welcome to
Yellowlair Oats



#1 (09.10.2020, 22:50 )
Heart beat goes fast... Heart beat goes slow.... Heart beat stop!

Akihide "Aki" Daisuke


dane podstawowe
DATA URODZENIA17.05.1990
MIEJSCE URODZENIALondyn
ZAWÓDex kierowca F1
STAN CYWILNYkawaler
ORIENTACJAproces określania się trwa
WYKSZTAŁCENIEśrednie
STATUS FINANSOWYbogaty
JĘZYKIangielski i japoński (native speaker)
migowy (średniozaawansowany)
DZIELNICAxxx
PROBLEMY ZDROWOTNEw trakcie rehabilitacji po wypadku samochodowym
WIZERUNEKHongjoong Kim
biografia
Radość... Strach... Niepewność... Kryzysy i jaśniejsze dni...


9 miesięcy
Matka
Pochodzę z Japonii, ale mój syn urodził się w Anglii. Jego biologiczny ojciec nigdy nas nie znajdzie, nie dowie się, że ma synka. Nie chce myśleć co wtedy by mi zrobił. Musiałam przed nim uciekać. Musiałam chronić, tym razem nie tylko siebie, ale moje ukochane dziecko! Mój maleńki skarb nigdy się nie dowie co musiałam przejść, ale też nie zobaczy moich łez. Postaram się by miał życie o jakim ja tylko mogłam marzyć. Szczęśliwe! Pełne miłości i przede wszystkim pozbawione bólu. Zrobię wszystko by był bezpieczny.
Tak spokojnie śpi mój aniołeczek. Na szczęście nie ma nic po moim byłym partnerze, na szczęście nie mężu. Z tego bym nie umiała wybrnąć, nie tak łatwo jak ucieczka od chłopaka, którego uwielbiała moja rodzina, przynajmniej ta najbliższa! Teraz jednak mieszkam u kuzynki. Urządziła się w Anglii i ma tu męża, miejscowy, ale ma dobre serce. Póki nie stanę na nogi to obiecali zaopiekować się mną i moim dzieckiem. Dotrzymują słowa, przez całą ciążę wspierali mnie i opłacali mi wszystko. Kiedyś ich spłacę! Jak tylko znajdę pracę i opiekunkę dla maleństwa. W sumie już prawie mam obie te rzeczy! Pewien przemiły starszy pan prowadzi antykwariat i mam dużą szansę by u niego pracować. Mam mu póki co tylko pomagać przy książkach, ale chętnie też pomogę mu w domu, bo może szuka też gosposi? Myślę, że będzie dobrze. Czasami boję się, że nie dam rady pogodzić wszystkiego, ale nie tracę wiary. Nie mogę się poddać. Mam dla kogo walczyć i iść dalej! Moje dziecko ma przecież tylko mnie! Jeśli ja upadnę to kto mu pozostanie? Jego okrutny ojciec? Nie mogę dopuścić, by kiedykolwiek miał z nim cokolwiek do czynienia!
Moje maleństwo ukochane będzie dobrze. Nasze jaśniejsze dni właśnie nadchodzą, a Twoja mama zawsze będzie przy Tobie. Nie ważne co zrobisz. Nie ważne jaką drogą pójdziesz. Zawsze będę Cię wspierać i będę przy Tobie. Pożegnaliśmy już Japonię, ale nie martw się o to. Anglia jest o wiele lepsza, piękniejsza i bardziej otwarta. Tu nikt nie będzie szydził z Ciebie. Tu nikt nie nazwie Cię kimś gorszym, tylko dlatego, że... Nikt. Mama zadba o wszystko.
Śpij mój aniołku, a ja Ci zaśpiewam, coś czego może za parę lat nawet nie zrozumiesz, nie będę Cię uczyć języka Twoich przodków. Chcę zamknąć ten rozdział. Zapomnieć o wszystkim co mnie spotkało w domu, o moim okrutnym ojcu i nieczułej matce. Chcę myśleć o nas jak o obywatelach tego pięknego kraju. Chcę byś myślał o sobie jak o kimś kto ma prawo powiedzieć „nie”, ma prawo decydować o sobie i wybrać osobę, którą pokocha lub nie... Ty decydujesz, a ja zadbam o to, byś mógł mówić „nie”, głośno i stanowczo! Nikt Cię za to nie uderzy... obiecuję...

Nadzieja... Pierwszy zachwyt... Zaskoczenia i uszkodzenia... Koszty!

9 lat
Matka
Mój syneczek nigdy nie był głupi, miał zawsze bardzo dobrą pamięć, aż za dobrą. Potrafił tylko raz przejechać/przejść się gdzieś i dokładnie pamiętać co mijał po drodze i jak tam trafić. Czasami były to bardzo proste rzeczy jak jakiś plakat czy szyld, ale z wiekiem zapamiętywał coraz więcej i lepiej. Mam dziwne wrażenie, że on ma w główce dokładną mapę naszego miasta! Do tego zawsze był bardzo szybki i niecierpliwy, wszędzie mu się śpieszyło. Gdyby mógł to wszędzie by biegiem się dostawał. Uwielbiał też samochodu, im szybsze tym lepiej. Jego ulubiona bajka? Oczywiście o samochodach. Chyba tylko chwile kiedy mógł oglądać wyścigi były tymi kiedy siedział przez chwilę spokojnie na pupie. Tak jak z matematyką zawsze sobie dobrze radził, tak z humanistycznymi przedmiotami miał pod górkę. Nauczycielka orzekła, że jest dyslektykiem i dlatego może mieć trudności z czytaniem i pisaniem, jednak jak się poświęci mu więcej czasu i będzie się cierpliwym to poradzi sobie ze wszystkim. Nasze szczęście, że trafiliśmy na wyrozumiałych i dobrych nauczycieli, którzy potrafili, czy to na lekcji, zwykłej lub dodatkowej, poświęcić mu czas i uwagę. Na szczęście było mnie na to stać. Na szczęście znalazłam mu tatę, który się nami zaopiekował i dał prawdziwy dom.
Mojego ukochanego męża poznałam w swej pierwszej pracy w Anglii, pierwszej i przy okazji ostatniej. Był synem, dziś świętej pamięci mego pracodawcy, właściciela antykwariatu. On i jego ojciec pomagali mi jak potrafili, a z czasem pojawiła się między nami miłość. Wiem, widzę to, czuję, że on też pokochał mego syna, traktuje go jak swego rodzonego. Nie jestem chrześcijanką, nie wierzę w anioły, ale patrząc w przeszłość to mój teść był właśnie takim dobrym aniołem. Jakbym miała wyobrazić sobie tą istotę, to zobaczyłabym właśnie tego mężczyznę. Zawsze ciepły, pogodny i wyrozumiały. Chciał wspierać i pomagać innym bezinteresownie. Może to przez to, że obaj byli zamożni, stać ich było jeździć po kraju i szukać wyjątkowych rzeczy, czy książek, ale przecież też bardzo udzielali się charytatywnie, nie byli samolubni. Tego też nauczyli mego wiecznie rozbieganego syneczka. Dzięki nim zyskał i ukochanego dziadka i wspaniałego tatę. Niedawno niestety stracił tego pierwszego, co odbiło się na nim negatywnie.
Dostałam telefon ze szkoły. Mój mały łobuz zrobił coś karygodnego i teraz boję się, że to nas zabili finansowo... czy powinnam bardzo surowo go ukarać?

Mentor
Śmiać mi się chce kiedy to wspominam. To było jednocześnie przerażające, szokujące, ale też zachwycające i wspaniałe. Pamiętam jak odwiedziłem jego szkołę. Ja, idol tych gówniarzy, i nie, nie będę przepraszał ani na siłę próbował być poprawny. Byłem dla nich bogiem i cudem świata. Jeździłem wtedy dla największych i z największymi. Zgodziłem się pojawić dla gówniarzerni tylko dlatego, że moja ówczesna narzeczona, zbyt wiele ich miałem po drodze, uczyła ich. Przyjechałem swoim ferrari i żeby pan widział tych chłopców miny. Większego podziwu by nie mieli jakby im tam Matka Boska zeszła z niebios i cud się stał. To ja byłem tym cudem i łaską. Wszystkie dzieciaki słuchały mnie jak zaczarowane, zawsze na ludziach, szczególnie fanach robiłem takie wrażenie... prawie wszystkie wpatrzone we mnie, dosłownie pochłaniały każde moje słowo! Mogłem ich tam zwyzywać, a i tak by mnie wielbiły. Nie zrobiłem tego, opowiadałem o wyścigach i robiło się nawet miło, znośnie jak na klimat i w pewnym momencie usłyszałem dźwięk mego silnika. Poznałbym go w piekle, ten charakterystyczny pomruk... a potem... do dziś mnie boli jak to wspominam. Podbiegłem do okna i zobaczyłem, że ktoś jeździ moim ukochanym samochodem po parkingu. Pamiętam, że biegłem jak w amoku, bo ktoś chce mi ukraść! A potem... to bolało... jak uderzyło moje dziecko w inny samochód! Prawie się popłakałem, a nie jestem ani czułym ani wrażliwym typem. A potem zadowolony i pewny siebie wysiadł z niego ten mały kutas i co? I z uśmiechem za milion dolarów powiedział, że hamulce zawiodły, ale bryka spoko. Gdyby mnie nie zatrzymali to bym gnoja rozszarpał gołymi rękami! Poważnie! Udusiłbym gada i nie miał bym żalu... ale w tym całym szaleństwie i wkurwie... zobaczyłem samego siebie. Tak go poznałem i wie pan co? Zainwestowałem mimo wszystko w niego. Było w nim coś co mają tylko najlepsi. Ta odwaga, bezczelność i poważnie... całkiem nieźle radził sobie za kierownicą, jak na gnoja w jego wieku i z nóżkami krótkimi jak u upośledzonego kurczaka. Był brzydki jak nie powiem co, ale to nie ma znaczenia. Uroda przemija, ale to coś ma się na zawsze, z tym czymś się rodzi i ja to zauważam. Mam do tego nosa! Zawsze poznaję mistrzów, nawet jeśli oni sami w siebie nie wierzą.

Miłość... Przyjaźń... Nadzieje... Złudzenia... Kłamstwa...

19 lat
Przyjaciółka?
Obserwowałam go od pierwszych klas, zawsze roześmiany, pewny siebie i wyjątkowy. Dla mnie zawsze był czymś co pragnęłam mieć, choć nie zawsze rozumiałam to. Czy to zawsze była obsesja? Czy może na początku tylko ciekawość dziecka? Pochodzę z dobrej rodziny, a jego wychowała tylko matka. Ja zawsze się dobrze uczyłam, a on miał problemy z czytaniem, ale był niesamowicie szybki. Zawsze go było pełno. Rozpierała go niesamowita energia. Nie był głupi, ale tłumaczono nam, że jego główka inaczej pracuje, on inaczej widzi literki i musi się na tym bardziej skupiać. To też było ciekawe, tak samo jak jego uroda. Był takim limitowanym misiem. Musiałam go mieć, choć zdałam sobie z tego sprawę w chwili kiedy wybierałam liceum. Musiałam iść do tego samego co on, mimo że moich rodziców stać było na o wiele lepsze. Nie miało to znaczenia! Żadna nie mogła go mieć! Tylko ja! To przecież logiczne!
Kiedy zobaczyłam, że jego przyjaciel go kocha, bo wszyscy to widzieli... tylko ta słodka wisienka była za ślepa by to zauważyć, to zdałam sobie sprawę, że muszę się go pozbyć. Jeszcze zanim zdobyłam mojego słodkiego chłopca, rozsiewałam plotki o tym, że mnie podrywa i próbuje się ze mną umówić. Nie ważne, że tego nie robił, istotne było to by widzieć ból na twarzy tego skurwiela. On miał cierpieć, a moja wisienka miała się od niego odsunąć! Nie wyszło tak łatwo jak myślałam, ale udało się. Zbliżyłam się do niego na tyle by zaprzyjaźnić się z nim, a potem wmówiłam mu, że jego przyjaciel go nigdy nie pokocha... bo przecież traktuje go jak brata. Przecież już moje słoneczko temu debilowi wyznał miłość.... i co? I wtedy nie zareagował. Więc jego strata! To ja miałam stanąć na ślubnym kobiercu! To mnie miał pokochać. Musiałam zabić tą miłość i mi się udało! Pocieszałam, zawsze byłam blisko... czasami za często i natarczywie ale przecież chciałam dobrze! Przecież każdy manipuluje ukochanymi dla ich dobra. Prawda? No właśnie! Chciałam tylko by był szczęśliwy. Ze mną.
Jego kariera też mi się nie podobała. Co z tego, że wygrywał?! Jego radość też z czasem zaczęła mnie męczyć. Chciałam zmienić w nim te wady i zrobić z niego mego idealnego męża. Właśnie... męża! By się oświadczył w końcu okłamałam go, że jestem w ciąży. No ale przecież w końcu i tak byśmy się doczekali dziecka. Prawda? To naturalna kolej rzeczy. On po prostu potrzebował tego delikatnego popchnięcia i pokierowania nim. Potrzebował osoby, która wskaże mu odpowiednią drogę. Taką właśnie osobą jestem ja. Jeśli dziecko nie sprawi, że zerwie z tymi durnymi wyścigami to uszkodzę mu ten cholerny samochód, nie chce by umarł, ale chcę by skończył z prędkością. Jeśli mnie kocha to zrobi dla mnie wszystko! I będzie pracował w firmie tatusia! Będzie tak jak ja chcę! Tatuś już się zgodził, tak jak zawsze! Mówi, że zaraz po ślubie zrobimy wszystko by mój mąż zakończył głupią „karierę” i zajął się czymś czym powinien prawdziwy mężczyzna!

Matka
Mój synek skończył niedawno dziewiętnaście lat. Nie wiem kiedy to minęło, ale mam świadomość tego, że ten łobuz nie chce iść póki co na studia. Chce się poświecić swej pasji czyli wyścigom. Ot tego nieszczęsnego wypadku, a raczej kradzieży, za którą zapłaciliśmy mniej, niż na początku myślałam, moje słoneczko znalazło mentora. Za jego radą zapisaliśmy go na karting. Gokarty nigdy nie były tym czymś co by mnie interesowało, ale moje dziecko pokochało ten sport od razu. Sport okazał się świetnym lekiem na jego biedne serce w żałobie. Mógł się skupić na jeździe zamiast rozpamiętywaniu czego nie zdążył zrobić z ukochanym dziadkiem. Z każdym rokiem i zdobywanymi umiejętnościami zbliżał się coraz bardziej do upragnionego celu czyli do kierownicy prawdziwego sportowego auta. Był młody, bardzo ambitny, o dziwo odporny na stres i jak mawiał jego mentor, posiadał też wiele wiele innych cech, które mogą zrobić z niego mistrza.
Moje dziecko kochało spor, szybkość, adrenalinę i swego przyjaciela. Na początku tego nie akceptowałam zupełnie. Jak to mój syneczek z innym chłopakiem? To przecież chore! Jednak kiedy okazało się, że on nie odwzajemnia uczuć mego dziecka i zobaczyłam jak bardzo to go zraniło, zdałam sobie sprawę, że nie ważne kogo pokocha, ważne by był szczęśliwy. Musiałam spróbować zaakceptować to, by nie krzywdzić swego syna. To przecież nadal moje dziecko, nawet jeśli chciał być z kimś i tego nie akceptowały by stare zasady mojej rodziny. To nie miało znaczenia.
Nie wiem czy dla mnie, widząc, że na początku nie zaakceptowałam jego miłości, zaczął spotykać się z pewną dziewczyną. Niby była zawsze miła, chciała pomagać i wypytywała o niemal wszystko... niby w porządku dziewczę, ale było w niej coś co mnie i mego męża bardzo niepokoi. Jest zbyt zaborcza, za bardzo chce kontrolować życie mego syna... ale może tak teraz się buduje związki? Mam nadzieję, że nie skrzywdzi go. Mam nadzieję, że to będzie dobra relacja, która da mojemu dziecku tylko uśmiech na jego prześlicznej buzi. Teraz już wiem, że będę go wspierać zawsze, nie zależnie od tego z kim będzie chciał być. Nie zależnie kto to będzie... nawet z tą rudą dziewczyną, która jest niepokojąca? Ale może to tylko moje wrażenie... może panikuję... może przesadzam... ech... czasami tak ciężko jest, szczególnie wtedy kiedy się wie, że trzeba czekać i cierpliwie wszystko obserwować. Nic więcej nie możemy zrobić. Musimy uparcie przy nim trwać i być z nim we wszystkich jego decyzjach.

Ból... Poświęcenie... Szaleństwo... Bardziej... Mocniej... Jeszcze...

29 lat
Akihide
Pisk opon... mocne uderzenie... krzyk... a potem cisza. Ciemność, która mnie otoczyła i fale. Moje nogi niczym dwa wyłaniające się z wody pale bólu. Przypływy kiedy środki przeciwbólowe działały, zaczynały działać... mój krzyk kiedy przychodził odpływ. Z tego okresu tam mało pamiętam, ale mówili mi, że krzyczałem nawet przez sen i wypowiadałem jej imię. Płakałem nie zdając sobie z tego sprawy. Nie wiem. Przypływy i odpływy i on. Jego imię. Nie pamiętam, choć tak bardzo staram się przypomnieć sobie jego uśmiech. Mówiono mi, że byłem w ciężkim stanie, moje serce poddawało się parę razy, byłem też w śpiączce farmakologicznej z której nie udało się mnie obudzić od razu. Potem jednak nie było dużo lepiej... przypływy i odpływy i jej imię. Czasami dusząc się... walcząc o kolejny oddech widziałem przy sobie Nathana. Znów mnie zostawiał... krzyczałem... błagałem, ale żaden dźwięk nie wydobywał się z moich ust. Czasami wydawało mi się, że go słyszę. Coś mówił, nie wiem co... jego głos... jakbym go słuchał tonąć... woda blokowała nas, nie pozwalała mi usłyszeć dokładnie słów. Wołał mnie? Po raz kolejny żegnał się ze mną? Co chciał mi przekazać? A może jego nigdy przy mnie nie było? To ja zniszczyłem "nas". To ja okłamałem i oszukałem. Chciałem chronić, a zniszczyłem. Zasłużyłem na śmierć? Może właśnie to ona po mnie przyszła? Czasami fale bólu zalewały mnie do tego stopnia, że miałem ochotę umrzeć, byle tylko to się skończyło. Potem jednak ból odchodził, przychodziły zupełnie inne demony. Straszne wizje... nie mogę krzyczeć... nie mogę się poruszyć... Tonę... 
Mówili mi, że to krew, która zalewała mi płuca. Miałem wrażenie, kiedy tonąłem w mroku, że topię się. Myślałem, że to nasze jezioro... nasze miejsce... a ja próbuję płynąć i uratować go, ale nie mogę. Duszę się... Boli, tak bardzo boli i piecze... To rozrywało moje płuca, ból rozrywał mnie na części pierwsze, ale wtedy nie wiedziałem jeszcze czym jest prawdziwe cierpienie. Wtedy jeszcze było... ciemność... coraz głębiej i głębiej i mój krzyk... czemu przeżyłem? Jego i tak już nigdy przy mnie nie będzie. Nie wróci, nie wyciągnie do mnie dłoni i nie przytuli. Nie usłyszę jego głosu, który mówi jak kiedyś "będzie dobrze, razem przetrwamy wszystko! Razem poradzimy sobie z wszystkim". Nie ma już nas... Ale czy kiedykolwiek było coś takiego? Może sobie to tylko wmawiałem? Okłamywałem sam siebie? Jak mam teraz żyć bez mego powietrza? Gwiazdy mogą zgasnąć, zdejmijcie księżyc. Nie jest już potrzebny. Nie ma jej. Zabierzcie słońce, zabierzcie cień, zabrońcie ptakom śpiewać. Bez niego to tylko pozbawione sensu gesty natury. Nie są mi już do niczego potrzebne. Chce pogrążyć się w mroku, ciemności zabierz mnie ze sobą... dręcz mnie... nękaj... zabijaj raz po raz jeszcze raz i jeszcze... daj mi cierpienie... mogę tonąć przez wieczność... Zrobię co tylko chcecie, ale błagam... niech skazówki zegara się cofną... a on nigdy mnie nie zostawia... ja... błagam... 

Matka
Byliśmy w trakcie organizacji ślubu, wszystko dosłownie było dopinane i dopracowywane do ostatniego detalu, dni gnały do przodu, a mój niesforny synek interesował się głównie wyścigami, swoim samochodem, rozmowami z różnymi osobami ze swej ekipy i swoim mentorem. Rozumiałam go, byłam dumna z niego, w końcu w ostatnim sezonie był mistrzem, a wcześniej parę razy stawał na niższych stopniach podium, ale przecież ślub. On tak bardzo kochał tą dziewczynę. Widziałam, że jest dla niego całym światem, choć nadal, mimo upływu lat coś mi podpowiadało, że z nią jest... nie umiem tego opisać. Nigdy nie potrafiłam jej do końca zaufać, ale przecież obiecałam sobie wspierać moje dziecko! Tak w jego pasji, jak w życiu osobistym. Nigdy nie zdecydował się iść na studia, co nawet zaakceptował mój ukochany mąż, który od czasu do czasu przebąkiwał, że po skończonej karierze jako kierowca, powinien mieć coś jeszcze! Coś na wszelki wypadek. Machałam zawsze na to ręką, przecież moje dziecko było takie młode, zdrowe i pełne życia.
Pełne... życia... a potem... nie odebrałam tego telefonu. Plotkowałam z sąsiadką o tortach... czy zasłonach... nie pamiętam już. Pamiętam jednak jak mój mąż zawołał mnie. Krzyczał nawet jak już byłam przy nim. Był w szoku i nie zdawał sobie sprawy, że nie musi już mnie wołać. Nasze jedyne dziecko miało wypadek i lekarze nie dają mu szans. Potem się okazało, że pijany kierowca, do tego jadący za szybko, wjechał w ich samochód. Moje dziecko, które było jednym z najlepszych kierowców na świecie, miało zginać za kierownicą? Przecież... Pamiętam krzyk mego męża, a ja? Przez chwilę nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, ale pamiętam też, że pierwszy i ostatni raz w życiu uderzyłam ukochanego. Spoliczkowałam go, by zwrócił na mnie uwagę, by móc jechać z nim do szpitala. Przecież nasze dziecko umiera!
Umierał parę razy, na stole podczas operacji, a potem kiedy był w śpiączce. Jego serce się poddawało, a ja wciąż wierzyłam, że on nie umrze. Przeszedł etap sztucznej śpiączki, a potem nie potrafili go wybudzić. Zapadł w zupełnie inną, gorszą. Mąż siedział przy nim prawie cały czas, ktoś przecież musiał przy nim być, a ja... Też... Nie zostawia się dziecka samego w obcym miejscu! Jak nie mój mąż to Nathan, a jak nie on to ja? Tak... Przecież to oczywiste! Nie było łatwo. Kiedy wybudzili go ze śpiączki nadal nie był w dobrym stanie. Pamiętam krzyk mego dziecka, pamiętam ból w oczach mego męża. Ta bezsilność i strach. Ta złość na samą siebie, że nie byłam w stanie mu pomóc. Płakał i krzyczał, nie wiem na ile był tego świadom, czy to było tylko przez sen, czy już czuwał. Nie wiem ile z tego było fizycznego bólu, a ile psychicznego, choć przecież nie wiedział jeszcze, że jego ukochana nie żyje. Przeleżał w szpitalu pół roku, ale nalegałam na dłuższy pobyt. Przecież matka wie najlepiej co dla jej dziecka jest najważniejsze!
Kiedy już był świadomy i jego ciało było silniejsze, to nie mówiliśmy mu o jego narzeczonej. Codziennie pytał, martwił się, ale przecież by go to załamało. Jak można było powiedzieć mu, że jego ukochana życzy mu śmierci i przeklina fakt, że nie ujął jej w testamencie? Jak mu powiedzieć, że od go zdradza... podejrzewałam to, ale zawsze miałam nadzieję, że miłość do mego syna zwycięży... Byli przecież taką dobrą parą! Mój syn zawsze o niej tak dobrze mówił... i ślub! Tak chciałam tego ślubu! Miał być idealny! Mieli o nim jeszcze mówić latami! Moje marzenia... moje plany... a Aki? Dowiedział się sam, przypadkiem. Pojawiła się w szpitalu z nowym narzeczonym, innym kierowcą, innym bogatym mężczyzną. Oznajmiła memu dziecku, że to koniec. Nigdy nie był w stanie zaspokoić jej ani finansowo, ani w łóżku. Przyznała się, że zdradzała go od paru lat. Zaśmiała mu się w twarz chwaląc się jak bardzo jej nowy narzeczony skorzystał na tym, że Aki nie jeździ już... Nigdy już nie pojedzie. Zapewne chciała powiedzieć o wiele więcej, ale wtedy do sali wszedł Nathan... Ona cała piękna, tryumfująca... a Mój syn? Jeszcze nigdy nie słyszałam by ktoś tak płakał i krzyczał z bólu. To było straszniejsze niż kiedy krzyczał wcześniej. Nikt nie potrafił go uspokoić, nikt bez leków przynajmniej. Przez pewien okres był na bardzo silnych lekach od psychiatry, moim zdaniem za silnych i to go zmieniło. Co z tego, że rehabilitowano go. Co z tego, że udało mu się usiąść na wózku, a potem przeszedł na stabilizatory i kule. Chodził. Tak. Cieszę się. Ale moim zdaniem zniszczono mu psychikę tymi lekami. Teraz nie ma już psychiatry! Ma psychologa i terapię, choć i w to nie wierzę do końca. Mam wrażenie, że jedynie oddział zamknięty może mu pomóc. Mi pomóc. Nam! To nie jest chłopiec którego pamiętam. To nie jest osoba, którą urodziłam. Jest dziwny, czasami płacze bez powodu, a innym razem śmieje się z rzeczy, które są zwykłe i nie śmieszne. Mieszka z nami, póki co nie jest w stanie wrócić na tor i nawet nie wiem czy kiedykolwiek to się stanie, ale mąż wciągnął go w swoją pasję do książek. Razem czytają i planują gdzie pojadą i co obejrzą. To mnie w pewnym stopniu uspokaja... ale... ale to nie jest moje dziecko, nie takie jak je zapamiętałam. Staram się go na nowo pokochać, ale nie potrafię... coraz częściej kłócę się z mężem... zażądał rozwodu... chce mi zabrać Akiego! Muszę załatwić szpital. Mąż tego nie rozumie. Nie zrozumie!
Miał być ślub... suknia była już szyta... tor był już zamówiony, a piękne serwetki pasowały idealnie do firan, które miały osłaniać nas od promieni lipcowego słońca. To miał być najpiękniejszy dzień w życiu mego syna i jego ukochanej. Miał być... ale jest zdrada, szaleństwo mego dziecka i niepewność co będzie dalej. To nie on zawinił, ale i tak go o to obwiniają. Czy jeszcze zaświeci dla nas słońce? Czy jeszcze będzie jak kiedyś? Bardzo bym chciała zobaczyć jeszcze raz szczery uśmiech na twarzy mego dziecka, takiego jakim był przed wypadkiem. Takiego beztroskiego, pełnego życia ale też planów na swoją karierę. Przecież tak wiele jeszcze było przed nim! Tak wiele możliwości i torów, wyścigów, samochodów, tak wiele by mógł odnaleźć w tym szczęście. Co zostało? Wrak mego dziecka i książki wokół niego, pełno książek i rozmowy o książkach. Mój prawie były mąż go kocha, a ja? A ja się boję. Tak bardzo się boję. Czemu nie potrafię cieszyć się z naszej nowej rzeczywistości? Z tego co pozostało po naszym idealnym życiu?

Dziś... szaleństwo tak blisko...

W nocy obudził mnie krzyk. Mój przyspieszony oddech. Łzy spływające po policzkach. Ciemność zmącona jedynie bladym światłem lampki. Czuję, że wariuje. Powoli zagnębiam się w odmętach szaleństwa i czuję, że dosłownie krok zbliża mnie do przepaści. Jeden jedyny krok i zacznę spadać. A może już to się dzieje? Miłość, upadek, ból i szaleństwo. Moja droga. Gubię się. Czy to moje myśli czy może już głosy w mej głowie? Czasami mam wrażenie, że krzyczę, ale nie mogę wydać z siebie dźwięku. Krzyk uwięziony w moim gardle. Próbuję wzywać pomocy, ale nie mogę. Modlę się do bogów, którzy nie istnieją. Upadam na kolana przed moimi lękami i umarłymi marzeniami. Czy to już jest mrok, którego się tak bardzo obawiam? Czy on już zaczyna wkradać się we mnie? A może jest już tam, a ja nawet nie zdaję sobie z tego sprawy? Boję się... nie... bałem się przed chwilą... teraz czuję, że ogarnia mnie panika... mam oddychać głęboko... mam się uspokoić! Kurwa uspokój się! Gdzie jest ten pierdolony telefon... Czemu... I wypadł mi... upadł... Czemu moje ręce się tak bardzo trzęsą. Czy to coś za mną to... nie wiem... a jeśli coś tam jest? Ktoś? Kurwa... co się ze mną dzieje. Spokojnie... Masz leki na uspokojenie. W łazience. Woda. Szum wody. To powinno Cię uspokoić. Prawda? Ile miałem tego gówna brać? Jedną czy pół? A może dwie? Nie pamiętam... Nie ważne... A jeśli tam jest za ciemno? Nie dam rady. Gdzie jest to pierdolone światło... Ja... Nie dam rady... Tam jest tak bardzo ciemno... Ja... Duszę się... Nie mogę oddychać... Telefon... Muszę zadzwonić! Muszę... Może odbierze! Może... Sygnał... Jeden... Dwa... Trzy... Śpisz? Proszę przyjedź do mnie... Proszę! Ja nie daję rady. Proszę! Tak bardzo Cię potrzebuję! Proszę... 
rodzina & miłość
RODZICEKasumi Daisuke - biologiczna matka
Jonathan Silence - adopcyjny ojciec
RODZEŃSTWObrak
DZIECInie planuje
DALSZA RODZINAkuzynostwo i dziadkowie
STATUS ZWIĄZKUwolny
PARTNERtu powinien być Nathaniel
BYLI PARTNERZYVictoria Duval
osobowość
TYP OSOBOWOŚCIkwestia bardzo sporna
ZABURZENIAdepresja
lekkie zaburzenia osobowości
nullofobia
nyktofobia
amaskofobia
PRIORYTETYprzyjaciel, kot, miś
GRUPYNeptun(50%), Saturn(40%), Uran(10%),


kilka słów więcej...
Przed wypadkiem był bardzo pewnym, być może za bardzo, młodym mężczyzną. Czuł się świetnie w świetle reflektorów i nie bał się publiczności. On chciał być znany, kochany i rozpoznawalny. Uwielbiał wręcz to poczucie, że nie tylko kobiety go pragną. Lekko wulgarny? Nie wstydzący się prawie niczego? Charyzmatyczny? Co by o nim ludzie nie mówili, przynajmniej Ci którzy znali go z okładek pism czy też imprez. Prywatnie nigdy nie był aż tak wulgarny, ani pewny siebie. Przyjaciele określali go jako wesołego chłopaka, kochaną pluszową kuleczkę, która uwielbiała się przytulać, ale w kwestiach uczuć bywała odrobinę zbyt naiwna. Nie można mu odmówić inteligencji czy też empatii, ale jeśli się zakochał to robił dla tej osoby zbyt wiele, za łatwo dawał sobą manipulować, bojąc się odrzucenia. Panicznie bojąc się braku miłości wchodził z narzeczoną w skrajności, patrzył na nią zbyt bezkrytycznie, pozwalając jej na za wiele. To właśnie ona podpowiedziała mu jako może być publicznie, jaki ma kreować wizerunek, by potem robić mu o to publicznie sceny, żalić się jak podejrzewa go o zdrady i pieprzenie się z kim popadnie. O fankach, które zmieniał jak rękawiczki były już legendy i ona w tym wszystkim. Ta wierna, cierpliwie, wiecznie wybaczająca. Przyjaciele próbowali otworzyć mu oczy. Każdy kto znał go choć odrobinę bardziej wiedział, że tak lojalny, wierny i ciepły pluszak jak on, nie byłby zdolny do zdrady. On zawsze marzył by mieć ukochaną osobę, swój mały ciepły domek, móc podróżować i cieszyć się odkrywaniem świata z tą osobą. Mimo wieku miał w sobie urok i ciekawość małego dziecka, a właśnie tą naiwność, ale też za dobre i ciepłe serce wykorzystała umiejętnie kobieta, która miała być lekiem na jego pierwszą nieudaną miłość. Do dziś kocha przyjaciela, aczkolwiek ma ciągle w świadomości słowa swej zmarłej narzeczonej... Czy miłość może umrzeć?

Jaki jest więc teraz, po wypadku! Z bardzo pewnego, charyzmatycznego i seksownego wizerunku nie pozostało praktycznie nic... ale za to przyszły inne przyjaciółki jak nerwice natręctw, lęki i stany depresyjne. Nadal jest ciepłym, ciekawskim i kochanym pluszaczkiem, ale zdarza mu się krzyczeć przez sen, boi się ciemności i potrafi parę razy pod rząd myć ręce albo wracać do drzwi po raz któryś by upewnić się czy na pewno je zamknął. Utracił tak bardzo poczucie bezpieczeństwa, że czasami trzeba go przytulić i powiedzieć wprost, że coś konkretnego już na pewno zrobił, nic nikomu się nie stanie, nikt mu rodziny nie skrzywdzi. Potrafi reagować nieadekwatnie do sytuacji, ale też uciekać. Wystarczy nieodpowiedni gest, czy słowo i reaguje bardzo dziwnie, niekonwencjonalnie, ale nigdy agresywnie. W jego naturze nigdy to się nie pojawiało. Kiedyś potrafił prowadzić nawet wielogodzinne dyskusje, a dziś w połowie rozmowy milknie, wycofuje się, zawiesza. Zdarza mu się za bardzo emocjonalnie reagować na niektóre rzeczy, za bardzo sobie brać do serca słowa innych, szczególnie te krytyczne. Potrafił bardzo odchorować rozmowę z rodzicami swej narzeczonej, którzy do dziś obwiniają go o śmierć córki. Powtarzają mu, że ma krew ich dziecka na rękach, a on niestety im wierzy. Każda kolejna rozmowa z nimi, tylko z ich inicjatywy, kończy się atakiem nerwicy żołądka czyli silnymi wymiotami, bólami brzucha a czasami nawet gorączką. Oprócz tego, że boi się małych zamkniętych pomieszczeń, ciemności i o dziwo samodzielnie prowadzenia samochodu, to miewa też koszmary senne, w których wraca do chwili wypadku, wciąż jeszcze przeżywa te chwile. To ostatnie jest zapewne skutkiem tego, że jego matka nie zgadza się na leczenie syna farmakologicznie, twierdzi, że nie zrobią z niego ćpuna i sama terapia psychologiczna powinna mu pomóc. Kobieta jest też podczas prób ubezwłasnowolnienia swego dziecka... i rozwodu z mężem, z którym chłopak ma bardzo silną więź emocjonalną. Chłopak po wypadku zupełnie przestał przejmować się czymś takim jak pieniądze i jest całkowicie na utrzymaniu rodziców, ku wściekłości swej matki oddał władanie nad swoim majątkiem w ręce ojczyma, któremu ufa najbardziej. On kocha... chce być kochany... ale już nie jest aż tak naiwny jak kiedyś... Może za sprawą przyjaciół nie wierzy w każdą sprzedaną mu bajkę, choć i tak bardzo kocha mamę, tego póki co nic nie zmieni... chyba, że chłopak dowie się o planach rodzicielki. Wbrew nadzieją kobiety nie stał się jednak aspołeczny, nie boi się ludzi, nie chce się zamknąć w czterech ścianach i trwać tylko przy niej.
ciekawostki
 
[Obrazek: Travel-BMV-icon.png]Aki posiada półroczne kocie rasy sfinks. Kocurek zwie się Nicolas i na szczęście dla Akiego to właśnie jego wybrał na swoją nową "mamę". Daisuke bardzo się stara kupować mu odpowiednie karmy, ubranka i dosłownie wszystko inne, czego tylko mógłby potrzebować jego kotek. Zabiera go ze sobą wszędzie gdzie tylko może!
[Obrazek: Travel-BMV-icon.png] Niestety Aki nie ma większych talentów kulinarnych, ale ale ale sushi zrobi perfekcyjnie! Do tego podgrzeje jedzenie i przy tym nawet nie spali pół domu! Uwielbia zieloną herbatę brzoskwiniową, mochi z truskawkami lub słodką fasolą oraz lody o smaku szarlotki. W sumie jabłka kocha w każdej postaci! Nie lubi jednak gorzkiego smaku, więc nie pije ani alkoholu (nie może nawet przez leki) ani kawy.
[Obrazek: Travel-BMV-icon.png] Gdyby tylko mógł cofnąłby czas i sprawiłby, że wszystko w jego życiu by się zupełnie inaczej potoczyło, zacząwszy od tego, że nie związałby się ze swoją narzeczoną. Jedynej rzeczy, której nie żałuje to tego, że nie poszedł na studia. Nigdy nie był miłośnikiem nauki, choć kocha czytać, zbierać i doceniać książki! 
[Obrazek: Travel-BMV-icon.png] Po wypadku nie mógł mówić, a ten stan utrzymywał do dość niedawna. Na początku było to spowodowane obrażeniami, a potem blokadą psychiki, oraz bólem związanym z korzystaniem z krtani. Jego ojciec opłacił mu nauczyciela migowego, który nauczył Akiego, oraz jego bliskich, jak można się z nim komunikować w inny, bezpieczniejszy sposób.
[Obrazek: Travel-BMV-icon.png] Idealna noc? Przespana u boku Nata. Najbezpieczniejsza chwila? Z dala od matki, ze świadomością, że przyjaciel jest blisko. Idealny dzień? Rozpoczęty uśmiechem Nata, wypełniony pracą w antykwariacie taty, zakończony bliskością przyjaciela. Rozwód? Byle szybko poszło i tata był bezpieczny... Przyjaciel? Oby nigdy już nie odchodził...
[Obrazek: Travel-BMV-icon.png] Akihide oznacza "czyste piękno", zaś samo "Aki" iskierkę. Miano te zostały wybrane przez mężczyznę, adopcyjnego ojca chłopaka. Uznał, że jej syn jest prześlicznym aniołkiem, a samo słowo idealnie oddawało spokój w jakim spał noworodek. Potem dopiero skrócił imię do Aki, kiedy przekonał się jakim łobuzem i żywym słoneczkiem potrafi być jego syn.
[Obrazek: Travel-BMV-icon.png] W przeciwieństwie do swej matki, Aki kocha Japonię! Od zawsze lubił otaczać się Azjatami, to w ich towarzystwie czuje się najlepiej i najbardziej swobodnie. Nie jest oczywiście zamknięty tylko na nich! Kocha swego ojca, kocha i szanuje Anglię, ale nie czuje się w żadnym miejscu tak na prawdę jak w domu. Próbował to znaleźć w Japonii, ale czegoś tam też brakowało... może kogoś?
#2 (15.12.2020, 20:05 )

karta zaakceptowana
witamy na forum





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości