welcome to
Yellowlair Oats



#1 (07.04.2021, 21:59 )
Heart beat goes fast... Heart beat goes slow.... Heart beat stop!

@Nathaniel Worrell

Sen podobno pomaga, przynosi ulgę i chwilę wytchnienia od wszystkiego co nas w jakiś sposób nęka, nie daje głębiej odetchnąć. Tym razem Morfeusz przyniósł Akiemu właśnie taki sen... śnił o ogniu, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Śnił o cieple, odrodzeniu z popiołów niczym feniks. Nowym początku, który przynosi piękno. W śnie był piękny znów, dostojny i podziwiany. Zobaczył siebie na podium, bez blizn, łez i ran na duszy. Znów silny, pełen pasji i wolą walki. Znów gnając przed siebie... coraz szybciej i szybciej... i ten ogień... płomienie... Znajomy głos, który powtarzał mu, że ma się uśmiechać... Nie ważne co się będzie działo! Pewność siebie i uśmiech. Jest dobrze. Zawsze będzie dobrze. Uśmiech Aki. Głęboki wdech, wydech i uśmiech dla świata, by zakryć nim dosłownie wszystko! Ogień i coś jeszcze... Nie wiedział co to konkretnie było, ale kiedy budził się miał dziwne wrażenie, że o czymś bardzo ważnym zapomniał. Co to konkretnie było? Tak między snem, a jawą, przemknęła mu jedna ważna myśl, ale była zbyt ulotna, by umysł ją zachował na dłużej. Rozmył ją blask słońca i coraz bardziej świadomy umysł. Obudził się sam, w pełni świadomy, że Nathan miał gdzieś wyjść tego dnia. Nie pamiętał gdzie konkretnie, ale przecież nie będzie go blokował. Dzień był bezpieczny, poradzi sobie przecież sam! Tata powinien przyjechać za godzinę i zabrać go do antykwariatu, a teraz? Co teraz? Ta myśl... Co to konkretnie było? Cholera jasna! Czemu to takie irytujące? Nie mógł skupić się na niczym innym, niż tym by sobie przypomnieć tą jedną cholerną myśl. Próbując się ubrać zaczął szukać po pułkach w sypialni Nathana czegoś co może założyć na siebie. Coś, by tylko zająć ręce, może uspokoić się dzięki temu odrobinę? Nie będzie przecież kazał tacie czekać na siebie! Ubrania, śniadanie dla siebie i kotka, a potem mogą jechać... Koszulka...
… Listy... Co?! Widząc swoje pismo zdał sobie sprawę, że nigdy niczego takowego nie wysyłał do przyjaciela. Wyciągną kartki z szuflady i razem z nimi usiadł na łóżku. Zaczął je przeglądać zdając sobie sprawę co to tak właściwie jest. Jego listy do Nathana, które miały zostać zniszczone. Jego zwierzenia przelane na papier, których nikt nigdy nie miał widzieć, ani czytać. Jego... Tata... Pakował go... Znalazł... Dał Nathanowi. Nie było innej opcji. Mama była zła, że Aki się wyprowadza. Nie chciała w niczym pomagać, szczególnie w pakowaniu, układaniu czegokolwiek. Listy... Wszystko to czego tak się wstydził i co tak ciążyło mu na sumieniu jeszcze. Przecież było dobrze! Nathan traktową go jak przyjaciela znów. Zgodził się spać z nim i dawał się przytulać. Był... i w szpitalu... i po szpitalu... Nadal mieszkali razem... Listy... Błagalny ton z listów... Łzy, którymi były ozdobione... Emocje, ból... Listy...
I krzyk Akiego, który przerwał ciszę w domu. Krzyczał z gniewu pomieszanego z bólem. Kartki wypadły mu z dłoni, a on sam przytulił się do swoich nóg i zaczął wolno poruszać... do przodu i tyłu... wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt na podłodze. Cisza nastała znów w domu, a sam Aki zaczął płakać. Kolejne myśli zalały jego głowę. Wszystko co przelał w listach, wszystko to co pisał tam i o co prosił. Nathan trwał przy nim z litości. Spełniał prośbę z listów z wyrzutów sumienia? A może tata uważał, że inaczej Aki sobie nie da rady? Zrobi sobie krzywdę? No tak. Nie można zostawić zakochanego idiotę. Przed lat nie miał przecież takich „problemów”, ale wtedy było też kłamstwo i dziewczyna. Teraz nie ma czym się pocieszać? Nie może sobie powiedzieć, że ktoś inny zajmie się Akim? Musi przy kalece trwać. A tata nie lepszy. Ośmieszył go, całkowicie obnażył. Pokazał coś czego nikt nigdy nie miał widzieć. Upokorzył go własny ojciec. Matka ma za wariata i chce wsadzić do szpitala... ojciec też ma za kogoś takiego, ale przynajmniej matka nie pokazywała by listów nikomu? Może by je spaliła! Nie zdradziła by... choć w sumie już zdradziła... wszyscy oni... I Nathan też... Litość do wariata. Trzeba przecież z nim być, bo jak się nim nie zajmą to kto to zrobi? Co powie rodzina jak oddadzą go jednak do szpitala? Ups... trzeba by odwiedzać! A tam oszaleje pewnie jeszcze bardziej... Przeżył... szkoda, że przeżył! Pewnie żałują, że przeżył... Tata by sobie znalazł nową żonę i byłby szczęśliwy. Mama by mogła gdzieś nosić kwiaty i nie było by jej wstyd syna wariata. Nathan... Wróciłeś... Czemu wróciłeś... Czemu nie zostałeś tam gdzie byłeś szczęśliwy? Tak wiele lat milczenia i teraz nagle wielki powrót? Tyle lat udawania, że Aki nie istnieje? A teraz nagle jesteś? Jesteś...
Myśli... Łzy... coraz głębiej i głębiej w negatywnych emocjach i ataku paniki. Coraz dalej od tego gdzie był i co go otaczało. Nie słyszał czy ktoś coś do niego mówi, nie zauważał prawie niczego, oprócz tych cholernych listów. Gniew... rozpacz... ale czemu wrócił?! Czemu nie zostawił przeszłości za sobą? Czemu w takim akurat momencie, kiedy praktycznie Aki umarł? Serce zatrzymywało się... jak przez mgłę to pamiętał... O wile bardziej pamiętał jego ojciec ten moment... 
Szpital... biel... zamykam oczy... otwieram... biel... ból... boję się... nie mam sił czasami poruszyć się, otworzyć oczu... boli... chyba krzyczę... ktoś mnie uspokaja. Nie wiem zupełnie kto to jest... ale jego głos mnie uspokaja. Znów zasypiam. Śni mi się mój przyjaciel. Pamiętam jak kiedyś mówił, że zawsze będziemy razem. Nic nas nie rozdzieli. Nic nie sprawi, że przestanie mnie kochać. Jak brata. Nathan... Leander i ja! Śni mi się jego pokój. Siedzę na jego łóżku, a on chodzi po pokoju i opowiada mi o czymś. Nie słyszę wyraźnie jego głosu, ale czuję, że powoli zakochuje się w nim. W jego uśmiechu, pewności siebie, kreatywności. Wiem, że nie powinienem kochać przyjaciela, to przecież brat! Wiem, że on nigdy tak na mnie nie popatrzy, ale to nic. On jest taki piękny! Mógłbym patrzeć na niego godzinami, a i tak by się mi nie znudził. Tak często jestem u niego w domu, że jego rodzice traktują mnie praktycznie jak domownika! Sypiam z Nathanem, ale nikt nie widzi w tym niczego złego. W końcu jesteśmy jak bracia. Lubię się do niego przytulać. Jego brat się ze mnie śmieje i nazywa mnie pluszakiem Nathana. Śmieje się razem z nim. Chciałbym być Nathana... ale to nie jest możliwe przecież. W śnie on podchodzi do mnie i wszystko się zmienia! Dzień zamienia się w noc, on zaczyna krzyczeć. Nigdy mnie nie pokocha. Nie chce mnie! Mam odejść. Mam umrzeć. Jestem chorym pojebem, który... tonę... duszę się... Nie mogę oddychać! Ja... Próbuję krzyczeć. Nie mam już sił... Nathan pomóż mi! Proszę! Ja... Akcja serca spowalnia. Na monitorze aparatury pojawia się linia. Serce przestaje bić.
Odsłonił twarz i przez zapłakane oczy, w lekko rozmytej wersji zobaczył swego przyjaciela. Przecież nie miało być go już w domu! Miał gdzieś wyjść, miał iść... Nie może go teraz widzieć! Nie może zobaczyć... Już zobaczył... Łzy... Listy... Wszystko to... Co robić? Jak się uspokoić? Nie potrafił. Z jego ust wydarł się jęk skrzywdzonego, zapłakanego stworzenia. Głos mu drżał kiedy próbując wyjaśnić odezwał się. Bał się, powoli panika opanowywała jego umysł. Czuł jak zimnymi szponami coraz mocniej obejmuje jego ciało, zaciskając coraz mocniej jego klatkę piersiową. Miał powoli wrażenie, że zaczyna się dusić, a może tonąć... Nie umiał tego określić słowami. Tak bardzo chciał się uspokoić, ale nie potrafił sam.
-Te listy... Zapomnijmy o nich... Dobrze? Proszę! Zapomnijmy! To wszystko... to... Zapomnijmy! Proszę! - głos na chwilę mu się urwał, a on czuł jak coraz większą trudność sprawia mu nabranie powietrza w płuca. Coraz płytszy, szybszy oddech... szloch wyrywający się z jego piersi i kolejne słowa wypowiadane błagalnym tonem głosu. Był już  w takim stanie, że sam nie potrafił zupełnie się uspokoić.
-Proszę! Nathan! Bardzo proszę! Ja przestanę kochać! Obiecuję! Alko jeśli chcesz... Wolisz Nie kochałem! Nie myśl o tym! Zapomnij! Nie musisz mnie kochać! Tylko mnie już nie zostawiaj jak wtedy! Proszę! - bo przecież wtedy miłość wszystko zepsuła! Najpierw wyznanie miłości, potem wieczne kłamstwa! A jakby jej nigdy nie było? Nathan by nigdy nie odszedł! Nie było by kłamstw, wiecznych kłamstw i niedpowiedzeń... życia w wiecznym kłamstwie i tęsknocie za czymś do czego nigdy się nie miało żadnych praw! Bez tej miłości, która nigdy nie miała prawa bytu Nathan by był!





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości