welcome to
Yellowlair Oats



#111 (25.05.2020, 00:59 )
Past forgotten, now as new, A line dividing
false and true

Chciała, żeby odszedł. Zniknął. Ruszył w dalszą bezcelową włóczęgę po barwnych dywanach, ręką Matki Natury misternie uplecionych z igliwia. Bez wątpienia, tak byłoby łatwiej. Unikanie konfrontacji z obcymi ludźmi, a w zasadzie ze swoimi lękami, które plączą się w rozchwianym niepokojami umyśle, to najprostszy doraźny sposób na odzyskanie psychicznej równowagi. Chwilowej - bo istniejącej tylko do pojawienia się w polu widzenia kolejnego przypadkowego spacerowicza. Lawirowanie bocznymi ścieżkami własnego umysłu jest wygodniejsze od wejścia na główną drogę myśli i podjęcia konfrontacji z tym, co przeraża, denerwuje czy gniecie dyskomfortem innych negatywnych emocji. Tylko... czy to jest rozwiązanie? Jak długo da się tak uciekać, wymijać, okrążać i odwracać speszony wzrok, byle tylko nie spojrzeć swym demonom w oczy? Przez całe życie? Oczywiście można próbować - ale pewnego pięknego dnia zakończy się tę walkę w białym kaftanie z przydługimi rękawami, na niewygodnym szpitalnym łóżku, z ciałem skrępowanym ciasnymi splotami pasów bezpieczeństwa. Zamiatanie problemów pod dywan prędzej czy później doprowadza do szaleństwa.
Bo przecież duchowe demony nie znikną wraz z sylwetką wysokiego bruneta, nie zatracą się w gęstwinie drzew razem z nim. Rozmyją się na chwilę, ale dalej będą powracać przez długie lata. Coraz większe i silniejsze, upasione lękami i nieśmiałością. Będą podążały tropem ścieżek, które Pryska wydepcze podczas powtarzających się raz za razem ucieczek. I może patrząc na daleką, daleką perspektywę jej nieuniknionej klęski w walce z tymi demonami, dobrze się stało, że Tony nie odszedł. Trwał bezczelnie na leśnym szlaku i nie zmieniał ani pozycji, w jakiej zastygł, ani obiektu zainteresowania. Ciemnymi oczami, odgrodzonymi od świata cienką barierką soczewek kontaktowych, wciąż z uwagą i łagodnym zainteresowaniem przyglądał się rudzielcowi z aparatem. Zmusił ją nieświadomie do konfrontacji z własnym strachem, szczęśliwie nie mając absolutnie żadnych złych zamiarów. Być może jego niechciana obecność w lesie okaże się drobną pomocą, zaszczepi w jej głowie ziarenko pewności siebie i przekonania, że świat i ludzie nie są źli. Że nie należy się bać. A może tylko niechcący pogłębi jej problemy...
- Doskonałe miejsce na chwytanie pierwszych chwil wiosny - zagadnął, zakładając dość bezpiecznie, że dziewczyna przyszła tutaj w celu fotografowania natury, która leniwie budziła się do życia po zimowym letargu. Jego męski głos poniósł się miękko powietrznym torem, zabarwiony spokojem i subtelnością, o których zaakcentowanie Tony zadbał ze szczególną starannością. Im dłużej patrzył na mowę ciała nieznajomej, im wyraźniej dostrzegał tę rozpaczliwą próbę wykrzywienia ust w uroczej, acz wymownej parodii uśmiechu, tym silniejszego nabierał przekonania, że ona się czegoś boi. Jego? Lasu? Zwierząt? A może ktoś trzeci krążył leśnymi szlakami, czając się na nią jak sprytne kocisko na przyszła ofiarę - drobną myszkę o płomienistym futerku? - Mam nadzieję, że cię nie przestraszyłem?
Poszerzył uśmiech i pozwolił zastygnąć mu na ustach. Przez chwilę jeszcze utrzymywał kontakt wzrokowy, jakby pragnął zliczyć drobne iskierki niepokoju, które w migotliwym tańcu połyskiwały w błękicie jej tęczówek. Nie chcąc jednak przyglądać się nieznajomej zbyt nachalnie, przeniósł w końcu spojrzenie na aparat, który towarzyszył jej pośród sosenek.

@Pryska Ben-Merrick



#112 (01.06.2020, 22:34 )
"człowiek nigdy nie pozbędzie się tego o czym milczy"

Oh tak, bardzo tego chciała. Chciała, aby nieznajomy zostawił ją w spokoju, żeby odszedł i zajął myśli pięknem otaczającej ich natury a nie ją. Samotnie stojącą, młodą dziewczyną, która wolałaby zapaść się teraz pod ziemię niż być tu i o zgrozo! Zaczynać możliwą konwersacje. Little Forest miał do zaoferowania o wiele, wiele więcej ciekawszych miejsc niż to, które obrała Pryska do swojej sesji fotograficznej. Nie znała co prawda tego miejsca na tyle dobrze, jednak w głowie miała jeszcze parę miejsc, które były bardziej godne uwagi niż ta skromna polanka i jej osoba. Zatem czy jej myśli i nieme prośby naprawdę nie mogły się spełnić? Najwyraźniej. Popełniła błąd siląc się na uśmiech w kierunku nieznajomego, bo chyba właśnie tym zachęciła go, aby do niej podszedł. Przełknęła gorzki smak żółci i wbiła niebieskie oczy w aparat, mrużąc je delikatnie w panice. Wraz z pierwszymi słowami mężczyzny jednak...Wiele złych scenariuszy wyparowało z jej głowy, a niebieskie oczy padły na twarz nieznajomego. Teraz, kiedy podszedł bliżej, dojrzała więcej detali jego dość łagodnego wyglądu i stres jaki zaciskał jej gardło i żołądek nieco rozluźnił kurczowy chwyt. Subtelne zagadnięcie wzbudziło w niej więcej pozytywnych odczuć niżeli tych negatywnych, których się spodziewała - nie ma co się oszukiwać. Nie wyglądał na kogoś, kto mógłby zrobić jej krzywdę, chociaż to mniemanie było jej zdaniem dość...Naiwne. Wielu ludzi w jej oczach nie wyglądało groźnie, a jednak pozostawili po sobie ostre szpile wbite w jej wnętrze i psychikę. Oblizała pośpiesznie usta, siląc się na kolejna próbę lekkiego uśmiechu i skinęła mężczyźnie głową na potwierdzenie jego słów. Chciała oderwać się od kolejnych, burzowych chmur u tyłów jej czaszki i cichych podszeptów, które mimo chwilowej ciszy, znów próbowały zbudzić w dziewczynie niepokój, co się im poniekąd udało. Do czasu. Miętowy kolor osiadł na jej uszach za sprawą męskiego, lekkiego głosu, który chyba niesiony lekkim wiatrem ostatecznie ukoił część zestresowanego wnętrza rudowłosej studentki. Przytaknęła więc jeszcze raz głową - teraz nieco pewniej, poprawiając jeden z rudych kosmyków za ucho. Miejsce które obrała miało w sobie to, czego potrzebowała. Było spokojne, ciche i przede wszystkim przedstawiało to, czego szukała - pierwsze kroki wiosny. Lubiła obserwować tego typu aspekty przyrody. To, jak pierwsze owady przebudziły się już do życia, a roślinność ponownie odzyskuje swoje utracone barwy. Wypuściła cicho powietrze przez usta, zdając sobie sprawę, że teraz już nie da rady uciec przed konwersacją, którą...Sama przecież podłapała. Z jednej strony dalej chciała uciec i zapaść się pod ziemię, jednak nie co się uspokoiła. Głos brzmiący miętą ze strony nieznajomego ostatecznie ją przekonał, a jak tylko zabrzmiał ponownie; Pryska była pewna, że od dalszej wymiany "zdań" się nie wywinie i...Nie była do końca pewna co o tym myśli. Zastukała w oprawę aparatu i w końcu puściła maltretowane od dobrych kilkunastu minut urządzenie. Uniosła ręce w uspokajającym geście i delikatnie nimi poruszyła chcąc zapewnić, że...Nieznajomy jej nie wystraszył. A przynajmniej nie tak bardzo, aby teraz się do tego przyznawała, chociaż raczej było to oczywiste kłamstwo, bo dalej nie czuła się w stu procentach komfortowo. Na szczęście nieznajomy jakby wyczuł jej dyskomfort i długo nie utrzymywał z nią i tak spokojnego kontaktu wzrokowego, za co była mu...Cicho wdzięczna. Kiedy jego ciemne oczy spadły na aparat, Pryska sięgnęła po notesik i zaczęła coś w nim skrobać, podtrzymując go drugą ręką tak, aby był w miarę usztywniony. Kiedy skończyła, z lekkim wahaniem podsunęła go mężczyźnie tak, aby mógł przeczytać to co się w nim znajdowało, a sama nieznacznie się uśmiechnęła, chcąc jakkolwiek równo odpowiedzieć na szeroki, stały grymas na twarzy mężczyzny. Wypadało...

"Proszę, wybacz mi mogą reakcję, nie spodziewałam się tutaj teraz nikogo, to przez to." 


@Anthony Myles
#113 (22.06.2020, 00:11 )
Past forgotten, now as new, A line dividing
false and true

Niewątpliwie - Tony nie miał aparycji człowieka, który może wyrządzić bliźniemu krzywdę, czy to fizyczną, czy psychiczną, a jego łagodna powierzchowność mogła ukoić dziki rytm serca, w przerażeniu szamoczącego się w piersi. Daleko mu było do ostrych, przeoranych ciężkim losem facjat, które łypią groźnie z listów gończych, zaś spokojny wzrok, z tęczówkami smagniętymi ciepłą barwą gorzkiej czekolady, w niczym nie przypominał rozbieganych oczek przyjemniaczków z Sullen Hides, którzy kręcili się w pobliżu kamienic, jakby szukali gorączkowo obiektu do obrobienia z portfela. Mimo cech buntu, jakie pozostały w jego wyglądzie - tatuaży, zamiłowania do skórzanych ramonesek i podkoszulków z niezbyt poważnymi nadrukami - otaczał się aurą spokoju. 
Choć czy uleganie pierwszemu wrażeniu jest rozsądne? Powiadają, że niepozorni są najbardziej niebezpieczni!
Nie chciał wzbudzić w niej negatywnych emocji, był przecież tylko zbłąkanym w czerni własnych rozmyślań spacerowiczem, który włóczył się po leśnych dróżkach, nie szukając konkretnego celu. Nie planując ani zapuszczenia się tak blisko rodzinnej miejscowości, ani tym bardziej interakcji z drugim człowiekiem. Mógł wycofać się i ruszyć w dalszą bezcelową włóczęgę pośród odświeżającej woni iglaków, gdyby rudowłosa dała mu do zrozumienia, że nie życzy sobie z nim kontaktu - czy to zdradzając kolejne oznaki stresu, czy irytacji, że namolny spacerowicz pęta się w pobliżu i nie pozwala ze spokojem zanurkować za obiektywem aparatu. Lecz jego uważny wzrok nie dopatrzył się kolejnych oznak dystansu czy niepokoju, którym w pierwszych chwilach młoda pani fotograf otuliła się jak bezpiecznym kocem. Jasne się dla Tony'ego stało, że musi potraktować nieznajomą ostrożnie, by moment wytchnienia od obaw nie został przerwany nagłym powrotem strachu, a przecież nie znał tej dziewczyny, nie miał pojęcia, co w zobaczeniu drugiego człowieka tak bardzo ją spięło. Zapowiadała się pogawędka porównywalna do spaceru po polu minowym, ale dlaczego jej nie podjąć, jeśli rozmówczyni pozwoli? Nic lepszego Tony nie miał tu do roboty, a skupienie się na kimś mogło choć na chwilę odciążyć jego umysł, jeszcze przed chwilą przygnieciony kłębowiskiem chmur ciemnych i ciężkich, nasyconych ołowiem, pośród których raz po raz uderzały błyskawice wspomnień i myśli.
Starał się nie krępować Pryski spojrzeniem, ale gdy chwyciła notes i poczęła w nim pospiesznie skrobać, jego wzrok powrócił na nią, z nieskrywanym zaciekawieniem śledząc ruchy jej nadgarstka. Pisała, wykonywała gesty, nie odezwała się ani słowem - to było zastanawiające zachowanie, które stało się bardziej zrozumiałe, gdy dziewczyna obróciła ku niemu swój notesik, pozwalając odczytać zapisaną odręcznie treść. Poruszył kąciki ust, poszerzając uśmiech i skinął głową ze zrozumieniem, zastanawiając się teraz przez krótką chwilkę, z jakiego rodzaju problemem fizycznym ma właśnie do czynienia. Pierwsza pojawiła się myśl, że najpewniej dziewczyna jest niesłysząca, co wyjaśnić mogło jej obawę na jego widok, mogła w końcu przeoczyć szelest jego korków na dywanie igliwia i tym samym wystraszyć się faceta, który wyrósł jak spod ziemi. Drugą było zwątpienie, bo zdawała się doskonale rozumieć, co do niej mówił. Trzecią - przypuszczenie, że ruda może czytać z ruchu warg, jak potrafiło wielu głuchoniemych, z którymi Tony miał w swoim życiu do czynienia. To była dość częsta umiejętność wśród niesłyszących. Czwarta zaś poruszyła go do działania, uzmysławiając, że dopóki nie spróbuje zapytać, to będzie stał jak ten kołek i toczył monolog analiz i przypuszczeń jak ostatni idiota.
- W porządku. Nie przeszkodziłem ci? - odrzekł, doskonale zdając sobie sprawę, że zaprzeczenie z jej strony będzie kłamstwem - ale pytanie zadał bardziej zainteresowany reakcją dziewczyny niż sensem jej odpowiedzi. Jednocześnie z wypowiadaniem kolejnych słów, uniósł ręce i wyprostował kciuk, poruszając okrężnie nadgarstkiem, by w kolejnych sekwencjach ruchów skrzyżować wyprostowane dłonie, a następnie wskazać Pryskę i rozłożyć palce, obie ręce zwracając ku sobie. Wymigał swoją wypowiedź i był ciekaw, co zrobi z tym jego rozmówczyni - sama użyje migowego, skupi się bardziej na gestach jego rąk czy na ustach i głosie? Mógł otwarcie spytać, czy Pryska nie słyszy, ale pytanie pokroju "hej, jesteś głucha?" uważał za nietaktowe, kiedy dzięki znajomości języka migowego mógł dowiedzieć się tego w inny, znacznie subtelniejszy sposób.

@Pryska Ben-Merrick



#114 (08.08.2020, 09:52 )
"człowiek nigdy nie pozbędzie się tego o czym milczy"

Próbowała być uprzejma i nie wypaść tragicznie przed sympatycznie nastawionym mężczyzną. Naprawdę, próbowała!. Jej lekki uśmiech jaki zaprezentowała po podsunięciu nieznajomemu notesika z napisaną krótką notatka jednak szybko zniknął, a na jej twarzy pojawił się niepokój i zawstydzenie, nachodząc na siebie i co jakiś czas wyróżniając w postaci nerwowego przygryzienia dolnej wargi czy mocniejszego rumieńca. Pryska chciała uciec, jednak i tak stała w bezruchu z czystej grzeczności i poczucia, że nie było potrzeby. Jej lęki i stres jednak szeptały inaczej przez co była wewnętrznie rozdarta podczas oczekiwań na kolejny ruch ciemnowłosego mężczyzny. Po tym jak była pewna, że przeczytał jej krótką wiadomość, ponownie dostrzegła poszerzający się uśmiech na jego twarzy i...Powiedzmy szczerze - zastanawiała się jak on to robi i na ile pozwala mu jego własna twarz! Westchnęła niesłyszalnie i sama lekko się uśmiechnęła, poprawiając zawinięty wokół szyi szalik. Wtedy też nieco bliżej siebie przysunęła notes, gotowa by odpowiedzieć na jego słowa i już nawet zjeżdżała spojrzeniem z jego twarzy, jednak...Zastygła obserwując jego dłonie, a jej brwi lekko się zmarszczyły w skonfundowaniu. Oczywiście, że bez problemu zrozumiała co ten do niej wymigał i właśnie to najbardziej ją zszokowało.Nie były to przypadkowe gesty, które mogła wykonać osoba niewtajemniczona - był o język, którym posługiwała się w kręgach gdzie była pewna, że każdy go zrozumie. Wróciła spojrzeniem niebieskich oczu na twarz mężczyzny, a po chwili jej brwi uniosły się, przez co drobna zmarszczka jaka przez nie powstała zniknęła, a czoło młodej studentki ponownie się wygładziło. Tym razem to w jej oczach błysnęło zainteresowanie, a jej mowa ciała zdawała się być o wiele bardziej rozluźniona niż przed wykonaniem tych na pozór lekkich gestów. Pryska była zaskoczona ale i...Poniekąd szczęśliwa tym, że spotkała przypadkiem osobę, która rozumiała i możliwie sama korzystała z najbliższego jej języka! No...i takiego z którego sama mogła korzystać. Kiedy doszło do niej co zobaczyła, na jej ustach pojawił się pierwszy, prawdziwy uśmiech odkąd tylko mężczyzna niespodziewanie do niej podszedł. Drobne palce studentki zastukały w notesik, który po chwili delikatnie odłożyła na stojący obok aparat, którego obudowę zresztą maltretowała w zestresowanym tańcu własnych palców. Teraz jednak sporych wielkości lustrzanka nie służyła rudowłosej po to by jakoś odreagować stres, a po to by podtrzymać coś, co od niepamiętnych czasów Pryska musiała mieć zawsze przy sobie by móc się porozumieć z większością ludzi. W wielu zwykłych sytuacjach głos i mowa nie są wcale tak potrzebna jakby się wydawało, jednak jak już przychodzi co do czego i człowiek musi poprosić o poprosić o pomoc, posiadanie notesu było niezbędne. Kiedy na dworcu co prawda trafiła na ochroniarza, który potrafił podstawy migowego, jednak takich jak on było niewielu. Dla własnego komfortu wolała mieć go zawsze i wszędzie przy sobie. Nigdy nie wiadomo kiedy ktoś będzie chciał pogadać, prawda? W każdym razie chwile po tym jak notes został odłożony, Pryska wykonała serię dość szybkich ruchów w kierunku mężczyzny, wkładając w nie całkiem sporo emocji, a jej twarz wygładziła się w zaskoczeniu i cichutkiej radości z możliwości porozumienia. Wtedy też zrozumiała, że...Chyba się nieco pośpieszyła i wykonała ruchy zbyt pochopnie, dlatego też po chwili powtórzyła je wolniej i dokładniej, tak aby chłopak mógł ją bez problemu zrozumieć. Na samym początku wskazała palcem prosto na chłopaka, by następnie złożyć palce tak, że kciukiem obejmowała dwa ostatnie, a wskazujący i środkowy pozostawały delikatnie wyprostowane. Postukała się nimi delikatnie w bok czoła, a na samym końcu wyciągnęła dłonie przed siebie z luźno rozstawionymi palcami, poruszając nimi w kierunku Tonego, rysując w ten sposób dwa, płaskie okręgi. Jej prawa dłoń zatrzymała się nieco u góry wskazując wprost na niego. 

Dziewczyna dosłownie wymigała swoje pierwsze, podstawowe pytanie - "Rozumiesz migowy?" 

@Anthony Myles
#115 (14.08.2020, 01:08 )
Past forgotten, now as new, A line dividing
false and true

Och, jego własna twarz pozwalała na wiele! Od paru ładnych lat Tony w swym życiu zawodowym obracał się wokół dzieci, również najmłodszych uczniów, którzy z ciężkimi plecakami na wątłych barkach tuptały ochoczo do szkolnej ławy, żeby pomiędzy wyczerpującymi lekcjami pisania literek i dodawania spędzić trzy kwadranse na beztroskim gryzmoleniu pastelami - właśnie podczas lekcji prowadzonych przez Mylesa. Obcowanie z małymi dziećmi okazało się swoistym poradnikiem, jak się uśmiechać i dozować w mimice twarzy swe emocje. Tę sztukę młody nauczyciel opanował doskonale, nieświadomie wplatając ją również w swoje życie prywatne, w kontakty z obcymi ludźmi - a przede wszystkim z tymi, którzy zdawali się na pierwszy rzut oka wymagać łagodnego potraktowania. Za taką osobę Tony wziął Pryskę, przy której jego zmysł pedagogiczny (a może zboczenie pedagogiczne?) zadziałał na pełnych obrotach. 
Zmiana, jaka zaszła w jego przypadkowej rozmówczyni, była widoczna gołym okiem i zdumiewająco szybka - gdy tylko Tony zdradził się ze swoją umiejętnością migania, twarz rudej wreszcie po raz pierwszy ozdobił uśmiech. Nie karykaturalny grymas, którym wcześniej usiłowała go przekonać, że wszystko w porządku - osiągając zresztą efekt dokładnie odwrotny do zamierzonego - tylko wreszcie szczery i całkiem urokliwy uśmiech. Przyjemnie było zobaczyć ten promyczek słoneczka na twarzy, która do niedawna poruszała serce odmalowaną w jej rysach obawą, teraz zdecydowanie zrozumiałą dla Tony'ego. Pryska używała kartek do komunikacji ze światem oraz języka migowego, którego nie zna większość społeczeństwa, musiała więc być głucha, a w najlepszym przypadku tylko niema. Mogła nie zauważyć nadejścia obcego mężczyzny w sercu leśnej gęstwiny, poczuć na jego widok zagrożenie i bezsilność. Gdyby Tony okazał się kroczyć ze złymi zamiarami przez te malownicze, naszpikowane igliwiem ścieżki - taka osoba jak Pryska mogła okazać się wygodną ofiarą. Niezdolna do zaalarmowania kogokolwiek krzykiem stanowiła łatwy łup dla żądnych gwałtu czy mordu.
Zaśmiał się pogodnie, gdy opanowana ekscytacją dziewczyna wymigała pytanie w zawrotnym tempie, choć był jej wdzięczny, że powtórzyła sekwencję ruchów dłoni jeszcze raz, wolniej. Po pracy w Birmingham Tony miał doświadczenie z miganiem szybkim, niedbałym, udziwnionym jakimiś domowymi naleciałościami - spędził kilka semestrów w szkole dla głuchych i słabosłyszących, w tym i z bardzo młodymi dziećmi, które w różnoraki sposób zniekształcały słowa. Lecz od tamtej pory minęło już trochę czasu. Od przeprowadzki do Yellowlair Oats nauczyciel nie miał okazji migać, a zaniedbywane języki z czasem ubożeją w głowie, by w końcu zatrzeć się w zapomnieniu.
Złożył w pięść palce prawej dłoni i pozwolił jej opaść w luźnym ruchu nadgarstka, po czym wskazał siebie palcem, a następnie jego opuszką smagnął czubek nosa. Odwróciwszy dłoń wnętrzem ku górze, wyprostował palce i z powrotem zacisnął, by na ponów prostując palec wskazujący, powędrować dłonią ku swojej twarzy. Dotknął nim ucha i stuknął nim dwukrotnie swój lewy bark. Formując drugą myśl, gwałtownie machnął palcem w łączniku, następnie wyprostowaną dłonią w tył, rozłożył obie ręce w dwóch miękkich ruchach góra-dół i znów sięgnął palcem do twarzy, tak samo jak wcześniej dotykając swojego ucha. Kończąc wypowiedź obniżył prawą dłoń, jakby wskazywał niski wzrost. Tym razem nie użył już werbalnego języka, bo po co? Nie był pewny, czy rudowłosa go słyszy, a jemu komunikacja za pomocą jednego języka wystarczyła.
"Tak, rozumiem. Mam głuchą kuzynkę i kiedyś uczyłem głuche dzieci."
Po krótkim zastanowieniu dorzucił jedną krótką myśl. Wskazał palcem Pryskę, machnął wprzód obiema dłońmi, miękko rozluźniając nadgarstki, następnie ułożył je równolegle do siebie, powtórzył wykonany wcześniej przez nią ruch okrężny dłoni, a na koniec kciukami i palcami wskazującymi uformował w geście prostokąt, resztę palców zwinąwszy.
"Nie musisz migać starannie."

@Pryska Ben-Merrick



#116 (11.11.2020, 20:49 )
"człowiek nigdy nie pozbędzie się tego o czym milczy"

Pryska nie mogła pozbyć się zaciekawienia i...Ciepło-szarego zdumienia gdy wpatrywała się w migającego mężczyznę przed sobą. Musiała mieć naprawdę spore szczęście, że dzisiaj tym kawałkiem Little Forest przechodziła akurat on, a nie jakiś inny mężczyzna gotowy wykorzystać fakt, że Pryska nie miałaby jak wołać o pomoc czy chociażby się bronić; powiedzmy sobie szczerze, prędzej szłoby ją połamać niż wyobrazić sobie, że skutecznie odparłaby atak jakiegoś rosłego mężczyzny. Ba! Nawet nieco większy pies, który skoczyłby na nią byłby skutecznym unieruchomieniem dla niej i przyczyną siniaków, obić i bólu w wielu niewidocznych dla gołego oka miejsc. Na fali zainteresowania kryminalistyką i psychologią morderców jaką przeszła całkiem niedawno, zdała sobie sprawę, że figurowałaby jako wręcz idealna ofiara dla pewnego kręgu przestępców, a to wcale nie poprawiało jej samopoczucia i nie wspierało w walce z lękiem przed morderstwem. Powiedzmy, że sama swoim lekkim zainteresowaniem pogłębiała własną paranoje - a więc nic nowego! Chadzanie samemu po lesie było nieco nieodpowiedzialne, ale sama rudowłosa usprawiedliwiała się tym, że był środek dnia, jasno i spokojnie. W życiu nie postawiłaby nogi w lesie gdyby się ściemniało; a na pewno nie przyszłaby aż tutaj! Pamiętała jak jej profesor narzekał, że ma mało nocnych zdjęć, a dziewczyna bała się przyznać, że najzwyczajniej w świecie boi się chodzić gdziekolwiek sama po nocy i nie ma jak inni studenci kogokolwiek, kto mógłby pójść z nią nie nudząc się przy tym. Czasem naprawdę była na siebie wściekła, że nie potrafiła na nikogo i nic się otworzyć w kwestii czysto społecznym. Oczywiście, miała paru znajomych, jednak...Oh, nie byli oni na wyciągnięcie ręki i pstryknięcie palcami! A zdawało jej się, że większość studentów z jej roku raczej przychylnie na nią nie zerka (co mogło być wynikiem nadinterpretacji dziewczęcia) zatem nawet nie próbowała "próbować" jakkolwiek zmienić swojego położenia. Tylko czasem miewała takie momenty - a przez czasem, mamy na myśli bardzo często. Sama jednak skutecznie blokowała się przed jakimikolwiek interakcjami, chyba, że była postawiona przed faktem dokonanym i nie miała drogi ucieczki; jak chociażby w tym momencie. Teraz jednak jej wszelakie lęki się nieco uspokoiły, gdy miała do czynienia z osobą, która nie dość, że zachowywała się naprawdę spokojnie i łagodnie, to jeszcze używała języka, który rozumiała. Pryska może i była dość płochliwa, ale sama wiedziała, że jak ktoś zachowuje się przy niej odpowiednio spokojnie, da radę funkcjonować bez późniejszego przemęczenia i chęci ucieczki. Owszem, mogła być to zmyłka, ale...Uśmiech był jak najbardziej prawdziwy i nawet ona dała radę go odpowiednio sklasyfikować i poznać. Nic więc dziwnego, że po tym jak mężczyzna oznajmił, że migowy zna przez fakt posiadania głuchej kuzynki i fachu nauczyciela u osób głucho-niemych, Pryska rozluźniła się jeszcze bardziej. Teraz zachowanie mężczyzny stało się jeszcze bardziej jasne - przez prace z dziećmi mógł do perfekcji wyćwiczyć przejawianą łagodność i lekkość w głosie, która docierała do uszu dziewczyny z lekko pudrowo-różowym zapachem. Sama lekko się uśmiechnęła i na początku dość niepewnymi ruchami palców mignęła szybkie "oh, jasne", po czym zawiesiła się i westchnęła w zastanowieniu. Nieczęsto miała szanse aby...Rozmawiać z kimś kogo widziała pierwszy raz na oczy w tak...dziwnej scenerii? Długo jednak nie milczała i idąc za wskazówką nieznajomego, chociaż niechętnie, mignęła mu sprawnie i szybko - tak, jak każdemu kogo była pewna, że zrozumie.

"Niesamowity zbieg okoliczności, co? A czego nauczałeś te dzieci? Nadal się tym zajmujesz?"

Postawiła więc na pytania, chociaż...Patrząc na sytuacje, nie były one jednymi z ważniejszych. Na sam koniec posłała lekki, szczery uśmiech, chowając dłonie do kieszeni czując, jak chłód szczypie ją w opuszki palców, a sama lekko schowała już czerwonawy nos w szalik. Może nie było aż tak zimno, jednak Pryska zawsze była tym rodzinnym zmarzluchem chodzącym w swetrach i grubych skarpetach nawet, jak dla innych lokatorów było ciepło. W oczekiwaniu na odpowiedź uważnie obserwowała to palce nieznajomego, to jego twarz, chcąc wyłapać na niej możliwe zmiany nastroju i znaki, które dałoby jej późniejszą przewagę jakby miała uciekać. Tak....tak na wszelki wypadek...

@Anthony Myles
#117 (16.02.2021, 10:29 )
Past forgotten, now as new, A line dividing
false and true

Niesamowity zbieg okoliczności - bez wątpienia! Od zakończenia pracy w Birmingham i przeprowadzki do Yellowlair Oats Tony nie miał okazji spotkać choćby jednej osoby, która znała język migowy... a może tylko tak mu się wydawało? Dla ludzi w pełni sprawnych fizycznie, posługujących się werbalną komunikacją, używanie migowego nie było pierwszym, oczywistym wyborem w kontaktach międzyludzkich, Tony'ego natomiast ostatnio otaczały tylko osoby pełnosprawne. Może ktoś z nich również potrafił migać, a Toś nie miał o tym bladego pojęcia? Cóż, nie mógł odrzucić takiej możliwości, niemniej dziś miał pierwszą okazję od dawna, by użyć migowego i sprawiło mu to niemałą przyjemność. Ot, krótka rozmowa, parę zaledwie wymienionych zdań, ale stanowiło miły powrót do komunikowania się językiem, który niegdyś był jego codziennością. 
Lubił mówić na temat swojej pracy i nie miał oporów, by opowiadać na ten temat dużo - nie znał jednak dziewczyny, z którą przyszło mu nawiązać kontakt w tych zaskakujących, choć zarazem urokliwych okolicznościach przyrody, więc nie zamierzał wchodzić w głębokie szczegóły swego zawodu. Ot, był po prostu nauczycielem, który w okresie akademickiej edukacji poświęcił nieco czasu na zdobycie uprawnień wymaganych do pracy z niepełnosprawnymi dziećmi. Lubił uczyć, lubił dzieciaki i ich beztroskie, pogodne podejście do życia. Choć nie zawsze była to praca usłana różami - a nawet jeśli, ktoś, kto układał drogę zawodową nauczycieli, zapomniał o oberwaniu tych różny z kolców. W odpowiedzi na jej pytanie postanowił ograniczyć się do zwięzłej raczej odpowiedzi i szybko wprawił w ruch swe dłonie, kreśląc kolejne symbole cichego kodu językowego.

"Zajmowałem się nauczaniem początkowym i nauką plastyki w szkole dla dzieci niesłyszących i niedosłyszących. Ale w tym mieście nie mamy takich placówek, niestety."

Pełną nazwę swojej szkoły z Birmingham zdecydowanie wolał migać niż wypowiadać werbalnie, w migowym bowiem jeden symbol mieścił oba określenia - zarówno "niesłyszący", jak i "głuchy". Dzieci niesłyszące... czyż to określenie nie jest w dzisiejszych czasach uważane z nieodpowiednie? Sam pamiętał, jak głusi znajomi uczulali go, by unikać przymiotnika "niesłyszący", traktować go jako niepotrzebnie piętnujący ułomność i zastępować go raczej określeniem "głuchy". Przyzwyczaiwszy się do tego, Tony z pewnym zgrzytem wypowiadał nazwę swojego starego miejsca pracy. Jakie podejście do nazewnictwa miała jego nowa znajoma? Nie miał pojęcia, ale nie chciał jej w żaden sposób urazić. 
Choć w samym sercu lasu drzewa działały jak ciepła kołderka, która chroni przed nieprzyjaznymi warunkami atmosferycznymi, tłumiąc chłód, a latem - nadmiar promieni słonecznych, nieprzyjemny dreszczyk przeszył ciało młodego nauczyciela. Och, jak długo stał już tak jak kołek w bezruchu, narażając się na przemarznięcie? Po krótkiej chwili wahania doszedł do wniosku, że najwyższy czas wznowić swój spacer po znajomych okolicach Yellowlair. Jego ręce ponownie poruszyły się, migając następne wyrazy.

"Miło mi było cię poznać, ale na mnie już czas. Trzymam kciuki, żeby sesja fotograficzna ci się udała."

Wsunął dłonie w kieszenie skórzanej kurtki i uśmiechnąwszy się pogodnie do nieznajomej, wycofał się z leśnej polanki. Powrócił na uczęszczany wcześniej szlak, którym znów spacerowym krokiem ruszył w stronę rodzinnych zabudowań.

zt








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości