welcome to
Yellowlair Oats



#1 (12.05.2016, 19:33 )

<div class="tematowe"><center>Dark Gate<br><br><img src="http://i.imgur.com/8dQJqF9.jpg" style="width:300px; border: 10px solid rgba(209, 185, 168, 0.48)"></center></div>
#11 (12.05.2016, 19:35 )

Polecenie tylko dodało im napędu. Jeden z nich stanął nad Ianem i wymierzył mu kilka silnych ciosów w twarz. Inny zaś zadawał kolejne kopniaki, produkując ogromnego krwiaka na udzie blondyna i łamiąc mu już drugie żebro, bowiem pierwsze łamał mu jego kolega zanim zmienił miejsce okładania. Nerkom też się konkretnie dostało i chociaż nie miał dokładnie świadomości, co mu zrobił, na pewno stłukł mu konkretnie kończyny. Zorientowali się, że jest nieprzytomny, więc przestali.
- Stracił przytomność - zakomunikowali, odsuwając się od Iana.
#12 (12.05.2016, 19:35 )

Harry włóczył się bez celu po Yellowlair Oats, nie mogąc wysiedzieć w domu spokojnie w jednym miejscu. Odkąd poznał Christine i miał kilka ciekawych projektów przed sobą, ciągle go nosiło i nie był w stanie nad tym zapanować. Może zachowywał się skrajnie nieodpowiedzialnie, zapuszczając się aż do Sullen Hides, ale zwyczajnie mu się znudziły ładne parki i skwery. Za miasto wychodzić nie chciał, więc dał się ponieść nogom i tak oto znalazł się w brzydkiej, ponurej dzielnicy, której oglądać nie lubił. Zamierzał więc ją zwyczajnie minąć, szybko oddalając się w stronę najbliższego skrótu do centrum, ale wówczas usłyszał charakterystyczne dźwięki. Stękania, głuche, częste uderzenia, które niosły się echem po uliczce złożonej z ciasno skupionych kamienic. Nie chciał się mieszać w jakieś porachunki, ale ciekawość i chęć pomocy nakazała mu chociaż zerknąć, czy powinien przynajmniej zawiadomić policję albo karetkę. Wówczas też te odgłosy ucichły, jedynie było słychać, że ktoś się odezwał, ale Harry nie był w stanie go zrozumieć. Wychylił się więc lekko zza ściany kamienicy i wtedy zobaczył cienie trójki ludzi. Normalnie nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że nie szło przeoczyć też kształtu leżącego na ziemi. Nieruchomy kształt był z pewnością człowiekiem, to nie ulegało wątpliwości. Tylko cholera... co, jeśli oni go zabili? On nie miał żadnych szans w starciu z dwoma szafami pokroju ochroniarzy, nie wspominając o trzeciej postaci, więc musiał zadziałać inaczej. Wykręcił więc szybko numer na policję i poczekał na zgłoszenie się kogoś z posterunku.
- Chcę zgłosić pobicie w Sullen Hides. Brama głównej ulicy. Tak, Gray Street. Proszę się pospieszyć, sprawcy wciąż są na miejscu - podał szybko, ale głośno i wyraźnie, by na pewno było go słychać. Zgłosił, co zaszło, a teraz musiał jak najszybciej znaleźć się przy poszkodowanym, żeby sprawdzić, czy konieczne jest wezwanie karetki.
Nigdy w życiu nie był w podobnej sytuacji i mógł tylko dziękować Bogu, że wyrósł z dziecięcej brawury i głupoty, bo teraz realnie ocenił swoje siły i wybrał najbardziej bezpieczne wyjście z sytuacji. Sam był bezpieczny, bo echo uniemożliwiało zlokalizowanie jego osoby, a z pewnością tym nastraszy tych kretynów i będzie mógł spokojnie zająć się człowiekiem, który leżał na ziemi. Miał tylko ogromną nadzieję, że jego plan wypali, bo inaczej będzie źle, nim policja się zjawi. Nawet nie wiedział, gdzie mógłby się usunąć, żeby go nie dojrzeli, gdyby jednak się kapnęli, gdzie jest.
#13 (12.05.2016, 19:36 )
It's time to reflection. Time to think. Time to have another drink.

Charles patrzył na leżącego na ziemi Iana i miał na twarzy taką dumę, że aż ciężko było to opisać. Wreszcie patrzył na niego powalonego na glebę, nieprzytomnego i zupełnie bezbronnego! Nareszcie, ten pierwszy raz od lat to Charles miał przewagę nad Ianem. Ciągle słuchał, że jest tym gorszym gitarzystą, że powinien być w tle, że jest tylko małym pierdkiem w porównaniu z Ianem i jego talentem. Potem dziewczyna odeszła od niego do tego lalusia... Później okrzyknięto go w mediach agresywnym wariatem, gdy chciał powiedzieć im co myśli na MTV EMA... Ian był autorem pasma jego porażek. Teraz wreszcie role odwróciły się, chociaż na chwilę.
- Co z tego, jeszcze mu dopier... - zaczął w odpowiedzi, ale wtedy usłyszał czyjś głos. Kurwa, mać, ktoś wzywał policję! Charles rozejrzał się z przerażeniem, lecz nikogo nie zauważył. To był dla niego oczywisty sygnał, że trzeba uciekać. - SPIERDALAMY!
Zanim rzucił się od ucieczki w popłochu, trochę wystraszony i z bijącym sercem kopnął jeszcze Iana w głowę, choć zrobił to trochę niedokładnie - ale na pewno blondynowi się oberwał. Nie mógł się powstrzymać, by tego nie zrobić, ale był to błąd, bo przez chwilę został dłużej na widoku i ten ktoś, kto wezwał policję, mógł go zauważyć. Następnie uciekł stąd czym prędzej, w popłochu wręcz potykając się o własne nogi.

zt
#14 (12.05.2016, 19:36 )

Harry natomiast nie miał w ogóle świadomości, czego był aktualnie świadkiem. A właściwie czego skutku był świadkiem, bo samego pobicia nie widział. Ledwie słyszał odgłosy tego, co tu zaszło, ale dobrze przez to wiedział, co się stało i obawiał się, że mógł nie zdążyć z pomocą. Ten człowiek... on leżał nieruchomo, ale na szczęście te osiłki na dźwięk jego głosu zaczęły uciekać, więc bez wahania wyskoczył zza muru i spojrzał, kto to był. Jakie było jego zdziwienie, kiedy zobaczył, jak jedna z tych osób jeszcze sprzedała kopa człowiekowi leżącemu na ziemi i rozpoznał w niej Charlesa. To był na sto procent on! Ten zarost, włosy, profil... Nie mógł go pomylić, za dobrze go znał. Co on tu robił, do cholery? Niebawem miał się dowiedzieć, kiedy szybkim krokiem, niemalże biegiem dotarł na miejsce. Pochylił się nad zakrwawioną na twarzy postacią i najpierw, nim zabrał się za identyfikację twarzy, zerknął na ruchy klatki piersiowej. Dobry Boże! On oddychał!
- O kurwa... czekaj, zaraz ci pomogę - szepnął i odblokował trzymany w dłoni telefon. Wybrał numer pogotowia i podał im dokładne dane dotyczące miejsca i stanu poszkodowanego. Skoro żył, to Harry nie powinien nic przy nim robić i poczekać na karetkę, bo nie miał pojęcia, co mu było. A jeśli ma coś połamane? Krwotok? Wolał się nie brać za nic, co mogło bardziej zaszkodzić niż pomóc. Skończył rozmowę i właśnie wtedy jego wzrok padł na twarz tego człowieka i gdy w cieniu zauważył, że ten ktoś ma dziwnie charakterystyczne blond włosy... W dodatku ubiór także nie należał do zwyczajnych... Zalana krwią z łuku brwiowego twarz była cała brudna i ciężko było w cieniu rozpoznać, kto to jest, ale kiedy poświecił wyświetlaczem telefonu... Prawie dostał zawału. Aż go posadziło na ziemi na pośladki, gdy z szoku nie utrzymał w przykucnięciu równowagi - Dobry Boże... Ian...
Nie miał żadnych wątpliwości. Zbyt dobrze znał tego człowieka, by mógł go nie poznać. Otrząsnął się i skupił na tym, co powinien teraz uczynić. Nie miał telefonu do Eleny, ale miał do Jamesa i była to jedyna znana mu osoba, którą znali oboje. Od razu znalazł do niego numer i wykręcił, by przekazać mu wiadomość o pobiciu Iana. Niedługo po tym pojawiła się policja i karetka, a gdy ratownicy medyczni dopadli do chłopaka, Harry pozbierał się i ruszył ku nadchodzącemu policjantowi, by złożyć zeznania. Podał od razu tożsamość blondyna i wciąż w ciężkim szoku przysiadł na masce radiowozu. Był tak skołowany, że na razie na więcej nie było go stać.
#15 (12.05.2016, 19:36 )

Tymczasem ratownicy medyczni przenieśli Iana nosze i przenieśli do karetki. Natychmiast ruszyli zapamiętując nazwisko Jamesa Moore'a podane przez Harry'ego na odchodne jako osoby, która się w sprawie blondyna skontaktuje i na sygnale odjechali do szpitala.
Policjanci zaś zebrali od Harry'ego zeznania i zaproponowali podwiezienie do centrum, z czego oczywiście skorzystał. Był w takim szoku, że chciał jak najszybciej ochłonąć w spokoju i potem zorientować się w stanie muzyka.

[zt wszyscy]
#16 (22.11.2016, 20:36 )

Ethan od dawna nie zapuszczał się w miejskie tereny, więc każdy jego kroczek był przepełniony ostrożnością, może nawet przesadną. Kiedyś czuł się tutaj jak w domu, znał wszystkie te okolice i wiedział, dokąd może udać się bez obaw o siebie, a w jakie rejony miasta lepiej nie zapuszczać się samotnie, bez człowieka. Nie chciał wylądować w schronisku, więc brak obroży czy jakiegoś innego śladu, iż posiada on właściciela, sporo komplikowała w jego życiu. Cóż, najwięcej komplikował właśnie ten brak człowieka... owczarek z zazdrością patrzył na innych czworonogów, swoich znajomych z dziecięcych lat, którzy dumnie kroczyli u boku ludzi lub nosili na szyjach obroże. On nie miał tyle szczęścia, dlaczego?
Ostatnio wyautował się nieco z miejskich okolic. Cięzko tu było znaleźć jedzenie, a grzebanie w śmietnikach go nie zadowalało - choćby nie wiadomo jak się starał, zawsze i tak chodził głodny. W końcu oddalił się od miasta, zaczął włóczyć się po pobliskich wioskach i tam podjadać zwierzakom z misek, ciesząc się, że niektórzy ludzie wciaż trzymają na podwórkach psy oraz ich pożywienie. Zdarzyło mu się też czasem trafić na litościwego dwunoga, który rzucił mu co nie co na ząb. Ale ile można było tak żyć? Na wsi Ethan nie miał żadnej szansy na znalezienie takiego domu, jaki by go zadowalał. Nie chciał stać przy budzie, uwiązany na łańcuchu, żeby szczekać na przechodniów. Nie na takiego psa został wychowany. Co mógł więc zrobić? Pozostało wrócić do miasta, co po paru miesiącach uczynił. Pierwsze kroki postawił w Sullen Hides, pamiętając, że jest to okolica, w której kręci się sporo bezpańskich zwierząt, a ludzi nie przychodzi zbyt wielu. Tu mógł spokojnie oswoić się na nowo z miejskim światem, wdrożyć w niego. A może spotka jakiegoś zwierzaka, który powie mu, co wydarzyło się pod jego nieobecność? Tutaj miał na to dużo większą szansę niż w innych rejonach Yellowlair Oats.
#17 (30.11.2016, 17:09 )

Ignorantia iuris nocet, jak mawiali starożytni Rzymianie, ale nie tylko nieznajomość prawa jest szkodliwa. Każda nieznajomość i niewiedza może doprowadzić do problematycznych sytuacji i o tym właśnie teraz przekonywała się Ochiyo, która trafiła w dziwne miejsce, do którego nie planowała się wybierać i teraz odczuwała narastającą obawę o własną skórę. Dziewczyna wyszła na spacer. Zwykły spacer, który miał pomóc jej w zaaklimatyzowaniu się w nowym miejscu zamieszkania. Udała się do centrum miasta, aby obejrzeć witryny sklepowe i lokale, w których można miło spędzić czas przy kubku kawy czy dobrym ciastku. Później uznała, że pogoda jest całkiem przyjemna, miasto wpadło jej w oko i stwierdziła, że można wybrać się jeszcze dalej i w ten oto sposób zawędrowała do Sullen Hides. Nie znała tej okolicy ani w ogóle miasta, więc nie miała pojecia, że zbliża się do nieprzyjemnego regionu, który lepiej jest omijać.
Zorientowała sie, że nie powinna tu przychodzić, ale już po czasie. Atmosfera zgęstniała, ulice stały się jakby ciemniejsze, bardziej ponure i zimne, a zarazem zaniedbane. Ochiyo zauważyła to dość późno, kiedy znalazła się głęboko w sercu mało sympatycznej dzielnicy. Zlękła się, ale co mogła poradzić? Nic, tylko zatrzymać się i rozejrzeć. Miała przy sobie telefon, w którym mogła sprawdzić drogę powrotną do domu, jednak zauważyła w pobliżu kilku podejrzanych typków. Niby rozmawiali razem i śmiali się przy butelkach piwa i chyba jej nie zauważyli, ale miała pewną obawę przed wyjmowaniem kosztownego smartfona na ich oczach. Zaraz... w którym miejscu ona skręciła, że tu trafiła? Musiała sobie przypomnieć, najlepiej jak najszybciej. Czuła się zaniepokojona tym miejsce.
#18 (03.12.2016, 17:22 )

Sullen Hides to rzeczywiście nie jest dobre miejsce dla ludzi, a już na pewno nie dla młodych dziewcząt, które nie są w stanie obronić się przed ewentualnym niebezpieczeństwem i Ochiyo fatalnie trafiła. Jednak poza mieszkańcami tej dzielnicy i osobami, które nie boją się spotkać grupki niebezpiecznych dresow, którzy „grzecznie” poproszą o telefon i portfel, to miejsce przyciągające także zwierzęta. Szczególnie bezpańskie psy, takie jak Ethan. Młodego owczarka australijskiego od dawna nie było w Yellowlair Oats, ale spędził w tym mieście tak wiele miesięcy, że nadal bardzo dobrze pamiętał jego zakamarki oraz te miejsca, gdzie może czuć się swobodnie i nie musi bać się, że ktoś zgarnie go do schroniska albo wygoni go w brutalny sposób.
Trudno powiedzieć, czy obecność Ethana będzie dla młodej dziewczyny pocieszająca, ale on na widok Ochiyo się ucieszył. Szedł akurat brzegiem chodnika, gdy dostrzegł w bramie osobę, która jego zdaniem wcale nie pasowała do tego miejsca. Po jej mowie ciała i zachowaniu, emocjach, jakie od niej biły dało się (szczególnie psu, wyczulonemu na sferę emocjonalną człowieka) wyczuć, że pasuje do tej okolicy i nie czuje się tutaj pewnie. A może nawet się czegoś boi?
Ethan lubił ludzi. Bał się większości z nich, ale zarazem ich lubił, więc widząc, że Ochiyo jest wystraszona, od razu machnął ogonem i przyspieszył kroku, żeby w swój psi sposób ją pocieszyć. Nie obawiał się. Ludzie pozbawieni pewności siebie nie są niebezpieczni – tak wynikało z jego życiowych obserwacji. Cichym, psim krokiem dotarł do młodej dziewczyny i zatrzymał się przy jej nodze. Ostrożnie, delikatnie, ale zarazem trochę z zaskoczenia trącił nosem palce jej dłoni. Merdał łagodnie ogonem. Podniósł na jej twarz wzrok swojego jedynego, błękitnego oka.
#19 (12.12.2016, 14:39 )

Problemem Ochi nie było tylko to, że trafiła w nieprzyjazną część miasta. Gdyby chodziło jedynie o to, od razu by zawróciła i szybkim, pewnym krokiem wróciła do domu, a lekcją z tego spaceru byłoby, żeby nie zakręcać w te konkretne uliczki, które doprowadziły ją do nieprzyjemnego Sullen Hides. Dla niej największym problemem było teraz to, że nie wiedziała jak wrócić do domu. Wszystkie ulice i zakręty wyglądały tak samo, a ona nie uważała za bardzo podczas spaceru. Mogła sprawdzić kierunek w telefonie i to by zajęło jej najwyżej minutkę, ale miała poważny dylemat: wyjmować telefon czy nie? Jeśli ktoś ją z nim przyuważy, walnie czymś twardym w głowę i ukradnie jej komórkę? Okolica wyglądała na sprzyjającą takim wypadkom.
Kiedy jest się w sytuacji zagrożenia (lub po prostu ma się pewne obawy), większość ludzi reaguje wzmożoną pracą zmysłów i ostrożnością. Nic nie jest w stanie ich przestraszyć czy zaskoczyć, bo zwracają uwagę na każdy szmer czy mignięcie jakiejś postaci w kącie pola widzenia, a nawet wyolbrzymiają wszystko, co widzą i słyszą do wielkich rozmiarów, napędzając w sobie coraz większy strach. Cóż... większość ludzi tak. Nie Ochiyo. Dziewczyna w takich momentach czasami się gubiła, zupełnie jak teraz i sporo bodźców zewnętrznych umykało jej uwadze. Dlatego dała się zaskoczyć owczarkowi, którego ani nie zauważyła, ani nie usłyszała, chociaż tupot psich łap i drapania psich pazurków po twardej kostce brukowej jest słyszalny i charakterystyczny. Poczuła nagle, że coś tknęło ją w dłoń i wtedy serce podskoczyło jej do gardła i od fali przerażenia, która ją zalała, całe jej ciało aż podskoczyło.
- O Boże! - wyrwało jej się. Gwałtownie się odwróciła i spojrzała w dół, a tam...
Pies. Zwyczajny pies, nawet ładny. Wyglądał na rasowego i nie przejawiał żadnych znamion agresji. Przeciwnie, robił wrażenie łagodnego zwierzaka, a ruch jego ogona wskazywał, że ma przyjacielskie zamiary. Jego widok jakoś dodał dziewczynie otuchy.
- Piesku, a co ty tu robisz? - zapytała łagodnie. Rozejrzała się nerwowo, ale nikogo w pobliżu nie było. Ukucnęła przed psem.
#20 (17.12.2016, 16:49 )

Zauważył, że dziewczyna wystraszyła się jego śmiałego podejścia i poczuł się tym troszkę speszony. Nie chciał się skradać i nikogo straszyć, o nie! On lubił ludzi i nie chciał nigdy, żeby ktoś się go wystraszył! Już zdażył zauważyć, że sporo ludzi się go boi, chociaż on nie rozumiał, dlaczego. Był tylko psem, w dodatku o sympatycznym podejściu i przyjaznym wyglądzie. Nie przyszło mu do głowy, że problemem były jego gabaryty: Ethan nie był może powalająco wielkim psiskiem, jak potężne owczarki niemieckie, rottweilery czy labradory, ale też był duży i to mogło wzbudzać obawy osób, które go nie znały. Jednak on tego nie rozumiał...
Na szczęście dziewczyna się nie wystraszyła tak na dłuższą metę. Ktoś inny może by się oddalił, cofnął i co najważniejsze, dałby wyczuć psiakowi, że się go obawia. Ona nie. Przynajmniej nie wyglądała na przestraszoną dłużej jego zbliżeniem się do niej i to go bardzo ucieszyło. Przeciwnie, odezwała się do niego w taki łagodny i miły sposób! Ethan od razu zamerdał mocniej ogonem i znowu przysunął pyszczek do jej dłoni, chcąc obwąchać ją i poznać jej zapach.
Gdyby tylko mógł powiedzieć jej, co tutaj robi! Że jest sam, nie chce spędzić na ulicy zimy i szuka domu! Może by go przygarnęła? Albo chociaż dała coś do jedzenia? Pomogłaby mu znaleźć dom? Aussie tak potrzebował ludzkiej pomocy i miłości... a był sam. Zupełnie. Nigdy nie miał domu i chociaż był oswojony z ludźmi i pozytywnie do nich nastawiony, to mogło rzucić się w oczy: jego sierść była troch zaniedbana, na szyi natomiast nie było obroży.





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości