witaj w Yellowlair Oats
rejestracja  logowanie
yellowlair oats
north east england




William Holmes

#1 (09.05.2016, 00:17 )
34 lata
Zarządca schroniska
183 cm
Taka jedna plącze mu się po sercu

<center><div class="kp"><div class="kp1">William Holmes</div> 
<img src="http://38.media.tumblr.com/tumblr_ltt3nlIBH91r53dhdo1_500.gif" class="kpob"> 
<div class="kp3"><div class="kp4">Jaki jestem?</div> 
Klasyczny przykład mizantropijnego, introwertycznego melancholika. Beznadziejny przypadek? Cóż, tak to brzmi na początku, ale warto poświęcić chwilę, aby dotrzeć głębiej w jego psychikę i spróbować go zrozumieć - bardzo zyskuje przy bliższym poznaniu i wówczas okazuje się, że trud włożony w poznanie go bardzo się opłacił. 
William nie przepada za tłumami, wręcz ich nienawidzi i unika jak ognia. Najlepiej czuje się w gronie dwóch, najwyżej trzech osób. A najlepiej, kiedy w jego pobliżu znajduje się tylko jeden człowiek, zaufany, przy którym William może czuć się swobodnie. Z trudem nawiązuje nowe znajomości, jest chłodny i nieprzyjemny dla nieznajomych, lecz pod tą lodową powłoką kryje się całkiem przyjemny i wrażliwy człowiek. Ten mężczyzna, kiedy ktoś już zaskarbi sobie jego sympatię, potrafi być naprawdę miły i uczynny, wierny swym bliskim - lecz najpierw trzeba przedrzeć się przez tę skorupę chłodu i obojętności, co nie każdemu się udaje. Lecz warto się pomęczyć i wyposażyć w iście ośli upór, bowiem taki przyjaciel jak Will to prawdziwy skarb.
Jest flegmatykiem. Niczego nie robi w zbędnym pośpiechu, a przy tym bardzo się stara, aby z dokładnością wykonywać wszystkie powierzone mu zadania. Zawsze skrupulatny, dokładny i wnikliwy. Jeśli powierzono mu jakąś pracę, zawsze sprawdzi trzy razy, zanim skończy - podobnie ma z działaniami poza polem zawodowym, wszystko dokładnie sprawdza i najpierw myśli, a dopiero potem pozwala sobie na jakiś ruch. Ta cecha tyczy się wszystkiego w jego życiu, zaczynając na życiu sercowym, a kończąc na zakupach w spożywczaku. Ponadto, Will jest osobą bardzo spokojną i cierpliwą, która świetnie słucha. Mógłby być wspaniałym doradcą, gdyby tylko wierzył w siebie i przekonał się, że jego słowa, porady są cokolwiek warte.
Największym właśnie problemem Willa jest brak wiary w siebie. To, w co niegdyś wpędził się przez własną szczeniacką bezmyślność, silnie podkopało jego samoocenę. I tak od wielu lat żyje on z przekonaniem, że jest bezwartościowym, niepotrzebnym nikomu odpadkiem, który dawno powinien umrzeć razem ze swoimi przyjaciółmi. Dlatego od wielu lat, w zasadzie odkąd zakończył terapię w ośrodku dla uzależnionych i przeprowadził się do Yellowlair Oats, zamiast żyć, cieszyć się światem i każdym pięknym dniem, snuje się po mieście jak ponury cień i odpycha ludzi kiepskim nastrojem. Potrzeba mu kogoś, kto popracuje nad jego fatalnym postrzeganiem samego siebie. 
Uwielbia zwierzęta, szczególnie psy, z którymi ma wyśmienity kontakt.
</div> 
<div class="kp5"><div class="kp4">Kim jestem?</div> 
Will urodził się w angielskim Leicester, w dobrze sytuowanej, wręcz zamożnej rodzinie prawniczego małżeństwa. Nie można niestety powiedzieć, że jego rodzina była dobra... w zasadzie jedyne, co mężczyzna miał zapewnione za dzieciaka, to były wspaniałe warunki finansowe i tyle tylko w dzieciństwa, a także wczesnej młodości podarowali mu rodzice. Jako pierwsze dziecko był rozpieszczany, ale nie przesadną miłością czy czułością, lecz... zabawkami. Od pierwszych chwil jasne było, że jego rodziciele nie zamierzają poświęcić choćby ułamka swojej kariery zawodowej na rzecz wychowywania syna, czy choćby nawiązania z nim dobrych, rodzicielskich relacji. Nie, kiedy tylko matka mogła, skróciła urlop macierzyński i wróciła do pracy, żeby nie wypaść z prawniczego obiegu, chłopiec natomiast został z opiekunką, którą przez kolejne lata znał lepiej niż własną matkę. Rodzice zaniedbywali go przez zapracowanie, ale dawali wszystko, czego chciał i sądzili, że tym załatwią sprawę. Sytuacja pogorszyła się, kiedy na świat przyszła jego siostra. William miał wówczas 8 lat i był już w miarę samodzielny, a na pewno też na tyle rozumny, by widzieć, że dla rodziców nie liczy się wcale. Po narodzinach siostrzyczki resztki wolnego czasu rodzice poświęcali tylko jej, a on został odsunięty na bok i przekupywany regularnie pieniędzmi, zabawkami i atrakcjami, których sobie zażyczył. Jedną z tychże atrakcji była nauka gry na gitarze, którą rozpoczął właśnie jako ośmiolatek.
I tak ponuro płynęło sobie jego dzieciństwo, gdy jedyną radością była gitara. W końcu dotarł do wieku nastoletniego, w jego głowie zrodziły się marzenia o estradzie, muzyce, byciu gwiazdą... wtedy też ze swoim przyjacielem o podobnych marzeniach , Chrisem, wplątał się w towarzystwo, z którym nigdy nie powinien się zadać. Wprawdzie towarzystwo to było interesujące, przyciągało zamiłowaniem do muzyki heavymetalowej, lecz było równie barwne, co niedojrzałe - pośród tejże młodzieży panowała moda na wszelakie używki i niebezpieczne zabawy. 
William początkowo stronił od narkotyków, tylko upijając się na libacjach swoich nowych znajomych, w końcu  wsiąkł w to towarzystwo doszczętnie i wreszcie sięgnął po dragi. To okazało się początkiem jego piekła. Na początku świetnie się bawił, ale to szybko dobiegło końca - podobnie jak swoi znajomi, uzależnił się od narkotyków, a konkretniej od kokainy i heroiny. W tym czasie również zaczynał odnosić pierwsze muzyczne sukcesy, razem z zespołem, który założył z przyjaciółmi. Wydali debiutancki album, zaczęli grać jako supporty dobrych zespołów i zachłysnęli się pierwszymi, choć obiektywnie rzecz biorąc bardzo małymi, sukcesami i zaczęli imprezować na całego. To było jak jedna wielka, narkomańska orgia, która kończyła się tylko wtedy, kiedy manager zespołu potrząsnął chłopakami, by doprowadzili się do porządku przed koncertem.
Na jednym z takich koncertów, w stanie trzeźwości ciała i umysłu od używek, William poznał Suzanne. Była to piękna, ciemnowłosa dziewczyna, pełna radości życia. Optymistka. Związali się ze sobą, mimo że dziewczyna wiedziała o jego narkomańskich zapędach, a szybko stało się dla niej jasne również to, że Will nie tylko lubi przyćpać, ale po prostu jest uzależniony. Lecz niezrażona próbowała go ratować z tego dna. Zamiast tego to ona się złamała i zaczęła brać z nim. Bawili się tak przez kilka miesięcy.
Ale zabawa szybko przerodziła się w koszmar. Zespół upadł przez niesubordynację uzależnionych muzyków. Kończyły się pieniądze na narkotyki. Kończyło się zdrowie. Kończyły się życia... Przerażające było, jak szybko uzależnienie zbierało śmiertelne żniwo. Jednego dnia cała paczką znajomych śmiali się i bawili razem, a zaledwie pół roku później ich grupka była już okrojona o połowę. Wszyscy zmarli z przedawkowania.
Zapewne William tkwiłby wciąż w tym ponurym, narkomańskim światku lub zmarł, gdyby nie dwie tragedie, które zmieniły jego postrzeganie świata o 180 stopni. Pierwszą z nich była śmierć jego najbliższego przyjaciela - Chrisa - który pragnął wydostać się z tych toksycznych, narkomańskich kręgów i po miesiącach leczenia zwątpił w powrót do normalnego życia. Popełnił samobójstwo. Drugim przykrym wydarzeniem była kolejna śmierć, z przedawkowania. Jednak tym razem ofiarą zgubnego nałogu padła ukochana Willa - Suzanne. To go otrzeźwiło. Zrozumiał w końcu, jakie błędy popełnił, jak źle postępuje, pakując się dalej i dalej w ten potworny nałóg. Poddał się terapii odwykowej, kiedy ją zakończył, przyjechał tu, do Yellowlair Oats. Uciekł z rodzinnych stron, by móc rozpocząć nowe, całkiem normalne życie. 
Szkoda, że ceną za jego zmądrzenie było życie dwóch najbliższych mu osób.</div> 
<div class="kp6"><div class="kp4">Po czym mnie poznasz?</div> 
Podobno prezentuje się dobrze, choć on jako facet twierdzi, że nie potrafi ocenić, czy jest przystojny czy nie, bo nie gustuje w męskiej urodzie.
Jest średniego wzrostu, dość dobrze zbudowany, z ładnie wyrzeźbionym ciałem, ale na pewno nie należy do mięśniaków - przesadny rozrost mięśni uważa za obrzydliwość. Niemniej muskulaturę ma delikatnie, ale ładnie zarysowaną, co czyni jego ciało atrakcyjnym, a jemu daje siłę fizyczną i niezłą kondycję. Jest średniego wzrostu, posiadając ciało o wzroście 178 cm. Uważa, że mógłby być wyższy, ale nie narzeka na to, co ma - zawsze przecież mógłby mieć 160 cm wzrostu, prawda? Lepsze jego 1,78 m, nie ma tragedii.
Powiadają, że ma twarz nacechowaną spokojem i inteligencją, co uważa za miły komplement, choć nie wie, czy jest to faktycznie prawdą. Włosy ma w kolorze brązowym, tak samo, jak duże oczy o przenikliwym, pełnym stoickiego spokoju spojrzeniu. To jest wzrok, przed którym niczego nie da się ukryć. Twarz ma szczupłą, o regularnych rysach. Ma dość widoczne kości policzkowe oraz ładnie zarysowaną szczękę - nie za słabo nie za mocno... idealnie. Usta ma o charakterystycznym kształcie nadającym jego twarzy dość poważnego wyrazu. Nos prosty, zgrabny. Pasuje do reszty twarzy.
Posiada sporo tatuaży, które są pamiątką z przeszłości, z tej przepełnionej buntem części jego życia, której teraz potwornie się wstydzi. Najchętniej by się ich pozbył, ale nie ma pieniędzy na usuwanie laserowe tak wielu dziar, poza tym nie chce mu się tego robić. Ma dość dużą wadę wzroku, którą najczęściej koryguje okularami, rzadziej soczewkami.</div>
<div class="kp2"><b>Wiek:</b> 30 lat 
<b>Data urodzenia:</b> 11.05.1985
<b>Pochodzenie:</b> Leicester, Wielka Brytania
<b>Zawód:</b> Zarządca schroniska
</div></div></center>
Odpowiedz
#2 (09.05.2016, 01:52 )

karta zaakceptowana
witamy na forum
Courtney Marsh
Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości