welcome to
Yellowlair Oats



#291 (06.11.2016, 20:46 )

To fakt, Harriet mówiła z zupełnie innym akcentem niż przeciętny Brytyjczyk. Nie mówiła tak szybko i miękko, a wręcz bełkotliwie jak oni, mimo że mieszkała w Anglii już od jakiegoś czasu i miała styczność z tymi ludźmi od dawna, a ten sposób mówienia ciągle słyszała, gdziekolwiek by poszła. Cóż, ciężko jest się pozbyć akcentu, z którym mówiło się przez całe życie i pewnie Harriet będzie potrzebować jeszcze wielu długich lat, żeby przestać wyróżniać się nim pośród Brytyjczyków, a może nawet nigdy nie uda jej się pozbyć amerykańskiego sposobu mówienia. Ale nie przeszkadzało jej to, a nawet czasem okazywało się przydatne, bo zwracało uwagę i wzbudzało ciekawość ludzi.
Im więcej Jenna mówiła, tym więcej podobieństw ze swoim akcentem zauważała Harriet i nawet miała zapytać czy dziewczyna nie pochodzi ze Stanów, ale odpowiedź pojawiła się sama, gdy wspomniała o Nowym Jorku. Harriet od razu uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Ja też pochodzę z Ameryki, dokładnie ze Seattle - powiedziała. Naprawdę bardzo ją ucieszyło, że spotkała kogoś, kto pochodzi z jej ojczyzny. Poza Brooklyn i nią nie widziała jeszcze w Yellowlair Oats nikogo ze Stanów, choć na uczelni aż roiło się od obcokrajowców. Miała świetną renomę, więc wszelkie wymiany uczniowskie czy studia zagraniczne przyciągały tutaj młodych z wielu krajów, ale szczególnie europejskich.
Nowa znajoma od razu bardziej ją zainteresowała i Harriet chciała się dowiedzieć o niej czegoś więcej. Co ją przywiało z tak daleka? Może też studia? Jak odnajdywała się w innym kraju? Bo Harriet miewała problemy, szczególnie z powodu różnic językowych.
- Tak, przyleciałam do Yellowlair Oats na studia. Właściwie to za namową byłej przyjaciółki... miałyśmy studiować razem, za granicą, na dobrej uczelni i wybrałyśmy nawet ten sam kierunek - wyjaśniła. - Ale teraz mam wrażenie, że to pomyłka i nie wiem, czy nie powinnam poszukać innego kierunku studiów. A ty? Też studia czy przyciągnęło cię tu coś innego?
Była bardzo ciekawa!
#292 (18.11.2016, 17:50 )

Natomiast Jenna niewiele miała w życiu styczności z Brytyjczykami, ale nie sądziła, że kiedyś pozbędzie się swojego akcentu. Mogła ściąć włosy, nałożyć soczewki, wysmarować się kosmetykami i zmienić styl na zupełnie inny, ale akcent będzie jej towarzyszył już na zawsze. Nie, żeby chciała zmieniać coś w swoim życiu. Wszystko jej aktualnie pasowało i nie miała żadnych pretensji do Boga.
Póki co.
Jenna uśmiechnęła się radośnie na odpowiedź Harriet.
- Naprawdę? Szkoda, że tak daleko... Zawsze marzyłam, żeby zwiedzić zachodnią część Ameryki Północnej. Ale moi rodzice bardziej, niestety, preferowali wycieczki do Europy, niż po Stanach. - Odparła z lekkim uśmiechem.
Wysłuchała historii Harriet z uwagą. Jeszcze nikogo tu nie znała, więc chciała dowiedzieć się jak najwięcej, żeby być "na czasie". Pokiwała smutno głową na wzmiankę o pomyłce. Jej zdarzały się dość... często.
- Właściwie to... po prostu poszukiwałam nowego życia. - Wyjaśniła nieco lakonicznie. Pokręciła głową, patrząc na swoje kolana. - Nie układało mi się za bardzo w stanach... mój chłopak mnie rzucił, a najlepszy przyjaciel jasno mi dał do zrozumienia, że nie chce mieć ze mną więcej do czynienia. - Powiedziała, przenosząc wzrok na Harriet. - Postanowiłam zacząć żyć od nowa.
#293 (20.11.2016, 18:54 )

Dziewczyna okazała się nie tylko miłą, ale zarazem bardzo otwarta. Mało kto jest gotowy na dzień dobry, przy w zasadzie pierwszych swoich zdaniach w rozmowie powiedzieć o problemach z przeszłości, które mogą być do tej pory bolesne. Jenna wyglądała na osóbkę, która mówi o sobie bardzo chętnie, cechuje się otwartością i śmiałością, a przy tym nie wstydzi się swojego życia i to Harriet bardzo się spodobało. Blondynka nie była pewna, czy ona odważyłaby się tak na dzień dobry wyskoczyć z osobistymi informacjami na swój temat, ale zachęcona przez rozmówcę była w stanie powiedzieć o sobie bardzo wiele. Cóż, była po prostu szczerą dziewczyną i nie miała żadnych mrocznych tajemnic, żeby mieć coś do ukrycia. Takimi osobami też starała się otaczać, ale szczerych i otwartych ludzi w naszym świecie jest niestety jak na lekarstwo. Jeszcze bardziej cieszyła się, że spotkała Jennę. Niby przypadek, a na wstępie wywołał u niej więcej uśmiechu niż całe ostatnie tygodnie życia razem wzięte!
Wysłuchała, co dziewczyna ma do powiedzenia o sobie i... zapałała do niej jeszcze większą sympatią. Okazało się, że łączy je sporo podobnych wydarzeń z przeszłości i to sprawiło, że Harriet poczuła się podobna do tej sympatycznej dziewczyny i wydawało jej się, że łatwo im przyjdzie odnaleźć nić porozumienia: podobne pochodzenie, doświadczenia to naprawdę wiele i podstawa do rozwinięcia znajomości, a kto wie, może z czasem i przyjaźni?
Uśmiechnęła się, ale tym razem był to bardziej gorzki uśmiech niż ten uprzejmy grymas, który wcześniej widniał na jej twarzy.
- Rzucił chłopak, przyjaźń się rozsypała... czuję się trochę, jakbym słuchała o sobie, szczerze mówiąc - odpowiedziała szczerze. Jenna się przed nią otworzyła, więc czemu Harriet miała tego nie zrobić? Tym bardziej, iż jej zdaniem warto było wspomnieć o tym podobieństwie. - Niedawno przebrnęłam przez to samo, tylko z tą różnicą, że tutaj, na miejscu i całkiem niedawno.
I do dziś to przeżywała. Ktoś mógł pomyśleć, że Harriet jest słaba psychicznie, skoro nadal rozpamiętuje tych dwoje, którzy namieszali w jej życiu, zamiast wziąć się w garść i zapomnieć. Ale to były dwie jedyne jej bliskie osoby w tym mieście, a nawet kraju i osamotniona czuła się straszliwie samotna, więc jej myśli samoistnie skręcały ku osobom, które straciła i nie umiała się z tą stratą pogodzić. A może nie z samą stratą, tylko z prawdą na ich temat, która okazała się daleka od obrazu tych dwojga, który przez długi czas miała w głowie.
- Łatwo ci było wyjechać? - zapytała. Ot, z ciekawości. Jej wyjazd przyszedł ciężko, bo oznaczał zerwanie bliskich kontaktów w zasadzie e wszystkimi znajomymi osobami, w tym i z rodziną. I po co ci to było, Harriet? Mogłaś siedzieć w Seattle i żyć jak dawniej!
#294 (24.03.2018, 11:51 )

/❤❤❤

Młoda dziewczyna o urodzie azjatyckiej właśnie spacerowała smętnym krokiem po parku. Nie miała do roboty nic lepszego od kręcenia się po mieście, rzecz jasna jak to ona w samotności i marznięcia w ostatnich porywach zimy, więc robiła co mogła żeby się nie zanudzić na śmierć i nie zwariować w czterech ścianach, które coraz mocniej jej działały na nerwy. Właśnie teraz działo się to, co przewidywała podczas przeprowadzki z rodziną. Bała się tego, ale nie widziała dla siebie innej przeszłości w nieznanym mieście niż samotność, wycofanie i życie obok miejsca, w którym właśnie żyła. Teraz mogła stwierdzić, że miała rację. Świetnie przewidziała co ją czeka, jeśli wyjedzie z rodzinnego miasta, gdzie z trudem zawalczyła o nawiązanie niewielu przyjaźni. Zawalczyła, miała grupę osób, w której czułą się swobodnie i co? I się wyprowadziła! Niedaleko, ale wyjazd do Yellowlair Oats pokrzyżował jej plany. Nie umiała się odnaleźć w tym mieście, chociaż było miłe i ogólnie podobało jej się. Ładnie tutaj było i przyjemnie, ale co z tego, skoro nie miała do kogo ust otworzyć? Całymi dniami siedziała sama w domu i opiekowała się małym braciszkiem albo snuła się po mieście, żeby chociaż trochę je poznać. Popołudnia często spędzała w centrum handlowym, a dokładniej w Hard Rock Cafe, która przyciągała osoby o podobnym guście muzycznym. Czasami zdarzyło jej się zamienić tam z kimś parę słów, ale znajomości żadnych nie nawiązała. Jeśli nie liczyć osób, które pracowały w kawiarni, bo już ją poznawali i mówili jej "cześć". Jednak ze znajomymi nie mieli nic wspólnego.
Po przejściu wzdłuż i wszerz całego centrum miasta Ochiyo na następny cel zapoznawczy wybrała sobie parki w Kindly Angles. Tu ich trochę było, a leżały blisko apartamentowca, w którym zamieszkała z rodzicami, więc nie miała dalekiej drogi. W jej przypadku wiedza o dobrych miejscach na spacery mogła się przydać. Może gdy zrobi się cieplej, to zabierze tutaj swojego brata na spacer...
Dziś spacerowała tu sama. Jak zawsze była ubrana w czarne barwy, które najbardziej lubiła nosić i jej strój miał lekko rockowy pazur. Miała na sobie materiałowy płaszczyk, który sięgał połowy ud i wysokie zamszowe kozaki, które były wiązane aż ponad kolana. Ich założenie zajęło jej piętnaście minut, a wysoka szpilka nie należała do super wygodnych, ale było warto! Świetnie w nich wyglądała. Szkoda jedynie, że nie miała się komu pokazać. 
Stukała obcasami po kostce brukowej, ale nie słyszała własnych kroków, bo w uszach jak zawsze miała słuchawki, z których uderzała w jej uszy ostra muzyka. Nie miała zbyt dobrego humoru, ale ostatnio ciągle chodziła ponura, więc to nie było nic nowego.
#295 (25.04.2018, 03:51 )
Always be yourself! Unless you can be Batman, then always be Batman.

#5
Taki też płaszczyk C:

Powoli Aniołek stawał razem ze swoim ukochanym na nogi, w końcu burza nad nimi i nad ich zespołem nie mogła trwać wiecznie, bo nikt po prostu by tego nie wytrzymał. A trzeba było ponownie zacząć żyć, wychodzić z domu, stanąć na nogach i mieć wyjebane w cały ten zły świat, przez który przemawiało tak wiele nienawiści i jadu dla ich związku i sposobu bycia. Angelo wciąż nie rozumiał, jak jego przyjaciele z zespołu mogli ich tak potraktować, ale przynajmniej dwóch z nich poszło po rozum do głowy, pogadali, przeprosili i wrócili do ich ekipy, poza tym... stopniowo nawet jego ukochany basista zaczął czuć się lepiej i pewniej, więc działało to również na wokalistę.
Dzisiejszego dnia Blackhawk wybrał się z domu ubrany jak to on... przede wszystkim wygodnie. Również i w jego ubiorze przeważały ciemne barwy, w końcu hej... kto nie lubi czarnego koloru? Poza tym wyszczuplał jego seksowny tyłeczek. Co rzucało się natomiast w oczy, gdy nasz przystojniak szedł sobie chodnikiem to zdecydowanie to, że na plecach dźwigał futerał, w którym miał gitarę. Właśnie po to wyszedł z domu. Musiał udać się do sklepu muzycznego i zostawić tam swojego akustyka o nietypowych kształtach, bo coś tam w nim się spierniczyło i nawet on sam nie umiał tego naprawić. A jako że cholernie lubił tę gitarę i była to jedna z jego ulubionych, to musiał po prostu ją czym prędzej ratować, no chyba każdy muzyk to zrozumie.
Na spokojnie brnął przed siebie, paląc papierosa, co również dla niego było bardzo charakterystyczną rzeczą, w końcu on bez fajki to nie on. Uspokajało go to i pozwalało pozbierać myśli, a kabelki w jego głowie... stykały się i to mocno. Angelo układał sobie w głowie tekst do nowej piosenki, którą gdzieś powoli zapisywał w różnych sytuacjach, gdy przychodziły mu na myśl kolejne wersy. Tak zamyślony szedł dalej, gdy w pewnym momencie zaczął mijać jakąś dziewczynę o niespotykanej specjalnie urodzie w tych rejonach. Jak mu się tak raczej nie zdarzało, to bardzo się na nią zapatrzył, co jego samego aż zaskoczyło. Z tego wszystkiego wręcz przystanął i odwrócił się za nią jak go już minęła. Tak stał przez trzy sekundy, żeby jego umysł zdążył wysłać informację do jego ciała z takim „kolego, ruszamy się” i faktycznie zrobił szybkie, gazelowe cztery kroki w jej kierunku i lekko złapał ją za ramię.
- Przepraszam, zazwyczaj takich rzeczy nie robię, ale... masz świetny ten płaszczyk. - no chłopie... Toś dojebał po całości! Ciekawe, za ile dostaniesz torebką po swojej przystojnej mordce. Ale cóż począć, Aniołkowi naprawdę spodobał się ten płaszcz i musiał to wyrazić na głos, za bardzo mu się te słowa na język cisnęły, by je zatrzymać w gębie! Miał tylko nadzieję, że dziewczyna nie będzie bardzo zbulwersowana jego zachowaniem.
This congregation of confrontation, surroundings don't define you, upon the fire, it's burning higher, only actions can speak the truth.
Angelo Blackhawk
#296 (12.07.2018, 17:57 )

Za to Ochiyo na początku nie wiedziała, że ktoś ją w tym parku zauważył! Miała uszy zatkane słuchawkami nie zwracała uwagi na ludzi, których mijała, bo nie chciało jej się wierzyć, że spotka tutaj kogoś znajomego albo wartego uwagi. Bo niby kogo? Prawie nikt w Yellowlair Oats jej nie znał, bo skutecznie odgradzała się od ludzi przez swoje problemy z nawiązywaniem znajomości. Mieszkała tu dosyć długo, ale na razie miała tylko jedną koleżankę, Roxanne. No i poznała Charlesa Moore'a, czyli jednego ze swoich ulubionych muzyków, co było dla niej olbrzymim przeżyciem. Okazało się, że mieszka w tym samym apartamentowcu. Ochiyo czasem go widywała, ale nie zaczepiała, bo uważała to za niestosowne. Poza idolem i jedną koleżanką oraz domownikami z nikim nie rozmawiała od czasu przeprowadzki, więc nie spodziewała się, że akurat w tym parku spotka kogoś, z kim będzie chciała sobie pogadać. Nikt nie zwróci na nią uwagi i ona nie zwróci uwagi na nikogo. Norma, która była jej codziennym życiem.
Nie przewidziała, że kiedyś spotka w Yellowlair Oats kolejnego popularnego muzyka, którego bardzo lubiła. Możliwe, że nie była na bieżąco, ale z tego co pamiętała to był amerykański zespół, więc Angelo tutaj? Tego by się nie spodziewała! Tak się składało, że z jej słuchawek wetkniętych w uszy właśnie leciała muzyka jest zespołu, więc gdy nagle ktoś delikatnie chwycił ją za ramię i zatrzymała się, a po tym obejrzała kto to zrobił, to dosłownie się wystraszyła muzyka, który wyrósł jej przed oczami jak spod ziemi!
- O matko kochana! - krzyknęła. Zachwiała się od gwałtownego obrotu w stronę wokalisty, a w butach, które miała na sobie nawet idąc spokojnie czuła się trochę niepewnie. Często chodziła na wysokich obcasach, ale te okazały się jakieś wyjątkowo niewygodne. Nie umiała wejść w nich w rytm. Straciła równowagę na wysokich szpilkach i poleciała do tyłu. Była tak zaskoczona widokiem Blackhawka, że w jej głowie pojawiła się durna myśl, że to jej się chyba śni, bo nie może być prawdą. Jedna ze słuchawek wyleciała jej z ucha, bo Ochiyo próbowała się ratować przed upadkiem i machnęła ręką, przypadkiem zawadzając nią o cienki kabelek. Fajny początek, nie ma co.

@Angelo Blackhawk
#297 (25.09.2019, 22:49 )
Always be yourself! Unless you can be Batman, then always be Batman.

Najwyraźniej Angelo był niezwykle spostrzegawczy i tak się złożyło, że ją wyłapał wzrokiem w oddali, pomimo swego głębokiego zamyślenia i nucenia w głowie tekstu do nowej piosenki. Wtedy się zatrzymał i tak intensywniej na nią zapatrzył. Nie od razu zorientował się, iż ma do czynienia z kimś, kogo tak właściwie zna. Początkowo głównie to jej nietuzinkowa uroda go tak przyciągnęła, bo choć coraz więcej przybywało do tego miasta ludzi z tamtejszych terenów, tak mimo wszystko trafienie na kogoś ze Wschodu było wciąż niezbyt częste. Dlatego postanowił do niej spontanicznie zagadać, a jakby tego było mało płaszcz, który miała na sobie natychmiast przykuł jego uwagę i wprost musiał to jakoś skomentować. Nie był pewien, czy mu się za to nie oberwie, niemniej jakoś o to nie dbał. Dopiero po dogłębniejszemu przyjrzeniu jej się dotarło do niego, że przecież ją naprawdę kojarzy! Fakt, wprawdzie spotkali się tylko raz po jednym z koncertów The Relentless podczas najdłuższej trasy, ale takiej charakterystycznej twarzy nie dałoby się zapomnieć, ani pomylić z żadną inną!
Sytuacja ta jest niewątpliwie czymś zaskakującym, gdyż ani jedno ani drugie nie spodziewało się, że w ogóle się na siebie natkną, tym bardziej w tak przypadkowych okolicznościach! Reakcja Ochiyo nie powinna była go w sumie nijak zdziwić, zwłaszcza że miała prawo popaść w zakłopotanie na widok swego idola w takim miejscu jak to. Niemniej nie przypuszczał, że zaoferuje ją to w takim stopniu, by miało się to skończyć zarobieniem gleby! Będąc stosunkowo blisko niej usłyszał całkiem dobrze to, co grało w słuchawkach, gdy jedna z nich wyleciała z jej ucha. Och, cóż za zabawne zrządzenie losu, doprawdy! Widząc jak panna Harling leci do tyłu, musiał działać szybko. Ruszył natychmiast ku niej, wyciągając daleko przed siebie obie ręce i w ostatniej chwili chwycił dziewczynę za oba ramiona. Usiłował zapobiec upadkowi, albo chociaż trochę go zamortyzować. Ten to ma niezły refleks... udało mu się, zdążył! Przyciągnął ją lekko w swoją stronę. Kiedy w końcu złapała równowagę i stała już znacznie stabilniej, mógł ją puścić.
- Cholera... ja nie chciałem cię wystraszyć... Czy wszystko w porządku? Nic sobie nie zrobiłaś...? - rozpoczął od tych kilku pytań na wstępie najspokojniej jak mógł, aczkolwiek w jego głosie konsternacja była wyraźnie słyszalna. Wzbudzenie popłochu u Ochiyo zdecydowanie nie było jego zamiarem. Wczepił palce między kosmyki swych czarnych włosów, które począł nerwowo mierzwić. To było dla niego typowe w stresowych momentach. Pomimo marnego początku, dzięki bohaterskości Blackhawka przynajmniej uniknęli nieprzyjemnych konsekwencji. Zawsze mogło być gorzej, czyż nie?
 
@Ochiyo Harling
This congregation of confrontation, surroundings don't define you, upon the fire, it's burning higher, only actions can speak the truth.
Angelo Blackhawk
#298 (10.07.2020, 15:18 )

Meredith z radością przyjęła propozycję przyjaciółki, żeby spotkać się na mieście i pogadać jak za starych, przed-covidowych czasów! Od kilku miesięcy cały kraj stał w miejscu, a lokale gastronomiczne były zamknięte na cztery spusty, więc wspólne wyjście gdzieś do miasta prawie graniczyło z cudem i dziewczyny zostały zmuszone do poszukania innego miejsca na babski spęd niż ich ulubiona kawiarenka w sercu Yellowlair Oats. To było niekomfortowe, ale Meredith w gruncie rzeczy nie żałowała, że postanowiły wybrać na spotkanie jakiś neutralny grunt, bo nie mogła sobie wyobrazić siedzenia obecnie w kawiarni. Nawet w jej pracy stosowano rygorystyczne środki ostrożności, a przecież pracowała tylko jako telemarketerka i nie miała żadnego kontaktu z klientami. Każdego dnia do pracy przychodziły te same osoby, a jednak kazano im się odkażać, a poza swoimi stanowiskami pracy nosić maseczki. Meredith uważała to za wielką przesadę, ale stosowała się do zaleceń, nie chcąc podpaść przełożonym. Za bardzo potrzebowała tej roboty.
W każdym razie obawiała się, że po otwarciu lokali gastronomicznych będzie tam panować istna obsesja maseczek, rękawiczek i odległości od siebie. Nie mogła wyobrazić sobie, że coś takiego może być wygodne, kiedy siedzi się z przyjaciółką przy stoliku i chce się swobody w piciu herbaty i podjadaniu zamówionego ciasta. Park był lepszy, bo tutaj nikt nie mógł ich rozstawiać po kątach. Może poza ewentualnymi patrolami, a te i tak niewiele mogły im zrobić.
Meredith siedziała sobie na ławce w parku i smakowała waniliowego loda w kubeczku, którego po drodze kupiła w sklepie. W mieście nie było teraz zbyt ciepło, ale mimo wszystko był lipiec, a letnia atmosfera zachęcała czerwonowłosą do zjadania lodów, których nie jadała o innych porach roku. Teraz dziewczyna dłubała plastikowym patyczkiem w kubku i czekała na przybycie przyjaciółki. Spodziewała się wielkiego wejścia na rolkach albo w stroju do joggingu. Kath nie traciła żadnej okazji, żeby się trochę poruszać, a Meredith zwykle ograniczała swoją aktywność do... patrzenia na nią i zazdroszczenia, że dziewczyna ma w sobie tyle werwy. Jej się tak nie chciało.

@Kathleen Palmer
#299 (28.07.2020, 16:26 )
Strength and growth come only through continuous effort and struggle.

Meredith miała rację, bo zazwyczaj Kathleen faktycznie wykorzystywała każdą okazję do pobiegania albo zapewnienia sobie innych aktywności fizycznych, ale dzisiaj o dziwo zrobiła wyjątek. Stwierdziła, że ostatnio za dużo czasu spędzała w parkach i w innych zielonych miejscach, które skupiały się wokół Yellowlair Oats. Była takim rodzajem człowieka, co nie może usiedzieć długo na czterech literach, a odkąd siłownia i inne lokale w mieście zostały zamknięte, nie miała wyboru. Jeśli nie chciała siedzieć w domu i marnować dni na gapieniu się w telewizor, to musiała organizować sobie samotne wypady na jogging, rolki albo rower. Było ciężko o coś innego podczas pandemii. Zakładała na uszy słuchawki, włączała muzykę w odtwarzaczu i zasuwała przez kilka dobrych godzin, aż do domu wracała totalnie padnięta. Trudno w to uwierzyć, ale nawet takiej miłośniczce sportu ciągłe powtarzanie paru tych samych sposobów na wolny czas zaczynało się nudzić. Ile można biegać albo jeździć? Kath korzystała ze znajomości miasta, którą miała dzięki wychowaniu się w Yellowlair Oats i starała się urozmaicać sobie wyjścia na treningi zmienianiem miejsc. Raz wybierała się do parku w Kindly Angles, innym razem na przedmieścia, a czasami wsiadała na rower i wyjeżdżała daleko poza tereny Yellowlair, gdzie zachwycała się pięknem angielskiego lata, które dosięgało okolic w pełnej krasie. Ale to miało prawo się wreszcie znudzić każdemu, nawet jej.
Lokale z kategorii gastronomii dopiero powoli były odmrażane przez brytyjski rząd i stosowały tak nienormalne środki ostrożności, że Kathleen nie miała ochoty do nich wchodzić. Zakładać maskę, rękawiczki i Bóg wie co jeszcze, żeby wypić sobie kawę pod parasolem? Mowy nie ma! Zresztą ulubione miejsca Kathleen i Meredith były jeszcze zamknięte. Kath była ogólnie dośc sceptycznie nastawiona do rzekomej pandemii. Tyle ponoć było jej przypadków, a ona jeszcze nie słyszała o nikim ze swoich znajomych, kto by zachorował rzeczywiście na tego tajemniczego wirusa. Jeden znajomy miał kwarantannę, ale u niego też nic nie wykryto. Może dziewczyna odznaczała się bezmyślnością, ale nie umiała bać się czegoś, czego przez tyle miesięcy nie doświadczyła. Lipiec trwał w najlepsze, a od marca podobno wirus szalał na Wyspach i... co? Do tej pory nikogo chorego w okolicy? Podejście matki też zniechęcało ją do przestrzegania zasad bezpieczeństwa. Matka popadła w panikę, bo nasłuchała się, że osobom z chorobami takimi jak jej grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Miała w domu dziesiątki środków do odkażania i Kath czuła się, jakby wchodziła na oddział onkologiczny szpitala, gdy odwiedzała mieszkanie rodziców - tyle musiała stosować zabezpieczeń. Miała dość.
Na spotkanie z przyjaciółką przyszła w delikatnej sukience, która sięgała do połowy ud i była idealna na spotkanie w ciepły letni dzień. Włosy miała wyprostowane i luźno rozpuszczone, a na twarzy delikatny, ale widoczny makijaż. Szła w butach na wygodnym koturnie. Jej dzisiejsze wydanie nie było typowe dla miłośniczki sportowych ciuchów, wygody i ruchu, ale ona też czasami lubiła poczuć się kobieco.
- Cześć! - przywitała przyjaciółkę, a jej wzrok padł na loda, którego wydłubywała z kubeczka. - Cholera, też bym sobie zjadła dla ochłody. Ale mi narobiłaś chęci!
Zwykle trzymała się diety, ale ile można sobie wszystkiego odmawiać? Była łasuchem, a na widok loda w ciepły dzień miała wielką ochotę takiego posmakować!
- Zaraz, przy głównym wejściu do parku zawsze stoi budka z lodami z automatu. Widziałaś ją? - wolała przekalkulować sens spaceru na drugi koniec parku. W obecnych czasach wszystko było możliwe. Nawet to, że budkę zlikwidowano albo czasowo zamknięto z powodów epidemiologicznych, bo właściciel nie mógł zachować odpowiednich środków bezpieczeństwa albo przez inne bzdury.

@Meredith Douglas



#300 (04.08.2020, 15:46 )

Pilnowanie środków ostrożności podczas walki z pandemią ją też denerwowało, więc nie miała za bardzo ochoty wchodzić do kawiarni. Miała do wirusa umiarkowane podejście, nie tak, jak Kathleen. Uważała, że jest to faktycznie poważny problem i nie należy go lekceważyć, ale jej podejście nie zmieniało tego, iż Meredith też czuła się zmęczona odkażaczami, maseczkami, odległością i innymi wariactwami obecnego czasu, które może były potrzebne, ale bardzo niewygodne. Szczególnie w miejscach takich jak kawiarnie. Tam chce się mieć trochę swobody i spokoju, a nie siedzieć w śmierdzących oparach środków do dezynfekcji oraz w masce, przez którą nawet nie da się napić ani zjeść ciastka. Jeśli komuś pasowały takie okoliczności spotkań, nie mogła takich osób krytykować. To był ich wybór, ale dla niej nie był oto wygodne. Wolała spotkać się z przyjaciółką w parku, czyli w neutralnym miejscu i na otwartej przestrzeni, gdzie nikt nie powinien ich wygonić za to, że nie mają na twarzach maseczek. W parkach dało się jeszcze poczuć odrobinę starego porządku, do którego czerwonowłosa już bardzo tęskniła. 
Kathleen przyszła do parku w tak nietypowej dla siebie formie, że czerwonowłosa musiała zamrugać kilka razy oczami, żeby się upewnić, że to nie są żadne zwidy, tylko rzeczywistość. Krótka, zwiewna sukienka na lato, buty na platformie i makijaż nie pasowały do tej dziewczyny, która zwykle z włosami związanymi w kitkę zasuwała na siłowni lub robiła kilometry po miejscowych parkach. Każdemu czasami potrzeba odmiany i to naturalne, ale takiej Meredith nie spodziewała się po tej dziewczynie na ich spotkanie.
Następnym zaskoczeniem była wyrażona przez nią chęć spróbowania lodów. Kath lubiła czasami zjeść sobie coś słodkiego, ale Meredith miała wrażenie, że ostatnio ciemnoskóra wszystkiego sobie odmawiała. To bywało frustrujące, bo ile można żyć na sałatkach i wyliczanych skrzętnie kaloriach? Dzisiejsza odmiana Kath była bardzo pozytywna!
- Chcesz? - zapytała i wyciągnęła do przyjaciółki rękę, w której miała kubeczek z lodami. Nie miała problemu, aby podzielić się swoim jedzeniem akurat z nią. Kogo jak kogo, ale Kathleen ani trochę się nie brzydziła. Traktowała ją prawie jak siostrę i była szczęśliwa, że ich przyjaźń istnieje od tylu lat i mimo długiej rozłąki udało się ją odbudować. - Weszłam innym wejściem, ale możemy przejść się i sprawdzić.
Podniosła się z ławeczki, na której siedziała, żeby wyruszyć w stronę wskazanego przez Kathleen wejścia, ale nie mogła się powstrzymać. Obeszła ją i z uwagą przyjrzała się jej dzisiejszemu, jakże nietypowemu wydaniu.
- Zakochałaś się czy chcesz komuś dopiec, że tak się odstawiłaś? - zapytała z lekkim rozbawieniem. Prawdopodobnie Kath po prostu chciała poczuć się kobieco, w końcu każda dziewczyna miewa momenty, kiedy chce czuć się piękna i atrakcyjna. Ale nie szkodzi z tego pożartować!

@Kathleen Palmer





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości