witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




The Cavern Pub

#31 (01.11.2018, 03:21 )
22 lata
rozglądam się
170 cm
wieczny uśmiech na twarzy

Na całe szczęście @Alexander Walker nie musiał obawiać się, że dziewczyna będzie o nim w podobny sposób myśleć. Może jeszcze kilka lat temu faktycznie obawiałaby się, iż jest zboczeńcem - wtedy jednak widziała takowego w każdym napotykanym facecie, lękała się ich i raczej unikała nie tylko sytuacji sam na sam, lecz kontaktów z facetami ogólnie. Mężczyzna znajdujący się za barem wydawał się Lithium sympatycznym facetem, może faktycznie przez moment dopuściła do siebie myśl, że jest nieco nieśmiały, nie odnajduje się w relacjach damsko-męskich czy też jest gejem. Z pewnością żaden z tych powodów nie byłby dostatecznie dobrym, by brunetka jakkolwiek dyskryminowała barmana. W końcu było to na swój sposób urocze i zdaniem dziewczyny wcale męskości Alexowi nie odbierało. Zresztą... Cóż, Cammy miała dobre serce i ciężko było jej o kimkolwiek źle pomyśleć, postrzegać kogokolwiek przez pryzmat tego, czy się zająkał, czy też z daleka emanował pewnością siebie. Nie lubiła oceniania po pozorach - starała się więc tego nie robić. Wiadomo, że wyrabianie sobie opinii od pierwszego wejrzenia jest procesem nieuniknionym i w zasadzie już po kilku sekundach znajomości zaczynamy tworzyć sobie obraz danej jednostki, niemniej jednak dziewczyna dokładała wszelakich starań, by obraz ten nie warunkował ani sposobu, w jaki odnosiła się do tego czy tamtego człowieka, ani - tym bardziej! - tego, co o nim sądziła "na dłuższą metę". Poza tym całkiem szybko okazało się, że Walker był osobą sympatyczną, z poczuciem humoru i pewnym dystansem do świata.
- O tak, alkohol potrafi rozgrzać. Poza tym niektórzy sądzą, że dodaje barw podczas szarugi za oknem... - powiedziała spokojnie, pozwalając zarysowi delikatnego uśmiechu wciąż błąkać się w rejonie ust. - Na szczęście nie potrzebuję takich wspomagaczy - dodała wesoło. Inna sprawa, że nie do końca mogła sobie pozwolić na spożywanie alkoholu - nadal bowiem zażywała leki przeciwdepresyjne, może w mniejszych już dawkach, niemniej zawsze coś. Dlatego nie mogła udać się spontanicznie na popijawę. Gdy planowana była jakaś impreza - pozwalała sobie opuścić poranną tabletkę w dniu zabawy oraz zazwyczaj również dnia następnego. Na wszelki wypadek. Na szczęście nie odczuwała wtedy przykrych efektów odstawienia, a opuszczenie tych dwóch dawek leków nie odbijało się na niej w znaczny sposób.
Nie przepadała za ogólnie rozumianym suszem. Czasami, owszem, miała swoje "odchyły" czy "fazy", że właśnie suszone owoce były tym, czego pragnęła i na co miała ochotę. Dzisiaj jednak nie był to jeden z tych dni, toteż decyzja zapadła szybko, bez zastanowienia:
- Poproszę zieloną. A picie przed pracą, cóż, nieodpowiedzialne - skomentowała tylko, bo cóż więcej mogła dodać? Nie znała osobiście nikogo, kto musiał sobie strzelić kolejkę przed dniem w robocie, sama również nie miała tego typu problemów, bo - to się nazywa oszukać system - nie miała pracy. Na chwilę obecną odłożyła nieco grosza, który spłynął w postaci tantiem za wydane książki. Już jako młoda dziewczyna wiedziała, jak wielka moc czai się w oszczędzaniu i nie szastaniu pieniędzmi. Niemniej z pewnością lada moment podejmie zatrudnienie, w końcu ileż można siedzieć w domu - zwłaszcza samemu, kiedy znajomi siedzą w biurach i nie ma nawet do kogo gęby otworzyć? 
- Rozumiem, że potem wylewają przed tobą swoje żale? Niełatwo chyba przez kilka godzin słuchać przytłaczających opowieści? - zagaiła. Sama często była tą, której powierzano sekrety i zwierzano się nierzadko z tego, co zżerało od środka. Camille miała bowiem w sobie jakąś iskrę, która sprawiała, iż spora garstka ludzi najzwyczajniej w świecie jej ufała i często szukała w jej ramionach rady czy pocieszenia. Jednak wysłuchiwanie o zmartwieniach obcych, pijanych osób wydawało się Lithium zadaniem wyjątkowo nieprostym.
Odpowiedz
#32 (01.11.2018, 19:34 )
31
Właściciel baru
187
brak

Ocenianie ludzi po pierwszym wrażeniu, chyba od dawna przestało być brane pod uwagę. Przynajmniej tak twierdził Alex. Już sam wygląd mógł kompletnie zmylić człowieka. Czy to hipster, bezdomny, a może jakiś sławny wizjoner sztuki? Milionerzy chodzili w tanich podkoszulkach, a ci którzy chcieli być uważani za bogatych byli zazwyczaj tanimi przebierańcami. Wszystko w dzisiejszym świecie się pomieszało razem, co wcale nie uważał za taki złe. Wręcz przeciwnie, budziło w nim to przeświadczenie, że ludzi i świat trzeba poznawać samemu, długotrwale i cierpliwie. Jednak nie mógł zapomnieć o fakcie po za ludzko-ludzkim, że przecież był facetem, i po za tym całym poznawaniem był też wzrokowcem. Jednak był pewien, że to wszystko było całkowicie normalne. Lecz czy prędzej poleciał by, do ślicznej "ślicznotki" która masę czasu poświęciła malowidłom twarzy, które sprawiały zmianę jej rysów, czy do "zwykłej" przeciętnej dziewczyny? To był Alex, i bez wątpienia wybrał by tą drugą. Czasami był stu procentowym tradycjonalistą, nie znającym się kompletnie na tym co kobiety uznawały obecnie za "piękne i idealne". Zresztą to była jedynie taka ciekawostka.
Uważnie jej słuchał wybierając herbatę jaką sobie zażyczyła. Kiwał głową co jakiś czas na znak, że ją słucha. Serdeczny uśmiech nie schodził mu z ust.
- To dla Ciebie.- postawił przed nią filiżankę herbaty. 
Po tym oparł się o regał tuż są sobą zakładając dłonie na tors.
- Niestety dopóki są pełnoletni ja niczego nie mogę zrobić. Czasami podsuwam im sugestię, że może nie teraz.. po pracy... Dopytuję czy nie daj Bóg jadą autem... Nie chciałbym się przyczynić do tragedii. Jednak różni są ludzie. Jedni kłamią, a inni dają się namówić na przechowanie  kluczyków od auta.- skrzywił się na samą myśl co by mogło się kiedyś stać. Zdawał sobie sprawę zbyt dobrze ile alkoholików tu czasami przebywało, ile nieszczęść nawet zwykłemu człowiekowi który ,pomyślał "ten raz sobie pozwolę" . Alkohol powinien być pewną częścią życia, odłożoną na czas kiedy jest on przyzwolony, a nie stałym elementem życia. 
Słysząc jej słowa pokiwał głową i lekko uśmiechnął się. Był to uśmiech, który nie sięgał do jego oczu. 
- Wychodzę z założenia, że czasami problemy innych są najlepszą ucieczką przed swoimi własnymi problemami. Człowiek nie skupia się na tym co trapi tylko na innej osobie. Choć i tak jestem słabym doradcą w razie problemów. - pozwolił sobie na zbyt szczerą odpowiedź. Od razu się na tym złapał i odchrząknął nerwowo chwytając niby to potrzebną w tym momencie ścierkę od blatu. Wytarł nią tą część gdzie robił dla niej herbatę. Chciał jakoś uciec od tego tematu. Jeszcze by wyszło, że on tu się żali, że tak naprawdę bar otworzył tylko po to aby nie myśleć o tym, co zrobiła jego była narzeczona, że zabiła ich nienarodzoną córkę... Chciał uciec i to robił, byle zapomnieć.
- W ogóle to jestem Alex. - przedstawił się podając dłoń @Camille Lithium , ot bo przecież milej sobie gawędzić znając swoje imiona.
Odpowiedz
#33 (01.11.2018, 21:17 )
22 lata
rozglądam się
170 cm
wieczny uśmiech na twarzy

Nigdy nie wiadomo, co komu siedzi w głowie - nie wiadomo więc również, z jakim problemem ten czy tamten się boryka. Sama Camille obawiała się, iż nie podołała by udźwignięciu natłoków nieszczęść, z których przecież obnażyć chce się zapewne spora część klientów tego czy innego pubu. Sama, chociaż była istotką naprawdę otwartą i raczej nie posiadała aż tak wielu sekretów jak niejedna osoba w jej wieku, posiadała pewne opowieści, którymi nie potrafiła się podzielić - czy to na trzeźwo, czy nie wiadomo jak mocno napruta. Historia jej rodziny, historia chwilowego (aczkolwiek zdecydowanie zbyt długiego) pobytu u stryja, wszelkie wydarzenia powiązane ściślej z rodzicami... wszystko to było dla Lithium zbyt intymne, nazbyt osobiste, by dzielić się tym z nieznajomymi. W zasadzie jak dotąd wspomniała o tych wydarzeniach jedynie terapeucie, przed żadnym "cywilem" nie miała okazji (ani ochoty) się na tyle otwierać. Obraz ojca uczącego ją podstawowych zagrań w siatkówce, obraz matki, która pomagała jej składać literki w słowa, potem słowa w zdania, widok stryjka, stojącego nad jej łóżkiem z obleśną miną i sięgającego do paska od spodni... nie, zdecydowanie nie potrafiła o tym opowiadać. 
Potrafiła słuchać. Potrafiła nierzadko powiedzieć coś, co mogło ukoić. Potrafiła czasami przewidzieć, co rozmówca chciałby usłyszeć i zamiast głupiego "jutro będzie lepiej" byla w stanie wyskoczyć z "skończ się rozczulać, bierz się w garść, musisz być twarda dla swojego psa / dziecka / chorego ojca / kogokoliwek innego, kto na ciebie liczy; musisz być twarda DLA SIEBIE". Jednak prawdą była, że każda - nawet najmniejsza! - tragedia, która dotykała jej bliskich, dotykała również samą Camille. Empatyczna, współczująca, wrażliwa na emocje innych. Dlatego nie byłaby w stanie spędzać godzin na wysłuchiwaniu innych, wiedząc, że samym tym mogłaby ich jakoś odciążyć od wagi tychże zmartwień. Jednocześnie jednak była zbyt grzeczna oraz uprzejma, by spławić kogokolwiek, kto po prostu chce porozmawiać, wygadać się, może wypłakać w jej rękaw. Dlatego szczerze podziwiała Alexa (oraz wszelkie inne osoby na podobnych stanowiskach), że był gotowy to znosić. Poza tym, wiadomo, podpite osoby bywają nieobliczalne czy agresywne, dodatkowa wada pracy w podobnym miejscu.
Skinęła głową w niemym podziękowaniu, kiedy @Alexander Walker podstawił zamówiony przez nią napój. Zaraz też oparła jedną z dłoni na filiżance, czując, jak przyjemne ciepło muska jej skórę.
- Ile płacę? - zapytała, drugą z łapek sięgając do torebki, aby zaraz wydostać z niej portfel. Gdy ten tylko znalazł się na ladzie, powróciła pospiesznie spojrzeniem na mężczyznę, który obecnie oparł się o regał. Uśmiechnęła się łagodnie.
- Tak, gdyby pełnoletność szła w parze z mądrością... Niestety, rozum nierzadko zostaje w tyle - potwierdziła niejako jego słowa, na moment poważniejąc. Poruszane przez Alexandra kwestie były dostatecznie istotnymi, by uśmiech niekoniecznie do nich pasował, ba, mogłoby się wręcz wydawać, że dziewczynę bawi czyjekolwiek nieszczęście - co oczywiście nie było prawdą. - Niedawno musiałam pocieszać koleżankę po tym, jak pijany kierowca potrącił jej siostrę... Na całe szczęście skończyło się na kilku złamaniach i wstrząśnieniu mózgu... Kierowca oczywiście uciekł, a że miało to miejsce na polnej dróżce pod miastem... no, cóż, póki co nadal siedzi gdzieś bezkarny. O ile nie zachlał się na śmierć... - wyznała otwarcie. Być może nie powinna dzielić się tą historią z nieznajomym, niemniej... ejże, nie podała ani żadnych szczegółów, ani nie wspomniała o kim mowa, ani nawet o jakie miasto chodziło. Chyba nie naruszyła zasad moralności, wspominając o sytuacji jak o anegdocie wpasowującej się w kontekst rozmowy? Sama była na tamtego typa zła, chociaż koleżanki nie widziała od kilku już miesięcy i w zasadzie nigdy nie była to szczególnie zażyła relacja. Nienawidziła osób, które z własnej głupoty krzywdzą innych. A ten, najbezczelniej w świecie, uszedł bez szwanku i nawiał, jakby nic się nie stało. 
Nie chciała jednak wyjść na jakąś idiotkę, która potrafi tylko rozwodzić się nad przytłaczającym światem. Zaczynała powoli smęcić - jakby sama była co najmniej po kilku głębszych. Dlatego postanowiła na tym temat nieodpowiedzialnego kierowcy zakończyć, wyprostowała się nieco i odchrząknęła. Zaraz też ujrzała, jak Walker wyciąga ku niej dłoń, zatem uścisnęła ją ochoczo, skinąwszy przy tym głową.
- Camille - odwzajemniła się tym samym. 
Nie wspomniała również o kwestii ucieczki w problemy innych. Sama bowiem nie do końca wiedziała, jakie ma zdanie na ten temat. Z jednej strony było w tym bowiem nieco racji, z drugiej natomiast - problemy innych zazwyczaj odczuwała niemal równie intensywnie, jak swoje własne, więc cóż to za ucieczka z jednego bagna w następne?
Odpowiedz
#34 (01.11.2018, 23:15 )
31
Właściciel baru
187
brak

Czasami sam dziwił się, że ludzie z taką lekkością potrafili rozmawiać o swoich problemach czy też wstydach swego życia. Wszystko zależało od charakteru, żalącego się i słuchającego. On stety-niestety słuchał ale nie zapamiętywał. Gdyby miał się przejmować każdym westchnięciem i żalem swoich klientów to by cały swój zarobek poświęcał na pomocne linie czy wizyty u psychologów. Na szczęście jakoś sobie z tym radził. Szkoda tylko że nie miał złotego środka na poradzenie sobie z swoją przeszłością, pomimo że miał na ten temat inną opinię. Według niego było wszystko ok, pomimo że Londyn omijał dalekim łukiem. Pomimo że zerwał prawie wszelkie swoje powiązania z przeszłością łącznie z rodzicami i siostrą. Może nigdy nie był też Casanową a pierwsza jego miłość skończyła się tak tragicznie, od tamtego czasu nie związał się z żadną kobietą na dłużej niż niezobowiązujące związki. Jakoś nikogo w płci żeńskiej nie potrafił obdarzyć zaufaniem. Obawiał się że znów ktoś będzie tak udawać kogoś kim nie jest, że straci za wiele w swym życiu.
Widząc jak szuka portfela w torbie ruchem dłoni ją chciał zatrzymać.
- Nie... nic... pierwsi klienci mają gratis.- powiedział uśmiechając się w stosunku do niej. Zresztą był właścicielem lokalu więc mógł sobie na to pozwolić, po za tym na tej jednej herbacie się nie z bogaci jakoś super.
Usiadł na hokerze na przeciw niej kiwając się to w lewo to w prawo. Oczywiście w między czasie przeczesał swoje przydługie włosy. 
Słysząc wspomnienie o kobiecie która została potrącona westchnął z żalem.
- Tak mi przykro... Brak mi słów na takich ludzi... Jednak myślę że ludzie to taka jedna wielka grupka degeneratów że zawsze jakiś coś odstawi.- taka prawda. Szkoda mu było tylko osób które były poszkodowane przez to, rodziny, ofiary... Gdyby tylko to dotyczyło jednej osoby, wjechał w drzewo i tyle, nikt nie będzie po nim płakać. Jednak to zawsze szło na większą skale. Tak samo jak było z Lili, przecież wydawało się że była normalną dziewczyną. Była otoczona przyjaciółmi i nim, mężczyzną który robił dla niej wszystko. Nikt nie wiedział co działo się w jej psychice. Nie potrzeba było używek, a zraniła tyle osób. 
- Fajne imię.- posłał jej swój firmowy uśmiech. Jakoś tak obdarzył dziewczynę sympatią. Pomimo że nie rozmawiali na lekkie tematy to jednak szło im to całkiem dobrze.

@Camille Lithium
Odpowiedz
#35 (01.11.2018, 23:32 )
22 lata
rozglądam się
170 cm
wieczny uśmiech na twarzy

Jak widać: coś ich łączyło. Camille bowiem także miała trudności z budowaniem trwalszych relacji z mężczyznami. I nie, nie chodziło tutaj o jej orientację seksualną - chociaż absolutnie nie miała niczego do osób homoseksualnych, sama była hetero "do bólu". Lithium miała problem z bliskością fizyczną. Trzy lata, spędzone u stryjka, odcisnęły na psychice dziewczyny znaczne piętno. I chociaż od ponad czterech lat nie ma z tamtym typem niczego wspólnego, wciąż nie do końca się pozbierała. Wciąż w zakłopotanie wprawiało ją ujrzenie chociażby skrawka męskiego ciała ponad to, co było absolutną normą. Z pewnością na widok mężczyzny w samej bieliźnie czułaby się koszmarnie zawstydzona i przestraszona. A gdyby ten jeszcze się do niej zbliżył: albo by uciekła, albo - jak przed laty - skuliła się w kącie, schowała twarz w dłoniach i płakała. Tak, swego czasu Cammy płakała naprawdę sporo, wiele chwil poświęcała na chowanie się oraz uciekanie. Co słychać u stryja? Nie miała pojęcia. I chociaż nie życzyła mu źle, jakaś część siebie (której się naprawdę wstydziła!) liczyła, że zdechł gdzieś w kącie i nikt o nim nie pamięta. Nie zasługiwał na nic lepszego.
Wiadomość, że za herbatę opłaty uiszczać nie musi, spowodowała, że przytłaczające wspomnienie stryja - które, wbrew jej woli, czasami po prostu wypływało na wierzch - odeszło w niepamięć, znowu znikając na kilka dni w sferze podświadomości. Starała się nie sięgać pamięcią wstecz nazbyt często, bo po co płakać nad rozlanym mlekiem?
- O, bardzo miły zwyczaj. Kuszący pretekst, by zjawiać się tu częściej - powiedziała wesoło, puszczając w kierunku Alexa porozumiewawcze oczko. Tak, chociaż w sferze jakkolwiek nacechowanych erotyzmem gestów miewała spore braki, o tyle codzienne relacje z przedstawicielami płci brzydkiej miały się całkiem nieźle. Na szczęście @Alexander Walker serwował jej tylko ciepły napój, nie zaproszenie do łóżka, tak więc czuła się względnie bezpiecznie. Odzyskiwała z powrotem ufność w dobroć ludzką. Naiwną, owszem, niemniej... jeszcze kilka lat temu była to nieodzowna cecha Lithium.
- Wiesz... Grunt, że dziewczyna wraca do zdrowia. Na całe szczęście tylko tak to się skończyło, bo mogło być o wiele gorzej - skomentowała jeszcze sytuację siostry koleżanki. I koleżanki notabene pośrednio również.
Uśmiechnęła się serdecznie, kiedy barman zaserwował swego rodzaju komplement względem jej imienia. Dla niej było ono całkiem zwyczajne, w końcu miała ponad dwie dekady, aby się do niego przyzwyczaić. Skłoniła więc grzecznie głową, chowając potem portfel i zmieniając ogrzewaną ciepłem filiżanki łapkę. W sumie może warto by się tej herbaty w końcu napić?
- Dziękuję - powiedziała jeszcze. O mało nie wypaliła z "mama je wybrała", jednak w porę się powstrzymała. Nie lubiła rozmawiać o rodzicach. Może minęło siedem lat od wypadku, w którym zginęli, niemniej... bolało nadal.
Odpowiedz
#36 (03.11.2018, 23:43 )
31
Właściciel baru
187
brak

Najgorsze gadziny świata to właśnie ci którzy wykorzystują swoją siłę i przewagę aby wykorzystać kogoś tylko po to aby dać upust swoim emocjom. Wszelaki rodzaj molestowania był niedopuszczalny a zwłaszcza gdy robiła to osoba która była kimś bliskim. Niestety to zdarzało się zbyt często na świecie. Bólem psychicznym mógł być nawet niepowołany wzrok ojca, który nie patrzy na córkę jako na swoją latorośl lecz jak na obiekt seksualnych popędów. To nigdy nie było wybaczalne i naprawdę czasami szkoda że świat nie walnął w takich zboczeńców piorunem.Gdyby Alex mógł to sam by był takim piorunem. 
Zaśmiał się nieco widząc jak posyła mu oczko.
- Zapraszam serdecznie w każdym razie.- skwitował to. No tak, dobra reklama oraz nastawienie właściciela lokalu było podstawową machiną aby ktokolwiek chciał tu spędzać czas. Ucieszył więc słysząc deklaracje dziewczyny. Może nawet jeśli nie dotrzyma słowa to powie coś komuś że istnieje taki bar? Poczta pantoflowa była najlepszym wymiarem przekazu.
- Masz rację.- kiwnął głową poważniejąc. Było to dość smutne kiedy nie można osądzić sprawcę wypadku. Wtedy jednak żyje się z przeświadczeniem niesprawiedliwości. Jednak sprawiedliwość sprawiedliwością a zdrowie i tak jest najważniejsze.
O dziwo można było przyznać że są bardzo podobni do siebie. Mieli tak pogmatwane życie że jedno drugiego mogłoby na spokojnie zrozumieć, nawet otoczyć opieką. Jednak gdyby rozmawianie o problemach było czymś łatwym, gdyby mogli znaleźć część siebie wtedy świat może stał się jaśniejszy? Kto to wie.
- Wolne popołudnie?- zapytał zmieniając nieco temat.

@Camille Lithium
Odpowiedz
#37 (13.03.2019, 17:55 )
22 lata
rozglądam się
170 cm
wieczny uśmiech na twarzy

Camille tęskniła za rodzicami. Ze strony ojca nigdy nie spotkała jej najmniejsza chociażby przykrość, podobnie zresztą była w przypadku relacji z matką. No cóż, stryjek jednak zupełnie różnił się od brata, inaczej patrzył na młodą dziewczynę, w zupełnie inny sposób postrzegał otaczający świat. Był gnojem. Prawdopodobnie wciąż nim pozostaje, nie zdając sobie sprawy z tego, jak mocno okaleczył Lithium, pozostawiając jej pamiątkę na całe życie pod postacią traumy oraz ogólnej niechęci do mężczyzn. Na całe szczęście dzisiaj wszystko wskazywało na to, iż dziewczyna pozbiera się i na nowo nauczy cieszyć życiem, chociaż nim ponownie będzie czerpać z niego pełnymi garściami z pewnością minie nieco czasu. Sama jednak zaczęła podchodzić do tego z większą dozą optymizmu, niźli jeszcze nie tak dawno temu. Terapie odnosiły skutek, a Cammy stanowiła żywy dowód na to, że odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu i czasie jest w stanie podnieść z niejednego bagna. Inna rzecz, że nie każdy ma tyle szczęścia, aby trafić do takiego człeka...
Uśmiechnęła się w pierwszej reakcji na zaproszenie. Alex wyglądał na sympatycznego i jak dotąd żadnym gestem nie pokazał, by zamierzał ją skrzywdzić - niemniej jakaś namiastka nabytej na przestrzeni miesięcy spędzonych u Waltera nieufności dopadła kobietkę w swe szpony, nakazując pozostawać uważną oraz czujną, gotową do ewentualnej ucieczki. Zwłaszcza, że pub - póki co - świecił pustkami i nie było wcale oczywistym, czy lada moment coś się odmieni. I już miała poprosić o szklankę soku, kiedy w kieszeni odezwał się krótki sygnał, za pomocą którego jej komórka obwieściła przyjście nowej wiadomości. Powiadomienie. Od psychoterapeuty - a raczej jego recepcjonistki czy jak inaczej nazwać kobietę, która wiernie prowadzi terminarz wizyt. Brunetka uśmiechnęła się po raz już kolejny, tym razem jednak przyajzny grymas kierując w stronę wyświetlacza telefonu. 
- Najmocniej cię przepraszam, ale muszę uciekać. Zajrzę do ciebie innym razem, w porządku? - spytała, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni, po czym pozbierała wszelkie rzeczy, z jakimi tutaj przyszła (o ile z czymkolwiek przyszła, psiakrew, nienawidzę tych momentów, gdy życie daje w kość i człek nie ma ochoty nawet zajrzeć na forum, co mowa z odpisami - przepraszam), po czym wyszła z lokalu, kierując się ku gabinetowi doktorka. Zwolnił się termin wizyty. A ona zamierzała z tego skorzystać.

@Alexander Walker

/ zt.
Odpowiedz
#38 (25.07.2019, 02:58 )
28 lat
w trakcie aplikacji po studiach prawniczych
184 cm
nie ma szczęścia do kobiet

Bary i puby nie były typowymi miejscami, w których na co dzień Dylan spędzał wolne wieczory. Rozrywkowi ludzie pewnie nazwą go sztywniakiem, ale on po pracy, jeżeli miał jeszcze na to siłę, zwykle zgłębiał kolejne paragrafy i prawnicze casusy, dzięki którym poszerzał swoje doświadczenie i wiedzę zawodową. Brytyjskie prawo było skonstruowane przede wszystkim na wyrokach wydanych wcześniej w podobnych sprawach, więc im więcej starych akt zgłębił Dylan, tym głębiej zanurzał się w morzu tajników wiedzy adwokackiej. Od początku studiów pracował na najwyższych obrotach, żeby wreszcie odbić się od finansowego dna, w którym tkwił ze swoimi rodzicami. Chciał osiągnąć po prostu coś więcej, a zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli tego chce, musi młodzieńcze lata przetyrać w pracy, a czas na rozrywki znajdzie się później. Tylko... czy on jeszcze umiał się rozerwać?
Nurzał się w tym morzu prawniczego bełkotu, ale pewnego dnia musiał w końcu poczuć, że zaczyna w nim tonąć. Wielogodzinne prace w kancelarii, asystowanie bardziej doświadczonym prawnikom i adwokatom, swoje pierwsze bardzo proste, wręcz banalne sprawy pochłaniały jego czas i życiową energię na całego. Sprawę pogarszało to, że po powrocie do domu Dylan nie zostawiał pracy za drzwiami mieszkania, tylko przynosił ją ze sobą i do późnych godzin nie robił nic innego, tylko uczył się i pracował. Wszedł w tryb działania bardzo niepokojący i wyniszczający psychicznie, o czym uświadomił go jego kuzyn, z którym dzielił mieszkanie - Michael. Wytknął mu to, jak bardzo Dylan zmienił się i jak nie potrafi już czerpać radości z życia i wjechał mu tym na ambicję. Skłonił do paru głębokich przemyśleń i w końcu "młody ambitny" musiał przyznać przed sobą, że jego życie zaczęło odbiegać od tego, co sobie wymarzył. Chciał sukcesu, ale nie kosztem życia prywatnego, młodości, radości i innych wartości, o których dorosłość często nakazuje zapomnieć. A ludzie zapominają jak potulne owieczki...
On nie chciał być tą owieczką, więc pewnego wieczoru, kiedy wreszcie udało mu się oderwać od swoich zwykłych zajęć, udał się do pubu niedaleko swojego mieszkania. Dawno nie wychodził z domu, a tym bardziej nie pił i nie starał się rozluźnić w przaśnej, ale przyjemnej atmosferze angielskiego pubu. Teraz siedział przy barze, przed sobą miał pokaźny kufel piwa i starał się rozluźnić. Idąc w ślad innych gości patrzył na telewizor, który wisiał na ścianie. Mecz. Właściwie, nawet nie wiedział kto z kim gra, ale czy to miało znaczenie? Przynajmniej nie myślał o pracy. 

@Lynne Lloyd
Odpowiedz
#39 (26.07.2019, 22:23 )
28 lat
psycholog policyjny
153 cm

Bary oraz puby również nie należały do grupy miejsc, w których często można spotkać Lynne. Wręcz przeciwnie, jak ognia unikała większych skupisk ludzi. Od zawsze nie przepadała za gwarnymi miejscami, ale to nie był jedyny powód — przyciszone rozmowy oraz obce spojrzenia (nawet jeśli nie były skierowanie konkretnie w jej stronę) sprawiały, że czuła się nieswojo; robiła się spięta, a budowana przez cały dzień pewność siebie potrafiła w jednej chwili runąć niczym zamek z piasku. Beznadziejny przypadek fobii społecznej u osoby, która nie tak dawno próbowała leczyć z niej innych ludzi. Czy to już podchodzi pod hipokryzję?
Ale tamtego lipcowego wieczora było inaczej niż zwykle. Wiedziała, że ten dzień będzie nieudany, gdy na jej biurku znalazły się akta sprawy dotyczącej morderstwa sprzed dwóch dni. Sądziła, że kilka miesięcy pracy w tym zawodzie uodporni ją na wiele rzeczy i chociaż niektóre z widoków przestały robić na Lynne wrażenia, tak zdjęcia martwego dziecka wzbudzały w niej gniew, wstręt oraz poczucie głębokiej niesprawiedliwości. Desperacko potrzebowała jakiegoś impulsu, znaku, że nie wszyscy ludzie są takimi bestiami.  A poza tym, alkohol zawsze pomagał odreagować. 

Zatoczyła się na chodniku, a z jej ust wyrwało się ciche przekleństwo. Żałowała, że ubrała do pracy niewygodne buty na zbyt wysokim obcasie. Wyglądało na to, że do domu wróci boso; jeśli nie przez niemożność utrzymania równowagi, to przez okropne odciski, które porobiły się na jej stopach po całym dniu. 
W barze unosił się zapach piwa oraz papierosów, przez co ogarnęło ją uczucie dziwnej nostalgii. Zamówiła sześć shotów, po czym wdrapała się na stołek barowy. Nawet nie kryła się z tym, że zamierzała się upić; damą będzie jutro, dziś będzie szaleć.
 Zerknęła w stronę telewizora, na którym skupiona była reszta gości lokalu. Mecz? Nigdy nie interesowała się sportem, ale być może warto nadrobić braki?
Kto gra? — zapytała niby swobodnie (a przynajmniej tak próbowała brzmieć) mężczyznę  siedzącego obok niej. Zainicjowanie rozmowy, która nie była częścią codziennych spraw, jak zakupy, czy wizyta u lekarza, było dla Lynne ogromnym wyzwaniem, wymagającym od niej niemałej odwagi. 

@Dylan Hillage
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości