welcome to
Yellowlair Oats



#1 (09.05.2016, 02:41 )


#51 (17.07.2018, 00:56 )

Inny kraj, inni ludzie, inne obyczaje. Wszystko na opak, na przekór i być może tylko po to, żeby pokazać, że Wielka Brytania jest inna. Ten kraj z pewnością miał w sobie sporo uroku właśnie z powodu tej odmienności, z drugiej - wydawał się czasami dążyć do inności na pokaz i dla postawienia się ogólnoeuropejskim trendom. Niby Europa, ale... przedziwne społeczeństwo, w którym nawet rozmowa o pogodzie miała swoje własne znaczenie. Nie każdy ich za to lubił, lecz Courtney chcąc nie chcąc znajdowała się w sercu tego społeczeństwa jako rodowita Angielka i musiała się tu odnajdować. W zasadzie nigdy nawet nie była za granicą i pewnie nie czekają ją żadne zapierające dech w piersi wakacje ani inne interesujące wizyty poza granicami kraju, a może nawet i hrabstwa. Z niektórych przywar własnego kraju mogła śmiać się tylko na podstawie wiary w słowa innych "reszta Europy robi to inaczej!", a niektóre dostrzegała gołym okiem i nie potrzebowała żadnego materiału porównawczego. Najlepszy przykład jednej z nich miała dzisiaj w pracy. Kulturalne i ściśle przestrzegające etykiety społeczeństwo... oczywiście! Może w innej części miasta, bo na pewno nie tutaj.
- Cieszę się, że to nie problem - odrzekła i naprawdę podziękowała losowi, że bar nie wzbogacał się właśnie o pieniądze klienta, który napsuje krwi jego pracownikom. Zdarzali się już w "karierze" Courtney tacy, który potrafili sypać niewybrednymi komentarzami lub spieszyć do szefa na skargę tylko dlatego, że kelnerka nie pojawiła się w ciągu trzydziestu sekund przy jego stole. Jakby nie patrzeć obsługiwanie klientów było obowiązkiem Court i reszty pracujących tutaj osób, ale nie zawsze dało się do każdego od razu podejść, obsłużyć z odpowiednią dbałością... przy obecnej sytuacji w barze to wymagałoby dodatkowych dwóch par rąk i może jeszcze kilku nóg na wymianę, żeby się zbytnio nie zmęczyć. 
Uwaga może i była wulgarna, ale... czy to mogło zrobić na niej wrażenie po dzisiejszym wieczorze? Nasłuchała się dziś takich pierdół, często mimo woli, że ostrzejsze określenie padające z ust mężczyzny nie zabrzmiało rażąco. Dosadne stwierdzenie adekwatne do sytuacji. Pokiwała twierdząco jasnowłosą głową, omiótłszy spojrzeniem zaludniony lokal.
- Wyjątkowo trafne określenie - przyznała. Bardzo chętnie by sobie postała w miejscu i nic już nie robiła na koniec swojej zmiany, ale niestety musiała wrócić do pracy. Posłała więc tylko pogodny uśmiech przystojnemu klientowi i dodała - Życzę przyjemnego wieczoru!
Odnotowała w pamięci, że facet był tutaj sam i nie wyglądało, żeby na kogoś czekał, bo było to dość nietypowe jak na taką porę i miejsce - zwykle ludzie przychodzili tu większymi grupkami, by pobawić się w przyjacielskim gronie. Oddaliła się do innych klientów, którzy chyba zbierali się do wyjścia, a stukot jej obcasów utonął w sączącej się z głośników muzyce i barowym harmidrze.

@Marco Fernandes
#52 (17.07.2018, 01:13 )

Marco z pewnością był przyzwyczajony do innych standardów, dlatego czuł się a Anglii momentami dziwnie. Wina nie leżała jednak po żadnej stronie, gdyż chłopak przyjeżdżając tutaj lata temu, wiedział na co się pisze oraz zrezygnował z "obyczajowej wygody", zostając w Barcelonie, której zwyczaje miasta, Katalonii oraz Hiszpanii znał na wylot. Koniec końców jego pobyt na Wyspach był uzasadniony, gdyż z Wielkiej Brytanii najłatwiej było wyjechać za ocean, zwłaszcza jeśli bierzemy pod uwagę perspektywę kariery bokserskiej. Inne kraje zachodu oraz wschodu Europy nie wypuszczały tak dużo talentu jak właśnie Anglia, no może z wyłączeniem Ukrainy, ale to już zupełnie inny świat, w dodatku sam kraj niestabilny i dosyć daleko od domu. Anglia wydawała się być zatem jedynym słusznym wyborem, by pogodzić ze sobą chęci wracania co jakiś czas do Barcelony, karierę oraz wykształcenie. Los jednak pokazał, że nic z jego planów nie wyszło...
Wulgaryzm był jego cechą rozpoznawczą, gdyż Fernandes był osobą bardzo bezpośrednią i nigdy nie żałował języka. Jeśli coś miało zostać określone w ten sposób i pasowało aktualnie do sytuacji - nie miał problemów, by użyć takiego, a nie innego słownictwa. W duchu ucieszył się, że nie zraził do siebie tym uroczej blondynki, choć trzeba przyznać, iż chociaż on mógł zachować trochę klasy i ogłady, skoro i tak już prezentował się jako jeden z bardziej ogarniętych wśród klientów lokalu.
Skinął porozumiewawczo głową, rozglądając się w tym samym czasie co ona po wnętrzu baru. Wyjątkowo głośno, mnóstwo osób, hektolitry alkoholu - istny pierdolnik. Chwilę później oczarowała go swoim uśmiechem, na co on odpowiedział malutkim uniesieniem kącików ust oraz hiszpańskim chao, które w tym hałasie mogło zostać przez nią nie dosłyszane. Niemniej jednak wrócił do swoich zajęć i wypił już do końca zawartość szklanki, odstawiając ją jednocześnie na bok. Nie spieszyło mu się do domu, gdyż jutro miał wolne i mógł jeszcze trochę posiedzieć, a nuż może wpadnie ktoś znajomy i razem coś wypiją? No i może kolejną szklankę trunku przyniesie mu ta blondynka z tym przecudnym uśmiechem? W pierwszą możliwość wątpił, drugiej bardzo chciał, a za dowód tego może świadczyć fakt, że co jakiś czas zerkał na nią, gdy pracowała. Pytanie tylko dlaczego on aż tak się za nią oglądał?

@Courtney Marsh
#53 (18.07.2018, 23:15 )

Być może w innych okolicznościach rzeczywiście Marco zniechęciłby ją do siebie słownictwem, ale nie takich rzeczy dziś Courtney nasłuchała się w swojej nieszczęsnej pracy, żeby to robiło na niej jakieś wrażenie. Bardziej od przejęcia się wulgarnymi słowami zwróciła uwagę na fakt, iż mężczyzna nie miał pretensji, że nie zmaterializowała się przy nim tuż po zajęciu przez niego miejsca w lokalu i równie szybko nie przyniosła mu zamówionego trunku - roszczeniowość była jedną z głównych postaw ze spotykanych przez dziewczynę w tej pracy. W każdej podejmowanej przez nią wcześniej również. Mimo wielkich chęci, aspiracji i mnóstwa pomysłów życiowych Courtney nie miała na tyle szczęścia, by zrealizować się zawodowo, ba, żeby w ogóle robić coś w pobliżu jej zainteresowań. Miała możliwości tylko podjęcia roboty takiej jak kelnerka w pubie czy barze, baristka w kawiarence - czego zresztą niedawno próbowała, ale okazało się, że ta praca zupełnie jej nie pasuje - albo ekspedientka w sklepie. Na nic więcej nie było jej stać, przynajmniej na razie. Szukała, próbowała, ale marnie wychodziło. W każdej pracy natomiast powiązanej z usługami czy kontaktem z ludźmi każdego dnia spotykała się z roszczeniową postawą, wulgarnością czy szeroko pojętą nieuprzejmością. Podwórkowa łacina nie robiła już na niej żadnego wrażenia, a dziewczyna patrzyła na ludzi przede wszystkim przez pryzmat ich ogólnego zachowania, nie sposobu wypowiadania się. Facet okazał się miły, nawet zagadnął przyjaźnie na temat pracowitego wieczoru w barze, a przede wszystkim nie miał pretensji, że go wcześniej nie obsłużyła i nie potraktował jak podczłowieka z powodu malo ambitnej pracy. Nie mogła się zniechęcić, bo jak tu nie cieszyć się z takiego klienta? Zwłaszcza gdy przyciąga również wzrok w pozytywny sposób?
Pożegnania faktycznie nie dosłyszała, a szkoda - na pewno by przyciągnęło je uwagę. Niby nic, ale mogło świadczyć o pewnej światowości albo przynajmniej o zainteresowaniu czymś więcej niż kufel piwa i praca na dwie zmiany, bo to były chyba główne zainteresowania przeciętnej klienteli tego miejsca. W połączeniu z odbiegającym od przeciętnego Anglika typem urody zaś mogło nasunąć myśl, że to mężczyzna pochodzący spoza Wielkiej Brytanii... a może był to fałszywy kierunek myślenia? Cóż, Courtney nic na temat przystojnego pana ze szklaneczką whisky nie wiedziała, ale pewnie w tę stronę by pognały jej rozważania, gdyby nie zagłuszający słowa harmider.
Kolejne metry przespacerowane energicznie między barowymi stołami, kolejne puste szklanki, kufle, kieliszki wyniesione na zaplecze i potraktowane płynem do mycia naczyń, kolejne zebrane i dostarczone zamówienia... ostatnia godzina pracy blondynki upływała pod znakiem ciągłego zasuwania jak mały samochodzik i w końcu ponownie doprowadziła ją do mężczyzny, który samotnie spędzał czas przy szklaneczce whisky - jak się okazało, obecnie pustej.
- Można zabrać? - spytała, sięgając odruchowo dłonią po pustką szklankę i przywołując znów na twarz pogodny uśmiech. Uśmiech, podstawa jej pracy - choć niektórym wyjątkowo łatwo się go posyłało, a innym... cóż. Tym razem jednak był szczery. - Czy może wrócić z drugą kolejką?
Ot, zwykłe zawodowe obowiązki, choć tego człowieka jakoś milej było obsługiwać niż pijaczków, których bar był dziś pełny. Po częsci było to spowodowane wcześniejszą uprzejmością mężczyzny, po części cóż, był przystojny i spodobał jej się, co tu dużo kryć?

@Marco Fernandes
#54 (19.07.2018, 16:28 )

Jak niewiele trzeba by zwrócić na siebie w pozytywny sposób uwagę ładnej kelnerki - wystarczy być grzecznym, pić, zamiast gadać i nawet jeśli wymsknie ci się przekleństwo, to ona i tak uzna to za trafne określenie, a nie jako coś prostackiego. Jak widać przebywanie w takim miejscu nieco obniża standardy, ale cóż mógł się dziwić, w ciągu ostatniej godziny czy niecałych dwóch nasłuchał się tylu komentarzy na temat urody kelnerek oraz drugie tyle pretensji o ciepłe piwo, brak szybkości w realizacji zamówień i brak odpowiedniej uwagi, że zaczęło go to nawet irytować. Prawdę mówiąc, gdyby nie fakt tego, że wobec niego blondwłosa kelnerka zachowywała się bardzo miło i chyba czasem nawet na niego zerkała, obiłby kilka gęb, ucząc jakiejkolwiek kultury tych potocznie nazywanych Brytoli. Miał ku temu możliwości, a co najlepsze - powody. Z drugiej strony, gdyby to zrobił, zrównałby się poziomem z tymi, których chciał pokarać za złe zachowanie.
Czas leciał mu nieco wolniej, niż wcześniej, gdyż twittera już przejrzał, na facebooku nic nie było ciekawego i zaczynało mu się powoli nudzić. Obserwował barowiczów, chciał do kogoś zagadać, spróbować zająć sobie czymś czas, ale im dłużej spoglądał na tych ludzi, tym szybciej dochodził do wniosku, że prezentują zupełnie inne podejścia i że dyskusja z większością z nich byłaby strzałem w stopę, bo nic by z niej nie wyniósł, a tylko niepotrzebnie się unosił. Był przecież charakterny. Z utęsknieniem oczekiwał widoku blondynki, która zasuwała od jednego stolika do drugiego, zahaczając o pomieszczenie przeznaczone dla personelu. Sam nie wiedział, że ktoś może go tak oczarować, wyglądała tak niewinnie, była miła, a w dodatku śliczna - nie pasowała do tego środowiska, ani do tego miejsca.
Uradowany w środku, chłodny na zewnątrz przypatrywał się jej, gdy zbliżała się do jego stolika.
- Zdecydowanie, mogłaby pani wrócić - odparł z małym uśmiechem, nie zdając sobie sprawy z tego, że wyraźnie zaznaczył, iż bardziej interesuje go jej powrót, niż ta druga kolejka, o której blondynka wspominała. - Niech pani coś zaproponuje - dodał, by zwróciła na niego trochę więcej uwagi choćby tym, żeby wybrała dla niego jakiegoś drinka, czy zwykły alkohol do picia, który posmakowałby mu równie dobrze co whiskey.

@Courtney Marsh
#55 (20.07.2018, 20:53 )

Czy to miejsce obniżało standardy Courtney? W pewnym stopniu na pewno. Dziewczyna miała okazję nasłuchać się tylu bzdur, wulgaryzmów i spotkać się z tyloma nieprzyjemnymi sytuacjami, że nie poruszały jej niecenzuralne słowa, ale poza tym była dziewczyną, która nie pochodziła ze zbyt przesiąkniętych dobrymi manierami sfer. Jej rodzice to był zwykły margines społeczny i może więcej wychowania, a zatem i oleju wlali jej do głowy dziadkowie będący ludźmi na poziomie, to jednak pewnie zachowania, słownictwo jej nie raziły. Była do nich przyzwyczajona, bo od dzieciństwa miała okazję zobaczyć. Możliwe, że z tego względu łatwiej jej przychodziło wytrzymanie w tym barze w najgorsze dni, gdy przychodziła fatalna klientela. Sama była zupełnie inna, miała jakieś aspiracje, nie chciała być tacy jak oni, ale jednak tutejsi ludzie niczym jej nie zaskakiwali. Wulgarne słownictwo też nie. Mogło jej zgrzytnąć w uszach, ale nic więcej. Nie przeszkadzało.
Uśmiechnęła się, choć takie pytania bywały dla niej kłopotliwe. Courtney nie piła za dużo alkoholu i wszelkie trunki cy drinki mogła polecać przede wszystkim na podstawie tego, co zamawiają najczęściej klienci, a ci z tego baru nie mieli zbyt wyszukanego gustu pod tym względem. Pracowała do tego w pubie w centrum miasta, a tam z kolei oferowano trochę inny zestaw alkoholi, niektóre drinki nosiły inne nazwy i ogólnie był ich więcej niż tu... w takich momentach obawiała się, że może coś pomylić i polecić gościowi coś, czego to miejsce nie ma w menu, ale jakoś musiała sobie poradzić.
- Może coś dla zwolennika whisky? - zaproponowała. Drinków z trym alkoholem było sporo i tych raczej nie powinna pomylić, bo na pewno kilka najbardziej powszechnych, o takich samych nazwach oraz identycznej zawartości było zarówno tu, jak i w The Cavern Pub. Mężczyzna poza tym wcześniej zamówił whisky, jak Courtney zgadywała po charakterystycznej barwie i szklance, więc raczej na pewno lubił ten alkohol. - Może Godfather? Szkocka whisky i amaretto, dość klasyczny drink, popularny. Albo Wild Wild West? Whisky, schnapps brzoskwiniowy i żurawina. Ewentualnie jakieś słodsze drinki z mniej wyczuwalną nutą whisky, ale wydaje mi się, że to raczej babska opcja, która nie pasuje do takiego faceta... 
Podała tylko propozycje, które da się dostać i tu, i w jej drugim miejscu pracy, bo nie chciała strzelić idiotycznej gafy. W ogóle nie chciała się mylić, bo to moglo skończyć się skargą do właścicieli, a jej na tej pracy bardzo zależało. W oczach tego faceta dodatkowo chciała wypaść jak najlepiej. Albo przynajmniej nie zrobić z siebie idiotki... o ile już nie zrobiła nieudolną próbą komplementu.

@Marco Fernandes
#56 (23.07.2018, 02:08 )

Być może Marco zbyt idealistycznie podchodził do kwestii dziewczyn, które z reguły kojarzyły mu się z niewinnością, pewną uprzejmością i nawet awersją do przekleństw. Jak wiadomo każda nastolatka miała okres buntu, w którym epatowała różnymi niekoniecznie dojrzałymi i zgodnymi z kanonami kultury zachowaniami, ale przeważnie wyrastały na porządne kobiety i posiadały jakieś standardy. Po blondynce widział natychmiastowo, że nie jest to jej ulubione miejsce i że, choć uśmiecha się cudownie oraz czuć wiele ciepła z jej strony, jest jej ciężko. Nie wiedział co prawda, że była przyzwyczajona do takiego świata, ale nawet jeśli, to wyglądała na taką, która albo już się z niego wyrwała, albo bardzo chciała to zrobić. Była zahartowana, ale jednocześnie nie dała się wciągnąć w to wszystko i ukazywała wyłącznie swoje najlepsze cechy, do których na pewno można było zaliczyć uprzejmość i cierpliwość.
Fernandes również nie był jakimś znawcą alkoholi. Miał swoje ulubione, kochał whiskey, gdyż pomimo procentów, nie dawało się we znaki rano, ale rzadko kiedy pił, głównie przez to, że całe życie poważnie myślał o karierze bokserskiej. Nie miał kiedy nauczyć się tych wszystkich drinków, nazw poszczególnych destylowanych napojów, czy w końcu odpowiednich kombinacji. Zdał się na nią, gdyż pracowała tutaj i skoro złożył na jej ręce zamówienie specjalne, o którym ona miała zadecydować, spodziewał się tego, że i ona mu je przyniesie. Tak jak on jej zdaniem nie pasował do całej atmosfery w pubie, tak ona pasowała mu jako jeden z nielicznych elementów do stwierdzenia "udany wieczór".
Skinął głową, zgadzając się na kontynuowanie picia whiskey, tylko w innej formie. Wysłuchał uważnie jej propozycji i musiał się chwilę namyślić, trafiła bowiem w dwa jego bardziej lubiane klimaty, tzn. nawiązanie do mafii oraz dzikiego zachodu. Był fanem i westernów i starych filmów o tematyce zorganizowanych grup przestępczych, gdyż uważał je za prawdziwe, a w dodatku bardzo męskie. Choć nie miał awersji do innego typu kina, każdy przecież może mieć inne preferencje, tak on odczuwał szczególną satysfakcję, gdy widział strzelaniny, pościgi, intrygi i klasę. Pewnie gdyby go spytać w jakich czasach chciałby żyć, to wybrałby właśnie dziki zachód albo panowanie mafii w Stanach Zjednoczonych.
- Dobrze pani mnie wyczuła - zaczął. - Nie wiem na co się zdecydować, bo obie opcje brzmią fantastycznie. Mogę zamówić obie na raz? - spytał, gdyż nie wiedział, czy są w stanie przygotować mu te dwa drinki od razu.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przyjrzał się garstce dosyć namolnych klientów, którzy domagali się realizacji swoich zamówień kilka stolików dalej. Swoją drogą, poznawał dwóch z nich, to byli niedzielni bywalcy klubu bokserskiego, w którym Fernandes prowadził treningi. Kto by pomyślał, że świat jest taki mały.
- Ale niech się pani nie spieszy, mam dużo czasu - zaczął. - Gdyby sprawiali problemy, proszę powiedzieć - dodał już bardziej w gestii prywatnej. Spodziewał się po nich, że mogą być natrętni i nieuprzejmi, ale Marco nie podskoczą, bo znają chłopaka i wiedzą co potrafi. Ponadto, poczuł się w dziwnym obowiązku, by oznajmić uroczej kelnerce, że obroni ją, jeśli coś będzie się działo. Nie chodziło tutaj o czarnowidztwo czy chwalenie się własnymi umiejętnościami, a o uświadomienie jej, że ją polubił i wstawi się za nią, jeśli będzie trzeba. Oczywiście zrobił to w bardzo głupi sposób, bo mogła tego tak nie odczytać, ale chociaż się starał. Nikt mu nie będzie przecież jego ulubionego elementu tego wieczoru stresować, prawda?

@Courtney Marsh
#57 (11.08.2018, 15:43 )

To fakt, że Courtney bardzo chciała wyrwać się z takiego świata. Bardzo, bardzo. Jej marzenia, szczególnie zawodowe, wykraczały daleko ponad bycie kelnerką w obskurnym, pełnym mętów barze, więc bycie tutaj nie sprawiało jej przyjemności. Miała pecha urodzić się w niezbyt sprzyjającym środowisku, w którym razem z bratem musiała zawalczyć o swój byt, ale nie nosiła w sobie sympatii do takiego otoczenia. Czy da się je w ogóle lubić? No cóż, były takie, które lubiły i nie widziały nic złego w byciu nieambitnymi panienkami, których celem życiowym było złapanie jakiegoś "miśka"  w dresie, urodzenie dziecka i biedowanie aż do śmierci przy najniższej krajowej albo nawet pętając się w jakieś ciemne interesiki. Courtney znała takich całe mnóstwo, miała okazję przebywać pośród nich jako dzieciak. Po latach drogi jej i takich koleżanek rozeszły się w dwie odmienne strony. One miały swoje życie, które im się podobało, a ona... starała się z tego życia wyrwać. Prawie jej się udało, przynajmniej mentalnie, bo chociaż była zahartowana i wulgarność klientów nie robiła na niej wrażenia, to bardzo by chciała pracować w innym miejscu, w którym standard klientów jest kompletnie inny. Jednak na razie nie mogła. Musiała zacisnąć zęby i robić swoje, a w międzyczasie może uda się znaleźć lepszą robotę...
Courtney było daleko do zawodowego barmana, który raz popatrzy na swojego klienta i już wie, jakich trunków dana osoba jest amatorem. Jej wyczucie Marco raczej opierało się na bezpiecznym zwróceniu uwagi na alkohol, który wcześniej pił, bez strzelania w ciemno z propozycjami z kosmosu. Nie chciała zrobić z siebie idiotki, ot co! W ogóle nie lubiła takich sytuacji przed klientami, bo ci potrafili się złościć o nietrafione propozycje albo dość brutalnie je wyśmiać. W przypadku Marco nie spodziewała się takiej reakcji, ale za to nie chciała wyjść przed nim na głupią. Jakoś wyjątkowo jej zależało, żeby zrobić na nim dobre wrażenie i... sama nie wiedziała po co i dlaczego.
- Oczywiście, że tak - odpowiedziała i znowu pogodnie się uśmiechnęła. Zrobienie takiego drinka nie było zajęciem czasochłonnym, zresztą nawet gdyby było - nasz klient, nasz pan! Jego prawo, żeby zamówić tyle, na ile ma ochotę i dostać realizację tego zamówienia. Dwa drinki to nie były duże wymogi. 
Na następną uwagę zaś dziewczyna przeniosła wzrok na grupkę mężczyzn, o których wspomniał Marco i westchnęła głęboko. Najgorszy rodzaj klienta, jaki może się trafić w tym miejscu... Courtney miała cichą nadzieję, że jakaś inna kelnerka pojawi się i zdąży ich obsłużyć, zanim ona będzie zmuszona to zrobić, ale nie zapowiadało się na to. Na widok takich ludzi każda zawsze udawała bardzo zajętą i największego pecha miała ta, która kręciła się najbliżej, bo chcąc nie chcąc musiała prędzej czy później do nich podejść.
- To... bardzo miłe. Ale oby interwencja z zewnątrz nie okazała się potrzebna - powiedziała, po czym jeszcze raz się pogodnie uśmiechnęła i najpierw wróciła na moment do baru, żeby przekazać dalej zamówienia Marco, a później z naręczem zamówionych alkoholi i ukrywaną za maską uśmiechu niechęcią udała się do stołu, przy którym siedzieli hałaśliwi i na pierwszy rzut oka roszczeniowi goście baru.

@Marco Fernandes
#58 (05.01.2019, 20:17 )

outfit

Maisie spędzała dzisiaj swój pierwszy wieczór poza domem, odkąd przyjechała do Yellowlair Oats. Do tej pory wieczory przesiadywała w mieszkaniu, które dzieliła ze swoją starszą siostrą, ale przy Vivienne siedzenie w domu było równoznaczne z psychiczną samotnością, gdyż dziewczyny w ogóle się nie dogadywały. Miały do siebie wiele żalu, a przede wszystkim nieuzasadnionego miała go dużo Vivienne do niej, czego Maisie nie rozumiała. Kością niezgody były między nimi rodzice, ale starsza siostra nie poczuwała się do wyjaśnienia dziewczynie o co jej chodzi i dlaczego to do niej ma jakieś pretensje, a nie do rodziców, którzy kiedyś źle ją traktowali, a Maisie nie chciała się naprzykrzać. Vivienne wyznaczyła bardzo wyraźną granicę ich relacji w mieszkaniu i nie omieszkała też nie powiedzieć jej, że liczy na jak najszybszą wyprowadzkę blondynki, więc ta nie narzucała się swojej siostrze i powoli zaczynała kombinować nad sposobem na znalezienie sobie innego mieszkania. Może akademik? W pojedynkę był dość drogi, ale liczyła, że pozna kogoś, z kim będzie mogła zamieszkać, żeby podzielić koszty na dwie albo trzy osoby. Na razie musiała tkwić u siostrzyczki, niestety.
Na razie za to chciała się wyluzować i nie przejmować problemami z siostrą. Dziewczyny z roku były miłe i chciały się zintegrować, więc we cztery razem z Maisie wpadły do pierwszego baru, który znalazły po drodze i uznały, że to dobre miejsce na zawiązanie uniwersyteckich znajomości. Tak jej się wydawało, jak się okazało po niedługim czasie, bo te trzy rzeczywiście dogadywały się świetnie, ale ją nużyły ich rozmowy. Jedynym tematem były studia albo praca... nie umiała się odnaleźć w towarzystwie, które ona by najlepiej określiła jako... nudziary. Po godzinie miała ochotę stąd uciekać, ale było jej głupio, bo nie chciała urazić dziewczyn, z którymi czekało ją kilka semestrów widywania się niemal codziennie, więc zacisnęła zęby, próbując to znieść. Z nudów zaczęła się rozglądać po barze, wypatrując kogoś interesującego, na kim by mogła zawiesić wzrok. Tam były jakieś inne dziewczyny, tam nieciekawy facet, a następny stół zajmowali lekko wyłysiali panowie w średnim wieku... nikogo interesującego, na razie.

@Angus Warren
#59 (08.02.2019, 02:24 )
People livin' in competition, all I want is to have my peace of mind

Och! Trafił samotny na samotnego! Angus nie narzekał w Yellowlair na brak znajomych, ale od czasu o czasu lubił wyskoczyć z domu spontanicznie, czasem w środku tygodnia - choć zwykle pracował codziennie, zdarzały mu się dni, w których pracę w warsztacie od rana do popołudnia przejmował jego wspólnik i wówczas Warren mógł cieszyć się całym dniem wolnym, bez konieczności zaglądania do warsztatu. Aż prosiło się, by w poprzedzający taką wolność wieczór wyjść gdzieś, rozerwać się, rozluźnić po ciężkim tygodniu i sprawić sobie odrobinę przyjemności! Siedzenie w domu przed telewizorem zdecydowanie nie było dla Angusa! I o ile w przeszłości takie nieplanowane wcześniej wypady najczęściej spotykały się z aprobatą przynajmniej małej garstki znajomych, to im starszy Warren się stawał, tym trudniej było zebrać z godziny na godzinę ekipę, z którą wpadną do pubu czy baru na pint piwa. Wielu jego znajomych miało już swoje rodziny, wszyscy posiadali obowiązki dnia codziennego i mało kto był chętny na wyjście tak o, po niespodziewanym telefonie. Wielu nie mogło sobie na to pozwolić, inni woleli spędzić wieczór na słodkim lenistwie... a Angus czuł się dziwnie niedojrzały, gdy na telefon czy wiadomość z propozycją otrzymywał odpowiedź "dziś nie mogę, nie mam z kim zostawić dzieci", która zdarzała się coraz częściej. Ile osób w jego otoczeniu zdążyło się już ustatkować? On pozostawał jednym z ostatnich, którym jeszcze się to nie udało i... cóż, cieszył się wolnością, ale coraz częściej nachodziła go niepokojąca myśl, że umyka mu coś, czego być może za parę lat już nie zdobędzie.
Prosty podkoszulek, materiałowe spodnie i dopasowana, acz wygodna bluza oraz włosy w lekkim, pozornym nieładzie - w takim stroju Angus pojawił się w Mark's Bar. Nie było to miejsce uchodzące za najprzyjemniejsze w mieście, przeciwnie, nieraz chłopak był świadkiem burd między podpitymi klientami i zwykle wybierał się do pubu w centrum miasta... z drugiej strony w weekendy wpadali tutaj studenci z pobliskich akademików, a to było jak gwarancja wkręcenia się w ciekawe, energiczne i chętne do zabawy towarzystwo. Tego właśnie było mu dziś trzeba, więc nie minął Sullen Hides w drodze do centrum miasta, tylko zatrzymał się w znajomym barze, żeby zapolować na nowe znajomości młodzieży uczęszczającej na miejscowy uniwersytet. Może uda się poznać jakąś ładną dziewczynę? Angus od dość dawna był sam, więc przelotne znajomości były mile widziane!
Siedział sam przy jednym z drewnianych stołów, popijał piwo z masywnego kufla, a jego ciemne oczy posyłały znudzone spojrzenie to tu, to tam... w końcu padło ono na grupkę młodych, urodziwych dziewcząt, które plotkowały radośnie w zwartej grupce. Siedzialy przy barze, pochłonięte dyskusją i nie szukały chyba towarzystwa, ale miło było zawiesić wzrok na przyjemnych kobiecych kształtach młodych dziewcząt. Spojrzenie Angusa na dłużej zatrzymało się na blondynce, która wydawała się odstawać od towarzystwa. Nie uczestniczyła w rozmowie tak żywo, rozglądała się po lokalu podobnie do niego - i podobnie jak u niego, na jej urodziwej twarzy odbijało się znudzenie. Warren zatrzymał na niej wzrok, starając się niezawodną ludzką telepatią ściągnąć na siebie jej uwagę. Był ciekawy reakcji - o ile jakakolwiek będzie.

@Maisie Thompson
#60 (09.03.2019, 19:20 )

Maisie była o te parę lat młodsza od Angusa, ale też powoli wchodziła w wiek, w którym swoboda i czas wolny nie są takie jak w czasach szkolnych. Ona nie miała praktycznie żadnych zobowiązań. Bawiła się świetnie, dopóki nie wyrzucono jej z uczelni w rodzinnym mieście, a obecnie bardziej przykładała się do studiów, żeby sytuacja się nie powtórzyła, ale dalej dobrze się bawiła i nie myślała rezygnować z przyjemności. Ale w jej otoczeniu pojawiało się coraz więcej znajomych osób, które miały już poważne życiowe obowiązki, jakich ona nie znała. Mieszkali sami i sami się utrzymywali, musieli pracować i często łączyć pracę ze studiami. Przez to Maisie miała mniej towarzystwa na wypady do klubów, kawiarni i mniej osób organizowało prywatki. Nudziło jej się, a to skutkowało wychodzeniem z osobami, do których nie była przekonana i kończyło się takimi sytuacjami jak dzisiaj... tamte dziewczyny rozmawiały sobie w najlepsze, a ona się nudziła.
Jej wzrok przesuwał się z jednej osoby na drugą, a ona bezmyślnie potakiwała koleżankom, które rozmawiały na obce jej tematy. Nie skupiała się już na rozmowie z nimi, choć była świadoma, że prędzej czy później będzie musiała wrócić do rozmowy, bo inaczej zorientują się, że Maisie ich nie słucha. Chciała to zrobić, ale wtedy jej wzrok padł na pewnego młodego męzczyznę, który siedział przy stole sam i sączył piwo z kufla. Był przystojny, nieźle ubrany i intrygujący. W oczy Maisie rzuciły się też liczne tatuaże, które krzykliwie wystawały spod podwiniętych rękawów bluzy. Uśmiechnęła się pod nosem. Może ten wypad do baru to nie był taki głupi pomysł?
Nie była tak pewna siebie, żeby podejść do obcego faceta w barze i rzucić prosto z mostu, że wpadł jej w oko i chce się z nim zapoznać, więc na razie siedziała na swoim miejscu. Zaczęła go obserwować. Miała nadzieję, że ściągnie go wzrokiem, a poza tym była ciekawa, co będzie robił, jak będzie się zachowywał i czy nie dojdzie do niego niebawem jakieś towarzystwo. Z marszu do niego nie podejdzie, ale może jeśli dopatrzy się czegoś, czym mozna go zaczepić...
Na razie poprawiła się na siedzeniu i założyła nogę na nogę, żeby lepiej się prezentować. "No spójrz na mnie!"

@Angus Warren





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości