welcome to
Yellowlair Oats



#1 (07.04.2021, 21:59 )
Heart beat goes fast... Heart beat goes slow.... Heart beat stop!

@Nathaniel Worrell

Sen podobno pomaga, przynosi ulgę i chwilę wytchnienia od wszystkiego co nas w jakiś sposób nęka, nie daje głębiej odetchnąć. Tym razem Morfeusz przyniósł Akiemu właśnie taki sen... śnił o ogniu, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Śnił o cieple, odrodzeniu z popiołów niczym feniks. Nowym początku, który przynosi piękno. W śnie był piękny znów, dostojny i podziwiany. Zobaczył siebie na podium, bez blizn, łez i ran na duszy. Znów silny, pełen pasji i wolą walki. Znów gnając przed siebie... coraz szybciej i szybciej... i ten ogień... płomienie... Znajomy głos, który powtarzał mu, że ma się uśmiechać... Nie ważne co się będzie działo! Pewność siebie i uśmiech. Jest dobrze. Zawsze będzie dobrze. Uśmiech Aki. Głęboki wdech, wydech i uśmiech dla świata, by zakryć nim dosłownie wszystko! Ogień i coś jeszcze... Nie wiedział co to konkretnie było, ale kiedy budził się miał dziwne wrażenie, że o czymś bardzo ważnym zapomniał. Co to konkretnie było? Tak między snem, a jawą, przemknęła mu jedna ważna myśl, ale była zbyt ulotna, by umysł ją zachował na dłużej. Rozmył ją blask słońca i coraz bardziej świadomy umysł. Obudził się sam, w pełni świadomy, że Nathan miał gdzieś wyjść tego dnia. Nie pamiętał gdzie konkretnie, ale przecież nie będzie go blokował. Dzień był bezpieczny, poradzi sobie przecież sam! Tata powinien przyjechać za godzinę i zabrać go do antykwariatu, a teraz? Co teraz? Ta myśl... Co to konkretnie było? Cholera jasna! Czemu to takie irytujące? Nie mógł skupić się na niczym innym, niż tym by sobie przypomnieć tą jedną cholerną myśl. Próbując się ubrać zaczął szukać po pułkach w sypialni Nathana czegoś co może założyć na siebie. Coś, by tylko zająć ręce, może uspokoić się dzięki temu odrobinę? Nie będzie przecież kazał tacie czekać na siebie! Ubrania, śniadanie dla siebie i kotka, a potem mogą jechać... Koszulka...
… Listy... Co?! Widząc swoje pismo zdał sobie sprawę, że nigdy niczego takowego nie wysyłał do przyjaciela. Wyciągną kartki z szuflady i razem z nimi usiadł na łóżku. Zaczął je przeglądać zdając sobie sprawę co to tak właściwie jest. Jego listy do Nathana, które miały zostać zniszczone. Jego zwierzenia przelane na papier, których nikt nigdy nie miał widzieć, ani czytać. Jego... Tata... Pakował go... Znalazł... Dał Nathanowi. Nie było innej opcji. Mama była zła, że Aki się wyprowadza. Nie chciała w niczym pomagać, szczególnie w pakowaniu, układaniu czegokolwiek. Listy... Wszystko to czego tak się wstydził i co tak ciążyło mu na sumieniu jeszcze. Przecież było dobrze! Nathan traktową go jak przyjaciela znów. Zgodził się spać z nim i dawał się przytulać. Był... i w szpitalu... i po szpitalu... Nadal mieszkali razem... Listy... Błagalny ton z listów... Łzy, którymi były ozdobione... Emocje, ból... Listy...
I krzyk Akiego, który przerwał ciszę w domu. Krzyczał z gniewu pomieszanego z bólem. Kartki wypadły mu z dłoni, a on sam przytulił się do swoich nóg i zaczął wolno poruszać... do przodu i tyłu... wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt na podłodze. Cisza nastała znów w domu, a sam Aki zaczął płakać. Kolejne myśli zalały jego głowę. Wszystko co przelał w listach, wszystko to co pisał tam i o co prosił. Nathan trwał przy nim z litości. Spełniał prośbę z listów z wyrzutów sumienia? A może tata uważał, że inaczej Aki sobie nie da rady? Zrobi sobie krzywdę? No tak. Nie można zostawić zakochanego idiotę. Przed lat nie miał przecież takich „problemów”, ale wtedy było też kłamstwo i dziewczyna. Teraz nie ma czym się pocieszać? Nie może sobie powiedzieć, że ktoś inny zajmie się Akim? Musi przy kalece trwać. A tata nie lepszy. Ośmieszył go, całkowicie obnażył. Pokazał coś czego nikt nigdy nie miał widzieć. Upokorzył go własny ojciec. Matka ma za wariata i chce wsadzić do szpitala... ojciec też ma za kogoś takiego, ale przynajmniej matka nie pokazywała by listów nikomu? Może by je spaliła! Nie zdradziła by... choć w sumie już zdradziła... wszyscy oni... I Nathan też... Litość do wariata. Trzeba przecież z nim być, bo jak się nim nie zajmą to kto to zrobi? Co powie rodzina jak oddadzą go jednak do szpitala? Ups... trzeba by odwiedzać! A tam oszaleje pewnie jeszcze bardziej... Przeżył... szkoda, że przeżył! Pewnie żałują, że przeżył... Tata by sobie znalazł nową żonę i byłby szczęśliwy. Mama by mogła gdzieś nosić kwiaty i nie było by jej wstyd syna wariata. Nathan... Wróciłeś... Czemu wróciłeś... Czemu nie zostałeś tam gdzie byłeś szczęśliwy? Tak wiele lat milczenia i teraz nagle wielki powrót? Tyle lat udawania, że Aki nie istnieje? A teraz nagle jesteś? Jesteś...
Myśli... Łzy... coraz głębiej i głębiej w negatywnych emocjach i ataku paniki. Coraz dalej od tego gdzie był i co go otaczało. Nie słyszał czy ktoś coś do niego mówi, nie zauważał prawie niczego, oprócz tych cholernych listów. Gniew... rozpacz... ale czemu wrócił?! Czemu nie zostawił przeszłości za sobą? Czemu w takim akurat momencie, kiedy praktycznie Aki umarł? Serce zatrzymywało się... jak przez mgłę to pamiętał... O wile bardziej pamiętał jego ojciec ten moment... 
Szpital... biel... zamykam oczy... otwieram... biel... ból... boję się... nie mam sił czasami poruszyć się, otworzyć oczu... boli... chyba krzyczę... ktoś mnie uspokaja. Nie wiem zupełnie kto to jest... ale jego głos mnie uspokaja. Znów zasypiam. Śni mi się mój przyjaciel. Pamiętam jak kiedyś mówił, że zawsze będziemy razem. Nic nas nie rozdzieli. Nic nie sprawi, że przestanie mnie kochać. Jak brata. Nathan... Leander i ja! Śni mi się jego pokój. Siedzę na jego łóżku, a on chodzi po pokoju i opowiada mi o czymś. Nie słyszę wyraźnie jego głosu, ale czuję, że powoli zakochuje się w nim. W jego uśmiechu, pewności siebie, kreatywności. Wiem, że nie powinienem kochać przyjaciela, to przecież brat! Wiem, że on nigdy tak na mnie nie popatrzy, ale to nic. On jest taki piękny! Mógłbym patrzeć na niego godzinami, a i tak by się mi nie znudził. Tak często jestem u niego w domu, że jego rodzice traktują mnie praktycznie jak domownika! Sypiam z Nathanem, ale nikt nie widzi w tym niczego złego. W końcu jesteśmy jak bracia. Lubię się do niego przytulać. Jego brat się ze mnie śmieje i nazywa mnie pluszakiem Nathana. Śmieje się razem z nim. Chciałbym być Nathana... ale to nie jest możliwe przecież. W śnie on podchodzi do mnie i wszystko się zmienia! Dzień zamienia się w noc, on zaczyna krzyczeć. Nigdy mnie nie pokocha. Nie chce mnie! Mam odejść. Mam umrzeć. Jestem chorym pojebem, który... tonę... duszę się... Nie mogę oddychać! Ja... Próbuję krzyczeć. Nie mam już sił... Nathan pomóż mi! Proszę! Ja... Akcja serca spowalnia. Na monitorze aparatury pojawia się linia. Serce przestaje bić.
Odsłonił twarz i przez zapłakane oczy, w lekko rozmytej wersji zobaczył swego przyjaciela. Przecież nie miało być go już w domu! Miał gdzieś wyjść, miał iść... Nie może go teraz widzieć! Nie może zobaczyć... Już zobaczył... Łzy... Listy... Wszystko to... Co robić? Jak się uspokoić? Nie potrafił. Z jego ust wydarł się jęk skrzywdzonego, zapłakanego stworzenia. Głos mu drżał kiedy próbując wyjaśnić odezwał się. Bał się, powoli panika opanowywała jego umysł. Czuł jak zimnymi szponami coraz mocniej obejmuje jego ciało, zaciskając coraz mocniej jego klatkę piersiową. Miał powoli wrażenie, że zaczyna się dusić, a może tonąć... Nie umiał tego określić słowami. Tak bardzo chciał się uspokoić, ale nie potrafił sam.
-Te listy... Zapomnijmy o nich... Dobrze? Proszę! Zapomnijmy! To wszystko... to... Zapomnijmy! Proszę! - głos na chwilę mu się urwał, a on czuł jak coraz większą trudność sprawia mu nabranie powietrza w płuca. Coraz płytszy, szybszy oddech... szloch wyrywający się z jego piersi i kolejne słowa wypowiadane błagalnym tonem głosu. Był już  w takim stanie, że sam nie potrafił zupełnie się uspokoić.
-Proszę! Nathan! Bardzo proszę! Ja przestanę kochać! Obiecuję! Alko jeśli chcesz... Wolisz Nie kochałem! Nie myśl o tym! Zapomnij! Nie musisz mnie kochać! Tylko mnie już nie zostawiaj jak wtedy! Proszę! - bo przecież wtedy miłość wszystko zepsuła! Najpierw wyznanie miłości, potem wieczne kłamstwa! A jakby jej nigdy nie było? Nathan by nigdy nie odszedł! Nie było by kłamstw, wiecznych kłamstw i niedpowiedzeń... życia w wiecznym kłamstwie i tęsknocie za czymś do czego nigdy się nie miało żadnych praw! Bez tej miłości, która nigdy nie miała prawa bytu Nathan by był!
#2 (20.04.2021, 00:12 )

Listy, listy, listy...
Nathaniel nie mógł przypuszczać, jak zdumiewającą, a zarazem ciężką emocjonalnie treść zawierają adresowane do niego koperty, gdy podarował mu je niespodziewanie ojciec Akiego. Zaglądał do ich zawartości z niewinnym zainteresowaniem, a później... zaczytywał się wielokrotnie w spisanych ręką ukochanego zdaniach, między wierszami odnajdując ból cichej, nieszczęśliwej miłości. Skrywanej przed oczami przyjaciela, przeżywanej w zaciszu własnego serca, naszpikowanej emocjonalnym bólem... miłość jest pięknym uczuciem, które w sprzyjających okolicznościach zachwyca słodyczą i pięknem, wzbija do lotu roje motyli, które delikatnie muskają duszę niecierpliwością i tęsknotą, radością na myśl o tej jedynej, ukochanej osobie. Lecz niespełniona traci swą piękną powierzchowność i przeobraża się w demoniczną bestię, która kąsa w bezlitosnych atakach. Upuszcza krew, czyniąc słabym, niszcząc i pozostawiając na pastwę serca, przebitego jej kłem i zajętego trucizną cierpienia. Nat wiedział o tym doskonale. Znał to uczucie na wylot, raniony i zatruwany bólem niespełnionej miłości za każdym razem, gdy jego oczom ukazywali się Aki z narzeczoną. Ich uśmiechy. Ciepłe spojrzenia. Gesty drobne, acz przepełnione uczuciem. Jej zaborczość i wyraz tryumfu, który zdawał się odmalowywać twarz ukochanej przyjaciela zawsze, gdy zwróciła ku Natowi spojrzenie... a może tylko mu się zdawało? Może dopowiadał sobie jej niezdrowe poczucie zwycięstwa? A jeśli nie? Jeżeli od początku wiedziała, odczytała z zachowania Nathaniela to gorące, lecz - jak wówczas sądził - zakazane uczucie i chełpiła się jego cierpieniem i swą wyższością? "Och, patrz, przyjacielu, Aki jest mój i nigdy nie staniesz się kimś więcej niż zwykłym przyjacielem!" zdawało się krzyczeć jej spojrzenie i prowokacyjny grymas, który wykrzywiał usta. 
Sądził, że robi dobrze. Że Aki jest szczęśliwy. Że tak musi być... Wycofał się w milczeniu, by nie zniszczyć swą zazdrością uczucia, które miało uskrzydlić jego wybranka i przez długi czas był przekonany, ze zrobił dobrze. Lata rozłąki drązyły w jego duszy powiększającą się pustkę, ale kiedy śledził kolejne sportowe sukcesy Akiego, widział jego szczęśliwą twarz, kiedy po udanym wyścigu odbierał następne trofeum do licznej kolekcji... sądził, że widząc ukochane iskierki w jego oczach, dokonał odpowiedniego wyboru. Aki wyglądał na szczęśliwego - cel został osiągnięty. A on? Och, kto by dbał o serce jakiegoś młodocianego reżyserka z przerostem artystycznego ego nad komercyjną rzeczywistością? Nie był nikim nadzwyczajnym, mógł ułożyć sobie zycie inaczej, tłumiąc rozpaczliwy krzyk własnego serca, który mimo upływu lat nie milknął. Byle Aki był szczęśliwy!
Gdyby wtedy wiedział... gdyby wszedł w posiadanie jednego z tych listów przed wypadkiem ukochanego! Być może to nigdy by się nie stało, może żyliby teraz szczęśliwie, a on w pełni zdrowia i w spokoju ducha... Nat wracał do listów Akiego podczas bezsennych nocy i dłużących się wieczorów, gdy ukochany już spokojnie spał. Utrwalał w pamięci treść słów, które znał już niemalże na pamięć. Listy godziły w jego serce poczuciem winy, zagubienia emocjonalnego oraz zaprzepaszczenia szansy na spełnienie marzeń. Nathaniel cierpiał, ale czytał dalej, by później skryć kartki w głębinach szuflady i zauważyć, że obraz przed oczami rozmazuje się, zniekształcony łzami, które czekały na ucieczkę spod powiek.
Nie spodziewał się, że Aki zajrzy kiedyś akurat do tej konkretnej komody, odgarnie właśnie te przedmioty, pod którymi Nat schował listy i zauważy swój charakter pisma. To był mało prawdopodobny zbieg okoliczności... ale przecież te najbardziej niewygodne dzieją się najczęściej! I być może Nat nieprędko by się dowiedział, że Aki odkrył te listy, gdyby nie jego dzisiejsze roztrzepanie. Wrócił do mieszkania, przypomniawszy sobie, że zapomniał o wzięciu telefonu. Wszedł śmiało do środka, choć skradając się ku sypialni po cichu, na wypadek gdyby Aki jeszcze drzemał... widok, który zastał od progu, wstrząsnął nim jako silny, przeraźliwie zimny dreszcz zdumienia i niepokoju. Chciał spytać, co się stało, lecz Aki ubiegł go swym roztrzęsionym głosem. Listy... te cholerne listy!
- Aki, kochany... - jęknął, nie tłumiąc nuty niepokoju, która wkradła się wypowiadane słowa. Szybkim krokiem ruszył ku ukochanemu przyjacielowi, choć nie był wcale pewny, jak teraz powinien postąpić, widząc go tak roztrzęsionego, załamanego, porwanego w bezlitosny wir żalu i paniki. - Ja cię nie zostawię. Nigdy cię nie zostawię. To wtedy... to był największy błąd mojego życia. Już zawsze będę z tobą, obiecuję!
Delikatnie pogładził palcami plecy Akiego, badając, czy może go teraz dotknąć, uspokoić tuląc w ramionach, czy nie powinien go dotykać, bo może tym tylko pogłębić jego ból. Przyglądał mu się uważnie, gotów cofnąć rękę lub mocniej go objąć - w zależności od reakcji przyjaciela.
#3 (20.04.2021, 17:25 )
Heart beat goes fast... Heart beat goes slow.... Heart beat stop!

Aki kochany, ale w jakim ujęciu kochany? Uroczy? No na pewno nie teraz! Tata lubił czasami tak mówić do Akiego. Jego kochany syneczek. To było miłe, więc czemu słysząc te słowa z ust przyjaciela poczuł, że to za mało? Nie powinien w sumie żądać niczego więcej... nie miał prawa do niczego i doskonale o tym wiedział. Kochany brat, kochany przyjaciel... tak samo jak był kochanym synkiem. Czemu więc głupie serce krzyczało, że to za mało? Czemu nie potrafiło się cieszyć tym co dostawało teraz? I te listy! Emocje przelane na papier. Grzech miłości, która nigdy nie powinna się pojawić. Dla ukochanego chciał zmienić samego siebie, pragnął stać się takim jak oczekują jego bliscy, w szczególności matka. Przecież wszyscy tak się cieszyli z  faktu, że ma dziewczynę! Wszyscy tak bardzo byli dumny, że się oświadczył! Gratulowali mu! Radość matki kiedy planowała i organizowała ślub. Jej zawód kiedy się okazało, że jednak wszystko poszło jak krew w piach. Tak bardzo starał się dopasować. Zmuszał sam siebie do seksu z narzeczoną, mimo że nigdy nie miał z tego większej przyjemności. Przywoływał z pamięci wspomnienia swego ukochanego... pragnął by te chwile były właśnie z nim. Tak bardzo wbił sam siebie w klatkę muszę, powinienem, tak być powinno, że zepchnął swoją seksualność gdzieś daleko w głąb siebie. Zaczął odmawiać narzeczonej... ale za to coraz więcej czasu wolał przesiadywać za kierownicą niż z nią w łóżku. Pewnie to też było jedną z przyczyn czemu znalazła sobie kogoś na pocieszenie. Choć w sumie mogła mieć lepszych kochanków jeszcze wcześniej! Nie winił jej za to. Dawał jej coś zupełnie innego przecież co tak kochała. Pieniądze, sławę i miłość swej rodziny. Zmieniła go na lepszego kochanka, być może lepszego kierowcę... Człowieka który teraz na nią wydawał pieniądze. Ona dostała to czego potrzebowała, a Aki? Iskierka nadal trwał w swych ograniczeniach, lękach i obecnie ataku paniki. 
Czując ciepło dłoni na swoich plecach Aki zachował się odrobinkę niczym tonący... złapał się jedynej deski ratunku, która zawsze mu pomagała kiedy się bał. Czysto odruchowo mocno przyciągnął do siebie mężczyznę, tak by móc się wtulić w jego ciało. Łzy płynęły po jego policzkach, a on sam nadal wyglądał niczym siedem nieszczęść, ale potrzebował bliskości swego przyjaciela. W takich chwilach jak taka miał wrażenie, że bez niego nie poradzi sobie. Nie da rady odetchnąć mocniej, złapać tchu. Nathan był jego powietrzem, ostoją spokoju, której chciał się złapać i zatopić w niej. Jego ukochany przyjaciel, jego zakazana miłość do której nie miał prawa, ale cholernie mocno jej potrzebował. 
Chcąc odwrócić uwagę mężczyzny od listów, tych wszystkich słów i emocji, pokierował nim tak by się z nim położył, a potem wtulił się w jego ciało jeszcze bardziej. Miał nadzieję, że nie niszczy bardzo żadnych ważnych planów przyjaciela. Odczuwał strach? Tak. Nadal. Płakał? Tak. Wciąż. Jednak coś się zmieniło. Minimalnie się zaczął uspokajać, przynajmniej na tyle by w mniejszej panice odpowiedzieć przyjacielowi.
-Tata mówi, że kiedyś się zwiążesz z kimś... Chce byś był szczęśliwy. Chce byś miał ukochaną osobę. Postaram się do tego czasu stać się silniejszym by móc cie wspierać. - przepraszający ton głosu, łkanie w głosie i wolny ruch dłonią po plecach mężczyzny. Chciał się nacieszyć jego ciałem, bliskością i ciepłem, póki jeszcze miał go tak blisko siebie. Każda noc z nim była ucieczką od demonów, które przerażały i przytłaczały Akiego. W jego ramionach odnajdywał swój spokój i ukojenie wielu bolączek swej poharatanej psychiki. W jego ramionach odnajdywał samego siebie z przed lat, kiedy jeszcze wierzył, że miłość pokocha wszystkie przeciwności. Nie pokonała. Przegrała. Z słodyczy młodzieńczej miłości zmieniła się w gorycz utraconych dni, tygodni i lat... chwil, które mógł spędzić z kimś kogo na prawdę kochał.
-Możesz zostać dziś w domu ze mną? Nie zostawisz mnie teraz samego? Tata ma przyjechać, ale chce byś został... jeśli możesz... Mógłbyś? Jeśli to nie problem. Nie chcę być problemem. - Z jednej strony cholernie bardzo chciał, by Nathan został z nim, ale z drugiej strony czuł, że jeśli będzie nalegał to może stać się jeszcze większym problemem niż już jest. Nie chciał w niczym przeszkadzać. Nie chciał być problemem. Nie chciał czuć, że jest jedynie kulą u nogi przyjaciela. Kiedyś, jeszcze jak byli bardzo młodzi, potrafił go wspierać zawsze, w każdych okolicznościach, a teraz? Teraz sam czuł się jak cień samego siebie. Wrak świetlanej przeszłości. Chwilami zastanawiał się... czy nie lepiej dla wszystkich by było jakby nie przeżył tego wypadku. Jego serce zatrzymywało się, a jego mózg się powoli "żegnał" ze światem. Czy nie lepiej by było, jakby wtedy jego serce zupełnie się zatrzymało? Zawsze na najwyższych obrotach, a teraz? Coś co budziło jedynie litość i współczucie. Kochany Aki? Raczej żałosny Aki! Tak się czuł jednocześnie nie mogąc puścić jedynej osoby, która utrzymywała go "na powierzchni". Jego ukochany... czemu tylko mógł być przyjacielem? Czemu wszystkie inne opcje były zakazane?
#4 (26.04.2021, 00:31 )

Za mało - słowa-klucz dla całej ich relacji od ostatnich dziesięciu, może nawet i kilkunastu lat, przynajmniej z punktu widzenia Nathaniela. Gdy był nastoletnim chłopakiem, dojrzałym już na tyle, aby rozumieć, czym są zauroczenia i nie mylić ich ze zwykłym popędem seksualnym, pewnego dnia poczuł, że przyjaźń to za mało i... już nigdy nic nie było takie samo. Trwał w niedosycie emocjonalnym, choć nie mógł narzekać na brak pozytywnych uczuć ze strony Akiego. Cierpiał tęsknotę, mimo że przyjaciel był tuż obok każdego dnia. Lecz... to było za mało. Wiecznie za mało, choćby dostawał od niego maksimum uwagi, jaką tylko może podarować przyjaciel, ciągle odczuwał pustkę, jakiś bolesny brak w głębi serca. Pragnął czegoś więcej niż przyjaźni, nie, to jego serce pragnęło - rozum kazał mu się uciszyć i cieszyć ochłapami, jakie dostawał, ale ono wciąż było niepocieszone. Nadal bolało. Nie chciało słuchać rozsądku, który rozbrzmiewał w głowie wiecznie tymi samymi słowami, powtarzanymi jak mantra: nie możesz liczyć na jego uczucia, przecież jesteście tylko przyjaciółmi, gdyby coś miało się między nimi wydarzyć, już dawno by się stało. Nie wydarzyło się, więc dlaczego serce trwało w swej głupocie zakochania i dalej czekało wiernie, mimo upływu lat? 
Niedosyt był, odkąd pamiętał. Pojawił się w tym nastoletnim okresie, a największe cierpienia zsyłał na Nathaniela, gdy Aki związał się ze swoją ówczesną dziewczyną. Trwał też po wyjeździe, kiedy Nat usiłował oderwać się od przeszłości i ułożyć sobie życie z kimś innym - tyle że każdy "ktoś inny" ustępował pięknemu, radosnemu, niezastąpionemu przyjacielowi pod każdym względem. Niedosyt czaił się w zakamarkach zakochanego nieszczęśliwie serca i rzucał się na nie w brutalnym ataku, wyczekawszy najbardziej nieodpowiednie ku temu chwile. Istniał również teraz, choć Nathaniel miał swą miłość na wyciągnięcie ręki, dzielił z nią łóżko, codzienne życie i mógł w końcu nacieszyć nim oczy... zmienionym, nie tak radosnym i pewnym siebie jak kiedyś, ale nadal nim. Kochanym Akim, tylko... dlaczego wciąż było mu go za mało? Czy serce nigdy nie odpuści? Jednego mógł być pewny - to jego nieszczęsne, sponiewierane latami posuchy serduszko odznaczało się niebywałą wiernością!
Pozwolił się przytulić i natychmiast, niczym w bezwarunkowym odruchu, otoczył ciało przyjaciela ramionami, skrywając go w ich kojącym cieple i czując, jak przyjemnie ta bliskość rozgrzewa jego serce. Nie ciało, nie miało to nic wspólnego z narastaniem podniecenia seksualnego - to nie miejsce, czas i w tym momencie nie osoba, przy której powinien pozwalać sobie na cielesne grzechy! - ciepło serca, spragnionej tej bliskości duszy, która w biegu ostatnich lat wciąż stała cierpliwie w oczekiwaniu na ten dotyk. Lecz teraz nie cieszyła się zamknięciem Akiego w ramionach tak, jak powinna. Radość mącił niepokój o ukochanego przyjaciela, jego stan, który nie na żarty przeraził Nathaniela!
Nie oponował też, gdy Aki pociągnął go w stronę łóżka. Nie bacząc na nic, ani na swoje spóźnienie, ani nawet na buty, w których nie powinien dotykać czystej pościeli, położył się obok przyjaciela, nie cofając ramion, których splotem nadal otaczał najukochańsze ciało. Delikatnie muskał jego plecy dłonią i starał się nie załkać gorzko, słuchając jego pierwszych słów. Czuł się winny, że kochał? Odnajdywał to uczucie jako nieodpowiednie? Och, dobry Boże! Gdyby przed laty Nat znalazł w sobie odwagę i pozwolił uczuciom wziąć górę nad swym strachem, zapewne teraz byliby szczęśliwi, razem... Wziął głęboki wdech, usiłując powstrzymać emocje i nie okazać ich, nie wystraszyć Akiego myślą, że mógł go czymś zranić... nie zranił. To Nat sam siebie zranił. Jego zresztą też. Odzyskawszy równowagę po kilku spokojnych, głębokich wdechach, odpowiedział na jego kolejne słowa, pieszczotliwie gładząc gładkie włosy przyjaciela.
- Zostanę. Miałem dziś spotkanie, ale... to mogę przełożyć! Ty jesteś najważniejszy - odrzekł, by wygiąc usta w łagodnym uśmiechu. W rzeczywistości odwołanie spotkania wcale takie proste nie było, tego jednak Aki nie musiał wiedzieć. Nat musiał znaleźc jedynie dobrą wymówkę, by przełożyć spotkanie z producentem filmowym, który był zainteresowany współpracą i nie stracić tego kontaktu... kontakt z covidowcem i obawa przed zakażeniem była pierwszym i chyba najbardziej wiarygodnym, czym mógł wyjaśnić swą dzisiejszą nieobecność. Nie mógł zostawić Akiego samego, zwłaszcza nie teraz, gdy on tak bardzo chciał, by Nat został przy nim!
#5 (26.04.2021, 22:46 )
Heart beat goes fast... Heart beat goes slow.... Heart beat stop!

Życie niczym symfonia doznań, emocji i wszystkich doświadczeń, które wpływają na los człowieka. Życie niczym łódź na środku oceanu uczuć, narażona na sztormy i upalne bezlitosne promienie słońca. Każdy kolejny rok, każde kolejne doświadczenie, które może wzmocnić, lub też przeciwnie, roznieść na małe kawałki psychikę. Nathan w tym ujęciu był niczym dyrygent, który wyciszał muzykę serca Akiego... jego sterem i elementem układanki, bez której byłby niepełny. Jednym jedynym elementem, bez którego nie potrafił być w pełni szczęśliwy. Teraz nawet swego rodzaju spoiwem, które na nowo pomagało tworzyć się jego psychice zniszczonej przez lata kłamstw, uciekania przed samym sobą, swoimi uczuciami i potrzebami. Nathan koił, czasami nawet lepiej niż leki. W jego ramionach pragnął ukrywać się przed całym światem, wszystkim tym co go przerastało i przerażało. W jego objęciach pragnął znaleźć swój spokój i harmonię każdego kolejnego dnia. Powtarzał wszystkim, że nie może spać samemu, bo boi się ciemności i tylko dzięki przyjacielowi może spokojnie zasnąć. Nie kłamał, ale też nie do końca mówił wszystko. Tak wiele lat czekał na ukochanego, że teraz każda noc, kiedy nie byli razem, sprawiała iż czuł paniczny lęk przed stratą przyjaciela. Obsesyjnie wręcz wmawiał sobie, że póki śpią razem, to Nathan nie odejdzie, nie zostawi go. 
Ciepło jego ciała, kojąca barwa jego głosu i bliskość, której tak bardzo potrzebował teraz Aki. Wtulał się w jego ciało mocno nie przejmując się teraz takimi detalami jak ubranie czy buty przyjaciela. Pościel można zmienić, uprać czy nawet kupić nową. Nie da się jednak tak po prostu naprawić czy wymienić psychiki byłego kierowcy. Była obecnie niczym rozbita porcelanowa figurka, którą ktoś cholernie koślawo posklejał. Nie trzeba było wiele, by coś gdzieś się znów ukruszyło. Nawet z ogromnym wsparciem Nathana, taty Akiego i terapeutów, nie dało się za pomocą magicznej różdżki naprawić tego co przez wiele lat sukcesywnie było niszczone. Do tego potrzeba było dużo czasu, cierpliwości i wytrwałości. Wszystko to miał Nathan, ale w młodym Daisune wciąż był ten lęk, gdzieś tam w nim, podświadomie siedział ten chochlik, pojawiał się w dziwnych momentach i niszczył delikatny spokój, który misternie budował Nathan. Niczym małe złośliwe dziecko, które podbiega i niszczy budowany przez godzinę domek z kart, do tego ucieka znów śmiejąc się głośno. Zostawia za sobą spustoszenie, które ciężko od razu ogarnąć i naprawić. Nathan był lekiem, który działał powoli, ale skutecznie! Dzięki jego obecności, jego poświeceniu i chęci by zostać, spełnić prośbę Akiego, mężczyzna powoli się uspokajał. Udało mu się nawet przestać płakać. Wtulony w ukochanego niczym bezbronne stworzenie, które nie umie sobie samemu poradzić z wszystkim tym co go przytłacza, ale z każdą chwilą coraz spokojniejsze.
-Ale to nic ważnego? Jesteś pewien, że możesz przełożyć? Nic się nie stanie jak dziś nie pojedziesz? - potrzebował go niczym powietrza teraz, ale powoli się uspokajał i przestawał myśleć jedynie swoimi emocjami i lękami. Nie był aż tak egoistyczny, by nie przyszło mu do głowy, że może niechcący zaszkodzić przyjacielowi. Tego zdecydowanie nie chciał! Zaskoczył go swoim płaczem, paniką i potrzebą by był przy nim. Nie był pewien czy ten spokój, który powoli zaczął gościć w jego sercu, nie był jedynie chwilowy, nie zniknie jak tylko Nathan wyjdzie z domu, ale przecież nie chciał być problemem, ani przeszkodą w karierze przyjaciela. Nie chciał go ograniczać zawodowo. 
-Ty też jesteś dla mnie najważniejszy... zawsze byłeś. Chciałbym poradzić sobie z sobą, by móc cie wspierać i opiekować się tobą jak ty mną. Wiesz o tym? - chciał być dobrym przyjacielem, nie jedynie kulą u nogi ukochanego. Chciał być kimś na kogo można zawsze i wszędzie liczyć, a nie jedynie opiekować się nim bo tak wypada... bo to chore dziecko... bo jest inny i dziwny. Chciał być kimś o kim Nathan będzie myślał ciepło, nie w kategoriach problemu, który zupełnie nie jest mu do niczego potrzebny. Kochał przyjaciela, mimo wszystko. Nie potrafił zabić w sobie tego uczucia, mimo upływu lat. Kochał i chciał dla niego jak najlepiej. W tym wszystkim nie był taki głupi czy dziecinny jakby jego ojciec myślał. Zdawał sobie doskonale sprawę z faktu, że może być problemem. Wiedział jak mogą go postrzegać ludzie. Chciał być normalny, chciał być zrównoważony i emocjonalnie poukładany... chciał, ale samo pragnienie było niewystarczającym elementem by tak się stało. Jego matka nie pomagała w tym, wręcz przeciwnie. Ostatnio zupełnie z nią nie miał kontaktów, ojciec je ograniczał, ale w głowie Akiego wciąż rozbrzmiewały jej słowa dotyczące potrzeby i konieczności zamknięcia Akiego w szpitalu... Tak by było lepiej dla wszystkich.





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości