welcome to
Yellowlair Oats



#61 (03.12.2016, 21:46 )

Ochiyo tak bardzo nie miała nic do roboty i nudziła się w Yellowlair Oats, że wolne chwile, gdy była ładniejsza pogoda, poświęcała na bezcelowe włóczenie się po mieście i poznawanie jego zakamarków. Kiedy mogła, wyjeżdżała od Newcastle, żeby spotykać się ze znajomymi, których tam zostawiła i ubolewała, że jest tutaj zupełnie sama. Nie należała do szalenie towarzyskich ludzi i obawiała się, że będzie mieć problem z nawiązanie nowych znajomości, dlatego obiecała sobie, że będzie pielęgnować stare przyjaźnie i nie zerwie kontaktu mimo wyprowadzki. Nie wyjechała na drugi koniec kraju, tylko kilkadziesiąt kilometrów stąd i nawet połączenie autobusami miała idealne, żeby bardzo szybko dojechać do Newcastle Upon Tyne i spędzić popołudnie z przyjaciółmi.
Tyle że nie zawsze się tak dało, a ona też nie lubiła włóczyć się zbyt często daleko od miasta, więc najczęściej popołudnia spędzała sama. Przedpołudnia to był czas, gdy siedziała w domu i zajmowała się swoim małym braciszkiem, ale dziś ojciec malucha został z nim, więc miała wolne i mogła wyjść sama. Zresztą nie chciała siedzieć z nim w domu, bo wyjątkowo tego faceta nie lubiła.
I tak sobie spacerowała. A to w lewo. A to w prawo. A to w jeszcze inną stronę. Nie było to pasjonujące zajęcie, ale przynajmniej poznawała różne zakątki centralnej części Yellowlair Oats i zapamiętywała, gdzie czego szukać. Już wiedziała, gdzie jest sklep zoologiczny, poczta, apteka, kilka kawiarenek i centrum handlowe. Właśnie mijała witrynę sklepu z artykułami papierniczymi i szkolnymi, kiedy zauważyła, że na ziemię upadł portfel jakiejś młodej dziewczynie, która właśnie z niego wyszła. Zdaje się, że nieznajoma nie zauważyła tej straty i poszła przed siebie. Ochiyo rozejrzała się i gdy zobaczyła, że nikt więcej nie zauważył, że ciemnowłosa zgubiła portfel, podniosła go i pospieszyła za nią.
- Hej, zaczekaj! - zawołała. Przyspieszyła krok, żeby ją dogonić. - Wypadł ci portfel!
Miała nadzieję, że nie oberwie jej się za wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Rózne rzeczy się zdarzają. Raz zwróciła uwagę jakiemuś mężczyźnie w sklepowej kolejce. Wsunął portfel do tylnej kieszeni tak, że się wysuwał i prawie wypadł. On w podziękowaniu za to zmierzył ją morderczym wzrokiem i na oczach jej oraz innych klientów przejrzał portfel, jakby chciał sprawdzić, czy Ochiyo niczego mu nie ukradła. Nie ma to jak ludzka wdzięcznośc. Nie chciała takich nieprzyjemności drugi raz.
#62 (05.12.2016, 17:17 )

Zgubienie portfela oczywiście umknęło jej uwadze. Dziewczyna miała dość pokaźną reklamówkę pełną artykułów papierniczych i była pochłonięta zastanawianiem się, czy na sto procent kupiła wszystko, o co prosiły ją dziewczynki, więc miała ograniczoną percepcję. Skupiła się po prostu na swoich myślach, a w takich momentach zdarza się, że coś się przeoczy... nawet często się tak zdarza, a przynajmniej jej, bo z podzielną uwagą Roxanne bywało różnie i w niektórych momentach nie funkcjonowała jak powinna. Nastolatka mogła oglądać telewizję, czytać coś czy wykonywać jakieś domowe czynności, jednocześnie z kimś rozmawiać i zerkać na dzieci, czy nie robią głupot, ale kiedy zaczynała jakiś korytarz myślowy i się w niego zagłębiała, zdarzało jej się wyłączyć. Poza tym prawdopodobnie by nie zauważyła, że portfel jej wypadł, nawet gdyby nie była zamyślona. Wysunął się miękko, ześlizgnął po reklamówce poza jej polem widzenia i tak samo miękko i cicho pacnął na chodnik. A Roxanne miała w nim sporo pieniędzy, wszystkie dokumenty, takie jak dowód osobisty czy prawo jazdy, kluczyki do jednego z obrzydliwie drogich samochodów Jamesa, wszelkie karty biblioteczne, okresowe bilety autobusowe i inne wartościowe drobiazgi, których odzyskanie czy załatwienie duplikatów kosztowałoby ją dużo zachodu. Możliwe, że znalazłby się ktoś, kto by wziął ten portfel i oddał w stanie nienaruszonym, ale to mało prawdopodobne, kiedy już właściciel oddali się i nikt nie widzi go w pobliżu. Prędzej by go znalazła kilka dni później w skrzynce na listy, oczywiście bez pieniędzy i innych wartościowych rzeczy, z których można zrobić jakiś użytek.
Usłyszała wołanie, jednak na początku pomyślała, że to nie do niej. Obejrzała się dopiero kiedy dostrzegła, że nikt inny się nie zatrzymuje na wołania jakiejś dziewczyny. Wtedy zatrzymała się ze zdumieniem... cholera, ona miała w ręku jej portfel! Poznała od razu, bo był on dość charakterystyczny: obity biało-czarnym futerkiem jak z maskotki, co sprawiało, że wyglądał jak puchata krówka, nawet miał krowi łebek. Trochę dziecinny, ale bardzo rzucał się w oczy. Od razu zajrzała do swojej torby sprawdzić, czy to na sto procent jej i poczuła, że serce podchodzi jej do gardła, gdy zobaczyła jego brak. Boże drogi, gdyby tu i teraz zgubiła go na dobre... nawet nie chciała o tym myśleć.
#63 (23.12.2016, 15:52 )

Ochiyo odetchnęła z ulgą, że dziewczyna zareagowała na jej wołania. Gdyby tego nie zrobiła, Azjatka zostałaby zmuszona do poszukania jej w jakiś inny sposób... W końcu nie do pomyślenia by było, że mogła by zostawić ten portfel tam, gdzie upadł i nie robić sobie więcej kłopotów, prawda? Bo tak, odnalezienie właściciela zgubionego portfela może zrobić się bardzo kłopotliwe, gdy ów właściciel jest obcy i zniknie z oczu, jak ta dziewczyna mogła zniknąć z zasięgu wzroku Ochiyo. To zmuszało do zajrzenia do wnętrza portfela, czego ona bardzo nie chciała robić. Zajrzeć do środka, poszukać dokumentów i grzebać się w nich, może też przypadkiem znaleźć jakieś karty kredytowe? Później odszukać po adresie właściciela. A co, jeśli nie mieszkał pod adresem podanym w dowodzie osobistym? Wtedy może zrobić się problem i trzeba szukać w inny sposób, na przykład w internecie. Albo zawiadomić o znalezieniu policję. A jeśli w środku by była jakaś duża gotówka? Albo kluczyki do samochodu? Czy coś innego bardzo wartościowego? To ogromna odpowiedzialność, gdy wchodzi się w posiadanie wartościowych przedmiotów człowieka zupełnie obcego. A gdyby po oddaniu portfela jego właściciel stwierdził, ze coś z niego zginęło? To było niemożliwe, gdyż Ochiyo nie wyobrażała sobie ukraść komuś nawet pensa, ale ktoś mógł tak powiedzieć i narobić jej problemów. Nie, zabieranie cudzego portfela do domu to za duże ryzyko. Gdyby dziewczyna się nie zatrzymała, Ochi od razu by poszła z nim na policję, aby pozbyć się kłopotu. Ale policja zajmuje się takimi drobiazgami?
Lecz nie ma co się zastanawiać. Grunt, że nieznajoma usłyszała jej wołanie. Ochiyo dosłownie pobiegła do niej truchtem. Widziała po drodze, że ciemnowłosa dziewczyna zagląda do swojej torby i mina robi jej się nietęga. Musiała się zorientować, że faktycznie brakuje jej portfela. Po chwili Ochi znalazła się przed nią. Wyciągnęła do niej dłoń z portfelem.
- Proszę - powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. - Widziałam jak ci wypadał.
Co za szczęście, że ją zatrzymała! Zauważyła, że dziewczyna jest młoda i Ochi strzelała, że w podobnym wieku do niej, choć wyglądała na poważniejszą. I była naprawdę bardzo ładna.
#64 (15.01.2017, 16:26 )

Roxanne będzie tej dziewczynie wdzięczna za to znalezisko przez długi, długi czas! Dziewczyna miała jakiś głupi i zupełnie niepotrzebny talent do gubienia tego nieszczęsnego portfela i mogła sobie tym ostro napytać biedy, gdyby nie znalazł się ktoś o dobrym sercu, kto to znalezisko znajdzie i odda w stanie nienaruszonym. Nie chciała nawet myśleć co by było, gdyby tego portfela nie odzyskała! Mogła mieć z tego powodu bardzo poważne konsekwencje, ale teraz nie była w stanie dalej o tym rozmyślać, gdy na szczęście już portfel odzyskała i nie musiała się tym martwić. Później będzie sobie wyrzucać, że postąpiła nieodpowiedzialnie i przez własne roztrzepanie mogła stracić portfel z całą jego zawartością.
Teraz poczuła tylko wszechogarniającą ulgę i wdzięczność do tej dziewczyny, która go znalazła i postanowiła mu go natychmiast, bez zastanowienia i bardzo uczciwie oddać. Wielkie szczęście, że Rox ze swoim roztargnieniem trafiła na kogoś takiego jak ona!
- Bardzo ci dziękuję. Życie mi uratowałaś - powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy. - Mam w nim tyle ważnych rzeczy, że boję się pomysleć co by było, gdybym go zgubiła.
Nie wiedziała, co może jeszcze powiedzieć. Była tej dziewczynie bardzo wdzięczna i zdaje się, że bez porywania się przez Roxanne na okrągłe zdania było to widać gołym okiem. Od razu rozsunęła suwak w torebce i włożyła do niej portfel. Tym razem zrobiła to bardzo ostrożnie, żeby nie powtórzyć swojego błędu sprzed chwili. Człowiek mądry po szkodzie, chociaż Roxanne miała wielkie szczęście, że tym razem obyło się bez szkody. Zasunęła torebkę bardzo uważnie. Jedno już wiedziała: więcej nie będzie chować portfela od niechcenia i na pewno nie do reklamówki z zakupami, tylko do bezpiecznej, zasuwanej torebki, w której będzie leżał sobie spokojnie i bez zagrożenia (chyba że znajdzie się sprytny złodziej, ale tego dziewczyna się nie obawiała).
#65 (01.02.2017, 17:19 )

Ochiyo uśmiechnęła się. Obawiała się przez moment, jaka będzie reakcja dziewczyny, bo nie wszyscy ludzie reagują tak pozytywnie, jak to by się mogło wydawać w wyobraźni, ale na szczęście nie oskarżyła jej o kradzież ani nie zrobiła niczego innego, co by wskazywało, że ciemnowłosa dziewczyna ma jakieś złe nastawienie albo jest obrażona na Azjatkę. Obiektywnie rzecz biorąc to by była straszna głupota, ale ludzie bardzo różnie reagują i niestety - wszystkiego można się spodziewać. Ochi pamiętała, że jej babcia kiedyś opowiadała, iż zwróciła jakiemuś mężczyźnie uwagę, że portfel wysuwa mu się z kieszeni spodni i facet popatrzył na nią w iście morderczy sposób. Wziął ją za potencjalną złodziejkę? To bardzo prawdopodobne. Ochiyo bała się tego samego, a była w tyle gorszej sytuacji od swojej babci, że nie tylko zwracała komuś uwagę. Miała w dłoniach portfel nieznajomej dziewczyny i strach pomyśleć, co by było, gdyby postanowiła oskarżyć ją o złodziejstwo... rózni ludzie trafiają się na ulicy i nie można być pewnym niczyjej reakcji, zdecydowanie należy uważać. Tylko że nie wyobrażała sobie, że może postąpić inaczej. Gdyby ona zignorowała ten portfel to prawdopodobnie zainteresowałby się nim ktoś inny... ale bardzo możliwe, ze w inny, niepożądany sposób i czarnowłosa dziewczyna straciłaby swoje pieniądze, dokumenty oraz wszystkie inne rzeczy, które posiadała w portfelu.
Szczęśliwie tym razem jej dobrotliwe podejście do ludzi nie zostało potraktowane negatywnie i nie oberwało jej się za bezinteresowną chęć pomocy. Przeciwnie! Było tak, jak powinno być!
- Cieszę się, że mogłam ci pomóc - powiedziała i zgrabnie przeszla na "ty", aby rozluźnić atmosferę. Odważyła się to zrobić, bo dziewczyna pierwsza tak luźno się do niej odezwała, no i wcale nie wyglądała nad starszą od Ochi. Mogła być w tym samym wieku co ona. A może z rok czy dwa starsza. Ciężko oceniać czyjś wiek po wyglądzie, ale tym razem skośnooka tym się zasugerowała. - Zwykle nie podnoszę portfeli z ziemi, ale widziałam jak ci wypadał i chyba jako jedyna to zauważyłam, więc nie wahałam się, żeby to zrobić.
Pomyślała czy może skorzystac z okazji i przedstawić się. Już otworzyła usta, żeby to zrobić, ale zrezygnowała. Nie była aż tak odważna. Ale wyglądała jakby przymierzała się, żeby coś powiedzieć, więc głupio było tylko kłapnąć bezgłośnie jadaczką i zamilknąć.
- Ale na przyszłość powinnaś bardziej uważać - stwierdziła. Nie mówiła jakoś bardzo pouczającym tonem, bo nie jej było prawić morały, ale tylko wspomniała, co zauważyła - Widziałam jak ten portfel prześlizgnął ci się po reklamówce. To było trochę nieostrożne.
A jeśli nie powinna była tego mówić? Cholera...
#66 (04.02.2017, 17:50 )

Roxanne była żółtoskórej dziewczynie naprawdę bardzo wdzięczna, że pomogła jej i szybko przybiegła z tym portfelem. Nie widziała w tym nic strasznego czy szczególnego, bo pewnie sama by tak postąpiła i uważała to za normę zachowania, którą kierować powinien się każdy człowiek, ale była świadoma, że niestety nie wszyscy ludzie na świecie tak myślą i musi być Ochiyo bardzo wdzięczna, że w ogóle zareagowała na widok wypadającego portfela. Świat się zmienia, ludzie nie pomagają sobie i nie ufają już tak jak w przeszłości, więc każdy przejaw pomocy drugiemu człowiekowi to coś, czego nie należy lekceważyć, tylko docenić i poczuć dzięki temu, że ludzkość jeszcze nie jest stracona.
Oj, Ochiyo nie miała się czym denerwować, kiedy wypaliła, że Roxanne powinna bardziej uważać! Ona i bez tej uwagi dobrze wiedziała, że popełniła głupstwo, gdy nie dopilnowała tej czynności i zamiast sprawdzić czy na pewno jej portfel trafia do reklamówki między zakupy  z papierniczego sklepu czy nie wypada przypadkiem na chodnik. Jakoś zamyśliła się i samo tak wyszło, ale gdyby straciła zawartość portfela na zawsze, to by była tylko jej wina. I to bardzo, bardzo głupia wina, bo aż wstyd, żeby dorosła kobieta w ten sposób straciła dokumenty, sporą sumę pieniędzy i inne wartościowe przedmioty. Zaśmiała się z delikatną nutką zakłopotania.
- Wiem, moja wina - odrzekła. Wcale nie czuła się urażona uwagą dziewczyny, bo Ochiyo tylko stwierdziła oczywisty fakt. - Powiem ci, że nie wiem gdzie ja miałam głowę.
Skoro już zaczęły rozmawiać i los postawił je na swojej drodze, Roxanne stwierdziła, że trzeba skorzystać z sytuacji i poszerzyć swoje znajomości. Miała w Yellowlair Oats trochę znajomych, przyjaciół, ale im więcej tym lepiej, nieprawdaż? Dziewczyna sprawiła na niej wrażenie sympatycznej i wartościowej. To może pochopna, szybka ocena, ale jak inaczej spojrzeć na kogoś uprzejmego i uczynnego, kto przyniósł jej portfel, którego Rox o mało nie zgubiła, prawda?
- Jestem Roxanne - powiedziała i wyciągnęła do dziewczyny rękę, żeby ta mogła ją uścisnąć. Rzecz jasna jeśli zechce. - Mam nadzieję, że w ramach podziękowania za ten portfel dasz się zaprosić na kawkę albo herbatkę?
Miała czas, dobry humor i ochotę poznać swoją przypadkową wybawicielkę od wstydu i problemów, więc z miejsca wyszła z propozycją.
#67 (15.02.2017, 20:33 )

A, więc Ochi nie trafiła na obrażalską dziewczynę! Poczuła ulgę z tego powodu, bo nie chciała żadnych zgrzytów z ludźmi na początku swojej przygody z tym miastem. Wręcz przeciwnie! Dziewczyna wyglądała na miłą i zdystansowaną do siebie, co zdaniem dziewczyny było szansą, że uda im się nawiązać jakąś dłuższą rozmowę, a może nawet znajomość? Była w podobnym wieku, to je zbliżało do siebie. Ochi dziwiła się sobie samej, że w ogóle pomyślała o nawiązaniu znajomości, bo zwykle nigdy nie wychodziła z taką inicjatywą jako pierwsza. Nie była dostatecznie śmiała. Ale teraz czuła się nieco jak desperatka, bowiem pierwszy raz w życiu tak naprawdę została bez znajomej duszy u boku. Chociażby jednej jedynej. W Newcastle dziewczyna nie miała wielkiego grona przyjaciół, bo i nie należała do osób, które lubią otaczać się tłumami. To była mała garstka ludzi, którym mogła szczerze zaufać. Ale nawet mimo że było tych ludzi mało, Azjatka zawsze miała przy sobie kogoś, kiedy tego potrzebowała. Gdy naszła ją ochota na wspólny wypad do kina, na zakupy albo tak sobie zwyczajnie poplotkować to nie miała problemów: dzwoniła do paru osób i ktoś zawsze znalazł dla niej czas. Teraz siedziała sama w domu, ewentualnie spacerowała po mieście chcąc je lepiej poznać, a znajomych miała kilkanaście mil stąd, więc żeby z kimś się zobaczyć należało poświęcić sporo czasu na transport. To utrudniało jej kontakty miedzyludzkie. Poczuła się zdesperowana. Roxanne spadła jej niczym z nieba ze swoją obecnością i serdecznym uśmiechem.
- Każdemu czasem się zdarza chwila nieuwagi - stwierdziła i pokusiła się o podsumowanie sprawy - Grunt, że nie zgubiłaś tego portfela i nie straciłaś nic z zawartości.
To było najważniejsze, nieprawdaż? Nie stało się nic złego, więc jak Ochiyo twierdziła nie było potrzeby roztrząsania sprawy dalej. Lepiej było przejść do milszych tematów, jak już rozmawiały i jak widać brunetka pomyślała o tym samym.
- Miło mi cię poznać. Ochiyo - zdradziła też swoje imię i uścisnęła dłoń Roxanne. Zrobiła to troszkę nieśmiało, ale za to uśmiechnęła się szerzej na twarzy. - Herbatka bardzo chętnie. Szczerze mówiąc jestem nowa w Yellowlair Oats i właściwie nikogo nie znam, więc z przyjemnością spędzę z tobą czas.
Nie mogła uwierzyć, że to się tak świetnie ułożyło. Z czystego przypadku wynikła nadzieja na pierwszą znajomość w Yellowlair Oats. Świetnie!
#68 (17.02.2017, 17:53 )

O, proszę! Nie dość, że pojawiła się możliwość poznania nowej osoby, to Roxanne mogła też zrobić dziewczynie przysługę opowiadając jej co nie co o mieście i wdrażając troszkę w jego życie! Lubiła poznawać ludzi, którzy niedawno wprowadzili się do miasta, bo wiedziała jakim problemem dla wielu osób bywa zaaklimatyzowanie się w nowym otoczeniu i nawiązanie nowych znajomości. To zawsze była jakaś pomoc, prawda? A Ochiyo jej się spodobała. Po pierwsze wyglądała na osobę uczciwą i przyjazną, co Rox wywnioskowała po tej nieszczęsnej przygodzie z portfelem (teraz bardzo uważnie patrzyła czy na pewno trafiła nim do torebki!), a po drugie wydawało jej się, że dziewczyny będą miały wspólne tematy i na pewno się polubią. Może to były daleko posunięte wnioski i Roxanne nie powinna oceniać po okładce, czego zresztą nie robiła często (jedynie kiedy ta ocena miała pozytywny wydźwięk), ale spodobał jej się styl ubioru Azjatki. Miał rockowy pazurek, a brunetkę ciągnęło właśnie do takich osób. Ostra muzyka to były jej klimaty. A sama muzyka była jej największym zainteresowaniem. Roxanne nigdy nie uczyla się grać na żadnym instrumencie, ale była entuzjastką muzyki, po prostu i ten temat był bliski jej sercu. A gdy widziała kogoś, kto wyróżniał się być może podobnymi zainteresowaniami to od razu uśmiech cisnął jej się na twarz i chciała z tym kimś nawiązać kontakt. Może się rozczaruje, bo okaże się, że wcale Ochiyo nie lubi takiej muzyki, tylko podoba jej się ubiór tego typu.
- Może pójdziemy do galerii? Muszę tam jeszcze wpaść do jednego sklepu, a jest tam kilka świetnych lokali, do których warto zajrzeć - zaproponowała. Tutaj, w pobliżu rynku też wiele takich było, ale Roxanne musiała jeszcze wpaść do jednego sklepu w centrum handlowym, więc liczyła, że uda jej się to załatwić przy okazji, bo później pewnie by jej się nie chciało. Dopowiedziała ze śmiechem. - No i mam tam zaparkowany samochód, więc będzie mi po drodze.
Zapamiętała też, żeby zapytać dziewczynę o pochodzenie. Miała azjatycki wygląd, azjatyckie imię, ale świetnie mówiła po angielsku, co przyciągnęło uwagę czarnowłosej.
Była gotowa ruszyć do centrum w każdej chwili. Tylko czekała na zgodę nowej znajomej.
#69 (19.02.2017, 18:14 )

Galeria! Ochiyo nawet przyjemnie się zrobiło na wzmiankę o tym miejscu, bo byłą to jedna z niewielu lokacji w mieście, które były jej nawet dobrze znane. Trudno nie dostrzec wielkiego budynku wyrastającego ponad inne zabudowania w centrum, który jest tak charakterystyczny, że aż prosi się o obrzucenie go zainteresowanym spojrzeniem. Ochiyo miała też okazję zajrzeć tam parę razy, a niedawno nawet spędziła w centrum pół dnia na zakupach świątecznych. To było najlepsze miejsce na znalezienie świetnych prezentów dla rodziny. Galeria była tak wielka, że dziewczyna jeszcze jej dobrze nie znała, ale podejrzewała, że tak mają wszyscy i tak naprawdę tego miejsca nikt nie zdołał przejść wzdłuż, wszerz i zwiedzić wszystkich sklepów. Azjatka nie chciała myśleć ile by to musiało zająć czasu...
- Jestem za - odrzekła pogodnie, a po tym powoli udała się w stronę galerii. Miała krótką chwilę zawahania czy na pewno powinna zawracać brunetce głowę, kiedy okazało się, że jeszcze ma ona tam coś do załatwienia, ale w końcu uznała, że gdyby spotkanie było jej nie na rękę, to pewnie niczego by nie proponowała. A przynajmniej nie teraz.
Powoli oddaliła się stąd w kierunku centrum handlowego.

[zt]
#70 (21.04.2017, 21:53 )
I'm a sell out sensation with a nasty reputation

James szedł niespiesznie chodnikiem, w cieniu mijanych kamienic skrywając się przed tłumem, który sunął przez ciągnący się ulicą główną deptak. Było późne popołudnie i po centralnej części miasta kręciło się mnóstwo ludzi, więc brunet próbował ukryć się na tyle, ile mógł, przed ciekawskimi spojrzeniami przechodniów. Nie lubił ściągać na siebie uwagi w Yellowlair Oats, gdzie cenił sobie święty spokój i możliwość wtopienia się w tłum szarych przechodniów, bez gówniar w ciężkich butach, które oglądały się za nim z ciekawością, zafascynowane widokiem znanego im muzyka. Chciał mieć święty spokój, ot, tak po prostu, jak każdy normalny człowiek. Zwykle dla ograniczenia kontaktów z przypadkowymi ludźmi wybierał się do centrum samochodem, zwłaszcza odkąd mieszkał na oddalonej od serca Yellowlair Oats Auerate Avenue i z krótkiego wypadu do centrum robił się nagle długi spacer.
Lecz dzisiaj pogoda była przyjemna i aż prosiło się, żeby zamiast wozić tyłek w aucie, wybrać się na pieszą wycieczkę do centrum i zapewnić nieco dodatkowego ruchu Faustowi. I tak, zamiast mruczeć przechodniom silnikiem ulubionej Carrery, szedł sobie po cichutku, w oddaleniu od spieszącego we wszystkie kierunki świata tłumu. Wracał do domu z wizyty w sklepie muzycznym, w którego posiadanie niedawno weszli z Ianem. Blackmore miał zająć się doglądaniem interesu, ale odkąd ich relacje posypały się po ostatnich kłótniach o Elenę i skończyły lukami w uzębieniu gitarzysty, nie utrzymywali ze sobą już żadnych kontaktów. Pozostały im tylko interesy - te kilka muzycznych centrów rozsianych po Anglii i studio nagraniowe w Londynie. James zaś cieszył się, że mimo zaufania, jakim przez lata się darzyli, dopilnowali wszelkich formalności i podziałów, by teraz, gdy prywatnie drogi im się rozeszły, móc dalej współpracować na stopie zawodowej, przy okazji kontakty ograniczając do minimum. Finał tej przyjaźni nie był zły przynajmniej pod względem finansowym. Zawsze jakieś pocieszenie, prawda? 
Choć myśli muzyka, w chwilach takich jak ta, często wędrowały do ostatnich wydarzeń, które prawdopodobnie definitywnie skończył dwudziestoletnią przyjaźń z Ianem. Może mógł zachować się mniej gwałtownie? Zrozumieć go? Och! Teraz w jego głowie pojawiało się mnóstwo lepszych, a przynajmniej bardziej cywilizowanych scenariuszy ostatnich rozmów z gitarzystą, ale po fakcie każdy jest mądry - a gdy przyszło co do czego, impulsywność Jamesa nie pozwoliła na spokojne rozwiązanie problemów. Wciąż nie dawało mu to spokoju i James nie zauważył nawet, kiedy ponownie odpłynął myślami daleko, daleko, ciałem nadal znajdując się w środku Yellowlair Oats. Szedł machinalnie, jak z automatu zmierzając w odpowiednim kierunku, ale nie patrzył nawet przed siebie. Wzrok miał spuszczony na płyty chodnikowe, po których stąpał skórzanymi butami, dłonie schowane w kieszeniach ramoneski i tylko od czasu do czasu, gdzieś w kącie pola widzenia rzucał mu się w oczy grzbiet drepczącego u jego boku Fausta. Popadł w jakiś letarg i zapewne szybko się z niego nie wyrwie. W sumie mógłby teraz zderzyć się z kimś, kto szedł prosto na niego lub wpakować się prosto pod nadjeżdżający samochód i nawet by się nie zorientował. Cóż... nawet lepiej, że nie pojechał samochodem, bo w takim stanie zamyślenia byłby za kierownicą zdecydowanie bardziej niebezpieczny niż spacerując grzecznie przy murach kamienic.
.





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości