witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Lynne Lloyd

#1 (19.07.2019, 22:22 )
28 lat
psycholog policyjny
153 cm

Lynne Lloyd




informacje podstawowe
DATA URODZENIA:15.03.1991
MIEJSCE URODZENIA:Seattle, USA
ZAWÓD:psycholog policyjny
STAN CYWILNY:panna
ORIENTACJA:biseksualna


informacje dodatkowe
WYKSZTAŁCENIE:wyższe
STATUS FINANSOWY:średniozamożna
JĘZYKI:angielski, francuski (w stopniu średnio zaawansowanym) oraz podstawy hiszpańskiego
DZIELNICA:Kindly Angles
ZWIERZĘTA:brak
PROBLEMY ZDROWOTNE:arytmia serca




przeszłość
Jaka była Lynne? BYŁA? Zachowujesz się jakby umarła, a przecież ona wciąż żyje, tylko daleko stąd, odcięta od tego całego gówna. Wiem, kurwa, że się zmieniła. Teraz już wiem. Jak mogłem tego nie zauważyć? Byłem jej pierdolonym współlokatorem!
 
Wybacz mi, że się uniosłem, po prostu... ja nie potrafię sobie tego wybaczyć. Minęło siedem miesięcy odkąd spakowała swoje rzeczy i bez słowa wyjechała do Yellowlair Oats, zostawiając na kuchennym stole kluczę i kopertę z jej częścią czynszu, a ja wciąż nie jestem w stanie pojąć dlaczego z dnia na dzień zrezygnowała z dotychczasowego życia. Myślałem o powodach dla których zerwała kontakt z nami wszystkimi i wiesz do czego doszedłem? To wcale nie była spontaniczna decyzja. Lynne nie jest typem osoby, która rzuca pracę, gdy ta jej się znudzi; dokładnie analizuje każde „za” i „przeciw”, szuka alternatywy, swojego planu B. Coś niedobrego działo się z nią przez ostatnie tygodnie, a ja to zbagatelizowałem. Wszyscy to zbagatelizowaliśmy.
 
Do kwietnia nachodził mnie Eric, jej były facet. Niby poważny biznesmen, a zachowywał się gorzej niż… No cóż, na pewno człowiekowi na jego pozycji nie przystoi takie zachowanie. Już rozumiem dlaczego była żona ograniczyła mu kontakt z dziećmi. Ale wtedy, to jest siedem miesięcy temu, o niczym nie mieliśmy pojęcia. Wszyscy byliśmy zdania, że związek z tym człowiekiem to jak złapanie Pana Boga za nogi; przystojny, szarmancki, do tego posiadający własną firmę i szaleńczo zakochany w Lynne. Dziwiłem się temu, że zwlekała z zamieszkaniem z Ericem. Przecież ten gość mógł zaoferować jej znacznie więcej, niż ciasne mieszkanie na londyńskim Bexley. Teraz już wiem, że przeżywała piekło. Bała się tego człowieka i rozumiem dlaczego nie chciała, by ktokolwiek wiedział gdzie jest i czym się aktualnie zajmuje. Ja też powinienem się go bać. Od jakiegoś czasu krucho u mnie ze zleceniami i jestem prawie pewien, że to jego sprawka.  
 
Jak się poznaliśmy? A co to ma do rzeczy? Uff… Wstyd się przyznać, ale sam do końca nie pamiętam, to było prawie dekadę temu. Mam tylko mgliste przebłyski ze studenckiej imprezy, a musisz wiedzieć, że na pierwszym roku naprawdę ostro imprezowałem. Stała pod ścianą, taka maleńka, przerażona nieznanym towarzystwem. Nie wiem które z nas było bardziej pijane, ani nie jestem w stanie sobie przypomnieć jak to się stało, że kwadrans później truliśmy się papierosem palonym wspólnie na balkonie. Pamiętam za to jej musztardową sukienkę. Była okropna i rzucała się w oczy, oczywiście w negatywnym znaczeniu tych słów. Sam nie wiem co strzeliło mi do głowy, ale wyraziłem swoje myśli głośno. Sądziłem, że strzeli focha i wyjdzie, a ona roześmiała się serdecznie twierdząc, że to samo powiedziała jej właścicielce, która zmusiła ją do przyjścia. Tak zaczęła się moja wieloletnia przyjaźń z Lynne.
 
Niewiele mówiła o sobie, ale w miarę tego, jak nasza znajomość się rozwijała, dowiadywałem się coraz więcej o jej przeszłości. Urodziła się w Seattle, gdzie spędziła pierwsze czternaście lat życia. Gdy pytałem ją o szczegóły robiła się blada i ponura, a ton jej głosu przybierał ostrzejsze brzmienie. Zupełnie jakby właśnie wdawała się w sprzeczkę ze swoim wrogiem, a przecież nikt z nas nigdy nie życzył jej źle. Zdawałem sobie sprawę z tego, że cokolwiek stało się w Stanach, było dla niej bolesne, ale nie potrafiłem oprzeć się ciekawości, otwierając rany na jej duszy. W ten sposób dowiedziałem się, że jej biologiczny ojciec zginął gdy miała niespełna dwa lata. Pracował na czarno na budowie, spadł z rusztowania podczas pracy. Jego szef oczywiście wymigał się od wypłacenia odszkodowania, a sądowe batalie tylko zszargały nerwy jej matki. Skoro o niej mowa, Lynne nigdy nie potrafiła znaleźć z nią wspólnego języka. Wiem tylko, że ciągle zmieniała partnerów i nierzadko stawiała ich ponad własnym dzieckiem. Najdłużej wytrzymała w związku z Richardem, z którym nawet wzięła ślub. To właśnie on zabrał je do Londynu, gdzie Lynne miała szansę na normalne życie. Prawie. Gdy miała szesnaście lat wykryto u niej arytmię serca.  Wracając, Richard był dla niej jak ojciec, dał jej nawet swoje nazwisko, bo wcześniej nazywała się Smith, dlatego też gdy siedem lat temu zdiagnozowano u niego raka krtani, była załamana. Zmarł trzy lata później, a ona zamieszkała ze mną. Nie mogła wytrzymać toksycznej matki, która powtarzała jej, że jako psycholog niczego nie osiągnie.
 
Jeśli znajdziesz Lynne w Yellowlair Oats, przekaż jej, że nadal nie znalazłem nikogo na jej miejsce. Niech wie, że w każdej chwili ma dokąd wrócić. I jeszcze jedno, daj jej ten notes. Gdyby pytała od kogo, powiedz, że Alexander Brown miał go cały czas przy sobie.
 
Może mnie nie zabije, gdy się dowie.




więzy krwi
RODZICE:matka Chloe, biologiczny ojciec i ojczym nie żyją
RODZEŃSTWO:brak
DZIECI:brak
DALSZA RODZINA:jeśli jakakolwiek istnieje, to Lynne nie ma o tym pojęcia


miłość
STATUS ZWIĄZKU:wolna
PARTNER:brak
BYLI PARTNERZY:była w dwóch związkach, ale wyciągnięcie od niej czegokolwiek na ten temat graniczy z cudem






psychika
TYP OSOBOWOŚCI:introwertyk
ZABURZENIA:depresja, fobia społeczna
PRIORYTETY:praca
GRUPY:Wenus, Saturn


opis charakteru
Psycholog z zaburzeniami? Pomyślałem o tym samym, gdy z  torebki Lynne wypadło opakowanie Xanaxu, a ona rozpłakała się i o wszystkim mi powiedziała. Działania Chloe przez lata pozbawiały ją pewności siebie; według niej grzeczne i posłuszne dziecko było bardziej wartościowe (sic!) niż dziecko wykazujące się indywidualizmem. Czegokolwiek nie zrobiła, miało być po myśli matki, która od najmłodszych lat wyręczała ją we wszystkich sprawach. Podręczniki dla rodziców nazywają ta autokratycznym modelem wychowania. Nic dziwnego, że wyrosła na cichą, poważną i zamkniętą w sobie dziewczynę.
Przekonana o swojej niskiej wartości potrzebuje ciągłych zapewnień ze strony partnera. Niejednokrotnie zdarzyło mi się podsłuchać, jak pytała Erica, czy aby na pewno ją kocha i jej nie zostawi. Ta kobieta, to jest jej matka, zrobiła jej wodę z mózgu! Ale im więcej Chloe jej zabraniała, i bardziej Lynne zamykała się w sobie, tym bogatszy stawał się jej świat wewnętrzny. Z czasem nauczyła się żyć z samotnością, a nawet ją polubiła. Spotkania z innymi tylko wysysają z niej energię, dlatego najlepiej czuje się gdy jest sama. Jest nieufna i głębsze relacje zawiązuje dopiero po dłuższym czasie, a i tak rzadko kiedy do kogokolwiek udaje jej się przywiązać. To negatywne nastawienie do nowych znajomości jest chyba jej największą wadą razem z zakłopotaniem, w które wpada za każdym razem, gdy musi załatwić jakąś sprawę. Nie przepada za głośnymi miejscami, ani jałowymi dyskusjami. Wychodzi z założenia, że jeśli nie ma się nic sensownego do powiedzenia, to najlepiej milczeć, albo w ogóle się nie odzywać. Gdy już znajdzie się w towarzystwie woli trzymać się z boku i obserwować pozostałych. Wiesz, na pierwszy rzut oka może wydawać się oschła i cyniczna, ale zyskuje przy bliższym poznaniu
To, czego najbardziej jej zazdroszczę, to umiejętność trzymania swoich emocji na wodzy oraz oddzielania życia prywatnego od pracy. . Jest doskonałym słuchaczem, do tego cechuje ją dyskrecja, więc jeśli potrzebujesz ramienia do wypłakania się w nie, to ta kobieta będzie do tego najodpowiedniejsza. Nigdy nie rozmawiała o swoich pacjentach, nawet ze mną.
Kolejną wadą Lynne jest to, że często buja w obłokach, a jej spojrzenie robi się nieobecne. Zawsze wtedy mam wrażenie, że myślami jest daleko; nie setki, ale tysiące mil stąd. Ale gdy już wykonuje powierzoną jej pracę, to oddaje się w stu procentach, pilnując, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nie potrafi się skupić jeśli ktoś lub coś zagłusza ciszę oraz gdy wokół panuje bałagan.
 



na pierwszy rzut oka
WZROST:153 centymetry
POSTURA:szczupła, drobniutka
KOLOR OCZU:zielone
KOLOR WŁOSÓW:blond
CECHY CHARAKTERYSTYCZNE:brak


opis wyglądu
Nie można powiedzieć, że jest brzydka, ale też na pierwszy rzut oka nie ma w niej nic zjawiskowego, czy przeciwnie, odrażającego. Jeśli na ulicy jakimś cudem zwróciłbyś na nią uwagę, to zapewniam Cię, że po kilku krokach zapomniałbyś jak wygląda jej twarz. Założę się, że pierwsze określenie, jakie wpadło Ci do głowy to "nijaka", ja natomiast wolę nazywać ją kameleonem. Ta kobieta doskonale potrafi wpasować się w tłum, pod warunkiem, że jest to tłum dzieciaków. Przez swój niski wzrost brana jest za jednego z nich!Ubiera się zwyczajnie; z nutą elegancji, ale w stonowanych kolorach, które nie przykuwają wzroku.
Gdybym miał ją namalować, użyłbym dużej ilości złotej farby, albo użył prawdziwego złota,  by przenieść na płótno jej pofalowane, miękkie niczym jedwab włosy. Lynne nie znosi tych fal i prostuje na siłę, a one i tak się buntują, jeśli powietrze jest wilgotne. Jej oczy przypominają dwa szmaragdy otoczone gęstą zasłoną czarnych rzęs, a usta kojarzą mi się z dojrzałymi malinami zrywanymi w lipcowy poranek. Gdy się uśmiecha prezentuje swoje śnieżnobiałe zęby. Jej prosty nos delikatnie zadziera się ku górze, a gęste brwi wyginają w lekkie łuki.
Mówiłem już, że jest niska? W parze ze wzrostem idzie jej drobna budowa ciała. Talia Lynne jest tak wąska, że byłbym w stanie objąć ją obiema dłońmi, dzięki czemu jej drobny biust nie wydaje się taki drobny, a biodra nieco szersze.




ciekawostki
— Uwielbia psy, ale los postanowił być złośliwy i nie pozwolił Lynne na przygarnięcie czworonoga; najpierw przez alergię matki, a w późniejszym okresie landlordów, którzy nie wyrazili zgody na zwierzęta.

— Jej ulubiony kolor to różowy i nie wstydzi się tego pomimo prawie trzydziestki na karku.

— Lubi czasem bez powodu wypić kieliszek wina. Albo i pięć.


— Powiedzieć o Lynne, że beznadziejnie gotuje, to jak stwierdzić, że przy minus dwudziestu stopniach Celsjusza i zamieci śnieżnej "wieje tylko lekki wiaterek". Jeśli  już zabiera się za przyrządzanie posiłków, wypatrujcie grzyba atomowego!

— Na początku miała mieć na imię Morgana, ale ojciec wybił matce ten pomysł z głowy. I słusznie.

— Ma talent plastyczny, ale rysunki na stronach jej szkicownika nigdy nie ujrzały światła dziennego.

— Posiada prawo jazdy, ale nie ma samochodu. O wiele bezpieczniej czuje się w komunikacji miejskiej niż za kierownicą.



Odpowiedz
#2 (22.07.2019, 22:22 )

karta zaakceptowana
witamy na forum
James Moore
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości