welcome to
Yellowlair Oats



#1 (14.08.2021, 23:55 )

Timur Ankhbayar


dane podstawowe
DATA URODZENIA18.06.1992
MIEJSCE URODZENIAUłan Bator, Mongolia
ZAWÓDpsycholog
STAN CYWILNYkawaler
ORIENTACJAheteroseksualny
WYKSZTAŁCENIE Clinical Psychology (MSc) on University College London, Cognitive Behavioural Therapy for Anxiety Disorders (PGCert) on Newcastle University
STATUS FINANSOWYbardzo dobry
JĘZYKImongolski (natywny), angielski (biegły), rosyjski (biegły), chiński (komunikatywny w mowie)
DZIELNICAKindly Angles
PROBLEMY ZDROWOTNEduża krótkowzroczność
WIZERUNEKSeokjin Kim
biografia
Miałem sześć lat, gdy znalazłem Wielki Wóz.
Przyszedłem na świat w miejscu niezwykłym. Mongolskie stepy lubią przytłaczać swoim bezkresem, ale dają niepowtarzalne, wręcz przesiąknięte magią poczucie wolności. Trawy, niektóre zieleniące się wigorem i świeżością, inne brunatne, jakby spiekło je letnie słońce, ciągną się aż po linię horyzontu, gdzie wychodzą na spotkanie z błękitem czystego nieba. Tak pięknego nieba jak na mongolskiej prowincji nie widziałem już nigdzie indziej. Koiło lazurem. Otaczało zewsząd, jakby było tuż tuż, na wyciągnięcie ręki... jakbym mógł podskoczyć i wyrwać mu kawałek puchatej chmurki. Wielka, jednobarwna metafora nomadzkiej wolności.
Jako maluch nie widziałem niezwykłości świata, w którym przyszło mi rosnąć. Brałem trudną, nomadzką codzienność za naturalną i zwyczajną, jaką przeżywa każdy obywatel tego świata - nie miałem wtedy pojęcia, że los podarował mi coś wyjątkowego. Jurta, wątła i ciasna, była moim domem, wędrówka prozą życia, a natura najlepszym przyjacielem. Przez pierwsze lata życia wychowywali mnie dziadkowie. Moi rodzice byli parą młodych, ambitnych ludzi, którzy młode lata w pełni poświęcali zdobywaniu wykształcenia - mieszkali w Ułan Bator, studiowali i przez pierwsze lata życia widywaliśmy ich z bratem dość rzadko, za co absolutnie nie winiłem ich ani jako dziecko, ani dziś. Pragnęli dla siebie czegoś więcej niż wędrówek po stepach i zarzynania wielbłądów za jurtą, a dzięki temu, co wyszarpali światu w pierwszych latach swego małżeństwa, podarowali mnie i młodszemu bratu życie i możliwości, o których jako nomadzi nie moglibyśmy marzyć.
A my? Pojawiliśmy się zbyt wcześnie, lecz dzięki temu zyskaliśmy dzieciństwo w magicznym świecie. Rosnąc pod okiem dziadków, spędzaliśmy dnie na zabawie bardzo aktywnej, w centrum natury ucząc się postępowania ze zwierzętami, roślinnością i sztuki przetrwania w trudnych, chłodnych warunkach. Wiedliśmy życie dalekie od tego, co dziś nazywa się rozwiniętą cywilizacją, ale był to najlepszy prezent, jaki podarował nam los. Nie był nam straszny brak kanalizacji i telewizora. Do szczęścia potrzebowaliśmy paru źdźbeł trawy i dużej przestrzeni. Czasem, podczas dłużących się wieczorów, wymykaliśmy się z Erdenem z jurty, żeby popatrzeć w gwiazdy, co weszło mi w nawyk trwający do dziś.

Jako dziesięciolatek szukałem Małego Wozu na wypłowiałym niebie.
Z rodzicami zamieszkałem, gdy przyszedł mój czas pójścia do szkoły - to była najwyższa pora, żeby pożegnać beztroskę prowincji. Zostałem wyrwany z bezpiecznej jurty i rzucony do nieznanego świata blokowisk, ruchliwych ulic, sklepów na każdym rogu, telewizji... oraz ogromu innych nowości, których dziś moja głowa już nie pamięta. Nie mogę powiedzieć, że początki w Ułan Bator były proste! Musiałem przystosować się do zupełnie innego trybu życia, co w pierwszych tygodniach wywołało we mnie bunt spowodowany oderwaniem od ukochanych dziadków, natury oraz młodszego brata - lecz gniew gasł, gdy odkrywałem kolejne wygody życia w dużym mieście. Mieszkanie w bloku okazało się wielką przestrzenią, stabilniejszą jakąś i milszą oku niż mała jurta. Otrzymałem prywatność, na którą tam nie mogłem liczyć mieć - jak wspaniale było mieć swój pokój! Moje obowiązki zmieniły się. Już nie musiałem pomagać dziadkowi przy zwierzętach, zacząłem chodzić do szkoły i teraz to ja walczyłem o wykształcenie, idąc w ślady ambitnych rodziców: jak na przykry poziom życia w kraju zrujnowanym radzieckim interwencjonizmem, żyłem w świetnie sytuowanej rodzinie, co bezpośrednio wiązało się z wykształceniem mamy i taty - jako syn dyrektora prężnej huty z Nalajch i anglistki z Państwowego Uniwersytetu Mongolskiego czasem płoniłem się pod zazdrosnym spojrzeniem kolegów, po których rodzice przyjeżdżali do szkoły starymi Ładami 2107.
Przystosowałem się do tego świata. Z czasem odnalazłem w nim swoją drugą naturę i nie mogłem doczekać się, aż Erden zamieszka z nami i będę mógł pokazać mu to wszystko! Tylko nocne niebo nie prezentowało się tak wspaniale z balkonu, gdy łuna bijąca z ulicznych lamp utrudniała odszukiwanie gwiazdozbiorów.

Mając czternaście lat, sam zapatrywałem się na Kasjopeję.
Okres nastoletni był jednym z najlepszych w moim życiu. Doskonale odnajdowałem się w szkolnym środowisku, gdzie łatwo zyskiwałem znajomych i przyjaciół. Byłem lubianym dzieciakiem i przyciągałem uwagę płci przeciwnej, czemu sam się dziwiłem - dopóki nie przyjrzałem się rówieśnikom. Najmłodsze lata, spędzone w jurcie i pełne fizycznych prac, wykształciły we mnie zamiłowanie do ruchu i dbania o kondycję, co przełożyło się na ładnie wyrzeźbioną sylwetkę, której dalecy byli koledzy ze szkoły, otwartość i spokój zaś nie zawiązywały mi języka w kontaktach z koleżankami. Wiedziałem zwykle, co powiedzieć, kiedy i jak, by zjednać sobie ludzi.
Popołudnia i wieczory spędzałem zwykle poza domem. Moje życie towarzyskie kwitło podczas młodzieńczych imprez, wypadów na miasto - choć Ułan Bator tamtych lat nie oferował wiele młodym ludziom - i randek. Odnosiłem sukcesy w ulubionych przedmiotach szkolnych, niczego mi nie brakowało...
Zawsze jednak los musi dolać łyżkę dziegciu do beczki miodu - w tamtych szkolnych latach moje niegdysiejsze świetne kontakty z młodszym bratem popsuły się bezpowrotnie. Erden nie zachwycił się miastem tak, jak ja. Patrząc na niego, widziałem czasem dzikie zwierzę, które usycha pozbawione wolności. Bezkresne stepy zmieniły się w klatkę mieszkania w bloku, a krystalicznie czyste powietrze zasnuła mu niezdrowa woń spalin samochodowych i wyziewów z kominów. Uciekał w kontakt ze zwierzętami - od chomika, który terkotał kołowrotkiem w jego pokoju, po bezpańskiego kota znalezionego w piwnicy. Alienował się za to w środowisku rówieśniczym, nieraz wpędzając się w tarapaty, z których zwykle wyciągałem go ja. Z niespotykaną u niego niegdyś agresją poszerzał listę wrogów o kolejne dzieciaki z okolicy i zamykał się w sobie również przede mną, nie raz i nie dwa wybuchając w niezrozumiałych dla mnie słownych atakach. Wydawało mi się, że zazdrości mi dobrego kontaktu z rówieśnikami, lecz zawsze znajdował absurdalne wymówki, gdy próbowałem wciągnąć go do swojego licznego towarzystwa. Choć bardzo chciałem, nie potrafiłem mu pomóc, jako niedoświadczony nastolatek nie pojmując jego wewnętrznego cierpienia.
Wydawało się, że każdy z nas poszedł swoją drogą, a braterska przyjaźń z nomadzkich lat zaginęła bezpowrotnie.

Gdy miałem szesnaście lat, zobaczyłem piękniejszą Wielką Niedźwiedzicę.
Szesnasty rok życia wypchnął mnie do wielkiego świata, który zamieszał mi w głowie szokiem, zachwytem, ale i rozczarowaniem. Szkolna wymiana uczniowska zawiodła mnie do sponurzałego od deszczowych chmur Londynu, oczywiście - jak wszystko w Mongolii - załatwiona po znajomości. W postępowej Europie zobaczyłem świat, o którego istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia. Świat czystszy, estetyczniejszy, bogatszy. Moje serce tak mocno zabiło zachwytem tym innym, lepszym światem, że ojczyznę widziałem już tylko w skalach szarości. Odcisnął mi się w pamięci popołudniowy spacer, pierwszy po powrocie do Ułan Bator, gdy karmiąc skórę promieniami wiosennego słońca, udałem się samotnie na szczyt Zaisan. Chłonąłem oczami zieleń rozległego trawnika i, schodek po schodku, piąłem się na szczyt oszpecony najpaskudniejszym monumentem wszechczasów. Minąłem odrapany blok, przyprószone rudością rdzy blaszane garaże i liczyłem rozsiane po trawie śmieci, których od lat nikt nie sprzątał...
Pomnik Nieznanego Żołnierza na wzgórzu Zaisan straszy turystów jako relikt minionego systemu - przed laty, w akcie politycznej sympatii, podarowany Mongolii przez Związek Radziecki. Dotarłszy na szczyt, wsparłem się plecami o potężny betonowy pierścień, oszpecony propagandowymi malunkami przodowników pracy, i z góry popatrzyłem na krajobraz stolicy. Wtedy uderzyło mnie, jak bardzo Mongolia odstaje od pięknej Europy! Bure blokowiska przeplatały się z lichymi jurtami. Zaniedbane trawniki szpeciły. Rozklekotane szopy i chałupki przygnębiały. Korowody samochodów na zakorkowanych ulicach zdradzały chaos stolicy. A wszystko to szpetne, zakurzone i ubogie. Szare. Nijakie. Tak inne niż ten piękny, rozwinięty Zachód!
Tego dnia poczułem, że mój świat jest gdzieś indziej.

W wieku dwudziestu lat zaniechałem patrzenia w gwiazdy.
Różne drobiazgi kierowały mnie ku odkryciu zawodowego powołania. Duży wpływ na wybór przyszłości wywarły niezwykłe różnice w ludzkiej mentalności, które zauważałem między mieszkańcami Ułan Bator a nomadami. Zdumiewało mnie, jak bardzo różnie ludzie mogą się traktować, jak wiele może ich różnić, choć są jednym narodem - spokojna, leniwa nieco, gościnna prowincja stała w opozycji dla miejskich obyczajów. Chciałem zrozumieć naturę tych różnic, pomagać osobom takim jak Erden lepiej adaptować się do zmian. Myślałem o psychiatrii, lecz utkwił mi głęboko w pamięci incydent ze szkoły średniej, gdy koleżanka - jak okazało się, cierpiąca na schizofrenię - pominęła przypadkiem dawkę przyjmowanych leków i z grupą znajomych zostaliśmy zmuszeni do pilnowania jej i znoszenia przedziwnych zachowań, a po szkole odprowadzenia aż po drzwi domu, by nie zrobiła sobie krzywdy. Mając to doświadczenie w pamięci, doszedłem do wniosku, że nie chcę mieć kontaktu z najtrudniejszymi przypadkami chorób i zaburzeń psychicznych - nie chcę patrzeć bezsilnie na dramat, jaki dotknięte nimi osoby przeżywają w swoich głowach i bić się ze świadomością, że nie mogę im pomóc inaczej niż faszerując lekami, które mają długie listy skutków ubocznych.
Zamiast zasłaniać zaburzenia medykamentami, zapragnąłem przyjąć rolę obrońcy i przewodnika, który osoby możliwe do wyleczenia z zaburzeń poprowadzi ku równowadze psychicznej, pomoże zwalczyć źródło problemu, nie tylko maskować. W ten sposób wybrałem psychologię. Studia zdecydowałem się podjąć w Anglii, która rozkochała mnie w sobie tą parutygodniową wizytą z nastoletnich czasów - i tak w wieku dziewiętnastu lat, ściskając w dłoniach bilet w jedną stronę, pożegnałem moich najbliższych, by wykonać najdalszą i najtrudniejszą wędrówkę mojego życia. Oddałem się nauce, a później pracy, o życiu osobistym i starych przyjemnościach niemal zapominając. Poszukując szczęścia obcych ludzi, zgubiłem samego siebie.

Jako niemal trzydziestolatek w końcu znalazłem Cefeusza.
Z każdej wizyty w Mongolii przywoziłem do mojego angielskiego mieszkania pamiątki - figurki, obrazy, zdjęcia i inne duperele, które nadawały otoczeniu przyjemnie sentymentalnego dla mnie charakteru. Otaczałem się skraweczkami ojczyzny, aż w końcu jej żywy kawałek przyleciał do mnie sam i wywrócił spokojne życie do góry nogami. Erden zawitał w Yellowlair Oats na stałe, zajmując pusty pokój w mieszkaniu, wprowadzając do codzienności mnóstwo krzyku i łypania spod byka, ale swoją naburmuszoną, odklejoną nieco od miejskiej rzeczywistości osobą wypełniając przyjemnie pustkę, która wcześniej kłuła moje serce samotnością.
Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, która powinna zająć się nim i pomóc odnaleźć w świecie. Lecz wierzę, że skoro pomagam na co dzień dziesiątkom obcych ludzi - bratu również będę w stanie pomóc. I po cichu, gdy Erden nie patrzy, cieszę się, że znów mam z kim poszukać gwiazdozbiorów!
rodzina & miłość
RODZICEA. Altansetseg & A. Baatar
RODZEŃSTWOA. Erden
DZIECInie, nie, nieee!
DALSZA RODZINAdaleko w Mongolii
STATUS ZWIĄZKUwolny
PARTNERbrak
BYLI PARTNERZYnieistotna wyliczanka
osobowość
ambiwertyk szczęśliwy i bez zaburzeń kariera, niesienie pomocy
Mercury (60%), Saturn (20%), Wenus (20%)
optymizm
70%
pesymizm
30%
impulsywność
20%
cierpliwość
80%
asertywność
80%
uległość
20%
aktywność
70%
bierność
30%
odwaga
65%
ostrożność
35%
zmienność
10%
stabilność
90%
wrażliwość
85%
obojętność
15%
planowanie
70%
spontaniczność
30%
ciekawostki
 
? Często można zauważyć go w okularach, choć na dłuższe wyjścia z domu zakłada soczewki kontaktowe. Bez korekcji wzroku nie jest w stanie normalnie funkcjonować ze względu na dużą krótkowzroczność. Pośrednio z jej powodu przeszedł już poważną operację wzroku, gdy w osłabionym wadą lewym oku rozwarstwiła mu się siatkówka.

? Przymus krygowania wady przekuł w pewien atut, czyniąc z okularów stylowy dodatek - posiada kilka par okularów, które dopasowuje do ubioru i zmienia oprawki zgodnie z panującymi trendami.

? Lubi zresztą nie tylko modne oprawki. Zawsze dba o nienaganny ubiór, a jego szafa jest dość bogata w ciuchy jak na mężczyznę - lubi dobrze się ubrać, a w swoich strojach dba nie tylko o dobór odpowiednich elementów garderoby, przepada też bowiem za męskimi dodatkami.

? Dbałość o dodatki przejawia się głównie w zamiłowaniu do drogich zegarków, które często zdobią jego nadgarstek - Timur ma ich kilka i zawsze wybiera najlepiej dopasowany do założonych ciuchów.

? Pierwsze lata życia spędzone w trudnych, wymagających sprawności fizycznej warunkach nomadzkiego życia rozbudziły w nim miłość do aktywności fizycznej. Lubi ruch, dużo biega i regularnie odwiedza siłownię - ćwiczenia są jego ulubioną metodą radzenia sobie ze stresem. Dzięki długim latom dbania o tężyznę fizyczną wypracował doskonałą atletyczną sylwetkę.

? Lubi spędzać czas nie tylko w ruchu, ale i w naturalnym środowisku i między innymi z tego powodu na miejsce życia wybrał sobie Yellowlair Oats pełne zieleni i zamiejskich terenów, w których można przyjemnie spędzić czas. Uwielbia wskoczyć na rower lub w wygodne buty i udać się na długą, energiczną wycieczkę w morze zieleni.

? Dużo wolnego czasu spędza na czytaniu, a jego pierwszym wyborem książkowym jest zwykle literatura faktu i publicystyka. Nie stroni od literatury pięknej, ale omija fantastykę i kryminały, w których niegdyś się zaczytywał, ale dziś raczej go nudzą.

? Nie lubi przebywać w ciszy. W domu brak towarzystwa wypełnia zwykle telewizorem albo muzyką - gustuje w cięższych brzmieniach, od klasycznego hard rocka i heavy metalu po wysmakowany progmetal, ale nie ogranicza się i na jego playlistach nie brakuje również rapu, popu czy muzyki tanecznej.

? Lubi otaczać się akcentami, które kojarzą mu się z ojczyzną. Z Mongolii zabrał kilka klasycznych dekoracji i można zauważyć je na książkowym regale czy na półce w sypialni. Często z jego głośników wybrzmiewa też rodzima muzyka, najczęściej rock lub metal z folkowymi naleciałościami, jak The Hu, Altan Urag czy Hurd, choć przepada też czasem za wyciszeniem gitarowych brzmień czystym folkiem w stylu Khusugtun, Altai Khairkhan czy fascynującym Bukhu.

? Nie jest wegetarianinem, ale przepada za potrawami wegetariańskimi. Odcina się od nienajlepszej w smaku, ciężkiej i niezdrowej mongolskiej kuchni, z której wręcz kapie zwierzęcy tłuszcz. Europejski sposób żywienia, tak szalony od różnorodności, zdumiał go i zachwycił od pierwszych dni pobytu w Wielkiej Brytanii. Obecnie Timur tak przyzwyczaił się do tutejszej kuchni, że dłuższe powroty do rodzinnego domu są dla niego żywieniowym piekłem, wówczas częściej niż w domu stołuje się w ułanbatorskich restauracjach, które serwują zagraniczne jedzenie.

? Jest bardzo otwarty na odmienności i tolerancyjny, co bezpośrednio wiąże się z kulturą jego ojczyzny. Chętnie poznaje ludzi z zupełnie innych światów niż jego własny, ich kulturę, wartości i sposób myślenia. Jest w stanie zaakceptować bardzo dużo, więc jeśli identyfikujesz się jako helikopter bojowy, naprawdę to zrozumie.

? Na jego wizytówkach widnieje tradycyjny mongolski zapis A. Timur - nazwisko przed imieniem i skrócone do inicjału. W Mongolii praktycznie nie używa się nazwisk, więc przyzwyczajenie z rodzinnych stron sprawia, że rzadko przedstawia się pełnym imieniem i nazwiskiem. Choć przesiąkł wieloma brytyjskimi cechami i sposobami zachowania, nie umie przyzwyczaić się do tutejszej istotności nazwiska.

? Sporo wydaje na żywienie, bo sam jest bardzo miernym kucharzem. Umie coś odgrzać i najwyżej zrobić parę banalnych dań, ale nie ma gwarancji, że czegoś w nich nie zepsuje. Jedzenie zamawia albo jada poza domem.

? Twardo stąpa po ziemi. Z nutką sentymentu, ale i uśmiechem pobłażliwości podchodzi do tradycyjnego na mongolskich ziemiach szamanizmu, jest ateistą, a opowieści o magii, czarach i duchach uważa za wyssane z palca bzdury. Każde zjawisko wykraczające poza normalność stara się logicznie wytłumaczyć.
[Obrazek: 1ByRn7]
#2 (12.11.2021, 05:41 )

karta zaakceptowana!
witamy na forum





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości