welcome to
Yellowlair Oats



#31 (18.06.2022, 23:58 )
Big blue eyes, pointy nose, biting girls and kicking boys

Ludzie mieli przeróżne postrzeganie podejścia do seksualności swoich potencjalnych partnerów życiowych i każdy miał prawo do własnych poglądów czy upodobań, jednak nie sposób jest ocenić, co dokładnie myśli ta konkretna osoba, na której akceptacji zależy najbardziej - chyba że sama otwarcie wygłosi swoje opinie, lecz na to raczej nie można liczyć, bo to nie wypada na początku znajomości, a samemu tym bardziej wstyd jest pytać. Zwłaszcza wstyd było w przypadku relacji Melody i Taehyuna, która nie rozpoczęła się jak przeciętne love story. Nie było przecież randek czy ostrożnego zbliżania się do siebie. Był on, z całych sił próbujący przebić się przez grubą warstwę lodu, jakim obrosła przez lata Melody... oraz była ona, zimna i pełna strachu oraz uprzedzeń, uciekająca przez nie i próbująca odstraszyć go od siebie agresją. Wystraszona własnych uczuć, które spadły na nią tak nagle i nie pozwalały zignorować Tae tak, jak ignorowała innych mężczyzn w przeszłości. Gdy zaś w końcu zbliżyli się do siebie - hamulce puściły natychmiast. Poszli na całość, spędzając ze sobą upojną noc. Brakło tu miejsca na szczere rozmowy o seksualności i oczekiwaniach wobec partnera. Lecz... czy gdyby był na nią czas, Melody podjęłaby temat? Odnalazłaby w sobie tę odwagę? A może lepiej jednak nie wiedzieć?
Dla niej doświadczenia seksualne nie miały nigdy znaczenia. Była otwarta na obie płcie, dopuszczała do wiadomości, że ludzie mają własne poczucie moralności i wstydu, każdy inne. Każdy ma prawo prowadzić się tak, jak mu pasuje i nie jej to oceniać... była pewna, że aspekt doświadczeń seksualnych nie miałby dla niej znaczenia podczas wyboru partnera. Nie przychodziło jej do głowy nic poza poważnymi chorobami przenoszonymi drogą płciową, co by mogło w tej materii odstręczyć ją od kogoś, kogo pragnie jej serce. Gdy myślała o przeszłych związkach ukochanego, potrafiła odnaleźć w nich zarówno plusy, jak i minusy. Na początku ich relacji piekielnie bała się porównywania do innych kobiet, może piękniejszych, zgrabniejszych, obdarzonych większym doświadczeniem czy fantazją, lecz cieszyła się zarazem, że jej kochankowi tego doświadczenia nie brakuje - potrafił zmienić w ognistą magię każdą chwilę we dwoje. Bez trudu przyjął rolę nauczyciela, który przeprowadził Melody przez ich pierwsze zbliżenia, ucząc cierpliwie obchodzenia się z mężczyzną, bez piętnowania jej nieporadności czy jakiegokolwiek dawania do zrozumienia, że dziewczyna potrafi mniej. Czy mogłaby liczyć na takie piękno pierwszych wspólnych nocy, gdyby oboje byli w pozycji uczniów? Sama Melody dziewicą nie była - brakowało jej jedynie obycia z płcią przeciwną, ten brak jednak budował wtedy wiele barier w jej umyśle, odbierał pewność siebie i zaniżał poczucie własnej wartości. Kolejnym hamulcem było onieśmielenie - jego obecnością, dotykiem, bliskością... - które odbierało jej wszelką śmiałość. Te pierwsze chwile były dla niej trudne, choć przepiękne i była przekonana, że gdyby oboje startowali z pozycji żółtodziobów, wiele magii ulotniłoby się z tych pierwszych chwil razem.
Tak, zdecydowanie idealny był scenariusz, który napisał im los. Gdyby cokolwiek zmieniło się w tej misternej układance, dziś by mogli nie kłócić się o miejsce ślubu, błahostkę rozdmuchując do rozmiarów problemu egzystencjalnego, bo może wcale nie byłoby ich. Byłaby pustka samotności i więzienie własnej strefy komfortu, w którym Melody zamykała się przez lata na własne życzenie.
Byłoby źle. Po prostu źle. Bo przecież dobrze mogło być jedynie z nim.
Dobrze jak teraz, gdy silne dłonie zacisnęły się na jej biodrach i zdecydowanym ruchem przesunęły drobne ciało po miękkim siedzisku kanapy, układając precyzyjniej, lepiej. Melody poddała się jego władczej sile, z rozpędzonym w galopie emocji sercem oczekując, aż dojdą w końcu do sedna słodkich igraszek. kto by pomyślał, że początek może nadać im ta nerwowa szarpanina, która otarła się o zaognienie szalejącego w mieszkaniu konfliktu? Dziewczyna szerzej rozchyliła nogi i przyciągnęła ku sobie, zgiąwszy w kolanach, by otworzyć przed Tae całą drogę do swojej kobiecości... drogę, którą męska żądza pokonała bardzo szybko i ku uciesze spragnionego kwiatu, zroszonego teraz obficie wilgocią podniecenia. Wypełnił ją sobą, uciszając pierwszy głód tej bliskości, co z ust Melody wydarło krótki, wyrazisty jęk zachwytu nad doznaniem, które szarpnęło nią równie intensywnie i głęboko, jak twarda męskość wdarła się w najintymniejszy zakątek jej ciała. Mięśnie spięły się mimowolnie pod wpływem rozkoszy i drgnęły wyczuwalnie, gdy dłonie ukochanego przemknęły przez smukłą kibić i dotarły do biustu. Zatraciła się w tej chwili. Zachłannie przyjmowała w sobie kolejne pchnięcia, przerywając spokój w mieszkaniu werbalnymi oznakami aprobaty. Jej dłonie, poszukujące desperacko dotyku męskiego ciała, błądziły na prostych ścieżkach przedramion Taehyuna. A oczy? Nie umiały oderwać wzroku od twarzy mężczyzny, bezwstydnie utrzymując kontakt wzrokowy. Pochłaniały czerń jego tęczówek, rozognioną pragnieniem, które podzielała całą sobą. Bo wciąż zachłannie chciała czuć więcej. Im szybciej Tae popychał ich ku spełnieniu w tańcu rozkołysanych lubieżnie bioder, z tym większym uporem ciało Melody gnało za spełnieniem.

@Taehyun Shin [Obrazek: 1J8b67]
#32 (26.06.2022, 01:36 )
And the more I try to be your light, I can't get any closer to your heart

Jakaś doza zawstydzenia czy zażenowania była zrozumiała, gdy mowa o pragnieniu zaprezentowania się ukochanej osobie od jak najlepszej strony. W końcu wtedy chce się wypaść jak najlepiej, bez żadnych wad i niedoskonałości. Wszelkie przywary chowa się skrzętnie po kątach i zasłania, żeby nie zostały zauważone... ale one prędzej czy później i tak wychodzą na światło dzienne. W końcu nie da się przez cały czas udawać najlepszej wersji siebie, tak o każdej porze dnia, roku, w każdych okolicznościach i przy każdym samopoczuciu. Humor jest zmienny, zasób sił i chęci również, więc nieustanne trzymanie fasady niedoścignionego ideału jest niewykonalne, zwłaszcza w przypadku relacji bardzo bliskich, kiedy jest mowa o wspólnym mieszkaniu albo spędzaniu ze sobą wielu godzin każdego dnia - a tak było w ich przypadku. W zasadzie zdążyli poznać się od swoich złych stron jeszcze zanim weszli w związek, wspólna praca artystyczna bowiem okazała się wymagająca i nie raz ani nie dwa wzbudziła w obojgu nerwy, choć w nich wówczas przodowała Melody. Tae od pierwszych chwil, kiedy ją poznał, starał się zakładać tę maskę ideału, zauroczony jej pięknem i (o dziwo, patrząc na brutalne zachowania, którymi wtedy go raczyła!) osobowością. 
Też nie chciał, żeby jego niedoskonałości zostały zauważone. Wstydził się wad, kłótliwego charakteru, próbował ukryć wszystko, co wydawało mu się nieidealne. Zaciskał zęby, mimo że czasem głos sam chciał się podnieść i odpysknąć Melody, kiedy dziewczyna kaleczyła go złośliwościami na pierwszym etapie ich znajomości. Bardzo możliwe, że zanim zamieszkali ze sobą, ukochana miała w głowie dość fałszywy obraz Taehyuna, wykreowany przez niego na potrzeby zainteresowania jej sobą i... pozostało mu cieszyć się, że zderzenie z rzeczywistością jej nie zniechęciło, mimo iż Tae zdawał sobie sprawę, że dla Angielki życie z nim bywa cholernie trudne. Pochodził z innej kultury i mimo że wiele przejął z europejskich zwyczajów, na ich drodze życiowej pojawiały się co rusz jakieś przeszkody, które wynikały często z rozbieżności poglądów albo naleciałości kulturowych. Najlepszym przykładem była ich dzisiejsza kłótnia o miejsce ślubu... a podobnych awantur mieli za sobą wiele i pewnie przed sobą jeszcze więcej. Melody musiała zdawać sobie z tego sprawę, a jednak jej zapał i uczucia nie ostygły, z czego zakochany Koreańczyk mógł się tylko cieszyć.
Z kolei jego związek z Melody prawie niczym nie zaskoczył... a w każdym razie pod względem charakteru ukochanej. Jej wady i ogniste usposobienie nie były mu obce, w końcu zademonstrowała my je bardzo soczyście podczas pierwszych miesięcy ich znajomości, gdy za wszelką cenę usiłowała zniechęcić go do siebie! Był na tyle świadomy, jaka Melody potrafi być, że nie była w stanie niczym negatywnie go zadziwić. Natomiast takich wad (jeżeli można je w taki sposób nazwać), jak brak doświadczenia seksualnego z mężczyznami w ogóle nie uważał za powody do wstydu, a tym bardziej nie rozumiał prób ukrywania ich przed partnerem - jak Melody początkowo próbowała robić, wycofując się z intymnych sytuacji. Zresztą może gdyby miała więcej pewności siebie i nie postrzegała owego niedoświadczenia jako problemu, szybciej by weszli na wspólną drogę życia? Tyle przecież  był chwil podczas prób i wspólnych treningów, kiedy przekraczali granicę tańca, a napięcie wzrastało z każdym ruchem, dotykiem... a później było przez nią brutalnie przerywane. Taehyun nie przepadał za gdybaniem, ale związek z Melody często analizował, zastanawiając się na dziesiątki sposobów, jak ich losy mogły się potoczyć, gdyby jakiś szczegół z przeszłości zadział się inaczej i jak bardzo byłby nieszczęśliwy, gdyby ów szczegół sprawił, że nie byliby razem!
Takim szczegółem na pewno nie było niedoświadczenie w łóżku, to bowiem drobiazg nieistotny, ulotny i łatwo do zmiany, w przeciwieństwie do cech charakteru i codziennych przyzwyczajeń, nad którymi znacznie trudniej popracować. W zdobywaniu go zresztą Melody nie próżnowała przez ostatnie dwa lata, tak jak i dzisiaj, gdy znowu pożar emocji zajął ich ogniem pożądania. Kiedy zaś szalała w ich ciałach ta miłosna pożoga, byli straceni. Nie mogli oprzeć się jej mocy, zresztą nie chcieli. Pragnęli siebie. Potrzebowali emocjonalnego i fizycznego spełnienia, których poszukiwać chcieli już od dawna tylko w swoich ramionach. W niczyich innych, jakby reszta świata straciła cały swój cielesny powab. Miłość potrafi namieszać w głowie, ale czyż to nie jest piękne szaleństwo?
Przepiękne, powiedziałby pewnie, gdyby teraz jego myśli pochłonąć mogła kolejna analiza ich relacji i bliskości, takiej niespodziewanej po awanturniczym przebiegu nocy. Jednak umysł Tae całą swoją piękną osobą zajmowała teraz Melody. Zniewolił go żar jej doskonałego ciała, w którego tajemnicy zagłębił się, by odkryć ją w nadchodzącym spełnieniu. Pragnął odkrywać ją na nowo, każdego dnia, w zmysłowym tańcu - tym najpiękniejszym ze wszystkich. Mógł powtarzać go przez resztę życia, codziennie i tylko z nią, nigdy się nim nie nudząc. Jak tu znudzić się doskonałością, którą teraz pieścił dłońmi i rozgrzewał rozkoszą rytmicznych ruchów swoich bioder? Uwielbiał tę bliskość i nie był w stanie nasycić się nią tak, żeby zapragnąć innej lub chociaż przytłumić iskrę namiętności. Raz rozpalona tliła się, aż mogła wybuchnąć następnym pożarem erotycznego ognia, nigdy nie gasła. Zaś pożar zmieniał się w szaleńczą pożogę. Zupełnie jak teraz. Istnieli przecież już tylko oni i ten ogień, który będzie trawił ich powoli, aż wpadną w objęcia małej śmierci. Coraz bliższej i nieuniknionej, gdy zakleszczony w wilgotnej ciasnocie kobiety penis raz za razem i tak rozkosznie ociera się o jej zakamarki, zaś dłonie zachłannie zaciskają się na krągłościach. Skrzyżowane spojrzenia były jak paliwo dolewane do tego pożaru. Kochał patrzeć w jej oczy, gdy ginęli w tych płomieniach. Kochał czytać namiętność w jej oczach, które jedynie w tych magicznych chwilach otwierały się przed nim jak książka. Uwielbiał też dotykać, co robił teraz bez opamiętania, chłonąc gładkość jej skóry i sunąć po talii, bokach, dekolcie i biuście, na którym skupiał najwięcej uwagi. Najpierw łagodnie topił palce w ich miękkiej powierzchni, aby później zintensyfikować te pieszczoty, jakby dłonie pragnęły dostosować się do ognia i intensywności całego zbliżenia. Delikatnie zacisnął palce na jej sterczących sutkach i przy tym pochylił się nad nią, żeby znów nakarmić usta smakiem jej ciała. Przywarł do szyi Melody i przygryzł jej skórę z wyczuciem, by utrwalić na niej soczysty ślad ich igraszek. 
Tak, Melody, dobrze może być tylko z tobą!





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości