witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Pets Corner

#21 (02.11.2018, 00:59 )

Nie mógł zaprzeczyć, że taki obrót spraw dotąd nigdy mu się nie zdarzył. Konkretniej - nie aż tak. Kilka razy przytrafiały mu się kobiety, zainteresowane jego osobą, nie chcące rozwinąć relacji na poziomie przyjacielskim. Liczyły na coś więcej i zarazem nie chcąc przy tym większego angażu. Wówczas, gdy tylko dawał im jasno do zrozumienia, że nie jest w najmniejszym stopniu chętny, odpuszczały, często z głupim, czy nawet obraźliwym, komentarzem. Nic dziwnego, nienapalony samiec - istota  zasługująca ze strony podnieconej laski na opryskliwą wzmiankę. Na szczęście do takich sytuacji dochodziło praktycznie w znikomej ilości, więc nie musiał denerwować kobiet swoim brakiem zainteresowania. Myślał że Mad również szybko odpuści, widząc że nie ma żadnych szans na zmianę jego zdania. Jednak nie, na jego nieszczęście brnęła dalej. Pewnie zastanawiał się co w nim samym sprawiało, że jednak nie oddaliła się. Podobają jej się tacy faceci trzymający wszystkich na dystansie? A może nie chodzi o sposób bycia, tylko o wygląd? Chociaż w tym przypadku odgrywa w dużej mierze gust, a oceniać samego siebie pod kątem  “poziomu przystojności” nie będzie. Nie byłoby to sprawiedliwe. Nawet dla niego. Na pewno zaniżył by swój werdykt, uważając siebie za paskudnego człowieka z długimi włosami z poniszczonymi końcówkami i z dość okazałym zarostem. Nie ma to jak dokopywać siebie samego, w zasadzie już leżącego. 
- Nie jesteś w moim typie, zabierz tę rękę - odparł, wyrzucając z siebie wypowiedź jaka pierwsza nasunęła mu się na język, zachowując przy tym wydźwięk stanowczości a nawet zniecierpliwienia w głosie. Rzucił przy tym krótkie spojrzenie na dłoń Madeleine, zaciskaną przez jego, by potem wrócić nim na jej lico, a jakżeby inaczej, nadal cycki pozostają ignorowane.  Pytanie wcześniejsze zignorował, jakby w ogóle nigdy nie zostało przez niego usłyszane czy przez nią kiedykolwiek zadane. Nie żeby bał się tego, że stróż porządku wyprosi ich ze sklepu, gdyby ruda jednak nie zechciała odpuścić tak łatwo. Prędzej bałby się tego co sobie ten człowiek potem będzie myślał. Owszem, mógł w jednym przypadku o zaistniałej sytuacji szybko zapomnieć, nie rozmyślając przy tym dłużej niż kilka sekund. A jeśli byłoby jednak inaczej? Jeśli już by sobie wyobrażał niestworzone historie, które powstałyby, gdyby tylko nie zareagował. Już nawet głupie, płytkie myślenie, że pewne para napaleńców nie mogła wytrzymać i już baraszkowała między półkami, wprawiłoby Fina w stan niepokoju. Dlatego dla dobra jego sumienia lepiej by do tego nie doszło. Cud, że jeszcze jeszcze żaden klient nie chciał przejść przez alejkę, w której się znajdowali. Wręcz przeciwnie, dziwnie świeciła pustkami. A może już kilka razy ktoś przechodził, tylko był tak skupiony na powstrzymaniu Mad przed kolejnym krokiem, że nie zauważył? Całkiem prawdopodobne. 
Chętnie by się od rudowłosej oddalił. Gdyby tylko miał możliwość. Znaczy się… miał. Mógł ją odepchnąć od siebie i szybko opuścić sklep (a kot w domu byłby niezadowolony, że zapasu kociej karmy właściciel nie zrobił), ale wiedział, że wyszedłby na życiową niedojdę i tchórza. Nie wyglądał raczej na takiego i wolałby swoją godność jednak zachować. Męska duma cholernie wszystko utrudniała. Wiele już zniósł, wytrzymał w swoim nędznym życiu, więc i teraz powinien dać radę. Przecież wiecznie nie będzie przy nim stać, czyż nie? Miał jednak świadomość, że bez wysyłania jasnych gestów szybko tego nie dokona. Tym razem Madeleine mogła odczuć mocniejszy i pewniejszy nacisk na swoim nadgarstku. Liczył na przewagę, przechylenie szali na jego stronę. Nie był przecież słabszy fizycznie od niej, mógł to wykorzystać, a nie dawać się z łatwością kobiecie. Dlatego też zaraz po zaciśnięciu dłoni, szarpnął nią na bok, prostując rękę i pozostawiając ją nadal w kącie ostrym w stosunku do swojego boku. Jednak nie zrobił tego tak, jakby chciał wyrwać jej rękę. Można powiedzieć, że w sposób wyważony. By poczuła, ale zarazem nie w bardzo bolesny sposób.
- Co chcesz osiągnąć? - spytał jeszcze, mając drugą rękę w gotowości, gdyby jednak chciała dokonać “ataku” drugą dłonią, wolną i nie będącą w uścisku jego. 


@Madeleine Summers
Odpowiedz
#22 (22.12.2018, 22:17 )
23 lata
tancerka erotyczna w Venus
170 cm
nic stałego

Madeleine doskonale zdawała sobie sprawę z przewagi fizycznej mężczyzny - w końcu naprawdę niewiele trzeba było, aby być silniejszym od pospolitej dziewczyny, której krzepa ogranicza się "tylko" do wiszenia na rurce, czyż nie? Tak czy owak był od niej wyższy, masywniejszy. I nawet jeśli wolny czas spędzał prędzej z puszką piwa w łapie, z kotami na kolanach i telewizorem przed twarzą niż biegając czy odwiedzając siłownię - z całą pewnością niewiele wysiłku kosztowałoby go wyrwanie się ze zdradzieckich pnączy rudowłosej kobiety. Summers wiedziała o tym chyba nawet lepiej, niż sam Fin, skoro dotąd jej nie uciekł. 
Słysząc, że nie jest w jego typie, uśmiechnęła się w duchu. Wiedziała o tym. W końcu od samego początku tej "znajomości" dawał jej to do zrozumienia. Nie wiedzieć czemu, ten stan rzeczy gdzieś tam ją śmieszył, rozweselał, napawał jakimś graniczącym z szaleństwem ubawem. Zupełnie, jakby czuła się górą. Jakby była królową chwili, chociaż przecież wydawać się powinno całkiem inaczej. Cóż, odrzucona walczyła w jakikolwiek sposób o to, by wyjść obronną ręką z tego spotkania - aczkolwiek jej definicja "wychodzenia obronną ręką" prawdopodobnie wymagała weryfikacji oraz przeredagowania. Kobiet się nie rozumie. Kobiety się albo kocha, albo nienawidzi. I choć Mad wolałaby opcję pierwszą, wyraźnie czyniła wszystko, by doskoczyć do tej drugiej. Lubiła wywoływać emocje. A im silniejsze oraz intensywniejsze - tym lepiej. Być może dlatego robiła wszystko, by ją zapamiętano, nie zawsze dobrze czy pozytywnie. Miłość, nienawiść - co za różnica, kiedy obie są wyjątkowo mocne, aczkolwiek leżą po przeciwnych szalach? 
- A co, uderzysz mnie jak tego nie zrobię? Zaczniesz krzyczeć?  - spytała półszeptem, dość zresztą prowokująco, próbując zakotwiczyć spojrzenie jasnoniebieskich oczu na ślepiach faceta, próbując pewnie doszukać się tam jakichkolwiek oznak zwątpienia czy zakłopotania. W końcu mogłaby poczuć, że zwyciężyła. Tylko problem w tym, iż nie miała pojęcia, o co tak naprawdę ta cała walka się toczy czy jaka miałaby być nagroda. Chyba tylko niedoprecyzowane poczucie satysfakcji oraz tryumfu. Niby niewiele, a jednak walczyła o to jak jaka głupia. Madeleine zdecydowanie nie zawsze działała racjonalnie tudzież sensownie.
Nie odpuszczała, modliszka jedna, ignorując kompletnie polecenie faceta. Chociaż ten bowiem brzmiał stanowczo i pewnie, Summers podejrzewała, czuła lub tylko podejrzewała i wydawało jej się, iż czuje, że wszystko to stanowi tylko maskę skrywającą bliskiego płaczu chłopczyka. Chciała być dla niego dobra, ba, mogłaby się nim nawet zaopiekować, dać dobrego trunku i ciepłej pościeli. A że ten pogardził jej dobrym sercem - niechaj teraz męczy się z mniej przyjemną częścią jej osobowości. Bywała zołzą, bywała mściwa, bywała złośliwa. Zwłaszcza, gdy nie dostawała tego, czego chciała. A Ragnar, jakby było tego mało, dość demonstracyjnie udowadniał, iż może o pewnych rzeczach jedynie pomarzyć. I chociaż z pewnością nikt wokół nawet nie zdawał sobie z tej sytuacji sprawy, sama Summers czuła się odrzucona, upokorzona; czuła, iż ktoś śmiał pomyślec o niej jako o nieatrakcyjnej szkapie. A tego się nie zapomina!
- Hmmm - wydała z siebie krótki pomruk, mający zapewne imitować zastanawianie się nad czymś bardzo zastanowienia wymagającym. Mocniejszy uścisk na jej nadgarstku nie wywierał wrażenia - a raczej takie pozory sprawiała dziewczyna, bo (ku niezadowoleniu faceta) uwielbiała mężczyzn, którzy kiedy trzeba potrafią pokazać, iż mają jaja. Nawet w niedosłowny sposób. Dominacja, siła, władczość... Cholera, przypomniało jej się, jak mocno ją podniecały. I jak mocno kręcił ją ten tutaj Ragnar, nie tak całkiem dawno temu. Czy mogła więc sobie pozwolić na kapitulację? - Powiedzmy, że lubię się droczyć z interesującymi ludźmi. Lubię szukać granic, z których sami nierzadko nie zdają sobie sprawy - wyparowała zatem, nieco mniej zadziornym tonem, nadal jednak uparcie nie cofnąwszy rąk. Przymrużyła delikatnie powieki, badawczo przyglądając się facjacie rozmówcy. - Jakaś część ciebie wciąż się broni. Człowiek to istota stadna, nieważne, jak bardzo byś się tego wypierał - mruknęła jeszcze tylko, zabierając ostatecznie rękę, ku uldze i zadowoleniu Ragnara. Na tym jednak się skończyło; nadal stała w tym samym miejscu i mu się przyglądała. Ucieknie w popłochu, czy oddali się z wymuszoną gracją? 

@"Ragnar B. B. Jarventaus"
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości