witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Secluded beach

#221 (27.03.2019, 20:12 )
25 lat
Barmanka
165cm
Chciałaby

Całe szczęście Lark nigdy nie podpadła nikomu przez rasistowską wzmiankę. Właściwie to raczej nie oceniała nikogo patrząc na kolor skóry, narodowość, czy orientację seksualną. Była raczej tolerancyjna i nie przychodziło jej to z trudem. Była taka na prawdę i nie udawała, by się komuś przypodobać, a znała ludzi, którzy tak robili. Krótkowłosa, podczas swojej kilkuletniej podróży przez Wielką Brytanię, poznała wiele różnych osób. Część z nich deklarowała się jako jej przyjaciele, inni jako wrogowie, a tych drugich szczerze mówiąc miała głęboko gdzieś. Przynajmniej niektórych, bo do tej grupy zaliczała się też niestety jej rodzina, z którą raczej nie miała dobrej relacji… W każdym razie, Lark Northcott już dużo na oczy widziała i spotkała się z różnymi poglądami. Z pewnością uważała rasizm za coś złego, albo chociaż nie na miejscu, to samo myślała o nękaniu, które spotkało Vivienne w odpowiedzi na jej rasistowskie obelgi. O całej sytuacji barmanka prawie wcale nie słyszała, a nawet jeśli, to jakieś urywki rozmowy w barze. Nie, żeby ją to specjalnie obeszło. 
Dziewczyna usłyszała ciche dyszenie, gdy mały kundelek zbliżał się do niej coraz bardziej od strony plażowego baru, gdzie najwyraźniej zawędrował szukając jedzenia. Jego łapki rozgarniały piasek, a zawieszka z imieniem charakterystycznie pobrzękiwała, gdy psiak truchtał. Brunetce zostało tylko czekać, aż Cannabis do niej przyjdzie i się stąd zmywać. Chciała tylko dokończyć piwo i wracać do miasta. Jeszcze nie podjęła decyzji odnośnie wizyty w klubie nocnym. Szczerze mówiąc, to nie wiedziała, czy coś by to pomogło. Miała doła i tyle. Więcej alkoholu i potencjalna partnerka na jedną noc pewnie pogłębiłyby tylko jej depresyjny stan.
Pogrążona w myślach krótkowłosa dopiero po chwili zorientowała się, że pobrzękiwanie obroży jej psa ustało. Ze spokojem upiła łyk z puszki i obejrzała się, odrywając na chwilę wzrok od morza. Też nie wiedziała, że jest tu sama, aż do teraz. Cannabis był bardzo towarzyskim pieskiem i nie mógł przegapić okazji do poznania kogoś nowego. Tym kimś była nieszczęsna Vivienne, która tego wieczoru marzyła zapewne tylko o świętym spokoju. Kundelek podskakiwał, podążając za dziewczyną, ewidentnie pragnąc atencji. Lark jeszcze nie zdążyła nauczyć go manier. Chyba powinna się za to jednak zabrać w najbliższym czasie.
Barmanka cicho westchnęła sama do siebie i wstała, otrzepując się z piasku. Puszkę zgniotła, dopiwszy piwo do końca, a buty wzięła w rękę. Ruszyła powolnym krokiem w stronę rudowłosej.
- Cannabis, ty mała cholero - zawołała psa, domagając się, żeby przestał napastować tę przybitą dziewczynę, kimkolwiek była. Piesek momentalnie przestał skakać i domagać się pieszczot i spojrzał z zaciekawieniem w stronę właścicielki.

// przepraszam, że takie chaotyczne
@Vivienne Thompson

You've gotta dance like there's nobody watching, Love like you'll never be hurt, Sing like there's nobody listening, And live like it's heaven on earth
Lark Northcott
Odpowiedz
#222 (14.10.2019, 17:41 )
25 lat
studentka leśnictwa, dorabia w Mulberry
170 cm
Rozglądam się!

Najgorsze w tym wszystkim było to, że Vivienne nie była wcale rasistką. Ba! Daleko jej było do oceniania ludzi na podstawie koloru skóry, orientacji seksualnej, pochodzenia, religii czy innych wrażliwych kwestii, które w dzisiejszych czasach tworzą wiele podziałów społecznych i ogólnie są tępione w imię szeroko pojętej tolerancji. Była dziewczyną otwartą na inności, nie tylko tolerancyjną i miała znajomych, którzy zaliczali się do przeróżnych mniejszości, od seksualnych po etniczne. Nie miała z tym problemu. Jej konflikt z Kathleen miał kompletnie inne podłoże, bo chodziło o faceta. Były Kathleen rozstał się z nią i nawiązał znajomość z Vivienne, ale dopiero po rozejściu się z Kathleen. Nic ich nawet nie łączyło, tylko kiełkująca przyjaźń i jakieś nadzieje ze strony pieguski, a skończyło się tym, że Kath kiedyś ich ze sobą zobaczyła, dostała szału i zrobiła awanturę, że rzekomo to Vivienne rozbiła ich związek. Później napadła ją dosłownie z wyzwiskami w palmiarni, mimo że minęło od tamtej pory... kilka lat. Dwa lub trzy. Widocznie panna Palmer nie mogła pogodzić się z tym rozstaniem do dzisiaj i zamiast widzieć winę w sobie, oskarżała za rozpad swojego związku Bogu ducha winną Viv. Z tego wyszła awantura w miejscu publicznym, w której właśnie powiedziała parę bardzo cierpkich słów na temat koloru skóry Kathleen. Zabawne, że teraz jakieś idiotyczne teksty o bujaniu się z małpami na afrykańskich gałęziach obróciły się przeciwko niej, a tych tekstów o rudych, grubych i tym podobnych, które rzucała jej Kathleen, jakoś nikt nie słyszał. Powiedz coś o rodowitym Angliku - nikt nie zareaguje. Powiedz coś o czarnym - wszystkim odwala. Teraz dziewczyna przekonywała się o tym na własnej skórze i bardzo boleśnie.
Chciała mieć spokój, ale w sumie nie przeszkadzało jej, że na plaży jest ktoś jeszcze. No i zdecydowanie nie przeszkadzała jej obecność uroczego pieska, który dreptał za nią przez piasek i próbował ściągnąć swoją uwagę. Vivienne zatrzymała się, gdy go zauważyła i zaśmiała się pod nosem. Chciała pochylić się i go pogłaskać, ale wtedy zwierzaka ktoś przywołał. Najwyraźniej jego właścicielka.
- Nic się nie stało! Jest przeuroczy - odezwała się do właścicielki psiaka. Niech wie, że zwierzak jej nie przeszkodził. Nawet można powiedzieć, że wręcz przeciwnie, bo widok uroczego pieska poprawił humor Vivienne. Nic nie umie podnieść na duchu lepiej od takiego słodkiego czworonoga, a temu słodziakowi udało się wywołać na twarzy Vivienne szczery uśmiech. To było coś, biorąc pod uwagę jej fatalny humor.

@Lark Northcott
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości