welcome to
Yellowlair Oats



#1 (20.05.2020, 19:44 )
What we're doing here ain't just scary,
it's about to be legendary

Lawrence Byun


dane podstawowe
DATA URODZENIA30.12.1994
MIEJSCE URODZENIASeul, Korea Południowa
ZAWÓDwokalista, tancerz, kompozytor, autor tekstów
STAN CYWILNYkawaler
ORIENTACJAbiseksualny
WYKSZTAŁCENIEBachelor of Music in Voice (Royal Academy of Music, London)
STATUS FINANSOWYbardzo bogaty
JĘZYKIangielski (native speaker), koreański (biegły)
DZIELNICA- - -  
PROBLEMY ZDROWOTNEokaz zdrowia
WIZERUNEKTaehyung Kim
biografia
Londyn, 14 grudnia 2003
Kochani babciu i dziadku!
Strasznie mi przykro, że nie możemy w tym roku przylecieć na Święta i Nowy Rok. Rodzice mówią, że mają bardzo dużo pracy i nie mogą wziąć wolnego na tak długo, więc jestem na nich trochę zły. Mnie właśnie zaczęły się bożonarodzeniowe wakacje. Szkoda, że nie spędzę ich z wami. Nie lubię Świąt i Sylwestra, bo wszyscy zapominają o moich urodzinach albo dają mi jeden prezent na Święta i od razu na urodziny. To niesprawiedliwe!
Bardzo mi Was brakuje. Mama dużo pracuje w domu, ale mówi, że nie ma czasu, bo do tłumaczeń potrzebuje ciszy i spokoju. Tata wraca z pracy bardzo późno, ale mówi, że niedługo będzie mieć więcej czasu. Podobno robią teraz w pracy bardzo ważne rzeczy. Angielscy dziadkowie wcale nie są fajni. Rzadko u nich zostajemy, a oni nie chcą się z nami bawić, bo mówią, że są na to za starzy. Hannah codziennie jest z opiekunką, która ma zajmować się też mną. Ale ja nie potrzebuję opiekunek. Mam prawie 9 lat!
Mam nadzieję, że wszystko dobrze napisałem. Tata w wolnym czasie dużo mnie uczy koreańskiego, a ja bardzo lubię się go uczyć. Lepiej mi idzie, prawda?
Tęsknię,
Lawrence



Seul, 10 sierpnia 2009
Hannah!
Żałuj, że nie przyjechałaś tu ze mną na wakacje. W Korei jest zupełnie inaczej niż w Anglii, a nasi bliscy bardzo żałują, że nie mogli Cię poznać. Mam nadzieję, że w końcu przestaniesz się migać i chociaż w najbliższe Święta zrobisz dziadkom przyjemność i przyjedziesz ze mną na parę dni. Tu wszystko jest inne. Pogoda (pewnie znowu siedzisz w domu, bo pada?), język (powinnaś podszkolić swój koreański!), kultura, jedzenie (nie za bardzo mi smakuje!), a nawet samochody, ulice (wiesz, że jeżdżą tutaj po prawej stronie drogi?) i budownictwo. Nie mogę ocenić, czy są lepsze niż u nas, czy gorsze – po prostu inne. Przyjedziesz kiedyś i sama się przekonasz. Mnie bardzo się tutaj podoba i wiele bym dał, żeby zostać tu na stałe.
Bardzo dobrze zrobił mi wyjazd i odpoczynek od rodziców. Zbieram siły na słuchanie ich kolejnych sprzeczek po powrocie i znoszenie czepiania się mnie, że chcę zostać muzykiem, a nie inżynierem jak ojciec lub tłumaczem jak matka… tutaj nikt nie ocenia mnie negatywnie, choć wydaje mi się, że dziadkom też nie podoba się mój pomysł na życie. Próbowali mnie przekonać, żebym znalazł sobie inną pasję, ale gdy zobaczyli, że jestem uparty, dołożyli mi trochę pieniędzy na nowy saksofon. Gdy wrócę do domu, popracuję trochę w tym sklepie muzycznym co zwykle i powinienem uzbierać na porządniejszy instrument. Podobno w Korei liczy się głównie techniczne wykształcenie, ale nie wierzę, że nie da się tu wyżyć ze sztuki! Widziałem w Seulu dwa kluby jazzowe, więc może kiedyś uda mi się tu coś osiągnąć?
Nie tęsknię za Anglią. Odwykłem już od moknięcia w deszczu i wlewania w siebie hektolitrów herbaty. Tylko trochę brakuje mi przyjaciół. Mam nadzieję, że nie nudzisz się i dobrze spędzasz wakacje!
Całuję,
brat
 
Ps. Aha, zapomniałem Ci napisać, że wujek, którego niedawno poznałem, ma znajomych w szkole muzycznej i zapisał mnie na warsztaty wokalne. Prowadzi je prawdziwa pani profesor z Seul Daehakgyo! Powiedziała, że mam niesamowitą barwę głosu i powinienem rzucić saksofon, żeby zająć się nauką śpiewu. Co o tym myślisz?



Londyn, 21 września 2014
Droga Phoebe,
Przykro mi, że mimo tego, co nas łączyło, nie chciałaś kontynuować naszej relacji. Wiem, że czujesz się rozczarowana moją decyzją o pozostaniu w Londynie, ale uwierz mi, proszę – nie każdy marzy o medycynie w Cambridge. Ja na pewno nie. Udało mi się pozytywnie przejść egzaminy i przesłuchania na Royal Academy of Music i niebawem rozpocznę studia na wokalistyce, o czym marzyłem od dawna, zresztą… sama dobrze to wiesz. Sądziłem, że będziemy wspierać się na wybranych kierunkach, nawet jeśli przyjdzie nam widywać się rzadziej niż dotychczas. Związki na odległość czasem się udają, więc mogliśmy przynajmniej spróbować, ale szanuję Twój wybór.
Mimo że boli mnie Twoja decyzja, życzę Ci jak najlepiej. Mam nadzieję, że spełnisz swoje marzenia.

Bądź szczęśliwa,
Lawrence



Seul, 5 grudnia 2015
Cześć, Hannah!
Dziwnie mi przejść na korespondencję mailową po latach odnajdowania przyjemności w pisaniu odręcznych listów, ale jak widzisz – dostosowuję się do Twojej prośby.
Czy rodzice pogodzili się już z moją decyzją? Co u nich? Odkąd wyjechałem do Korei, nie mam z nimi żadnego kontaktu i mimo że bywało różnie między nami, nie ukrywam, martwię się o nich i nie chciałbym, żeby naszą rodzinę dzieliły niepotrzebne waśnie. To przykre, że przez ponad dziesięć lat rodzice nie byli w stanie zaakceptować mojej artystycznej drogi życiowej, ale jestem w stanie zrozumieć ich nerwy. Muzyka to niepewny chleb, zaś oni chcieli dla mnie jak najlepiej. Bezpieczniej by było, gdybym poszedł w zawodowe ślady ojca, wiem o tym. Tylko że nie każdy chce żyć bezpiecznie. Ja zapragnąłem podjąć ryzyko i spróbować rozwinąć moją pasję, a jeśli się nie uda… cóż, obiecuję, że wtedy wrócę jako syn marnotrawny i zostanę nudnym panem inżynierem. Jestem młody, mam czas na szukanie swojej drogi.
Jestem bardzo wdzięczny, że Ty jedna od początku wspierałaś mnie w moich muzycznych decyzjach, chociaż wiem, że ostatnia jest dla Ciebie niezrozumiała. Wiem, jak to wygląda. Mam za sobą naście lat romansu z saksofonem i pracy nad wokalem jazzowym, aż tu nagle wyjeżdżam do Korei na casting do popowego boysbandu! Nie myślałem, że cokolwiek z tego będzie. Udałem się na przesłuchania dla zabawy, z przyjacielem z Seulu i jakimś cudem zostałem zauważony. Ale skoro mi się udało, głupio bym zrobił, gdybym się wycofał, bo to nie jest jakaś anonimowa wytwórnia. Zajmują się już znanymi wykonawcami, są znaną marka, więc pod ich skrzydłami mam szansę na  sukces w Azji. Nie straciłem serca do jazzu, wybrałem po prostu to, co może dać mi większe szanse na spełnienie artystycznych marzeń. Życie czasem wymaga kompromisów
Obiecuję Ci, że niezależnie od tego, jak potoczy się moja kariera, nie zawalę nauki i dokończę wokalistykę w Londynie. Zależy mi na tym, bo nie chcę przenosić się na tutejszy uniwersytet. Kto by chciał porzucić RAM, prawda? Ale na razie muszę zawiesić studia na rok. Nie wyobrażasz sobie, ile mam tu roboty! Jest nas sześciu. Ciśniemy się w małym mieszkanku wynajętym przez naszą wytwórnię, a każdego dnia przechodzimy wielogodzinne treningi taneczne, wokalne, aktorskie i wiele innych. Nigdy dotąd nie byłem tak wysportowany jak teraz! Minęło parę miesięcy, a piszę dopiero dziś, bo mam w końcu trochę siły, zwykle wieczorami padamy na twarz. Niektórzy z nas są po szkołach tańca i mają lżej na zajęciach tanecznych, a inni (w tym ja) nie muszą się przejmować lekcjami śpiewu. To ciężka orka, ale nie chcę rezygnować.
Zobaczysz, jeszcze kilka miesięcy i Twój brat pojawi się na wielkiej scenie!

Ściskam Cię mocno,
Lawrence

Ps. Rozpocząłem tu karierę pod imieniem Eujung. Dziadkowie chcieli, żebym miał tak na imię, pamiętasz, jak nam opowiadali? Lawrence jest trochę problematyczne do wymówienia dla niektórych Koreańczyków, zresztą nie chcę się w ten sposób wyróżniać. Nie myśl, że chcę zrywać z moimi brytyjskimi korzeniami.




Seul, 16 marca 2016
Kochana mamo!
Miałem ostatnio kilka wolnych dni i widziałem się z dziadkami. Doszły mnie od nich słuchy, że śledzicie z tatą i Han poczynania mojego zespołu, co bardzo mnie ucieszyło. Miło mi, że interesujecie się moją karierą, choć nie byliście zadowoleni z wyborów, jakich dokonałem. Jak widzisz, nie wyszedłem na tym tak źle, jak przewidywaliście. Z muzyki też można wyżyć, jeśli ma się odrobinę szczęścia.
Czas treningów był ciężki i wyczerpujący, później mieliśmy swój okres debiutu, w którym bywało ciężko, ale trudy się opłaciły. Myślę, że słyszałaś ostatnie dwa utwory, które dały niesamowity rozpęd naszej karierze – obiło mi się o uszy, że wzbudziły zainteresowanie również w Europie! Żyję teraz jak w magicznym śnie. Udzielamy mnóstwa wywiadów, występujemy w koreańskiej telewizji, mieliśmy pierwsze spotkania z fankami (nigdy nie myślałem, że zobaczę tłum młodych dziewczyn piszczący na mój widok!) a tydzień temu wróciliśmy z promocji zespołu w Japonii. Szykujemy się do azjatyckiego tournée, które zajmie nam ponad kwartał, a w międzyczasie nagrywamy kolejne materiały promocyjne. Nie mam zbyt wiele czasu na odwiedzanie dziadków. Wszystko dzieje się w takim tempie, że czasem brak mi godzin, żeby porządnie się wyspać. Ale nie bój się o nic, mam się dobrze!

Kocham Was,
Lawrence



Osaka, 30 września 2017
Mamo i tato!
Za kilka tygodni będzie ceremonia Asian Music Awards. Jesteśmy nominowani, więc oglądajcie i trzymajcie kciuki! Przepraszam, ale nie przyjadę na Święta. Z początku myślałem, że uda nam się wygospodarować parę wolnych dni i powitam z Wami Nowy Rok, ale niestety już wiem, że harmonogramy mamy rozpisane do kwietnia przyszłego roku. Obecnie intensywnie koncertujemy, więc nie mam niestety czasu na długie rozmowy.

Kocham Was,
Lawrence



Seul, 14 kwietnia 2018
Siostrzyczko!
Udało mi się ostatnio odwiedzić dziadków i słyszałem od nich, że jesteś na mnie zła. Przepraszam, że nie udało mi się przyjechać na Twoją osiemnastkę. Bardzo chciałem, ale byliśmy wtedy w trakcie pracy nad nowym albumem i nie dostałem zgody na opuszczenie studia. To fatalnie zbiegło się w czasie.
Mnie też jest źle z myślą, że nie widziałem Was od ponad dwóch lat. Bardzo za Wami tęsknię. Za Tobą, mamą i tatą – a także za dziadkami, których prawie nie widuję, mimo że też mieszkają w Seulu. Każdego dnia mam mnóstwo pracy i często jestem w rozjazdach, a wyjście z domu jest dla mnie całym przedsięwzięciem, które wymaga zaangażowania ochrony i zgody managera. To dość wyczerpujące, a ja nie chcę dokładać tym ludziom pracy, zresztą rzadko mam czas, żeby dokądś wyjść. Nie chcę, by to brzmiało, jakbym się tłumaczył, ale uwierz mi, naprawdę nie mogłem przyjechać. Mam nadzieję, że spodobał Ci się mój prezent. Wybrałem go na chybił-trafił, bo nie wiem, czy w ogóle masz prawo jazdy. Jeśli samochód Ci się nie spodobał, nie obrażę się, jeśli go sprzedasz. Zrób z nim, co uważasz.
Wiesz może, co u moich przyjaciół ze szkoły i studiów? Z prawie wszystkimi straciłem kontakt. Niedawno Tim prosił mnie o pożyczkę na rozruch jego interesu, ale od jakiegoś czasu się nie odzywa. Wiesz może, czy mu się udało?
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Lawrence



Busan, 10 listopada 2018
Jiyon!
Miałem to załatwić po powrocie do Seulu, ale widziałem, że wciąż pieniądze znikają mi z konta, więc byłem zmuszony zareagować natychmiast. Właśnie zablokowałem kartę płatniczą, którą Ci dałem. Dowiedziałem się, co mówiłaś na mój temat. Wbrew temu, co opowiadałaś, nie jestem „bogatym frajerem do dojenia z forsy”. Nie pisz do mnie więcej i na przyszłość uważaj, co i w jakim towarzystwie mówisz, bo ludzie mają długie języki. Nie dam Ci następnej szansy. Było ich już o co najmniej trzy za dużo.
Eujung



Los Angeles, 20 marca 2019
Hannah!
Przepraszam, że nie przyjechałem na pogrzeb Dziadka. Dowiedziałem się dopiero wczoraj od naszego managera, a wcześniej nie powiedzieli mi, co się stało. Nie miałem możliwości przyjechać. Czuję się parszywie z myślą, że pokonaliście drogę z Londynu do Seulu, by go pożegnać, a mnie tam zabrakło.
Ostatnio spadło na mnie wiele złego. Czuję, jak wiele tracę z powodu popularności, którą udało mi się zdobyć, jakby moje spełnione marzenie stało się jednocześnie moją największą klątwą. Wiem, że rozniosła się wśród fanów wieść, iż niedawno Jungwoo z mojego zespołu próbował popełnić samobójstwo. Ale o mnie nie musicie się obawiać, wszystko ze mną w porządku! Jestem zmęczony, ale staram się odcinać od hejterskiej nagonki oraz pisków fanek. Wytrzymam jeszcze kilka miesięcy, a wtedy w końcu odpocznę na upragnionych wakacjach.
Trzymajcie się mocno,
Lawrence



Londyn, 20 marca 2020
Kochany Jungwoo,
to będzie długi mail.
Piszę właśnie do Ciebie, bo sądzę, że czujemy to samo. Niedawno przeszedłeś trudny okres i wiesz, jak sława potrafi zrujnować człowieka. Ty jeden zrozumiesz, co teraz czuję. Długo zbierałem się w sobie, żeby do Ciebie napisać, choć powinienem to zrobić już dawno temu. Przepraszam, że nie odbierałem od Was telefonów i nie odpisywałem, ale musiałem wszystko poukładać sobie w głowie, zanim powiem Wam, dlaczego tak długo nie ma mnie w Seulu.
Otóż – nie wracam. Gdy wreszcie, po ostatnich pięciu latach zasuwania jak maszynka do zarabiania pieniędzy, dostaliśmy czas na dłuższe wakacje i wróciłem w rodzinne strony, dotarło do mnie, jak wiele sława mi zabrała. Stanąłem twarzą w twarz z najbliższymi i poczułem, że jesteśmy sobie prawie obcy. W ciągu ostatnich pięciu lat widziałem ich cztery razy. Wiem, że Ty też rzadko widujesz bliskich, ale mając ich w Korei, byłeś przynajmniej w stanie zajrzeć do nich od czasu do czasu na dzień lub dwa. Dla mnie droga do domu to wielogodzinny lot, który jest koszmarną wyprawą z chorymi środkami ostrożności, żeby nikt nie rozpoznał mnie na lotnisku w Seulu. Straciłem wszystkich angielskich przyjaciół. Dołączając do zespołu, poszedłem na wiele kompromisów, ale to dla mnie za wiele.
Showbiznes bardzo mnie rozczarował. Nigdy nie czarowałem się, że to utopijny świat, ale nie sądziłem, że jest w nim aż tyle zła i brudu. Mam dość chorej rywalizacji i zawiści między wykonawcami. Nie chcę już czytać pomyj na mój temat, odczytywać na prywatnym mailu gróźb śmierci ani spotykać się twarzą w twarz z niebezpiecznymi albo niezadowolonymi młodocianymi fankami, które rozczarowały się, że mam nie taką fryzurę, jak sobie wymarzyły na naszym spotkaniu albo inną bzdurą. Cieszę się, że tak wiele osób nas docenia, lubi i jesteśmy dla nich ważni, ale fanatyczna miłość jest toksyczna i wyniszczająca. Dość już mam rozliczania mnie z każdego ruchu i gestu, który wykonuję. Nie chcę być dłużej pacynką, która nie zasługuje, na prywatność, odpoczynek i przestrzeń osobistą. Obaj dobrze wiemy, że nie jesteśmy traktowani jak ludzie. Ale wiemy też, że kuriozalne absurdy są normą w tym środowisku i nieważne, co zrobimy, albo czego nie zrobimy, zawsze zostaniemy skrytykowani i obrażeni. Zawsze będziemy musieli się tłumaczyć, a ja nie mam już na to siły. Jestem do tego wyczerpany fizycznie. Pięć lat nieustannych treningów, braku snu i stresu zaczęły odbijać się na moim zdrowiu i muszę zwolnić obroty.
Nasz management również mnie rozczarował. Wiem, że mamy wiele obowiązków i powinniśmy kuć żelazo, póki gorące, bo pięć minut w końcu przeminie. Ale nigdy nie będzie z mojej strony zgody na ukrywanie informacji o śmierci najbliższych, bo ważniejszy jest koncert. Wiesz, że w przeszłości mnie to spotkało. Do dziś wyrzucam sobie, że nie pożegnałem mojego Dziadka jak należy tylko dlatego, że mieliśmy tego dnia grać w legendarnym LA i ktoś „decyzyjny” uznał, że to ważniejsze od mojej rodziny.
Znajomi mnie dotknęli. Wiem, co powtarzałeś mi setki razy: jestem naiwny i pozwalam zbliżyć się do siebie niebezpiecznym ludziom. Nie chciałem Ci wierzyć, ale widocznie miałeś rację i nie mam nosa do ludzi. Była Jiyon, był Shiwoo, były też inne osoby, w których widziałem przyjaciół lub miłości, a okazali się naciągaczami, którym zależało tylko na prezentach ode mnie. Nie będę z nimi walczyć, żeby zwrócili mi to, co wzięli. Chcę tylko uwolnić się od takich ludzi, a wyjazd do Europy, gdzie nie jestem tak znany jak w Azji, powinien dać mi szansę na znalezienie ludzi, którzy szczerze mnie polubią, bez wiedzy o moich zarobkach i popularności na innym kontynencie. Nie przeżyję następnego emocjonalnego ciosu, który wymierzy mi ktoś, komu zaufałem. Było ich już za dużo.
Nasza grupa też mnie rozczarowała. Pamiętasz, jak pięć lat temu obiecywaliśmy sobie, że będziemy dla siebie jak bracia i jeśli staniemy się sławni, będziemy się wspierać i nic nas nie rozdzieli? Sam wiesz, co z tego wyszło. Jeden nie znosi drugiego, bo odbił mu dziewczynę, drugi nie chce patrzeć na trzeciego, bo nie wiadomo dlaczego, trzeci nie rozmawia z czwartym przez różnicę charakterów… Nie jestem w stanie żyć dłużej między Wami w napięciu, atmosferze zmęczenia i niechęci. Myślę, że wszyscy powinniśmy od siebie odpocząć, bo zbyt dużo czasu spędzaliśmy ze sobą w ciągu ostatnich lat. Może poczuliście się lepiej dzięki ostatnim miesiącom wakacji i nabraliście sił na toczenie tego artystycznego wózeczka, ale ja dałem sobie wiele czasu na przemyślenie sprawy i zdecydowałem, że odchodzę. Za kilka miesięcy kończy mi się kontrakt z wytwórnią i nie planuję go przedłużyć. Słyszałem, że Wy już to zrobiliście. Ja nie chcę.
Nie czujcie się zdradzeni. Jesteście moimi przyjaciółmi i życzę Wam jak najlepiej, ale dla siebie nie widzę już miejsca w showbiznesie. Jestem na to za słaby i za miękki, może też za głupi. Nie wiem, kiedy się spotkamy, bo obecna sytuacja z epidemią nie pozwala mi na wyjazd z kraju i nie będę kryć, na rękę mi to. Ale sądzę, że wytwórnia nie odpuści ostatnich miesięcy kontraktu i jeszcze trochę razem popracujemy.
Nie szukajcie mnie w Londynie. Wyjechałem do innego miasta w Anglii i chcę mieć tu spokój.
Życzę dalszych sukcesów i dziękuję za 5 lat pełnych przygód,
Eujung 

rodzina & miłość
RODZICEElizabeth Lowell - matka, angielska tłumaczka japońskiego i koreańskiego
 Seungjae Byun - ojciec, inżynier o koreańskim pochodzeniu, od lat pracujący w Samsung Electronics London
RODZEŃSTWOHannah Byun - siostra młodsza o 6 lat
DZIECInie ma
DALSZA RODZINAraczej nie utrzymuje bliższych kontaktów
STATUS ZWIĄZKUwolny
PARTNERbrak
BYLI PARTNERZYnikt, o kim warto wspominać
osobowość
TYP OSOBOWOŚCIambiwertyk
ZABURZENIApoza chronicznym stresem i psychicznym przemęczeniem ma się świetnie
PRIORYTETYspokój, poukładanie życia prywatnego
GRUPYWenus 50%, Uran 15%, Neptun 35%


kilka słów więcej...
Podobno w każdej plotce jest ziarnko prawdy.

Mówią, że jest pyszny...
Ale on tylko zna własną wartość. Cechuje go wysoka samoświadomość. Ma wiedzę o swoich mocnych i słabych stronach, nie bawi go silenie się na fałszywą skromność. Nie usłyszysz kurtuazyjnych zaprzeczeń, jeśli powiesz mu, że ma świetny głos, jest dobrym tancerzem albo dużo osiągnął na scenie artystycznej. Ale nie powie ci też, że w którejś z tych dziedzin jest mistrzem. Z pokorą pochyli głowę i przeprosi, gdy spotka go porażka.  
Jeśli pycha jest połączeniem szlachetnej dumy i ambicji, w plotkach jest ziarnko prawdy. Lawrence z uporem dąży do wyznaczonych celów i znajduje motywację tam, gdzie inni się wycofują. Jest perfekcjonistą i każdy aspekt swojej pracy musi dopieścić w najdrobniejszych szczegółach. We wszystko wkłada dużo (czasem za dużo) zaangażowania i wysiłku, co bywa zgubne i prowadzi do szybkiego przemęczenia psychicznego i fizycznego. Nie jest typem wyniosłego, zadufanego w sobie artysty, który nie przyjmuje do wiadomości swoich wad. Jego sposób postrzegania siebie nie jest całkiem pozbawiony subiektywizmu (kto umie ocenić siebie w pełni obiektywnie?), ale jest zdrowy i rozsądny.

Mówią, że jest głupi...
I poniekąd mają rację. Głupota ma różne oblicza. Lawrence nie jest pokarany przez los niskim ilorazem inteligencji, wolnym myśleniem albo upośledzeniem rozumienia związków przyczynowo-skutkowych. Jest za to naiwny i łatwowierny. Ma dobre serce i z góry zakłada dobre intencje ludzi, co mnóstwo razy wciągnęło go w bycie wykorzystywanym przez osoby, które żerowały na jego ufności. W tej i w innych kwestiach nie umie uczyć się trwale na własnych błędach. Zraniony staje się ostrożniejszy na pewien czas, ale jeśli nie dzieje się nic złego, znów traci ostrożność. Wybaczać potrafi w nieskończoność i nie umie wyrzucić ze swojego życia osób, które zachowują się wobec niego nieuczciwie. Trzeba mu zrobić ogromną krzywdę, żeby po upływie czasu nie dał się udobruchać.
Jego następnymi grzechami głupoty są lekkomyślność i rozrzutność. Nie jest typem zuchwalca, którego bawi brawura. Nie ma idiotycznego przekonania o własnej niezniszczalności, które często gubi młodych ludzi. Stara się być ostrożny i rozważny, ale bywa czasem, że po prostu nie pomyśli o konsekwencjach i robi coś nieprzemyślanego pod wpływem impulsu. Ma też problem z dysponowaniem pieniędzmi, nad czym stara się pracować. Pochodzi z rodziny, której nigdy nie brakowało środków finansowych, w której nie zdążył się nauczyć prawdziwej wartości pieniądza, a niemal od razu po wyjściu z domu rodzinnego zaczął osiągać sukcesy na azjatyckiej scenie muzycznej, co zapewniło mu platynową kartę płatniczą. To nie była dobra droga rozwoju finansowego. Lawrence jest w stanie wydać ogromne sumy, jakby miał w kieszeni sakiewkę bez dna. Może żyć bez luksusów, lecz lubi drogie gadżety i ubrania. Obecnie próbuje nauczyć się racjonalnego wydawania, lecz chociaż sobie potrafi odmówić drogich przyjemności, to znajomym nigdy. Lubi robić przyjaciołom drogie prezenty i wiecznie daje się na nie namówić osobom, które żerują na jego naiwnej szczodrości. Stale otacza go wianuszek znajomych zainteresowanych jego pieniędzmi, a nie nim, a jemu brak asertywności, żeby odmówić. Asertywny jest do momentu, w którym chodzi o jego dobro: nie da się nakłonić do podjęcia zdrowotnego ryzyka, złamanie prawa albo zadziałanie na wyraźną własną lub czyjąś krzywdę. Ale nie umie odmówić zachciankom znajomych, które tak naprawdę w ogóle nie powinny go obchodzić.

Mówią, że jest nieznośny...
To efekt jego wrażliwości i emocjonalności. Nie wścieka się o krytykę. Odwrotnie, przyjmuje ją do siebie za mocno. Każde złe słowo na swój temat analizuje setki razy i niepotrzebnie rozpamiętuje, zastanawiając się, czy faktycznie nie powinien popracować nad sobą. Łatwo go też urazić i bywa konfliktowy. Hałaśliwe awantury z fruwającymi przedmiotami nie są w jego stylu, ale jeżeli czuje się zaatakowany, zignorowany albo wyśmiany, staje się autorem sporów i nieprzyjemnych napięć. Szybko się wtedy obraża i długo potrafi go trzymać.
Ale jeśli nie traktuje się go umyślnie źle albo niesprawiedliwie, nie zobaczy się jego urażonego oblicza. Jest łagodnym człowiekiem. Stroni od krzyków i nerwów i naprawdę nie znosi awantur.

Mówią, że jest dziwakiem...
Ale ekscentryk jest lepszym określeniem. Lawrence nie boi się buntować przeciw wzorcom społecznym, których nie uważa za odpowiednie, ale przede wszystkim myśli nieszablonowo. Wychodzi poza konwencje. Sprawdza się w roli kompozytora i angażuje się w planowanie promocji muzycznej, bo jego pomysły, ogólnie jego sposób myślenia często wychodzi poza schematy, którymi podążają umysły większości społeczeństwa. W pracy zawodowej jego nietuzinkowość czyni go kreatywnym i jest bardzo przydatna, ale w życiu towarzyskim działa jak bariera między nim a innymi ludźmi. Bywa niezrozumiany. Niektórzy uważają go też za nieobliczalnego, bo trudno jest przewidzieć jego reakcje, a Lawrence wyposażony jest też w szczerość, która sprawia, że nie boi się manifestować głośno swojego zdania, mimo że czasem powinien zachować je dla siebie. Nieraz brak mu hamulców, jednak każdą uwagę stara się przekazać w uprzejmy sposób. Dba o bycie taktownym.
Kolejną nietypowością jego charakteru jest niegroźna infantylność. Lata płyną, a Lawrence nie traci dziecięcej radości i pogody ducha. Przeskakiwanie z kałuży do kałuży w deszczowy dzień? Doszukiwanie się kształtów w obłokach sunących po niebie? A dlaczego nie?! Umie cieszyć się z drobiazgów, a świat nie jest dla niego szarobury. Możliwe, że dlatego dobrze dogaduje się z dziećmi, ale nie tylko z nimi. Podchodzi do ludzi ze szczerym uśmiechem i bez uprzedzeń. Wierzy, że każdy ma w sobie jakiś pierwiastek dobroci, nawet jeśli nie widać go na pierwszy rzut oka.  

Mówią, że jest chimeryczny...
Nie cierpi z powodu zmiennych nastrojów, ale prawdą jest, że zdarza mu się zaczynać dzień z szerokim uśmiechem, a kończyć z kamienną twarzą lub na odwrót. Jakby miał dwa oblicza o zupełnie innych temperamentach. Jest kiepski w udawaniu i co siedzi w jego duszy, maluje się też na twarzy. W dobrym stanie psychicznym łatwo wywołać u niego uśmiech, jest żywiołowy, dość głośny i zauważalny, a przyjazną aurą i miłym błyskiem w oku przyciąga do siebie ludzi. Przy złym humorze, przemęczeniu, smutku albo obciążeniu stresem zbierają się wokół niego ciemne chmury, które zmieniają jego twarz w kamienną bryłę pozbawioną jakichkolwiek emocji, a jego oczy zmieniają się w ciemne, puste studnie bez wyrazu. Wtedy milknie i wycofuje się,zamykając na świat. Nawet w najbardziej parszywym stanie psychicznym można rozbawić go żartem albo miłą niespodzianką i wtedy na jego oblicze wraca życie, ale to nie jest trwała przemiana.

Mówią, że jest hipokrytą...
I w pewnym sensie coś w tym jest. Lawrence nie jest modelowym hipokrytą. Nie łamie własnych zasad moralnych, nie jest obłudny ani dwulicowy. Wręcz przeciwnie. Wydaje się chodzącym przeciwieństwem hipokryzji, ale jego osobliwą cechą jest umiejętność zauważenia u znajomych tego, czego w odniesieniu do swojego życia nie widzi, jakby wybiórczo oślepł. Dostrzeże, że nowa dziewczyna kolegi wykorzystuje go finansowo, wspomni o oszukującym znajomym i załamie ręce, kiedy ktoś bliski da szansę przyjacielowi, który notorycznie go krzywdzi. Lecz w swoich relacjach z ludźmi nie widzi dokładnie tego samego i popełnia beznadziejne błędy, przed którymi ostrzega swoich przyjaciół. Może to nie hipokryzja, tylko altruizm połączony z towarzyską nieporadnością.

Mówią, że jest atencjuszem...
W małym stopniu na pewno jest. Gdyby nie lubił stać w błysku fleszy i pchać się na języki obcych osób, nigdy w życiu by nie pomyślał o karierze w muzyce popularnej. Świetnie czuje się w centrum uwagi, nie peszą go oczy zwrócone w jego kierunku i umie się dobrze zaprezentować. Przed dużymi występami nachodzi go trema jak każdego, ale odpuszcza, gdy wchodzi na scenę. W kontekście zawodowym lubi być w pozytywnym centrum zainteresowania, dobrze wiedząc, że w tej branży nie istnieje się bez zwracania na siebie uwagi.
W życiu prywatnym jest trochę inaczej. Cechuje go otwartość i towarzyskość, lubi przebywać między ludźmi i nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów, ale nie musi być koniecznie w środku kółeczka zainteresowania. Może stać z boku niezauważony i nie będzie odczuwał z tego tytułu dyskomfortu tak długo, jak długo sam chce być na uboczu. Ponadto nie znosi pomijania go w rozmowie, w której chce uczestniczyć i ignorowania przez osobę, której uwagę pragnie zwrócić. W takich sytuacjach szybko się irytuje i obraża.
Jest też zazdrośnikiem, szczególnie w życiu miłosnym i w relacjach z najbliższą rodziną. Jeśli w otoczeniu osoby, na której mu zależy, niepokojąco intensywnie kręci się ktoś trzeci i zabiera jej uwagę oraz czas, Lawrence robi się nieprzyjemny dla intruza, w którym od razu dostrzega groźnego rywala. Jest w stanie stanąć na głowie, żeby zwyciężyć walkę o uwagę bliskiego, nie stroniąc tu od drobnych technik manipulacyjnych.
ciekawostki
🍭 W Korei posługuje się imieniem Eujung. Pierwszy i główny powód to wygoda, gdyż imię Lawrence jest za długie na koreańskie standardy i powodowało różne nieścisłości w wymowie i zapisie. Drugim jest awantura, która wynikła między jego rodzicami a dziadkami ze strony ojca, gdy Lawrence przyszedł na świat. Rodzice chcieli nadać dziecku angielskie imię, dziadkowie tradycyjne koreańskie. W końcu rodzice postawili na swoim, ale po powrocie do Korei Lawrence zaczął używać imienia, które chcieli dać mu dziadkowie, aby sprawić im przyjemność i zbliżyć się do rodziny, której prawie nie znał.

🍭 Z powodu mieszanej rodziny i okresu dzieciństwa spędzonego po części w Korei, a po części w Anglii, nie czuje się w pełni ani Anglikiem, ani Koreańczykiem. W jego zwyczajach są w podobnym stopniu widoczne wpływy brytyjskie i koreańskie. W kulturach obu krajów Lawrence ma coś, co bardzo lubi i czego nie znosi i nigdzie nie czuje się do końca jak w domu.

🍭 Jako dziecko cierpiał na mutyzm wybiórczy. Jego rozwój mowy nie był zaburzony, ale odzywał się tylko do członków rodziny i ich znajomych, których dobrze znał, a swobodnie mówił jedynie w domu. Z początku rodzice uważali to za zwykłą nieśmiałość. Problem dostrzegli dopiero kiedy wysłali Lawrence'a do szkoły, a nauczycielki zaalarmowały ich, że chłopiec nikomu nie odpowiada werbalnie. Psycholog jako pierwotną przyczynę zaburzenia wskazał szok, jakim była gwałtowna zmiana otoczenia związana z wczesną przeprowadzką Byunów do Anglii. Pewne pozostałości dziecięcego zaburzenia pozostały mu w głowie. W sytuacjach bardzo stresujących, nie mając w otoczeniu kogoś bliskiego Lawrence nie mówi nic albo jest nienaturalnie oszczędny w słowach.

🍭 Jest oburęczny. Obiema dłońmi posługuje się z taką samą sprawnością i w zasadzie nie ma dla niego różnicy, czy chwyci coś lewą czy prawą, ale pisze zwykle lewą. Tak się przyzwyczaił jako dzieciak, gdy chodził z prawym nadgarstkiem w gipsie. Z powodu większej wprawy lewą ręką pisze szybciej i ma ładniejszy charakter pisma.

🍭 Ma bardzo niską wrażliwość na ostre jedzenie. Nie znosi pikantnych potraw i unika ich jak ognia. Z powodu upodobań smakowych lubi mdłą angielską kuchnię.

🍭 Posiada kobiece oko do barw. Niestraszne mu są przydymione eozyny czy zgaszone róże pompejańskie. Gdy większość facetów rozróżnia podstawowe kolory i nie widzi różnicy między łososiowym a morelowym, Lawrence dostrzega różnice w odcieniach kolorów i jest w stanie je prawidłowo nazwać.

🍭 Działa na scenie muzyki popularnej, ale pop nie jest jego ulubionym gatunkiem muzycznym. Z domu rodzinnego wyniósł słabość do jazzu, bluesa i muzyki klasycznej. Lubi brzmienie klasycznych instrumentów, zwłaszcza skrzypiec i fortepianu, którego liznął trochę jako dzieciak w szkole muzycznej. Jego instrumentalnym konikiem natomiast jest saksofon, na którym ćwiczył przez ponad dziesięć lat.

🍭 Bardzo lubi słuchać muzykę, ale nie swoją własną. Po sesjach nagraniowych w studiu, późniejszej pracy nad materiałem, dłużących się próbach i treningach układów choreograficznych ma tak dość swojej muzyki, że jeśli usłyszy gdzieś w radiu, natychmiast wyłącza albo zmienia na inną stację.

🍭 Nie jest zwolennikiem alkoholu i ma dość słabą głowę. Okazjonalnie lubi się napić, ale umie bawić się bez alkoholu. Ponadto nawet w imprezowym nastroju nie pije więcej niż "na poprawę humoru". Nie rozumie osób, dla których alkohol jest nieodłączną częścią życia towarzyskiego i przy każdej okazji muszą urżnąć się w trupa. Dwa razy upił się tak, że urwał mu się film i nie ma ochoty na powtórkę.

🍭 Jego nietypową cechą jest lekkość wstawania z łóżka. Lubi się wylegiwać w łóżku po pobudce jak większość ludzi, ale kiedy ma w danym dniu jakiś ważny obowiązek, który ciąży mu na karku, zwykle po otwarciu oczu natychmiast wstaje. Nie ma z tym najmniejszego problemu. Nie umie odpoczywać, jeśli ma do zrobienia coś ważnego.

🍭 Jego rodzina jest dość przesądna i chociaż Lawrence nie wierzy w te wszystkie głupoty o śmiercionośnych wiatrakach czy pechowych czwórkach, to bzdurne zabobony zostały mu w podświadomości i czasami nie zdaje sobie z tego sprawy, a postępuje według nich.

🍭 Bardzo lubi zwierzęta, ale średnio nadaje się do ich posiadania z powodu obrzydzenia, które powoduje u niego sprzątanie po nich odchodów. Nie może wyobrazić sobie podnoszenia psich kup przez reklamówkę albo wyławiania kocich odchodów z kuwety. Podobne obrzydzenie wywołują u niego publiczne toalety. Nie może zmusić się, żeby do nich wejść.

🍭 Lubi sobie popatrzeć na różnorodne wystroje wnętrz, w wolnej chwili przeglądając aranżacyjne inspiracje w internecie lub oglądając programy telewizyjne w tej tematyce. Ma smykałkę do planowania i dekorowania wnętrz, umie w tym temacie dobrze doradzić.

🍭 Lubi porządek i czystość, więc gdy mieszkał z kolegami z zespołu, to on był najczęściej odpowiedzialny za utrzymywanie domu w czystości. Sprzątał nie tylko po sobie, ale też po innych, więc bywał z tego powodu wykorzystywany w roli sprzątaczki, ale nie przeszkadzało mu to. Lawrence musi mieć rzeczy wokół siebie starannie poukładane, nawet cudze. Musi i koniec. Szanuje prywatność innych i zwykle nie tyka się cudzych przedmiotów, ale jeśli bałagan go wyjątkowo zdenerwuje, zapomina o tej zasadzie.

🍭 Nie ma swojej wybitnie ulubionej pory roku. Jest bardzo elastyczny w dostosowaniu się do różnej pogody i tak samo dobrze czuje się przy trzaskającym mrozie, jak przy smażących upałach.

🍭 Jedynym zjawiskiem pogodowym, za którym nie przepada, są burze. Boi się piorunów, co jest wynikiem małej traumy z dzieciństwa, gdy widział z okna samochodu, jak w oddali piorun poraził człowieka. Podczas burzy bezpiecznie czuje się tylko wewnątrz budynków i często włącza głośną muzykę, żeby nie słyszeć grzmotów.

🍭 Jednym z powodów jego przyjazdu do Yellowlair Oats jest bliskość natury, którą lubi się otaczać. Przepada za włóczeniem się po miejscach, które nie zostały zepsute dotykiem ludzkiej technologii.
sometimes you pick me up,
sometimes you leave me weak...

...but I'll take what I can get,
 'cause baby I love what you're doing to me



Wiadomości w tym wątku
Lawrence Byun - przez Lawrence Byun - 20.05.2020, 19:44
[akcept=James Moore] - przez Yellowlair Oats - 12.06.2020, 21:27



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości