witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Sullen Park

#1 (09.05.2016, 18:58 )

<div class="tematowe"><center>Sullen Park<br><br><img src="http://i.imgur.com/KlqMcHm.jpg" style="width:500px; border: 10px solid rgba(209, 185, 168, 0.48)"></center></div>
Odpowiedz
#2 (09.05.2016, 19:19 )
27 lat
studentka medycyny
172 cm
po co się z kimś wiązać?

Gdy Yvonne udała się na pierwszy spacer po nowym miejscu zamieszkania, pierwszą jej myślą było, że mogła wybrać droższe mieszkanie w lepszej dzielnicy. Kamieniczki w niektórych ulicach wyglądały ładnie i schludnie, a mieszkający w nich ludzie nie straszyli obliczami jak z murów więziennych, ale w drodze do parku dziewczyna zdążyła minąć co najmniej dwie spore aleje, gdzie wszystko wyglądało po tysiąckroć gorzej, a ludzie stojący w bramach z piwem sprawiali wrażenie zwyczajnie niebezpiecznych. Nie żeby jej to bardzo przeszkadzało, ale wolała mieć milszy start... Zresztą to bez znaczenia. Yvonne i tak nie bała się, że ktoś ją napadnie w ciemnej alejce, a od dziwnych ulic zamierzała trzymać się z daleka dla własnego bezpieczeństwa.
Jeśli zachowa minimum rozwagi, to nic jej się tu nie stanie - przecież normalni ludzie też tu mieszkają, zapewne od lat i nic złego im się nie dzieje, prawda?
Dziewczyna, ubrana dzisiaj w lekką bluzkę z krótkim rękawem, na którą miała zarzuconą dżinsową kurtkę, w ciemne rurki oraz wygodne, choć ładne wiosenne buty, dotarła do parku. Znalazła go na mapie miasta i zauważywszy, że jest blisko jej kamienicy, postanowiła się przespacerować. Przyjrzała się trasie i teraz odtworzyła ją bez trudu docierając do celu. Przekroczyła bramy parku i uśmiechnęła się delikatnie. Nie było to zapewne najpiękniejsze skupisko zieleni w tym mieście. Sporo drzew było zaniedbanych, trawa dośc wysoka, a nieopodal rzuciła jej się w oczy jakaś zdezelowana ławka, którą zapewne rozbiło w nocy kilku pijaków. Taki wniosek nasunął jej się, kiedy zobaczyła kilka potłuczonych butelek w jej pobliżu. Mimo wszystko dziewczyna uznała, że warto zajrzeć dalej.
Kiedy wyszła na inną alejkę parku, okazało się, że jest tam o wiele przyjemniej. Musiała mieć pecha i na dzień dobry trafić w nieciekawą okolicę. Och, i huśtawka się znalazła! Ciemnowłosa dziewczyna zeszła z brukowanej alei i pokonała kilka kroków przez wydeptaną dróżkę, która prowadziła przez trawnik do huśtawki. Poruszyła drewnianą kładką sprawdzając czy urządzenie nadaje się do zabawy, a po upewnieniu się, że sprzęt jest sprawny, usiadła na niej i zaczęła się lekko bujać. Może i dorosła kobieta, ale każdy ma czasem ochotę na sentymentalną podróż do dzieciństwa, które w przypadku Yvonne łączyło się nierozerwalnie z zabawą na huśtawce.
Odpowiedz
#3 (09.05.2016, 19:20 )

Kocur akurat spacerował nieopodal. Możliwe, że trafił do jakiejś gorszej dzielnicy, ale dla niego to nie miało żadnego znaczenia. Bo jakie mogło mieć? To ludzie uczynili to miejsce niebezpiecznym, dominując budynki mieszkalne oraz ulice przez niebezpiecznych przedstawicieli swojego gatunku. Dopóki więc tylko ludzi można się tu było obawiać, to Irys był bezpieczny. I tak żaden człowiek nawet nie zwróci na niego uwagę - taką przynajmniej miał nadzieję, jeśli chodzi o ludzi niebezpiecznych. Mili, chcący dokarmić białego kociaka byli jak najbardziej mile widziani, chociaż Irys świetnie radził sobie samodzielnie. Potrafił polować i wyszukiwać jedzenie, bo robił to od lat... ale zawsze fajnie jest dostać jakiś posiłek jak w gratisie, od człowieka, zamiast włożyć wysiłek w jego zdobycie.
Biały kocur szedł sobie przez park spacerowym krokiem i nawet go cieszyło, że jest taki pusty. Niedawno wrócił do miasta i musiał na nowo rozejrzeć się po okolicy, aby przypomnieć sobie wszystko - wiele szczegółów, jak choćby umiejscowienie obfitującego w jadalne odpadki śmietniska uleciało mu z głowy, a przecież to było takie ważne! Zwierzak zamyślił się idąc przez trawnik i nawet nie zauważył, że zbliża się w jego stronę rozhuśtana huśtawka, na której siedzi dorosła kobieta. Dostrzegł ją w ostatniej chwili, gdy nadlatywała i przeraził się nie na żarty! Odskoczył gwałtownie wydając z siebie donośne syknięcie. Dosłownie w ostatnim momencie. Ale miał szczęście! Niewiele brakowało, a zostałby uderzony.
Odpowiedz
#4 (09.05.2016, 19:20 )
27 lat
studentka medycyny
172 cm
po co się z kimś wiązać?

Na nieszczęście kocurka dziewczyna nie miała zielonego pojęcia, że jakiś zwierzak się do niej zbliża, zresztą nawet by nie pomyślała, że w miejscu, w którym jest sama jak palec, jakieś zwierzę podejdzie blisko rozbujanej huśtawki, która jest wręcz jak wielkie, żarzące się czerwonym, ostrzegawczym światłem słowo NIEBEZPIECZEŃSTWO. Kocurek wykazał się ogromną nierozwagą oraz brakiem spostrzegawczości, ale cóż, każdemu się zdarza - Yvonne wierzyła, że zwierzę potrafi się zamyślić i nie zauważyć niebezpieczeństwa lub po prostu jest roztargnione. Nie każdy wierzy w inteligencję oraz myślenie zwierząt, ale fakt, iż nie omijając automatycznie każdej takiej przeszkody, tylko potrafią mimo swojej pełnej sprawności fizycznej oraz umysłowej czasami pominąć zagrożenie, jest jasnym dowodem na to, że zwierzak to myślące stworzenie. A już na pewno kot. Och, tak. Yvonne uwielbiała koty.
Kocurek zaszedł ją od tyłu, więc zupełnie jej to umknęło i dopiero kiedyś coś jej białego mignęło gdzieś na peryferiach pola widzenia, dotarło do niej, że chyba o mały włos nie zrobiła krzywdy jakiemuś zwierzęciu. Mocno zaparła się nogami, aby zatrzymać huśtawkę, a kiedy ta się zatrzymała, obejrzała się i zamarła na widok kota. Wystraszyła się nie na żarty, choć była przekonana, że zwierzątka nie uderzyła. Wiedziałaby, gdyby tak się stało, poczuwszy jakiś opór czy lekkie uderzenie, a nic takiego się nie stało!
Zeszła szybko z huśtawki i nie chcąc wystraszyć pewnie i tak już przerażonego białego kotka, ukucnęła i odezwała się do niego bardzo łagodnie.
- Hej, piękny, co się stało? Nie zrobiłam ci krzywdy? - przemówiła spokojnie, ostrożnie, z łagodnością. Miała nadzieję, że szalejącą huśtawką nie zraziła do siebie białego mruczka. Był taki śliczny!
Odpowiedz
#5 (09.05.2016, 19:20 )

Zwierzak był mocno skołowany tym, że o mało nie spotkał się boleśnie z huśtawką. Zrobił kilka kroków do tyłu również wtedy, kiedy dziewczyna się do niego zwróciła. Nie obawiał się ludzi, wręcz przeciwnie - bardzo ich lubił, ale w takim momencie każde zwierzę postąpi instynktownie, bo jest to dla niego sytuacja stresowa. Nieraz już widział ludzi bujających się na takich huśtawkach, chociaż zazwyczaj były to dzieci i zastanawiał się, co się może stać jak się taką oberwie, bo to przecież jest wielka prędkość... a dzisiaj mógł się o tym przekonać na swojej biednej, własnej skórze. Wielkie szczęście, że tak się nie stało. Uderzenie rozpędzoną huśtawką, może skrzywdzić człowieka, a co dopiero zwierzę, które jest drobniejsze i przy okazji od dwunoga delikatniejsze? Biedny, mógł dzisiaj przez własne roztargnienie stracić życie w tym parku. To byłaby ewidentnie jedna z najgłupszych śmierci, jakie przydarzyły się zwykle ostrożnym i rozsądnym kotom.
Zwierzak stał w oddali i patrzył na dziewczynę nieco niepewnie. Jego opuszczone uszy, chociaż nie przylegające płasko do czaszki oraz duże oczy i wielkie źrenice zdradzały jego strach. Nie miał przy tym zjeżonej sierści ani nie poruszał ogonem, a więc nie odczuwał zdenerwowania. To jedynie był lęk, który nim zawładnął w tym momencie i trochę go także sparaliżował. Biały kocurek stał na razie w miejscu z grzbietem wygiętym w lekki łuk i patrzył na dziewczynę. Potrzebowal chwili na dojście do siebie.
Odpowiedz
#6 (09.05.2016, 19:20 )
27 lat
studentka medycyny
172 cm
po co się z kimś wiązać?

Właściwie to Yvonne nawet się nie zdziwiła, że zwierzę jest wystraszone. Po tak niebezpiecznych sytuacjach futrzaki najczęściej uciekają gdzie pieprz rośnie, a ten i tak był całkiem spokojny, że jeszcze tutaj stał i nie czmychnął w najblizśze zarośla, a wybór takich miejsc do ucieczki w tym lekko zapuszczonym parku miał całe mnóstwo i nawet nie musiał daleko uciekać. O, tylko parę szybkich kroków dzieliło go od najbliższych gęstych krzaków.
Przez chwilę dziewczyna zastanawiała się, czy z tym kociakiem aby na pewno jest wszystko w porządku. Wyglądał na mocno skołowanego, a ten jego brak ucieczki dodatkowo wyglądał niepokojąco. W jego oczach, na pyszczku oraz w ruchach dziewczyna dostrzegała strach, ale może coś z nim było nie tak i dlatego wpakował się prawie pod huśtawkę, a potem nie wiedział, co ze sobą zrobić i nie uciekał? Może był na coś chory, upośledzony, może dostał wylewu i dlatego zachowywał się niemrawo? Istniała również możliwość, że był to po prostu bardzo spokojny zwierzak i teraz mocno się wystraszył. Ale obawa, że może być z nim coś nie tak nieco poruszyła dziewczynę. Yvonne musiała to jak najszybciej sprawdzić, bo jeżeli coś się dzieje, to może zdąży zareagować w porę i pognać z kociakiem do weterynarza.
- Nie bój się mnie, nie chcę zrobić ci krzywdy. Przepraszam za huśtawkę, piękny - powiedziała ostrożnie, delikatnie, aby zwierzę nabrało do niej zaufania i może nie po słowach, bo tych mogło nie rozumieć, ale po łagodnym tonie głosu poznało, że nic mu przy Yvonne nie grozi. Odważyła się również powoli wyciągnąć do niego rękę, aby obwąchał ją sobie, poznał jej zapach i przy okazji przekonał się, że nie czuć od ciemnowłosej studentki niczego niepokojącego. Uśmiechnęła się lekko, chociaż podejrzewała, że jej mimika twarzy raczej umknie kociakowi i ten nie zrozumie, że ten grymas jest u człowieka przejawem dobrego nastawienia. Zwierzęta mogą nie znać tego u ludzi, tak samo jak ludziom zapewne umyka wiele z mowy ciała czworonogów.
Odpowiedz
#7 (09.05.2016, 19:20 )

Kociak nie był upośledzony, broń Boże! Pewnie by się poczuł mocno urażony wiedząc, że dziewczyna tak o nim pomyślała, bo nie było to nic miłego, zwłaszcza dla kota takiego jak Irys, który doskonale wiedział, że jest inteligentnym kotem. Tak, biały kociak był świadomy swego poziomu intelektualnego, chociaż mógł nawet czasami wywyższać się ponad inne zwierzaki, uważając siebie za lepszego, bo mądrzejszego niż one. Owa samoświadomość umysłowa nie była dla niej zbyt dobra z tego względu, ale taki już był i niestety to się nie zmieni. Miał ku temu powody, bowiem wiele razy był nazywany niezwykle inteligentnym kotem i niejednokrotnie wyciągał innych z opresji dzięki swojemu sprytowi i zmyślności. Tak, był cholernie inteligentny jak na swój gatunek, ale coś za coś - z drugiej strony była fizyczność, która nie należała dla niego do łaskawych. Owszem, był pięknym kotem o ślicznym pyszczku i gęstej, mięciutkiej sierści w śnieżnym kolorze, ale był przy tym fizycznie dość słaby. Gibki i mięciutki, ale za to słabo umięśniony, co powodowało, że nie był najlepszym przeciwnikiem w walce. Owszem, kondycję miał jak każdy kot, ale ze zmysłem walki oraz tężyzną fizyczną już gorzej.
Patrzył na dziewczynę i dopiero po chwili obserwowania jej łagodnego zachowania wreszcie doszedł do siebie. Otrząsnął się z szoku, jaki wywołał u niego widok lecącej ku niemu rozpędzonej huśtawki. Trochę się bał, bo to właśnie ten człowiek siedział na drewnianym, niebezpiecznym ustrojstwie, ale w końcu po króciutkim wahaniu podszedł do dziewczyny. Powąchał jej dłoń i zatrzymał się przed nią, patrząc wyczekująco na jej ładną twarz. Czemu mnie wołasz?
Odpowiedz
#8 (09.05.2016, 19:21 )
27 lat
studentka medycyny
172 cm
po co się z kimś wiązać?

Dziewczyna na pewno nie chciała urazić kota, ale miała podstawy obawiać się, że jest z nim coś nie tak, skoro władował się prosto przed rozpędzoną huśtawkę i tylko cudem uniknął silnego uderzenia. Yvonne aż bała się myśleć o tym, co by się mogło stać temu biedakowi, gdyby został uderzony. Mój Boże, przecież mógłby nawet zdechnąć od tak silnego walnięcia, a gdyby jeszcze oberwał prosto w łebek? Gdyby stało mu się coś złego, to dziewczyna nigdy by sobie tego nie wybaczyła.
Wielkie miała szczęście, że biały kiciuś w porę odskoczył, bo sama niestety wiele nie mogła zrobić, zresztą nawet nie zauważyła, że wszedł na drogę huśtawce, bo siedziała dopiero tyłem i z kociej obecności zdała sobie sprawę dopiero po fakcie. wtedy zareagowała od razu, ale gdyby doszło do zderzenia, to mogło być już za późno.
- Nie bój się, piękny - powiedziała, chyba trzeci raz nazywając kota pięknym. Ale zasługiwał jej zdaniem, miał naprawdę śliczną sierść, uroczy pyszczek i smukłe, zgrabne ciało - koci ideał! Yvonne lubiła wszystkie koty, ale gdyby miała wziąć do domu jakiegoś, to zawsze marzył jej się taki śnieżnobiały słodziak w stylu Irysa, który zachwycałby ją każdego dnia swoją urodą. Dziewczyna odczekała cierpliwie, aż kociak obwącha jej dłoń, a następnie odważyła się sięgnąć do niego lekko palcami i pogładziła samymi opuszkami po delikatnej szyjce. Miał milutką sierść, wręcz idealną do głaskania. Aż zapraszała, żeby zanurzyć w niej palce. - Co ty tutaj robisz sam, hm? Nie masz domu?
Kolejnym krokiem Yvonne w pomocy temu kotu miało być przyjrzenie się, czy zwierzak ma na sobie obrożę. Pomyślała również o jedzeniu, które miała w torebce. Wybierała się na długi, bardzo długi spacer po mieście i na wypadek głodu wzięla sobie dwie kanapki z serem i szynką. Mogła mu to dać. Nic lepszego nie miała, ale kilka kawałeczków sera oraz szybki (a może posmarowany masłem chleb też okaże się dla kota atrakcyjny?) powinny uszczęśliwić białego kocurka, jeśli nie ma okazji jeść zbyt regularnie. Oczywiście jeśli nie ma domu, bo mógł należeć do któregoś z mieszkańców pobliskich kamienic.
Odpowiedz
#9 (09.05.2016, 19:21 )
26
Artystka/pisarka/dziennikarka
Czekam cierpliwie

Faith spacerowała właśnie z największym spokojem drogą parkową. Głowę miała wpatrzoną w prostokątny notes, można powiedzieć, że blok, tylko z twardą okładką, w którym bazgrała coś ołówkiem. Był on takiej długości, że idealnie mieścił się Faith między dłonią a zgiętym łokciem. Owy twór powstający na jednej z kartek był projektem nowego obrazu, jaki szatynka miała w planach namalować. Przedstawiał dziewczynę w średniowiecznej sukni trzymającą duży bukiet kwiatów. Choć była pochłonięta kreśleniem ołówkiem delikatnych linii ramion i gorsetu, nie przeszkadzało jej to w delektowaniu się ciepłem i zdrowym, świeżym powietrzem. Prawda, mogła równie dobrze usiąść na ganku swojego domu na przedmieściach i tam w spokoju przy herbacie zajmować się swoimi sprawami, czuła jednak potrzebę rozprostowania nóg. Była leniwa, ale jeśli w grę wchodzi obcowanie z naturą, stała zawsze pierwsza w kolejce.
Takim oto sposobem kobieta stawiała krok za krokiem, co jakiś czas przyspieszając, zwalniając lub w ogóle stając. Z zamyśleniem wypisanym wyraźnie na twarzy starannie kreśliła kolejne linie, chwilami jedynie patrzyła się na dotychczasowe postępy. Ostatecznie była na tyle nieuważna, że nie byłoby dziwem, gdyby na kogoś wpadła. Projekt zapełniał jej cały umysł, który chwilowo wydawał się zawodzić nie podsuwając ni grama nowych pomysłów.
Odpowiedz
#10 (09.05.2016, 19:21 )
27
Pan z sikawką od gaszenia pożarów
182
forever alone

To nie był jeden z najpiękniejszych parków w tym obficie usianym zielenią mieście, a przez to odwiedzany raczej rzadziej niż inne miejscowe parki, ale w tym momencie wydawało się to Jesperowi nie przeszkadzać. Bo tak po prawdzie - cóż to za różnica? Dopóki człowiek nie zapuszczał się tu nocą, gdy na miejscowych ławeczkach zbierają się grupki dziwnych osobników z podgolonymi głowami i w obowiązkowych dresach z lampasami, to nie musiał się niczego obawiać. W ciągu dnia po zamieszkujących okolicę chuliganach nie było śladu, nie licząc pozostałości w postaci porzuconych wokół niektórych ławek puszek czy stłuczonych butelek lub petów rzuconych niedbale na chodnik, najczęściej tuż obok śmietnika. Pomijając te nieszczególne widoki, na które można było trafić w tym parku od czasu do czasu, zazwyczaj w odległych, bocznych alejkach, było tutaj bardzo przyjemnie i normalnie. Może trawy nie skoszono tak dokładnie jak w tych zadanych parkach w Kindly Angles, a krzew rozrastały się w mniej kontrolowany sposób niż tam, ale na swój sposób park miał wiele uroku w tym delikatnym zaniedbaniu. Człowiek w tym jednym miejscu pozwolił naturze decydować o wyglądzie otoczenia i nie podcinał jej co tydzień skrzydeł ostrymi nożycami ogrodniczymi.
Ale Jesperowi w tej chwili daleko było do tak ładnych refleksji na temat okolicy. Ba, nawet jej się nie przyglądał, choć poświęciwszy otaczającej go teraz zieleni zapewne doszedłby do bardzo podobnych wniosków. Cóż, zwyczajnie nie interesowało go piękno tego parku. Przyszedł tu, bo miał to miejsce niedaleko swojego mieszkania, a siedzenie w czterech ścianach przestało mu odpowiadać. Nie miał z kim wyjść z domu, więc wyszedł sam - jak zwykle. I teraz szedł jedną z parkowych alejek i nie przyglądał się ani mijanym drzewom, ani ludziom, którzy od czasu do czasu trafiali się w polu widzenia. Na chwilę tylko jego wzrok zatrzymał się na kilku potłuczonych butelkach po tanim alkoholu, które leżały w oddali, przy jednej z ławek. O, to pewnie zostało po tych, co dzisiaj w nocy tak strasznie przeklinali w bramie...
Nie ma to jak mieszkać w tak milutkiej okolicy.
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości