witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Wejście główne

#1 (13.12.2016, 23:52 )

Wejście główne

Odpowiedz
#2 (14.12.2016, 00:42 )
25 lat
Fotograf, czasem pracuje również jako modelka i makijażystka
172 cm
ma serdecznie dość związków

Lauren kochała teatr miłością wręcz obsesyjną i gdy tylko mogła, a w repertuarze miał pojawić się nowy spektakl, była pierwszym gościem tych murów i to tyczyło się zarówno teatru w Yellowlair Oats, jak i tych kilku, które przyciągały miłośników sztuki do pobliskiego Newcastle. Kiedyś nie przepuściła żadnej premiery i zawsze zasiadała w jednym ze swoich lubionych miejsc na sali, żeby zobaczyć ten pierwszy raz, gdy ma być wystawiona nowa sztuka, a w zwyczaju miała też wybrać się na kolejne jej przedstawienie kilka tygodni później, z ciekawości, czy zmieniło się coś w scenografii, czy aktorzy nadal z pasją oddają swoje role  i nie nudzi im się odtwarzanie po raz wtóry tej samej roli... Właściwie w  sztukach teatralnych interesowało ją wszystko. Możliwe, że nawet więcej niż przeciętnego widza z racji jej wykształcenia w kierunku reżyserii teatralnej, bo została wyczulona na takie elementy, jakich najczęściej się nie zauważało. Co prawda z tym zawodem skończyła przygodę równocześnie z końcem studiów, bo nie miała dostatecznie dużo cierpliwości, żeby wbijać się w to trudne środowisko, w którym trzeba się nieźle namęczyć, żeby się wybić i nie chciała dla idei i pasji przymierać głodem, ale to nadal było miejsce bardzo bliskie jej sercu. Ale nie była typem niespełnionego zawodowo, zgnuśniałego człowieka, który ma swoją wizję i przez jej pryzmat ocenia wytwór pracy innych reżyserów teatralnych, o nie! Choć kochała teatr, wcale nie tęskniła za tym zawodem i świetnie czuła się w roli zwykłego widza, który mógł nacieszyć się niezaprzeczalną magią tego miejsca. Magią, której nie będzie w stanie oddać żaden film w kinie ani nawet teatr telewizji, który niewiele różni się od zwyczajnej produkcji filmowej. Po prostu to kochała. 
Odkąd urodziła Ladelle, nie miała czasu na wyjazdy do Newcastle i kiedy znajdowała chwilę na oddanie się swojej pasji, wybierała się znacznie bliżej, bo do teatru stojącego w centrum Yellowlair Oats. Tu też mogła liczyć na wiele przeżyć kulturalnych i świetne sztuki, a gdy zagłębiła się bardziej w obsadę aktorską występującą na tutejszych deskach oraz twórców całej oprawy scenicznej, okazało się, że jednym z tworzących dla The Crescent Theatre reżyserów jest jej znajoma ze studiów. Inna z kolei pracowała jako scenografka i zajmowała się kostiumami. To było przemiłe odkrycie, bo Lauren przy okazji odświeżyła znajomości, które urwały się tuż po studiach. Udało jej się nawet trochę zbliżyć do miejscowego teatru od strony kulis. Dziś znajome zaprosily ją na próbę sztuki, którą właśnie przygotowywały, a blondynka nie zastanawiając się nawet przez chwilę zostawiła dziecko z opiekunką i pognała do centrum. Próby! To też ma swoją magię!
Przyjechała na miejsce samochodem. Srebrnoszare Porsche Jamesa zaparkowała przed budynkiem i wysiadła. Ot, Lauren jak często - starannie ułożone jasne włosy, czarne, wysokie kozaki i czarny, materiałowy płaszczyk z puchatym kołnierzem (). W dłoni ściskała czarną, skórzaną, torebkę na łańcuszku. Rozejrzała się czy samochód na pewno w tym miejscu będzie bezpieczny, bo ostatnie czego chciała, to żeby narażać ukochanego na straty finansowe z własnej winy... nie umiała przyzwyczaić się do poruszania tak drogim środkiem transportu. W końcu uznała, że lepszego miejsca dla auta nie znajdzie, zamknęła je i udała się do wejścia. Miała jeszcze kilka minut, więc zatrzymała się przed wejściem, żeby zerknąć na wywieszone ogłoszenia i plakaty reklamowe. Nie chciała przegapić niczego nowego.
Odpowiedz
#3 (15.12.2016, 11:29 )
20
Studentka aktorstwa
Pizza się liczy?

Clarissa wprost nie mogła opanować dzikiej radości, kiedy w końcu znalazła chwilę, by móc odwiedzić The Crescent Theatre. Ostatnio na nic nie miała czasu, bo ciągle latała od przesłuchania do przesłuchania, ale bez skutku, bo zawsze znajdował się ktoś, kto miał więcej tego doświadczenia, był bardziej przekonujący, czy nawet miał więcej znajomości w tym zawodzie. Dlatego w końcu postanowiła, że na razie da sobie spokój z filmami, a spróbuje w teatrze. Kto wie, może tam uda jej się dostać pracę? Przecież nie mogła ciągle prosić matki o pieniądze, sama musiała też na siebie zarobić - nie chciała obciążać swojej rodzicielki dodatkowymi kosztami. Gdzieś w ogłoszeniu, chyba w którymś informatorze, wyczytała, że można zajrzeć do owego teatru i spytać się o następne nabory do załogi, dlatego czym prędzej zaczęła się zbierać, bo nie chciała nagle wparować w środku którejś z prób - a pisało, że przed próbami będą rozmowy, dlatego nie chciała się spóźnić i stracić tej szansy. Wyszła dużo wcześniej, niż powinna, ale głupiutka nie przewidziała tego, że do teatru jest dalej, niż sobie wyobrażała. Nie wspominając już o tym, że wyszła z pustym żołądkiem, więc wstąpiła jeszcze do piekarni, by chociaż tą nieszczęsną bułkę zjeść. Także skończyło się na tym, że w końcu biegła, mimo tego, że wiedziała, że nie zdąży. Próby miały się zaczynać za paręnaście minut, a jej została jeszcze co najmniej połowa drogi. Jęknęła pod nosem, patrząc się przez sekundę na swoje nogi. Owszem, czarne obcasiki wyglądały naprawdę cudnie, ale zdecydowanie nie były zaprojektowane do biegania. Musiała wyglądać naprawdę przezabawnie, jak tak biegła - jej włosy powiewały za nią, ona przebierała nóżkami niczym maratończyk, a brązowy długi płaszcz też powiewał za nią niczym jakaś długa peleryna. A, jeszcze na wszelki wypadek wyjęła z torebki swoje papiery, żeby potem się nie okazało, że jakaś taka nieprzygotowana przychodzi. Kochała teatr, naprawdę uwielbiała, ale nie sądziła, że aż takie poświęcenie... Nie no, skłamałaby mówiąc, że nie wiedziała, jakich poświęceń wymaga teatr, ale jak zwykle, nie przewidziała tego wcześniej. W końcu - ucieszyła się jeszcze bardziej na ten widok - ukazał się przed nią ten wspaniały teatr i przyspieszyła kroku, myśląc, że może jeszcze zdąży... Gdyby nie jej wrodzona niezdarność. Kiedy zorientowała się, że zahaczyła obcasem o wyrwę w ziemi, było już za późno, żeby złapała na nowo równowagę. Teczka wyleciała jej z dłoni, a ona sama upadła na kolana, potrącając przy tym ramieniem jakąś nieznajomą kobietę stojącą przed wejściem. Cholera! A była tak blisko niezrobienia z siebie idiotki!
- O rany. - wykrztusiła z siebie, zbierając swoje papiery i w końcu podnosząc się na nogi, patrząc się na ofiarę jej braku koordynacji ruchowej. - Tak strasznie panią przepraszam, nic się pani nie stało? Przyrzekam, to był wypadek, po prostu te cholerne wyrwy i... Przepraszam.
Skruszona spuściła wzrok i zaczęła otrzepywać swoje kolana z brudu oraz poprawiła płaszcz, który nieco się jej podwinął przy tej jakże wspaniałej przygodzie. Miała nadzieję, że nie zrobiła krzywdy niewinnej osóbce, która pewnie chciała sobie tylko poczytać ogłoszenia wiszące na drzwiach głównych. Spojrzała też na zegarek i zmarszczyła nos z niezadowoleniem. Oczywiście, że się spóźniła - jakżeby inaczej?
Odpowiedz
#4 (15.12.2016, 22:50 )
25 lat
Fotograf, czasem pracuje również jako modelka i makijażystka
172 cm
ma serdecznie dość związków

Lauren obawiała się o samochód zostawiony w miejscu często uczęszczanym przez ludzi... a tu okazało się, że największe niebezpieczeństwo groziło właśnie jej. Kto by pomyślał? Blondynka, jak pewnie każdy inny człowiek na świecie (w każdym razie normalny) unikała zatrzymywania się na środku chodnika i przeszkadzania innym ludziom w swobodnym poruszaniu się przez ulice, dlatego zanim przystanęła przed teatrem, usunęła się na bok, tuż przed jego wejście i stanęła przed witryną z ogłoszeniami i reklamami. Tutaj raczej nikomu nie powinna przeszkadzać, bo oddaliła się od chodnika, po którym ciągle spieszyli ludzie. Przynajmniej tak jej się wydawało na początku, bo jak się okazało to nie wystarczyło i tak skończyło się nieplanowanym bliskim spotkaniem z nieznajomą dziewczyną.
Jej wzrok padł na plakat, którego wcześniej nie widziała. Była w centrum zaledwie kilka dni temu, a zawsze kiedy pojawiała się w pobliżu teatru, zachodziła do niego i przeglądała nowości, ale ostatnio tego plakatu nie widziała... czyżby szykowała się jakaś premiera albo wydarzenie, o którym nie miała pojęcia? Wczytała się w krótką treść zawartą na kolorowym ogłoszeniu, dowiadując się z niego, że niebawem w The Crescent Theatre wystąpi obwoźna grupa aktorów ze starym, klasycznym już musicalem, który Lauren w teatrach na świecie widziała kilka razy. Oczywiście postanowiła to sobie zapisać, żeby nie zapomnieć i zawczasu kupić bilety! Cała Lauren, musiała zobaczyć wszystko, co nowe w teatrach w promieniu stu kilometrów, bo inaczej nie byłaby sobą. 
Wyjęła z torebki telefon i odszukała aplikację z aparatem. Chciała zrobić zdjęcie plakatu, żeby mieć pod ręką wszystkie informacje. Być może by usłyszała, że tuż za nią dzieje się coś niepokojącego, bo ktoś się potyka, ale skupiła się na złapaniu telefonem ostrości i upadek Clarissy jej umknął. Gdy poczuła, że coś trąca ją z impetem, nie była przygotowana, żeby się obronić, tylko dała się zaskoczyć i też się przewróciła. Miała boty na wysokim obcasie, więc w takiej chwili łatwo było o stracenie równowagi. Upadła na bok, a telefon wypadł jej z rąk i ze sporą siłą uderzył w płytę chodnikową. Odpadło od niego kilka elementów.
Lauren tak bardzo nie spodziewała się, że ktoś ją przypadkiem potrąci, że w pierwszej chwili nie miała pojęcia, co się stało i tylko rozejrzała się głupio z niezrozumieniem w jasnych oczach, kompletnie zbita z tropu. Matko kochana, co to było?
No cóż. To szybko się wyjaśniło. Z chodnika właśnie zbierała się szybko jakaś dziewczyna, która z zakłopotaniem zaczęła ją przepraszać i tłumaczyć, co się stało. Co za pech... tyle miejsca dookoła, ale nieznajoma nie mogła stracić równowagi te głupie pół metra dalej, tylko przy okazji nieszczęsną Lauren zwalić z nóg! Nie ma to jak złośliwość losu.
- Nie, chyba wszystko w porządku... - odpowiedziała z odrobiną niepewności w głosie. Pewna nie była, bo nadal w lekkim szoku nie zdążyła sprawdzić czy jest w jednym kawałku. Ale na pewno nic jej nie bolało. Dodała i lekko się uśmiechnęła. - Nic się nie stało.
Zanim wstała, obejrzała się jeszcze za telefonem. Ojej... no, on miał trochę mniej szczęścia. Wsparła się rękami o chodnik, żeby się dźwignąć na nogi, ale tylko spróbowała przenieść ciężar ciała na prawą nogę i poczuła paskudny ból w stawie skokowym. Z powrotem klapnęła na chodnik.
- Cholera... - mruknęła.
Odpowiedz
#5 (18.12.2016, 17:31 )
20
Studentka aktorstwa
Pizza się liczy?

Clarissa nie mogła się powstrzymać i głośno przeklęła swoją niezdarność, pospiesznie wciskając papiery do torebki, już nawet nie przejmując się tą głupią rozmową w teatrze. Dlaczego nie mogła wywalić się metr dalej i uniknąć tej całej sytuacji, dlaczego musiała wywrócić się akurat na Lauren? Jasne, nie znała jej, ale to tylko pogarszało według niej sprawę, bo nie wiadomo, jak zareagowałaby kobieta. Wkrótce cała uwaga Clarissy skupiła się na kobiecie, która nadal tkwiła czterema literami na chodniku i, gdy tylko zauważyła, że próbuje wstać, natychmiastowo wręcz do niej doskoczyła, chcąc złapać ją za łokieć i pomóc się podnieść. Niestety, szybko okazało się, że będzie to raczej niemożliwe, bo Lauren upadła z powrotem na chodnik, a dziewczyna nawet nie wiedziała, co się stało.
- O rany, tak strasznie przepraszam. - zaczęła mówić, starając się uspokoić swoje mocno bijące serce. - Uszkodziłam Cię jakoś, prawda? Cholera. Siedź, nie ruszaj się. Chcesz po kogoś zadzwonić, czy wolisz, żebym wezwała karetkę?
Nie słyszała nawet, jak trząsł się jej głos, ale sama też nie mogła usiedzieć spokojnie - czuła, że cała drży, choć starała się uspokoić, by przypadkiem nie wpędzić poszkodowanej Lauren w panikę. Wypadło jej już z głowy bycie formalną, zauważyła też, że telefon, który trzymała nieznajoma, nie przeżył tego upadku i przede wszystkim bała się, że zrobiła krzywdę kompletnie obcej kobiecie. To wszystko, połączone z palącym poczuciem winy, sprawiło, że chciało jej się płakać, choć jak na razie łzy nie wyszły poza obręb jej oczu. Dostrzegła ławkę, która była całkiem blisko i szybko podjęła decyzję. Sprawnym ruchem zarzuciła sobie ramię Lauren na barki, po czym - nawet nic nie mówiąc z obawy, że się rozryczy - jakoś ją podniosła (rzecz jasna, uważając, by nie postawić ją na nodze, która ewidentnie ją bolała, bo Clarissa nie przegapiła momentu, kiedy Lauren upadła akurat, jak stanęła na prawej kończynie miednicznej) i podprowadziła do ławki, dość delikatnie ją tam sadzając. Następnie wróciła się i pozbierała szczątki telefonu oraz torebkę, która wylądowała na ziemi i przyszła do Lauren.
- Przepraszam. - powtórzyła głupio, jak idiotka trzymając ten telefon, a torebkę dając tuż koło kobiety. - Zapłacę za telefon. I za wszystko inne, co się uszkodziło.
Nie była jednak taka pewna, czy uda jej się zwrócić całą kwotę za komórkę, bo ta wyglądała na dosyć drogą i to też odrobinę przerażało Clarissę. Pomyśleć, że chciała tylko przyjść i umówić się na rozmowę o pracę w teatrze.
- Jestem Clarissa. Tak, jakbyś się zastanawiała. - powiedziała prędko, szybko znajdując swój własny telefon i wyjmując go z kieszeni. - To jak? Dzwonimy po karetkę, czy wolisz zadzwonić po jakiegoś znajomego?
Odpowiedz
#6 (20.12.2016, 17:28 )
25 lat
Fotograf, czasem pracuje również jako modelka i makijażystka
172 cm
ma serdecznie dość związków

Lauren nadal była trochę zszokowana tym wydarzeniem, ale pytanie o karetkę od razu do niej dotarło. Poczuła się dziwnie głupio, że wokół niej zrobiło się takie zamieszanie. Nie z jej winy, ale szybko zauważyła, że paru przechodniów zerknęło w jej kierunku i to wystarczyło, żeby poczuć zażenowanie tą sytuacją. Lauren bardzo nie lubiła chwil, kiedy nie wszystko było zależne od niej, ktoś w jej otoczeniu się przejmował i jeszcze padał pomysł powiększenia skali tego zamieszania wezwaniem karetki! Nie, nie, mowy nie ma! Gdyby naprawdę zaistniała potrzeba wzywać pogotowie, Lauren by nie oponowała, ale sądziła, że teraz nie ma takiej potrzeby.
- Spokojnie - odpowiedziała. - Trochę boli mnie noga, ale nie aż tak, żeby wzywać pogotowie. To nic poważnego.
W każdym razie taką miała nadzieję.
Też nie była zachwycona tym, co się wydarzyło i najchętniej szybko by się pozbierała, żeby pójść do tego teatru, ale nie była w stanie sama się podnieść bez bólu, więc zgodnie z zaleceniem rudowłosej dziewczyny siedziała jak głupia na tym chodniku, aż nieznajoma pomogła jej dźwignąć się na nogi. Noga zabolała i na ten moment ból mocno utrudniał chodzenie. Był nie tylko wyczuwalny, ale całkiem silny, jednak pojawił się dopiero przy próbie postawienia na nodze ciężaru ciała i kiedy wcześniej Lauren opadła z powrotem na chodnik to prawie ustał, więc blondynka uznała, że to raczej nie jest nic poważnego. Może jakieś lekkie skręcenie albo delikatne naderwanie czegoś w stawie? Każdemu czasem zdarza się coś takiego i do tego nie potrzeba nawet poważnego upadku, wystarczy, że w bucie na wysokim obcasie źle postawi się stopę i noga lekko wygnie się w bok. Wizyta w szpitalu raczej nie będzie potrzebna, ale na pewno noga trochę Lauren poboli. Tak czy inaczej lepsze to niż poważne uszkodzenie, które też mogło jej się przytrafić podczas tego niecodziennego wypadku.
- Dziękuję - wyjąkała, kiedy dziewczyna prowadziła ją do ławki. Właściwie nie było za co dziękować, bo to ruda - przypadkowo, ale jednak - zawiniła, więc robiła tylko to, co powinna, ale Lauren i tak to doceniała. Poza tym winowajczyni wyglądała na tak bardzo przejętą, że jasnowłosej aż zrobiło się jej żal. Cóż, konsekwencje tego upadku miłe nie były, ale... stało się i tyle. Nic się nie poradzi. Nie ma sensu teraz nad tym płakać.
Z wyraźną pomocą Clarissy udało jej się dotrzeć do ławki i od razu opadła na jej siedzisko. W całym tym rozgardiaszu zapomniała o swojej torebce i zniszczonym telefonie. Rozsunęła suwak przy bucie obolałej nogi i ostrożnie go zsunęła, żeby przyjrzeć się swojej kostce. Oparła łydkę na kolanie drugiej nogi, żeby się na niej nie opierać i pochyliła się nad nieszczęsną kostką. O tyle, ile Lauren mogła jej się przyjrzeć przez materiał cienkich, cielistych rajstop, to stwierdziła, że nie wygląda to źle. Nic nie zaczynało puchnąć, a to najważniejsze. Ostrożnie poruszyła stopą i poczuła ból, ale nie był silny. Dotknęła kostki dłońmi i docisnęła lekko palcami w okolicy bolącego miejsca.
Podniosła głowę, gdy dziewczyna wróciła z jej torebką i telefonem. Jej wzrok najpierw padł na potrzaskaną komórkę... och, cóż. Trudno.
- Spokojnie, nic się takiego nie stało, naprawdę. Zdarza się. - odrzekła spokojnym głosem i nawet posłała dziewczynie lekki uśmiech. Pewnie w jej sytuacji byłaby podobnie zestresowana, ale to niepotrzebne. Nie stało się nic poważnego, a telefon to żadna wielka strata. - Ten telefon to nic, nie musisz za niego płacić. Może zresztą uda się go uratować.
Na kolejną wzmiankę o karetce aż wyprostowała się gwałtownie na ławce. Nie stało jej się nic na tyle poważnego, żeby wzywać pomoc, ani nawet dzwonić do kogoś z domowników, żeby jej pomógł. Spokojnie mogła sama usiąść za kierownicą i wrócić do domu, chociaż teraz i tak nie zamierzała zmieniać swoich planów. Miała iść na próbę!
- Nie trzeba nigdzie dzwonić, nie ma tragedii. Chwilę poboli i przestanie - dodała i nawet cicho się zaśmiała. - Lauren. Trzeba przyznać, że to dość nietypowy początek znajomości... Zdaje się, że pokrzyżowałam ci plany, bo chyba bardzo się gdzieś spieszyłaś?
Tak się spieszyła, że przewróciła i siebie, i Lauren, ale o tym blondynka nie chciała już wspominać, żeby nie stresować Clarissy jeszcze bardziej. Bliżej jej było do śmiechu niż złości nad tym małym wypadkiem.
Odpowiedz
#7 (20.01.2017, 17:53 )
20
Studentka aktorstwa
Pizza się liczy?

Clarissa przez długą chwilę przyglądała się Lauren, zastanawiając się, czemu nadal jest taka miła. Przecież ruda wpadła na nią, prawdopodobnie uszkodziła jej nogę, zniszczyła drogo wyglądający telefon... Większość ludzi klęłaby w tej chwili na nią wniebogłosy, ale ta kobieta wydawała się być za spokojna. A przecież też nie wyglądała na taką, której codziennie zdarza się, że ktoś w nią dosłownie wbiega, więc dlaczego tak właściwie na nią nie nawrzeszczała? Była to prawdziwa zagwozdka, ale w tej chwili Clari nie miała ani głowy, ani przede wszystkim czasu, by to roztrząsać. Podskoczyła niemalże wystraszona, kiedy Lauren wyprostowała się na ławce i już miała otwierać usta, by powtórzyć, że zadzwoni na pogotowie, ale kobieta wydawała się być bardzo temu przeciwna. Mimo wszystko, widać było przecież, że ją boli, nawet winowajczyni tego wszystkiego umiała to stwierdzić. Odpuściła szukanie telefonu w swojej torebce i zamknęła ją, odgarniając włosy z twarzy. Kiedy ofiara jej niezdarności powiedziała, że pokrzyżowała jej plany, zachciało się jej śmiać, bo ironią wiało z tego na kilometr - nawet, jeśli Lauren nie była tego świadoma. Przecież to ona prędzej pokrzyżowała jej plany, niż na odwrót, w końcu to nie rudowłosą bolała noga.
- Nie, to znaczy, tak, ale nie, nie pokrzyżowałaś mi żadnych planów. - odezwała się, ignorując fakt, że zaczął plątać się jej język. - To znaczy... Chciałam iść na przesłuchania do tej roli, ale i tak się spóźniłam, więc nic mi nie pokrzyżowałaś. Jesteś pewna, że mam nie dzwonić na pogotowie?
Spojrzała się na nią zaniepokojona i przygryzła wargę, uśmiechając się w końcu lekko. Może jednak nie zepsuła Lauren tego dnia aż tak, jak się na początku obawiała, bo kobieta wydawała się bardziej rozbawiona tą całą sytuacją, niżeli zdenerwowana, czyli nie mogło być okropnie, prawda? W końcu obie nadal żyły, czyli był jakiś sukces. Clarissa wiedziała, że może zbyt mocno zareagowała na tą całą sytuację, ale co mogła poradzić z takim charakterem? Zawsze się przejmowała, nawet bardziej niż inni. Czasami wychodziło jej to na dobre, ale czasami pakowało tylko w jeszcze większe kłopoty.
- I jeśli ktoś tu komuś pokrzyżował plany, to ja Tobie. - dodała po chwili, przenosząc wzrok na teatr. - I jeszcze raz Cię strasznie przepraszam, jakoś Ci to wynagrodzę, dobra? To znaczy, wiem, że dopiero się poznałyśmy, ale czuję się okropnie przez to, co się stało, zresztą Ty też pewnie nie jesteś za bardzo szczęśliwa, no... I nie próbuj protestować, bo będę Cię nękać dzień w dzień, dopóki nie pozwolisz mi się zaprosić na jakąś kawę, albo na cokolwiek innego.
Ostatnią część wypowiedziała z trochę większym uśmiechem, choć nie do końca żartowała. Naprawdę chciała jakoś zmazać to pierwsze nie za dobre wrażenie i może pozostawić inne, już bardziej pozytywne. 
- Bardzo Cię boli? Jak chcesz, to możemy wejść do środka, o ile jesteś w stanie. Albo mogę kogoś zawołać, to Cię przeniesiemy. - Clarissa starała się jakoś rozluźnić całą tą sytuację i nieskromnie uznała, że nawet całkiem nieźle jej to idzie. Albo przynajmniej tak próbowała sobie wmówić.
Odpowiedz
#8 (21.01.2017, 01:49 )
25 lat
Fotograf, czasem pracuje również jako modelka i makijażystka
172 cm
ma serdecznie dość związków

Nie, to znaczy tak, to znaczy nie, to znaczy tak... Wyglądało na to, że dziewczyna wciąż jest mocno zestresowana tym niecodziennym wydarzeniem, a Lauren niestety nie miała teraz ani pomysłu, ani możliwości, żeby ją jakoś uspokoić. Nie mogła ciągle powtarzać, że nic się nie stało, bo to wiązało się z przypominaniem rudowłosej o ich małym wypadku, a od niego właśnie Lauren powinna odsuwać myśli, żeby przestała się tym zadręczać, a nie przypominać na każdym kroku, że jednak COŚ się stało. A co innego mogła teraz zrobić? Nic... co najwyżej spróbować podjąć z dziewczyną spokojną rozmowę i zrobić coś ze sobą, żeby nie tkwić na tej ławce przed teatrem, no i liczyć, że z upływem czasu Clarissa w pełni się rozluźni i przestanie tak się przejmować. Choć Lauren musiała przyznać, że to dobrze o rudej świadczyło, takie silne przejęcie się swoją winą w tym wszystkim. Ktoś inny mógłby ofuknąć jeszcze Lauren, że stanęła na środku chodnika i tarasuje drogę albo wzruszyć ramionami, stwierdzić, że ma to gdzieś i pójść w swoją stronę. Cóż, niestety - blondynka miała już okazję, żeby przekonać się o ludzkiej znieczulicy całkiem niedawno. W ostatnie wakacje, gdy była w zaawansowanej ciąży, zasłabła w parku i wtedy nikt się nią nie zainteresował, choć wokół kręciło się mnóstwo ludzi. Dopiero stara znajoma spadła jej z nieba z pomocą. Po tamtym doświadczeniu Lauren nie spodziewała się już po ludziach żadnych ludzkich odruchów, a obecne zachowanie Clarissy bardzo miło ją zaskakiwało. A jednak chodzą jeszcze po tym świecie ludzie, których życie nie wyprało z człowieczeństwa!
- Na przesłuchanie? - powtórzyła, zdając sobie sprawę, że pewnie chodzi właśnie o casting do sztuki, którą zajmowali się jej znajomi. O tej porze teatr był pusty, najwyżej odbywały się próby i wszelkie przesłuchania, które miały na celu zapełnić luki w obsadzie. - Nie, nie dzwoń.
W tym momencie poczuła się bardzo głupio. Fakt, że upadła przez roztrzepanie Clarissy, ale jakby nie patrzeć, teraz zajmowała jej czas. Dziewczyna mogła pognać szybko na ten casting i zdążyć w ostatniej chwili, a zamiast to robić, wisiała nad niezdarną Lauren, która dała się wywrócić nie jakby zawadziła o nią szczupła dziewczyna, tylko jakby wjechał w nią czołg. Obie miały przez to pokrzyżowane plany. Tyle że Lauren nie spieszyła się do teatru w żadnej istotnej sprawie. Ot, przyszła tylko po to, żeby zobaczyć przygotowania do spektaklu swojej znajomej, nic więcej. To nie miało zaważyć w żaden sposób na jej życiu. Za to Clarissa właśnie traciła szansę na rolę, może nawet pierwszą w jej życiu? Jakąś szczególnie ważną dla jej aktorskiej kariery? Jeśli porównać sytuację ich obu, to rudowłosa traciła zdecydowanie więcej.
Odwzajemniła jej uśmiech. Wyglądało na to, że dziewczyna już się bardziej rozluźniła, co Lauren przyjęła z ulgą. Na pewno łatwiej im będzie rozmawiać bez niepotrzebnego stresu czy napięcia. 
- No dobrze, jeśli tak bardzo chcesz mi wynagrodzić ten mały wypadek, to coś wymyślimy... I nie jest źle, trochę mniej mnie boli. Chyba dam radę dotrzeć do budynku albo jakoś dokulać się do samochodu - odpowiedziała i poruszyła lekko nogą w kostce, chcąc sprawdzić czy może ból odpuścił. Oczywiście tak nie było, ale wydawało jej się, że naprawdę jest lepiej niż przed chwilą. Choć możliwe, ze chciała w to wierzyć i tylko jej się tak wydawało. - Ale może jeszcze zdążysz na to przesłuchanie? Zresztą, co to za przesłuchanie? Jaka sztuka? Pod czyją reżyserią?
Było możliwe, że obie wybierały się w dokładnie to samo miejsce, na tą samą próbę, tylko w innych celach. Jeśli by się okazało, że chodzi o sztukę przygotowywaną przez jej znajomą ze studiów, Lauren sądziła, że może pomóc Clarissie ze zdobyciem tej roli. Na przesłuchania zwykle przychodziło wiele utalentowanych osób, ale nie ma się co oszukiwać... zawsze dużo większe szanse miały te, o których wcześniej ktoś znajomy szepnął reżyserowi słówko. Takie życie. Nie można było w artystycznym świecie liczyć na równe traktowanie, ale w tym jednym przypadku to mogło okazać się przydatne.
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości