witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Hol

#61 (14.09.2017, 20:38 )

To miał być pierwszy raz od bardzo dawna, kiedy państwo Pirce odwiedzą w Yellowlair Oats swoją córkę, Elenę. Jako typowym mieszkańcom wsi było im daleko do globtroterów i takie wyjazdy poza rodzinną Walię nie zdarzały im się za często. Ostatnio na ślub ukochanej córki, który został urządzony z wielką pompą. Zdarzało im się wspominać go do dziś i gdy przypominali sobie, jaka Elena była tego dnia szczęśliwa, nie potrafili zrozumieć jej postępowania w przeciągu ostatnich miesięcy. Niewiele na ten temat wiedzieli, ale zdołali się dowiedzieć tylko tyle, że Elena rozstała się ze swoim pierwszym mężem, Ianem, po ledwie roku związku, załatwiła rozwód w iście ekspresowym tempie, a później równie niespodziewanie i szybko wzięła ślub z Jamesem, znanym ze świata ploteczek kobieciarzem, który zresztą był świadkiem Iana na ślubie. Żeby tego było mało, Elena była z Jamesem w ciąży i ten nawał informacji przytłoczył jej nieszczęsnych rodziców. Zawsze chcieli, żeby Elena była szczęśliwa i sądzili, że w Yellowlair Oats odnalazła swoje szczęście, ale zaczęli się w pewnym momencie gubić w jej życiu. To wyglądało tak, jakby ona sama się pogubiła we własnym życiu. Dziecko miała z Charlesem Moorem, podobno, później wzięła ślub z Ianem Blackmorem, a na koniec się rozwiodła i teraz była w ciąży i po ślubie z Jamesem Moorem, bratem ojca jej pierwszego dziecka... to było bardzo skomplikowane dla prostych ludzi o wiejskim pochodzeniu. W ich rodzinie takie rzeczy po prostu się nie działy. Śluby trwały aż do śmierci, rodzina była ze sobą blisko, a nawet jeśli u kogoś zdarzał się kryzys, to problemy z czasem rozchodziły się po kościach. A tu taka niespodzianka..
Chcieli przyjechać od razu. Lecz czuli się w tej sytuacji tak zagubieni i nie ma co kryć, mieli pretensje do Eleny za prowadzenie się, któremu daleko było od idealnego, że najpierw musieli przełknąć sytuację. W końcu zorganizowali sobie podróż i teraz stali przed drzwiami do imponującej willi Moore'ów, a w rękach dzierżyli bagaże. Nie wiedzieli, co zastaną, ale mieli cele tej podróży. Chcieli spotkać się z córką, dowiedzieć się i zrozumieć co się tu takiego zadziało i poznać nowego wybranka Eleny. Widzieli go na żywo tylko raz, na jej weselu, a był wtedy w towarzystwie dziewczyny w ciąży... a później w różnych portalach z ploteczkami czytało się o jego nowych romansach. Jak Elena mogła związać się z kimś takim?!
Po pierwszym szoku, jakim było ujrzenie tego wspaniałego pałacu, zadzwonili dzwonkiem do drzwi. Oboje czuli silne poddenerwowanie tym, co zastaną.
Odpowiedz
#62 (16.09.2017, 00:38 )
25 lat
Weterynarz, instruktor jazdy konnej
163 cm
James Moore jest panem jej serca

Elena wiedziała, że jej rodzice mieli niedługo się pojawić, ale... akurat pech trafił, że była pewna wręcz innej daty, niż dzisiejsza. Jutro? Tak, to na pewno miał być następny dzień! Dzisiaj od samego rana przygotowywała się na ich przyjazd, aby w dniu jutrzejszym nie musieć latać biegiem i w stresie po sklepach, robiąc większe zakupy, czy przygotowując dla nich pokoje, dlatego teraz siedziała z przyjemnością w ulubionym kocu w salonie, zawinięta w niego niczym w kokon, z książką w ręce i kubkiem gorącej herbaty na stole. Gładziła lekko brzuch, w którym rozwijało się maleństwo jej i Jamesa, a wolną ręką trzymała książkę o podróży do nieprzystępnych lasów tropikalnych i ludach je zamieszkujących. W domu panowała raczej cisza, co było dowodem na to, że dziewczynki buszują po swoich pokojach i z pewnością pochłonięte są zabawą, a trzeba przyznać, że były niesamowicie grzeczne. Potrafiły zająć się sobą w taki sposób, że Elena nie obawiała się o ewentualną krzywdę czy zniszczenie czegoś, nawet jeśli czasami im się coś podobnego przytrafiło, bo w końcu były przecież dziećmi. W gruncie rzeczy były jednak bardzo roztropne i nawet jeśli jedna z nich nie widziała w swoim pomyśle minusów, to druga albo trzecia (na razie Elyon jeszcze najmniej), potrafiła wskazać coś, na co należałoby uważać. To wszystko sprawiało, że nawet jeśli nie prosiły o uczestnictwo w zabawie jej, Roxanne czy Jamesa, to nie musieli się obawiać o brak odgłosów zabawy.
Na fotelu obok natomiast właśnie ucinał sobie drzemkę Bono, Roxanne zajmowała się swoimi sprawami, a wielkiego nietoperza nie było w domu i miało tak pozostać do wieczora, więc popołudnie zapowiadało się leniwe. Skąd by jej przyszło w tym momencie do głosy, by spodziewać się czyjejkolwiek wizyty? Nie, to było zdecydowanie nie do przewidzenia, więc szatynka planowała spędzić tak jeszcze jakiś czas, by później móc włączyć telewizor i zobaczyć go na żywo, gdyż miał być w telewizji.
Nie było więc zaskakujące, że na dźwięk dzwonka do drzwi prawie podskoczyła ze zdziwienia, w czym zawtórował jej zaspany Bono, postawiony tym dźwiękiem niemal na równe nogi. Kogo tutaj niosło o tej porze? Takie właśnie pytanie pojawiło się w myślach. Odwinęła się więc z puchatego kokona, po czym powoli wstała i ruszyła niespiesznie do drzwi, cały czas mając wielki znak zapytania w głowie. Nie pomyślałaby, że pomyliła dni!
Otworzyła zamek od drzwi wejściowych i po naciśnięciu klamki, otworzyła je, a jej oczom ukazali się... no właśnie... Jej rodzice. Stanęła jakby ją ktoś wmurował w podłogę w pierwszym odruchu, ale zaraz szybko się otrząsnęła.
- Mamo... Tato! A to wy nie mieliście być przypadkiem jutro? - zapytała tonem świadczącym o tym, iż była mocno zbita z tropu. Odsunęła się w drzwiach i gestem zaprosiła ich do środka - Proszę, wejdźcie.
Jamesa nie ma w domu... trochę była zdezorientowana, ale musiała ogarnąć sytuację. Nie chciała przeszkadzać mężowi w tym, co aktualnie robił, więc pozostało jej się skupić i sobie poradzić sama. Zamknęła za nimi drzwi, gdy już weszli do środka.
- Proszę, możecie na razie tu postawić torby, chyba, że chcecie od razu iść do pokoju? - zaproponowała, dziękując w duchu za to, że niedawno była u nich kobieta, która dba o porządek i przygotowanie każdego pokoju do ewentualnej wizyty gości.
Odpowiedz
#63 (18.09.2017, 20:07 )

Zobaczenie w drzwiach córki było dla jej rodziców ulgą. Czując się w tym miejscu straszliwie obco i nieswojo, woleli od razu zostać powitani przez nią niż przez kogoś nieznanego, na przykład Jamesa czy może jakąś gosposię, bo pewnie mieli kogoś takiego. Na początku państwo Pirce czuli się całkiem pewni siebie. Wylądowali w Newcastle, dotarli do Yellowlair Oats wygodnym połączeniem metra, a ze stacji taksówką na wskazany adres. Nie korzystali na co dzień z takich cudów techniki, ale zdarzało im się to w przeszłości, toteż nie stanowiło problemu. Pierwszy problem pojawił się, kiedy weszli na wskazaną posesję i popatrzyli na wielki, imponujący pałac, w którym miała mieszkać ich córka. Cała Auerate Avenue była ulicą wypełnioną takimi budowlami, które widywało się rzadko nawet w telewizji, a ujrzenie ich na żywo miało prawo na moment zaprzeć dech w piersiach. Stanięcie przed drzwiami jednej z nich było następnym przeżyciem, które mocno zbijało z tropu prawdopodobnie każdą osobę, która wcześniej nie miała styczności z takim przepychem. Zobaczenie tej willi nastręczyło myśl czy na pewno dobrze zanotowali adres, ale po zobaczeniu jedynej córki w progu obawa przed pomyłką zniknęła.
Pierwsze sekundy po zobaczeniu Eleny oboje wyczuli jako mocno niezręczne, bo córka wyglądała na zdumioną ich obecnością, chociaż dawali jej znać, że przyjadą i podali konkretny termin. Nie wyglądała na zadowoloną, ale odwrotu nie było. Ojciec Eleny chwycił cięższe bagaże i rodzice zaproszeni jej gestem weszli do holu. Mężczyzna rozejrzał się po holu i aż wydał z siebie pomruk pełen zdumienia na widok tak bogatego i luksusowego wnętrza. Tu wszystko wyglądało na niezwykłe. Drogie, dopracowane i zaprojektowane pewnie przez najlepszych architektów. Wielka przestrzeń, schody, podłogi, ściany, sufit, meble i wszystko inne, co dostrzegły jego oczy wyglądało na tak drogie i niesamowite, że dla prostego człowieka o wiejskim pochodzeniu wydawało się wręcz nierealne.
Jej matka tymczasem skupiła uwagę na córce, której nie miała okazji zobaczyć od bardzo dawna. Ostatnio miała okazję zobaczyć ją, gdy w białek sukni stała przed ołtarzem. I mogło się zdawać, że to zwyczajna kolej zdarzeń, że rok temu Elena brała ślub, a przeszło rok później widziało się u niej ciążowe krągłości... Lecz w tej historii nic nie było zwyczajne ani normalne. Śluby, rozwody, dzieci z dwoma braćmi... to przyprawiało o ból głowy. Ale i tak widok jedynej córki cieszył jak zawsze.
- Elenko, skarbie! Nawet się z nami nie przywitasz? - zapytała kobieta z szerokim uśmiechem i zrobiła dwa kroki ku córce, a następnie uścisnęła ją na powitanie. - Tyle się nie widzieliśmy... ślicznie wyglądasz!
Ojciec dziewczyny na razie postawił torby w holu. Nadal był trochę zszokowany tym wnętrzem i też chciał najpierw przywitać się z Eleną. Kwestia pokoju na razie stawała się drugorzędna.
Odpowiedz
#64 (19.09.2017, 00:17 )
25 lat
Weterynarz, instruktor jazdy konnej
163 cm
James Moore jest panem jej serca

Elena nie do końca wiedziała, czego ma się spodziewać po swoich rodzicach, a w zasadzie po ich nastawieniu, bo jacy byli wiedziała doskonale, ale w ich rodzinie po prostu coś podobnego nigdy nie miało miejsca, jeśli chodziło o związki i ogólnie relacje międzyludzkie. Każdy żył z każdym w zgodzie, nawet jeśli doszło do jakiegoś poważniejszego spięcia, zazwyczaj wszyscy się wspierali i dlatego miała obawy w związku z tą wizytą. Jamesa znali, zresztą mało kto nie słyszał o nim, także z tych, którzy mieszkali raczej w odcięciu od technologicznych nowinek, a telewizor oglądali zdecydowanie rzadziej, niż można by przypuszczać. To z kolei nastręczało wielu problemów, między innymi takich, że ploteczki, w większości zmyślone i wysnute z domysłów, docierały do ich uszu nawet jeśli by tego nie chcieli. Nie były to dobre okoliczności, a na odległość nie szło zweryfikować do końca błędnych poglądów rodziców na temat nowego męża, który miał opinię kobieciarza i wręcz buhaja rozpłodowego w mediach. Niejednokrotnie zastanawiała się, jak miałaby im wytłumaczyć, że nie powinni się martwić i zbytnio nad tym rozwodzić, ale nie znajdowała dobrego rozwiązania. Wiedzieli mniej więcej, co się stało, niemniej ciężko było się postawić w sytuacji zmuszającej do wyjaśnienia tego wszystkiego, co zaszło w przeciągu tych wszystkich lat i dlaczego wygląda to tak, a nie inaczej. Szczerze wątpiła w to, by jakiekolwiek wyjaśnienia mogły odwieść jej rodziców od myślenia, że kompletnie jej odbiło, ale musiała coś z tym zrobić, bo przemilczenie sprawy nie wchodziło w grę. Niestety. A wiele by dała za to, by nie musieć się wywnętrzniać z niektórymi kwestiami, albo tak je obejść, by nie wchodzić w szczegóły. Z tym mógł być bowiem poważny problem, bo zachowania Eli były im doskonale znane i jeśli tylko zacznie coś kręcić, natychmiast to wyłapią. Musiała przez to jakoś przebrnąć i chociaż liczyła na obecność oraz wsparcie męża, zamierzała temu podołać. Bo czy było jakieś wyjście? Ano właśnie nie było... Chciała to załatwić raz a porządnie.
Uśmiechnęła się lekko, serdecznie, by złagodzić jej reakcję na sam początek. Nie chciała, by poczuli się niezręcznie.
- Przepraszam, oczywiście! Cześć, mamo! - powiedziała serdecznym tonem, również ściskając matkę, po czym zamknęła drzwi i zerknęła na ojca, który zdawał się być ciut... przytłoczony? Zaskoczony? No tak, ten dom w żadnym razie nie przypominał ich rancza, nie wspominając już o wnętrzu i wystroju. Ale nie było to nic dziwnego, prowadzili zupełnie inne tryby życia. Podeszła do niego i również go przywitała - Cześć, tato!
Uśmiechnęła się słysząc komplement. To było miłe ich zobaczyć, nawet jeśli wiązało się to z trudną rozmową.
- Dziękuję. Wy też cudownie wyglądacie! Jak tam wszyscy w domu? - zapytała, będąc naprawdę ciekawą, jak się mają jej szaleni kuzyni, liczne kuzynki i wujostwo wraz z dziadkami i inwentarzem. Wciąż tam był jej dom rodzinny i chciała wiedzieć, jak mają się jej bliscy.
Odpowiedz
#65 (19.09.2017, 01:34 )

Niestety. Na temat Jamesa rzeczywiście słyszeli dużo i to w większości (jeżeli nie tylko) rzeczy, które oni ze swoją zwykłą hierarchią wartości odbierali tylko negatywnie. Nie mieli wiele czasu na oglądanie telewizji ani tym bardziej na buszowanie w internecie, czego ani trochę nie umieli, ale zdarzało im się zasiąść przed telewizorem w ponury wieczór i popatrzeć na to, co ma do zaoferowania to kolorowe pudełko. Zaś w dzisiejszej telewizji aż roi się od programów na temat współczesnych gwiazd i celebrytów różnej maści, więc co nie co na temat Jamesa słyszeli. Był obecnie jedną z największych, jeśli nie największą brytyjską gwiazdą muzyczną, więc ciągle przewijał się przez tego typu programy jego temat, zwłaszcza burzliwego życia osobistego. Wystarczyło trafić na taki program z trzy razy w życiu i już się miało na jego temat pewną wyrobioną opinię, która sama się nasuwała, kiedy się słuchało o jego seksualnych podbojach i romansach z kolejnymi gwiazdkami. To mogły być bzdury wyssane z palca, lecz skąd oni - prości ludzie ze wsi, którym daleko do wielkiego showbiznesu - mogli to wiedzieć? Patrzyli na treści nadawane przez telewizor i nie mieli podstaw sądzić, że są kłamliwe. Trwali w wierze, że w mediach nie podaje się kłamstw, tak samo jak 90% społeczeństwa. Pozostałe 10% ma styczność z mediami, więc wie więcej. Ponadto nie mieszkali sami. Mieli ciągle kontakt z kuzynostwem Eleny, a to byli młodzi ludzie, bardziej obyci w świecie gwiazd. Oni wiedzieli o Jamesie dużo więcej, więc kiedy obiegła ich rodzinę wiadomość, że Elena się z nim związała i - o zgrozo! - będą mieć dziecko, państwo Pirce dowiedzieli się od nich dużo na jego temat. No i poczuli się jeszcze gorzej po informacjach, które otrzymali. O wiele gorzej.
- U nas nie dzieje się za wiele. Wszyscy są zdrowi, a chłopcy zaczynają układać sobie życie.- wyjaśniła matka Eleny, jako o chłopcach mówiąc o kuzynach Eleny. - Tylko patrzeć, a będą cię spraszać na wesela!
Coś by jeszcze powiedziała, ale wtedy ojciec wszedł jej w słowo z uwagą, od której wypowiedzenia nie mógł się powstrzymać.
- Za uczciwie zarobione pieniądze nie da się zbudować takiego domu - ojciec Eleny tymi słowami skwitował bogatą willę Moore'a, kiedy znowu rozejrzał się po olbrzymim holu. To nie zabrzmiało w przyjazny sposób, ale oni tacy już byli. Szczerzy i prostolinijni. Mówili co myśleli, a w rozmowie z córką sądzili, że mogą sobie na to pozwolić.
Słowa ojca sprawiły, że matka szatynki szybko przestała kłopotać się opowieściami o doroślejących kuzynach Eleny. Westchnęła.
- No właśnie. Wszyscy w domu zdrowi i zdziwieni. Od dawna jesteś jedynym tematem rozmów - dodała i też powiodła wzrokiem po luksusowym wnętrzu willi. - Najedliśmy się w Bone takiego wstydu...
Było im strasznie wstyd za poczynania córki i bardzo się o nią martwili. Zachowywała się, jakby zwariowała. Prowadziła się... strasznie, a jej ostatnie lata życia można jak na warunki małej walijskiej wioski określić prawdziwym skandalem obyczajowym. Umieli dużo zaakceptować i najważniejsze było dla nich szczęście jedynej córki, ale ona robiła sobie krzywdę...
Odpowiedz
#66 (14.04.2019, 17:48 )
19 lat
uczennica i wolontariuszka w schronisku
158 cm
chciałaby kogoś, ale nie znajdzie

strój

Zaproszenie do wielkiej willi na Auerate Avenue wprawiło Emmę w poczucie się nieswojo, ale nie próbowała się wykręcić, bo w domu dobrej koleżanki działo się coś niedobrego i nie mogła w tej sytuacji się wymigać. Ale wstrętne by było gdyby powiedziała, że nie, dziękuje za zaproszenie, ale nie przyjdzie, bo wstydzi się odwiedzenia luksusowego pałacu w dzielnicy bogaczy! Tak się nie robi, a już na pewno nie Roxanne, z którą łączyła Emmę gruba nić szczerej sympatii. Dziewczyny poznały się dawno temu w galerii, a ich spotkanie zaaranżowała Rousine Byford, która kiedyś miała być jedną z najbliższych przyjaciółek Emmy. Rousine wyjechała, a Emma cieszyła się, że zawczasu poznała ją z Roxanne, bo dziewczyny doskonale się dogadały. Z przedstawicielek płci żeńskiej to obecnie była najbliższa koleżanka Emmy i dziewczyna liczyła trochę na rozwój przyjaźni.
Przeraziła się po otrzymaniu od niej niepokojącego smsa. Nie znała szczegółów życia Roxanne, ale wiedziała, że dziewczyna pracuje jako opiekunka dzieci jakiegoś sławnego człowieka i mieszka w jego domu na Auerate Avenue. Ale u kogo? Gdzie? Tego nie wiedziała. Z tego powodu tak nagła prośba o przybycie i jej niepokojące brzmienie sprawiły, że Emma wystraszyła się nie na żarty o czarnowłosą i bez wahania pojechała pod podany adres. Nie przemyślała tego zbyt dokładnie. Uprzedziła swoją babcię, że będzie nocować u koleżanki, która potrzebuje pomocy (choć nie wtajemniczała ją w szczegóły, bo inaczej staruszka nie chciałaby jej puścić), złapała torbę, w którą włożyła koszulę nocną i parę kosmetyków na wypadek nocowania u Roxanne i wezwała taksówkę, którą pojechała pod wskazany adres. Nie pomyślała, że to może być jakaś niebezpieczna wkrętka, po prostu pojechała, żeby pomóc swojej dobrej koleżance.
Wysiadła z taksówki i weszła na podwórze. Zaskoczyło ją, że mogła dostać się na nie, bo mimo domofonu brama była lekko uchylona i to też ją zaniepokoiło. Jeżeli wszedł jakiś złoczyńca i nie zamknął za sobą? Śmiało pospieszyła do drzwi wejściowych. Było ciemno i chyba tylko dlatego nie poczuła się przytłoczona przepychem, który ją otaczał. Zawahała się, czy nie powinna zadzwonić najpierw do Roxanne na telefon, jeżeli stało się coś złego, bo jeśli w domu byli jacyś złodzieje lub porywacze to pakowała im się prosto w łapy, ale uznała, że naoglądała się za wielu durnych filmów sensacyjnych. Zadzwoniła do drzwi i czekała z sercem w gardle.

@Roxanne Thain
Odpowiedz
#67 (26.04.2019, 17:52 )
22 lata
pomoc domowa
168 cm
chyba znowu sama...

Roxanne też miała serce w gardle od pewnego czasu... bała się tak bardzo po raz pierwszy, odkąd zamieszkała w tej willi, chociaż gdy sięgała pamięcią wstecz, to wcześniej mnóstwo stresu powodowało u niej mieszkanie w tym wielkim domu. To była willa z basenami, bardzo droga i pełna kosztownych elementów wystroju wnętrza, więc Roxanne z początku miała dosłownie manię na punkcie sprawdzania czy nikt się tutaj nie włamuje. Auerate Avenue była dobrze chroniona, na pewno. Były monitoringi na ulicach, ale czy to wystarczające, żeby powstrzymać złodziei albo Bóg wie kogo jeszcze? Nie była tego taka pewna, więc przez pierwsze tygodnie mieszkania u Jamesa spała czuwając jak pies w budzie. Ale nie działo się nic złego, więc z czasem wyluzowała. Teraz czuła się tutaj pewna siebie i bezpieczna od lat, ale dzisiejszy dzień zupełnie zachwiał jej odwagą w willi. Coś było bardzo nie w porządku i na pewno jej się nie wydawało. To nie były jej majaki spowodowane strachem, bo od dawna niczego się nie bała. Często zostawała sama z dziećmi. Nie tylko z Leilani, ale też z Elyon, więc mając dwa maluchy miała więcej odpowiedzialności, ale wtedy niczego się nie bała. Dopiero dziś... bo naprawdę coś się działo! Nie była wariatką!
Cały czas oczekiwania na Emmę spędziła w swoim pokoju, zamknięta na klucz. Wcześniej wyszła tylko na korytarz i do salonu, żeby sprawdzić czy nie dzieje się tam nic złego, ale poza otwartymi drzwiami na taras nie zauważyła niczego niepokojącego. Żeby te drzwi były niewystarczająco niepokojące! Roxanne była absolutnie pewne, że je zamykała i nikt z domowników ich nie otwierał, bo kiedy i po co?  Elena i James zajęli się Elyon i na pewno nie mieli do tego głowy, poza tym jaki by był sens, gdyby otwierali drzwi na taras podczas zamieszania wokół chorego dziecka, do tego siedzącego w kuchni? Nie otworzyliby drzwi nawet w celu przewietrzenia, by małej było lepiej, bo nie było ich w salonie. Ktoś musiał otworzyć te drzwi i to bardzo niepokoiło Roxanne. Bała się wychodzić. Gdy w końcu  usłyszała dzwonek do drzwi, podskoczyła na swoim łóżku, ale liczyła, że to Emma, więc zamknęła na klucz swój pokój (na wszelki wypadek, żeby nikt nie dostał się do Leilani) i poszła do drzwi wejściowych. Wyjrzała ostrożnie przez judasza i odetchnęła z ulgą. Całe szczęście, że to była Emma! Otworzyła drzwi.
- Chodź, chodź, tylko szybko. Zaraz ci wszystko opowiem - powiedziała i cofnęła się w drzwiach, żeby wpuścić Emmę. Rozejrzała się nerwowo po holu, ale nie widziała żadnego śladu obcej obecności. Wyglądało na to, że jest spokojnie, ale wolała zmykać do swojego pokoju i tam zamknąć się z Emmą na trzy spusty, zanim cokolwiek jej opowie. Serce waliło jej jak młotem i nawet ręce oraz głos trochę się trzęsły.

@Emma Shepperd
Odpowiedz
#68 (15.05.2019, 17:12 )
19 lat
uczennica i wolontariuszka w schronisku
158 cm
chciałaby kogoś, ale nie znajdzie

Widok dobrej koleżanki ucieszył ją, bo wyglądało na to, że nie stało jej się nic złego. A Emma naprawdę przejęła się tym, co opowiedziała jej Roxanne i obawiała się, że kiedy dotrze na miejsce, zastanie coś bardzo złego! Bogu dzięki Rox stała przed nią cała i zdrowa, ale dało jej do myślenia jej zachowanie. Brunetka bardzo nerwowo rozejrzała się po wielkim holu, co nie umknęło uwadze Emmy i wywołało na jej karku delikatny dreszczyk niepokoju. Od biedy mogła mieć nadzieję, że Roxanne wymyśliła taki sposób na ściągnięcie jej do siebie i od progu powie, że tylko żartowała i wszystko jest w porządku, a chciała ją zaprosić na wspólne pogaduchy późnym wieczorem, ale coś jej podświadomie podpowiadało przez całą drogę, że to nie o to chodzi. Jedno spojrzenie na wystraszoną twarz Roxanne upewniło ją w tym, że jej intuicja nie pomyliła się.
- Jasne - powiedziała, wchodząc szybko do wnętrza willi. Czuła się w takim pałacu trochę nieswojo, ale gdyby nie sytuacja, pewnie Emma by nie była taka speszona. Miejsce przytłaczało luksusowym wnętrzem, piękną architekturą z zewnątrz i ogółem imponowało. Możliwe, że to była jedyna okazja dla Emmy, żeby na własne oczy zobaczyć takie miejsce, bo mało który przeciętny zjadacz chleba kiedyś będzie mieć okazję na odwiedzenie drogiej willi. Dla większości taka przygoda ograniczona będzie do oglądania na zdjęciach. Z oczywistych względów jednak Emma nie umiała się zachwycić wnętrzem pięknego holu, bo jej uwaga skupiła się na Roxanne.
Normalnie by zdjęła buty, kurtkę, gdzieś odłożyła torbę ze swoimi rzeczami, ale sytuacja była tak nietypowa, że się pohamowała. Działo się coś złego, może będzie trzeba szybko zareagować? Patrzyła na Roxanne, czekając na jakieś wytyczne, co ma robić dalej. Czuła strach, ale starała się z nim walczyć,, żeby być oparciem dla dobrej koleżanki, która obdarzyła ją dużym zaufaniem, kiedy to właśnie do niej zwróciła się z prośbą o pomoc.


@Roxanne Thain
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości