witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Main Street

#31 (08.05.2016, 18:20 )
26 lat
Chwilowo bezrobotna, z zawodu kucharka
163 cm
w tej chwili samotna i smutna

Uśmiechneła się delikatnie i skinęła głową, gdy Michelle powiedziała, że musi napisać wiadomość mężowi. O ich adoptowanych dzieciach Zoe nie wiedziała, bo nie sięgała aż tak głęboko w te wszystkie tabloidowe plotki na temat małżonka siostry. W ogóle wolała za dużo nie czytać takich nieambitnych pisemek dla przygłupich kur domowych. Niekoniecznie wierzyła w zawarte w nich informacje, bo większość to były plotki wyssane z palca, chyba że coś powtarzało się wiele razy i w róznych źródłach. Tak było z informacją o małżeństwie Michelle z Jamesem Moore'm, więc Zoe pozwoliła sobie uwierzyć, iż faktycznie są oni po ślubie. Chociaż pewna na sto procent nadal nie była i zamierzała dopytać się o to Michelle. Tak mało o sobie wiedziały, tak dużo miały do nadrobienia!
Zoe niestety ani trochę nie znała się na tych okolicach, więc pozwoliła młodszej siostrze zdecydować, dokąd się udadzą na rozmowę. Brunetka była nawet jej wdzięczna, że ten wybór wzięła na swoje barki, bo ona zupełnie nie widziała w tym sensu, skoro w zasadzie po raz pierwszy w życiu znalazła się w centrum miasta. Mogła co najwyżej wybrać coś na chybił-trafił albo powiedzieć wyliczankę, na podstawie której uda się do wylosowanego lokalu, bo tych widziała po drodze całe mnóstwo. Kawiarnie, kluby, restauracje, budki z lodami, jakieś czekoladziarnie nawet... to wszystko było idealne do zajęcia spokojnego stolika i przeprowadzenia poważnej rozmowy, tak więc Zoe była bezsilna, bo przypadkiem mogła źle wybrać, a tego nie chciała. Nie uśmiechało jej się przekrzykiwanie się z Michelle ponad gwarem rozgadanego, głośnego tłumu w jakimś wyjątkowo hałaśliwym miejscu. To mogło niepotrzebnie popsuć ich pierwsze spotkanie, a Zoe naprawdę bardzo tego nie chciała.
Kiedy Michelle powiedziała, że owa herbaciarnia jest po drugiej stronie ulicy, brunetka odruchowo spojrzała w tamtym kierunku, ale nie zauważyła takiego szyldu. No cóż, nie wiedziała nawet, w którą stronę powinna patrzeć. Uśmiechnęła się.
- Oczywiście, ty wybierasz. Ja nie znam się na tym mieście, wiec dostosowuję się do twojego wyboru. Chodźmy do tej herbaciarni - powiedziała. Humor coraz bardziej jej się poprawiał. Miała niesamowite szczęście, że trafiła tu na Michelle, to był przypadek, który niemalże spadł jej z nieba! Zdecydowanie najlepszy zbieg okoliczności jej życia.
Zoe Moyet
©CC
Odpowiedz
#32 (11.05.2016, 23:32 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Głąwną ulicą, przebiegającą przez samo serce Yellowlair Oats, właśnie kroczył bardzo wysoki i bardzo szczupły brunet o włosach czarnych jak heban i ciemnych, chłodnych oczach. Miał na sobie skórzaną kurtkę - ramoneskę, pod spodem gładką, czarną koszulę, a jego nogi jak zwykle odziane były w wąskie rurki z dżinsu, dziś dla odmiany o jasnym kolorze. Obuty był w skórzane trzewiki z wysokimi cholewami. Włosy pozostawały w jednym kształcie, ułożone na głowie w drapieżnego irokeza, a chudą, choć przystojną twarz zdobił ostry makijaż, wokół oczu przyjmując kształt klasycznego, choć dość intensywnego smokey eyes. Ot, James jak co dzień. Szedł szybko, energicznie, zmierzając do domu, który mieścił się daleko stąd, bo aż na przedmieściach, blisko granicy Yellowlair Oats. Zewnętrzność kazała odczuć zwracającym na niego uwagę przechodniom, że właśnie mijają nie byle kogo, bo człowieka pewnego siebie, zdecydowanego i budzącego respekt już na pierwszy rzut oka... szkoda, że były to jedynie zachowywane przez chudzielca pozory. W głębi duszy, pod tą skorupą odwagi i siły kryło się pokaleczone psychicznie, cierpiące stworzenie, które miało ochotę wyć z nieszczęścia na środku tej ulicy. Ale o tym wiedzieli nieliczni, w tym równie osoba, z którą niedawno się widział.
Do centrum jak często przywiały Jamesa sprawy zawodowe. Zbliżał się spory koncert transmitowany w jednej z głównych angielskich telewizji, a management naciskał w sprawie reklamowego teledysku opartego na koncertowych scenach. James musiał to omówić z Ianem, jak zwykle dzieląc się z nim wszystkimi decyzjami. Reszta muzyków, a więc Charles, Georg oraz Gustav, najczęściej nie mieli zbyt wiele do gadania w takich błahostkach, choć ich zdanie zawsze się liczyło, oczywiście jeśli mieli akurat coś do powiedzenia. Niemniej jednak najczęściej decyzje padały pomiędzy Jamesem i Ianem, a reszta musiała się do tego dostosować, co najczęściej czynili bez obiekcji. Tak się już u nich utarło, że liderami grupy byli Moore i Blackmore i wszystkim pasował taki układ.
Podobnie było dzisiaj. James zostawił córki pod opieką Roxanne, a sam wybrał się do Iana, by obgadać kwestie teledysku oraz organizację transportu na nadchodzący koncert i wstępną setlistę, którą musieli jeszcze skonsultować z resztą grupy. Sporo w granych utworach czy ogólnym obrazie teledysku zmieniło się po przyjęciu Charlesa w szeregi zespołu. W pierwszej kwestii musieli dostosować się do piosenek, które już umiał bezbłędnie zagrać, w drugiej - wstrzymać się z teledyskiem, aż pojawią się w ogóle jakieś koncertowe ujęcia na Charlesa. Trochę się skomplikowało i choć były to miłe komplikacje, bo wynikające ze scalenia podzielonej grupy, James przeklinał w myśli, że musiał wyjść z domu i zaprzątać sobie tym głowę. Najchętniej schowałby się pod kołdrą i już nigdy się spod niej nie wychylał. Miał wszystkiego dość. Loredana zniknęła, lecz Michelle nadal burzyła mu równowagę życiową krzywdami, jakie mu wyrządziła.
Ale o tym nikt z zewnątrz nie wiedział. James wydawał się trzymać mocno jak zawsze. Teraz szybko szedł chodnikiem, umyślnie omijając zaludniony deptak, żeby mnie rzucać się w oczy. Powoli zbliżał się do uliczki, w którą miał skręcić, żeby wygodnym skrótem zahaczającym o Sullen Hides jak najszybciej dotrzeć do znienawidzonego domu, który kojarzył mu się teraz już tylko z Michelle. Już nie czuł do tego budynku nic pozytywnego.


Odpowiedz
#33 (11.05.2016, 23:32 )
23 lata
studentka wychowania fizycznego
175 cm
gotowa na nowy związek

Kathleen często kręciła się po centrum miasta. Uczęszczała na zajęcia, a uczelnia znajdowała się w centrum, tu najczęściej też spotykała się ze znajomymi i najlepiej spędzało jej się wolny czas, odkąd jesień rozkwitła na dobre i dalekie spacery za miasto przestały być taką atrakcją jak podczas ciepłego lata. Często w takich jesiennych czy wiosennych dniach, w niepogodzie wybierała się na miasto z Michelle czy z innymi przyjaciółkami i razem buszowały po sklepach, spędzały czas w kawiarniach czy innych lubianych przez nie lokalach i plotkowały radośnie. Tak, Kathleen często spotykała się z brunetką i bardzo ją lubiła. Nie miała pojęcia, że Michelel skrywa drugą, gorszą naturę, bo poza domem wydawała się wspaniałą osóbką... choć straszliwie szastała pieniędzmi, co ciemnoskóra zauważyła już dawno, dawno temu i ciągle narzekała na Jamesa, dopatrując się w nim tak licznych wad, że czasem Kathleen nie mogła jej uwierzyć. Co prawda prawie nie znała tego człowieka i mogła nie wiedzieć o wielu jego ukrytych przywarach, ale wydawało jej się mimo wszystko, że więcej w opowieściach Michelle jest bujnej wyobraźni niż prawdziwej winy jej męża. Ale lubiła Miśkę, ufała jej i kiedy dowiedziała się o rozwodzie, była w ciężkim szoku. Michelle pewnego wieczoru zadzwoniła do niej zapłakana i oznajmiła, że James wyrzucił ją z domu. Opowiedziała też o jego licznych zdradach, kochankach, awanturach, w których James poniżał ją i bił oraz wielu innych paskudnych jego występkach. A co zrobiła Kathleen? Uwierzyła Miśce, bo czemu miała uważać, że jej przyjaciółka kłamie? Mimo wszystko była czujna po wielu narzekaniach Michelle na swojego męża, więc zezłościła się na muzyka, ale wciąż starała się trzymać dystans i miała nadzieję, że uda jej się dowiedzieć czegoś więcej o prawdziwych wydarzeniach w domu Moore'ów.
Dlatego gdy akurat szła ulicą i zauważyła w oddali tą bardzo wysoką, charakterystyczną postać, postanowiła zaczepić bruneta i zapytać o to, co się właściwie stało w ich domu. Chciała poznać jego punkt widzenia, to naturalne w takiej sytuacji. Do Michelle po tamtej rozmowie nie mogła się dodzwonić i nie była była na bieżąco.
- James, zaczekaj! - zawołała za nim i przyspieszyła kroku, aby dogonić bruneta, który szedł tak energicznie, że szybko znikał jej z pola widzenia. Ominęła kilka osób które miała na drodze i po chwili pojawiła się dużo bliżej bruneta. Nie uśmiechnęła się na powitanie, co jak na nią było dość nietypowe... nie wiedziała jak traktować teraz tego człowieka, czy wierzyć Michelle czy nie? Była niepewna, ale i tak po tym wszystkim na widok tego mężczyzny trochę spochmurniała. - Cześć, James.
Popatrzyła na niego wyczekująco. Nie spodziewała się, że wyczyta z jej myśli czego od niego chce i zacznie tłumaczyc sytuację z Michelle, ale oczekiwała na jakąś reakcję. On wiedział, że przyjaźniła sie z Miśką, więc jak na nią zareaguje?



Odpowiedz
#34 (11.05.2016, 23:32 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Szedł szybko, w oczywistym dla każdego mijającego go przechodnia pośpiechu - wystarczyło spojrzeć na niego i przyjrzeć się obranemu przez bruneta tempu, by zauważyć, e bardzo się gdzieś spieszy. Na ważne spotkanie? Do ukochanej osoby, z którą pragnie spędzić każdą wolną chwilę? Och, niestety, prawda była znacznie prostsza, a zarazem bardzo przykra dla Jamesa, który coraz gorzej radził sobie z własnymi problemami - spieszył się do domu, do znienawidzonych murów, na widok których chciało mu się wymiotować, do mebli, ścian, podłóg i wystroju wnętrz napawających go odrazą, bo przynoszących wspomnienia Michelle. Nie znosił tego miejsca i miał wrażenie, że dusi się w nim, ale jednocześnie, niczym w jakimś chorym, wyniszczającym paradoksie James nie miał siły uciec z tego potwornego domu, by gdzieś dalej poczuć się lepiej. To było jedyne miejsce, w którym mógł cieszyć się jako-takim spokojem. Zamykał się w sypialni, której nienawidził całym sercem, skrywał się pod kołdrą w tym obrzydliwym łóżku, w którym setki nocy spędziła jego wstrętna żona i tak usiłował odpocząć, nabrać wreszcie chęci do życia... po prostu poczuć się lepiej. Tylko jak miało się to udać, skoro w tym domu wszystko - od koloru ścian po wystrój wnętrz - przygnębiało go bardziej niż cokolwiek innego? Wcześniej dom jawił się jako oaza, to ciepłe, radosne dzięki dzieciom miejsce, w którym James mógł zapomnieć choć na chwilę od przytłaczających go problemów... ale tak było, zanim na jaw wyszły wszystkie obrzydlistwa autorstwa jego żony. Teraz? Teraz cały dom mu się z nią kojarzył, a James nie miał pojęcia, co powinien z tym zrobić. Remont? Przeprowadzka? Te rozwiązania byłyby jedynym ratunkiem w tej chwili, ale co z tego, skoro James zupełnie nie miał na nie siły? On każdego ranka z wielkim trudem zmuszał się do wyjścia z łóżka, by zająć się dziećmi, a w takim stanie o podejmowaniu poważniejszych inicjatyw nie ma nawet mowy. To było błędne koło: skojarzenia związane z domem odbierały mu reszty energii życiowej, brak energii życiowej zaś powodował niemożność zmiany miejsca zamieszkania. Czy kiedykolwiek uda się przerwać to krążenie w kółko? Cóż, zapewne tak, gdy Jamesowi braknie na to sił - tylko nie wiadomo, co wówczas zrobi, bo bliżej mu było kolejnej próby samobójczej niż zmobilizowania się i znalezienia nowego domu.
Cieszył się, że Yellowlair Oats nie jest wielkim miastem i ma w nim spokój od fanów. Czasem zdarzały się osoby, które go rozpoznawały, zwłaszcza w okresie turystycznym, czyli wakacyjnym, kiedy mnóstwo ludzi przyjeżdżało do tego urokliwego miasteczka w poszukiwaniu wakacyjnej przygody, niemniej na co dzień chudzielec miał raczej spokój, gdy wychodził tu na ulicę, nawet w centrum miasta. Choćby dziś - zainteresowanie jego osobą kończyło się na kilku osobach, które przystanęły, by odprowadzić go wzrokiem i szepcie dwóch młodych dziewcząt, doskonale przez muzyka słyszanym: "patrz, to James Moore...". Brunet już miał nadzieję, że tak pozostanie i w świętym spokoju przyjdzie mu dotrzeć do domu, ale niestety. Życie nie było dla niego łaskawe, jak zwykle. James usłyszał za plecami wołanie, głos znajomy, ale nie od razu go skojarzył. Zatrzymał się więc i obejrzał w poszukiwaniu wołającej go osoby, a na widok zmierzającej ku niemu Kathleen z jego gardła wyrwało się pełne niezadowolenia westchnienie. Do jasnej cholery, tylko nie ona! W zasadzie ta dziewczyna była mu obojętna. Ładna Murzynka, z którą Harry Styles pojawił się na jego ślubie - choć ślub przeobraził się teraz w zdecydowanie negatywne wspomnienie, do tej panny James nic by nie miał... cóż, gdyby nie wiedział, że przyjaźni się ona z Michelle. Wokalista nie śledził swojej żony (co okazało się poważnym błędem), ale mniej więcej wiedział, z kim się ona spotyka, kto należy do jej grona znajomych - Kathleen znajdowała się w jego ścisłym centrum i często bywała jej towarzyszką w zakupowych szaleństwach czy koleżanką do ploteczek. Z tego powodu zobaczenie jej teraz nie było dla Jamesa niczym przyjemnym. Dlaczego akurat ona, do cholery?! I czego mogła od niego chcieć?
- Cześć - odparł chłodno, nie ukrywając, że nie ma najmniejszej ochoty na pogaduszki akurat z nią. Dodał pospiesznie, by dobitniej to zasygnalizować. - Czego chcesz? Nie mam czasu na pogaduszki.
Spodziewał się, że musi chodzić o Michelle, bo o co innego? Jego dotychczasowy kontakt z Kathleen kończył się na 'cześć' rzuconym sobie na ulicy, gdy mijali się od czasu do czasu. Nigdy dotąd nawet nie rozmawiali, a teraz zaczepiła go tak nagle - to musiał być efekt rozmowy z jego małżonką. Czyżby żaliła się Kathleen, że rozpadł się ich związek? Żałosne.


Odpowiedz
#35 (11.05.2016, 23:32 )
23 lata
studentka wychowania fizycznego
175 cm
gotowa na nowy związek

Kathleen nie mogła niestety mieć pojęcia o tym wszystkim co zrobiła Michelle, bo jej brunetka przez całe zycie dawała się pozna jako wspaniała kobieta, która dba o swoją rodzinę, kocha ją i jest przemiła, choć czasem faktycznie dość rozrzutna. A nawet przerażająco rozrzutna. Ta rozrzutność to było jedyne, na co Kathleen mogła zwrócić uwagę brunetce uznawanej za swoją przyjaciółkę. Chociaż po zastanowieniu mogłaby również doczepić się tego, że Michelle na każdym spotkaniu od dłuższego czasu ciągle narzekała na Jamesa i dopatrywała się w nim naprawdę dziwnych wad, o które Kath by tego człowieka nie podejrzewała. Co prawda nie znała go za dobrze, a właściwie to prawie wcale i pierwsze wrażenie, jakie na niej zrobił, to było przeczucie, że jest człowiekiem surowym, ale zasadniczym i na pewno żadnej kobiety by nie krzywdził, ani psychicznie ani fizycznie, jak to przedstawiała Michelle... Ale w gruncie rzeczy wcale go nie znała, więc mimo mieszanych uczuć skłaniała się ku opowieściom brunetki, bo co innego mogła zrobić? Była jej przyjaciółką, trzeba było wierzyć w jej słowa. Każdy człowiek tak by postępował, bo nie miał możliwości wysłuchania drugiej strony i wyciągnięcia własnych wniosków. Nie podobało jej się również to, że odkąd tak świetnie im się powodziło finansowo, straszliwie wywyższała się ponad innych, ale to już zupełnie inna historia.
Murzynka patrzyła na bruneta dość groźnym wzrokiem już od początku, ale jego nerwowa reakcja tylko podburzyła jej negatywne emocje wobec jego osoby. Teraz, po tych wszystkich głupstwach, które brunetka nakładła jej do głowy, Kathleen była w stosunku do niego potwornie źle nastawiona i widziała go z samych złych stron. Ale to naturalne... Michelle umiała świetnie manipulować, czego najlepszym dowodem było to, że przez długi czas rządziła kimś takim jak James. Swoje przyjaciółki i bliskie znajome też trzymała w garści, przynajmniej na razie. Kłamstwo ma krótkie nogi i prędzej czy później się wydaje... na Michelle też przyjdzie czas. Ale nie teraz.
- O, jak milutko na dzień dobry! - fuknęła na powitanie. Nie chciała z nim długo rozmawiać, bo nie miała nawet ochoty na niego patrzeć, na to jego lodowate spojrzenie i wstrętną pewność siebie wypisaną na chudej twarzy. I pomyśleć, że on jej się kiedyś podobał! Dobrze, że nie wpakowała się jak Michelle, bo teraz pewnie nieźle by cierpiała... Planując więc szybko zakończyć tą rozmowę, nie owijała w bawełnę. - Co zrobiłeś Michelle?!
Spodziewała się, że James wszystkiemu zaprzeczy i się zezłości, co byłoby dla niej dowodem, że on naprawdę to wszystko zrobił. Ktoś, kogo dotykają nieprawdziwe zarzuty, nie wścieka się od razu. No, przynajmniej Kathleen tak sądziła, troszeczkę podjudzona przez Michelle.



Odpowiedz
#36 (11.05.2016, 23:32 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

James mógł się spodziewać, że Kathleen będzie chodziło o Michelle, bo o cóż innego? Prawie się nie znali i nie było prawdopodobne, by ciemnoskóra zechciała zaczepić go i gonić przez pół tego cholernego deptaka tylko po to, żeby porozmawiać z nim o pogodzie lub poprowadzić jakąś inną bezcelową konwersację, o której oboje zapomną po kilku minutach. Nie, to na pewno nie chodziło oto. Nie wiedzieć czemu, znajome Michelle raczej go omijały - chudzielec nie rozumiał, skąd ich stronienie od jego osoby, ale zapewne gdyby dłużej porozmawiał z Kathleen, to prawda by wyszła na jaw. Jego ukochana żoneczka zwyczajnie wciskała wszystkich swoim znajomym kłamstwa na jego temat, o czym nieszczęsny James nie mógł mieć nawet pojęcia, bo nigdy by mu to nie przyszło do głowy. Cóż takiego mogła na jego temat rozpowiadać? Że ją zdradza? Och, z pewnością, w końcu to sztandarowa wina każdego faceta, którego chce się oczernić! W jego przypadku do tego bardzo prawdopodobna, bo nie dało się ukryć, iż James na okrągło obracał się pośród wielu kobiet, nierzadko pięknych i pragnących zaciągnąć go do łóżka, jak rzesze fanek spotykane na koncertach czy na spotkaniach z grupami fanowskimi. W jego przypadku łatwo było komuś wcisnąć, że znalazł dogodną okazję na zdradzenie żony, co zresztą Michelle usiłowała mu wmówić przez długi czas. Owszem, teraz już brunet nie był z nią szczery, ale wynikało to z zakończenia ich relacji, bo dopóki uważał związek z Miśką za żywy, nigdy nawet nie przyszło mu do głowy, by ją zdradzić. No... może przyszło, ale nie zdarzyło mu się swej myśli przeistoczyć w żaden niegodny czyn i opowiadanie koleżankom o zdradach Jamesa było w tym momencie zwyczajnym pomówieniem. Cóż innego mogła jeszcze rozpowiadać, może że źle ją traktował, nie dawał jej pieniędzy, awanturował się? A może nawet bił? To wszystko brzmiało od początku do końca jak kompletny absurd, ale niestety - teraz, po ostatnich odkryciach poczynionych przez Roxanne, James wiedział, że po tej kobiecie może spodziewać się wszystkiego. Zabawne, znał ją od trzech lat, a w związku byli od dwóch i pół roku... i okazało się, że żył pod jednym dachem z kimś, kogo w ogóle nie znał. Było to gorzkie, bardzo gorzkie odkrycie. I bolesne.
Wokalista popatrzył na Kathleen uważnie, gdy zwróciła uwagę na nieprzyjemne powitanie. Może faktycznie zbyt ostro się odezwał... Niemniej widok przyjaciółeczki jego żony od razu wytrącił go z równowagi i to winno być całkiem zrozumiałe w przypadku kogoś, kto został tak skrzywdzony, jak James. Przemknęło mu nawet przez myśl, że należy przeprosić Kathleen za swoją gwałtowność, ale zapomniał o tym pomyśle bardzo szybko - kiedy tylko Murzynka naskoczyła na niego z jakimś chorym pytaniem. Co on jej zrobił?! Do jasnej cholery, co ona mu zrobiła!
- Ja jej?! JA?! Ty chyba kompletnie zwariowałaś, dziewczyno! Ja nie mam pojęcia, o czym ty mówisz! - warknął, niezauważenie podnosząc głos. Emocje szybko zawładnęły zachowaniem chudzielca. - JA jej NIC nie zrobiłem, łapiesz? Nic, nigdy! Lepiej zainteresuj się tym, co ta twoja przyjaciółeczka zrobiła mnie!
Patrzył na nią płonącym od złości wzrokiem. Tak, od razu się zdenerwował i nie miało to powodu w jakiejś jego nieistniejącej winie, tylko w nerwach, które wywoływała w nim Michelle. James znajdował się na skraju wytrzymałości i każda wzmianka na temat byłej żony, szczególnie wypowiedziana takim tonem, jak ten, którym uraczyła go Kathleen, działała na niego niczym płachta na byka.
Dodatkową wściekłość wzbudziło w nim to, że Michelle najwyraźniej rozpowiadała jakieś bajeczki na jego temat. Oczywiście, mógł się tego spodziewać... niemniej poczuł się z tego powodu cholernie dotknięty. Kto wie, z jakimi bredniami będzie zmuszony zmierzyć się przez nią? Jakimi kłamstwami nakarmiła już ich wspólnych znajomych? Była przecież zupełnie nieobliczalna, mogła posunąć się do wszystkiego. Do teraz James pamiętał jej sugestię, że jego zainteresowanie Mary i Maijsą nie jest normalne. A skoro w jej głowie lęgły się takie pomysły... strach się nie bać.


Odpowiedz
#37 (11.05.2016, 23:32 )
23 lata
studentka wychowania fizycznego
175 cm
gotowa na nowy związek

Kathleen spodziewała się właśnie mniej więcej takiej reakcji. James był człowiekiem nerwowym, a nawet cholerycznym, wybuchowym oraz agresywnym, bo tak go przedstawiała Michelle i chociaż Kath na początku w to nie wierzyła, to teraz gdy na niego patrzyła, mogła jedynie utwierdzić się w tym kretyńskim przekonaniu, że brunetka mówiła jej szczerą prawdę na temat swojego męża. Myślała błędnie, ale nie mogła tego wiedzieć, bo nie znała Jamesa wystarczająco dobrze, aby poznać jego faktyczne zachowania czy sposób odnoszenia się do żony. Gdyby znała go lepiej, na pewno by się nie dała tak zmanipulować, ale co ona mogła zrobić, kiedy widziała go na żywo w zasadzie tylko na weselu z Michelle? Później Kathleen często bywała w ich domu na babskie spotkania, ale Jamesa nigdy nie było, bo ciągle koncertował albo siedział w radiu, nie z żoną. Tak więc ciemnoskóra nie miała okazji, aby przekonać się jak jest naprawdę w ich domu i w jaki sposób James odnosi się do Michelle. Trochę jej nie wierzyła mimo wszystko, ale ta jego nerwowa reakcja tak na dzień dobry... To było dla Kathleen mocno zastanawiające.
- Jak to co zrobiła? Czujesz się dotknięty, bo uciekła spod twojego tyrańskiego buta?! Uciekła, bo nie mogła wytrzymać życia z takim potworem i wcale jej się nie dziwię! Dawno jej mówiłam, żeby cię zostawiła, bo jesteś skończonym bydlakiem, który tylko będzie ją niszczył! - odpowiedziała i nie przejmowała się tym, że stoją na środku ulicy, a ich podniesione głosy docierają do uszu różnych przypadkowych ludzi. Poniosły ją nerwy, a to, że byli wśród tłumu przechodniów tylko dodało jej pewności siebie. Kathleen nasłuchała się takich rzeczy od Michelle, że bałaby się podskoczyć temu człowiekowi będąc sam na sam. Słyszała, że James jest agresywny i w dodatku to damski bokser... Ale przy tumie ludzi na pewno by się nie odważył zrobić jej krzywdę, więc mogła smiało mówić wszystko co jej siedziało w głowie i chciała z siebie wyrzucić. Niech Moore wie, że wszyscy z otoczenia Michelle wiedzą jakim jest potworem! Maskował się przez lata, ale w końcu się wydało jakim jest skończonym gnojem. Prawda powoli wychodziła na jaw. Ona już wiedziała i na pewno z czasem rozejdzie się to po wszystkich znajomych. Każdy powinien w końcu wiedzieć, jaki potwór jest z Jamesa i Kathleen miała zamiar oczywiście pomóc Michelle w rozprzestrzenieniu się tej "wiedzy" na temat znanego wokalisty, za którym wszyscy przepadali. - Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię! Urządziłeś jej prawdziwe piekło na ziemi i teraz jeszcze próbujesz zrobić z siebie niewinną ofiarę, to żałosne!
Z trudem się powstrzymywała, żeby mu nie przywalić, gdy przypominała sobie płacz Michelle, jej roztrzęsiony głos w słuchawce telefonu i wyznania o tym, jak James ją dręczył i poniżał. Od tego wszystkiego było jej niedobrze, jak na niego patrzyła. Na pewno z czasem dotrze do niej, że Michelle bezczelnie kłamała, aby wybielić swój wizerunek, ale do tego było jeszcze daleko... skąd mogła wiedzieć, co jest prawdą, a co nie? Nie znała jeszcze wersji Jamesa, a Miśka była jej przyjaciółką, więc Kathleen w pierwszej kolejności wierzyła jej, to oczywiste. Została zmanipulowana przez prawdziwą mistrzynię i na pewno nie ona jedna stała się ofiarą sprytnej brunetki.



Odpowiedz
#38 (11.05.2016, 23:33 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

James nie miał zielonego pojęcia, o co może chodzić Kathleen, kiedy go zaczepiła - domyślał się jedynie ogólnego powodu, jakim była Michelle i zapewne jakieś kłamstwa na jego temat, które teraz namiętnie sprzedawała wszystkim dookoła, ale nie mógł niestety domyślić się, jak daleko w swoich zmyślonych bajeczkach o nim się posunęła... zdawał sobie sprawę, że będzie to coś mocnego, bo poznał już możliwości jej chorej, negatywnie wykorzystywanej wyobraźni, niemniej nie mógł się domyślić, że brunetka będzie go posądzać o więcej niż zdradę i dwulicowość, że posunie się do rozpowiadania wszystkim znajomym, iż przeszła katusze psychiczne oraz fizyczne u boku człowieka, który ją udręczał, znęcał się psychicznie nad biedną, jakże niewinną i oddaną mu Michelle, usiłował nią rządzić, był agresywny i niejednokrotnie robił jej awantury, w których nie bał się podnieść na nią rękę. To wszystko to był potworny stek bzdur, który dalece mijał się z rzeczywistością, James bowiem mimo swojej cholernycznego natury oraz skłonności do rządzenia miał ogromny szacunek do kobiet, a w szczególności, do tej, z którą wiązał swoje życie - przecież skoro jej się oświadczył, ożenił się z nią i wiernie trwał u jej boku, to musiało oznaczać, że darzy ją szczególnym uczuciem, do cholery! Zresztą na początku związku, dopóki Michelle jeszcze grała normalną, okazywał jej to na każdym kroku i tego zakochanego, wpatrzonego w swoją ukochaną żonę Jamesa poznali wszyscy bliscy czy dalsi znajomi. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że mu na niej zależało i skrzywdzenie brunetki w jakikolwiek sposób w jego przypadku broń Boże nie wchodzi w rachubę. Kathleen również miała okazję go takiego widzieć i nie powinna wątpić w jego niewinność. Ale czego on się spodziewał po kimś, kto przyjaźnił się z Michelle? Zapewne ta sprytna suka zmanipulowała ciemnoskórą tak samo, jak przez lata manipulowała nim, była w tym w końcu niezrównaną mistrzynią, a na niekorzyść Jamesa działała ogólna opinia, że jest człowiekiem nerwowym oraz świetny z niego aktor. Wszyscy o tym wiedzieli i łatwo było przy takich ogólnie znanych jego cechach wyrobić sobie obraz Jamesa jako człowieka o dwóch twarzach: osoby w towarzystwie będącej uosobieniem szacunku i miłości do ukochanej osoby, ciepłej i łagodnej niczym anioł, a sam na sam z Michelle przeobrażającej się w apodyktycznego agresora i przy tym damskiego boksera.
Ale cokolwiek Michelle nakładła Kathleen do głowy i jakkolwiek bardzo James mógłby ją zrozumieć i współczuć jej w tej sytuacji, to teraz, kiedy jego cierpliwość i wytrzymało psychiczna były wystawiane na coraz to cięższe próby, chudzielec ani nie rozumiał Murzynki, ani nie próbował współczuć jej, że jest w tym momencie niczym owieczka ochoczo podążająca za człowiekiem prosto na rzeź. Wściekł się natychmiast, choć jeszcze nie wiedział, co dokładnie Michelle opowiadała swojej wiernej przyjaciółeczce - w zasadzie na razie nie miał żadnego powodu do złości.
- PIEKŁO NA ZIEMI?! - ryknął wściekle w reakcji na jej podniesiony ton. Chuda twarz stężała mu w groźnym grymasie, a lodowate spojrzenie utknęło dokładnie na ciemnych oczach Kathleen. To był wzrok, który miał prawo wywołać dreszczyk niepokoju, szczególnie w połączeniu z potężnym, głębokim basem, jakim James właśnie przemówił. - CO TY PIEPRZYSZ?!
Z jednej strony miał ochotę uciąć tę rozmowę natychmiast, by dalej się nie denerwować, obrócić się na pięcie i odejść stąd jak najszybciej i to z pewnością byłoby w tym momencie najlepsze, co brunet mógł zrobić, aby oszczędzić sobie złości i przechodniom niemiłego przedstawienia. Z drugiej jednak strony chciał się dowiedzieć, co to za rewelacje na jego temat rozpowiada dookoła Michelle, bo przecież musiał się prędzej czy później skonfrontować z kłamstwami cholernej żonki. Lepiej było prędzej, by jak najszybciej przygotować sobie jakąś linię obrony lub postarać się zdusić te plotki w zarodku, choć na to drugie zapewne nie było juz żadnych szans. James stał więc na środku chodnika, mijany przez przypadkowych przechodniów, którzy rzucali jemu i Kathleen niespokojne, choć zaciekawione spojrzenia. Oczywiście oboje szybko stali się atrakcją ruchliwej, acz spokojnej ulicy głównej. Że też ta idiotka musiała dopaść go w najbardziej uczęszczanym przez ludzi miejscu i narobić takiego wstydu...


Odpowiedz
#39 (11.05.2016, 23:33 )
23 lata
studentka wychowania fizycznego
175 cm
gotowa na nowy związek

Kathleen tak normalnie, w spotkaniu z Jamesem w cztery oczy pewnie by się bała go prowokować, bo nie ma co ukrywać, brunet robił duże wrażenie, nie tylko się podobał, ale też wzbudzał jakiś respekt swoją osobą i tak o, normalnie ciemnoskóra na pewno by na niego nie napadła z tego typu pretensjami, bo by się bała, nawet jeśli to miałby być strach nieuzasadniony i zupełnie absurdalny. Ale teraz nie dbała o głupie odczucia względem Jamesa, poza tym wokół niej było mnóstwo ludzi i gdyby nawet ten postanowił wyskoczyć z jakimś nieprzemyślanym ruchem (a przecież to było możliwe zdaniem Kathleen, bo dziewczyna po opowieściach Michelle była świecie przekonana, że James to damski bokser), to znajdowało się wokół nich mnóstwo ludzi i ktoś by im pomógł, zresztą on pewnie nie chciał się narażać na problemy z tłumem gapiów, więc by się na to nie odważył. Lecz mimo świadomości bezpieczeństwa Murzynka wzdrygnęła się, kiedy James krzyknął i popatrzyła na niego trochę mniej pewnie, chociaż nadal z głęboką złością w oczach. Złością, a nawet nienawiścią, bo po tym co usłyszała miała ochotę go udusić. Skończone bydlę, nie powinno nawet chodzić po ulicach!
- Jesteś chorym wariatem, jeśli myślisz, że ktoś się na to jeszcze nabierze i uwierzy ci, że to ty w związku z Michelle byłeś pokrzywdzony... haha, związku! Raczej w niewolnictwie, bo to, co z nią zrobiłeś przechodzi ludzkie pojęcie! - krzyczała. Też miała gdzieś, że inni ludzie to usłyszą, ale może to nawet lepiej? Przynajmniej trochę osób przekona się jaki jest naprawdę ten wspaniały, znany James Moore, którego obecnością w Yellowlair Oats szczycili się mieszkańcy tego miasta. To zwykły skurwiel, który urządził swojej własnej żonie najgorsze piekło. - Zdradzałeś ją, przychodziłeś do domu pijany, awanturowałeś się, gwałciłeś, biłeś! Myślisz, że nie opowiadała innym o piekle, które jej urządziłeś?! Myślisz, że nie dzwoniła, nie płakała?! Że nie opowiadała, jaka ciągle była pobita, jak żyła w strachu?! Ona nie spała po nocach ze strachu, gdy miałeś wrócić do domu z trasy!
Gdy wyrzuciła z siebie złość w tych krzykach, odetchnęła i znowu się odezwała, chociaż tym razem ciszej.
- Bardzo dobrze zrobiła, że od ciebie uciekła - powiedziała. - Inaczej zniszczyłbyś ją do końca.
Od dawna Kathleen nie czuła tak ogromnej wściekłości jak teraz. Była rozwścieczona, kiedy rozstali się z Harrym, zła na cały świat, ale to był nic porównując z tym, co czułą w tym momencie do Jamesa, jaką wściekłość. Michelle była jej przyjaciółką i kiedy Kath słyszała o tak potwornej krzywdzie tej dziewczyny, to aż się w niej gotowało.



Odpowiedz
#40 (11.05.2016, 23:33 )
27 lat
śpiewa, komponuje i truje w radiu
195 cm
dawno temu serce skradła mu Elena

Michelle była nieobliczalną, ale wyrachowaną suką, która potrafiła namieszać wszędzie, gdzie tylko się pojawiła - to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Stać ją na wszystko i nie posunie się nawet przed najgorszymi zachowaniami, byle tylko osiągnąć swoje i uprzykrzyć życie Jamesowi - w to również brunet od dawna już nie wątpił, szczególnie od dnia, w którym zasugerowała mu rzekomo niezdrowe przywiązanie do dziewczynek, dając mu wcale niesubtelną aluzję, że może mieć pedofilskie skłonności, co wówczas dotknęło go do głębi, ale zarazem dało prawdziwy obraz jego własnej żony, niezafałszowany już próbami przymykania oka na jej wybryki, a James to oko przymykał przez wiele długich miesięcy i usiłował oszukiwać samego siebie. Tak, było ją stać na wszystko i wokalista winien być tego w pełni świadomy...
Ale gdy usłyszał ten stek bzdur wypływający z ust Kathleen, zupełnie go zamurowało. Wielu, bardzo wielu kłamstw się spodziewał, ale... cholera jasna, nie takich! Sądził, że wszyscy znajomi niebawem będą plotkować o jego rzekomych licznych romansach, zważywszy na homoseksualne ciągotki Michelle chudzielec uważał również, że jego małżonka będzie wmawiać innym, iż widywała Jamesa z mężczyznami, bo było to w pewnym sensie oczywiste, łatwo ze swoimi upodobaniami mogła wpaść na taki pomysł - było jej do tego niedaleko. Ale... bicie, gwałty? Na litość boską, skąd jej te wszystkie brednie przyszły do głowy! To była ostra przesada, ale zarazem przejaw wielkiej bezmyślności jego (jeszcze na razie) żony - im poważniejsze zarzuty i gorsze kłamstwa, tym łatwiej udowodnić im nieprawdziwość, obalić je suchymi, czystymi faktami. Ten chory brak umiaru w oskarżaniu Jamesa o nieistniejące brednie był dla Jamesa zdumiewający i od złości zawrzała w jego szczupłym ciele krew, kiedy o tym usłyszał, ale z drugiej strony dawał mu szansę na łatwą obronę. Trudniej by było udowodnić Miśce kłamstwa, gdyby zarzuciła Jamesowi jedynie brak wierności.. w tym momencie, jeżeli Kathleen niczego nie podkoloryzowała, w co James szczerze wątpił, to dochodziły do owej rzekomej niewierności jeszcze inne nieistniejące występki bruneta, których prawdziwość bardzo łatwo będzie obnażyć - choćby przepytując dzieci czy biorąc na świadków kogokolwiek z otoczenia Jamesa, bo przecież wszyscy wiedzieli, jak brunet szanuje swoją żonę i jak o nią dba. Tak, Michelle w tym momencie strzelała sobie w kolano - była bezmyślną idiotką, która dawała rządzić negatywnym emocjom. Powinna doskonale wiedzieć, że tak daleko posunięte oszczerstwa zawsze źle się kończą, przecież całkiem niedawno mogła się o tym przekonać na przykładzie Raluci i Loredany Minulescu, które nakłamały tak, że skończył bardzo marnie. I co, to jej nie nauczyło nawet odrobiny ostrożności?!
Bezmyślna suka. Ale to punkt dla Jamesa.
niemniej jednak teraz jego myśli nie skupiały się na korzyściach, jakie mogły płynąć z braku hamulców, który Michelle miała w kwestii rzucanych na Jamesa bredni. Te kalumnie tak mocno zadziałały na niego emocje, tak go zdumiały i zarazem dotknęły, że chudzielec jakby niespodziewanie stracił na swej buńczuczności, z którą jeszcze przed chwilą warczał na Murzynkę. Teraz tylko patrzył na Kathleen ze zdumieniem w ciemnych oczach - nawet nie tliły się już w nich te charakterystyczne ogniki złości, których ciemnoskóra mogła się jeszcze przed momentem wystraszyć. James był w szoku. I ten szok był niczym nieprzeparty mur, na którym rozbiła się poruszająca jego ciałem agresja. Nerwy zniknęły, podniesiony głos również, mowa ciała stała się mniej gwałtowna... jeśli o jakiejś można mówić. Wokalista stał jak wryty, niczym wyjątkowo wysoki i chudy posąg i tylko patrzył na Kathleen tym zaskoczonym wzrokiem - i tak przez dobrą minutę, mimo że dziewczyna skończyła mówić.
W końcu ściągnął brwi, jakby usiłował sobie poukładać te informacje w głowie - ale nijak mu się to udawało. To się w głowie nie mieściło!
- Zaraz... że... co? Że niby ja ją... biłem, gwałciłem, awanturowałem się? - wydukał w końcu, wciąż z tym głębokim zaskoczeniem, ale też i niedowierzaniem w głosie. - I ty uwierzyłaś w te brednie?
Nie chciało mu się już nawet krzyczeć. Było mu potwornie wstyd, że wielu przypadkowych ludzi na ulicy słyszało ich wrzaski oraz te niestworzone zarzuty pod jego adresem, do tego pomimo głębokiej nienawiści do Michelle i wściekłości, jaka go ogarniała na myśl o tej suce, nagle odechciało mu się kłótni i awantur. Te brednie... to dla niego za wiele.


Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości