welcome to
Yellowlair Oats



#1 (07.05.2016, 22:44 )
Kobieta - żona, przyjaciółka, kochanka, matka i sportowiec w 1!

Elena Elizabeth Moore


dane podstawowe
DATA URODZENIA27.06.1993
MIEJSCE URODZENIABone, Walia
ZAWÓDWeterynarz
STAN CYWILNYMężatka
ORIENTACJAHetero
WYKSZTAŁCENIEMaster
STATUS FINANSOWYWysoki
JĘZYKIAngielski, walijski, irlandzki
DZIELNICAAuerate Avenue
PROBLEMY ZDROWOTNEPrzebyta anemia, zaburzenia płodności
WIZERUNEKAlina Akilova
biografia
To miał być pierwszy wywiad, jakiego Elena udzielała mediom bez udziału nikogo poza nią samą. Nie była zestresowana, bo życie z Jamesem przyzwyczaiło ją do takich przeżyć, zdążyła przywyknąć do kontaktu ze znanymi osobistościami, nauczyła się być przy nich w miarę pewna siebie i swobodna, przestała się peszyć i potrafiła bez problemu podejmować z nimi rozmowy. Niemniej jednak czuła lekkie poddenerwowanie. 
W końcu znalazła się w studiu. Odetchnęła, by trochę się rozluźnić i wyszła naprzeciw redaktorce z programu śniadaniowego, który sama czasem oglądała. Uśmiechnęła się podchodząc do fotela, na którym przyszło jej zasiąść. Z gracją opanowała falującą z każdym jej krokiem sukienkę, układając ją zgrabnym ruchem na kolanach, a długie, ciemne włosy, dziś ułożone w fale, odrzuciła z ramion na plecy. 

Z ogromną przyjemnością goszczę dzisiaj Elenę Moore! Miło mi cię poznać!
Mi również bardzo miło.

Wcześniej nie pokazywałaś się w mediach. Niewiele o tobie wiadomo.
Zgadza się. Długo wolałam trzymać się z daleka od medialnego szumu. Myślę, że nie byłam na to gotowa, bo zdecydowanie nie przeszło mi nigdy przez myśl, że mogę stać się obiektem zainteresowania. Nie nawykłam do takiego stanu rzeczy. Zresztą obawialiśmy się z Jamesem o reakcję na wieść, że ma żonę. Chciał mi zapewnić bezpieczeństwo.

No właśnie, jak to było z twoim życiem przed poznaniem sławnego męża? Wiemy jedynie, że pochodzisz z małej miejscowości, a z muzyką nie miałaś za wiele wspólnego.
Rzeczywiście, urodziłam się w małej miejscowości na terenie Walii. I masz rację, bo właściwie nie miałam z muzyką absolutnie nic wspólnego! A nawet przeciwnie, bo zajmowałam się jeździectwem. Szkolenie koni, plany o karierze sportowej, która jako jeden z wielu czynników wykurzyła mnie z Walii. Poza tym byłam raczej grzecznym dzieckiem, pomagałam rodzicom, całkiem dobrze się uczyłam. Ale też czasem dałam popalić rodzicom. (śmiech)

Opowiedz o tym! 
Widzisz, mieszkałam w dość sporym domu, w którym oprócz mojej rodziny mieszkało także moje wujostwo i liczne kuzynostwo. Miałam małe kuzynki i dwóch kuzynów w moim wieku, którzy zawsze coś zmalowali i oczywiście wciągali w to mnie. Podziwiałam ich inwencję twórczą, ale gdybym powiedziała, że sama nie produkowałam takich sytuacji, w których to oni obrywali, to byłoby to kłamstwo. (śmiech) Na szczęście wyrosłam z tego jeszcze przed moją wyprowadzką.

Niezłe było z ciebie ziółko! Wróćmy jednak do tematu. Opuściłaś rodzinne strony, ale nie tylko ze względu na karierę sportową. Jaki jeszcze był powód? 
Chęć usamodzielnienia się, co nie było takie proste w domu. Jestem jedynym dzieckiem moich rodziców i można powiedzieć, że mieli na moim tle bzika. (śmiech) Na szczęście bez większych problemów zaakceptowali moją decyzję i pozwolili mi na rozpoczęcie samodzielnego życia. 

Zdradzisz, dokąd się udałaś? 
Pozwolę sobie zostawić tą wiedzę dla siebie, bo to wciąż moje miejsce zamieszkania.

Wyjaśnij mi proszę. Jeśli dobrze rozumiem - przeprowadziłaś się w okolice Newcastle? Bo to przecież tam od jakiegoś już czasu mieszka twój mąż.
Tak, nie mylisz się! Traf chciał, że to właśnie tam poznałam Jamesa, co było całkowitym zbiegiem okoliczności.

Jak doszło do waszego pierwszego spotkania? Wiadomym jest, że na początku byłaś z Charlesem...
Jako pierwszego z braci poznałam Charlesa i to on zaprosił mnie do ich mieszkania. Wtedy mieszkali razem. Wystarczyło, że go zobaczyłam i zamieniłam z nim parę zdań, bym należała do niego. Niezwykły człowiek, zawsze taki był. Niemniej jednak parą zostaliśmy później, podczas trasy koncertowej.

To brzmi jak scenariusz z historii o wielkiej miłości, ale wasze życie nie było usłane różami.
Tak, niestety byliśmy ciut zbyt młodzi, by docenić to, co nam się trafiło jak ślepym kurom ziarno. Wszystko nabrało tempa, gdy, jak już wspomniałam, razem z zespołem pojechałam w trasę, wtedy zaszłam w ciążę i po dziewięciu miesiącach urodziłam naszą pierwszą córkę, Elyon. Wiele błędów popełniliśmy, które potem wpłynęły na naszą relację, ale i to udało nam się przetrwać i dzisiaj jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy trzy śliczne córeczki i poukładane życie.

Na pewno wszyscy wam tego sukcesu gratulują, jednak zastanawia mnie, jak radziłaś sobie z wizerunkiem Jamesa, który uchodził za tego, który żadnej nie przepuści.
Myślę, że to nie jest kwestia radzenia sobie. Bo szczerze mówiąc nie radziłam sobie z tym. Wychowana w małej miejscowości nie wyobrażałam sobie takiego scenariusza. Niemniej jednak wiedziałam, że mnie kocha, a ja nie potrafiłam żyć bez niego. I myślę, że to pozwoliło mi nad tym przeskoczyć, wybaczyć i spróbować ponownie, czego ani trochę nie żałuję. Ale nie myślcie, że tylko ja musiałam mu cokolwiek wybaczyć! Niestety sama mam na koncie powody naszych rozstań i ich przykre konsekwencje, więc wina leży zarówno po mojej stronie. Poza tym powody popełnienia tych błędów są o wiele bardziej złożone i wolę zbyt głęboko w nie nie wnikać, to zbyt osobisty temat.

Czy właśnie rozstanie było powodem waszego pobytu w szpitalu?
Niestety tak. Zarówno James jak i ja skończyliśmy w tym miejscu wyniszczeni psychicznie i fizycznie, potrzebowaliśmy pomocy lekarzy, by dojść do siebie po tym, co sami sobie zgotowaliśmy, ale nie ma tego złego, bo to właśnie tam w końcu doszliśmy do porozumienia i pogodziliśmy się. Aż trudno mi uwierzyć, że musieliśmy coś takiego przeżyć, by w końcu dojść do porozumienia, ale czasu nie da się cofnąć i naprawić tego, co już się wydarzyło. Zostaje cieszyć się tym, co jest i starać się, by więcej takie błędy nie miały miejsca.

A jak zareagowała twoja rodzina na twój związek z Jamesem? Wspomniałaś, że pochodzisz z małej miejscowości, a James jest dość kontrowersyjnym człowiekiem.
Nie będę tu oszukiwać - nie najlepiej. Moja matka okazała się być bardziej tolerancyjna od mojego ojca, co nie oznacza że w pełni zaakceptowała moją decyzję, więc moje relacje z rodzicami na pewien czas uległy ochłodzeniu, tak samo jak i ze znaczną częścią rodziny. Niestety, nie oparli się stereotypom i uprzedzeniom, bo dla nich wygląd Jamesa to problem nie do przeskoczenia, ale widzę, że im więcej daję im czasu na zaakceptowanie takiego stanu rzeczy, tym lepiej te relacje się układają. Choć do pełnego porozumienia jeszcze wiele brakuje.

Więc nie miałaś od nich stuprocentowego poparcia.
Niestety nie, nawet bym powiedziała, że w ogóle tego poparcia nie miałam i choć początkowo mnie to bolało i trudno mi było się z tym pogodzić, to nie potrafiłabym porzucić mojego szczęścia na rzecz zadowolenia kogoś innego i całe szczęście nie dałam się podpuszczać różnym namowom, by zmienić zdanie.

A jak z karierą sportową? 
Na ten moment w zasadzie nijak. (śmiech) I nie wiem, kiedy się nią zajmę. Był taki moment, kiedy planowałam z moim trenerem pierwsze starty w zawodach, mój koń był bardzo dobrze przygotowany, ja także byłam w dobrej formie, ale Ophelia postanowiła swoim pojawieniem te plany odsunąć w czasie. Na razie wciąż trwa trening konia, a ja powoli wracam do formy, choć w siodle jeszcze nie siedziałam po porodzie.

Zdradzisz, o jakich zawodach myślisz? Skąd ukierunkowanie na akurat ten sport i co to za koń, z którym chcesz podbijać świat jeździecki?
Ujeżdżeniowe. To mój cel od zawsze. Wiesz, te fraki, cylindry, pięknie prezentujące się konie i piekielnie trudne ćwiczenia, które wymagają ogromnej wiedzy i niebywale dobrego porozumienia między zwierzęciem a człowiekiem. Mam wrażenie, że porównanie do tajemnic alchemii jest tu najlepsze, bo to magiczna relacja. Hmmm... dlaczego ten sport... cóż, wychowałam się w otoczeniu koni, moja rodzina miała ich dość sporo, więc ta miłość do tych zwierząt narodziła się dość naturalnie. Zresztą podobno strasznie się upierałam już jako maluch, że ja będę jeździła, moim marzeniem był największy koń, jakiego mieli moi rodzice, wielki, czarny. Onyx miał na imię. I wyobraź sobie, że w końcu wymusiłam na ojcu przewiezienie mnie na nim, gdy miałam chyba... pięć lat? Wyglądałam na nim jak mrówka! (śmiech) i potem dopiero mieli przechlapane, bo nie chciałam o niczym innym słyszeć, tylko o jeździe na Onyxie. A mój obecny zwierz to siwy andaluzyjczyk, młody ale jak na swój wiek bardzo dojrzały i świadomy, więc praca z nim to przyjemność.

James wspiera cię w tych planach?
Jak najbardziej! Oboje się wspieramy w swoich przedsięwzięciach, co by to nie było. Chociaż wiem, że się o mnie boi, bo choć jest to piękny sport, to wciąż jest niebezpieczny i urazowy. Ale w końcu to daje mi szczęście, więc choć się boi, wspiera mnie nieustannie, za co jestem mu niezwykle wdzięczna.

Ale twoje plany to nie tylko jeździectwo, prawda? Prowadzisz również bloga, na którym piszesz o macierzyństwie, sprawdzonych przez ciebie kosmetykach, patentach na codzienne życie w domu... 
Tak, to prawda! Siedząc w domu z brzuchem w pewnym momencie miałam serdecznie dosyć bycia taką... nieprzydatną. Na początku ciąży tak nie było, ale im dalej, tym było z moją zdolnością do aktywności gorzej i musiałam coś zacząć robić, żeby nie zwariować. Zaczęłam przeglądać internet i zauważyłam, że kobiety często szukają porad odnośnie radzenia sobie w ciąży, z dziećmi, z kosmetykami, z ciuchami ciążowymi i nie tylko, z ćwiczeniami jakimikolwiek i pomyślałam... a może warto podzielić się swoimi doświadczeniami? Na tamten moment miałam już dwie córki na świecie, więc doświadczeń z nimi załapałam co nie miara. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Teksty, które pisałam znalazły wiele odbiorczyń, które nawet pisały do mnie z prośbą o opinię na jakiś temat, z podziękowaniami za rady, które okazały się być przydatne. Moje zdziwienie nie miało granic i tak to się do teraz toczy.

Masz jakieś konkretne plany odnośnie tej działalności?
Planuję rozpocząć cykl tekstów na temat zdrowia, które mamy tylko jedno i należy zwracać na nie uwagę. Wiele kobiet ignoruje swoje problemy, bo nie ma czasu, bo się nie chce czegoś z tym zrobić albo w sumie nie uważają, by dolegliwości były na tyle ciężkie, by powinny się tym przejąć, a jednak może to zaważyć na ich zdrowiu a nawet życiu. Ale to nie są moje jedyne plany. Pozwolę sobie na ten temat odpowiedzieć milczeniem. Już wkrótce sami zobaczycie.

A więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć ci sukcesów i szczęścia w życiu osobistym!
Bardzo dziękuję.

Wstała i uścisnąwszy dłoń kobiecie, z którą jeszcze przed chwilą rozmawiała, opuściła studio.
rodzina & miłość
RODZICEDaniel i Isabelle Pirce
RODZEŃSTWOBrak
DZIECIElyon i Leilani
DALSZA RODZINABrak
STATUS ZWIĄZKUMężatka
PARTNERJames Moore
BYLI PARTNERZYCharles Moore, Ian Blackmore
osobowość
TYP OSOBOWOŚCIEkstrawertyczka
ZABURZENIABrak
PRIORYTETYRodzina
GRUPYWenus, Jupiter i Neptun


kilka słów więcej...
Elena została wychowana na twardą babę. Nauczono ją radzenia sobie z problemami i jest przekonana, że nie ma rzeczy nie do przeskoczenia, chociaż były już sprawy, które ją konkretnie przybiły, jak cierpienie przez Charlesa i strach o porwaną przez niego córkę. Zawsze stara sobie radzić z problemem, czy jakąkolwiek trudniejszą sytuacją sama, ale posiada zdrowy rozsądek i kiedy problem przerasta jej możliwości zwraca się po pomoc. 
To typowa optymistka, która we wszystkim doszukuje się plusów, chociaż nie patrzy na świat przez różowe okulary. Twardo stąpa po ziemi, myśląc o konsekwencjach swoich poczynań. Odpowiedzialna dziewczyna, która nie boi się przyjąć na klatę tego, co daje jej los. 
Zazwyczaj pogodna osóbka, która lubi się śmiać, żartować i wygłupiać. Porównywana czasami do chochlika, którego wszędzie pełno, lub też kojarzona z Bambi. Mimo wieku nie straciła nieco dziecięcej, beztroskiej radości, chociaż przez swoje przeżycia jest zdecydowanie poważniejsza i bardziej ogarnięta. Ot, dorosła wreszcie, przyszedł na to czas. Niemniej obok głośnego, szczerego śmiechu należy wymienić jej prostolinijność, gdyż wciąż potrafi walnąć coś prosto z mostu, nie owijając tego w bawełnę czy bardziej delikatną otoczkę. Wszystko zależne było od sytuacji, w jakiej akurat się znalazła. 
Kiedy spotyka kogoś nowego nigdy nie ocenia go po wyglądzie czy pierwszym wrażeniu. Uważa, że aby móc cokolwiek powiedzieć o drugim człowieku należy go najpierw lepiej poznać, by nie skrzywdzić go pochopną opinią. Jest więc zawsze uprzejma i miła, chociaż bez wahania jest w stanie odgryźć się kąśliwą uwagą w obronie swoich bliskich dosłownie każdemu. Dla niej nie ma ludzi ważniejszych od jej rodziny i jeśli ktokolwiek zrobi cokolwiek, co uwłacza jej najbliższym, potrafi zmienić się nie do poznania. Jej oczy w takiej sytuacji ciskają gromy i całą sobą pokazuje, co myśli.
Jest miła, kulturalna i naprawdę kochana, ale do czasu, aż ktoś nie nadepnie jej na odcisk. Wówczas jest bardzo złośliwa i wredna. Odznacza się przy tym odwagą, bowiem nie boi się ani wyzwań, ani starć, czego dowiodła uderzając w twarz Jamesa i Georga, targana w owczas silnymi emocjami. Mało rzeczy jest w stanie ją przestraszyć, a najbardziej boi się straty bliskich, którzy są dla niej absolutnie wszystkim i o których zdolna jest do podjęcia walki do ostatniej kropli krwi. 
Jest też bardzo cierpliwa, o czym mógł się przekonać nie tylko sam Charlie, ale i bliscy z ich otoczenia, jak chociażby James. Szczególnie dla dawnego ukochanego miała prawie niewyczerpane pokłady cierpliwości i jest w stanie znieść niezwykle wiele. Ale nawet jej kończą się kiedyś jej zasoby i w jednym jedynym przypadku tak się właśnie stało.
Prócz tego jest kochającą matką i żoną, która dba o wszystkich domowników, poświęcając się dla ich dobra. 
Obok najbliższych szczególną miłością darzy wszystkie zwierzęta, co jest oczywiste z racji jej zawodu. Od zawsze wolała z nimi pędzać czas, niż w towarzystwie ludzi, co odrobinę zmieniło się z biegiem czasu. One są w jej pojęciu jak dzieci, które potrzebują uwagi, miłości i dobroci. Są tak samo niewinne, a przy tym odwdzięczają się za każdy dobry czyn tym samym, a nawet dają z siebie więcej. Z tego powodu nie powinien zaskakiwać także jej ukochany sport, jakim jest jazda konna od najmłodszych lat. Oddaje się temu zajęciu w pełni, a dzięki czasowi spędzonemu na przejażdżce zapomina o wszelkich problemach. To najlepsza forma relaksu, jakiej doświadczała, oczywiście obok czasu spędzanego z rodziną.
ciekawostki
Kiedy lekko się uśmiecha ku górze wędruje bardziej prawy kącik jej ust i jeśli unosi jedną brew, to zawsze tylko prawą.
Na lewej kości policzkowej ma znamię, które nie rzuca się bardzo w oczy, pod makijażem ciężko je dojrzeć komuś, kto nie przygląda jej się uważnie.
Gdy mruży oczy częściej podciąga ku górze dolne powieki, niż mruży je obie. Chyba, że bardzo jasne światło wybitnie jej przeszkadza, wówczas mruży także górną.
#2 (08.05.2016, 00:13 )

karta zaakceptowana
witamy na forum





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości