witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Izba przyjęć

#31 (29.12.2018, 02:58 )
25 lat
Weterynarz, instruktor jazdy konnej
163 cm
James Moore jest panem jej serca

Babranie się w różnych wydzielinach i sprawowanie opieki nad przeróżnymi pacjentami było naczelnym obowiązkiem pielęgniarki, a więc jeśli ktoś decydował się na taki zawód powinien był liczyć się z takimi "przyjemnościami" i jeśli nie był w stanie robić tego z uśmiechem na ustach, umilając chorym dzień, nie powinien nigdy się za taka pracę brać, bo tylko stwarzał kłopoty i psuł atmosferę. Z takiego założenia wychodziła Elena i nigdy nie próbowałaby wykonywać zawodu, do którego odczuwałaby odrazę czy frustrację z powodu kolejnego zadania typowego dla takiej profesji. Może była dziwna, ale tak myślała. Dla niej babranie się w końskim gównie czy gównie jakiegokolwiek innego zwierzaka nie było żadnym problemem i cieszyła się z każdego wyleczonego pacjenta czy treningu. I z czystym sumieniem przyznawała, że obcego człowieka równie troskliwie i z czułością obmyć z gówna nie byłaby w stanie - dlatego nie była pielęgniarką. 
Szczęście od Boga, że nie usłyszała, jakie złośliwości miała w głowie pracownica placówki, bo wtedy skończyłoby się na paskudnej i z pewnością wyjątkowo przykrej reakcji Eleny. Choć szatynka na co dzień była miła, ugodowa i łagodna, to niestety miała w sobie bardzo nieprzyjemną część swojej osoby - tą złośliwą, przykrą i bezczelną, która raz uruchomiona przestawała dawać nad sobą panować. Ba, nawet bywała agresywna! Zaskakujące? Ani trochę. Nie, gdy ktoś znał ciemnooką osóbkę. Była mała, szczupła i niepozorna, ale zawsze mówiła, że nadrabiała charakterem i było w tym mnóstwo prawdy. Lepiej było nie być jej wrogiem - w tym zaskakująco dobrze pasowała do swojego męża, który dla odmiany już na pierwszy rzut oka wyglądał na groźnego. Tak, ona stwarzała pozory, jako jedyna w tym związku.
Kiwnęła głową, wyciągając telefon z kieszeni płaszcza, by napisać szybkiego smsa do ukochanego i ledwie zdążyła kliknąć "wyślij", gdy dopiero co odzyskany spokój wyparował w mgnieniu oka. Sensacja, tak? Tak, dobrze usłyszała. Chorzy muszą mieć spokój i ich córka również? Och, tego było za wiele.
- Bo rzeczywiście pani- niepoważna i pozbawiona wyobraźni samotniczka akurat doskonale wie, czego potrzebuje MOJA córka i jakiekolwiek inne dziecko - odpowiedziała bardzo spokojnie, cicho, ale dostatecznie dosadnie, by kobieta mocno odczuła, jak bardzo przekroczyła granice - Jeśli nie będzie w tym szpitalu mnie lub mojego męża, to moją córkę czeka paskudna noc, bo jest w obcym miejscu i gwarantuję, że będzie płakać i będzie miała traumę do końca życia. Nie pozwolę, by nadęta paniusia w kitlu, która sądzi, że wszystkie rozumy pozjadała, zafundowała jej coś takiego. I jeśli pani myśli, że się mnie pani stąd pozbędzie, gdy moje dziecko ma tu zostać zupełnie same w wątpliwym stanie zdrowia i wystraszone, to jest pani w wielkim błędzie, bo i wołami mnie stąd nie wyciągniecie. Rozumie to pani? PO MOIM TRUPIE. A jutro niech się pani spodziewa mojej wizyty u pani przełożonej, gdzie dokładnie przedstawię pani postawę i nie omieszkam zacytować pani słów, więc radzę zmienić ton, bo ja do takiego zachowania pani nie sprowokowałam.
Czy była wściekła? Jak osa! Natychmiast w jej ciele zawrzało, wręcz się zagotowało, co niestety nie było dla niej typowym zachowaniem. Z reguły była w takich chwilach spokojna, starała się łagodnie i dyplomatycznie załatwić sprawę... ale nie dzisiaj, nie w tym stanie i nie po takim zachowaniu tej kobiety. To jej się w głowie nie mieściło, że można było kogokolwiek w ten sposób traktować, a już szczególnie gdy w grę wchodził komfort i dobro dziecka. Każdy rodzic powinien mieć prawo zostać z dzieckiem w szpitalu tak długo, ile było to potrzebne i jak długo uznawał to za konieczne, więc naprawdę nie pojmowała tak idiotycznego podejścia, które zamierzała ostro podsumować. Z pewnością tego tak nie zostawi, jeśli pielęgniarka nie zmieni swojego zachowania i zdania! Ona albo James tu zostaną i koniec kropka! 
Jej oczy ciskały gromy, wpatrzone hardo w oczy pielęgniarki, miała zacięty wyraz twarzy i ściskała telefon w ręce tak mocno, że aż palce pobielały jej w miejscach, w których plastik wbijał jej się w skórę. Nie zamierzała ustąpić!

@James Moore @Elyon Moore
Odpowiedz
#32 (29.12.2018, 03:19 )

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jak powiadają i tak było również w tym przypadku. Zapał do pracy i sympatia potrafią wyparować z czasem, gdy z młodzieńczych ideałów nie zostaje już nic, rozbite w drobny mak przez szpitalną rzeczywistość i tak zapewne było z pielęgniarką, która teraz rozmawiała z Eleną - jak i z wieloma innymi jej koleżankami po fachu. Elenie łatwo było mówić, że ktoś może nie nadawać się do takiej pracy, nie znając realiów tego zawodu, ani powodów, które popchnęły do wyboru takiej a nie innej profesji. W szpitalu na co dzień dostatecznie dużo się działo i było to miejsce piekielnie stresujące, zaś pojawienie się Jamesa i Eleny mogło zburzyć jako-taki spokój, który tutaj obecnie panował. Gdyby to tylko od niej zależało, na pewno by nie pozwoliła im zostać w tym miejscu. 
Określenie jej samotniczką nie zrobiło na niej żadnego wrażenia, bo nie narzekała na swoje życie osobiste. O nadętych paniusiach w kitlach słyszała też nie po raz pierwszy, więc mimo daleko posuniętej bezczelności Eleny nie dała się sprowokować. Ba, wyraźna irytacja pani Moore wyjątkowo dała jej satysfakcję, którą bardzo próbowała ukryć pod maską obojętności na twarzy.
- Mamy doskonale wykwalifikowany personel na oddziale pediatrycznym i z rozpieszczonymi dziećmi, które płaczą z byle powodu też świetnie sobie poradzą, proszę mi wierzyć. Pani córka znalazła się pod bardzo dobrą opieką - rzekła tylko spokojnie, wręcz sucho. Nie powiedziała nic więcej złośliwego, choć różne słowa cisnęły się na usta. Niemniej zdawała sobie sprawę, że jest w pracy i nie może zbyt ostro traktować pacjentów i ich rodzin, nawet jeśli ci ludzie wybitnie działali jej na nerwy - a tak było z Eleną, która kojarzyła jej się tylko z bandą dobrze zrobionych panienek, które mają dostęp do nieograniczonych pieniędzy swoich partnerów dlatego, że mają zgrabne tyłki i płacą nimi za swoje babskie zachcianki. Wpadła do szpitala z aferą, od początku miała absurdalne roszczenia w kwestii założenia głupiego wenflonu, teraz awanturowała się z byle powodu... co za panna! Dodała. - Proszę się nie awanturować, bo wezwę ochronę. 
Elena nie krzyczała, ale kobieta nie mogła powstrzymać się przed uzmysłowieniem młodej matce, że to ona jest na straconej pozycji. Można rzec - na łasce i niełasce znienawidzonej pielęgniarki. 

@Elena Moore
Odpowiedz
#33 (29.12.2018, 03:39 )
25 lat
Weterynarz, instruktor jazdy konnej
163 cm
James Moore jest panem jej serca

Powiedzieć, że Elena była wściekła, to było zdecydowanie zbyt mało. Komentarz dotyczący Elyon doprowadził do tego, że dziewczyna zamierzała bardzo ostro zemścić się na tym niewychowanym krówsku zwanym pielęgniarką. Zerknęła na tabliczkę z imieniem, zapamiętując doskonale, jak nazywała się ta kobieta - jednocześnie obiecując sobie, że nigdy w życiu tak nie nazwie swojego dziecka - i uśmiechnęła się jadowicie, biorąc głęboki oddech i prostując się niczym struna. Nie zamierzała być jej dłużna, bo uwagi o swoim dziecku nie zamierzała przepuścić, ale jeśli już musiała poczekać ze zrobieniem jej koło wielkiego dupska, to przynajmniej teraz ją wkurzy.
- A jak tutejszy personel radzi sobie z posiadaniem człowieczeństwa? Bo na pani przykładzie wnoszę, że z tym kiepściutko. Żegnam - powiedziała uśmiechając się słodko, po czym minęła pielęgniarkę kierując się prosto na oddział pediatryczny. Jeśli kobieta sądziła, że to był koniec, to bardzo się myliła. Najgorsze dopiero miało nadejść. Przegrania bitwa, ale wygrana wojna - tak to się z pewnością skończy. Bo takich obraz pod adresem Elyon nie zamierzała przepuścić i robienia im pod górkę tylko ze względu na nazwisko. Piekło dla babsztyla miało zacząć się najdalej rano, zaraz po tym, jak Elena opuści gabinet ordynatora, w którym zażąda wyciągnięcia konsekwencji wobec tej kobiety pod groźbą rozpowiedzenia tej historii wśród wszystkich koleżanek szatynki, znanych i mniej znanych. Na pójście w świat takiej opinii nikt by nie pozwolił, więc Ela była pewna swego jak tego, że niebo nie spadnie nigdy na głowę ludzi zamieszkujących tę planetę. To była gruba przesada i zamierzała nauczyć to babsko dobrego chowania dumy do kieszeni. Odrobina pokory nigdy nikomu nie zaszkodziła. 

[zt]

@James Moore @Elyon Moore
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości