welcome to
Yellowlair Oats



#1 (23.07.2020, 17:08 )


#2 (26.03.2021, 18:34 )
Forget your lust, for the rich man's gold All that you need, is in your soul.

Dlaczego go zawsze tak strasznie wykańczały wizyty w Brunswick Village? Minęło dużo czasu, odkąd Michael doszedł do porozumienia ze swoimi rodzicami, którzy w przeszłości nie za dobrze rozumieli jego niechęć do pracy na wsi i pęd do życia w mieście. Prawdopodobnie nadal go nie rozumieli, ale teraz szanowali wybory syna, któremu odechciało szczeniacko się buntować, odkąd zauważył w ich zachowaniu cień wsparcia dla swych życiowych wyborów. Zrobiło się trochę lepiej. Z mniejszą niechęcią zaglądał do rodzinnych stron i czasami o dziwo przyjemność mu sprawiało przespacerowanie się po starych polnych dróżkach, którymi jako dzieciak spacerował z przyjaciółmi. Nie, aby miał za dużo przyjaciół jako dziecko albo nastolatek, ale kogoś tam miał i posiadał dobre wspomnienia z okresu spędzonego w Brunswick Village.
Jednym z jego przyjaciół od zawsze był Anthony, z którym spędzał jako gówniarz każde popołudnie. Obaj włóczyli się po polach i łąkach w pobliżu rodzinnych domostw i marzyli o wielkim świecie, do którego tak strasznie chcieli się wyrwać z nudnej wiochy rolniczej. Od czasu tamtych wspólnych młodzieńczych marzeń minęło ogromnie dużo czasu i wiele zmieniło się w życiu obu chłopaków, ale pewna rzecz została niezmienna. Ich przyjaźń. Michael nadal mógł liczyć na Tosia i ze wzajemnością, nic tego nie zmieniało. Przez dziesięć lat mieszkali bardzo daleko od siebie, Tony studiował i pracował w wielkim Birmnigham, a Michaelowi nie udało się spełnić swoich marzeń i siedział w Brunswick Village szukając sposobu na wyrwanie się z zadupia. Teraz mieszkał u kuzyna w Yellowlair Oats, więc połowicznie odniósł sukces, ale niezmiennie uważał swoje życie za katastrofę.
Anthony wrócił po dziesięciu latach, a Michael cieszył się, że odzyskał przyjaciela, z którym kontakt miał prawie tylko telefoniczny. Nie mógł narzekać na nadmiar znajomych w Yellowlair, zaś o znajomości z Brunswick nie dbał, nie było tak zbyt wielu osób, z którymi mógł się dogadać. W zasadzie poza Tosiem miał jedynie Dylana, swojego kuzyna, który nie był towarzyskim człowiekiem i prawie całe życie spędzał w pracy. Więc wolny czas Michael spędzał głównie z najlepszym przyjacielem. Dzisiaj razem wybrali się do Brunswick Village, gdzie Tony miał sporo obowiązków związanych z doprowadzeniem domu swojego ojca do stanu używalności, w czym Michael ochoczo mu pomagał. Lubił mu pomagać, a przy okazji miał czym zająć ręce i poczuć się przydatnym.
- Jeśli kiedyś będziesz nosił aparat słuchowy, to przynajmniej wiem od czego - powiedział głośniej niż planował, gdy wreszcie ucichło diabelskie ryczenie motocykla przyjaciela i ściągnął z głowy kask. Motocykle były fajne. Marzył o nich każdy mały chłopiec i połowa dużych chłopców. Ale kiedy Michael siadał na miejscu pasażera za przyjacielem i czuł się jak miotana na zakrętach marionetka, a silnik rozrywał mu bębenki w uszach, takie marzenia momentalnie mu przechodziły. Z przyjemnością ściągnął z głowy kask i nacieszył się wolnością, która w tej chwili brzmiała ciszą panującą na stacji benzynowej. Mruczał gdzieś samochód, jakiś człowiek tupał, a trochę dalej szumiała woda z myjni, na której ktoś mył auto, ale to były cichutkie i miłe odgłosy w porównaniu z głośnym motocyklem. No i szum. Szumiało mu w uszach po hałasie, ale to przejdzie! Pomału się przyzwyczajał.

@Anthony Myles
#3 (08.04.2021, 00:47 )
Past forgotten, now as new, A line dividing
false and true

To było piękne, że ich przyjaźń przetrwała tyle lat rozłąki. Dekada z daleka od siebie, ograniczona jedynie do telefonów i spotkań raz na ruski rok, gdy Michael miał czas i wenę, by wybrać się do Birmingham - spotkania twarzą w twarz się zaledwie kilka razy przez te dziesięć lat przyjacielskiego rozdzielenia. Tony stracił przez te lata niemalże wszystkie znajomości z Yellowlair Oats, Brunswick Village i okolic. Z początku starał się kontaktować ze starymi znajomymi, ale w miarę upływających miesięcy i lat umarły one śmiercią naturalną. Pojawili się nowi znajomi, nowe obowiązki, a ci starzy? Najpierw zeszli gdzieś na drugi, później trzeci plan, aż popadli w całkowite zapomnienie w szarej codzienności. Tony nie czuł, że kogokolwiek porzucił, taka była po prostu kolej rzeczy - stara paczka ze szkoły średniej w Yellowlair Oats, z muzyka w Newcastle Upon Tyne czy ta garstka normalniejszych młodych osób z Brunswick Village rozpierzchła się po kraju, poszukując swojej własnej drogi życiowej. Każdy był jak Tony - znalazł sobie nowe towarzystwo, a ci, których nie było na miejscu, stracili na ważności, aż w końcu zupełnie zagubili się na kartach przeszłości. Ot, tak już się dzieje!
To naturalne zjawisko, ale nie oznacza, że Tony nie żałował tych paru wartościowych znajomości z rodzinnych stron, które starał się pielęgnować. Wyszło mu tylko z jedną - nie stracił przyjaźni Michaela i to uważał za niemały sukces! Po powrocie do hrabstwa czuł się wyalienowany, zupełnie obcy w okolicach, które rozpoznawał, ale jakby inaczej wyglądały niż zapisane w pamięci. Te same ulice, budynki, ale ile szyldów się zmieniło? Tam brył fryzjer - teraz Tony widział salon kosmetyczny. Na starym placu zabaw wybudowano duży dom mieszkalny. Stary skwer, na którym wagarował ze szkolnymi przyjaciółmi, przerobiono na parking... drobne zmiany, lecz sprawiały, iż Tony czuł się tutaj obco, choć rozpoznawał większość miejsc. I zapewne poczucie wyobcowania wcale by nie zmalało, gdyby nie Michael właśnie, który był przy nim. Przetrwał jako najlepszy przyjaciel Tosia każdy etap jego życia. Od dziecinnych harców na polach Brunswick Village, przez bolesną utratę matki, po wyjazd na studia w atmosferze rodzinnych awantur. Tak bardzo cieszyło Tony'ego, że miał tu chociaż tę jedną osobę. Chociaż jedną - a może aż jedną?
Ogłuchnie? Och! To było bardzo możliwe. Tony mnóstwo czasu spędzał w hałasie. W pracy rozwrzeszczane dzieciaki, a w wolnym czasie motocykl i głośna muzyka rycząca ze słuchawek. Zaśmiał się, ściągając z głowy kask.
- Powiedziałbym, że w takim razie dobrze, że znam migowy - zaczął. Poprawił zmierzwione włosy i zawiesił kask na kierownicy motocykla. - Ale wisi nade mną perspektywa białej laski na stare lata, więc i tak do niczego mi się to nie przyda. Będę ślepy, głuchy, a wy będziecie wystukiwać mi na czole informacje alfabetem Morse'a.
Żartował, choć nie dało się ukryć pewnej goryczy, która przemawiała przez te słowa. Miał bardzo pechowe oczy, w tak młodym wieku dotknięte dużą wadą i poważną chorobą - może faktycznie powinien oszczędzać choć zmysł słuchu, by jego ponury żart nie stał się proroczą wizją na daleką przyszłość?
- Coś do picia i może jakiś burger? Mają tu całkiem zjadliwe, nie przesiedzisz reszty dnia na kiblu - spytał, gdy automatycznym już ruchem nogi wyprostował stopkę motocykla i zszedł z jego masywnego grzbietu. Mieli przystanek w drodze, choć niewiele już brakowało do celu. Mogli zajechać do niego lub Michaela i uciszyć głód czymś znacznie zdrowszym - ale niezdrowe jedzenie do pochłonięcia na stacji benzynowej kusiło, kojarząc się z pierwszymi przyjacielskimi wypadami na motocyklu. Tony dobrze pamiętał swój pierwszy prawdziwy jednoślad i godziny, które spędzili z Michaelem na włóczeniu się po hrabstwie. Lubili zatrzymać się wtedy na pierwszej lepszej stacji i chwilę pogadać... zwłaszcza w godzinach szkoły, kiedy zrywali się z lekcji i nie bardzo mogli wrócić do Yellowlair, obawiając się, że zostaną zauważeni.

@Michael Cranham








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości