witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Sullen Park

#51 (08.10.2017, 18:44 )
24 lata
zołza z okienka na poczcie
170 cm
kiedyś Marja, ale dziś jest sama

Zaśmiała się i rozejrzała po parku, chociaż było słyszalne, że w jej śmiechu odbija się coś ponurego. Ten śmiech nie był w pełni swobodny i tak radosny, jak Jessica by tego na pewno chciała. Nie było jej łatwo się śmiać, kiedy stała właśnie w tym parku, który przynosił jej tak wiele wspomnień ukochanego pupila, którego już nie było na świecie... Pewnie wielu by się śmiało z Jessici, że dziewczyna przeżywa utratę swojego psiaka tak mocno, ale jej wcale nie było do śmiechu. Miała zgoła inną sytuację życiową od większości ludzi. Wychowała się w domu dziecka, w którym nie miała kompletnie nikogo do kochania. Po wyjściu z bidula też nie było znacznie lepiej, a Cash był jedynym stworzeniem, które miała od lat i które cieszyło się na jej widok zawsze niezmiennie. Jedyne stworzonko pod słońcem, które kiedyś ją kochało... dla Jessici to było tak ważne uczucie bycia kochaną, że nie robiło jej różnicy, czy to miłość psia czy ludzka. Ludzka na pewno by była jeszcze wspanialsza, ale dotychczas Jessica nie miała kiedy jej poznać, więc mogła tylko cieszyć się tym, co ma. A miała jedynie Casha. No i przyjaźń z Fay, która wyjechała w daleki świat i kontakt coraz bardziej im się rozłaził... Cash był jedynym stworzeniem, które dawało jej poczucie, że nie jest taka samotna na świecie i nikomu niepotrzebna, a teraz jej zabrakło tego jedynego kumpla i życiowego towarzysza. Przyjście do tego parku było jak tortura. Po co ona tu przylazła?!
- A gdzie ja się mogę wybierać, idąc przez takie zadupie? - odpowiedziała wesołym tonem, z pozoru wesołym. Starała się zachować pozory radosnej i beztroskiej, ale jakaś gorycz brzmiała w jej głosie. Jessica nie była w stanie się jej pozbyć. Dodała. - Wyszłam tylko na spacer i w niczym i nie przeszkadzasz. Przejdziemy się razem? Dawno się nie widziałyśmy, trzeba pogadać!
Annabelle to jakby jej spadła dzisiaj z nieba w tym miejscu i czasie. Właśnie teraz Jessica czuła się najbardziej samotna i potrzebowała kogoś, do kogo będzie mogła otworzyć gębę. Nawet jeśli to będzie kurtuazyjna pogaduszka o pogodzie, nawet osoba o samotniczych zapędach czasami potrzebowała sobie z kimś pogadać o niczym. Bo jeśli ktoś woli być sam to nie musi wcale oznaczać, że chce być samotny na wieki wieków...
Jessica nie chciała i powoli zaczynała dojrzewać do takiej świadomości. Utrata jedynego życzliwego jej stworzenia mocno nią wstrząsnęła. Właśnie to jej uświadomiło, że nie jest inna niż reszta ludzi i wcale nie chce przejść swojego życia w samotności.

Jessica Hawking
Odpowiedz
#52 (17.10.2017, 15:38 )
23 lata
studentka
165 cm
nie ma już nawet psa...

Annabelle przekrzywiła delikatnie głowę, patrząc z uśmiechem, ale także uważnie na Jessicę. Wydawała się czymś zmartwiona, chociaż próbowała to ukryć. Nic zaskakującego, bo dziewczyny prawie się nie znały i to byłby kosmos, gdyby ciemnowłosa zaczęła jej się zwierzać ze swoich problemów. Ale, ale! Annabelle od razu zainteresowała się Jessicą, faktem, że ją coś gryzie. Nie powinna wtrącać się w cudze sprawy, ale lubiła pomagać, więc zapytanie Jessici czy wszystko ok nie powinno być błędem. Zapytać nie zaszkodzi, bo nie trzeba od razu opowiadać o swoich problemach i można odmówić zwierzania się, a Annabelle na pewno poczuje się lepiej, że zapytała. A jeśli Jessica zechce się przed nią otworzyć to może nawet do czegoś się nada...
- Możliwe, że to tylko moje mylne wrażenie, ale wydaje mi się, że coś cię trapi. - zauważyła po uważnym przyjrzeniu się dawno nie widzianej koleżance. A może to było tylko wrażenie. Może Jessica miała dzisiaj gorszy humor z niewiadomego powodu i nie ma problemu... Annabelle jej życzyła, żeby tak było, ale spróbować nie zaszkodzi. Wywnioskowała, że coś jest nie tak, bo w głosie i wyrazie twarzy ciemnowłosej było coś, co mogło zaniepokoić. Nie znała jej szalenie dobrze, ale pamiętała ją wystarczająco dobrze, żeby się zaniepokoić, bo ten głos brzmiał inaczej niż podczas ich pierwszego spotkania w parku. Pamiętała zaś dobrze, bo co jak co, ale akurat to spotkanie zapadło jej głęboko w pamięć...
- Jasne, chodźmy! - dopowiedziała i ruszyła przez park w kierunku, w które zmierzała wcześniej Jessici. Ucieszyła się, że koleżanka jej to zaproponowała, szczególnie po takim sobie powitaniu, które na początku zbiło ją z tropu. A jednak nie było źle! Nie żałowała, że zaczepiła Jessicę.
Odpowiedz
#53 (21.10.2017, 19:04 )
24 lata
zołza z okienka na poczcie
170 cm
kiedyś Marja, ale dziś jest sama

To wcale nie było mylne wrażenie, a Annabelle nie zrobiła źle, że zdecydowała zapytać Jessicę o powody jej złego samopoczucia. Mogła udawać, ale kiedy coś mocno boli, ciężko grać do tego stopnia dobrze, żeby ktoś spostrzegawczy się nie zorientował. Ale... po co grać, jeśli można pogadać i może otrzymać miłe słowa, które dodadzą otuchy? Kiedyś w takiej sytuacji Jessica by zadzwoniła do Fay i poprosiła o spotkanie, żeby jej się wygadać, bo kto jak kto, ale przyjaciółka na pewno by sobie dała radę z nieszczęściem, które spotkało Jessicę. Może dla innych ludzi to jedynie żałosna błahostka, ale dla niej było to sporych rozmiarów nieszczęście... strata psa. Niby takie nic, lecz dla Jess pies był jej najlepszym przyjacielem, którego utrata była jak stracenie ukochanego przyjaciela albo członka rodziny. Poza tym psem nie miała nikogo bliskiego...dla niej to było większe przeżycie niż dla kogoś innego, kto stracił zwierzaka. Z kolei to nie było obiektywnie patrząc coś tak powaznego i osobistego, że nie mogłaby o tym powiedzieć dziewczynie, którą mało co znała. Jak nie miała komu się wygadać to ona była dobra...
- No i masz dobre wrażenie... - odpowiedziała po zastanowieniu czy opowiedzieć Annabelle o swoich problemach. Stwierdziła, że warto, więc więcej nad tym nie rozmyślała, tylko przyznała jej się, że ma problem. Kto wie, może tej dziewczynie uda się ją pocieszyć, prawda? Nie robiła wrażenie kogoś, kto wyśmieje Jessicę mówiąc, że to tylko pies i nie ma się czym przejmować. Może to tylko wrażenie, ale na nim ciemnowłosa oparła swoje nadzieje na dalszy ciąg rozmowy. - Niedawno zdechł mój pies. Może to się wydawać dziwne, ale strasznie mocno przeżywam tą stratę.
W dalsze szczegóły na razie się nie zagłębiała. Szła przez park i czekała, aż jej znajoma zareaguje jakoś na to wyznanie, żeby wiedzieć czy warto ciągnąć ten temat czy rozsądniej będzie sobie go darować. Tak czy inaczej Jessica liczyła na zrozumienie, którego nie miała u kogo zaznać. Nie będzie tym ponurym babom w swojej pracy opowiadać, że straciła pupila i przez to cierpi... ale by ją wyśmiały!

Jessica Hawking
Odpowiedz
#54 (26.10.2017, 15:42 )
23 lata
studentka
165 cm
nie ma już nawet psa...

Dziwne? A dlaczego dziwne? Annabelle bliżej była uznania, że właśnie nieopłakiwanie ukochanego zwierzaka jest dziwne, a nie przejmowanie się jego odejściem! Nie dla niej było zrozumienie osób, które biorą do domu zwierzaka i mają go przez wiele długich lat, ale nawet nie próbują się od nich przywiązać, tylko traktują jako paszczę do wykarmienia, są takie zimne i obojętne na zachowanie i sympatię swoich zwierząt. Zaś gdy takie zwierzę odchodzi, to jakby nie robiło na nich żadnego wrażenia. Wzruszają ramionami i biorą kolejnego zwierzaka, którego traktują tak samo nieuczuciowo. Ewentualnie nie biorą, bo stwierdzają, że utrzymanie psa czy kota pożera za dużo pieniędzy, nie zauważając zarazem, że ta mała inwestycja jest podarowaniem sobie najwierniejszego przyjaciela na wiele długich lat. Annabelle była innym rodzajem człowieka niż oni i nie umiała ich zrozumieć. Ona przeżywałaby każdą stratę pupila... właściwie to właśnie taką przeżywała, tylko że jej pies nie zdechł, a gdzieś się zagubił i zniknął bez śladu. To było zwierzę wychowane na ulicy, więc na pewno umiało sobie poradzić w trudnych warunkach, a przy tym tak piękne, że bez wątpienia nie miało tułać się po śmietnikach, tylko już znalazło sobie nowy dom i tylko mając tego świadomość Annabelle się nie podłamała tą stratą. Nie miała już Setha, ale zostawało jej na pocieszenie to, że gdziekolwiek jej ukochany husky teraz jest, na pewno jest mu dobrze. I na pewno żyje, bo innej możliwości nawet nie przyjmowała do swojej wiadomości.
- To wcale nie jest dziwne. Dziwne by było, gdyby strata czworonożnego przyjaciela totalnie cię obeszła i nie zrobiła na tobie żadnego wrażenia, bo to by nie świadczyło o tobie dobrze. - stwierdziła. Nie dodawała żadnych wydumanych słów pocieszenia, bo to nie miało sensu. Nikt w takiej sytuacji nie chce słuchać pustych słów, które w niczym nie pomagają. A co Annabelle mogła zrobić? Może porozmawiać z Jessicą na temat utraconego pupilka albo wysłuchać, co miała do wyrzucenia z siebie w chwili żalu? Tego chciała spróbować. - Długo go mialaś?
To było niewinne pytanie, którym mogła sprawdzić czy powinna dopytywać się o szczegóły, czy lepiej sobie to darować, żeby nie rozdrapywać ran u dziewczyny.
Odpowiedz
#55 (09.01.2018, 20:28 )
24 lata
zołza z okienka na poczcie
170 cm
kiedyś Marja, ale dziś jest sama

Jessica należała do tych samych osób, co Annabelle. Swojego psa postrzegała jako najlepszego przyjaciela, nie jako zwykłe zwierzę, czy jak to określiła blondynka "gębę do wykarmienia", bowiem nie umiała w ten sposób patrzeć na Casha, kiedy jeszcze żył. To nie był człowiek, nie był tak rozgarnięty i rozumny jak ludzie, ale jednak był stworzeniem bardzo rozumnym, bardzo do niej przywiązanym, pogodnym i dosłownie na każdym kroku okazywał jej miłość! Jakim trzeba być człowiekiem, żeby takiego wspaniałego, radosnego stworzenia, które na każdym kroku udowadnia, że jest żyjątkiem myslącym, czującym i posiadającym swoją osobowość, uważać za zwykłą gębę do wyżywienia, kłopot finansowy i być tak nieludzkim potworem, żeby nie opłakiwać jego śmierci? Jessica by tak nie umiała.
Zawsze jej się wydawało, że jest twardą dziewczyną. Miała ciężkie życie, które zahartowało ją i obecnie Jessica umiała znieść dużo więcej niż ludzie, których życie w taki sposób nie doświadczyło. Mogła zakasać rękawy i wziąć się do każdej roboty, znieść niesłuszną krytykę i nawet wytrzymać ją z podniesioną głową, żyć w trudnych warunkach, nie mieć nikogo obok siebie (chociaż to po zaznaniu uczucia, jakim była przyjaźń, nie było już takie proste jak kiedyś, bo wiedziała co traci), ale okazało się, że trwała utrata czworonożnego przyjaciela to dla niej za wiele i w tym momencie stawała się taka sama, jak jej rówieśnice z dobrych domów, które przez całe życie miały z górki. Kiedy Cash umarł, płakała jak dziecko, a dziś, mimo że minęło już trochę czasu, nadal z bólem odczuwała pustkę, jaką jej kochany psiak zostawił po sobie w domu oraz w jej codzienności i w sercu. Nie umiała go nie opłakiwać. Podejście Annabelle bardzo podniosło ją na duchu.
- Cztery lata... przyplątał się do mnie, gdy byłam na spacerze w lesie, niedaleko Yellowlair Oats. Szukałam jego właściciela, ale okazało się, że jest bezdomny i przygarnęłam go do siebie. To był taki wspaniały pies! Dog niemiecki, wielki i uroczy. Dla mnie był słodkim miśkiem i lubił ludzi, ale obcy się go bali, bo groźnie wyglądał. Ale był najłagodniejszym i najmilszym stworzeniem na świecie - opowiedziała i uśmiechnęła się na wspomnienie delikatności swojego pupila. Był duży i silny, czasami brakowało mu wyczucia i bywało tak, że walnął kogoś za mocno łapą, ale to niechcący. Przemawiała przez niego wielka łagodność.
Wspomnienia Casha były ciepłe, ale bolały ją zaskakująco mocno.

Jessica Hawking
Odpowiedz
#56 (01.06.2019, 18:08 )
29 lat
magazynierka
174 cm
thank u, next

To miał być jeden z tych przełomowych dni w życiu "uczuciowym" Daisy, gdzie od dawna wiało kompletną nudą i stagnacją. Choć dziewczyna miała spore wątpliwości, dała się przekonać swojemu najlepszemu przyjacielowi, że randka z Tindera to zawsze jakieś rozwiązanie, aby pokonać samotność. Nie musiała przecież od razu składać żadnych deklaracji ani obiecywać miłości na wieki, prawda? No właśnie. 
Zgodziła się zatem umówić z poznaną niedawno dziewczyną i na miejsce spotkania bez wahania wybrała Sullen Park, leżący w niewielkiej odległości od mieszkania Daisy. Decyzja nie była wcale przypadkowa. Musiała zakładać dwie opcje: a) randka potoczy się wspaniale i przeciągnie do jutrzejszego poranka, oraz b) wszystko się spieprzy i Daisy będzie mogła szybko uciec do domu. Jak więc ogromnym rozczarowaniem okazał się fakt, że żadna z tych ewentualności ostatecznie nie doszła do skutku!
Wystrojona (co się rzadko zdarza w przypadku Lambert) dziewczyna siedziała na ławce z papierosem w dłoni, oczekując osoby, która raczej olała dzisiejsze spotkanie. Bo jak inaczej wytłumaczyć taką sytuację? W normalnych warunkach, wiedząc że nie można pojawić się na spotkaniu, człowiek wykonuje telefon czy wysyła sms'a z informacją, że się spóźni czy zatrzymała ją jakaś losowa sytuacja oraz przeprosinami, a tu...Cisza. Jedno jest pewne - Daisy nigdy więcej nie zaufa ani portalom randkowym, ani swojemu przyjacielowi, na pewno nie w kwestiach damsko-damskich! Miała zamiar wrócić jak najszybciej do domu i o tym zapomnieć, jednak postanowiła skorzystać z faktu, że wieczór był wyjątkowo ciepły i posiedzieć tu jeszcze trochę. Gorzej już być przecież nie mogło.


@Vivienne Thompson
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości