welcome to
Yellowlair Oats



#1 (24.02.2021, 21:47 )
What we're doing here ain't just scary,
it's about to be legendary

#5 + outfit

Dryń, dryń!
Ostry dzwonek do drzwi zadźwięczał aż na klatce schodowej. Mało estetyczna sceneria była Lawrence'owi dobrze znana. Prawie od roku raz na kilka tygodni pojawiał się tutaj i zaszywał w niepozornym wieżowcu na Hardwick Street, dopóki nie zaczynały go wzywać zobowiązania zawodowej, które wyrywały go na następne tygodnie do dalekiej Korei Południowej. Tak, od jego pierwszej ucieczki do rodzinnej Anglii minął już prawie rok, a w tym czasie wiele się zmieniło w jego życiu, jednoznacznie na lepsze. Tempo pracy zwolniło, głównie z powodu pandemii, która pokrzyżowała plany koncertowe dla jego grupy muzycznej, a większość aktywności zespołu przeniosła się do studiów nagraniowych i fotograficznych, gdzie tworzyli nowe materiały ze sporym wyprzedzeniem. Lawrence'owi taki tryb pracy bardzo pasował. Spędzał w Seulu kilka tygodni i w całości poświęcał się pracy, a później mógł odetchnąć podczas chwili rozprężenia i uciec na inny kontynent. Podczas pobytów w Anglii cieszył się światem, w którym się wychował, językiem przyjemniejszym dla jego uszu, ale najważniejsze było towarzystwo przyjaciół, których udało mu się odzyskać po wielu latach spędzonych w Azji. Sinead, James i Rosie odnaleźli się w przyjemnej nadmorskiej miejscowości i wreszcie stara paczka przyjaciół znalazła się w komplecie, przynajmniej na czas przyjazdów Lawrence'a. Jego zycie towarzyskie ogółem kwitło, bo udało mu się odnowić wiele innych znajomości i o dziwo wśród osób z brytyjskiego światka muzycznego czuł się lepiej, swobodniej niż w Korei, która rozczarowała i zmęczyła w wielu kwestiach, podobnie zresztą jak pozycja koreańskiej idola. Od powrotu do Anglii nawet zdążył się zakochać, ale o tym głośno nie mówił. Wybrankiem jego serca okazał się człowiek tak specyficzny, że Lawrence nie miał odwagi robić śmiałych kroków w ich relacji, mimo że pomieszkując pod jego dachem miał do tego sporo okazji. Był więc sam. Nie brakowało mu ludzkiego towarzystwa, bliskich przyjaciół, dalszych znajomych, ale fizycznie odczuwał samotność bardziej niż w przeszłości. Pełne zobowiązań artystyczne życie toczyło się na wysokich obrotach i brakowało czasu na poukładanie sobie życia prywatnego. Ba, w cięższe dni wieczorem padało się do łóżka bez życia, a sił brakowało nawet na szybki seks. Lawrence musiał wtedy kierunkować myśli i energię na swoje obowiązki, ćwiczenia fizyczne, występy i setki innych aktywności, których czasami dosłownie nie mógł zliczyć. Teraz nie żył już tak intensywnie i brak drugiego człowieka, chociażby tylko w fizycznym charakterze zaczynał mocno mu doskwierać. To nic zaskakującego, że przy cielesnej pustce Lawrence zainteresował się przyjacielem Beale'a, którego poznał podczas wizyty w jego studiu nagraniowym. Yette okazał się bardzo atrakcyjnym mężczyzną i nie bał się okazać mu otwartego zainteresowania. Nie musiał się nawet wysilać, żeby wzbudzić zaciekawienie wokalisty, który skorzystał z najbliższej okazji i udał się pod drzwi, na których wisiał numerek jego mieszkania. Z najbliższej okazji, czyli późnego wieczoru, gdy Beale wrócił ze studia i swoim zwyczajem zaszył się z książką i flaszką w swej sypialni. Lawrence dziś nie mógł liczyć na jego towarzystwo, więc zaryzykował nadzieję, że skoro jego specyficzny współlokator już skończył pracę, to Yette pewnie też i być może jest w domu. Na nic się nie nastawiał, ale gdyby go nie zastał, to chyba poczułby pewne rozczarowanie. Chodziło tylko o seks... ale dla osoby samej jak palec to nie tylko, lecz aż seks. 
Po naciśnięciu dzwonka przeczesał palcami czarne włosy. Czy dobrze wyglądał? Miał nadzieję, że tak! Nie był kobietą, która przed spotkaniem w takim celu spędza godzinę przed lustrem, ale jego ciemne włosy były teraz starannie ułożone, a ubiór był prosty i stonowany, lecz miał przyciągnąć uwagę: ciemna, wzorzysta koszula wpuszczona w spodnie kusiła niedopiętym guzikiem pod szyją. Jej właściciel liczył, że niedługo rozepną się też pozostałe. Najlepiej nie tylko od koszuli!

@Lafayette Xiao
sometimes you pick me up,
sometimes you leave me weak...

...but I'll take what I can get,
 'cause baby I love what you're doing to me
#2 (24.02.2021, 23:09 )
Chętnie z panem w przyjaźni się zagłębię!

W ostatnim czasie, przez wiele czynników, na przykład pandemia i pogłębiające się stany depresyjne Yette, "randki" artysty zostały ograniczone do Beale... nie żeby narzekał jakoś! Pluszak był jednym z najlepszych kochanków jakich miewał w swoim życiu, ale... no właśnie, czegoś w tym cholernie brakowało! Czegoś, co bał się określić Chińczyk. Świetny seks, rozmowy o komunizmie czy muzyce, a potem znów pozostawał sam ze sobą i swoimi myślami! Tą właśnie pustkę chciał zapełnić... kolejnym zupełnie nie zobowiązującym seksem! Skorzystał z okazji, która się pojawiła! Bardzo przystojny piosenkarz! Tu jego sława, pieniądze, znajomości, czy inne rzeczy, na które poleciały by niektóre osoby, nie miały aż takiego znaczenia jak jego sposób bycia i uroda! Yette pragnął mieć w swoim łóżku takie piękne stworzenie... a może nawet mu się oddać! W sumie próbował tego też, choć w zasadzie tylko raz! Może wrócić do tego? Dla takiego pięknego ciała? Czemu by nie? Beale dawał mu zupełnie inne doznania, które były niesamowite... ale mała odmiana nigdy nie zaszkodzi przecież!
To nie miała być randka! To nie miało być spotkanie by pogadać o życiu, pasjach czy polityce! Obaj doskonale wiedzieli po co się spotykają! Prosty, bardzo jasny układ, który w pewnym sensie bardzo odpowiadał Yette. On nie potrzebował czyjejś kasy, nie potrzebował prezentów czy poczucia, że spotyka się z kimś ważnym sławnym czy bogatym. Potrzebował uwagi... dużo uwagi i skupiania się tylko na nim! Potrzebował też miłości, ale w nią już nie wierzył. Szukał więc namiastek czułości, czegoś co zapełni pustkę w nim! Beale to robił, kiedy miał ochotę i czas... ale skoro tego dnia Beale nie miał ochoty na przyjaciela? To przyjaciel znalazł sobie przepiękną alternatywę! Czyż Lawrence nie był cudowną opcją na dłuższą chwilę? Może nawet zostać do śniadania! Czemu by nie? Takiego ciała nie wygania się z łóżka... ale spokojnie!
Zanim się tam dostaną to trzeba przecież jeszcze dojść tam! Zanim jego gość przybył, postarał się nawet o to by zamówić coś dobrego, typowo koreańskiego, do jedzenia, oraz uzupełnić lodówkę! Trzeba ugościć przecież mężczyznę! Ma mieć siły na coś więcej niż chwila przyjemności! Choć patrząc na jego ciało, Yette miał bardzo duże nadzieje! Tyle pozycji... tyle możliwości! O gościa zdecydowanie trzeba zadbać najlepiej jak to jest możliwe... choć o Beale też dbał jak potrafił... ale z drugiej strony to Beale ich karmił! Ciiii! Nie wchodźmy w takie detale! To teraz nie ma znaczenia! Skupmy się tylko i wyłącznie na wisience tego spotkania!
Ubrany w czarną koszulę, do tego eleganckie spodnie w tym samym kolorze, boso... bo akurat tak najlepiej mu się poruszało po domu... z uśmiechem na ustach, podszedł do drzwi i otworzył je, wiedząc doskonale kogo zastanie po drugiej stronie. Nie zawiódł się. Nie uprzedziła go żadna nudna sąsiadka, czy jakiś debil, który zechciałby zepsuć mu humor! Tak jak pragnął, tak miał... piękne... cudownie przystrojone w coś co za chwilę zupełnie nie będzie nikomu potrzebne! Zamiast przywitać się jakoś normalnie, kulturalnie i miło... pocałował w usta swego gościa... ale tym razem zrobił to bardzo delikatnie! Skoro nie chciał dominować, to pozwolił, by to jego gość grał tu pierwsze skrzypce! Całując go przyciągnął go do siebie, a potem wprowadził w ten miły sposób do mieszkania. Zamknął dokładnie za nim drzwi i dopiero wtedy zdecydował się odezwać.
-Widzisz jaki ze mnie miły koteczek z Chin? Liczę, że też będziesz miły... Jesteś głodny? Mam nawet wino, ale to nic mocnego... nie chcę byś był pijany! - no jak nie Yette! Gdyby go teraz zobaczył Beale, to by już dzwonił po przemiłych panów w bieli! Hallo? Pomocy! Ktoś coś zrobił z Lafayette!

#3 (28.02.2021, 23:51 )
What we're doing here ain't just scary,
it's about to be legendary

Samotność była potworem, który działał jak wyjątkowo sprytna choroba. Powoli rozwijała ból, który kiełkował głęboko w sercu i powoli, z dnia na dzień po małym kawałeczku zjadała ostatnie oznaki radości. Zabierała chęci do życia i zamykała w rozpaczy. Czasem łatwo przychodziło zamaskowanie bolesnych uczuć, kiedy szukało się dobrej zabawy w otoczeniu znajomych albo gdy uciekało się w pracę. Lub jak teraz planowali Lawrence i Yette, w niezobowiązujący seks, który próbował zastąpić bliskość z człowiekiem, który kocha i jest kochany. Przystojny Chińczyk był zjadany przez samotność i cierpiał, ale dobrze to ukrywał. Przyjemny flirt w studiu nagraniowym zostawił dobre pierwsze wrażenie na wokaliście, a widok chłopaka w progu drzwi je pogłębiał. Tego bólu nie widzi się na początku, niektórzy dobrze go maskują, prawda? Lawrence nie cierpiał w życiu na tak dojmującą samotność jak Yette. Miał przyjaciół, a w Londynie mieszkała jego najbliższa rodzina, dalszych bliskich mógł natomiast odwiedzić w Korei. Na jego przybycie do Seulu czekało wielu znajomych z tamtych stron, w wytwórni też nie był anonimowym gościem, tylko miał jakieś finansowe znaczenie. Ale mimo że otaczali go ludzie i ich radosny zgiełk, też czuł się samotny. Odczuwał pustkę i beznadzieję, spotykając starych znajomych z Anglii. Wielu z nich założyło rodziny albo żyło w szczęśliwych związkach. Mieli do kogo wracać do domu. Dzielili z kimś swoje troski i radości. Lawrence za to spotykał tylko pustkę. Podobnie jak Yette potrzebował czegoś, co zaleczy ból samotności przynajmniej na jeden wieczór, jedną noc. W kilku pięknych chwilach namiętności Byun poczuje, że nie jest sam chociaż tutaj, teraz. Później wróci do mieszkania Beale'a, a jego kochanek zostanie u siebie. Pustka powróci i uderzy ze zdwojoną siłą na widok kumpla, do którego żywił coś więcej niż koleżeńską sympatię i nie chciało z tego wyniknąć nic większego, ale to nic takiego! Dla chwil wolności od osamotnienia warto poświęcić ból, który potem wróci jak bumerang. Zaboli, ale przynajmniej poprzedzi to czas odpoczynku i radości. Taki zamiennik, bo seks bez zobowiązań nie jest w stanie wypełnić emocjonalnej pustki, ale to wciąż był najlepszy sposób Lawrence'a na chwilowe uśmierzenie bolesnej samotności. On i Yette sami byli nieszczęśliwi, więc kto im bronił przez jedną noc wspólnie poszukać szczęścia? Choćby płytkiego jak cielesne spełnienie!
Zresztą spełnienie fizyczne może jest płytkie, ale również jest potrzebne. Nie musieli męczyć się sami, jeśli mogli cieszyć się sobą nawzajem. Do seksu nie potrzeba wielkiej miłości. Wystarczy pożądanie, a tego nie brakowało w ich przypadku! Yette spodobał się Lawrence'owi, gdy poznali się w studiu Beale'a. Miał przystojną twarz, uroczy uśmiech i potrafił ująć usposobieniem. Podczas ich pierwszej rozmowy muzyk nie szczędził jego ciału ciekawskich spojrzeń i może przez ubrania nie mógł dojrzeć zbyt wiele, ale pod materiałami kształty układały się bardzo kusząco. Piękne, młode, wysportowane męskie ciało. Yette był idealny, żeby to z nim spędzić noc płytkich spełnień i wspólnie pojęczeć, żeby zagłuszyć ponure warczenie samotności. Wymarzony kochanek. Lawrence nie miał nawet wyrzutów sumienia, że przyszedł do niego, a za ścianą siedziało w towarzystwie kotów jego miłosne marzenie. Beale nie wykazywał nim dużego zainteresowania. Właściwie Beale nie wykazywał zainteresowania nikim i niczym, a Lawrence nie miał pojęcia w jaki sposób spróbować nawiązać z nim coś więcej niż koleżeńską sympatię. Uroczy producent bez przerwy się izolował, a po pewnym czasie to stało się irytujące. Chciał chociaż na jedną noc zapomnieć o pustym spojrzeniu Beale'a i własnej frustracji, że jego serce musiało zapragnąć właśnie kogoś, z kim tak trudno nawiązać jakąś więź. Jakby miał serce z kamienia. Zaś w oczach Yette widział zainteresowanie sobą, swoim ciałem i pragnął się tak po ludzki dowartościować i na nowo uwierzyć, że jest dla kogoś atrakcyjny. 
Dostał na dzień dobry gorący dowód, że może się komuś podobać! To było wspaniałe powitanie! Pocałował go w usta bez słowa, a Lawrence oczywiście odpowiedział dokładnie tym samym. Odwzajemniając jego pocałunek dał się wciągnąć do mieszkania. Podążył za nim wzrokiem, gdy mężczyzna zajął się zamykaniem drzwi. Przyjrzenie się jego ciału w tych ubraniach było czystą przyjemnością!
- Będziemy tracić czas na romantyczną kolację? Wolę zamiast wina od razu spróbować ciebie. - Uśmiechnął się, a ten uśmiech wcale nie był grzeczny! Lawrence umiał tchnąć w swoją twarz trochę kusicielskiego erotyzmu za pomocą uśmiechu i spojrzenia, a teraz nie wahał się wykorzystać tą umiejętność. Wino i dobre jedzenie nie były mu potrzebne do szczęścia. W końcu nie uciekną! Można się nimi zająć po wysiłku fizycznym, prawda?

@Lafayette Xiao
sometimes you pick me up,
sometimes you leave me weak...

...but I'll take what I can get,
 'cause baby I love what you're doing to me
#4 (05.03.2021, 13:13 )
Chętnie z panem w przyjaźni się zagłębię!

Nie spodziewał się aż takiego bezpośredniego przejścia do tematu, ale zupełnie mu to nie przeszkadzało. Mogą pominąć nudne wstępy jak kolacje, czy inne pierdoły, którymi zapycha się czas na randce. Okłamywał sam siebie, że takie spotkania coś znaczą... jednocześnie brutalnie zdając sobie sprawę, że to tylko i wyłącznie seks, a on jest jedynie zabawką, by zaspokoić czyjeś potrzeby. Nie traktował tego jak coś złego. Świadomość tego, że nie zasługuje na miłość, nikt nigdy nie zauważy w nim niczego więcej niż jedynie obiekt seksualny, była za mocno i głęboko w nim zakorzeniona. Kiedyś kochał... pierwszy i ostatni raz świadomie się zakochał, jednak Beale nigdy nie potrafił odwzajemnić jego uczuć. Być może nawet ich nie zauważał? Złamał serce Lafayette nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ich związek był ograniczony tylko i wyłącznie do seksu, a Yette pragnąć i potrzebując uwagi, godził się na taki właśnie układ. Odpychał swe potrzeby i samego siebie... tak jak wielokrotnie potem... nie potrafił się zakochać ponownie, bał się wręcz panicznie tego! Pogodził się z tym, że nikt... nigdy... I na zawsze pozostanie tylko i wyłącznie w tej pozycji, na którą zdecydował się też teraz, w relacji z Lawrence.  Potrafił niesamowicie dopasować się do potrzeb i fantazji partnerów, bywał idealnym kochankiem, pewnie też dlatego, że zakładał maski, usuwał samego siebie i swe pragnienia. Liczył się jedynie partner, to czego on pragnie i oczekuje. Nic więcej.
-Masz mnie... ile tylko zapragniesz... Kolacja nie jest ważna. - uśmiechnął się do mężczyzny, a potem przesunął językiem po swoich ustach. Nie kazał jednak swemu przyszłemu kochankowi czekać dłużej. Chciał mu się oddać, uznając, że właśnie to spodoba mu się najbardziej. Otwarty na prawie każde doświadczenie erotyczne, byle tylko zaspokoić potrzeby kochanka. Teraz najważniejszy był Lawrence. On i to czego oczekuje. On i to czemu przyszedł do mieszkania Yette. 
-Więc nie traćmy czas na zbędne słowa... zajmij się mną... ale proszę... nie śpiesz się. Chcę czegoś dłuższego, nie mam dziś ochoty na szybki ostry seks. - w sumie w takim ujęciu to Yette lubił dominować, jeśli miał się komuś oddać to wolał inną formę zaspokojenia, również siebie.  Choć byś może zgodziłby się pokonać samego siebie i oddać partnerowi w inny sposób? W sumie w tym momencie nawet tego nie analizował. To nie było potrzebne! Wolał dominować, opiekować się swoim kochankiem, dawać mu jak najwięcej przyjemności... a jeśli ktoś chciał Yette zdominować? Lawrence masz szczęście, jesteś jedną z nielicznych osób, którym na to mężczyzna pozwolił. Masz cholernie dużo szczęścia, że spotkałeś osobę, która nie bała się, pozornie, prawie niczego w seksie. Nie bała się również dwuznaczności, bezpośredniości i wulgarności w seksie. Chyba żadne słowa nie potrafiły by Yette zrazić, urazić czy sprawić by uciekł!
Teoretycznie mógłby zacząć się rozbierać, mógłby zachęcić jeszcze bardziej Lawrence... ale niech on przejmie pałeczkę, niech dominuje i pokaże kto jest panem sytuacji! Jeśli zechce... to niech poprosi o coś konkretnego! Przecież jest bezpośredni, odważny i pewny siebie... tak bardzo przystojny mężczyzna mógłby mieć dosłownie każdego, więc Yette czekał... czekał jak grzeczny kotek na kolejny ruch kochanka. Jak zupełnie nie on... a właściwie jaki na prawdę jest Yette? Czy ktoś znał go z jego prawdziwej strony? Takim jakim był bez masek, bez udawania czegoś? Pewny siebie, bezpośredni i lekko chamski? Czy może uroczy, zaspany i bardzo uprzejmy? A może coś jeszcze zupełnie innego? Yette... powiedz sam... wiesz jaki jesteś na prawdę?

#5 (09.04.2021, 20:31 )
What we're doing here ain't just scary,
it's about to be legendary

Kolacja była dla niego niepotrzebnym wstępem, kiedy spotykali się w jednym celu, który znali obaj, ale to nie znaczy, że nie doceniał starań Yette. Miłe było dla niego, że chłopak się postarał, aby stworzyć miłą atmosferę na wieczór we dwóch. Jednak nie chciał czekać dłużej niż to wymagane, żeby dobrać się do ciała pięknego kolegi, który dzisiaj miał stać się jego kochankiem pierwszy raz. Pierwszy, może nie ostatni? Na tym etapie Lawrence nie miał pojęcia czy skończy się na jednej przygodzie, a może zaczną sypiać ze sobą regularnie. Wszystko zależało od tego, czego będzie oczekiwał od ich relacji Yette, Lawrence mógł się do tego dostosować. Brakowało mu cielesnej bliskości z drugim człowiekiem. Nie, brakowało mu każdej bliskości i szukał różnych zamienników dla relacji miłosnej, której bardzo mu brakowało. Emocje mógł wrzucić w przyjaźnie, których nie brakowało mu w Anglii, odkąd ożywił stare, przymierające znajomości z przyjaciółmi z czasów szkolnych i studenckich. Cielesność mógł zaspokoić z kimś, kto będzie atrakcyjnym kochankiem lub kochanką i tutaj Yette sprawiał wrażenie idealnego kandydata. Z zamiennikami da się przeżyć, choć to tylko zamienniki, które nie dadzą mu nigdy pełni tego, czego pragnął, ale nie wymagał tego od nich. Pełnię mogła dać mu tylko jedna osoba, w której pechowo zakochał się, ale od miesięcy w ich relacji nic się nie zmieniało. Lawrence zaczynał wątpić, że coś się jeszcze zmieni. Może już zawsze będzie czuł się taki pusty w środku. 
Nic nie wiedział o problemach, z którymi borykał się Yette. Mężczyzna nie dał poznać po sobie żadnych problemów z samooceną ani depresyjnych stanów, zaś podczas ich pierwszego spotkania w studiu nagraniowym zrobił wrażenie dość śmiałego człowieka. Był miły i uprzejmy, dla Lawrence'a uroczy, ale to nie było wycofane stworzenie. Przynajmniej na takiego wyglądał. Dobrze się maskował. Możliwe, że obraz Yette, jaki miał Lawrence, znacząco różnił się od jego prawdziwej osobowości.
Ale teraz osobowość nie miała dużego znaczenia. W ich spotkaniu dziś liczyło się ciało. Cel był jeden. Podobali się sobie i chcieli skonsumować znajomość w niegrzeczny sposób, więc na tym zatrzymał się Lawrence ze swoimi myślami. Nie oczekiwał, że Yette koniecznie dopasuje się do jego potrzeb i upodobań. Chciał przeżyć coś ekscytującego, co zapamięta na długi czas i kto wie, może owe wspomnienia obudzą w nim pragnienie, żeby wracać pod ten numer mieszkania i poprosić o więcej. Był otwarty na wszystko.
- Bez pośpiechu, powiadasz? - Objął go i przyciągnął jeszcze bliżej siebie. Nie zwlekał z następnym pocałunkiem, ale nie był zachłanny po złączeniu ich ust. Pocałował Yette długo, ale subtelnie. Tak chciał wreszcie nacieszyć ciało czyjąś bliskością, że mógł dostosować się do każdego tempa, ale pasowało mu długie i spokojne zbliżenie, takie, w którym będzie więcej czułości i pieszczoty niż w wulgarnym numerku albo w ostrym zbliżeniu. - Więc będzie spokojnie... subtelnie... - dodał po przerwaniu pocałunku i z bliska, trochę lubieżnie popatrzył na urodziwą twarz kochanka. Przesunął dłonie na jego tors. Z nieukrywaną przyjemnością przesunął je wyżej, badając palcami wysportowane ciało kochanka, choć na razie tylko przez materiał jego ubrania. Dotarł do guzików koszuli i zaczął je powoli rozpinać, jeden za drugim. Przy każdym z nich łagodnie muskał palcami skórę Yette, którą powoli odsłaniał przy ściąganiu jego koszuli. 

@Lafayette Xiao
sometimes you pick me up,
sometimes you leave me weak...

...but I'll take what I can get,
 'cause baby I love what you're doing to me
#6 (15.04.2021, 16:55 )
Chętnie z panem w przyjaźni się zagłębię!

@Lawrence Byun

Yette pragnął powolnego tempa... subtelnych pocałunków... ułudy chwili. Pragnął zatopić się w kłamstwie tego zbliżenia, odnaleźć w nim czułość ukochanego. Potrzebował wyobrażenia, że to coś znaczy, że to nie tylko czysty seks i liczy się tylko i wyłącznie jego cielesność. Zapewne kiedy się rozstaną przypomni sobie po co to wszystko było. Świadomość, że to tylko i wyłącznie seks bez większego znaczenia to wtedy... ale ciiii... to dopiero za chwilę! Teraz może zatopić się w słodkim kłamstwie i nadziei, że ktoś widzi w nim coś więcej niż tylko piękne umięśnione ciało! Coś więcej niż tylko chwila przyjemności. Chciał się oddać komuś, oddając się też w słodyczy ułudy, która tak cudownie koiła jego duszę. Niczym narkotyk, który koił na jedną krótką chwilę, by potem rzeczywistość uderzyła z podwójną siłą. Lawrence był tym narkotykiem, lekiem który zakłamywał rzeczywistość... słodkim lekiem westchnienia podniecenia.
-Tak... tego pragnę... wierzę, że potrafisz długo... i nie tylko raz... - uśmiechnął się do mężczyzny, a same słowa wypowiadał wolno, zniżając swój głos by przebrzmiewała przez niego erotyczna prośba. Chciał swoimi słowami podbudować ego kochanka, wiedział jak ważne to bywa czasami. Wiara, nadzieja i... coś jeszcze tam było... nie ważne, to ostatnie już można sobie samemu dodać, wyobrazić sobie to, by gorycz rzeczywistości nie przebijała zupełnie przez słodycz tego wszystkiego co może zapewnić mu kochanek. Pewność siebie, zuchwałość młodości i zaproszenie, wszystko to co rozbrzmiewało w głosie Yette. Jego ugrana i wypracowana maska, jedna z masek, którą założył specjalnie dla mężczyzny. Nie wiedział jak lubi to robić najbardziej, ale jeśli jeszcze kiedyś się spotkają to mogą pobawić się zupełnie inaczej! Przepiękny Lawrence był wart nie tylko jednej nocy. Szkoda by było zakończyć tą znajomość tego dnia przecież! Można potem pociągnąć znajomość... ale to potem... to można zostawić na potem, na następne chwile sam na sam z nim i uch fantazjami.
Pozwalał się całować... odwzajemniał. Pozwalał się dotykać i rozbierać. Zrobił dokładnie to samo. Wolno nieśpiesznie rozpinał guziki ubrania mężczyzny. Nie potrzebował szybkiego rozebrania się, rzucenia na pościel i szybkiego pośpiesznego numerka. Byli na to zbyt doświadczeni, zbyt rozważni. Potrafili panować nad swoimi organizmami, kontrolować je. Jeśli erekcja to bardziej kontrolowana niż u gówniarza. Jeśli się zdarzała w złej chwili to wiedzieli co z nią zrobić... Tak jak teraz doskonale wiedzieli jak pokierować tą zabawą, by seks był dłuższy, wolniejszy i przyniósł jak najwięcej przyjemności obu stronom. Yette wydawał się czasami wulgarny, zbyt pewny siebie i bezpośredni, ale nigdy nie był egoistyczny. Nigdy nie stawiał tylko i wyłącznie na zaspokojenie swoich potrzeb. Nie chciał też nikogo skrzywdzić swoimi fantazjami. Nie chciał zadać bólu kochankowi. Nawet jako młody chłopak wiedział jak ważne są czasami takie rzeczy jak gra wstępna, do tego dla obu stron wbrew pozorom. Wiedział też na co najbardziej reaguje jego ciało... tak jak teraz tak idealnie reagowało na pocałunki kochanka. Język Lawrence w jego ustach. Ciepły oddech tuż przy ustach. Jego dłonie na ciele Yette. Powoli przesuwał się z nim by pokierować go do łóżka. Powoli pozwalał mu na wszystko, czego obaj pragnęli. Powoli rozbierał go. Coraz bardziej przyspieszony oddech i uśmiech, który był zaproszeniem i potwierdzeniem wszystkich słów, które chciał wypowiedzieć Yette. 
-Widzisz... przygotowałem wszystko co moglibyśmy potrzebować. Widzisz jaki ze mnie grzeczny chłopiec? - pocałował po raz kolejny Lawrence w usta wiedząc, że wszystko to co będzie mężczyzna potrzebował by ich seks był najmilszy z możliwych, znajdzie za chwilę. Nie był dzieckiem, widok zabawek erotycznych nie sprawiał, że zacinał się czy rumienił. Nie krępowały go też rozmowy o różnych pozycjach. Oczywiście nie z każdym i nie zawsze, ale jeśli już padł taki temat to podchodził do tego adekwatnie do sytuacji, również bardzo poważnie, bez śmieszkowania czy traktowania czegoś bardzo dziecinnie. Co zatem przygotował dla swego gościa? Lubrykant i prezerwatywy. Mógłby postarać się o coś więcej, ale na ten moment nie miał na to zupełnie ochoty. Chciał poczuć, że ktoś się nim opiekuje. Chciał poczuć, że ta chwila jest ważna... nawet jeśli ta myśl będzie mu towarzyszyć tylko i wyłącznie podczas tego zbliżenia.






Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości