welcome to
Yellowlair Oats



#1 (15.05.2021, 02:08 )
you're not mentally sick, you're just unique!

Marshell Warren


dane podstawowe
DATA URODZENIA18.07.1997
MIEJSCE URODZENIAManchester, Wielka Brytania
ZAWÓDdziennikarz w BBC Radio Newcastle, lektor, kompozytor, muzyk sesyjny
STAN CYWILNYkawaler
ORIENTACJAheteroseksualny
WYKSZTAŁCENIEJournalism on University of the Arts London (BA)
STATUS FINANSOWYbardzo dobry
JĘZYKIangielski (natywny), rosyjski (biegły)
DZIELNICACity Centre
PROBLEMY ZDROWOTNEbrak problemów fizycznych
WIZERUNEKJooheon Lee
biografia
Powinienem.
Dzieciństwo upłynęło pod znakiem wypełniania obowiązków, powinności względem rodziców i spełniania ich wygórowanych oczekiwań, rzucając w gęstą mgłę osamotnienia i emocjonalnego chłodu, w którym mały Marshell gubił się podczas poszukiwania spokoju oraz poczucia bezpieczeństwa.
Matka Marshella poznała Williama Warrena na Uniwesytecie w Manchesterze, gdzie jako pierwszoroczna studentka rozpoczynała swoją drogę ku prawniczej karierze. Młoda, urocza Mei miała chińskie pochodzenie, choć nigdy nie dane jej było odwiedzić ojczyzny swych przodków - jej rodzice wyemigrowali do Wielkiej Brytanii, uciekając z komunistycznego reżimu w latach 70. Przyszła na świat już na angielskich ziemiach i choć łączyły ją z Europą silne więzi, wychowanie w rodzinie o wschodnioazjatyckich tradycjach wpłynęło na jej osobowość, zwłaszcza w relacjach damsko-męskich. Gdy poznała na uczelni młodego, atrakcyjnego doktoranta, rozpoczynającego nieśmiało karierę wykładowcy akademickiego, a po zaledwie kilku miesiącach znajomości ich świeżym związkiem zatrząsnęła wieść o nieplanowanej ciąży, młoda Mei szybko porzuciła swoje plany zawodowe i przerwała studia, oddając się wczesnemu rodzicielstwu i nużącemu życiu posłusznej kury domowej, którą Marshell widzi ją po dziś dzień.
Nigdy nie mógł narzekać na status finansowy rodziny, w której przyszło mu dorastać. Choć rodzinę utrzymywał jedynie ojciec, jego pełna sukcesów kariera prawnicza przynosiła wiele finansowych korzyści, pozwalając chłopcu tonąć w morzu nietanich wcale zabawek, uczęszczać do renomowanej prywatnej szkoły i poszerzać umiejętności na przeróżnych zajęciach dodatkowych - w dzieciństwie Marshell liznął jeździectwa, tańca towarzyskiego, dwóch języków obcych i nawet sztuk walki, choć nigdy o te aktywności nie prosił. Lecz dzieci znajomych z towarzystwa jeździły konno, uczyły się języków i kopały inne dzieci "wyższej klasy średniej" na twardej macie, więc nie miał prawa głosu. Powinien przecież być jak dzieci koleżanek. Powinien osiągać lepsze wyniki niż syn przyjaciółki. Powinien mieć najlepsze oceny. Powinien zabłysnąć szczególnym talentem.
Jak często w dzieciństwie słyszał to słowo?
Swój talent odnalazł w murach szkoły muzycznej, do której trafił jako ośmiolatek, po raz wtóry kroczący posłusznie drogą wydeptaną przez dzieci przyjaciółek jego matki i choć nienawidził większości zajęć dodatkowych, do których był zmuszany, z muzyką zaprzyjaźnił się już w dniu egzaminu wstępnego, odnajdując radość najpierw w nauce, a później w odśpiewaniu przed egzaminatorami piosenek wybranych przez matkę. Matka powtarzała, że powinien sobie poradzić, przecież Jonathan, ten piegowaty syn Crawfordów, poradził sobie i dostał się do klasy skrzypiec. Marshell powinien być lepszy.
Był.
I choć wcale nie chciał zostać pianistą, choć próbował postawić na swoim i skupić się na fascynującym go śpiewie, kolejne dziesięć spędził przed klawiaturą pianina.

Muszę.
Nie zawsze chciał, ale nie miał wyboru.
Początkowo rodzice Marshella nie traktowali szkoły muzycznej tak poważnie, jak ich syn. Byli zadowoleni, że udało im się znaleźć zajęcia dodatkowe, na które uczęszczał bez narzekania, ale w pierwszych latach nauki nie wiązali z muzyką jego przyszłości, planując dla swego jedynego dziecka przyszłość lekarza, architekta lub kolejnego prawnika w rodzinie. Elitarny zawód, dobre zarobki... czego więcej ich syn mógł potrzebować?
W chłodnym planowaniu synowi szczęśliwego życia pominęli jego najważniejsze życiowe potrzebę - szczęście i wolność. Przez lata Marshell tę wolność odnajdował w dźwiękach pianina, które stanęło w jego pokoju, w zajęciach w szkole muzycznej i pochwałach nauczycieli. Miał swój własny, artystyczny świat, którego nadambitni rodzice nie rozumieli; do którego nie mieli wstępu. Odnalazł swoje własne Idaho, podczas gry wytchnienie od oczekiwań rodziców, szkolnych stopni i wymagań mnożących się z roku na rok. Wciąż uczęszczał na zajęcia językowe, nadal musiał mieć najlepsze stopnie - ale miał dokąd uciec.
Do czasu. Gdy jako wczesny nastolatek Marshell po raz pierwszy pojechał na konkurs pianistyczny, a niedługo później oznajmił rodzicom, że w przyszłości chce zostać muzykiem, po początkowej niechęci do pchnięcia dziecka na niepewne grunty sztuki, Warrenowie dopatrzyli się w muzyce klasycznej szansy na poważną karierę utalentowanego syna. Może skończy w Royal Philharmonic Orchestra? Może rozsławi nazwisko Warren wśród współczesnych klasyków? Zgodzili się na jego własną drogę zawodową, lecz jednocześnie, pragnąc zapewnić synowi jak najlepsze przygotowanie do wymarzonego zawodu, przenieśli swe wymagania ze zwykłej szkoły na muzyczną, nakładając na Marshella przymus codziennych wielogodzinnych ćwiczeń, konsultacji z najlepszymi nauczycielami pianistyki i wywierając presję, która zaczęła pożerać go powoli od środka.
Niełatwo zdobywać sukcesy, gdy na płucach zaciska się obręcz stresu i świadomości wygórowanych oczekiwań. Ciężko się nie mylić, gdy palce drętwieją z nerwów lub odmawiają posłuszeństwa niekontrolowanym drżeniem. Trudno sprostać wymaganiom. Lecz... musiał, prawda?

Nie muszę.
Pierwsze momenty buntu były krótkimi, nieśmiałymi zrywami przytłoczonego wymaganiami i sztywnym harmonogramem piętnastolatka, lecz gasły równie szybko, jak zapalały się - najczęściej tłamszone przez karcące spojrzenie matki lub napastliwy ton ojca, gdy przypominał, że nie po to wydaje pieniądze na edukację muzyczną syna, by ten opuszczał zajęcia lub odmawiał przesiedzenia kolejnej godziny przy pianinie. Impreza u przyjaciela jeszcze się powtórzy. Tamtą dziewczyną nie warto zawracać sobie głowy. Chwila lenistwa? Och, przecież gdyby ojciec pozwalał sobie na chwile lenistwa, do niczego by nie doszedł! Rozbijając się o niewidzialne mury ograniczeń i odmów, tracił coraz więcej ze złotych lat beztroskiej młodości, co w wieku szesnastu lat wznieciło iskrę buntu w duszy Marshella, który najpierw ostrożnie, gdy nikt nie widział, a z czasem coraz bardziej ostentacyjnie zaczął manifestować swoją niechęć do nakładanych nań od dzieciństwa obowiązków. Oceny spadły na przeciętny poziom, a okno w pokoju okazało się idealne, by od czasu do czasu wymknąć się nim po zmroku i wrócić, kiedy już świtało. Gdy ukochana muzyka stała się przykrym obowiązkiem, Marshell znalazł kolejną drogę ucieczki, nieakceptowalną przez rodziców. Założył z przyjaciółmi grupę muzyczną. Ot, garażowy rock, niedojrzały i gniewny, w którym odnalazł się doskonale za zestawem perkusyjnym, uratował jego psychikę przed złamaniem przez źle kierunkowane dobre chęci rodziców. Wśród rówieśników, podobnie jak on poszukujących sposobu na wyrażenie siebie, pragnących zabawy i beztroski, zrozumiał, że niczego nie musi. Może, jeśli ma ochotę.
Zdobycie potwierdzonego formalnie zawodu muzyka było jedynym, co utrzymało go w szkole muzycznej aż do egzaminów końcowych. Po maturze muzycznej i ukończeniu A-levels, uciekł do stolicy, by z daleka od niszczącego wpływu nadgorliwych rodziców udać się na studia. Jakiekolwiek, tylko nie pianistyczne. Wybór dziennikarstwa był przypadkiem, podyktowanym brakiem lepszego pomysłu, ale i fascynacją radiem, która pojawiła się w głowie Marshella w nastoletnich latach, gdy jako jeden z uczestników konkursu chopinowskiego został zaproszony do udzielenia wywiadu jednej z brytyjskich rozgłośni. Artystyczny, a zarazem spokojny, cichy i intymny klimat radiowego studia emisyjnego okazał się dlań tak pociągający, że Marshell spędził kilka semestrów na współtworzeniu studenckiej rozgłośni radiowej, następnie odbył praktyki zawodowe w dwóch londyńskich radiach i gdy ukończył studia - wyjechał w nadmorskie strony, by rozwijać karierę zawodową w Newcastle.

Nie powinienem?
Można zerwać się z wyniszczającej rodzinnej smyczy i zacząć żyć po swojemu, lecz doświadczenia i gromadzone przez dekady żale są niczym potwór, który z każdym kolejnym bólem rośnie w siłę, czając się w niezbadanych czeluściach podświadomości. Ów demon przeprowadza atak niespodziewanie, nagle, w najmniej oczekiwanym momencie... a może jest w nim jednak cząstka łaskawcy, który przed atakiem wysyła sygnały ostrzegawcze?
W życiu Marshella nie brakowało takich sygnałów. Stres lubił rozdygotać mu dłonie i usiąść niebagatelnym ciężarem na klatce piersiowej, utrudniając oddychanie i przyspieszając nienaturalnie rytm serca. Uczucie napięcia znikało w chwilach beztroski, gdy z przyjaciółmi spędzał w obskurnym garażu kolejną godzinę na sączeniu piwa i próbowaniu kolejnych naiwnych piosenek, lecz powracało jak bumerang każdej nocy, spędzając sen z powiek. Obawy mnożyły się w głowie, choć Marshell uczył się je ignorować i podejmować kolejne życiowe działania. Niemoc własnej psychiki zamiatał pod dywan, nie chcąc przyczepić sobie łatki wariata - a jednak ona sama zapragnęła do niego przylgnąć! Psychiatrę po raz pierwszy odwiedził na początku studiów, poszukując pomocy w walce z bezsennością i przewlekłym stresem.
Najlepiej działały pochodne benzodiazepiny. Jedna tabletka potrafiła wyciszyć, pozwalając przespać spokojnie noc i wejść w kolejny dzień bez uczucia niezdrowego podenerwowania. Ta magiczna, ratująca tabletka stała się punktem obowiązkowym każdego wieczoru - od spokojnej, grzecznej nocy po zakrapianą alkoholem podczas studenckich libacji. Tolerancja na lek pojawiła się nadzwyczaj szybko, dawki zwiększały się, a tygodnie maskowania problemów silnymi środkami przeradzały się w miesiące, te zaś - w lata. Środki zastępcze nie działały równie skutecznie, a każda pominięta dawka BDZ przywracała stare demony. Jeszcze silniejsze, jeszcze bardziej przerażające. Psychiatra powtarzał, że Marshell nie powinien tak długo zażywać tak silnie uzależniających leków - więc kolejną wizytę odbył u innego specjalisty. A później kolejnego. I jeszcze jednego. Tak długo, jak chcieli wypisywać kolejne recepty.
Nie powinien. Lecz gdy serce rozkołatało się znów, jakby chciało wyskoczyć z żeber, a na klatkę piersiową zwalił się ciężki głaz, dłonie same sięgnęły po znajomy słoiczek, by wydobyć z niego kolejną tabletkę.
rodzina & miłość
RODZICEMei Zhang, William Warren
RODZEŃSTWObrak
DZIECIbrak
DALSZA RODZINAbrak osób, z którym utrzymywałby kontakty
STATUS ZWIĄZKUwolny
PARTNERbrak
BYLI PARTNERZYdługa lista bez wartości
osobowość
ambiwertyk bezsenność, uzależnienie od benzodiazepinów, długotrwale leczona nerwica lękowa kariera zawodowa
Uran (40%), Saturn (30%), Wenus (30%)
optymizm
65%
pesymizm
35%
impulsywność
75%
cierpliwość
25%
asertywność
95%
uległość
5%
aktywność
85%
bierność
15%
odwaga
80%
ostrożność
20%
zmienność
60%
stabilność
40%
wrażliwość
65%
obojętność
35%
planowanie
35%
spontaniczność
65%
Osobowość niejednoznaczna, o powierzchownej warstwie zupełnie innej niż to, co najszczersze i skryte w głębinach serca.
Charakterologiczny dysonans, spowodowany lawiną sprzecznych cech, powoduje, że to, co Marshell okazuje na zewnątrz, nie zawsze pokrywa się z przeżywanymi przezeń uczuciami. Nie można odmówić mu pozornej stabilności psychicznej, pewności siebie i tendencji do zajmowania pozycji naturalnego lidera, który potrafi wzbudzić respekt samą swoją obecnością... ale pod wierzchnią warstwą pozytywów, kryje się bardziej skomplikowana osobowość.
Jest zawieszony gdzieś pomiędzy introwersją a ekstrawersją, ale ze wskazanie na to drugie. Z introwersji przejął zamknięcie swych emocji na świat i przeżywanie problemów we własnym umyśle, z ekstrawersji zaś towarzyskość. Nie boi się być w centrum uwagi i nie lubi być długo sam, choć czasem tego potrzebuje. Lubi czuć się doceniony, łaknie pochwał, adoracji - niedowartościowany w okresie dzieciństwa, obecnie leczy swoje stare kompleksy, karmiąc się miłymi słowami na swój temat, nawet najbanalniejszymi. Z drugiej strony nie przepada za brylowaniem w grupie ludzi, uchodzeniem za gwiazdkę czy osobę szalenie popularną... lubi być doceniany, ale stać na uboczu, bez przesadnego rzucania się ludziom w oczy.
Jest bardzo, ale to bardzo asertywny. Ma swoje żelazne zasady i poglądy, których nigdy nie łamie, nawet jeśli oznacza to przerażające dla niego wykluczenie ze środowiska, w którym się obraca. Nigdy nie ugina się pod naporem innych osób i nikt nie jest w stanie przymusić go do podjęcia aktywności, jeśli wcale nie chce ich wykonać. Potrafi stanowczo odmówić, nie obawia się wygłaszać szczerych ocen czy poglądów i zwykle umie zachować w tym taktowność, na bieżąco dostosowując swój ton do sytuacji, choć nie boi się też wyjść poza granice delikatności czy kultury słowa. Jest również autentyczny, nigdy nie udaje, by przypodobać się drugiemu człowiekowi - wychodzi z założenia, że jeśli nie może przy kimś czuć się sobą, że ktoś ogranicza jego swobodę albo nie potrafi zaakceptować niektórych wyborów czy cech, nie warto zaprzątać sobie kimś takim głowy. Sprawia wrażenie silnego we własnej skórze i nie boi się manifestować swojej osobowości, lecz nie lubi siebie w takim stopniu, w jakim to może się wydawać. Marshell jest osobą wysoce neurotyczną, ma skłonności do popadania w nerwice, fobie i przeróżne stany lękowe. Przez lata borykał się z zachwianą samooceną, co sprawiało, że jedno krzywe spojrzenie obcego człowieka potrafił roztrząsać miesiącami -obecnie to jeden z głównych tematów jego terapii psychologicznej. Silnie reaguje na stres i choć doskonale udaje niewzruszenie na poziomie litej skały, podczas bezsennych nocy wracają do niego wszystkie demony, które potrafił odpędzać w ciągu dnia. Bardzo silnie przeżywa wszelkie stany emocjonalne: radość, zakochanie, sukcesy wznoszą go do gwiazd, niepowodzenia, bóle i smutki natomiast wgniatają swym ciężarem w ziemię. Zachowanie równowagi emocjonalnej często wymagają od niego ogromnych wysiłków.
Szanuje drugiego człowieka. Nie ma zwyczaju bawić się ludźmi, respektuje ich uczucia, wykazuje się wysokim poziomie tolerancji i stara się akceptować innych takimi, jacy są. Czasem lubi rządzić, lecz zdaje sobie sprawę, że świat nie kręci się wokół niego - potrafi w odpowiednim momencie zejść na drugi plan. Umie słuchać, doradzać, wspierać, a dla bliskich przyjaciół gotów jest zrobić wszystko. Nie zniechęca się łatwo, próbuje dotrzeć do każdego, nie poddaje się pierwszemu wrażeniu, które umie łatwo zmienić.
Ma bardzo dociekliwy i analityczny umysł, co popycha go do zgłębiania każdego tematu, który tylko go zaciekawi - ta cecha przyczyniła się do wybrania dziennikarskiej drogi. Z przyjemnością poszerza swoją wiedzę, głównie na tematy muzyczne, ale nie tylko - stara się liznąć wszystkiego nie tylko po to, by nie wychodzić na ignoranta. Po prostu lubi wiedzieć, rozumieć, poszerzać horyzonty.
Bywa impulsywny, lecz nauczył się jako-takiej samokontroli nawet w chwilach nerwowych - rzadko daje ponieść się negatywnym emocjom, okazywanie złości uważając za słabość, której należy się wystrzegać. Raczej nie krzyczy, nie opiera się pokusie jednak ranienia innych przykrym słowem. Najczęściej w kłótniach posługuje się więc szyderstwem i lodowatą ironią, z nieskrywaną satysfakcją wymierzając kolejne psychiczne ciosy. Ciężko sprowokować go do agresji, gdy nie zna się jego słabych punktów i kompleksów, więc szybko przejmuje kontrolę nad sprzeczkami z osobami obcymi, bliżsi natomiast, przed którymi zdążył otworzyć się ze swoimi kompleksami i słabostkami, częściej mierzą się z jego nerwami. To nie typ, który w ataku furii demoluje mieszkanie - w złości najpewniej ucieknie z pola walki, aby przejść się i ochłonąć, choć nie mając sposobu na bezbolesne rozładowanie emocji, może stać się niebezpieczny.
ciekawostki
 
📌 Jest wrażliwy na sztukę, w szczególności muzyczną. Posiada wykształcenie muzyczne, świetny słuch i nie wyobraża sobie życia bez dobrej melodii sączącej się gdzieś z głośników w każdych możliwych okolicznościach. Uwielbia muzykę klasyczną i choć na co dzień przepada za ostrymi brzmieniami, nie odrzuca żadnego gatunku, jeśli tylko dostrzeże w wykonawcy coś wartościowego. Bardzo lubi rodzimą scenę muzyczną, zwłaszcza klasyków jak The Beatles czy Queen i jest wielkim miłośnikiem NWOBHM.

📌 Dociekliwość muzyczna zrodziła się w nim w dzieciństwie, kiedy w prezencie urodzinowym dostał od rodziców "Wielką encyklopedię rocka". Wtedy, w czasach rozwijającego się dopiero internetu, takie książki były nieocenionym źródłem wiedzy, dzięki któremu Marshell potrafił wiele razy zabłysnąć wiedzą w towarzystwie znajomych. Do dziś ma sentyment do tej książki i choć wiele zawartych w niej danych nie jest już aktualnych, nadal czasem z niej korzysta.

📌 Jego pierwsze doświadczenia z muzyką od strony dziennikarskiej miały miejsce prawie dekadę temu. Mashell przez pewien czas współtworzył portal internetowy o muzyce rockowej, następnie przez kilka lat dorabiał sobie, pisząc recenzje muzyczne na tego typu strony, obecnie - publikuje recenzje na łamach poważniejszych magazynów muzycznych.

📌 Uwielbia zimę i nienawidzi lata. Nie znosi upałów i cieszy się, że mieszka w kraju, w którym klimat jest umiarkowany, a latem jest więcej deszczu niż słońca. Nie da się zaciągnąć na wypoczynek w gorące piaski. Za to deszcz uwielbia!

📌 Jest leworęczny.

📌 Multiinstrumentalista. Większość życia poświęcił na naukę gry na fortepianie, ale lata spędzone w szkole muzycznej traktował jako przymus, w wolnym czasie próbując swoich sił na innych instrumentach - dobrze gra na perkusji i gitarze.

📌 Obecnie jego aktywna działalność sceniczna ogranicza się przede wszystkim do pracy w charakterze muzyka sesyjnego, zwykle na instrumentach klawiszowych lub perkusji, lecz nie robi tego często i raczej tylko z naprawdę lubianymi muzykami i jedynie w projektach, które szczerze mu się podobają. Od dawna woli uczestniczyć w muzycznym światku od zupełnie innej strony.

📌 Realizuje się również w działalności kompozytorskiej, choć to, podobnie jak występowanie na scenie, traktuje jako dodatek do swojej głównej pracy zawodowej. Ma na koncie współautorstwo kilku piosenek, które zdobyły zainteresowanie odbiorców.

📌 Niestety jest grammar nazi. Zawsze dbał o poprawność językową, ale zwykła dbałość z czasem przerodziła się w puryzm. Nabawił się tej lekkiej obsesji na studiach, które wiele czasu poświęcały sztuce poprawnego pisania. Irytuje znajomych poprawianiem ich błędów, a wartość rozmówcy często ocenia przez pryzmat poziomu poprawności językowej. Choćby poznał kogoś szalenie ciekawego, jeśli zauważy w jego wiadomościach błędy ortograficzne lub brak poszanowania dla zasad interpunkcyjnych, nie potrafi pozbyć się wrażenia, że ma do czynienia ze zwykłym imbecylem.

📌 W zasadzie nie jada mięsa. Nie jest wegetarianinem i nie przypisuje do odstawienia mięsnych dań żadnych romantycznych ideologii powiązanych z ratowaniem zwierząt czy ekologią - większość mięs zwyczajnie mu nie smakuje.

📌 Lubi próbować różnych alkoholi, ale nie lubi whisky. Nie przepada za jej smakiem, a próbowanie tego trunku następnego dnia zwykle pokutuje większym bólem głowy niż w przypadku innych alkoholi, więc unika.

📌 Nie cierpi koni. Jego przygoda z jeździectwem zakończyła się, gdy jako siedmiolatek spadł ze spłoszonego kuca i mocno się poturbował. Od tamtej pory nigdy już nie wsiadł na konia i choć jego odczucia to za mało, by zdiagnozować u niego akwinofobię, to doświadczenia z dzieciństwa wystarczą, by trzymał się z daleka od koni i ani trochę im nie ufał.

📌 Zwierzęta darzy dużą sympatią, co skłoniło go do podjęcia współpracy z miejscowym schroniskiem dla zwierząt. Przez jego mieszkanie przewinęło się spore stadków psów i kotów, dla których był domem tymczasowym.

📌 Jego najwierniejszym życiowym towarzyszem jest Groenendael o imieniu Faust, który trafił do niego zupełnie przypadkowo. Marshell miał początkowo przygarnąć go tylko na kilka tygodni jako do domu tymczasowego, zwierzak jednak tak skradł jego serce, że został na zawsze.

📌Jednym z jego najbardziej wstydliwych i żenujących wybryków - o ile nie znajduje się on na samym szczycie tej piekielnej listy - jest całowanie się z mężczyzną. Co prawda wydarzyło się to pod wpływem dużej ilości alkoholu zmieszanej z Xanaxem, ale niestety Marshell doskonale to pamięta i po dziś wstydzi się, że to zrobił. Jest bardzo tolerancyjny wobec innych orientacji seksualnych, niemniej sam jest heteroseksualny i nie wyobraża sobie powtórki z tamtej wątpliwej przyjemności.
[Obrazek: 1P9st7]
#2 (26.05.2021, 18:14 )

karta zaakceptowana!
witamy na forum





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości