witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Dark Gate

#1 (12.05.2016, 19:33 )

<div class="tematowe"><center>Dark Gate<br><br><img src="http://i.imgur.com/8dQJqF9.jpg" style="width:300px; border: 10px solid rgba(209, 185, 168, 0.48)"></center></div>
Odpowiedz
#2 (12.05.2016, 19:34 )
26 lat
muzyk - gitarzysta
192 cm
tak jakby trochę się pogubił

Charles kręcił się po pobliskiej ulicy od przeszło trzydziestu minut, rozglądając się nerwowo przy każdym głośniejszym szmerze. Po tym, co Ian i reszta tego barachła zrobili mu ostatnio, miarka się przebrała i gitarzysta nie był już w stanie zachować dłużej spokoju i dawać się - w swoim mniemaniu - kopać na każdym kroku po tyłku. Najpierw odebrali mu zespół, później, gdy łaskawie go do W.A.S.P. przyjęli z powrotem próbowali zrobić z niego nieistotnego pionka, potem znów odebrali mu to, co stworzył własnymi rękami, a oni tylko się pod to podłączyli... zawodowo go zniszczyli. W życiu osobistym też przez nich zostały zgliszcza. Najpierw James zmusił go do zostania w Yellowlair Oats, gdy Elena zaszła w ciążę z tym bękartem, a gdyby wtedy Charlie uciekł... nie miałby żadnych kłopotów! Ale został, męczył się z nią i z tym bachorem, a gdy nawet zaczął się jakoś z Elyon dogadywać, nagle pojawił się ten pieprzony Ian i zabrał mu rodzinę. Ten człowiek odebrał mu wszystko. To, co do niego należało - czyli Elenę i Elyon - zespół, reputację, bo uważano go za słabego gitarzystę przy nim... a gdy ostatnio wypłynęły w mediach te nagrania jego intymnych chwil z mężczyzną, Charles od razu wiedział, że to sprawka Blackmore'a i reszty, czyli Jamesa i Eleny! Wiedział, ale nie miał dowodu, jednakże niewiele go to obchodziło. Nie potrzebował złapać ich za rękę filmujących w krzakach, by wiedzieć, kto to wszystko nagrał i zniszczył mu do reszty reputację. Śmiano się z niego, znajomi muzycy żartowali bezlitośnie, ludzie oglądali się na ulicy, portale internetowe używały sobie na nim jak mogły... a to wszystko ich wina! Iana i reszty!
Kiedyś Charles jako źródło swoich życiowych porażek wskazywał śmiało Jamesa, a Iana dopiero w drugiej kolejności. Teraz, po odebraniu mu przez Iana Eleny, sławy i szacunku, to Ian stał się dla niego wrogiem numer jeden. To była sprawka tego tlenionego lalusia, na pewno! Gdy jeszcze wrzucił na portal społecznościowy fragment tego filmiku i jakiś idiotyczny wierszyk, którym go wyśmiewał... Tego wszystkiego było za wiele. Charles postanowił mu się odpłacić.
Śledził go, gdy wychodził z domu na spacer i teraz czekał w Sullen Hides z paroma wynajętymi osiłkami, aż Ian będzie wracał, zakładając, iż będzie szedł tą samą drogą. Wybrał to miejsce, bo w bramie jednej z ponurych kamienic rzadko kręcili się ludzie - tu mogli spokojnie złapać go i przetrzepać mu skórę. Tupał nogą z niecierpliwością. Ileż można się włóczyć, do cholery!
Odpowiedz
#3 (12.05.2016, 19:34 )

Tymczasem wynajęte osiłki stały w cieniu bramy, by być niewidoczni i dyskutowali na temat łatwego zarobku. Charles nie dbał wcale o kwotę, mogli mu rzucić ile tylko chcieli a on i tak by im te pieniądze wypłacił, więc śmiało zarządził całkiem sporo i teraz czekali tylko na realizację zlecenia. Mieli tylko stłuc jakiegoś lalusia opisanego w dodatku jako geja, więc tym bardziej nie mieli żadnych oporów przed dokonaniem na nim krzywdy. Pedałów się należało pozbyć i mogli go zamienić w mokrą plamę, a i tak by go nie żałowali. Pijak miał szczęście,że trafił na łysełby, których łatwo było nastawić do kogoś negatywnie. Ot, szara bezrozumna masa, która pójdzie wszędzie tam, gdzie jest zadyma. Wystarczyło tylko poczekać, a oni wprost nie mogli się doczekać, aż będą mogli na Ianie się trochę wyładować
Odpowiedz
#4 (12.05.2016, 19:34 )
26 lat
pajac z gitarą
180 cm
w gorącym związku z Renią Grabowską

Ian nie był świadomy tego, co szykuje mu Charles z wynajętymi osiłkami. Gdyby ktoś go zapytał, czy obawia się jeszcze Charlesa albo w ogóle bierze pod uwagę, że ten człowiek pojawi się jeszcze kiedyś w ich życiu i spróbuje namieszać, Ian z pełnym przekonaniem by powiedział, że na pewno nie. Teraz mieli jeszcze przed sobą walkę w sądzie o prawa do używania nazwy zespołu i Blackmore wierzył, że po tym drogi Charlesa i jego oraz jego bliskich rozejdą się na dobre i pozbędą się go na dobre po wielu latach dźwigania tego człowieka jako niewdzięcznego ciężaru na plecach, z każdym rokiem coraz trudniejszego do uniesienia i ściągającego coraz większe kłopoty na wszystkich wokół. Nie sądził, że jest w jakiś sposób zagrożony w Yellowlair Oats. Właściwie nigdy nie czuł, że może mu się coś stać, nawet za czasów kiedy Loredana czyhała na Jamesa, Charlesa właśnie i innych bliskich. On też był blisko całej afery, brał czynny udzial w ratowaniu temu kretynowi tyłka, ale jakoś nie obawiał się wychodzić z domu na dalekie spacery czy nawet włóczyć się po różnych nieciekawych uliczkach miasta. Teraz zaś, gdy zdawało mu się, że wszelkie możliwe zagrożenia zniknęły, już w ogóle nie sądził, że może mu się przytrafić coś złego i wychodził z domu uśmiechnięty, pewny siebie i przekonany, że niebawem wróci do swojej wielkiej willi z takim samym humorem, z jakim wyszedł.
Jak bardzo się mylił!
Dziś udał się na spacer, tym razem samotny, bez Myrelle. Ot tak, połazić sobie po mieście i przy okazji zamierzał wstąpić do sklepu muzycznego, żeby poszukać sobie nowych strun do ulubionej gitary. Nie było to nic pilnego, więc najpierw poszedł sobie na obrzeża miasta, aby pooddychać świeżym, wiosennym powietrzem i później zawrócił w drogę powrotną. Zamierzał przejść przez Sullen Hides, bo tak było szybciej, poza tym stąd droga idealnie prowadziła do centrum, gdzie był wcześniej wspomniany sklep muzyczny. Wcale go nie ruszał fakt, iż jest to miejsce ogólnie uznane za niebezpieczne. W biały dzień ktoś by go miał napaść? Wolne żarty! Chodził tędy dziesiątki razy i mimo kiepskiej opinii o niektórych zakątkach tejże dzielnicy, nigdy nie spotkało go nic złego. Sądził, że teraz też tak będzie, nic bowiem nie wskazywało inaczej. Czuł się bezpiecznie.
Szedł właśnie w pobliżu, niczego nieświadomy, jak zawsze uśmiechnięty i z dobrym humorem. Dłonie miał w kieszeniach skórzanej kurtki, którą miał na sobie, a ciemne oczy skierował w jasne, wiosenne niebo. Usta układały się w dzióbek, wygwizdując znaną melodię montypythonowskiego "Always Look on the Bright Side of Life". Ian, jakiego wszyscy znali. Z dobrym humorem, sympatyczny i zwracający na siebie uwagę niecodziennym zachowaniem, tym razem głośnym gwizdaniem sympatycznej melodyjki. Tylko różnica była taka, że przy jego nodze nie szła średniej wielkości ruda suczka, Myrelle, którą Blackmore lubił od czasu do czasu przystroić w jakieś zabawne ciuszki. A szkoda, bo psiak mógłby mu pomóc w starciu z osiłkami. Nie była ona wielka i potężna jak Faust, ale też umiała wystraszyć.Niestety, Ian był zupełnie sam.
Skręcił w ciemną, ponurą bramę. Pamiętał, że po jej drugiej stronie jest uliczka prowadząca prosto do centrum, więc wkroczył w nią bez wahania.
Ian Blackmore
"Stawiam swiat na glowie do góry nogami 
Na odwrót i wspak bawie sie slowami 
Na bialym czarnym kreśle jakies plamy 
Jutro bede duży, dzisiaj jestem mały..."
Pan Milusiak.
Odpowiedz
#5 (12.05.2016, 19:34 )
26 lat
muzyk - gitarzysta
192 cm
tak jakby trochę się pogubił

Charles coraz bardziej się niecierpliwił i co chwilę zerkał na zegar w telefonie, nie mogąc się doczekać, aż ten tleniony laluś pojawi się wreszcie w miejscu, w którym będą mogli go dorwać, a czas oczekiwania dłużył mu się niemiłosiernie! Co ten Ian robił tyle czasu za miastem, do cholery, zamierzał obwąchać wszystkie kwiatki, które mijał?! Gitarzysta żałował trochę, że nie poszedł za nim, ciągnąc za sobą swoich goryli, bo tak samo jak mogli pobić Iana tutaj, mogliby zrobić to za miastem, o ile ten idiota zapuścił się gdzieś, gdzie nie sięga ludzki wzrok. Mozę nawet tak by było lepiej, bo w Sullen Hides istniało prawdopodobieństwo, że ktoś ich zobaczy. Ale teraz było już za późno, by wyruszyć jego śladem i pozostawało tylko czekać, aż Blackmore będzie wracał oraz mieć nadzieję, że wlezie w tę bramę lub w jakieś inne ustronne miejsce, w którym będą mogli go spokojnie dorwać. Mógłby zrezygnować dziś z akcji pobicia byłego przyjaciela i poczekać na lepszy moment, złapać go gdzieś, gdzie nikt na pewno im nie przeszkodzi... ale za bardzo mu zależało, by odegrać się na tym człowieku, żeby rezygnować. Nie ma mowy!
Wreszcie dostrzegł dość wysoką sylwetkę, która zamajaczyła w oddali. Wycofał się bardziej w mrok bramy, by nadchodząca osoba nie zauważyła z daleka, że ktoś tutaj jest i czekał, aż ów osobnik zbliży się na tyle, żeby dało się go dorwać. I wreszcie! Charles prawie podskoczył z radości, gdy zobaczył znajomą twarz i jasną czuprynę. To Charles! Z trudem powstrzymał się przed gwałtownym okazaniem radości.
- To on - rzucił tylko do chłopaków, którym zapłacił za pobicie gitarzysty. Czekał na rozwój wydarzeń, a uśmiech sam cisnął mu się na usta. Nareszcie przyszła chwila zemsty!
Odpowiedz
#6 (12.05.2016, 19:34 )

Osiłki tymczasem stały w cieniu i czekały na sygnał Charlesa. Mieli dokonać zawartej umowy i wyżyć się na tlenionym geju, a poza tym chcieli mieć jak najszybciej to za sobą i cieszyć się uzyskaną sumką, a była ona całkiem spora. Nie znali tego człowieka nawet z twarzy, bo nie interesowali się ostrymi brzmieniami. Byli fanami dennego rapu rodem z zapuszczonej kamienicy, więc w ogóle się nie znali na bardziej ambitnej muzyce.
W końcu nadszedł ten moment, a oni ani chwili nie zwlekali. Kiedy tylko Ian znalazł się w bramie, wyskoczyli z cienia i jeden z nich od razu uderzył blondyna w twarz, zaś drugi silny cios wymierzył mu w splot słoneczny sekundę później. Tylko go powalić i wtedy pójdzie z górki!
Odpowiedz
#7 (12.05.2016, 19:35 )
26 lat
pajac z gitarą
180 cm
w gorącym związku z Renią Grabowską

Ian, zupełnie nieświadomy, że Charles zasadził na niego paskudną pułapkę, wszedł prosto w zastawione na niego sidła. Zdążył tylko znaleźć się w mroku bramy, kiedy niespodziewanie z jakiegoś ciemnego kąta wypadło dwóch osiłków i zanim Blackmore zorientował się, co się dzieje, poczuł silne uderzenie w twarz, od którego aż jęknął i głowa obróciła mu się w bok. Zaświtało mu w głowie, że musi jak najszybciej stąd uciekać, jeśli mu życie miłe, ale oszołomiony pierwszym ciosem nie zdążył nawet wykonać jednego kroku, bo po krótkiej chwili otrzymał kolejne uderzenie, jeszcze mocniejsze i o wiele gorsze od tego, które spotkało go jako pierwsze. Po tym pierwszym tylko czuł pulsujący ból na policzku, w okolicach oka, co była oznaką, że zostanie mu na twarzy spory siniak, ale rąbnięcie w brzuch... No cóż, to zawsze musiało zrobić swoje. Ian swego czasu też parę razy się bił, jeszcze za czasów szkolnych, gdy przyszło jemu i Charlesowi spotkać się z kilkoma osiłkami, którzy próbowali dręczyć Jamesa. Nie można mu było zarzucić, że nie umie się bić, bo sam na sam z kimś, z kim miał wyrównane szanse, na pewno by sobie doskonale poradził. Takiego Charlesa z pewnością by powalił na łopatki, szczególnie teraz, gdy jego homoseksualny koleżka przestał o siebie dbać i cała tkanka mięśniowa, nad którą pracował swego czasu w siłowni, przeobraziła się w tłuszczową. Ale widocznie Charles też był świadomy tego, że teraz nie ma zbyt dużych szans, skoro zamiast stanąć twarzą w twarz z Ianem, postanowił wynająć paru podgolonych goryli, którzy go stłuką na kwaśne jabłko. W wielu przypadkach Ianowi pewnie by pomogła popularność, ale teraz - niestety nie. Nie zdążył przyjrzeć się owym wynajętym przez Charlesa młotkom, ale nie były to osoby, które wyglądają na fanów W.A.S.P. czy w ogóle fanów jakiejś wyższej kultury. Zapewne nie wiedzieli nawet nic o istnieniu jego zespołu muzycznego i nie kojarzyli twarzy Iana, choć w mediach pojawiała się ona ostatnimi czasy często. Cóż, w mediach widywana była również zarośnięta morda Charlesa i obok niej najczęściej informacje, że jest on regularnym homoseksualistą... gdyby grupka łysych dresów miała jakieś pojęcie o tym, kogo teraz biją i kto ich wynajął, z pewnością by wiedzieli, że ten, który ma ich opłacić, to zwykły pedał i nic by z tego pobicia nie wyszło.
Uderzenie w splot słoneczny zawsze robi wrażenie na osobie, która oberwie (pomijając już, że jest zwyczajnie niebezpieczne) i tak samo stało się teraz w Ianem. Blondyn pod wpływem tego uderzenia poczuł potworny ból w brzuchu i zrobiło mu się niedobrze, wynikiem czego skulił się i instynktownie chwycił za brzuch. Nie upadł, ale zrobiło mu się słabo od tego uderzenia i był tego bliski. Teraz wystarczyło go mocniej popchnąć żeby się przewrócił. Sił na ucieczkę już nie miał, więc został skazany na pastwę idiotów, którzy go zaatakowali.
- Mam tylko telefon, weźcie go i mnie zostawcie! - wyrzucił z siebie. Był przekonany, że to napad rabunkowy, bo skąd mogło mu przyjść do głowy, że to Charles kazał tym dwóm go pobić? Do Sullen Hides, ubogiej dzielnicy niebezpiecznych kolesi z recydywy pasowało tylko napadnięcie kogoś, żeby obrobić. Ian natomiast był ubrany w drogie ciuchy, mógł więc zwrócić uwagę takich przyjemniaczków.
Nie widział, kto go bije, przynajmniej na razie. Charles był dobrze schowany w mroku bramy. Było tak ciemno, że blondyn zdążył dostrzec tylko częściowo twarze dwóch oprawców, którzy się na niego rzucili. Zapewne nie byłby w stanie ich rozpoznać.
Ian Blackmore
"Stawiam swiat na glowie do góry nogami 
Na odwrót i wspak bawie sie slowami 
Na bialym czarnym kreśle jakies plamy 
Jutro bede duży, dzisiaj jestem mały..."
Pan Milusiak.
Odpowiedz
#8 (12.05.2016, 19:35 )

Telefon! Śmieszny telefon, w dodatku macany łapami geja - nie chcieli takiego. Oboje zgodnie byli zdania, że suma, jaką otrzymali, była o wiele wyższa od ceny tego gówna, więc bez wahania jeden z nich warknął mu w odpowiedzi:
- Wsadź go sobie w dupę!
Wyższy z nich jednym kopnięciem podciął Ianowi nogi, by ten zwalił się na ziemię. Chcieli mieć to szybko za sobą, a to był najszybszy sposób na wykonanie zadania. Na szczęście szybko poszło przez to, że udało im się odebrać siły blondynowi na walkę, więc gleba była szybka, a oni natychmiast przystąpili do dzieła. Jeden z jednej strony ciała, drugi z drugiej i zaczęli mocno kopać. Nie zwracali uwagi, gdzie trafią, to nie miało znaczenia. Mieli gościa mocno poturbować, coś mu złamać, oszpecić mu trochę twarz, ale to wyjdzie samo w trakcie. Silne kopniaki szły w boki, nogi i ramiona. Nie oszczędzali go ani trochę. A to dopiero był początek.
Odpowiedz
#9 (12.05.2016, 19:35 )
26 lat
muzyk - gitarzysta
192 cm
tak jakby trochę się pogubił

Charles patrzył, jak wynajęci przez niego chłopcy wypadają z ukrycia i rzucają się na Iana. Jacy oni byli piękni, gdy dawali popis swojej siły fizycznej, ta męskość wręcz biła od ich rozgrzanych walką ciał... Szybko wyrzucił z głowy myśli, które zaczęły skręcać w nieodpowiednim kierunku i skupił się na rozwoju sytuacji. Szczerze mówiąc miał nadzieję, że to pobicie Iana zabije albo skończy się jakimś porządnym uszczerbkiem na zdrowiu... sam planował dołożyć swoje trzy grosze, ale trochę później, kiedy będzie pewność, że Blackmore jest już mocno obity i nie kontaktuje za dobrze. Ale w końcu pokusa stanięcia z nim twarzą w twarz stała się zbyt silna, żeby mógł ją pokonać. Rozejrzał się, by upewnić się, że nikogo w pobliżu nie ma i wyszedł z ukrycia.
- Nie oszczędzajcie go - rzucił do osiłków. - Niech zdycha.
Podszedł trochę bliżej i patrzył, jak tych dwóch znęca się nad człowiekiem, którego jeszcze do niedawna Charles nazywał swoim przyjacielem. Przyjaciel! Ten skurwiel odebrał mu wszystko, karierę, rodzinę, spokojne i wygodnickie życie, w ktorym wszyscy mu usługiwali... nie daruje mu tego! Patrzenie, jak Blackmore dostaje kolejne ciosy, sprawiało mu niesamowitą przyjemność, wariacką wręcz satysfakcję.
Przerażające, co stało się z tym łagodnym niegdyś leniem.
Odpowiedz
#10 (12.05.2016, 19:35 )
26 lat
pajac z gitarą
180 cm
w gorącym związku z Renią Grabowską

Był przekonany, że poddanie się bez walki i oddanie im telefonu pomoże i dadzą mu spokój... jakie było zaskoczenie Iana, kiedy tak się nie stało! Blackmore miał pewność, iż to jest napad rabunkowy i wskazanie, gdzie ma schowane wartościowe rzeczy, wystarczy do zaznania spokoju. Traf chciał, że miał przy sobie jedynie telefon komórkowy. Drogi, najnowszy iPhone leżał sobie grzecznie w kieszeni jego spodni i Ian naprawdę nie miałby nic przeciwko, żeby go stracić. Jedyne, czym by się przejmował, to szybkim zablokowaniem karty SIM, miał bowiem wiele kontaktów muzycznych, które nigdy nie powinny dostać się w ręce przeciętnego człowieka, który mógł zrobić z nimi coś niepowołanego. Kupno nowej komórki było dla niego wydatkiem groszowym, którego nawet by nie odczuł. Zaś dla przeciętnego mieszkańca tych okolich cholernie drogi telefon jest niesamowitym łupem. Dlaczego go nie chcieli?
Był oszołomiony bólem, który teraz odczuwał i na pewno nie miał takich procesów myślowych jak powinien, ale dotarło do niego, że skoro nie chcą telefonu, to pewnie pobicie ma jakieś inne podłoże, którego on teraz nie rozumiał. Ktoś ich wynajął, żeby go stłukli? A może go po prostu nie lubili?
Został powalony na ziemię i już nijak nie mógł się bronić. Pozostało mu tylko zasłaniać się przed ciosami, które otrzymywał, a były one cholernie mocne i Ian tylko się modlił, żeby nie skończyło się poważnymi obrażeniami. Czuł ból w miejscach bitych i kopanych przez goryli Charlesa i starał się osłaniać, ale robić to tak, żeby nie dostać kopniaka w dłonie, żeby nic nie stało się z jego palcami. Co będzie, jeśli jemu je połamią? Był gitarzystą, to byłaby dla niego prawdziwa tragedia!
Był już w naprawdę kiepskim stanie i niewiele docierało do niego z otoczenia, kiedy usłyszał TEN głos. Znał go doskonale. Dość niski ton, podobny do głosu Jamesa, ale nie tak głęboki, bardziej nijaki... ale jednak dla Iana rozpoznawalny jak niewiele głosów na świecie. To był Charles. Był tego absolutnie pewny. I wtedy wszystko stało się jasne. To on napuścił na niego tych dwóch! Chciał się zemścić? Z pewnością, bo co innego by miał na celu?
Podniósł wzrok i zauważył jego zarośniętą, zaniedbaną twarz. To było dla niego szokujące i niezrozumiałe. Wiele złego się między nimi wydarzyło i ich drogi się rozeszły, ale... żeby robić coś takiego? Zemsta na poziomie marginesu społecznego lub szkolnego podwórka? Nie rozumiał Charlesa oraz jego zawziętości, wszak nie wiedział, że te idiota zrobił z siebie znów kozła ofiarnego, a tym razem za tego złego uznał właśnie jego. Prawdą było tylko i wyłącznie, że Charles sam sobie wszystko odebrał. Gdyby był inny, normalny, gdyby dbał o bliskich, poskromił narcystyczno-egoistyczne skłonności, gdyby się po prostu starał być w porządku, to nigdy by się nie wydarzyło. Ale w końcu łatwiej jest zrzucić winę na kogoś innego...
Chciał nawet coś powiedzieć, ale wtedy dostał kolejne silne uderzenie w brzuch, które sparaliżowało go takim bólem, że w końcu stracił świadomość. Był nieprzytomny.
Ian Blackmore
"Stawiam swiat na glowie do góry nogami 
Na odwrót i wspak bawie sie slowami 
Na bialym czarnym kreśle jakies plamy 
Jutro bede duży, dzisiaj jestem mały..."
Pan Milusiak.
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości