witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Aaron Prewett

#1 (03.12.2018, 23:08 )
31 lat
Tatuażysta
191
Brak

Aaron Prewett




informacje podstawowe
DATA URODZENIA:13.07.1987
MIEJSCE URODZENIA:Rugby, Anglia
ZAWÓD:Tatuażysta
STAN CYWILNY:Singiel
ORIENTACJA:Biseksualny


informacje dodatkowe
WYKSZTAŁCENIE:Skończył college
STATUS FINANSOWY:średniozamożny
JĘZYKI:angielski, komunikatywnie norweski i francuski
DZIELNICA:City Centre
ZWIERZĘTA:Dalmatynka imieniem Lullaby
PROBLEMY ZDROWOTNE:brak




przeszłość
Na początku był tylko marzeniem. Pragnieniem płonącym gorąco w sercu Tamary Prewett, która nade wszystko chciała zostać matką. Jej małżonkowi nie było jednak spieszno do ojcostwa - wolał skupić się na karierze, więc rozmowy na temat dziecka często kończyły się kłótnią. Nie dało się tego jednak unikać w nieskończoność i gdy żonie udało się w końcu przekonać Christophera, okazało się, że sprawdza się on w roli ojca znakomicie. 
Aaron urodził się pewnego do bólu przeciętnego lipcowego dnia, w przeciętnym szpitalu i w przeciętnym mieście jakim było Rugby. I przez wiele kolejnych lat wszystko co pojawiało się w życiu młodego Prewetta, miało być mniej lub bardziej przeciętne. Nawet pojawienie się dwójki młodszego rodzeństwa niewiele zmieniło. Pod względem grzeczności chłopak nie wyróżniał się specjalnie wśród innych dzieciaków - raz coś napsocił, kopnął piłkę za daleko, niszcząc tym samym kwiaty rosnące w ogrodzie sąsiadki albo przez przypadek stłukł ulubiony wazon mamy. Potrafił być też jednak kochanym aniołkiem, bez marudzenia wyprowadzał psa na spacer, grzecznie odrabiał lekcje i pomagał wynieść śmieci. Podczas nauki w primary i secondary school oceny również miał przyzwoite, ale też nie wybitne. W kwestii kontaktów z rówieśnikami, mógł się pochwalić paczką dobrych przyjaciół, miał też jednak na koncie kilka nieprzyjemnych spotkań ze szkolnymi gnębicielami, którzy lubili się go czepiać z powodu jego dość charakterystycznej, rudej czupryny. Zainteresowania też miał raczej przeciętne - całkiem nieźle rysował, wszystkie swoje szkice jednak chował zaraz do torby, by nikt nie mógł ich zobaczyć. Lubił czytać książki, filmy oglądał niemal w ilościach hurtowych, od ojca nauczył się grać na gitarze. Jeśli pominąć pragnienie posiadania konsoli do gier, na którą rodziców niestety nie było stać, Aaron nie miał żadnych konkretnych marzeń. Gdyby ktoś zapytał szesnastoletniego Prewetta, co chciałby robić w życiu, rudzielec pewnie tylko wzruszyłby ramionami. Nie widział jeszcze dla siebie drogi, nie wiedział, w którą stronę powinien iść. Odpowiedź przyszła do niego mniej więcej w czasie college'u. 

Objawiła się - jak to w wielu tanich romansidłach - pod postacią dziewczyny. Miała na imię Nora i dopiero przeniosła się z Norwegii do Anglii, bo jej ojciec dostał tu propozycję lepiej płatnej pracy. Bardzo szybko okazało się, że młoda Norweżka była totalnym przeciwieństwem Aarona - gadatliwa, z głową pełną pomysłów i marzeń, obdarzona także niesamowitym talentem artystycznym. Ciągnęło ją do poznawania rzeczy nieznanych, do podróżowania. Miała swój niepowtarzalny styl bycia, dość krzykliwy i jaskrawy. Jako pierwsza w klasie zrobiła sobie tatuaż i zakolczykowała język. Była odrobinę onieśmielająca, potrafiła swoją pewnością siebie przyćmić innych - szczególnie jednostki tak szare i nijakie jak Aaron. Ale z jakiegoś powodu, ta przebojowa dziewczyna postanowiła wyciągnąć Prewetta z cienia i uczyniła go swoim najlepszym przyjacielem. Prawdopodobnie jedną z przyczyn było to, że Nora wprowadziła się do domu niemal tuż na przeciwko Aarona. Bardzo często go więc odwiedzała. I mówiła. Mówiła. Mówiła godzinami. Opowiadała mu niestworzone historie. Roztaczała wizję świata, będącego niesamowitym miejscem, pełnym tajemnic i sekretów do odkrycia. A on słuchał. I gdy odważył się pokazać jej swoje szkice, to ona najgoręcej zachęcała go, by rozwijał swój talent. Powtarzała, że powinien wybrać się na studia artystyczne. Otworzyła mu oczy na wiele spraw. Sprawiła, że stał się bardziej świadom swojej osoby, swoich wad i zalet, swojej roli w świecie a także... swoich pragnień. Ich przyjaźń trwała, powoli przeistaczając się w coś głębszego. To było odwzajemnione uczucie. Swój pierwszy raz Aaron przeżył właśnie z nią. Niewiele w tym było romantyzmu, kiedy nieco nieporadnie kochali się na tylnym siedzeniu jego samochodu, ale mężczyzna do dziś z nostalgią wspomina właśnie tamten wieczór. 

Po tamtym dniu właściwie oboje byli przekonani, że resztę życia spędzą już razem - jak to typowe, zakochane nastolatki. I choć ich związek przerwał jeszcze dwa lata, finalnie niestety nic z tego nie wyszło. Rozstali się. Ot tak, po prostu. Bez fajerwerek, bez kłótni, bez trzaskania drzwiami i łzawych scen. Ogień się wypalił. Któregoś razu po prostu usiedli razem przy stole i szczerze porozmawiali. Pozostali przyjaciółmi, choć każde wyruszyło zupełnie inną drogą. Ku rozpaczy matki, Aaron nie poszedł na studia. Uznał, że to strata czasu. Po skończeniu college'u udało mu się załapać na praktyki w studiu tatuażu. Tam w końcu odnalazł swoje miejsce. Wzięty pod skrzydła uzdolnionego tatuatora, sam zaczął szlifować swój talent artystyczny. Na początku nie było łatwo. Dziarał ludziom jakieś pierdoły, proste gówna, na które czasami nie potrafił patrzeć - znaki nieskończoności i pióra, czasem jakieś bzdurne cytaty. Musiał pracować naprawdę ciężko, finalnie się to jednak opłaciło. Kiedy został pełnoprawnym tatuatorem i w końcu zaczął zarabiać jakieś pieniądze, jego życie znów odrobinę się zmieniło - zaczął podróżować. Nora zaraziła go tym pragnieniem, by zwiedzać inne kraje, poznawać obce kultury. Usamodzielnił się, wyprowadzając się finalnie od rodziców - chociaż lament matki zmusił go do wynajęcia kawalerki tak blisko rodzinnego domu, jak to tylko możliwe. 

Dokładnie dwadzieścia cztery lata od dnia, kiedy Aaron przyszedł na świat, los postanowił postawić na jego drodze kolejną kobietę, która miała namieszać w jego życiu. Gdy rudzielec zobaczył ją w barze, nie spodziewał się, że ta urocza, odrobinę pulchna blondynka już wkrótce będzie matką jego dziecka. Niestety, nie było to dziecko chciane. To miała być tylko przelotna znajomość, chociaż w łóżku wylądowali zdecydowanie częściej niż raz. To nie była chemia, nie w takim samym sensie jak w przypadku Nory. Rosalyn Harper pociągała go głównie fizycznie - nikt nie miał takich piersi i nie robił takich lodów jak ona. Przez prawie pół roku byli FWB. I mimo, że za każdym razem się zabezpieczali, którejś nocy zwyczajnie coś poszło nie tak. Gdy po trzech miesiącach powiedziała mu o ciąży, był przerażony. Chciał dać jej pieniądze na usunięcie - nie wzięła. Obstawiał, że być może nagle odezwały się w niej instynkty macierzyńskie, choć pewności mieć nie mógł. Donosiła ciążę i wydała na świat uroczą, zdrową i bardzo głośno krzyczącą dziewczynkę, która dostała na imię Madelaine. 

Ale Aaron nie widział się w roli ojca.
Nie był gotowy na taką odpowiedzialność. I chociaż córka mocno go rozczulała, nie chciał jej skrzywdzić. Ponadto - nie wstydźmy się tego stwierdzenia - bał się obowiązków, które wynikały z wychowywania dziecka. On wciąż czuł się niemal nastolatkiem, był wolnym duchem, chciał podróżować i szaleć, korzystając z życia. Planował płacić alimenty i żyć tak samo jak do tej pory. No, może tylko nieco ostrożniej postępować z kobietami, by podobna sytuacja nie miała już miejsca. Niestety, bardzo szybko okazało się, że Rosalyn oraz jego matka mają inne plany. Niemalże zmusiły go do ożenku z panną Harper. Podejrzewał, że Rosalyn wmówiła sobie, że jednak go kocha. Nie był pewny, nigdy nie potrafił zrozumieć, jak działa jej umysł. Wzięli ekspresowy ślub cywilny, żadnych kościołów, hucznych wesel czy nawet białej sukni. Zamieszkali razem w jego wynajmowanym mieszkaniu. I Aaron naprawdę chciał dać temu związkowi szansę, nawet jeśli nie pasowali do siebie z żoną zupełnie. Postanowił spróbować zostać ojcem dla Madelaine. Ale nie udało się. Pomieszkali tam razem całe trzy miesiące. Dłużej zwyczajnie nie dał rady. Ciągłe budzenie w nocy, ciężar opieki nad niemowlakiem, później także pretensje Rosalyn, awantury o to, że długo siedział w robocie i nie miał czasu dla rodziny - to go przerosło. Rozwód, który wzięli, był jeszcze szybszy niż ślub. Aaron szybko spakował swoje manatki, całując na pożegnanie rodziców i rodzeństwo, a także Madelaine - a potem wyniósł się z miasta. Czuł że w Rugby nie było już dla niego miejsca. 
I tym też sposobem wylądował w Yellowlair Oats.




więzy krwi
RODZICE:Christopher & Tamara Prewett
RODZEŃSTWO:młodszy brat i siostra
DZIECI:Madeline Harper, lat 6
DALSZA RODZINA:jakieś kuzynostwo


miłość
STATUS ZWIĄZKU:rozwiedziony, singiel
PARTNER:brak
BYLI PARTNERZY:Rosalyn Harper - była żona






psychika
TYP OSOBOWOŚCI:ekstrawertyk
ZABURZENIA:brak
PRIORYTETY:Wolność, radość, przyjaźń, rozwój
GRUPY:Jowisz 50%, Wenus 30%, Mars 20%


opis charakteru
Wygadany, otwarty, chętny do poznawania nowych osób, chociaż trzymający się raczej swojego zaufanego grona. Aaron dzięki swojej sympatycznej naturze bardzo łatwo nawiązuje kontakt z ludźmi - co jest szczególnie ważne w jego pracy. Nie wyobraża sobie jak mógłby spędzić kilka godzin dziarając kogoś i milczeć niczym grób. Gadka płynie mu z ust sama, szczególnie gdy tylko padnie jakiś fajny temat. Stara się zarażać innych swoją pewnością siebie, wyciągać ludzi ze skorupy - tak jak kiedyś Nora zrobiła to dla niego.
Aaron stara się być osobą niekonfliktową. Nie lubi się denerwować, więc jeśli tylko ma możliwość, stara się zjednywać sobie ludzi. Zna trochę psychologicznych zagrywek, jeśli potrzebuje osiągnąć jakiś efekt, nie waha się po nie sięgnąć - chociaż zwykle starczy jego urok osobisty. Jest ekstrawertykiem, lubi spędzać czas z ludźmi, jednak jak każdy, ma swoje granice. Gdy zostanie ona przekroczona, jego ulubionym zajęciem na wyciszenie się jest zaszycie się w mieszkaniu razem z filiżanką herbaty i dobrą książką, ewentualnie popykanie na konsoli w jakąś grę. Preferuje single player, jeśli by kto pytał.
Gdyby Aaron potrafił spojrzeć na siebie obiektywnym okiem z boku, prawdopodobnie stwierdziłby, że jest odrobinkę zbyt zapatrzony w siebie i swoje potrzeby. Sukces, który odniósł na polu zawodowym, znacząco przyczynił się do tego, że urosło mu ego. Stara się nie patrzeć na innych z góry, ale często ciężko mu się od tego powstrzymać. Ma jednak na tyle oleju w głowie, że zwykle trzyma język za zębami - chyba że ktoś bardzo go irytuje swoim zachowaniem. Bo pomimo swojego ugodowego charakteru, potrafi walczyć o swoje. Ma gadane, nie waha się uderzyć tam, gdzie zaboli, patrząc bez mrugnięcia, prosto w oczy. Nawet jeśli miałoby to przynieść jedynie chwilową satysfakcję z wygranej pyskówki. Z życia czerpie garściami, nie jest jednak chamskim dupkiem i wiele potrafi też dać od siebie. 




na pierwszy rzut oka
WZROST:191 centymetrów
POSTURA:wysportowany
KOLOR OCZU:jasny błękit
KOLOR WŁOSÓW:rudy
CECHY CHARAKTERYSTYCZNE:broda, tatuaże, kolczyk w języku


opis wyglądu
Pierwsze co się rzuca w oczy - rude kosmyki. To zawsze był znak rozpoznawczy Aarona. Pod koniec college'u dołączyła do nich również broda w tym samym kolorze. Mężczyzna dba o nią zupełnie jak kobiety robią to z włosami, zawsze jest więc równo przystrzyżona i nawilżona. Kolejną z jego cech charakterystycznych jest dość imponujący wzrost. Te dwa elementy razem sprawiają, że bardzo łatwo wypatrzyć go na ulicy, bo przynajmniej odrobinkę wystaje ponad otaczający go tłum. Wspomnieć należy też o tatuażach, które zdobią jego ciało w kilku miejscach. Są jednak rozlokowane w takich punktach, że bez większych trudności da się je ukryć pod ubraniem - Aaron nie szalał póki co z dziarami na twarzy, dłoniach czy szyi. Starczy jednak, że założy zwykły t-shirt i już jak na dłoni widać liczne projekty, które sobie zafundował. 
Idąc dalej, należy wspomnieć też o jego oczach - intensywnie błękitnych, w odcieniu zimnym niczym lód, choć zwykle jego spojrzenie jest raczej ciepłe i sympatyczne. Aaron często się uśmiecha, więc wokół oczu i ust zaczęły już mu się robić drobne zmarszczki mimiczne. 
Jeśli chodzi o styl ubierania się, kieruje się przede wszystkim wygodą, jednak nigdy nie traktuje wyglądu po macoszemu. Stara się ubierać w stonowane kolory, bardzo lubi ciepłe swetry i bluzy i napisami. Ogółem raczej sprawia wrażenie dużego, dobrze zbudowanego i wysportowanego kochanego miśka, który często się uśmiecha i budzi w ludziach sympatię. 




ciekawostki
§ Dzięki zarobionym pieniądzom oraz wzięciu niewielkiego kredytu udało mu się otworzyć w Yellowlair Oats swój własny, mały lokal ze studiem tatuażu.

§ Nie cierpi dymu papierosowego. Nigdy nie palił, nie pali i palić nie będzie.

§ Uwielbia czekoladę. Ale koniecznie z całymi orzechami.

§ Mięsożerca. Zdecydowanie. Gdyby mógł, jadłby tylko potrawy z mięsem jako głównym składnikiem. Jednak z racji tego, że stara się odżywiać w miarę zdrowo, czasem wcina też coś zielonego.

§ W kwestii wystroju zdecydowanie woli minimalizm - nie cierpi bzdurnych, niepotrzebnych ozdób pokroju ceramicznych figurek, których zadaniem jest chyba tylko zbierać kurz.

§ Jeśli tylko jest mu wystarczająco ciepło i nie dzieje się nic ciekawego, potrafi zasnąć wszędzie. Nawet na stojąco.

§ Ma reakcje alergiczne na jakiekolwiek reklamy - w telewizji, w radiu i w internecie. Z tego też powodu tv włącza tylko do pogrania na konsoli, a seriale i filmy ściąga sobie na komputer, by móc rozkoszować się seansem w spokoju. Muzyki również słucha korzystając z odpowiednich portali i aplikacji, które są wolne od reklam, a w kwestii internetu - po prostu zainstalował sobie AdBlocka. 

§ Jego pasja i marzenia skupiają się wokół podróży. Chciałby móc zwiedzić tyle krajów, ile to tylko możliwe. 

§ Bardzo rzadko pija alkohol. Czasem jedno piwko po obiedzie lub okazjonalnie, na jakimś przyjęciu. Nigdy w samotności. Jest też bardzo wybredny, jeśli chodzi o trunki, które pije.

§ Nie potrafi zjawić się nigdzie o czasie. Albo się spóźnia, albo, jeśli bardzo mu zależy, żeby jednak się nie spóźnić, przychodzi na miejsce spotkania przed wyznaczoną godziną.

§ Dba o swój wygląd oraz o swoje samopoczucie. Regularnie, acz niezbyt często odwiedza zarówno profesjonalny salon barberski oraz kosmetyczkę. Na siłowni gości zaś dwa-trzy razy w tygodniu.

§ Stara się dbać o środowisko i o braci mniejszych, chociaż też bez przesady. Od czasu do czasu przekazuje drobne darowizny na schroniska, czasem w swoim studiu organizuje walk-in'y z których pieniądze oddaje później na fundacje ratujące psy i koty. Skrupulatnie segreguje odpady, nie znosi też, gdy marnowany jest prąd. Ogółem nienawidzi marnotrawstwa w każdej możliwej postaci. Aż go serce ściska, kiedy widzi, jak dobre jedzenie trafia do śmieci lub gdy niepotrzebnie zużywa się hektolitry wody.

§... więcej z czasem.

Odpowiedz
#2 (03.12.2018, 23:30 )

karta zaakceptowana
witamy na forum
James Moore
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości