witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Pet Express

#1 (08.05.2016, 18:00 )

Pet Express

Odpowiedz
#2 (08.05.2016, 18:01 )
25 lat
studentka leśnictwa, dorabia w Mulberry
170 cm
Rozglądam się!

Vivienne weszła do sklepu zoologicznego. Trafiła tu stosunkowo szybko jak na kogoś, kto nigdy nie potrzebował zaglądać w to miejsce i kojarzył jako-tako jego położenie, ale tak po prawdzie to nie bardzo pamiętał, dokąd trzeba się udać, żeby tam trafić. Zajęło jej to może z pięć minut, co było dobrym wynikiem. Szatynka się spieszyła, bo zostawiła w domu wystraszoną kotkę, która nie wyglądała na zadowoloną z tego, że została sama w domu. Tak naprawdę to Vivienne bała się ją tam zostawić... co będzie jeśli kotka czegoś się przestraszy i zdemoluje cały dom? Spanikowany kot potrafi być nieobliczalny.
Szatynka weszła do sklepu i od razu poczuła nieprzyjemny zapach karm, trocin, żwirków i zwierząt, wszystko paskudnie pomieszane. Skrzywiła się. Ouch, nieprzyjemnie... No nic, trzeba przecierpieć. Dziewczyna podeszła do półki z karmami dla kotów. Wybrała nieduży worek droższej karmy dla dorosłych, ale młodych kotów, uznając, że to będzie najlepszy wybór dla Renesmee. Wzięła niewielkie opakowanie na wypadek gdyby karma okazała się złym wyborem lub nie posmakowała kotce. Następnie wzięła kuwetę, łopatkę do czyszczenia - wybrała obszerny pojemnik w niebieskim kolorze. Całkiem ładny, choć chyba kolor nie ma znaczenia. Później wzięła żwirek. Jęknęła, gdy zobaczyła, że waży on pięć kilogramów. To się biedna nadźwiga... Po drodze chwyciła też pluszową myszkę do zabawy. Była tania, a może spodoba się szylkretowe kici?
Zapłaciła za zakupy, dostała potężną reklamówkę, do której schowała karmę, kuwetę i inne akcesoria. Następnie wyszła ze sklepu objuczona w ciężkie zakupy.

zt
Odpowiedz
#3 (08.05.2016, 18:02 )
24
Nagłośnieniowec w stacji telewizyjnej BBC, muzyk
-

Rhydian szedł szybko chodnikiem, by zrobić niezbędne zakupy dla nowego towarzysza, jakim miał być dla niego husky noszący imię Sevarco. Znalazł psiaka, a właściwie to chyba raczej pies znalazł jego, w lesie i po niezbyt sympatycznym spotkaniu z wilkami postanowił go zatrzymać, gdyby nie zgłosił się jego właściciel. Spodobał mu się ten czworonóg, więc nic dziwnego, że podjęcie tej decyzji, kiedy i tak chciał mieć zwierzaka, była szybka.
Nacisnął klamkę drzwi sklepu zoologicznego i wszedł do środka. Rozejrzał się szybko i podszedł do pierwszego, co rzuciło mu się w oczy - do sterty legowisk. Wybrał jedno z nich, odpowiednie do wymiarów husky'ego w kolorze niebieskim. Uważał, że taki kolor będzie najlepiej do zwierzaka pasował - samiec, w dodatku czarno-biały. Idealnie. Po chwili poszukał miejsca, gdzie leżały miski i wziął dwie metalowe, dosyć spore, by wystarczyły dla większego psa. Jeszcze jedzenie, preparat na pchły, smycz i obroża. No to co... najpierw zestaw na spacer, który mógł wybrać z wieszaków umiejscowionych na ścianie tuż obok niego. Solidna, czarna smycz i niebieska obroża podbita czarnym filcem. Plus adresownik do wygrawerowania w kształcie kości. Wybrał jeszcze duży worek karmy. Huh... dużo tego. Obładowany wszystkimi przedmiotami, ciągnąc za sobą legowisko, doczłapał się do kasy. Tam poprosił o preparat na pchły i szczotkę. W końcu pies wymagał pielęgnacji, prawda? Kobieta na miejscu wygrawerowała na adresowniku imię zwierzęcia oraz podstawowe dane Rhydiana - imię, nazwisko i adres. To już było wszystko.
Zapłacił za wszystko i po chwili, z pełnymi siatkami i legowiskiem pod pachą opuścił sklep.

[zt]
Odpowiedz
#4 (08.05.2016, 18:03 )
23 lata
muzyk - pianistka
168 cm
w łóżku tylko pies

Christine przyszła do sklepu zoologicznego, prowadząc ze sobą przeuroczą, białą jak śnieg suczkę owczarka niemieckiego. Sunia była nietypowa w swoim kolorze sierści jak na swoją rasę... i ta drobna blondynka, która przybyła z nią do centrum, również miała w sobie jakiś pierwiastek inności, nietypowości. Tylko zupełnie inny, krążący w sferze jej emocjonalności, psychiki i ciężkiego charakteru. Pasowały do siebie i doskonale się uzupełniały - to Christine zauważyła już na początku, kiedy tylko spędziła pierwsze chwile w towarzystwie uroczej psinki. Och Boże, jak ona bardzo chciała tego słodkiego psiaka zabrać ze sobą! Wiedziała jednak, że w hotelu jest zakaz trzymania zwierząt. Co prawda widziała tam jakąś kobietę z małym yorkiem, ale taki pies to żaden pies, na niego przymykano oko, choć i jemu ob słucha hotelowa rzucała niezadowolone spojrzenia. A taki wielki owczarek? W życiu nikt się nie zgodzi, żeby Alishia przekroczyła hotelowe progi.
Dziewczyna znalazła się przy wejściu do sklepu. Widziała kiedyś, że ludzie wprowadzali zwierzęta do środka, ale trochę się bała wchodzić tam z psem, którego zachowań w ogóle nie znała i mógł narobić niezłego bałaganu, więc Christine zwróciła się do suczki dość stanowczym tonem:
- Alishia, zostań! Siad!
Suczka była usłuchana, więc blondynka nie wątpiła, że ta usiądzie i grzecznie poczeka na powrót blondynki. W tym czasie Christine podeszła do lady, gdzie na szczęście nikt w tym momencie nie robił zakupów, więc mogła zająć chwilę ekspedientce. Zapytała kobietę o najlepszą karmę dla dość młodego, ale dorosłego owczarka niemieckiego, a gdy ta podała jej sporą puszkę z morką karmą, blondynka zapłaciła jej i od razu wzięła puszkę ze sobą. Trwało to zaledwie trzy minuty, więc Alishia nie czekała długo. Christine wyszła ze sklepu
- No, jestem! Mam coś dla ciebie! - zakomunikował z uśmiechem i przycupnęła przy ścianie budynku, żeby nikomu z przechodniów nie przeszkadzać na chodniku. Otworzyła puszkę i wysypała całą jej zawartość na ziemię. Nawet ładnie pachniało. - Proszę, jedz, piękna.
Odpowiedz
#5 (08.05.2016, 18:03 )

Suczka przybyła tutaj, krocząc grzecznie u boku Roxanne. Kilka razy po drodze coś ją zaciekawiło, a to jakiś hałas, a to jakiś zapach i jeszcze przed wejściem do miasta parę razy się rozproszyła, ale bardzo się starała, żeby iść cały czas grzecznie u boku blondynki, nie zbaczać z obranej trasy, nie wyprzedzać jej - chociaż miała wielką ochotę biec i podskakiwać z radości, że ma towarzystwo - a to wszystko robiła po to, żeby wywrzeć na blondynce jak najlepsze wrażenie. Christine jej się spodobała. Nie dość, że okazała jej zainteresowanie i serce, to również miała w sobie coś, co po prostu suni pasowało. Czasem tak jest, że między człowiekiem i zwierzakiem nagle, niespodziewanie wykształca się silna więź, jakaś nić porozumienia, która łączy te dwie obce sobie jednostki. Alishia czuła coś takiego właśnie przy Christine i to był pierwszy raz, gdy poczuła coś takiego do człowieka. Ba, do kogokolwiek. Czuła, że musi zostać z tą dziewczyną. Nawet jeśli ona jej nie weźmie do domu., Alishia będzie kręcić się przy niej i czekać, aż śliczna blondynka jednak zechce ją u siebie.
Suczka usiadła przed drzwiami do sklepu i grzecznie czekała, aż dziewczyna wróci, jak obiecała. Próbowała za nią wejść, ale gdy się zorientowała, że nie da rady, uznała, że jednak lepiej będzie poczekać, jak kazała jej Christine. Na szczęście dziewczyna wyszła już po chwili! Białą suczka szczeknęła potężnie, jak na owczarka niemieckiego przystało i zrobiła za nią kilka kroków, aby znaleźć się tuż przy ścianie bloku. Merdając ogonem czekała na to, co się wydarzy i... dostała jedzenie! Natychmiast wzięła się za konsumpcję, radośnie merdając ogonem. Ani na chwile nie ustawała w tym ruchu, mimo skupienia na jedzeniu. Była nieziemsko szczęśliwa!
Odpowiedz
#6 (08.05.2016, 18:04 )
23 lata
muzyk - pianistka
168 cm
w łóżku tylko pies

Problem tkwił w tym, że Christine bardzo chciała zabrać Alishię ze sobą, ale w tym momencie zwyczajnie nie mogła tego zrobić. W hotelu nikt by jej nie przyjął z psem, nie z takim dużym. Z drugiej jednak strony dziewczyna nie potrafiła zrezygnować z tej ślicznej suczki. Czuła dokładnie to samo, co ona. To było jak miłość od pierwszego wejrzenia. Zobaczyła te sunię na łące, chwilę z nią zaledwie spędziła, a już nie wyobrażała sobie, że ten piękny, śnieżnobiały owczarek może zniknąć gdzieś z jej życia. Tak się nie dało. Cóż, pomimo dośc szorstkiego zachowania, Christine była niezwykle uczuciową dziewczyną, która przywiązywała się do innych całym sercem, a zwłaszcza do zwierząt. Po wyprowadzce z Yellowlair Oats bardzo brakowało jej psów, które mieszkały u Marka, nawet bardziej niż jego samego, chociaż pałała do niego szczerą sympatią. Taka już była, bardziej ufała zwierzętom niż ludziom - czworonogi w przeciwieństwie do przedstawicieli gatunku homo sapiens nigdy w żaden sposób nie zrobiły jej krzywdy. I nigdy nie zrobią. W prostolinijności zwierząt krył się cały ich urok, który przyciągał niezwykle mocno.
Blondynka obserwowała jedzącą suczkę i uznała, że to wszystko, co na razie może dla niej zrobić. Jeszcze chwila minie i nie będzie w stanie zostawić jej tutaj samej, a nie mogła przecież wylądować na ulicy, bez dachu nad głową. Przed hotelem przecież też by jej nie zostawiła. To byłoby zwyczajnie okrutne z jej strony. Musiała stąd odejść jak najszybciej. Postanowiła, że to ostatnia chwila na to i powoli się wycofała, zostawiając tutaj samą suczkę zajętą jedzeniem. Serce jej krwawiło, gdy patrzyła na psinkę, ale nie mogła inaczej.

zt
Odpowiedz
#7 (08.05.2016, 18:04 )

Och, gdyby tylko Alishia wiedziała, że dziewczyna planuje zostawić ją tutaj samą, to serce by jej pękło... Ech, na pewno i tak pęknie. Biedna psinka miała nadzieję, że zostanie z tą dziewczyną i jeszcze na żadnym człowieku nie zależało jej tak, jak na niej. To dziwne, że tak szybko się przywiązała, ale takie rzeczy dzieją się, cóż, kiedy znajdziemy kogoś, kto w wyjątkowy sposób poruszy nasze serce. Możliwe, że w przypadku suczki było to spowodowane tym, że od bardzo dawna nie miała bliższego kontaktu z człowiekiem? Raczej nie, bowiem parę razy zaczepiło ją kilka miłych osób odkąd uciekła ze schroniska, a żadna z nich nie zawróciła jej w głowie jak ta nieco tajemnicza blondynka.
Suczka zajęła się pałaszowaniem tego, co dziewczyna dla niej kupiła, a jej śnieżnobiały, puszysty ogon majtał się na boki z radości. Niestety Alishia tak zajęła się jedzeniem, że nie zauważyła, kiedy Christine zostawiła ją samą. Była potwornie wygłodniała, a głodne zwierzę rzuca się na dobre kąski jak szaleniec, traci kontakt z rzeczywistością i... dzieje się tak, jak stało się teraz. Biała dość szybko zdążyła pochłonąć pyszne kawałki mięsa w sosie, ale blondynka do tej pory zdążyła się ulotnić. Sunia podniosła łebek i z radością w oczach chciała odszukać ją wzrokiem, ale... Ale tej fajnej pani nie było!
Strach zajął serce suczki. Znalazła się w centrum miasta, w hałasie i między dziesiątkami ludzi i... bez Christine! Przerażona tym faktem oraz potwornie zasmucona zaczęła się uważnie rozglądać, aby wypatrzeć gdzieś tę fajną panią. Nigdzie jej nie było. Rozgoryczona takim przebiegiem sprawy suczka zaczęła węszyć i szukać Christine. Nie mogła odpuścić, musiała ją znaleźć!
Szukając oddaliła się od tego miejsca.

zt
Odpowiedz
#8 (08.05.2016, 18:04 )
26 lat
Chwilowo bezrobotna, z zawodu kucharka
163 cm
w tej chwili samotna i smutna

Znalezienie sklepu zoologicznego zajęło Zoe dużo więcej czasu niż dziewczyna przewidywała. Wiedziała, że takie miejsce na pewno jest w centrum i nawet pamiętała ten szyld, który zobaczyła jakiś czas temu, gdy włóczyła się po centrum miasta, ale za nic w świecie nie mogła go teraz namierzyć. A niech to, że też nie przykładała większej wagi do zwracania uwagi na miejsca, w których aktualnie się znajdowała! Gdyby wtedy się uważniej rozejrzała, to na pewno by zapamiętała, przy której ulicy znajduje się zoolog i co go otacza. Byłoby jej łatwiej szukać, a tak... Ale skąd mogła wiedzieć, że w ogóle przyda jej się pójście do takiego sklepu? Nie miała do tej pory zwierzaka i chociaż planowała sobie jakiegoś kupić, to były tak dalekie plany, że jeszcze niewiele myślała o tym czy o sprawach powiązanych z adopcją czworonoga.
Wreszcie po długich poszukiwaniach udało jej się odnaleźć poszukiwany sklep. Aż klasnęła w dłonie z radości na widok charakterystycznego szyldu, a jakiś facet obejrzał się na jej żywiołowe zachowanie i pewnie pomyślał, że właśnie ma do czynienia z jakąś wariatką. Zoe nawet go nie zauważyła, tylko od razu pognała do sklepu. Tam spędziła kilka minut na wybieraniu karmy, aż w końcu poradziła się ekspedientki. Nie chciała kupować Debbie jakiegoś badziewia i dlatego wolała oprzeć się na pomocy kogoś, kto się na tym zna. Uznała, że przyda się również kupić dwie miski, na wodę i jedzenie. Mimo niewiedzy czy Debbie u niej zostanie, dziewczyna i tak planowała mieć w przyszłości psa, więc na pewno się przydadzą. Z taką myślą również wzięła duży zapas jedzenia i po zapłaceniu wyszła ze sklepu zoologicznego z reklamówką, w której były miski oraz z wielkim worem karmy dla psów, który ważył cholernie dużo. Uch, aż ledwo go dźwigała, a musiała jakoś dotaszczyć do domu! To będzie ciężka droga.
Dziewczyna skierowała się powoli w stronę ulicy prowadzącej do Sullen Hides.

zt
Zoe Moyet
©CC
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości