welcome to
Yellowlair Oats



#1 (11.11.2021, 18:50 )

Autumn Fletcher


dane podstawowe
DATA URODZENIA26.05.1999
MIEJSCE URODZENIAYellowlair Oats
ZAWÓDkelnerka w The Place to Eat
STAN CYWILNYpanna
ORIENTACJAhetero
WYKSZTAŁCENIEA-levels
STATUS FINANSOWYbiedna
JĘZYKIangielski (ojczysty), francuski (podstawowy)
DZIELNICASullen Hides
PROBLEMY ZDROWOTNEbrak
WIZERUNEKScarlett Leithold
biografia
Nie lubię opowiadać o sobie. Znasz to uczucie, kiedy nowa koleżanka w szkole pyta cię, co robią twoi rodzice, gdzie mieszkasz albo co stało się z twoim ojcem, a ty czujesz, że policzki pieką cię od wstydu i motasz się, bo prawda może zniechęcić towarzysza? Nie? To dobrze, bo ja znam je doskonale! Przeżywałam to przy wszystkich nowych znajomościach w szkolnych czasach i przeżywam czasem do dziś, choć dorośli rzadko pytają o takie kwestie. Na szczęście. Nie są tak okrutni jak dzieci, które nie rozumieją, że to nie ja wybrałam środowisko, w którym mnie wychowywano i nie jestem odpowiedzialna za moich rodziców. Więc teraz jako dorosła mogę zrobić dla ciebie wyjątek i opowiedzieć o sobie więcej niż innym!

Urodziłam się w Yellowlair Oats ponad dwadzieścia lat temu, a moje życie od pierwszego krzyku było skazane na różne trudności. Diane Fletcher, bo tak nazywa się moja matka, od początku nie była zainteresowana macierzyństwem. Urodziła mnie w wieku zaledwie siedemnastu lat i naprawdę mało brakowało, żebym nigdy nie zawitała na świecie. W założeniu od początku miałam być pod opieką babci, która wybiła córce z głowy aborcję obietnicą, że zajmie się dzieckiem, czym pozwoli jej spokojnie skończyć szkołę. Bo moja mama wcale nie była taką złą nastolatką. Kiedyś dobrze się uczyła i wróżono jej karierę zawodową, ale wpadła w nieodpowiednie towarzystwo, które namieszało jej w głowie. Imprezowanie, używki i chłopak z szemranego towarzystwa, to było życie codzienne mojej mamy, kiedy jej rówieśniczki zbliżały się do zakończenia szkoły i pomału myślały o studiach. Albo może to było wielu chłopaków. Tego nie wiem, nigdy nie dowiedziałam się od matki, kto jest moim biologicznym ojcem, mimo że pytałam wielokrotnie. Zawsze ucinała temat, a ja mam przypuszczenia, że ona sama tego nie wie.
Spędziłam u babci pięć pierwszych lat życia. Myślę, że życie w normalnym domu, który mi dawała ukształtowało moją osobowość i później dzięki temu nie stoczyłam się w ślad mojej mamy. Babcia była wspaniałą i ciepłą osobą, która mimo że od lat żyła sama po śmierci męża, dawała z siebie wszystko, żeby wychować mnie na ludzi i wpłynąć na swoją córkę. Niestety nie była w stanie zdziałać cudów. Moja mama nie interesowała się mną przez pierwsze lata życia, a po trzech latach na świat przyszła moja młodsza siostra, nad którą opieka też spadła na babcię. Suzanne miała innego ojca i wcale nie byłyśmy do siebie podobne, ale odkąd pamiętam, byłyśmy bardzo zżyte.

Z matką zamieszkałyśmy niebawem po moich piątych urodzinach. Może nasze życie by było łatwiejsze, gdybyśmy mogły zostać z babcią dłużej, ale niestety kobietę przedwcześnie zabrała śmierć. Podobno babcia chorowała na przewlekłe choroby, ale byłam za mała, żeby coś z nich zrozumieć albo zapamiętać. Dziś śmierć babci jest moją zagadką, choć może powinnam się nią zainteresować, żeby wiedzieć czego mogę się spodziewać po swoim zdrowiu w przyszłości. Będę musiała o tym pomyśleć.
Po przeprowadzce do mamy życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Babcia nie była bogaczką i żyłyśmy skromnie, ale nigdy nam niczego nie brakowało, czego nie można powiedzieć po życiu u mamy. Problemy były od samego początku, choć kobieta z ówczesnym partnerem na początku się starali... przynajmniej ona, bo jemu niańczenie nieswoich dzieci nigdy nie sprawiało przyjemności. Nie miałyśmy dobrych rodzinnych obiadów, zabawek ani zbyt wielu ubrań. Szybko musiałyśmy się uczyć samodzielności, bo w wielu sprawach nie mogłyśmy liczyć na naszych opiekunów. Mając kilka lat często zostawałam sama z młodszą siostrą pod opieką, bo mama pracowała, a jej facet wychodził albo w mieszkaniu pił z kolegami, mimo że obiecywał się nami zająć. Ten czas zaowocował kilkoma głupimi wypadkami, których nie mogłyśmy uniknąć jako maluchy zostawione same sobie. Kiedyś oparzyłam się boleśnie przy próbie zrobienia herbaty, a Suzanne obiła się po spadnięciu z taboretu, z którego zwykle sięgałyśmy do kuchennego blatu. To były drobne wypadki, które kończyły się naszym płaczem. Pewnie takie rzeczy zdarzają się w każdym domu, w którym są dzieci. Jednak partner matki nie mógł tego wytrzymać i po trzech latach męczenia się z nami odszedł, a mama winę za stratę ukochanego widziała jedynie w naszym istnieniu. Miewała lepsze dni, kiedy próbowała być jak przykładna matka i nawet nieźle jej to wychodziło, ale więcej było gorszych dni, gdy musiałyśmy radzić sobie same albo liczyć się z jej niezadowoleniem, że przeszkadzamy. Jednak nie chodziłyśmy głodne (zazwyczaj) ani brudne, więc rzadko narzekałyśmy na swój los.

Po pierwszym partnerze, którego rzekomo my odstraszyłyśmy mama miała jeszcze wielu innych. Pojawiali się w naszym domu nagle, bez naszej wiedzy i zachowywali się zwykle, jakby byli u siebie. Wielu z nich nie znałyśmy, zanim się pojawili. Mijał rok, czasem dwa i wielka miłość kończyła się, na przykład gdy matka odkrywała, że jej wielka miłość podkrada jej pieniądze, robi coś niezgodnego z prawem albo gdy dochodziło między nimi do awantur i agresji. Niektórych z nich wspominam bardzo dobrze, a innych fatalnie... paradoksalnie najprzyjemniejszy z nich to był facet, z którym wielka miłość padła, gdy trafił do więzienia za jakiejś oszustwa finansowe. Był miły, poukładany i dobrze nas traktował. No i miał pieniądze, czego nie można powiedzieć o większość wybranków serca naszej rodzicielki. Większość z nich to były zwykłe pasożyty, które wolały pić z kolegami niż pracować, a na ciężkiej harówce mamy tylko żerowali. Mama pracowała wtedy w różnych miejscach, choć nigdy nie robiła niczego ciekawego. Zwykle zatrudniała się w sklepach, marketach, miała jedną przygodę z ładnym butikiem w centrum miasta, ale została z niego wyrzucona za rzekomą próbę kradzieży. A może nie rzekomą... Przez lata wpajała nam, że nie wolno kraść, ale jako nastolatka zauważyłam, że mama ma skłonności do dopasowywania się do obecnego partnera. Zawsze była od nich zależna psychicznie. Słuchała ich, powtarzała ich poglądy i zawsze stawała po ich stronie. Po następnym niepowodzeniu obiecywała sobie, że nigdy więcej z nikim się nie zwiąże, a parę tygodni lub miesięcy później przyprowadzała nową wielką miłość, która panoszyła się po mieszkaniu w podartej żonobijce i z browarem przyklejonym do ręki.

Nie byłam trudnym dzieckiem. Może miałam szczęście, że trafiłam na świetne towarzystwo, dzięki któremu wyszłam na ludzi, bo w podstawówce poznałam sympatyczną dziewczynkę, z którą trzymałam się przez wiele lat. Pochodziła z innego środowiska niż ja, miała inne życie, a jej rodzice lubili zapraszać mnie i Suzanne na obiad w weekend, a raz nawet zabrali nas na krótki wakacyjny wyjazd. Znajomość niestety wyhamowała, bo Jodie wyprowadziła się z nimi do Newcastle pod koniec mojej podstawówki, ale ta znajomość wpoiła mi wiele wartości, których w domu szukałam na próżno. Ta znajomość nauczyła mnie obowiązkowości i tego, że chcę zapracować na lepsze życie niż to, które wiedzie moja matka. Dużo się uczyłam, zawsze miałam świetne oceny, co wprawiało mamę w dumę, ale problemem bywało, że sporo chorowałam. Taka już była moja uroda, że mnóstwo zajęć omijałam przez wirusy, które łapałam od dzieciaków jak lep na takie świństwa, zapalenia oskrzeli i inne problemy, które często łapią dzieciaki. Raz miałam nawet zapalenie płuc, które zatrzymało mnie w domu na półtora miesiąca. Nudząc się w czterech ścianach, z nudów się uczyłam. Nic innego nie miałam do roboty. Ale to też przynosiło profity w moim szkolnym życiu! Dzięki systematycznej nauce dostałam się do college'u, co nie spodobało się za to mojej mamie, która liczyła, że po zakończeniu edukacji obowiązkowej od razu pójdę do pracy albo wybiorę zawodówkę. Sąsiadkom mówiła czasem, że jest ze mnie dumna, ale częściej narzekała, ze siedzę z nosem w książkach, a mogłabym już przynosić do domu pieniądze. Jednak to mnie nie zrażało, a nawet bardziej mnie motywowało, żeby skończyć szkołę średnią z najlepszymi wynikami i udać się na studia. Coraz mocniej chciałam wyrwać się z tego środowiska. W końcu po maturze nie poszłam na studia, przynajmniej na razie, bo nie odłożyłam tych marzeń na zawsze. Matka dalej tkwiła w swoim ulubionym schemacie. Kolejny partner, kolejne dramy, podkradanie pieniędzy mnie i siostrze, a do tego coraz więcej alkoholu. Wszystko zależało od osoby, do której akurat przystała, ale gdy kończyłam college, akurat była na etapie świetnej zabawy z pijakiem, przez którą straciła pracę. Zamiast iść na studia, musiałam udać się do pracy, żebyśmy wszystkie nie wylądowały na ulicy. I tak pracuję do dziś. Matka ma obecnie lepszy okres, odkąd jej następny książę skończył w więzieniu za jakiejś kradzieże.. Teraz przykładnie pracuje, choć pije znacznie więcej niż parę lat temu, ale jakoś się trzyma. Jednak nie chcę rezygnować na razie z pracy. Marzy mi się wyrwanie razem z siostrą z rodzinnego domu, bo jeśli uwolnimy się od tego środowiska, łatwiej nam będzie wcielić w życie plany na siebie. A matka? Nie będę się na nią oglądać.
rodzina & miłość
RODZICEDiane Fletcher - matka, ojca nigdy nie poznała
RODZEŃSTWOSuzanne Fletcher - młodsza siostra
DZIECIbrak
DALSZA RODZINAbrak
STATUS ZWIĄZKUsama
PARTNERbrak
BYLI PARTNERZYśrednio ma do tego szczęście
osobowość
ambiwetyczka wszystko ok poza paroma kompleksami odnalezienie się w życiu
xxx (xx%)
optymizm
45%
pesymizm
55%
impulsywność
40%
cierpliwość
60%
asertywność
75%
uległość
25%
aktywność
70%
bierność
30%
odwaga
60%
ostrożność
40%
zmienność
20%
stabilność
80%
wrażliwość
75%
obojętność
25%
planowanie
70%
spontaniczność
30%
ciekawostki
 
🌸 Od dzieciństwa marzyła o jeździe konnej. Udało jej się namówić matkę na zapisanie ją do szkółki jeździeckiej, gdy miała 7 lat. Jako mała dziewczynka nie zdawała sobie wtedy sprawy, że to za duże obciążenie dla domowego budżetu. Mama uległa, ale wypisała ją ze szkółki po kilku lekcjach, gdy Autumn spadła z konia i konkretnie się poobijała. Powtarzała, że to dla jej bezpieczeństwa, ale prawdziwym powodem rezygnacji były finanse.

🌸 Jest dość chorowita. Jako dziecko ciągle siedziała w domu przez zapalenia oskrzeli, przeziębienia, grypy, zapalenia ucha, a nawet płuc. Teraz z jej odpornością jest lepiej, ale jeśli ktoś ma złapać przeziębienie chłodnego wieczoru to na pewno będzie ona.

🌸 Problemy zdrowotne z dzieciństwa wprowadziły ją w świat medyczny. Był okres, kiedy jako nastolatka znała nazwy większości antybiotyków i umiała powiedzieć lekarzowi, który najlepiej jej przepisać, bo na pewno zadziała. Uważała to za fascynujące i nawet planowała zrobić coś w kierunku podjęcia studiów związanych z farmacją, ale problemy finansowe okazały się nie do przebrnięcia i zamiast iść na wymarzone studia, Autumn poszła do pracy od razu po skończeniu szkoły.

🌸 Ma silną alergię na kurz. Często sprząta w swoim otoczeniu, żeby nie osiadał na meblach, bo przebywanie w zakurzonych miejscach powoduje u niej nieznośne kichanie i łzawienie oczu.

🌸 Lubi aktywność fizyczną, ale ma słomiany zapał. Ma zrywy i przez dwa miesiące intensywnie ćwiczy, biega albo robi coś innego, na co się zapaliła, a później traci chęci i siada na kanapie na następne dwa miesiące. Nie umie być systematyczna.

🌸 Jako starsza z sióstr często była zostawiana sama w domu z Suzanne i będąc dzieckiem bardzo na to narzekała, ale opieka nad młodszą i upierdliwą siostrą nauczyła ją opanowania i odpowiedzialności. Zawsze przedkłada obowiązki ponad przyjemności. Lubi czuć stabilizację i spokój, nie jest typem spontanicznej dziewczyny.

🌸 Lubi wychodzić ze znajomymi i czasem rzucić się w wir imprez, ale musi mieć wszystko wypośrodkowane. Wolny czas spędzony na zabawie lubi zrównać z czasem spędzonym w domowym zaciszu. Nie potrafi codziennie przesiadywać poza domem do późnych godzin wieczornych.

🌸 Jest spokojna i uprzejma, ale bywa uparta. Jeżeli coś jej się bardzo nie spodoba albo na czymś bardzo jej zależy, to umie przeć naprzód z siłą przecinaka.

🌸 Nie pije alkoholu i unika. Bywa, że się napije, ale niedużo i tylko przy szczególnych okazjach. Alkohol budzi w niej skojarzenia z sytuacją rodzinną i patrzeniem na wieloletni upadek moralny matki. To są wystarczająco złe skojarzenia, że nie chce mieć bliższej styczności z piciem. Nie przeszkadza jej picie u innych, ale bez przesady.

🌸 Uwielbia czytać. Gdy była dzieckiem i często chorowała, siostra przynosiła jej książki ze szkolnej biblioteki, żeby nie nudziła się sama w domu. Tamte czasy rozbudziły w niej naturę mola książkowego. Nie ma wielu książek w domu, nawet nie ma na nie miejsca, ale jest stałą bywalczynią bibliotek.

🌸 Dużo osób by miało atak serca, gdyby usłyszało jak Autumn potrafi się zwrócić do swojej matki. Kiedy się z nią kłóci, nie przebiera w słowach. Ale nie ma do niej szacunku po tym, co kobieta zgotowała jej w życiu. Poza tym nie docierają do niej inne słowa niż krzyk i wulgaryzmy.

🌸 Z matką od dwóch lat żyje w głębokim konflikcie i rzadko jest między nimi dobrze. Wszystko zaczęło się od próby wyswatania jej z typkiem "synem sąsiadki", który dobrze wpisywał się we wzór jej rodzicielki, zaczynając od życiowego kombinatorstwa, a kończąc na staniu w bramie z puszką piwa jako ulubionym zajęciu. Autumn zmęczona przekonywaniami, że to świetny facet i pewnie nikt inny nie zechce nudnego kujona, a w ogóle to jego matka jest jej koleżanką i lubią razem sobie wypić, urządziła matce kłótnię. Wyszła z niej ogromna awantura, po której ich relacje uległy trwałemu ochłodzeniu. Cóż, Autumn nie płacze z tego powodu.

🌸 Obecnie pracuje jako kelnerka w The Place To Eat, w John Lewis Department Store. To nie jest praca marzeń, ale jest w miarę zadowolona ze swoich zarobków i atmosfery, która panuje w pracy. Lubi spędzać tam czas, choć po całym dniu pracy czasem nogi odpadają jej ze zmęczenia.

🌸 Choć mieszka w Sullen Hides od dziecka, nie żyje we wzorowych relacjach z ludźmi, którzy też się tam wychowali. Nigdy nie wchodziła w znajomości z "podwórkowymi dzieciakami". Z niektórymi mówi sobie "cześć", bo kojarzy ich dzięki znajomościom siostry, ale wielu jest jej kompletnie obcych. Możliwe, że z tego powodu raz wracając z pracy została napadnięta i straciła telefon. Do dziś nie wie, kim byli jej oprawcy, ale jest pewna, że później wiele razy mijała ich na ulicy albo w sklepie monopolowym. Od tamtego zdarzenia zawsze ma w torebce gaz pieprzowy.

🌸 Z powyższych powodów zapisała się kiedyś na kurs samoobrony. Nie jest orłem w walce fizycznej, ale dzięki kursowi umie skutecznie się obronić. Jeszcze nie miała okazji wypróbować zdobytej wiedzy w praktyce, ale w sytuacji zagrożenia nie zawaha się tego zrobić!

🌸 Nie ma prawa jazdy. Nie stać jej na własny samochód, ale kiedyś by chciała przynajmniej zrobić prawko, a w przyszłości i po wyprowadzce uniezależnić się od komunikacji miejskiej.
#2 (21.11.2021, 22:33 )

karta zaakceptowana!
witamy na forum





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości