witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




Valentine Lecter

#1 (22.02.2018, 19:39 )
28 lat
Muzyk
188 cm
Narzeczona Mercy

Valentine Lecter




informacje podstawowe
DATA URODZENIA:31.10.1989 r.
MIEJSCE URODZENIA:Nowy Jork; USA.
ZAWÓD:Gitarzysta prowadzący i wokal wspierający w Insomni.
STAN CYWILNY:Zaręczony.
ORIENTACJA:Biseksualny, choć raczej nikomu nie przyznaje się, że go pociągają również faceci... udaje, że to przecież jest fuj!


informacje dodatkowe
WYKSZTAŁCENIE:Wyższe.
STATUS FINANSOWY:Bardzo bogaty.
JĘZYKI:Tylko angielski, jakoś innych nie chciało mu się uczyć, nie wchodziły mu po prostu i uważał za zbędne.
DZIELNICA:Auerate Avenue.
ZWIERZĘTA:Dwa psy: Marley i Marshmallow.
PROBLEMY ZDROWOTNE:Głównie problemy psychiczne, a tak to jest zdrów jak ryba!



przeszłość
Valentine przyszedł na świat w Nowym Jorku w bardzo bogatej rodzinie. Danny i Margaret są prawnikami, zarabiającymi krocie. Z tego względu od zawsze dostawał wszystko, czego tylko dusza zapragnie; niczego mu nie brakowało. Jak to bywa z małymi dziećmi i jego było wszędzie pełno. Mały rozrabiaka, który nieraz porządnie dał popalić swoim rodzicom. Chłopak rósł jak na drożdżach i gdy tylko ukończył trzy latka, zainteresował się muzyką, w końcu rodzice kupowali mu różnego rodzaju zabawkowe gitary, trąbki czy perkusje albo klawisze. Bądź co bądź chłopcy nie tylko bawią się autkami. W wieku czterech lat trafił do klasy przed przedszkolnej z dwóch powodów. Po pierwsze rodzice byli zapracowani, a po drugie Valentine mógł mieć kontakt z innymi dzieciakami. Jak się okazało klasa, w której się znajdował miała prowadzoną rytmikę, jako że dzieci w tym wieku reagują na rytmiczne dźwięki, to owe zajęcia sprawiały im niesamowitą frajdę. Valentine właśnie wtedy dorwał w swoje łapki prawdziwy bębenek i prawdziwe klawisze i tak od małego rozpaliło się w nim zamiłowanie do muzyki. Przejawiał w sobie talent do odgrywania dźwięków, co zauważyła nawet pani opiekunka grupy, która pozwoliła mu grać jakiś prosty rytm na przedstawieniu z okazji dnia ojca! Niestety chłopak nie mógł liczyć na to, że w późniejszym czasie rodzice prywatnie będą chcieli rozwijać jego zamiłowanie. Rodzice powiem uparcie żyli w przekonaniu, że gdy ich syn osiągnie odpowiedni wiek, pójdzie w ich ślady, więc nie było sensu już od małego nakierowywać go na coś innego. Przecież to coś, czym oni się zajmują, więc ich syn także powinien kontynuować rodzinną tradycję, nie? W czasach szkolnych, a konkretnie w podstawówce szalał na całego, każdy go znał jako największego żartownisia, ale też chłopaka sprawiającego problemy. Zdarzało mu się łazić na wagary, oczywiście gdy miał już 12 lat i zbliżał się do zakończenia edukacji na tym poziomie. Poza tym potrafił robić psikusy i wszystkich jego zachowanie denerwowało. Miał niewielu przyjaciół, przynajmniej na tym etapie życia. Nie miał też nigdy najlepszych stopni. No tylko z muzyki, plastyki, wuefu i angielskiego nie, bo tych przedmiotów najchętniej się uczył. Poza tym wszyscy byli dla niego jacyś tacy zbyt ponurzy. Starał się to zmienić, ale nie bardzo mu to wychodziło, bo wszyscy mieli go dosyć. Jak się wkurzył, potrafił zrobić komuś na złość. Nic sobie nie robił z tego, że rodzice się denerwowali. 
W czasach szkoły średniej było odrobinę lepiej, jednak Valentine nie miał ochoty się z nikim zadawać... Ździebko się uspokoił, nie był aż takim rozrabiaką. Aczkolwiek wciąż uwielbiał się wygłupiać i żartować, w tej kwestii praktycznie nic się nie zmieniło. Cóż, niestety taki stan rzeczy nie potrwał zbyt długo... W pewnym momencie zwrócił uwagę na dwóch “kolesi” którzy kręcili się po boisku szkolnym i z tego co zauważył prawdopodobnie dilowali. Tego samego dnia po zajęciach, jako że i tak nie miał nic innego i ciekawszego do roboty, po prostu polazł za nimi, bo… dlaczego miałby tego nie zrobić, skoro miał na to ochotę? Opcjonalnie spuszczą mu manto i wróci poobijany do domu. Miał wtedy mianowicie 15 lat i bynajmniej nie mylił się. Po godzinie łażenia za nimi był świadkiem jak w jednym z zaułków dawali forsę innemu kolesiowi i sami dostali od niego paczkę z zieloną, roślinną zawartością. Następnego dnia podszedł do nich, pod pretekstem, że sam chce coś kupić. Słowo do słowa i tak oto zainteresował go nielegalny aspekt życia, który się okazał dużo ciekawszy niż pilne siedzenie na zajęciach. Tym sposobem skumał się ze starszymi chłopakami ze szkoły i to oni wprowadzili go w gang, który składał się z samych takich nastolatków, którzy pod wpływem buntu, sądzili że mogą zwojować cały świat. Oczywiście matka i ojciec o niczym nie wiedzieli, w końcu byli bardzo zapracowanymi ludźmi, a kiedy Valentine im wspomniał o kilku znajomych i o tym, że zostanie u nich na noc by się pouczyć… cóż nie widzieli w tym problemu. Wręcz się cieszyli, że ich syn jest taki pilny! Stąd też czasem nie wracał do domu na noc, a zaczynał imprezować. Prawda była taka, że Valentine już w wieku 16 lat miał lekkie problemy psychiczne. Rodzice, wiecznie zapracowani nie zwracali szczególnej uwagi na to, że ich syn często dostaje uwagi w szkole za wszczynanie bójek. Argumentowali sobie to jego wybuchowym charakterem, co było bardzo logiczne z punktu widzenia rodzica, który mało kiedy uzna, że coś z jego dzieckiem jest nie tak, po prostu użyje stwierdzenia “ bo on taki jest “ i właśnie taki był. Czasem bywał agresywny w stosunku do innych. Stosunkowo często chodził na wagary, jednak zawsze robił to na tyle umiejętnie, że nauczycielka nie mogła przyczepić się do jego frekwencji, bo zawsze był tyle razy ile trzeba było, by dostać zaliczenie z jakiegoś przedmiotu, ale wracając… Pamiętacie tych dwóch kolesi, którzy dilowali na boisku i z którymi się spiknął? To właśnie oni stali się jego taką paczką znajomych, w końcu nie miał już 5 lat i nie chodził do podstawówki, by stronić od znajomości, a ci wydawali mu się wciąż bardzo ciekawymi osobami. Ci sami dwaj nastolatkowie, którzy pochodzili z patologicznych rodzin nauczyli go kradzieży i przetrwania w trudnych warunkach. Zdążył ich na tyle poznać, by ich polubić i stwierdzić, że to właśnie do nich pasuje i to z nimi ma ochotę szaleć. Trzymał się z nimi przez całą szkołę. W osatniej klasie gdy oni już skończyli naukę, a on miał 18 lat zdarzało im się robić wypady na miasto podczas których zdarzało się, że rozwalali auta. Wiadomo nie robili tego jakoś często, w sumie młody Lecter był przy 3 takich akcjach. Valentine miał niemalże manię robienia tego gitarami elektrycznymi. Nie widział w niszczeniu ich o samochody niczego złego, zresztą jak dla niego był to większy fun. Któż bogatemu zabroni, czyż nie? No właśnie bogatemu…. pieniądze są w stanie załatwić wszystko, a jak masz do tego rodziców prawników nikt ci nie podkoczy! Prawda była taka, że do trzech razy sztuka i przy tym trzecim razie go przyłapano. Ktoś wezwał policję, a ta zjawiła się zaskakująco szybko i niestety Valentine został przyłapany. Jak wspomniałam, pieniądze tatusia i mamusi załatwiły to, że oskarżenie, jakie wpłynęło na niego, zostało wycofane z policji i skończyło się na ogromnej awanturze w domu i areszcie domowym. Wracając do kwestii pieniędzy, to… rozwalenie gitary czy dwóch, nie było dla niego niczym strasznym, zawsze mógł sobie kupić, nową prawda? Oczywiście nim doszło do zniszczenia instrumentów to grał na nich, w końcu jego miłość do muzyki została z czasów gdy był jeszcze dzieckiem, a jako że był zawzięty i miał całkiem dobre ucho to potrafił nauczyć się grać różne kawałki i posługiwać się w ogóle bardziej profesjonalnie gitarą z filmików z internetu. W końcu teraz było w nim absolutnie wszystko. Tak oto wkręcał się w ten świat coraz bardziej, czasem mu się zdarzało odważyć na jakieś nielegalne interesy, rozprowadzanie narkotyków w końcu jego dwaj najlepsi przyjaciele się tym zajmowali… i tym podobne; aczkolwiek nigdy nie ciągnęło go do zabijania, po prostu... kręciło go łamanie prawa i bycie tak zwanym rebelem. Wprawdzie nigdy nie należał do negatywnych osób, jednak przebywanie w takim środowisku stosunkowo mocno go spaczyło, w myśl zasady z kim przystajesz takim się stajesz. Z tego względu można było go wówczas okrzyknąć takim chuliganem, który zszedł na złą drogę, popadając w różne używki, a bez zajarania przynajmniej jednego szluga dnia nie widział. Na imprezach był niemalże stałym bywalcem, za każdym razem wlewając w siebie większe ilości napojów wysokoprocentowych. Kończył bardzo często pod stołem z urwanym filmem. Wdawał się również w liczne bójki. Państwo Lecter zupełnie o niczym nie wiedzieli, taki sprytny był, poza tym w okresie gdy tak szalał, jego rodzice byli w licznych rozjazdach, stąd też wychodziło to, że nastolatek miał aż taką swobodę. Zawsze potrafił wymyślić jakieś wymówki dotyczące swojego stanu, gdy wracał z obitą twarzą, tudzież dopiero na następny dzień z ogromnym kacem mordercą. Lecz udawało mu się sukcesywnie ich urobić, by przestali dopytywać go o szczegóły. Za każdym razem jakoś mu się upiekło, być może za sprawą świetnie rozwiniętej charyzmy, sprytu i logicznego myślenia. 
Będąc jeszcze w szkole średniej zaczął robić sobie różne tatuaże… w końcu, uznał to za swego rodzaju sposób na wyrażanie siebie, poza tym uważał je po prostu za fajne, mało tego odważył się też zrobić sobie kolczyki w wardze i tym sposobem wygląda jak wygląda, dla niektórych jak pisanka. Tego Margaret i Danny już kompletnie nie pochlebiali, ale nie mieli już do niego sił, by się o to wykłócać i nie mogli mu tego zabronić, w końcu... to jego ciało, tak? To było smutne, że jego rodzice… przypominali sobie o nim tylko wtedy, gdy robił coś co kłóciło się z ich wyobrażeniem syna, a gdy ten z uporem maniaka stawiał na swoim po prostu poddawali się. Pierwsze objawy tego, że jego zadawanie się z chłopakami z ulicznego gangu było błędem, było to, gdy jeden z bezpośrednio postawionych wysoko w ich hierarchii członków - Tony, zaproponował mu współpracę, na którą Valentine się zgodził, bo… ukradzenie auta, wyjechanie nim za miasto, zostawienie go w wyznaczonym miejscu… to chyba nie było nic trudnego, bynajmniej dla niego. Tym sposobem kilka razy posunął się do tego i w ten sposób nawiązał kilka nowych znajomości z osobami, które były nieco bardziej groźne, niż uliczni chuligani. Kiedy odebrał w końcu dyplom ukończenia szkoły średniej postanowił się lekko odseparować od tego wszystkiego, można powiedzieć... odpocząć, chociaż nie wiedział jeszcze o tym, że gdy raz się wkroczyło na ścieżkę bezprawia, to prędzej czy później ona się o ciebie upomni… jednak teraz powiedział swym kumplom, że na jakiś czas muszą się rozstać. Nie byli z tego faktu zadowoleni, aczkolwiek nikt nie mógł go trzymać na siłę. Poza tym każdy doskonale wiedział, że nienawidzi być ograniczany, dlatego pozwolili mu najzwyczajniej w świecie odejść. Całe szczęście, iż nie siedział w tym złym światku po uszy, bo gdyby przystał na poważniejsze propozycje od Tonego, jak… zastraszanie, pobicia… to być może wcale tak łatwo by go nie wypuścili, poza tym… to nie była jakaś mafia rodem z Ojca chrzestnego, jak zwykły gang opierający się na lojalności i wierności. Tak więc chwilowo uliczne życie poszło w zapomnienie, przynajmniej na razie, a on sam rozpoczął tak zwane nowe życie, skupiając na swoich własnych pasjach. Przynajmniej na razie. Wiecie jak to jest… w życiu każdego młodego człowieka dochodzi do momentu kiedy ten uznaje, że kurde… ci rodzice to jednak mieli racje i nie ma sensu w marnowaniu potencjału, który się posiadało. 
Do tej pory miewa kilka specyficznych odruchów, których zwyczajnie nie potrafił się wyzbyć. Tak mu pozostało, ale przynajmniej częściowo wyszedł na prostą i starał się poświęcić bardziej muzyce. Valentine odrobinę spuścił z tonu i się wyciszył, a także uspokoił, ku uciesze państwa Lecter. Namówili go do tego, by poszedł na te studia prawnicze, czemu chciał dać tą jedną, jedyną szansę. Bezskutecznie, bo rzucił te studia i wybrał zupełnie inny kierunek, mianowicie gitarę, wraz z wokalistyką, by udoskonalać swoje umiejętności. Udało mu się wszystko pokończyć co osiągnął w wieku 23 lat i mógł bez problemu zrobić z tym coś więcej. 

~*~ 

Valentine zaczął się spełniać jako artysta i dążył do tego, by założyć jakiś zespół, albo do jakiegoś dołączyć i się tak wsławić, ach te marzenia młodego człowieka… Na tym etapie jego życia pojawia się Mercedes, która stała się wbrew pozorom jedną z najważniejszych osóbek w jego życiu. Początkowo dogadywali się bardzo dobrze, pomimo iż wiele rzeczy ich dzieliło, ale trzymali się siebie jak takie rzepy. Stali się parą, która miała swoje lepsze i gorsze momenty. Sam w międzyczasie spiknął się ze starymi kumplami, Był to Anthony i Lex, dwa całkiem zwariowani kolesie, których poznał kilka lat wcześnie na jednej z imprez i nie… nie byli to jego dawni koledzy z ulicznego gangu. Ogarnął z nimi kapelę o nazwie Insomnia. I tu zaczęły się tak zwane schody... po pierwsze, jego koledzy jak się okazało, często sięgali nie tylko po alkohol i papierosy, ale też po narkotyki i tym sposobem Valentine zaczął czasem podążać ich śladem i sam sięgał po różnego rodzaju środki, ale co gorsza po drugie… Lecter nie zdawał sobie sprawy z tego, że cierpi na chorobę psychiczną, mianowicie na schizofrenię prostą. Jakim niby to cudem, on do tej pory nie wiedział, że cierpi na coś tak poważnego? Jak to nikt tego nie zauważył? No cóż… po pierwsze w tej odmianie tego schorzenia nie ma ani omamów słuchowych ani urojeń. Występują nietypowe zmiany w zachowaniu, które mogą być uzasadnione w niektórych tylko sytuacjach, tak jak jego niekontrolowane wybuchy agresji. Poza tym schizofrenię często stwierdza się właśnie około 20-25 roku życia, wcześniej, nie jest ona taka łatwa do wykrycia, tym bardziej jak się posiada rodziców, którzy nie poświęcają odpowiedniej ilości uwagi swojemu dziecku. Tak czy inaczej… jego negatywne zachowanie zaczęło się nasilać… a on sam do tej pory, do dnia dzisiejszego, żyje w przekonaniu, że… po prostu taki jest, ma spaczony charakter i… ludzie są różni, a on jest po prostu taki, a nie inny, poza tym jemu samemu w życiu by nie przyszło do głowy, że może być chory psychicznie! Tak czy inaczej… w pewnym momencie zaczął mocniej brać z chłopakami, a także… brakowało mu tej adrenaliny, gdy łamał prawo… i w ten sposób został przez swoich dwóch przyjaciół ponownie pociągnięty w stronę mniej legalnych zajęć, takich jak na przykład ćpanie i dilowanie. 
To wszystko sprawiło, że Valentine zaczął podnosić rękę na swoją dziewczynę, w której się tak zabujał... bo tak, naprawdę stracił dla niej głowę, to ona na niego wpływała! Był z nią cholernie szczęśliwy, lecz... mrok-jego choroba - był nieco silniejszy, wygrywał z nim, dlatego popadał z powrotem w uzależnienia, dopadała go agresja, której nie potrafił kontrolować... Stąd ich związek stał się toksyczny wręcz, bo pomimo jego napadów złości i innych, wszystko mu wybaczała. A on dalej chciał się starać i po prostu... się jej oświadczył, po półtora roku znajomości. Myślał, że to będzie taki... nowy początek, lecz znowu się pomylił. Kolejne awantury i totalna utrata panowania sprawiła, że doszło do niezwykle okrutnych czynów, on dopuścił się do jej pobicia, zastraszania... nic nie mógł poradzić na to, że wkurwiały go jej relacje z innymi mężczyznami i tu powstawała jego chorobliwa zazdrość o nią. A on sobie mógł wdawać się w romanse, bo to on, ale nie ona, bo ona... jest jego i tylko jego, co wielokrotnie zwykł powtarzać i dawać jej do zrozumienia. To wszystko… jego agresja, zaborczość i to jak ją traktował… to że ją kochał, ale nie miał siły by poskromić w sobie bestii, którą ją krzywdziła, było po prostu spowodowane tym że był chory, tylko wciąż o niczym nie miał pojęcia. Mercy była przy nim długo… sama starała się tłumaczyć jego zachowanie jako… że po prostu on taki jest… taki ma charakter, starała się go zrozumieć i mu pomóc ale... Koniec tego był taki, że pomimo zakazu, ona od niego uciekła, a jego to wewnętrznie zabolało, to było coś, czego obawiał się najbardziej... Wywołało to u niego ogromne pokłady furii, a nawet łez, co na szczęście zadziało się, kiedy nikogo nie było w pobliżu... Musiał ją znaleźć, bo inaczej zwariowałby... chociaż… już był wariatem. Mania na punkcie danej rzeczy, wbrew pozorom też jest jednym z objawów jego choroby, a jego manią była jego dziewczyna. Aczkolwiek mijały dni i nie było po niej śladu. Zdesperowany Lecter, postanowił odnowić kontakty, które miał jeszcze w szkole średniej… tym oto sposobem ponownie wkroczył do paszczy lwa. Poprosił o pomoc Tonego, dla którego czasem te kilkanaście miesięcy temu coś robił. Owszem, był świadom jakie to mogło za sobą nieść konsekwencje, lecz czego nie robi się dla miłości? Miesiąc po wszystkim, udało się namierzyć pannę Mercedes Blackjack, w końcu Tony spełnił prośbę Valentina, bo jednak… dalej byli ze sobą w pozytywnych stosunkach, poza tym… akurat Lecter przypomniał się mężczyźnie w momencie, gdy ten potrzebował całkiem sprytnego kogoś, kto mógłby załatwić mu kilka aut, więc… namierzenie panny Mercedes nie było wcale takie trudne. Była dosyć charakterystyczna, poza tym… każdy zostawia po sobie ślad w sieci, nawet jak tego nie chce. Tony przekazał Valentinowi adres, pod którym miał ją znaleźć, mówiąc mu również… że z pewnością jeszcze się spotkają. Po tej całej paranoi, wybył z Nowego Jorku, kierując się prosto do Anglii. Czemu tam? Dowiedział się, że to tam umiejscowiła się dziewczyna, toteż było oczywistym, że to za nią poleci, by naprawić jakoś ich relację i ją odzyskać. Po dotarciu do celu, kupił sobie jakąś bogatą chatę, bo jak inaczej, poza tym rodzice regularnie wpłacali mu na konto spore sumy pieniędzy, to był ich wkład w rozwój ich syna i pokazanie troski o niego. Nie umiałby żyć bez luksusów, skoro się w nich wychowywał. Dawno się zresztą usamodzielnił, to nawet nie pytał o zdanie rodziców, odnośnie jego decyzji, nigdy nie pytali też na co wydaje pieniądze, które mu przelewali. Zadomowiwszy się nieco w mieście i ogarnięciu, co, gdzie i jak, teraz nastąpiła przerwa w koncertowaniu, choć pewnie w międzyczasie coś będzie tworzył z chłopakami, którzy naturalnie wybrali się wraz z nim. Układa sobie w głowie plan, jak odpowiednio rozegrać sprawy, by niczego bardziej nie spieprzyć i odnaleźć tą, dla której obecnie jest w stanie zrobić wszystko, by było między nimi tak, jak dawniej. A przede wszystkim... by ta przestała przed nim wreszcie uciekać. Czy mu się to uda? Co może pójść nie tak...? 




więzy krwi
RODZICE:Danny Lecter & Margaret Lecter.
RODZEŃSTWO:Nie ma.
DZIECI:Może w przyszłości...
DALSZA RODZINA:W sumie... nie pamięta, by jakąś miał. Nigdy go to specjalnie nie interesowało i tyle.


miłość
STATUS ZWIĄZKU:Zaręczony.
PARTNER:Mercedes Blackjack.
BYLI PARTNERZY:Przed Mercy pewnie było ich sporo, nie warto nawet przytaczać konkretnych imion... i tak byli prawdopodobnie na jedną noc!





psychika
TYP OSOBOWOŚCI:Introwertyk.
ZABURZENIA:Schizofrenia prosta; klaustrofobia.
PRIORYTETY:Chwilowo? Kariera, no i jego ukochana Mercy. NIKT poza nim nie może jej tknąć i tyle w temacie.
GRUPY:Mars, Saturn.


opis charakteru
Valentine to samolubny, zapatrzony w siebie egoistyczny dupek. Przede wszystkim jest cholernie pewny siebie, wiedzący czego chce. Jak sobie coś postanowi, musi to dane coś zrobić, bo inaczej jest chory. Uparty bardzo, nie do zatrzymania. Uważa, że zawsze ma rację, nawet gdy jej nie ma. Nie liczy się z niczyim zdaniem. Niemniej jeśli się już z kimś zaprzyjaźni, traktuje taką osobę nieco inaczej, bo jak chce, to potrafi być towarzyszki. Dla tych osób zrobiłby wszystko, aczkolwiek nigdy by się też nie przyznał na głos, że coś dla nich poświęcił, tudzież że mu na nich zależy. Może nie jest w stanie tego powiedzieć, gdyż takie rzeczy za chiny ludowe nie przeszłyby mu przez gardło, ale jeśli ktoś go dobrze zna, umie się zorientować w jego zachowaniu i dostrzeże, że jednak mu zależy, ale na swój sposób. Za krzywdy mu wyrządzone potrafi się odpłacić pięknym za nadobne, wszelkimi dostępnymi metodami. Lubi rzucać sarkastycznymi i kąśliwymi uwagami. Nie nadaje się na pocieszyciela, bezapelacyjnie. Ma takie strasznie specyficzne poczucie humoru, którego nie każdy pojmie. Lecter nie owija w bawełnę, zawsze wali prosto z mostu; mówi szczerą prawdę każdemu, nie bawi się w okłamywanie. Ot, serwuje innym to, co o nim, albo o czymś myśli, nie dbając o to, czy kogokolwiek swoimi słowami urazi. Można go także nazwać tajemniczym, gdyż niewiele o sobie mówi. Lecz jeśli chodzi o drugą osobę, on chce wiedzieć o niej jak najwięcej. Później fakty z życia takiej osoby zazwyczaj wykorzystuje w jakiś sposób do własnych celów. 
Uważa, iż trzeźwo myśli i tak w istocie jest, przynajmniej dopóki się nie wścieknie. Z drugiej jednak strony, wewnątrz siebie ma coś z romantyka, bowiem jest również zdolny do dzikiej wierności i uczucia. Jest także czarujący i uwodzicielski. Ogółem uważa, że jest najpiękniejszym i najmądrzejszym człowiekiem na ziemi. Nigdy nie jest zawstydzony, do wszystkiego podchodzi na kompletnym luzie. Nikt nie ma pojęcia, o czym on myśli, dlatego też stwarza uczucie nieprzewidywalności na każdym kroku. Jego reakcja na czynniki zewnętrzne w każdej chwili może być zupełnie inna od zamierzonej. Znajomość z nim jest nadzwyczaj interesująca, pełna skoków adrenaliny i tej słodkiej niepewności, która owija rozmówcę jak czarny całun, głęboki, z którego nie sposób się wydostać. 
Jest z niego seksoholik, uprawia seks z kim i gdzie popadnie. Niby nie chce się wiązać z nikim na stałe, bo uważa, że to głupie i w ogóle do szczęścia niepotrzebne. Jednak pewna osoba zmieniła lekko jego światopogląd i... na swój popieprzony sposób ją kocha. Z tego chorego przywiązania do Mercy, jest o nią piekielnie zazdrosny, zaborczy i nie pozwoliłby nikomu jej tknąć, bo ona jest tylko JEGO. Imprezy i zabawa głównie siedzą w jego główce, bo woli czerpać z życia wszystko co najlepsze, niżeli przejmować się jakimiś pierdołami. Lubi skandale i być w centrum uwagi. Uważa, że należy mu się wszystko co najlepsze, jakby był jakimś pępkiem świata. Skąpiradło z niego, bo nienawidzi dzielić się czymkolwiek z innymi. 
Jeżeli miewa dobre dni, zdarza mu się być miłym, zabawnym a nawet szarmanckim. Aczkolwiek takie coś bywa w jego przypadku rzadko, nawet raz w miesiącu, jak nie rzadziej. Czasem dopada go totalne lenistwo, przez co nic mu się nie chce robić. Jedyną rzeczą, jaką wtedy robi, to głęboko rozmyśla nad różnymi sprawami, albo po prostu wyleguje się w domu. Gdy jest pogrążony w myślach, w swej podświadomości, to nikt prócz niego nie ma prawa mieć do niej dostępu. Nie lubi być tak jak inni i ma w dupie opinię reszty ludzi, woli się wyróżniać w tłumie. Nienawidzi, kiedy ktoś jest zbyt wścibski i wtyka nos w nie swoje sprawy. Dosyć często wpada w agresję, łapią go niepohamowane ataki gniewu, a także nieobliczalność. Wtedy musi się koniecznie na czymś wyżyć. A to tylko część tego, jaki w takim stanie potrafi być. Wówczas potrafi ranić słowami, jak sztyletami wbijanymi w ciało. W tym wypadku jest tak, że najpierw robi, a dopiero potem myśli. Czy potem żałuje swoich występków? Zaiste nie. Generalnie to nikt tak naprawdę do końca go nie zna. A ten, kto próbuje go poznać całkowicie, wkracza na niebezpieczny teren. Pomimo wielu złych cech, jakie ma, nawet on posiada jakieś dobre, tylko po prostu ukrywa je gdzieś w głębi swego spowitego lodem serca. Ale trzeba przyznać, iż ma on bardzo rozbudowaną osobowość i nigdy nie wiadomo, w jakim humorze danego dnia ktoś go zastanie i jaka będzie jego reakcja. Z nim to nigdy nic nie wiadomo. Poza tym jego charakter jest bardzo zmienny, właśnie ze względu na zaburzenia psychiczne, bo raz jest taki, a raz taki. Jego nie ogarniesz o.  



na pierwszy rzut oka
WZROST:188 cm.
POSTURA:Wysportowany, szczupły, dobrze zbudowany.
KOLOR OCZU:Jasnoniebieskie.
KOLOR WŁOSÓW:Ciemnobrązowe.
CECHY CHARAKTERYSTYCZNE:Ironiczny uśmieszek, tatuaże (taki najcharakterystyczniejszy to ten drobny przy jego lewym oku), kolczyki.


opis wyglądu
Najbardziej charakterystycznym elementem jego wyglądu są liczne dziary, które zdobią jego ciało i każdy z osobna ma dla niego większe, bądź mniejsze znaczenie. Aczkolwiek kilka z nich były robione spontanicznie, gdzie nawet sam nie pamięta, kiedy dokładnie i gdzie po nie poszedł, ani też skąd się wzięły. Niemniej żadnego z nich nie żałuje! 
Nosi wiele kolczyków i w sumie to różnie to z nim bywa, zależnie od jego widzimisię. Ale najczęściej ma je w uszach, dwa kolczyki w dolnej wardze, umiejscowione blisko siebie i czasem miewa też w nosie, po lewej stronie.
Nie wyobraża sobie siebie grubszego, dlatego dokłada wszelkich starań, by utrzymać swą wagę taką, jaka jest, co mu się bez problemu udaje. Jest taki w sam raz, szczupły z lekko zarysowanymi mięśniami. Bardzo często też wkłada na nos, czy czubek głowy okulary przeciwsłoneczne, a między jego wargami niezwykle często wystaje papieros. O, taki jego nieodłączny element, bez którego go raczej nie uświadczysz! Jego spojrzenie jest dość psychopatyczne, co pewnie wynika z jego choroby, cóż... Na pierwszy rzut oka można by stwierdzić, że wygląda jak jakiś typ spod ciemnej gwiazdki i w sumie... coś w tym jest! 



ciekawostki
🍸 Cierpi na schizofrenię prostą, która jeszcze nie została u niego stwierdzona, ponieważ nie był u żadnego specjalisty. Wszyscy są przekonani zresztą jak on sam... ze po prostu ma taki a nie inny charakter. W tej odmianie tego schorzenia nie ma ani omamów słuchowych ani urojeń. Występują nietypowe zmiany w zachowaniu, które mogą być uzasadnione w niektórych tylko sytuacjach, tak jak jego niekontrolowane wybuchy agresji. Poza tym schizofrenię często stwierdza się właśnie około 20-25 roku życia, wcześniej, nie jest ona taka łatwa do wykrycia. 
🍸 Jego najulubieńszym napojem jest gorąca czekolada, mleko sojowe i napój migdałowy. No i kawa! bez niej ani rusz. 
🍸 Totalnie artystyczna dusza. Od małego już interesował się muzyką (ku niezadowoleniu rodziców, którzy usiłowali wpoić mu prawo, które go nigdy z kolei nie kręciło), więc buntując się i wbrew wszystkiemu, grał sobie na różnych instrumentach, do których od zawsze miał smykałkę. I dzięki temu potrafi obecnie grać przede wszystkim na gitarze elektrycznej, akustycznej, trochę na pianinie... perkusji się nie tykał, bo to było dla niego już za duże wyzwanie, wolał skupić się na tych innych. Jest wszechstronnie utalentowany, ale wiadomo na jednym umie grać lepiej, a na innym nieco gorzej, ale zawsze jednak coś. Najbardziej jest obcykany, jeśli chodzi o gitarę, z pianinem także sobie nieźle radzi. Ale rzecz jasna głównie zajmuje się grą na gitarach i śpiewie. I na tym głównie zarabia kasę, zresztą jest ponadto w całkiem sławnym zespole, który zwie się Insomnia. 
🍸 Potrafi również dobrze śpiewać i to wykorzystuje, w sensie czasem podczas nagrań jakichś kawałków, jego wokal jest używany przy niektórych partiach w danym utworze. 
🍸 Jest uzależniony od wszelkich słodyczy i owoców - czyli wszystko to, co posiada w sobie cukier, niezależnie jaki. 
🍸 Nocny marek; nienawidzi gdy się go wyciąga z łóżka wcześnie rano - lubi sobie chłopaczyna pospać! Uwielbia leżeć w łóżku i czytać lub coś oglądać, owinięty w koc, z kubkiem kakao w ręce. 
🍸 Cierpi na klaustrofobię. Nienawidzi przebywać w cholernie małych pomieszczeniach, tym bardziej jakby był w jakimś zamknięty na klucz. Dostaje wtem ataku paniki, bo boi się, że się nie wydostanie na zewnątrz. Sam nie wie, skąd mu się to wzięło, ale tak już po prostu ma. 
🍸 Uwielbia imprezować i nigdy nie może go zabraknąć na jakiejś ostrej bibce. Nie stroni od alkoholu, narkotyków i papierosów, no krotko mówiąc istna samowolka! Takie przyzwyczajenia ze szczenięcych, buntowniczych lat i nie potrafi się szczerze mówiąc hamować... 
🍸 Posiada mroczniejszą przeszłość, od której na razie nie potrafi do końca się odciąć i zdarza mu się jeszcze wdawać w nielegalne interesy... Lecz nigdy nikogo nie zabił i raczej tego nie zrobi; mimo wszystko nie kręci go coś takiego. Ale za to teraz potrafi się nieźle bić i kraść. 
🍸 Nie uznaje porażki. Zawsze wie, czego chce i robi wszystko, aby dostać to, czego w danej chwili pragnie. Lepiej mu nie odmawiać, gdyż może posunąć się nawet do najbardziej okrutnych środków, by odebrać to co, według niego należy się jemu. Takowe odruchy pozostały mu po starych wybrykach, które dalej mu się zdarzają... 
🍸 Pomimo iż nie zdaje sobie z tego sprawy, ma zaburzenia psychiczne, stąd czasem jest nieco brutalniejszy, nie brzydzi go widok krwi i jak się mocno wkurzy, to potrafi przywalić. Przez to miewa sadystyczne odruchy i zdarza mu się chełpić z czyjejś krzywdy i jarają go tak trochę tortury... 
🍸 Potrafi też rysować i malować różne rzeczy - dzięki temu może się wyluzować i nie myśleć o jakichkolwiek problemach, czy przeciwnościach losu. Jednak to robi tylko hobbistycznie i nie myślał o tym jako o zawodzie, po prostu... czasem sobie coś maże albo próbuje się wyładować na kolorowankach anty-stresowych.
🍸 Zawsze ze wszystkim zdąży i się wyrobi, na ostatnią chwilę! 
🍸 Lubi robić zwariowane rzeczy i się tego nie wstydzi. 
🍸 Uwielbia motory. Gdzie tam auto, on woli wszędzie jeździć jednośladem. 
🍸 Absolutny wielbiciel zwierzaków; najbardziej kocha psy i sam jest właścicielem czekoladowego Labradora, który wabi się Marley.

Valentine Lecter
Give me all you’ve got
Make this night worth my time
Make this worth my time...
Odpowiedz
#2 (22.02.2018, 21:53 )

karta zaakceptowana
witamy na forum
James Moore
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości