welcome to
Yellowlair Oats



#1 (30.05.2020, 23:17 )

Minhee Park


dane podstawowe
DATA URODZENIA16.06.1994
MIEJSCE URODZENIAPjongjang, Korea Północna
ZAWÓDbrak wyuczonego zawodu
STAN CYWILNYpanna
ORIENTACJAheteroseksualna
WYKSZTAŁCENIEcztery semestry anglistyki (Uniwersytet im. Kim Ir Sena, Pjongjang)
STATUS FINANSOWYzero absolutne
JĘZYKIpółnocnokoreański - ojczysty
południowokoreański - komunikatywny
angielski - w miarę komunikatywny
DZIELNICAKindly Angles
PROBLEMY ZDROWOTNEbrak
WIZERUNEKJennie Kim
biografia
Słyszeliście, że każdego dnia na świecie przybywa ponad 60 tysięcy zaginionych osób? Ludzie znikają. Wychodzą z domu i nigdy nie wracają, a ich losy na zawsze zostają owiane tajemnicą. Zostawiają rodziny, przyjaciół i znajomych. Los wyciera ich imiona z kart historii. Powiesz, że nie znałeś nikogo takiego, trzeba być pechowcem jednym na tysiące, żeby stracić w ten sposób osobę ze swojego otoczenia. A jeśli powiem ci, że istnieją miejsca, w których ludzie znikają częściej niż na reszcie globu i ja sama się do nich zaliczam?
Moje życie było naszpikowane tajemniczymi zniknięciami.

Gdzie jest Min-seok?
Na świecie istnieje 195 państw, a złośliwym zrządzeniem losu mnie było dane urodzić się w jednym z najbardziej tajemniczych, mrocznych i odciętych od reszty wielkiego globu. Korea Północna powitała mnie na swoich ziemiach w czerwcu 1994 roku jako młodszą córkę Park Ji-Sunga i Jung Na-eun, młodych i obiecujących studentów Uniwersytetu im, Kim Ir Sena. On, student ekonomii politycznej, miał przed sobą świetlaną przyszłość w Partii Pracy Korei. Ona, oddana studentka historii Korei oraz filozofii Dżucze, wyróżniała się ambicją i nieprzeciętnymi wynikami na obu kierunkach. Oboje pochodzili z uprzywilejowanych rodzin partyjnych, a ich rodzice byli wysoko postawieni w politycznej sieci, która rosła wokół Drogiego Przywódcy. 
Dorastałam w komunistycznym Pjongjangu, który znacząco różni się od reszty kraju. Stolica nie umiera z głodu tak, jak reszta Korei Północnej. W stolicy dzieci są normalnego wzrostu, dożywione i mają zabawki. Chodzą do szkoły, uczą się o boskim pochodzeniu Kim Ir Sena i śpiewają na apelach propagandowe piosenki o Wielkim Wodzu. Takie dzieciństwo pamiętam, odkąd poszłam do szkoły. Niestety byłam zbyt mała, żeby utrwalić w pamięci pierwsze lata mojego życia, które naznaczyły rodzinę wielką klęską głodu, która pochłonęła ponad dwa miliony moich rodaków. Dzieciństwo pamiętam więc jako szczęśliwe, pełne pięknych legend o Kim Ir Senie i Kim Dzong Ilu, zabawek, które z partyjnych sklepików przynosił mi dziadek, a później także ojciec.
Ale w mojej pamięci zostało kilka osób, których istnienia przez wiele lat nie byłam pewna. Zapamiętałam jak przez mgłę, że jako kilkulatka bawiłam się nie tylko ze starszą siostrą. Poza Min-ji był też Min-seok, dobrze zapamiętałam to imię. Kuzyn był ode mnie nieco starszy, a jego rodzice często sprzeczali się z moimi, gdy wpadali na siebie w domu dziadków. Razem malowaliśmy kolorowanki z wizerunkami północnokoreańskich żołnierzy i śpiewaliśmy piosenki o Wielkim Wodzu.
Lecz nagle Min-seok zniknął. Ciocia i wujek też. Nie zobaczyłam ich nigdy więcej, a na pytania o ich istnienie rodzina milczała jak zaklęta.

Co się stało z panią Choi?
Dzieciństwo i czas dorastania spędziłam w Pjongjangu i nigdy nie opuściłam granic stolicy. Widziałam na jedynym kanale telewizyjnym informacje o pięknie północnokoreańskiej prowincji i dzielnej pracy klasy robotniczej w gospodarstwach rolnych, dzięki którym nasz dobry Wódz może obdarować nas pełną miską, ale mimo moich próśb rodzice nie kwapili się, żeby wybrać się ze mną na wakacje poza nasze jakże piękne miasto, pełne socrealistycznych blokowisk, pustych ulic i billboardów z plakatami propagandowymi. Nie rozumiałam, dlaczego nie chcą mi pokazać, co dzieje się poza stolicą, ale uznałam, że pewnie są zbyt zapracowani, aby wybierać się ze mną na wakacje. Przecież w Pjongjangu miałam wszystko! Czasem brakowało jedzenia i musieliśmy oszczędzać, prąd też regularnie się wyłączał i z wodą w kranie bywało różnie, ale przecież tak żyje się wszędzie, prawda? Nasz Drogi Przywódca Kim Dzong Il, a później jego syn, Kim Dzong Un, pracowali w pocie czoła, żeby zapewnić nam dostatek. Ja nie robiłam nic nadzwyczajnego. Byłam grzeczną uczennicą. Codziennie w schludnie wyprasowanym uniformie biegłam na lekcje, żeby dalej uczyć się o filozofii Dżucze, historii zbawienia narodu przez Wielkiego Wodza i nieustannej agresji Stanów Zjednoczonych na nasz doskonały kraj. Nie mogłam wyobrazić sobie, co by z nami było, gdyby nie walka, którą nasz Najjaśniejszy Przywódca każdego dnia toczył z amerykańskimi wichrzycielami.
O dziwo nie wszyscy byli tacy zadowoleni jak ja i moi rodzice. Gdy miałam 17 lat, śmierć niespodziewanie zabrała naszego Wodza Kim Dzong Ila, a przywództwo w Korei Północnej przejął jego syn, Kim Dzong Un. Sądziłam, że to wspaniały wybór. Nasza szkoła dostała wtedy podręcznik o jego dokonaniach i z zachwytem zmieszanym ze zdumieniem czytaliśmy, jak wyborowo strzelał do celu jako czterolatek, a w wieku ośmiu lat zawstydzał generałów swą wybitną wiedzą o wojsku. Byłam zachwycona, choć w sercu nosiłam żałobę po Kim Dzong Ilu, ale następne miesiące wprawiły mnie w zdumienie.
Rok wcześniej, w wielkiej dobroci Wielkiego Wodza, otrzymaliśmy przydział na nowe mieszkanie na blokowisku w Tongdaewŏn-guyŏk. Naszymi sąsiadami zza ściany okazali się interesujący ludzie. Sol Yong-ok był wysoko postawioną figurą w partii, a jego żona, Choi Ok-Song, przeuroczą kobietą, która traktowała mnie, jakby była moją dobrą ciocią. To było wspaniałe małżeństwo i przeżyłam szok, gdy kilka miesięcy po śmierci Kim Dzong Ila ten wspaniały patriota, Sol Yong-ok, został poddany egzekucji, razem z kilkoma innymi ważnymi politykami. Transmitowano nawet w telewizji moment, w którym ostatni raz pokłonili się ojczyźnie, kiedy ich ciała zgięły się w pół po śmiercionośnym strzale w tył głowy. Powiadano, że potajemnie działali na szkodę Korei Północnej, a ja nie mogłam pomieścić tego w głowie? On? Pamiętałam jego pełne zachwytu opowieści o Kim Dzong Ilu, blisko którego pracował. Mówił, że zmarły Wódz roztaczał dookoła blask, jak jego boski ojciec, a jego dobro uszlachetniało każdego, kto miał z nim kontakt.
Jego żona zaprosiła mnie kiedyś do siebie. Opowiadała wiele szokujących rzeczy, ale jak mogłam uwierzyć, że śmierć jej męża zlecił dobrotliwy nowy Wódz, Kim Dzong Un? Twierdziła, że pozbył się polityków, którzy byli kiedyś zbyt blisko jego ojca i mogli zagrażać jego planom oraz przejęciu władzy. Mówiła, że świat za granicą wygląda kompletnie inaczej, jest bogatszy i szczęśliwszy, a władze nas okłamują. Uciekłam wówczas do domu, mając głowę pełną mieszaniny dziwnych myśli. Tego dnia zasiało się we mnie ziarno niepewności, którego nie śmiałam odkryć przed rodzicami.
Trzy miesiące później Choi Ok-song zniknęła. Poniosła się plotka, że postradała zmysły po śmierci męża i została zamknięta w zakładzie psychiatrycznym, lecz temu już nie dałam wiary. Słyszałam jej krzyki tamtej nocy, gdy zaginęła. Przez stłumione ścianami obce głosy mężczyzn przebijał się jej rozpaczliwy krzyk o piekle komunistycznego systemu i okrzyki, że jest gotowa na śmierć.
Wszyscy szybko o niej zapomnieli, a mieszkanie pani Choi zajęła inna rodzina. Ja też przestałam pytać. Rodzice mi zabronili.

Un-ju, Hyon-il, Yong-ju! Gdzie się podzialiście?
Tamta sytuacja zmieniła mnie na zawsze, lecz wtedy jeszcze bałam się dociekać. Ukończyłam szkołę, a rodzice oczekiwali ode mnie, że pójdę na studia na Uniwersytecie im. Kim Ir Sena. Zrobiłam to, lecz wybór kierunku ich rozczarował. Mama marzyła, żebym poszła w jej ślady i studiowała historię działalności rewolucyjnej Kim Ir Sena lub filozofię Dżucze, ojciec widział mnie na kierunkach politycznych, ja natomiast wybrałam anglistykę. Czułam coraz głębszą potrzebę buntu przeciwko temu, co mnie otaczało. W głowie dudniły mi pamiętne opowieści Choi Ok-song, a niektóre przekazy propagandowe kłóciły się z moim zdrowym rozsądkiem, jednak z rodzicami nie mogłam podjąć tego tematu. Wściekli się raz, gdy zapytałam, jak to możliwe, że Wielki Wódz jadał tylko miskę ryżu dziennie i w ogóle się nie załatwiał... zrugali mnie jak nigdy wcześniej, a ojciec powiedział, że mam się cieszyć, że to on jest inminbanjang w tym bloku, bo każdy inny doniósłby na mnie do Bowibu. Więcej zrozumienia znalazłam u dziadków, którzy tłumaczyli mi metafory i przenośnie, jakich używano, żeby podkreślić wielkość Kim Ir Sena. Najjaśniejszy wódz stracił blask w moich oczach, gdy okazał się... prawdopodobnie zwykłym człowiekiem.
Na studiach poznałam chłopaka. Ri Un-chol był studentem prawa i miał przed sobą świetlaną przyszłość w Partii Pracy. Rodzice byli wielkimi sympatykami mojego wybranka, uważając go za ideał, który doprowadzi do porządku niesforną Min-hee, co zadaje za dużo złych pytań. Próbowałam zasiać w nim tę samą niepewność, która kiełkowała w mojej głowie, ale wybił mi z głowy ten pomysł, powtarzając znane słowa Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila, że kobiety przez wrodzoną naiwność są bardziej podatne na przyjmowanie wartości demokratycznych i podawanie w wątpliwość ideologii Dżucze a ja jestem tego najlepszym przykładem. Mieliśmy pobrać się po studiach, a Un-chol zaplanował, że urodzę mu dwoje dzieci. Nigdy nie ciągnęło mnie do macierzyństwa, ale nie miałam wyboru, tylko się zgodzić. W końcu każda kobieta w Korei Północnej musi chcieć mieć dzieci.
Na szczęście do ślubu nie doszło. Nie doszło też niestety do ukończenia przeze mnie studiów. Po dwóch latach mój tata został przeniesiony do Hyesan, gdzie otrzymał posadę przewodniczącego w tamtejszym klubie partyjnym. To był duży awans, więc całą rodziną przeprowadziliśmy się na drugi koniec Korei Północnej, tuż przy granicy z Chinami. Wtedy w drodze pierwszy raz zobaczyłam jak naprawdę wyglądają wsie i małe miasta w mojej ojczyźnie, podobno takie piękne, jak mówili w telewizji. Zobaczyłam brud i głód. Dzieci siedziały przy drodze i były w niekompletnych, poszarpanych ubraniach, z wystającymi żebrami, jakieś małe i wątłe. Nie bawiły się... chyba nie miały na to siły. Widoki niebywale mną wstrząsnęły. Bardziej niż pierwsza przejażdżka samochodem w życiu, gdy do Hyesan wiozło nas rządowe auto.
W Hyesan nie miałam co robić. Żyłam na utrzymaniu rodziców i nie narzekałam na brak luksusów. Miałam komputer na własny użytek, a w naszej dzielnicy prąd gasł rzadziej niż w innych częściach miasta, choć nie mogłam liczyć na prąd tak często jak w Pjongjangu. Szybko znalazłam nowych znajomych, którzy okazali się niesamowici i inni niż zmanipulowana propagandą młodzież ze stolicy. Miałam wrażenie, że w Songbun byli ze średniej lub najniższej klasy społecznej, ale nie przeszkadzało mi to. Nie interesowało mnie, jak patrzy na nich władza, a to, jak oni patrzą na nią. Otworzyli przede mną nowy świat. Gdy był prąd, a rodzice pracowali, słuchaliśmy po cichu południowokoreańskiego radia lub przesiadywaliśmy przy moim komputerze i oglądaliśmy południowokoreańskie dramy i teledyski. Czasem trafił się nawet anglojęzyczny film, który tłumaczyłam pomału nowym przyjaciołom. Dowiedziałam sie, że przy rzece Tumen czasem nocami można znaleźć chińskich handlarzy, którzy nielegalnie sprzedawali materiały z Korei Południowej. To było wysoce nielegalne, ale jak ekscytujące! Poznawałam inny dialekt koreański, choć nie wszystko rozumiałam. Widziałam świat jak z bajki! W dramach młodzi ludzie byli piękni i ubrani kolorowo, z róznymi fryzurami i kolorami włosów. Na ulicach roiło się od samochodów. Domy były pięknie urządzone, telewizory większe i ładniejsze. Społeczeństwa nie ograniczał strach przed władzą. Uwierzyłam, że w Korei Południowej naprawdę istnieje taki świat. Zapoznawaliśmy się z nowymi materiałami zza granicy i marzyliśmy o ucieczce do wielkiego świata.
Najpierw zniknął Hyon-Il, który wraz z innym kolegą załatwiał płyty i kasety od Chińczyków. Pewnej nocy miał spotkać się z nimi po nowości, ale nigdy nie wrócił. Później zniknęła Un-ju, a wraz z nią jej rodzice. To ona chowała u siebie nasze nielegalne skarby. Na koniec zniknął Yong-ju. Gdy widzieliśmy go ostatni raz, mówił, że zdejmie ze ścian mieszkania wizerunki Wielkiego Wodza. Sąsiedzi i rodziny nie chcieli o nich mówić, jakby nigdy nie istnieli.

Jak zniknęła Park Min-hee?
Z siedmioosobowej paczki buntowników zostało nas czworo. Poczuliśmy siłę systemu, z którym pragnęliśmy naiwnie walczyć. Byliśmy jedynie małymi muszkami, które ten potwór mógł zmieść z powierzchni ziemi jednym machnięciem masywnej łapy, jak mogliśmy myśleć, że dokonamy jakichś zmian?!
Po zniknięciu Yong-ju postarałam się o zgodę na wizytę w Pjongjangu i odwiedziłam ukochanych dziadków. Tamtego dnia z moich ust wysypała się lawina pytań, które wcześniej bałam się zadawać. Min-seok okazał się żywym chłopcem, nie dziecięcym wyobrażeniem małych siostrzyczek. Dowiedziałam się o jego ojcu, a moim wuju, który studiował w Konserwatorium Moskiewskim i został pierwszym pianistą w Północnokoreańskiej Narodowej Orkiestrze Symfonicznej. Dziadkowie zszokowali mnie historią o jego buncie przeciwko władzy i latach spędzonych w obozie internowania Yodŏk, a także o ucieczce wuja razem z żoną i ich synkiem, Min-seokiem, podczas wielkiej klęski głodu. Dziadek opowiedział o swej pracy dla Kim Ir Sena i przepychu, w którym żyje dynastia Kimów. Powtarzali, że są za starzy, by coś zmienić w swoim zyciu, ale chcieli, żeby ich wnuczka uciekła i odnalazła rodzinę, która od dawna żyła w lepszym świecie. Z głową ciężką od nowych informacji i rodzinnymi zdjęciami w kieszeni, powróciłam do Hyesan.
W strachu przed konsekwencjami, poruszeni informacjami od moich dziadków i chcąc spełnić nasze wspólne marzenie o lepszym świecie, uknuliśmy ryzykowny plan ucieczki. Skompletowanie środków, nawiązanie kontaktu z handlarzami z Chin i wejście w szarą strefę, aby załatwić podrobione chińskie dokumenty, zajęło nam kilka miesięcy. Pewnej wiosennej nocy przeprawiliśmy się we czworo przez rzekę Tumen, gdzie na chińskim wybrzeżu odebrali nas umówieni wspólnicy. Dostarczyli nas do Pekinu i... pozostawili samym sobie.
Tam uśmiechnęło się do mnie niebywałe szczęście. Dziś myślę, że mogę mówić o cudzie. Godziny włóczenia się po imponującej stolicy Chin nie doprowadziły nas do żadnego celu. Nikt z nas nie znał biegle języka, nie mieliśmy żadnej mapy ani planu. Nie wiedzieliśmy, do kogo zwrócić się o pomoc. Nasze ożywione dyskusje usłyszała grupa ludzi, którzy rozpoznali północnokoreański język i okazali się nie mieć złych zamiarów. Oni doprowadzili do nas osoby należące do organizacji działającej na rzecz uchodźców z Korei Północnej. Zapewnili nam kryjówkę na kilka dłużących się tygodni, a gdy udało się zorganizować nam transport i poinformować o naszej ucieczce Koreę Południową, pomogli dostać się do Seulu. Tam pierwszy raz od lat poczułam się bezpieczna.
Teraz jestem po drugiej stronie. W Korei Północnej zniknęłam jak Min-seok, Choi Ok-Song, Un-ju, Hyon-il czy Yong-ju. Na zawsze pozostanę tajemnicą. Czy ktoś zechce odkryć tę tajemnicę? Nie wiem. W końcu o mnie się nie mówi.
rodzina & miłość
RODZICEPark Ji-sung (ojciec), Jung Na-eun (matka) 
RODZEŃSTWOPark Min-ji - starsza siostra
DZIECIbrak
DALSZA RODZINASeoh Min-seok (Beale) - brat cioteczny
Seo Hyun-jin (Isaiah) - kuzyn ze strony Beale'a
STATUS ZWIĄZKUwolna
PARTNERbrak
BYLI PARTNERZYraczej już ich nie spotka
osobowość
ekstrawertyczka brak wolność i odnalezienie własnego miejsca
Saturn (40%), Uranus (30%), Neptune (30%)
optymizm
40%
pesymizm
50%
impulsywność
30%
cierpliwość
70%
asertywność
70%
uległość
30%
aktywność
60%
bierność
40%
odwaga
75%
ostrożność
25%
zmienność
50%
stabilność
50%
wrażliwość
70%
obojętność
30%
planowanie
35%
spontaniczność
65%

Ma dużo energii i nie boi się działania, a wrodzony upór pomaga jej dotrzeć do celu. Może inni są lepszymi strategami czy wizjonerami, jednak jeśli chodzi o ciężką pracę, to Minhee jest w stanie każdy swój plan doprowadzić do szczęśliwego finału, chociażby to miało zająć jej wiele lat starań i cierpliwego czekania. Cierpliwości jej nie brakuje, sztuki oczekiwania nauczyła ją ojczyzna, która stłumiła wiele cech jej osobowości. Minhee jest spokojna, cicha i często oszczędna w słowach. Czasem woli nie powiedzieć nic niż palnąć za dużo i narobić sobie kłopotów, a ze swoimi poglądami otwiera się dopiero przed osobami, które obdarzy głębokim zaufaniem. Możesz poznać ją jako cichą i milczącą dziewczynę, która odwraca wzrok, żeby nie ściągnąć na siebie uwagi innych przechodniów, ale jeśli poznasz ją lepiej, zobaczysz żywiołową i nawet trochę wyszczekaną osóbkę, która powoli się uczy stawiać na swoim. Nie jest zbyt wrażliwa, trudno ją urazić. Obecnie brak jej też zaradności życiowej, gdyż gubi się w świecie, który ją otacza, ale liczy, że to drugie jest tylko kwestią czasu i kiedyś będzie umiała samodzielnie odnaleźć się w demokratycznym świecie.
Nie potrafi zbyt wiele o sobie powiedzieć. Brak jej sprecyzowanych konkretnie pasji i indywidualizmu, na który nie mogła pozwolić sobie w skomplikowanej ojczyźnie. W Korei Północnej widziała siebie jak jedną z wielu szarych dziewcząt, które istnieją głównie, żeby pracować dla ojczyzny, nie było tam miejsca na jej rozwinięcie swojej osobowości. Obecnie jest bardzo ciekawa świata. Chce poznawać to, do czego kiedyś nie miała, fascynuje ją prawie wszystko, co dla niej nowe. Ma setki pomysłów na siebie, chwyta się nowych pasji, ale po krótkim czasie je porzuca, bo coś innego przykuło jej wzrok. Ma skłonności do braku umiaru, kiedy coś jej się spodoba. Bywa też zbyt ciekawska. Lubi słuchać, co dzieje się u innych i wiedzieć jak najwięcej - ta cecha też wykształciła się w ojczyźnie, w której dobrze było znać swoje otoczenie i wiedzieć, co i przy kim można mówić. Ojczyznę opuściła, ale lekkie wścibstwo jej zostało. ​
ciekawostki
💜 Jej małym marzeniem jest zdobycie prawa jazdy. Przywykła w Korei Północnej, że cywile nie mogą posiadać aut, więc gdy poczuła szansę na posiadanie takiego cacka, zapragnęła tego.

💜 Nie umie jeszcze zrozumieć świata, który ją otacza. Ma wielkie luki w wiedzy z nauk społecznych, historii i technologii. Z fascynacją je zapełnia, ale każdego dnia coś ją zdumiewa, zachwyca, konfuduje.

💜 Stara się nauczyć światowej mody, ale ciągle z przyzwyczajenia ubiera się w północnokoreańskim stylu, któremu bliżej do babć niż młodych kobiet.

💜 Zaczęła kolekcjonować biżuterię wszelkiej maści i lubi marnować czas na malowanie paznokci oraz naukę sztuki makijażu. To dla niej nowości, które w ojczyźnie miała bardzo ograniczone, więc korzysta z uzyskanych możliwości.

💜 Ma słabość do brzmień z lat 70 i 80, które od razu wpadły jej w ucho. Kojarzą jej się z Moranbong.

💜 Marzy jej się własny pies lub kot, którego nie mogła mieć w ojczyźnie przez tamtejszy zakaz posiadania zwierząt domowych.

💜 Pizza była pierwszym zagranicznym jedzeniem, którego skosztowała. Zakochała się w niej.

💜 Kilka razy prawie wpadła pod samochód. Przyzwyczaja się powoli, ale nadal ma odruch wchodzenia na ulice, które w Korei Północnej zawsze są opustoszałe z powodu braku cywilnych samochodów.

💜 Przeżyła wielki szok, gdy dowiedziała się, że twarde narkotyki są nielegalne w większości świata. W KRLD zdarzało jej się próbować różnych świństw, które wcale nie są ograniczane przez władze.

💜 Jedną z bardzo niewielu rzeczy, które wywiozła z KRLD, są rodzinne zdjęcia podarowane przez dziadków. Podczas podróży i pierwszych tygodni w Korei Południowej pilnowała ich jak relikwii i do dziś są dla niej bardzo ważne.
#2 (19.04.2021, 18:08 )

karta zaakceptowana!
witamy na forum





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości