniejsza i pchły najczęściej zbierają się, żeby podgryzać zwierzątko. Zauważył charakterystyczne czarne kropki i między białymi włosami przemknęła jedna nieco większa, na co James wydał z siebie kolejne ciche cmoknięcie.
- Kolega z tych zapchlonych, będzie trzeba go porządnie wykąpać, gdy wrócimy do domu i użyć preparatu przeciw pchłom, żeby nie rozniósł nam tego świństwa po pozostałych zwierzakach - zwrócił się do Mai. Nawet sobie nie chciał wyobrażać tej katastrofy, gdyby pchły przeszły z tego kocura na pozostałe koty i psy... Przytknął kciuki do górnych warg kocura i delikatnie uniósł, żeby sprawdzić. w jakim stanie jest jego uzębienie. Wyglądało na zdrowe, ale gdzieniegdzie przy dziąsłach miało delikatne zażółcenia, co pozwalało mniej więcej określić jego wiek. - Parę lat ma już na karku, ale jest dość młody. I wygląda na ragdolla... jak się go doprowadzi do stanu używalności, upewnimy się, czy jest rasowy czy tylko przypomina rasowca.
Wziął leciutkiego kocurka na ręce i wstał.
- To co? Bierzemy tego nieszczęśnika i wracamy, Mai? - zaproponował, po czym wyszedł zza zarośli i ruszył do wyjścia z placu zabaw. Co prawda wypad na huśtawki nie potrwał długo, ale był owocny w przygarnięcie kolejnego kota, więc Mai pewnie i tak będzie ukontentowana jego przebiegiem. - Chodźmy, trzeba jak najszybciej się nim zająć. Pewnie jest głodny i przestraszony.
Klepnął się w udo, przywołując Fausta i opuścił plac zabaw, niosąc na rękach puchatego, brudnego i zaniedbanego kota.

zt


Odpowiedz
#422 (08.04.2017, 23:11 )

Faust przyglądał się kocurowi i zainteresowaniu ludzi miauczącym czworonogiem. Stanął sobie obok i patrzył to na kota, to na Jamesa, za czasem zerkał też na Mai, chociaż głównie zajął się kociakiem jego pan. Nie czuł się zazdrosny, że uwaga Jamesa i Maijsy skupiła się na zaniedbanym kociaku. Był nauczony, że zazdrościć o coś takiego nie można, bo to nieprawidłowe i nieposłuszne zachowanie. Co prawda był psem obrażalskim i zdarzało mu się strzelać fochy z zazdrości o inne zwierzęta, ale tylko jeśli w jego mniemaniu nadmierne zainteresowanie właściciela nimi trwało jego zdaniem niepokojąco długo, a kocura oglądał zaledwie przez kilka minut. Poza tym kociak wyglądał na chorego i potrzebującego pomocy, więc tym bardziej Faust rozumiał, że ludzie zainteresowali się kotem, a jego na moment odstawili na bok. Faust sam by mu chętnie pomógł, gdyby wiedział jak to robić! Ale nie umiał, poza tym Rustee zwrócił się do niego w sposób nieprzyjazny, więc owczarek trzymał się od niego z daleka. Wszystko wskazywało na to, że kot wróci z nimi do domu, więc psiak już sobie planował, że na początku na wszelki wypadek będzie traktować go z dystansem. Zasłużył sobie, o!
Obserwował Jamesa, gdy ten się podniósł i wydostał się z chaszczy. Oczywiście poszedł w ślad za nim i zaraz znalazł się na bardziej zadbanej części placu zabaw, obserwując uważnie swojego pana. Zaraz został zawołany, więc bez chwilki zwłoki podreptał do Jamesa i zrównał się z nim krokiem. U boku swojego pana odszedł z placu zabaw. Trochę rozczarował się szybkim powrotem do domu, ale to i tak oznaczało baaardzo długi spacer przez całe miasto, więc nie obraził się. Miał przed sobą perspektywę długiej drogi do domu, w której na pewno uda mu się trochę wyszaleć. Fajnie jest!

zt
Odpowiedz
#423 (14.04.2017, 13:44 )

Kocurek nie opierał się, gdy mężczyzna tak śmiało go chwycił i podniósł, żeby dokładnie mu się przyjrzeć. To nie leżało w jego naturze kociego kanapowca, żeby utrudniać ludziom wszelkie działania, które chcieli wykonać z jego zacną kocią osobą. Ufał ludziom. Nigdy nie zaznał od tych dwunożnych, wielkich stworzeń żadnych krzywd i nawet teraz, pomimo dość długiego przebywania na ulicy kocurek wcale nie obawiał się tych dwojga, którzy weszli w zarośla. Owczarek mógł myśleć, że przeszkodzi mu ściągnięciem ludzi tutaj i zepsuje kocurowi humor, ale prawda była taka, że bardzo mu się przysłużył. Rustee od razu poczuł nadzieję, że być może wreszcie znalazł się ktoś, kto się nim przejmie i weźmie do domu albo chociaż podzieli się z nim porządnym posiłkiem, bo biedny kociak był potwornie wygłodniały.
Cierpliwie pozwolił się obejrzeć z każdej możliwej strony. Ba, nawet dotyk człowieka był dla niego tak miły, że Rustee mruczał cichutko podczas oględzin, które przeprowadził James! Tak brakowało mu ludzkiego towarzystwa i pieszczot, do których był przyzwyczajany od maluszka, że taki błahy kontakt z człowiekiem wprowadził go w koci błogostan.
A jeszcze bardziej zwierzak ucieszył się, gdy James wziął go na ręce i zabrał z zarośli! Pojawiła się w jego kocim serduszku nadzieja, że razem z tymi ludźmi wróci do jakiegoś ciepłego i miłego domu, w którym zostanie na zawsze. Faust chciał mu dokuczyć, a najprawdopodobniej sprawił kocurowi najlepszą niespodziankę życia!

z.t
Odpowiedz
#424 (12.04.2019, 16:27 )
21 lat
studentka, czasem amatorsko gdzieś zagra
166 cm
nie ma

#1
outfit

Wiosno, ach to ty! Pierwsze promyki wiosennego słońca i pierwsze spacery Mallory w zielonym Yellowlair Oats zbiegły się w czasie. Przeprowadzka na początku jesieni nie pozwoliła studentce poznać piękna zieleni, którą obrastało nadmorskie miasto. Zima okazała się malownicza, a Mallory w przeszłości nie widziała takich czap śniegu jak te, które zaległy na pagórach w krajobrazie wokół miasta. Piękno przyrody ją zachwyciło, natomiast teraz Mallory poznawała jej prawdziwe oblicze, które było piękne jak na fotografiach z Yellowlair Oats, które widziała w różnych przewodnikach turystycznych. Atmosfera i uroda miejsca były dla niej ważne. Poza argumentem ekonomicznym Mallory wybrała Yellowlair Oats, a nie Newcastle Upon Tyne, bo zależało jej na kontakcie z naturę, do której mniejszemu z wymienionych miast było bliżej. Tak pojawiła się w Yellowlair Oats, a teraz poznawała miasto. Jeszcze czuła się tu samotna i trochę wyobcowana, ale wdrażała się w życie miasta. Powoli je poznawała i podobało jej się tutaj bardziej i bardziej.
Słońce dominowało dziś nad chmurami, zaś prognozy pogody nie zapowiadały deszczu, więc Mallory udała się na spacer. W torebce miała czytnik z paroma pozycjami, które chciała poczytać. Szukała w tym celu spokojnego miejsca, na przykład parku. Zauważyła pierwsze skupisko zieleni na drodze swojego spaceru i skręciła do niego, ale okazało się nie do końca tym, czego oczekiwała... chciała parku lub skweru, który da jej spokój i możliwość czytania, a place zabaw są zwykle hałaśliwe. Ale miejsce wyglądało urokliwie i jak się okazało, poza dwoma dość cichymi maluchami w piaskownicy i jej opiekunką nie było tu nikogo. Mallory uśmiechnęła się pod nosem i zajęła huśtawkę, która stała w cieniu zielonego drzewa. Po chwili dała się porwać lekturze. Delikatnie bujała się na huśtawce odpychając się od trawnika stopą, a wzrok miała utkwiony w czytniku.

@Emma Shepperd
Odpowiedz
#425 (13.04.2019, 15:42 )
19 lat
uczennica i wolontariuszka w schronisku
158 cm
chciałaby kogoś, ale nie znajdzie

strój

Przypływ cieplejszego powietrza i pierwsze wiosenne promyki słońca wyciągały z mieszkań największych leniuchów i domatorów, więc nawet Emma musiała wyściubić nos zza drzwi swojego mieszkania i nacieszyć się nadchodzącą wiosną. Należała do tych osób, które nienawidzą upałów, ale nie czują się też dobrze zimą, kiedy muszą przemieszczać się okutane w gruba płaszcze i zimowe buciory, więc wiosna i wczesna jesień były jej ulubionymi porami roku. Nie mogła długo gnić w czterech ścianach, gdy przez okno zaczęło do jej mieszkania wślizgliwać się coraz więcej ciepłego słoneczka! Większość dnia od bladego świtu spędziła dzisiaj w schronisku dla zwierząt, ale po powrocie do domu i zaspokojeniu głodu stwierdziła, że pogoda jest zbyt ładna, by przesiadywać w czterech ścianach. W schronisku już nie miała dzisiaj nic do roboty, poza tym czuła się zmęczona po spacerach z kilkoma psiakami, które dostały turbodoładowania, jakby działały na baterie słoneczne. Więc udała się na spokojny spacer w jakieś przyjemne miejsce. Dopiero zbliżalo się południe, a ona nieźle zdążyła się narobić, ale jakoś musiała zagospodarować sobie czas, zaś siedzenie w domu wcale nie brzmiało atrakcyjnie.
Na spacer poszła w stronę Kindly Angles. Tam roiło się od zieleni, więc spacerek do jakiegoś parku i posadzenie czterech liter na ławce brzmiało bardzo atrakcyjnie. W trakcie drogi do najbliższego parku dziewczyna zmieniła kierunek i udała się na plac zabaw. Miejsce nietypowe, ale lubiła czasem pobujać się na huśtawce z uszami zatkanymi muzyką, a te godziny były do tego idealne... przed południem na placach zabaw kręci się mało dzieciaków. Odruchowo zmierzała do swojej ulubionej huśtawki, ale... cholerka! Była zajęta! Emma zobaczyła nieznajomą dziewczynę, która siedziała na niej i była wyraźnie pogrązona w lekturze. Tylko... zaraz... na pewno była nieznajoma? Miała wrażenie, że skądś kojarzy tą twarz! Wyciągnęła słuchawki z uszu i podeszła jeszcze bliżej.
- Przepraszam, czy my się znamy? - zapytała troszkę nieśmiało. Stała dość daleko od tej dziewczyny, ale ta powinna ją spokojnie usłyszeć. A w razie gdyby to okazało się wstydliwą pomyłką, można momentalnie czmychnąć z placu zabaw, zanim sytuacja zrobi się niezręczna.

@Mallory Myers
Odpowiedz
#426 (23.04.2019, 17:25 )
21 lat
studentka, czasem amatorsko gdzieś zagra
166 cm
nie ma

Huśtawka na placu zabaw nie okazała się wystarczająco spokojnym miejscem na poczytanie książki, ale Mallory nie miała pretensji, że ktoś jej przeszkodził. W towarzyskim aspekcie uważała się za osobę zupełnie samowystarczalną. Nie potrzebowała wielkiej gromad znajomych, a jeżeli akurat była sama, to nie miała problemu z twórczym zagospodarowaniem swojego czasu. Pomysły na zajęcia mnożyły się w jej głowie jak króliki. Najczęściej czasu na to wszystko brakowało, więc Mallory chwile spędzone w samotności wysoko sobie ceniła. Czasami wyżej od życia w biegu, takiego pełnego ludzi. Lecz brak towarzystwa prędzej czy później zaczyna zawadzać, tak jak właśnie zawadzał ostatnio jej. W Oxfordzie przyzwyczaiła się do przebywania w dużych grupach ludzi, przede wszystkim odpowiedzialne za to było kółko teatralne, dla którego bardzo się poświęcała. W Yellowlair Oats i Newcastle Upon Tyne zabrakło jej towarzystwa, bo prawie nikogo tu nie znała. Na razie spotkała się tylko z kilkoma osobami i niby kogoś udało jej się poznać, ale na próżno nazywać to bliskimi znajomościami. Nie spodziewała się tutaj, że ktoś przewie jej lekturę, więc jej przerwanie odebrała jako bardzo miłe zaskoczenie.
Podniosła oczy znad czytnika, a na jej twarzy widniał pogodny uśmiech. Nauczyła się jak robić pierwsze wrażenie. Pogodna mina była podstawą, aby zostać zapamiętaną jako przyjazna i pozytywna osoba, więc uśmiech automatycznie załączał się na jej buźce. Zobaczyła nieznajomą dziewczynę, a nie tego spodziewała się po treści jej pytania.
- Przykro mi, ale chyba nie... Nie znam w Yellowlair Oats za wielu osób, więc bym pamiętała - odpowiedziała z lekkim zawodem w głosie i sama też poczuła mały zawód. Szkoda, że nie zobaczyła kogoś znajomego, z kim wcześniej miała okazję niezobowiązująco pogadać. Jedno spotkanie do niczego nie zobowiązuje, ale drugi raz spędzony na pogaduchach może rozwinąć się w dłuższą znajomość, których Mallory miała jak na lekarstwo. Tymczasem nie kojarzyła twarzy młodej dziewczyny, która ją zaczepiła. Przyglądała się z wagą buzi i sylwetce, ale miala w głowie istną czarną dziurę. Szkoda. 

@Emma Shepperd
Odpowiedz
#427 (25.04.2019, 17:50 )
19 lat
uczennica i wolontariuszka w schronisku
158 cm
chciałaby kogoś, ale nie znajdzie

Zaczepianie ludzi w taki sposób nie należało do normalnego zachowania Emmy, ale naprawdę była przekonana, że skądś zna tą dziewczynę! Mallory była bardzo ładna, ale jej uroda była dość charakterystyczna. Emma nie mogła uwierzyć, że pomyliła ją sobie z jakąś inną, zupełnie przypadkową osobą, z którą może kiedyś jechała w autobusie, stała w kolejce do warzywniaka albo wymieniła kilka zdań w schronisku dla zwierząt. Takie rzeczy jej się nie zdarzały, więc naprawdę musiała gdzieś ją widzieć.
Ale dziewczyna bardzo kategorycznie odpowiedziała, więc Emma poczuła się nieco speszona. Wiele ją kosztowało samo zaczepienie osoby obcej, bo jej z trudem przychodziło chociażby odezwanie się do kogoś znajomego, z kim nie wiązała jej bliższa znajomość. Odważyła się i może zrobiła to niepotrzebnie... ale zaraz! Ten głos coś jej mówił! Emma miała się wycofać, ale w końcu nie odeszła, tylko popatrzyła na tą dziewczynę uważnie i wyraźnie się nad czymś namyślając. Na pewno skądś go znała, zaczęła przypominać sobie słowa... i wtedy ją olśniło!
- Zaraz. Przepraszam, czy pani nie grała w jakimś programie telewizyjnym? - zapytała. Wydawało jej się, że gdy ostatnio szykowała się do schroniska, jej babcia oglądała jakiś paradokument, w którym Emma widziała tą dziewczynę. Teraz była tego prawie pewna.

@Mallory Myers
Odpowiedz
#428 (17.05.2019, 15:06 )
21 lat
studentka, czasem amatorsko gdzieś zagra
166 cm
nie ma

Niech to! Mallory nie chciała nikogo przestraszyć! Mimo że wybrała sobie zawód aktorki i na scenie czuła się świetnie, to w życiu codziennym też była dziewczyną trochę nieśmiałą, trochę zagubioną. Miała problemy z owocnym nawiązywaniem kontaktów i borykała się z wieloma kompleksami. Wiedziała najlepiej na świecie jak to jest obawiać się odezwania do drugiej osoby, kiedy nieśmiałość jest jak niewidzialna, ale gruba bariera nie do pokonania. Speszyłat Emmę przez swoją reakcję, a nie miała na myśli nic złego. Niepotrzebnie wyraźnie okazała zawód, że dziewczyna jest nieznajoma. Głupia jesteś, Mallory! W nowym miejscu powinnaś cieszyć się, że ktoś obcy cię zaczepił! Dla dziewczyny takiej jak ona, czyli mającej trudności z nawiązywaniem znajomości takie okazje są na wagę złota. Nowa znajoma trafiła jej się jak ślepej kurze ziarno, a Mallory na dzień dobry co zrobiła? Zniechęciła ją. Jakie to w jej stylu!
Po faux pas na powitanie można było spodziewać się, że nieznajoma młoda dziewczyna czym prędzej się oddali, ale została uparcie. Jej pytanie prawie zwaliło Mallory z nóg. Ktoś ją rozpoznał! Po raz pierwszy w całym swoim życiu została przez kogoś rozpoznana! Poczuła, że jej serce zaczyna mocniej bić, zaś w jej żołądku coś się skurczyło. Poddenerwowanie, ale pozytywne, złapało ją mocno za brzuch. Aż wymusiło na dziewczynie sztywne wyprostowanie ciała na huśtawce.
- Z-zdarzyło się parę epizodów - zająknęła się z poddenerwowania. Była bardzo ciekawa odpowiedzi tej młodej osobki! Mallory jak na razie nie grała w poważnych produkcjach. Nawet w porządniejszym serialu nie... Jej dotychczasowym dobytkiem aktorskim na małym ekranie były role w żenujących paradokumentach, ale nie wstydziła się tych ról, przynajmniej na razie. Była młoda, więc dopiero zaczynała, a od czegoś trzeba zacząć, nieprawdaż?

@Emma Shepperd
Odpowiedz
#429 (07.06.2019, 13:43 )
19 lat
uczennica i wolontariuszka w schronisku
158 cm
chciałaby kogoś, ale nie znajdzie

Tak właśnie myślała! Nie była osóbką wścibską, ale rzeczywiście nie miała obaw przed podejściem do osoby, która wydawała jej się znana... no, prawie nie miała. Każdy jakiś strach ma przed zagadaniem do człowieka, którego kojarzy ze szklanego ekranu. W jej przypadku mocno hamowała ją nieśmiałośc i czasami Emma musiała bardzo długo zbierać się w sobie, aby podejść do kogoś znanego i zagadać. Najwięcej stresu kosztowało ją dawno temu przeszkodzenie Jamesowi i Elenie Moore'om w posiłku w kawiarni, ale potraktowali ją wtedy bardzo miło i dziewczyna nabrała trochę pewności siebie. Później tą pewność nieco zabrał jej Jace Hudson. Co prawda ów mężczyzna nie był dla niej niemiły, ale dał jej do zrozumienia, że gardzi swoimi fanami. Później ośmielił ją Angelo Blackhawk, z którym pisała przez internet, a na koniec spotkała Aleca Wooda, którego "zaatakowała" z zaskoczenia i okazało się, że to nie jest nic strasznego. Nie miała więc większych obaw podczas podchodzenia do znanych osób (albo kojarzonych, jak Mallory) niż podczas podchodzenia do zwyczajnych ludzi. Miała nawet większą motywację, bo drugi raz takie spotkanie może się nie zdarzyć.
- Czyli dobrze skojarzyłam! - powiedziała. Uśmiechnęła się od ucha do ucha. Zauważyła, że dziewczyna jest nieśmiała, a że sama był beznadziejnie nieśmiała to chciała spróbować dodać tej dziewczynie odwagi. Bycie rozpoznanym w taki sposób musi byc miłym doświadczeniem. - Wydaje mi się, że widziałam panią dosłownie kilka dni temu w jakimś paradokumencie... dobrze kojarzę?
Była przekonana, że tak. Ale dopytać nie zaszkodzi i może trochę ośmieli ładną blondynkę. Zresztą to była dla Emmy miła odmiana. Zwykle to ona zapadała się pod ziemię z nieśmiałości, a ten jeden, jedyny raz znalazła się po drugiej stronie i mogła zobaczyć, co widzą i czują osoby w kontakcie z kimś nieśmiałym. To idealna okazja do pracy nad sobą, swoimi wadami i słabościami, których młodej szatynce nie brakuje.

@Mallory Myers
Odpowiedz
#430 (04.07.2019, 10:59 )
21 lat
studentka, czasem amatorsko gdzieś zagra
166 cm
nie ma

Emma była chlubnym wyjątkiem. Większość nieśmiałych osób stresuje się jeszcze bardziej, kiedy w rachubę wchodzi zapoznanie się z kimś, kogo kojarzy się z mediów. Nie robiła na Mallory wrażenia nieśmiałej osoby, czyli dobrze sobie radziła ze swoimi problemami towarzyskimi. Mallory zazdrościła osobom, które umiały przezwyciężać nieśmiałość, gdyż jej nie szło to tak dobrze. Była dziwnym przypadkiem ze swoją nieśmiałością. Nie miała problemów z tym, że na deskach teatru patrzą na nią setki obcych oczu, ani z tym, że stoi przed kamerą i za jakiś czas na ekranie telewizora zobaczą ją kolejne dziesiątki, a może setki oczu. Nie obawiała się niczego, co powiązane z pracą i jej marzeniami, które skupiały się w całości na aktorstwie. Zaś w życiu osobistym, czyli w realnym spotkaniu z człowiekiem twarzą w twarz Mallory zmieniała się w bardzo nieśmiałą osobę i miała problemy z nawiązaniem kontaktów, rozmową. Była dziwacznym przypadkiem, który nie obawiał się nawet rozebrać przed kamerami, a porozmawiać z kimś obcym owszem. Była pewna swoich zdolności aktorskich i wczucia się w rolę, ale własnych zdolności interpersonalnych niestety nie...
Potwierdziła przypuszczenia Emmy pokiwaniem głową, ale wieść o paradokumencie lekko zaskrzypiała w jej uszach. Cóż, brała udział w takich przedsięwzięciach i była świadoma, że ktoś może ją z nich zapamiętać. Nie za darmo dawała do nich swoją twarz, bo w takich programach płacono całkiem porządnie. Jednak nie chciała być z nimi kojarzona, choć na razie nie miała z czego więcej. Żadna z niej była aktorka, jak na razie i jeśli ktoś mógł ją skojarzyć z czegoś więcej niż paradokumentów i młodzieżowych spektakli z Oxfordu, to z epizodu bycia gapiem albo klientem w barze, w serialu. Na razie miała taką rozpoznawalność, na jaką było ją stać.
- Tak, zdarzyło mi się wystąpić w kilku takich programach. To bardzo miłe, że ktoś mnie z nich poznał. Co to był za program? - Nie traciła uśmiechu na pogodnej twarzy. Było jej przy tym dziwnie z tym, że dziewczyna w podobnym wieku nazywa ją panią, więc machnęła na to ręką, starając się poczuć swobodnie w tej rozmowie. - Ale nie jestem jakąś panią, jestem po prostu Mallory.
W taki oto sposób Mallory jakimś cudem pierwsza przedstawiła się Emmie i wyszło to tak naturalnie i swobodnie, że nawet ją to zaskoczyło. Zwykle nie miała odwagi jako pierwsza podać imienia.  Yellowlair Oats jest miastem cudów, może zdziała coś z jej nieśmiałością?

@Emma Shepperd
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości