welcome to
Yellowlair Oats



#1 (11.11.2019, 01:37 )
Past forgotten, now as new, A line dividing
false and true

Anthony Ryōma Myles


dane podstawowe
DATA URODZENIA26.12.1992
MIEJSCE URODZENIABrunswick Village, Anglia
ZAWÓDnauczyciel plastyki, muzyki i wiedzy o kulturze w St. Oswalds Primary & Secondary School, nauczyciel śpiewu w Northern Music Centre
STAN CYWILNYkawaler
ORIENTACJAhomoseksualny
WYKSZTAŁCENIEMaster of Performance and Pedagogy (MMus) (Royal Birmingham Coservatoire)
STATUS FINANSOWYwystarczający, ale bez szału
JĘZYKIangielski (natywny), japoński (bardzo dobry), francuski (bardzo dobry), BSL & JSL (biegłe)
DZIELNICASullen Hides
PROBLEMY ZDROWOTNEduża wada wzroku, choć mało kto o niej wie, bo Tony nosi soczewki, jaskra
WIZERUNEKJeongguk Jeon
biografia
Zmordowane tysiącami mil opony obskurnego autobusu toczą się leniwie po asfalcie, a ja czuję ich podskoki na nierównościach i każdy delikatny wstrząs przyjmuję jako kolejne uszczypnięcie, które ma mi uświadomić, że to nie jest zły sen. To dzieje się naprawdę. Siedzę w cuchnącym żulami i potem autobusie międzymiastowym, na wysiedzianym fotelu w kolorowe bohomazy, a pod nogi mam wciśniętą torbę podróżną. Jedną z trzech, które zabrałem tym kursem - pozostałe dwie czekają w luku bagażowym. Obok mnie siedzi młoda dziewczyna, która zalotnym wzrokiem usiłuje zwrócić moją uwagę. Ma snake bites w wardze, marchewkowo pomarańczowe włosy i za duża koszulkę Within Temptation. Typowa nastoletnia metalówa z kiepskim gustem. Kiedy wreszcie wysiądzie? Wykręcona ku oknu szyja zaczyna mnie pobolewać od uporczywego tkwienia w tej pozycji, ale kontakt wzrokowy ze zbuntowaną nastolatką to ostatnie, na co mam teraz ochotę. Chcę tylko zatopić się w rozpaczy i sączącej się ze słuchawek balladzie Led Zeppelin. There's a lady who's sure, all that glitters is gold, and she's buying a stairway to heaven...

Przejeżdżamy przez niewielki, wybrukowany kamieniem rynek Wallsend.
Jako szczeniak rzadko bywałem w Wallsend. To takie małomiasteczkowe i nudne miejsce. Wieś na sterydach. Ale pamiętam, jak mama opowiadała mi, że ojciec zabrał ją tu na pierwszą randkę. Uroczy ryneczek, automat z watą cukrową i oni dwoje, młodzi i zakochani...
Dlaczego właściwie moja matka zakochała się w tym człowieku?
Młoda, piękna i inteligentna Jitsuko Tanaka była córką japońskiego przedsiębiorcy, który większość życia spędził na budowaniu w Anglii filii popularnej w Japonii marki samochodowej. Postawione jego rękami salony Suzuki wciąż przyciągają klientów w Londynie, Liverpoolu, Manchesterze, Brighton... i w Newcastle, niestety. Mama urodziła się w stolicy, krótko po tym, jak dziadkowie przeprowadzili się do Anglii na stałe i traf chciał, że niespełna dwadzieścia lat później dziadek tymczasowo przeprowadził się do Newcastle, by nadzorować budowę nowego salonu samochodowego. Mama przyjechała do niego w okresie wakacyjnym, zachwycona malowniczością nadmorskiej Anglii udała się na wycieczkę po okolicach i wtedy poznała Richarda Mylesa. Mylesowie zamieszkali w Brunswick Village, nieopodal Yellowlair Oats, przed kilkoma pokoleniami i trudnili się przede wszystkim hodowlą była, trzody i uprawą pszenicy, zaś rolnicza tradycja przechodziła z pokolenia na pokolenie. Pochodzili z zupełnie innego świata. Ona - córka wykształconych obcokrajowców, inteligentna, obyta i wielkomiejska, on - prosty chłopak ze wsi, którego życiową ambicją było pielenie grządek. Jakim cudem pokochali się tak bardzo, że po roku związku na odległość matka przyjechała do Brunswick Village i została na zawsze? Jak wytrzymała przez niemal dwadzieścia lat w wiejskiej prostocie? Musiała bardzo go kochać. A ja ją podziwiam...

Suniemy drogą w Forest Hall, z okna mam doskonały widok na pobliskie lasy i zarysy Brunswick Village w oddali.
Moje serce nie potrafi zachować spokoju na widok tych zabudowań. Od dzieciństwa fakt przyjścia na świat w Brunswick Village ciążył mi niemiłosiernie, a moim nadrzędnym celem była ucieczka w ciekawsze, większe i oferującej więcej miejsce. Marzył mi się radosny i kolorowy żywot w wielkiej metropolii, obfitującej w atrakcje i pełnej ciekawych ludzi przemierzających szerokie deptaki. Wszelkie wyjazdy do większych miast, czy to na zakupy do dużych galerii handlowych, czy w celu załatwienia przez rodziców ważnych spraw były dla mnie jak święto. Tęsknym wzrokiem patrzyłem na wysokie biurowce, które w oczach kilkuletniego mnie sięgały chmur, rozległe place, parki, rynki, moc szyldów sklepowych, a nawet na osiedlowe blokowiska. Byłem młody, naiwny i żyłem w innym świecie niż moja stateczna rodzina, śmiało dążąc do spełnienia swoich marzeń, które... okazały się zgubne. Ale skąd mogłem wiedzieć?

Wjeżdżamy na leśną drogę... poznaję sędziwy dąb, który zdaje się chylić ku upadkowi jeszcze bardziej niż w przeszłości.
Nie potrafię się nie uśmiechnąć. Tyle wspomnień na widok tego miejsca! Pamiętam je tak dobrze... uwielbiałem uciekać tutaj przed obowiązkami w gospodarstwie. Mieszkałem w przytulnym domu z rodzicami, dziadkami w podeszłym wieku i młodszą siostrą, która pojawiła się na świecie trzy lata po moich narodzinach. Od dzieciństwa nie paliłem się do pracy przy kurach, których jako kilkuletni dzieciak zresztą się bałem, a proste farmerskie życie wydawało mu się nudne i płytkie. Idealne, żeby jak najszybciej je porzucić. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że jestem w swoich ocenach surowy i bardzo zuchwały, a moje postrzeganie "wielkiego świata" jest wyobrażeniem dalekim od gorzkiej rzeczywistości. Uchylałem się od pomagania rodzinie i rozwijałem swój własny świat, który był obcy bliskim, a dla mnie fascynujący: świat pędzla, ołówka i melodii. Od najwcześniejszych lat ciągnęło mnie do różnych form sztuki, które były jak wyrwane z innego wymiaru dla chłopaka z rolniczym pochodzeniem. Uczyłem się, zgłębiałem literaturę, wieczory przesiadywałem w swoim pokoju i ze słuchawkami na uszach, a dłonie wiecznie miałem umazane farbkami i ołówkiem. Byłem artystyczną duszą, czasem roztrzepaną, czasem zapominalską. Rodzice i dziadkowie szybko się zorientowali, że w przyszłości nie mogą liczyć, że Tony przejmie po nich rodzinny interes. W ogóle mnie to nie kręciło.

Autobus zatrzymuje się na wiejskim przystanku. Wyświechtana wiata jest mocno nagryziona zębem czasu. W miejscach, w których młodzież nie pokryła jej bohomazami, widać wyblakłą od słońca farbę w kolorze zgniłej zieleni.
Kolejne miejsce i tyle wspomnień! Gdy byłem nastolatkiem, ten niepozorny przystanek stał się bramą do lepszego, wymarzonego życia. Ciekawe czy są jeszcze napisy, które sam na nim namazałem? Pewnie dawno już zakryły je podpisy kolejnych pokoleń...
Rodzina nie sprzeciwiała się mojej inności. Ojciec nie był zadowolony, że jedyny syn nie interesuje się zbieraniem jajek z kurnika, tylko siedzi z nosem w książkach, i często mnie strofował, ale mama stanowiła dla mnie silne wsparcie. Rozumiała mnie... cóż, w końcu wychowała się w świecie, do którego ja sam należałem. Jej zbawienny wpływ sprawił, że ojciec nie sprzeciwiał się, nie zmuszał do zadań na farmie... a może bał się, że coś popsuję... nie miałem do tego talentu! A ja jako dzieciak sprecyzowałem własne cele i nie zmieniały się przez lata. Planowałem wyjechać do większego miasta i podjąć studia.
Marzenie zaczęło się spełniać, gdy udałem się do szkoły średniej. Rodzice zgodzili się, żebym uczył się w Yellowlair Oats i zapisali mnie nawet do tamtejszej Trinity Arts Center, która była spełnieniem marzeń dla dzieciaka takiego jak ja.

Mała grupka wiejskich ludzi przelewa się przez wąskie drzwi autobusu i rzuca w chaotyczny wyścig po najlepsze miejsca siedzące.
Ta scena jest jak deja vu. W okresie szkoły średniej bardzo często podróżowałem autobusami, co przystanek obserwując tę odwieczną walkę podstarzałych gospodyń. Miejsce przy oknie, z tyłu, koniecznie przodem do kierunku jazdy to Święty Graal pań z trwałą ondulacją i naręczem plecionych siatek, przygotowanych do udźwignięcia zakupów z miejskiego targu. Początkowo do college'u w Yellowlair dojeżdżałem, więc każdego ranka i popołudnia raczony byłem tym wątpliwej urody wyścigiem, by po kilku miesiącach nauki zredukować kibicowanie w Autobusowej Lidze Gospodyń Wiejskich tylko do rozgrywek porannych. Zacząłem wracać do domu późnymi popołudniami i wieczorami, najczęściej ostatnimi kursami, kiedy autobus świecił pustkami. W Yellowlair Oats po szkole zatrzymywała mnie mama, która w tamtym czasie została przyjęta do St Mary's Hospital. Oddział onkologiczny miał jasny korytarz o zimnym, sterylnym klimacie i zaskakująco przyjemny bufet z automatami do kawy. Tam pacjenci mogli spędzić czas z gośćmi. Dopóki mama była w stanie, każde popołudnie spędzaliśmy w tym bufecie. Opowiadałem jej, co u mnie, co w domu, przynosiłem książki, by nie nudziła się wieczorami w sali. Ilekroć próbowała mówić o swojej chorobie, zmieniałem temat lub próbowałem bagatelizować jej stan, snując plany na przyszłość. Tę dalszą, gdy już wyjdzie ze szpitala. Nie chciałem słuchać, że to może być koniec. Przecież rak piersi to nie musi być wyrok, prawda? Tyle kobiet z tego wychodzi!
Mama nie wyszła. Sądzę, że od początku wiedziała, że umiera. Kiedy teraz przypominam sobie nasze rozmowy sam na sam, mam wrażenie, że powoli przygotowywała mnie do swojego odejścia. Dawała rady, uczulała, bym zaopiekował się siostrą, psychicznie wsparł ojca. W październiku dowiedziała się, że jest chora, a odeszła w kwietniu. Podjęła leczenie za późno, gdy nowotwór dał już przerzuty do innych organów wewnętrznych. Mama długo żyła w nieświadomości, a może bagatelizowała objawy? Nigdy już się tego nie dowiem, ale wiem na pewno, że gdyby chorobę zdiagnozowano na czas, wciąż byłaby tu z nami.
Po śmierci mamy zamieszkałem w internacie. Nic już nie trzymało mnie w domu rodzinnym. Jego widok bolał. Kojarzył mi się głównie z mamą, a swoim widokiem rozdrapywał ranę serca, które pękło wraz z jej odejściem. Bo który szesnastolatek jest gotowy psychicznie na śmierć ukochanego rodzica? Do domu wracałem na weekendy i wakacje, chociaż nie tęskniłem za Brunswick Village, w którym pośród rówieśników i tak uchodziłem za dziwaka. Pamiętam, jak sąsiedzi nazywali mnie i siostrę "tymi od żółtej"... jako dziecko nie rozumiałem pejoratywności tego określenia, ale w późniejszym okresie uderzyła we mnie zaściankowość tych z pozoru ciepłych, prostolinijnych ludzi. Pieprzeni rasiści. W Brunswick Village na każdym kroku odnajdowałem jedynie pustkę bez atmosfery, jaką wprowadzała ta niezwykła, ciepła i oddana najbliższym kobieta, a Yellowlair Oats było dla mnie jak powiew świeżości! Tam nawiązałem pierwsze znajomości i poznałem pierwszego przyjaciela, Ashleya, którego zdrobniale nazywali Ashem. To był zabawny, niski chłopak z mnóstwem tatuaży, długimi włosami w nieładzie i makijażem żywcem zdjętym z pudelmetalowych kapel w stylu Motley Crue.

Ociężały wóz rusza z przystanku, cięższy jeszcze o kilku pasażerów i powoli wyjeżdża z Forest Hall.
Koniec szkoły przyniósł w moim życiu przełom. Nie zastanawiałem się. Zabrałem swoje oszczędności, pożegnałem się z rodziną i w towarzystwie najbliższego przyjaciela, Asha, wybyłem do Birmingham, żeby tam na uniwersytecie podjąć wymarzone studia. Zastanawiałem się nad kilkoma uczelniami wyższymi i szalenie kusił mnie Londyn ze swą Królewską Akademią, ale obawiałem się, że to będą za wysokie progi dla chłopaka, który nie ukończył klasycznej szkoły muzycznej, ponadto zależało mi na podjęciu dwóch kierunków jednocześnie - powiązanego z plastyką i muzyką - to zaś nie było możliwe w obrębie jednej uczelni w Londynie. Wybór padł na Birmingham, które wydawało mi się idealne. Oferowało wymarzone kierunki i jawiło się jako tajemnicza kolebka heavy metalu, z której wywodził się legendarny Black Sabbath. Marzyłem o przechadzaniu się ulicami, którymi jako dzieci przebiegali Osbourne i Iommi, nieświadomi jeszcze, że w przyszłości staną się protoplastami muzyki buntu i kunsztu instrumentalnego! Na wydziale artystycznym dostałem się na edukację artystyczną w zakresie sztuk plastycznych i wokalistykę. Studiowanie na dwóch kierunkach nie było proste dla młodego człowieka, który poza nauką chciał się bawić i spełniać inne marzenia, ale starałem się jak mogłem i udało mi się skończyć oba kierunki na poziomie undergraduate, a następnie podjąć studia drugiego stopnia na kierunku pedagogiki artystycznej. Lecz rodzina nie była ze mnie dumna...

Morze zieleni przelewa się za oknem w pędzie klekoczącego autobusu, a ja wychwytuję z krajobrazu głębokie rowy odprowadzające wodę z pól.
Pamiętam, jak po powrocie na wakacje, rozczarowany przyjęciem w rodzinnym domu spiłem się do nieprzytomności i przespałem całą noc w jednym z tych rowów. Radość mojego ojca z kształcącego się syna skończyła się po pierwszym roku studiów. Wtedy wróciłem do Brunswick Village na wakacje, ale byłem jak inny człowiek. Wreszcie byłem sobą. Tak zachłysnąłem się życiem w dużym mieście i innością jego mieszkańców, że poszedłem na całość, a mój stosunek do rodzinnego miasteczka jeszcze bardziej się ochłodził. Wróciłem do domu z buńczuczną fryzurą, skórzaną kurtką na ramionach i tatuażami, które zaczęły pokrywać moje ręce. Nie chciałem słuchać bzdur na temat religii, nie odwiedziłem kościoła, a Brunswick Village otwarcie nazywałem zadupiem. Wytrzymałem z rodziną dwa tygodnie i w atmosferze awantur wróciłem co Birmingham. Kontakt z rodziną urwał się na kolejne lata.
Pierwszy zachwyt wielkim światem zaczął mi mijać już po kilku miesiącach. Okazało się, że wielkie miasto to nie tylko atrakcje, ale także nieprzyjemności i przestępczość. Obu rzeczy doświadczyłem na własnej skórze. Raz późnym wieczorem zostałem napadnięty i okradziony przez bandę chuliganów i przeżyłem wielki szok po zobaczeniu, że ludzie nie uśmiechają się do siebie jak w Brunswick Village, tylko odwracają wzrok, są zawistni, nastawieni na karierę, a sąsiedzi nie są zainteresowani żadną formą integracji. Utrzymanie okazało się trudne, stypendium na niewiele wystarczało, a w weekendowej pracy, prostym chałturzeniu śpiewem i gitarą w barach, zarabiałem grosze. To miały być te moje marzenia?

Znak drogowy, który właśnie mijamy, głosi, że do Yellowlair Oats zostały zaledwie dwie mile.
Już niedługo wysiądę z tej metalowej puszki i poczuję ból... ale czy już nie boli? Nie tylko powrót, ale cały cholerny wyjazd do Birmingham i moje życie po wyjściu z akademika? Największe rozczarowanie przeżyłem po studiach. Jako młodziku, krótko po zamieszkaniu w Birmingham, postanowiliśmy z przyjacielem założyć zespół muzyczny. Przez wiele lat skrobałem sobie różne melodie, które później przeobraziły się w ambitniejsze rockowe kompozycje, a jako gówniarze ekscytowaliśmy się wizją kariery rockmanów. Skompletowaliśmy skład, doszlifowaliśmy kilka piosenek, a ja miałem śpiewać, co było oczywistym wyborem z racji ukończonych studiów i dźwięczącego przyjemnie w uszach, charakterystycznego tenoru. Trochę muzykowaliśmy tu i tam, choć nie odnosiliśmy sukcesów, ale po skończeniu studiów spróbowaliśmy zająć się karierą na poważnie. To znaczy Ash próbował, bo dla mnie to była od początku jedynie zabawa i sposób na dorobienie sobie. Szukałem czegoś stabilnego i niebawem po skończeniu studiów udało mi się podjąć pracę w szkole dla niesłyszących dzieci, w charakterze nauczyciela plastyki. To było tylko zastępstwo za zajętą dzieckiem starszą nauczycielkę, ale praca była pewna. Lepsza od pchania się w jakiś showbiznes. Nie chciałem angażować się w niepewny chleb pełnoetatowego muzyka i z tego powodu rozstaliśmy się w gniewie z Ashem, który skrzyknął kilku kumpli z wydziału i założył własną formację. To był koniec. Kariera grupki Asha zaczęła się rozwijać, dostrzegł ich manager, później producent i przeżyłem ogromne zaskoczenie, gdy na jednym z pierwszych występów zespołu byłego przyjaciela usłyszałem... własne piosenki. Zostałem okradziony z własnej twórczości i nawet nic nie mogłem z tym zrobić, bo nie zastrzegłem w odpowiedniej instytucji praw autorskich do tych piosenek. Pewnie mógłbym udowodnić kradzież, bo miałem świadków, swoje zapisy nutowe sprzed lat, ale... bez sensu. Po ostatecznym kopniaku chciałem już tylko uciec z wielkiego świata, który tak rozczarował. Zostałem w Birmingham jeszcze przez dwa lata, do ukończenia obowiązków zawodowych w szkole, a później... a później jest teraz. Wracam.

Dojeżdżamy na miejsce. Autobus leniwie skręca na dworzec w Yellowlair Oats.
Wracam na tarczy. Rozczarowany życiem w wielkim mieście, gorzko doświadczony przez los, zły na nieodpowiednich ludzi, którym zaufałem i ograbiony z twórczości. Lecz o wiele mądrzejszy, nauczony pokory i teraz gotowy docenić dobrodziejstwa mniejszego, ale przyjemnego i sąsiadującego z perspektywicznym Newcastle miasta. Do Brunswick Village nie powróciłbym za żadne skarby świata. Podjąłem pracę w miejscowej szkole i zamieszkałem sam. Czy rodzina wie o moim powrocie do hrabstwa? Nie mam pojęcia, bo nie chcę się z nimi kontaktować, ale pewnie ktoś im prędzej czy później doniesie, tu wieści tak szybko się rozchodzą...
rodzina & miłość
RODZICERichard Myles & † Jitsuko Tanaka
RODZEŃSTWOLouise Myles - młodsza siostra
DZIECInie ma
DALSZA RODZINAnikt istotny
STATUS ZWIĄZKUzajęty
PARTNERMiyamoto Yuuto
BYLI PARTNERZYKathleen Palmer i kilka innych dziewczyn, o których nie warto się rozpisywać
osobowość
TYP OSOBOWOŚCIambiwertyk
ZABURZENIAkompletnie rozwalony zegar biologiczny - ma problemy ze snem w konkretnych godzinach
PRIORYTETYspokój, realizowanie się twórcze
GRUPYWenus (50%), Saturn (25%), Merkury (25%)


kilka słów więcej...
Jest jak chimera kilku osobowości - naznaczony dużą dozą indywidualizmu, lecz nie stroniący od sceny i pracy w grupie, wybiórczo nieśmiały, poukładany, acz z żyłką buntownika.
W jego charakterze przeważają spokój, łagodność i absolutna równowaga emocjonalna. Tony nie ma w zwyczaju huśtać się między skrajnymi emocjami, zwykle zachowuje spokój i zimną krew, również w obliczu głębokiego stresu. Na co dzień może sprawiać wrażenie niespiesznego flegmatyka, ale w razie potrzeby potrafi reagować szybko. Ma artystyczną duszę, ale potrafi panować nad emocjami i kierować się logicznymi wyborami.
Nie uważa się za lwa salonowego, zdecydowanie od hucznej imprezy woli samotny spacer pod gwieździstym niebem lub wieczór z książką, gitarą i lampką wina, ale męczy go dłuższy brak ludzkiego towarzystwa i kiedy ma odpowiedni nastrój, z przyjemnością rzuca się w dziki wir zabawy - a tej nie brakowało mu ani w szkolnym internacie, ani w studenckim akademiku! Gdy jest w nastroju do zabawy, do interakcji międzyludzkich i żartów, jego artystyczna wrażliwość zdaje się znikać, zakrzyczana przez doskonałą komunikatywność, umiejętność słuchania i dowcipność. W dobrym nastroju Tony potrafi porwać towarzystwo swoją osobowością, lecz zdarza się, że znika i potrzebuje czasu na ciszę i refleksję. To dni, w których jego zapał do kontaktu z drugim człowiekiem przymiera, a w głowie budzi się twórcza wena. Wtedy Tony najwięcej czasu spędza sam, w domowym zaciszu lub nastrojowym zakątku na przedmieściach, kreśląc na papierowej pięciolinii ciągi nut lub drapiąc ołówkiem po szkicowniku. Jego dusza artystyczna, odzywająca się od czasu do czasu poprzez wenę, nie idzie w parze z cząstką komunikatywności.
Bywa nieśmiały, ale nie w każdym aspekcie życia. Tony jest osobą zaradną, nie boi się odezwać do obcej osoby na ulicy, nie odczuwa obaw, że zbłaźni się nawet przebywając na scenie. Nie ma problemów z nawiązywaniem znajomości, choć zwykle nie wychodzi pierwszy z inicjatywą. Jego nieśmiałość przejawia się przede wszystkim w kontaktach z mężczyznami. W ich towarzystwie czuje się bardzo dobrze, ale nie potrafiąc przyznać się przed samym sobą do własnej orientacji seksualnej, wycofuje się i ucieka, gdy tylko poczuje, że jakiś mężczyzna jest nim zainteresowany w sposób inny niż czysto koleżeński. Boi się przyznać do prawdy przed samym sobą. Bardzo dobrze natomiast czuje się w towarzystwie kobiet, przy których z kolei pozostaje głuchy i ślepy na ich zaloty. Płeć przeciwna ani trochę go nie pociąga, za to Tony świetnie dogaduje się z kobietami w relacjach koleżeńskich i przyjacielskich. Nie czuje obrzydzenia kobiecym ciałem, postrzega je jako na swój sposób piękne i fascynujące, ale jest mu ono po prostu fizycznie obojętne, nie wzbudza żadnego podniecenia seksualnego.
Zdarza mu się bujać w obłokach tak wysoko, że zupełnie ucieka z otaczającego go świata, tracąc wątek w rozmowie, skręcając w złą aleję lub kończąc podróż na ścianie, której nie zauważył, bo tak zapatrzył się na interesujący obiekt po drugiej stronie ulicy. Jest wrażliwy na sztukę i rzadko omija wystawy w domu kultury lub premiery teatralne - choć zupełnie nie wygląda na amatora teatru! Mimo pozornego opanowania i dystansu jest człowiekiem szalenie uczuciowym i wrażliwym - jeśli kocha, to całym sercem, głęboko angażuje się w przyjaźnie i dość szybko odnajduje nowym znajomym miejsce w hierarchii swoich relacji międzyludzkich. Lubi ludzi, chętnie się z nimi spotyka i dość szybko nawiązuje przyjaźnie, choć jest ostrożny w powierzaniu innym swoich sekretów. Pomimo tej emocjonalności podejmuje przemyślane (zwykle wielokrotnie) decyzje, a w sprzeczkach pozostaje oazą spokoju, która chłodem logicznych argumentów zawstydza miotanego nerwami dyskutanta. Mało kto potrafi wytrącić go z równowagi.
W pracy jest człowiekiem skrupulatnym i zawsze przygotowanym merytorycznie, choć - jak na nauczyciela sztuk artystycznych przystało - nie brakuje mu spontaniczności i kreatywności. Być może za sprawą duszy rockowego buntownika, a może niecodziennego dla nauczyciela wyglądu potrafi zjednać sobie młodzież.
Jest altruistą. Umie słuchać i doradzać, czasem zbyt mocno jednak angażuje się w problemy innych osób i zapomina w tym wszystkim o sobie. Często brak mu też asertywności i godzi się na zdecydowanie zbyt wiele, pozwalając bliskim wejść sobie na głowę. Nie cierpi sprawiać innym przykrości i dla zachowania uśmiechu na czyjejś twarzy jest gotów zadziałać nawet na własną niekorzyść.
ciekawostki
🎵 Historia tatuaży na jego lewym przedramieniu jest banalna. Sztuka tatuażu fascynowała go od dzieciństwa, ale początkowo nie miał planów pokryć nimi tak dużej powierzchni ciała... zasłonił nimi blizny na ręce, które zostały po potłuczeniu szklanych drzwi za studenckich czasów. Wolał zakryć je tatuażami niż wyglądać jak neurotyczny nastolatek po spotkaniu z żyletką. 

🎵 Jego najbardziej wstydliwą pracą zarobkową są kobiece akty, które naszkicował jako ilustracje do tomiku erotyków jakiegoś młodego poety. Podpisał się pod nimi pseudonimem, ale i tak boi się, że ktoś to odkryje. 

🎵 Rodzina pieszczotliwie nazywała go Tonym i to zdrobnienie do niego przylgnęło.

🎵 Ma uczulenie na chilli, ale jak na złość lubi ostre dania. Zwykle ich unika, ale czasem pozwala sobie na chwilę rozpusty, po której straszy drobną wysypką na ciele.

🎵 Z powodu tatuaży i buntowniczego stylu niektórzy rodzice za nim nie przepadają, ale wśród uczniów uchodzi za nauczyciela, który jest fajny. Próbuje przekonywać do siebie rodziców podopiecznych i zwykle mu się udaje, bo jest bardzo spokojny i dyplomatyczny w obejściu.

🎵 Nie jest niezdarny, ale zdarza mu się zamyślić i z głową w chmurach zrobić jakieś głupstwo. Poza incydentem z obrotowymi drzwiami zdarzało mu się wejść w ścianę zamiast w drzwi, wyrzucić telefon albo pieniądze do śmietnika i raz w Birmingham wyrzucił miesięczny bilet do kosza na przystanku. Czerwony ze wstydu grzebał w nim przez pół godziny, żeby odzyskać bilet.

🎵 Dość specyficznym znakiem na jego ciele jest duża, nieco jaśniejsza plama skóry na prawej nodze, obejmująca całą przednią i zewnętrzną stronę uda. To pamiątka po poparzeniu. W wieku 14 lat Tony potknął się z wielkim garem wrzątku w rękach, a litry wrzącej wody chlusnęły prosto na jego prawą nogę. Po krótkim pobycie w szpitalu, dwumiesięcznym zwolnieniu z lekcji i kilkudziesięciu tubkach różnych maści wmasowanych w udo obyło się nie tylko bez przeszczepu skóry, ale i bez widocznych blizn. Jedynym śladem po bolesnej przygodzie zostało nieregularne przebarwienie skóry, które nie chce się opalać.

🎵 Przemieszcza się ukochanym motocyklem - czarna Suzuki Hayabusa z 2011 roku. Posiada również prawo jazdy na samochody osobowe, ale jego marzeniem od dzieciństwa był motocykl. Ojciec, zadowolony, że Tony choć w kwestiach motoryzacyjnych zachowuje się jak "prawdziwy facet", podarował mu w prezencie motorower, gdy tylko chłopak skończył 16 lat. Tony zdawał kolejne kategorie prawa jazdy na motocykle w trybie staged access. Przez jego ręce przewinęło się wiele motocykli, miewał ich w garażu kilka, a zamiłowanie do jednośladów sprawiło, że sam nauczył się dbać o swoje maszyny i lubi w nich grzebać.

🎵 Po kilkunastu latach intensywnych jazd Tony jest bardzo doświadczonym motocyklistą, ale ma swoje słabości. Jego największym grzechem jest zamiłowanie do prędkości. Krótko po zdobyciu upragnionego prawa jazdy na jednoślady o każdej mocy, skupił się na motocyklach sportowych i sportowo-turystycznych. Poza jednym BMW jego zainteresowania oscylują głównie wokół japońskich marek, być może z racji pochodzenia i sentymentu do zawodu jego dziadka. Pierwszym prawdziwym motocyklem Tony'ego było Suzuki GSX250R, na którym spędził dwa lata, następnie stopniowo przesiadał się na coraz mocniejsze maszyny. Inwestował w kolejny motocykl i dopieszczał go w garażu, by po pierwszych miesiącach euforii znów poczuć niedosyt prędkości, sprzedać go i kupić mocniejszy - aż dotarł do najszybszych. Jego przedostatnim wyborem było Kawasaki ZZR 1100, ale sentyment do Suzuki, powiązania rodzinne z tą marką i fascynacja legendą zachęciły go do wypróbowania Hayabusy, mimo że przez lata Tony bał się tego jednośladu z racji jego szalonej mocy i dużej masy. Obecnie jest tak przyzwyczajony do poruszania się wyrywnym, ciężkim potworem, że nie wyobraża sobie jazdy na delikatniejszej i łatwiejszej maszynie. Zadbał również o zdjęcie ze swojego Suzuki elektronicznego ograniczenia prędkości i zdarza mu się spontanicznie, bardzo nieodpowiedzialnie przekroczyć 300 km/h.

🎵 Zarządza finansami racjonalnie, ale w motocyklach Tony jest w stanie zatopić wszystkie oszczędności. W ciągu przeszło dekady przygody z motocyklami, a w szczególności od wejścia w zainteresowanie sportowymi, poświęcił tej pasji duże pieniądze, często kupując i sprzedając kolejne modele, które nie spełniły jego oczekiwań. Na zakup obecnego motocykla musiał się zapożyczyć, ale nie żałuje tej decyzji.

🎵 Na lewym policzku ma krótką, ale dość głęboką bliznę. To pamiątka po jednym z jego pierwszych upadków na motocyklu.

🎵 Jest beztalenciem z nauk ścisłych. Tragicznym beztalenciem. Nauczyciele matematyki, fizyki i chemii przepychali go na siłę z klasy do klasy.

🎵 Jest wielkim fanem rocka i metalu. Nie ma kilku ulubionych wykonawców, jest ich za wielu, żeby wymienić. Ale nie zamyka się w muzyce na jeden odłam. Stara się słuchać wszystkiego i szukać pozytywów w każdym gatunku muzyki. Uwielbia też muzykę klasyczną.

🎵 Lubi duże psy, ale nigdy żadnego nie miał. Planuje to zmienić, ale wciąż nie znajduje czasu na przygarnięcie albo kupno czworonoga.

🎵 Kiedyś palił papierosy, ale rzucił i unika jak może. Obecnie smród papierosów go drażni, a chęć zapalenia pojawia się tylko w silnym stresie, gdy Tony nie ma pod ręką innego sposobu na rozładowanie emocji. Dzielnie jednak tłumi stary nałóg.

🎵 W Birmingham wiódł imprezowe studenckie życie, typowe dla artystycznych akademików. Podczas szczeniackich libacji zwykle odpadał jako ostatni - ma bardzo mocną głowę. Ma też nietypową umiejętność zapamiętywania wszystkiego nawet w silnym upojeniu alkoholowym. Znajomi budzili się skacowani i z dziurą w pamięci, a on pamiętał wszystkie głupoty, które zrobił. Wolałby nie pamiętać.

🎵 Zna język migowy i biegle się nim posługuje (BSL i gestuno). Do nauki migania zmotywowała go bliska kuzynka, która od urodzenia jest głuchoniema. Jednym z jego zawodowych celów jest praca z niesłyszącymi dziećmi i podniesienie wśród pełnosprawnych zrozumienia dla świata niesłyszących. Na razie to tylko plany na przyszłość, których Tony nie podejmie się, dopóki nie poczuje się dostatecznie doświadczony zawodowo.

🎵 Fan komedii, szczególnie prezentujących stary, dobry angielski humor.

🎵 Mało kto o tym wie, ale ma wadę wzroku na poziomie -5 dioptrii. Nie nosi okularów poza domem, bo uważa, że wygląda w nich jak idiota. Na co dzień koryguje wadę soczewkami kontaktowymi i przez zbyt długie noszenie zdarza mu się czasem wieczorami straszyć zaczerwienionymi oczami.

🎵 Duża wada wzroku i częste dręczenie oczu soczewkami powodują inne problemy natury okulistycznej. Tony ma problemy z podwyższonym ciśnieniem wewnątrzgałkowym, które grozi rozwojem jaskry młodzieńczej.

🎵 Przepada za fast foodami. Nie idzie mu to na zdrowie, ale lubi sobie od czasu do czasu wsunąć pizzę, burgera czy jakiegoś kebaba.

🎵 Nienawidzi rodziny królewskiej. Ich istnienie w XXI wieku uważa za nadęte i nikomu niepotrzebne podtrzymywanie skostniałej tradycji, a wszelkie królewskie uroczystości uważa za żenujące przedstawienia. Kate, Meghany i inne Pippy oraz ich dzieci wywołują u niego westchnienie irytacji. Słynną brytyjską etykietę uważa natomiast za słabą pokazówkę, za którą u większości społeczeństwa kryje się prostactwo i chamstwo. Nie jest wielkim fanem kraju, w którym mieszka.

🎵 Jest ateistą. Obecnie nie przeszkadzają mu religie i szanuje poglądy innych osób, ale jako nastolatek miał żenujący epizod z obwieszaniem się pentagramami, czytaniem satanistycznej biblii LaVeya i słuchaniem zespołów określanych jako pagan metal. Wyrósł z tego i dziś jest mu za ten okres tylko potwornie wstyd.

🎵 Poza śpiewem potrafi również dobrze grać na gitarze i czasem udziela prywatnych lekcji gry. Nieźle idzie mu też gra na fortepianie, który miał jako jeden z przedmiotów obowiązkowych na studiach.
[Obrazek: 1fxXu7]



#2 (12.11.2019, 01:55 )

karta zaakceptowana
witamy na forum





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości