welcome to
Yellowlair Oats



#31 (22.12.2018, 17:50 )
If I told you my secrets And I showed you my weakness Would you love me or leave me?

To były słowa, które nie tak prosto wyszły Emmie z ust. Dziewczyna rzadko mówiła komuś miłe rzeczy, nie była przyzwyczajona do zdradzania swoich emocji i odczuć wobec innych ludzi. Miała z tym pewien problem, bo jej babcia nie była bardzo uczuciową kobietą, chociaż Emma bardzo ją kochała i wiedziała że z wzajemnością. Ukrywania swoich emocji uczyło ją też szkolne środowisko, które przyzwyczaiło nastolatkę, że swoich słabości nie należy okazywać, bo to nigdy nie kończy się dobrze. Tyle razy została wyśmiana albo obrażona kiedy obnażyła przed jakąś znajomą osobą swoje emocje i żal, że bywa wyśmiewana przez swoich rówieśników... tyle razy spotkało ją to w czasach szkoły podstawowej że później nauczyła się wcale nie okazywać uczuć i do dnia dzisiejszego się tego trzymała/ Musiała komuś mocno zaufać aby otworzyć przed nim swoje serce.
Zaufała w ten sposób Paulowi. Chłopak już nie raz pokazał, że jest pełny pozytywnych emocji w jej kierunku i naprawdę chce pomóc jej z problemami, z którymi się borykała. To było wspaniałe uczucie, że pierwszy raz w całym swoim życiu... ma się przyjaciela. Prawdziwego przyjaciela od serca, który naprawdę chce pomóc. Musiała mu to powiedzieć i przemóc swoją niechęć do okazywania emocji!
- Cieszę się. Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczą te słowa - odrzekła i jeszcze raz usmiechnęła się ciepło. Serce biło jej szybciej niż zwykle i poczuła jakieś dziwne uczucie ciepła, którego wcześniej nie znała. Nie, to nie było żadne zakochanie. Nie miało nic wspólnego z zauroczeniem Paulem albo innym tego typu uczuciami (chłopak był fajny, ale Emma traktowała go tylko po kumpelsku), było czysto przyjacielskim odczuciem, które okazało się niesamowicie miłe. Długo nie chciała przeprowadzać się do Yellowlair Oats, później zaś żałowała, ale teraz cieszyła się, że tu przybyła. Dopiero tu poznała życzliwych znajomych i prawdziwego przyjaciela. - Bez ciebie nie umialabym się podnieść z dna, w które wpadłam.
Pokiwala głową, zgadzając się z pomysłem chłopaka. To pewne, że nie mogła odpuścić próby przeniesienia się do innej szkoły. Była pełna negatywnych przeczuć, ale głupotą by było nie spróbować, więc plan z telefonami do sekretariatów był dobrym pomysłem.
- Ja jutro pewnie znów nie pójdę do szkoły, więc dzisiaj albo jutro przygotuję listę college'ów w okolicy. Możemy umówić się na jakiś dzień, że przyjdę do ciebie i oboje podzwonimy tu i tam - zaproponowała. Nie chciała nadużywać jego gościnności i pakować się właśnie do niego, ale nie miała pomysłu na inne miejsce. U niej odpadało, babcia by usłyszała, a Emma nie chciała jej informować na razie o zmianie szkoły, ani tym bardziej zapoznawać z Paulem, który wyglądal nietypowo. A nie będą dzwonić z kawiarni, prawda? Zostawało jego mieszkanie.
#32 (30.12.2018, 18:06 )
"I don’t want to live so calloused and frozen, ugly and hopeless"

Takie wyznanie było dla Paula bardzo ważne, a gdyby wiedział, że Emma ma problemy z wyznawaniem innym swoich pozytywnych uczuć... wtedy by w pełni zrozumiał, jak ważne to był słowa, które padły z jej ust. Ale i bez tej wiedzy chłopak był bardzo szczęśliwy, że Emma doceniła jego pomoc i wreszcie naprawdę mu zaufała. Nie miał nigdy złych zamiarów wobec niej. Wręcz przeciwnie. Paul naprawdę bardzo chciał jakoś jej pomóc, bezinteresownie i altruistycznie, bo taką miał naturę. Nie lubił zostawiać ludzi samym sobie ze swoimi problemami, szczególnie widząc, że ci ludzie mają bardzo poważne trudności, żeby sobie z tymi problemami poradzić. Jako taką osobę właśnie uważał Emmę. Widział, jaka jest zagubiona, gdy spotkali się po raz pierwszy i wtedy już było dla niego oczywiste, że ta dziewczyna sama nie upora się z kłopotami, w które prawdopodobnie sama się wpędziła. Dzięki dzisiejszej, tak poważnej rozmowie Paul już wiedział, dlaczego Emma mimo swojej dojrzałości i inteligencji tak zagubiła się w szkolnym środowisku. Bardzo jej współczuł i naprawdę ją rozumiał. Wreszcie wiedział też, w jaki sposób do niej dotrzeć, co jest dla niej ważne, a czego jej brakowało w życiu. Mógł jej pomóc. Po prostu. Ale najważniejsze, że dała mu na to wreszcie pełne przyzwolenie. - Ech... To nie brzmi dobrze, że znów nie pójdziesz na lekcje, ale naprawdę rozumiem. Może rzeczywiście lepiej będzie, żebyś została w domu i zrobiła listę college'ów. Jutro od rana jestem na uczelni, ale po południu będę w domu... hm, to będzie raczej za późno, żeby dzwonić do szkół. Ale możemy umówić się na pojutrze? Albo po weekendzie? - zaproponował. - Jeżeli będziesz chciała ukryć się przed babcią, możesz przyjść do mnie. Z tym, że wychodzę na zajęcia po ósmej, więc musiałabyś rano.
Zdecydowanie lepiej będzie, jeśli Emma usiądzie spokojnie w jego mieszkaniu, zamiast włóczyć się po mieście w jakichś dziwnych zaułkach, bo zwykle chowała się właśnie w takich miejscach, jak zdążył zauważyć.

@Emma Shepperd
#33 (12.01.2019, 15:50 )
If I told you my secrets And I showed you my weakness Would you love me or leave me?

Nie myślała, że to tak ważne i tak może pomóc... gdyby wiedziała, jak istotne jest otwarcie się na świat i wyznanie komuś bliskiemu wszystkiego, co leży na wątrobie, to na pewno by to zrobiła dawno temu, zamiast kisić swoje emocje wewnątrz i robić sobie krzywdę. Była introwertycznym typem i wszystkie bóle dusiła w sobie, zamiast wykrzyczeć je w chwili złości, a to najgorsze, co można robić swojej psychice. Ktoś kiedyś powiedział jej coś takiego, a ona teraz zaczęła rozumieć sens tych słów... bo naprawdę zrobiła sobie krzywdę milczeniem, które sama na siebie narzuciła. Teraz już to wiedziała i mogła wyznać Paulowi swoje bóle, żeby porozmawiać o nich, zamiast krzywdzić się duszeniem wewnątrz negatywnych emocji.
Problemem było jednak to, że nawet gdyby Emma w przeszłości miała się przed kimś otworzyć, zupełnie nie miała przed kim... Paul był pierwszym człowiekiem, który tak mocno skoncentrował się na udzielenie Emmie pomocy i nie oceniał jej, nie wyśmiewał, ani nie bagatelizował problemów, które miała dziewczyna. Wcześniej nie miała nikogo takiego... kumplowała się bliżej z Roxanne i Rousine, ale nie znała ich aż tak dobrze, żeby w pełni im zaufać. Dopiero teraz na horyzoncie pojawił się Paul i po raz pierwszy Emma tak w stu procentach miała na kogo liczyć. Miała babcię i kochała ją, wiedziała też, że babcia nie zostawi jej w potrzebie, ale staruszka nie rozumiała jej problemów. Została wychowana w innych czasach, w których młodzież była inna i pewnie istniał problem wyśmiewania słabszych, bo to jest zawsze, ale młodość babci była tak dawno, że starsza kobieta nie umiała przyjąć do wiadomości, że problemy zaszczutej nastolatki to też są poważne problemy, nie bezwartościowe fanaberie. Dobrze, że Paul pojawił się w jej życiu.
- To naprawdę nie jest problem, żebym została u ciebie na czas lekcji? - wolała się upewnić niż później przeszkadzać. Nie ma co ukrywać, taka możliwość bardzo jej się spodobała. Byłaby wygodna dla dziewczyny, która nie zamierzała iść do szkoły, a włóczenie się zimą po mieście nie było mądre, bo marzła i mógł ją ktoś ze szkoły przyuważyć. A jeśli tak zostanie u Paula, może zabrać się za poszukiwanie odpowiednich szkoł średnich dla siebie. - Będę ci za to bardzo wdzięczna, bo do szkoły i tak nie pójdę... dobra, wiem jak to brzmi. Ale nie pójdę, a mogę ten czas poświęcić faktycznie na szukanie innego college'u. Chciałabym to szybko załatwić.
Naprawdę chciała. Nie czuła się dobrze ze swoimi tyłami w szkole, ale była tak zblokowana, że nie umiała się przemóc i iść na lekcje. Znalezienie innej szkoły było dla niej jedyną szansą. Była wdzięczna Paulowi, że podsunął jej ten pomysł.
#34 (24.01.2019, 13:02 )
"I don’t want to live so calloused and frozen, ugly and hopeless"

Słuchanie o tym, że Emma znowu nie pójdzie do szkoły i mało tego, nie tylko przyzwalanie na wagary, ale nawet udostępnianie jej swojego mieszkania na ten czas kłóciło się ze wszystkimi zasadami, które wyznawał Paul. Jednak w tej sytuacji nie mógł postąpić inaczej i ten jeden raz musiał nagiąć zasady, postapić przeciwko uczciwości oaz zdrowemu rozsądkowi, bowiem tu chodziło o poważny problem, który Emma miała ze swoim życiem, ze stanem emocjonalnym i z rówieśnikami, którzy ten stan emocjonalny mogli jeszcze bardziej pogorszyć. Nie można powiedzieć, że Paul był święty, bo też zdarzało mu się nie chcieć iść na wykłady, w przeszłości pominąć jakąś lekcję, ale jego nieobecności były zwykle powiązane z tym, że nauczyciel czy wykładowca nie oczekiwał i nie wymagał od studentów obecności albo były to wagary taktyczne, kiedy nie douczył się na jakiś test albo zaliczenie i wolał zostać w domu niż narobić sobie kłopotów. Bardzo często zresztą w czasach szkolnych jego rodzice wiedzieli o takich nieobecnościach. Nie byli ludźmi idealnymi, ale rozumieli go pod tym względem i byli skłonni nawet wypisać mu usprawiedliwienie albo zwolnienie z lekcji, jeśli mogło się przydać. Paul nie miał co narzekać na swoich rodziców: byli wymagający, kiedy trzeba, ale nie bezwzględni i potrafili go zrozumieć, kiedy mówił, że lepiej zostać w domu niż zarobić lufę. Szkoda, że Emma nie miała takiej babci... ta kobieta nawet nie próbowała zrozumieć, że jej wnuczka ma bardzo poważne problemy w rówieśniczym środowisku. - Spokojnie. Przecież ci mówię, że to żaden problem - powiedział, uśmiechając się do dziewczyny pogodnie. - Nie pochwalam wagarów, ale rozumiem, że masz poważny problem i ucieczka z lekcji to nie jest twoje widzimisię. A jeśli je poświęcisz na te telefony do innych szkół, to przynajmniej spędzisz ten czas pozytecznie. Chętnie ci w tym pomogę. To co, jesteśmy na jutro umówieni? - musiał wiedzieć teraz, żeby przygotować się na pobudkę o odpowiedniej porze, bo spodziewał się, że Emma może przyjść przed ósmą. Ewentualnie mógł zostawić jej zapasowe klucze do mieszkania nie tylko na czas pobytu, ale na stałe. Ale obawiał się, co by było, gdyby jego właściciel się o tym dowiedział, więc wolał tego nie robić.

@Emma Shepperd
#35 (08.02.2019, 16:52 )
If I told you my secrets And I showed you my weakness Would you love me or leave me?

To było mile, że Paul nie rozpatrywał jej w tych samych kategoriach, co inni, którzy wiedzieli, że Emma wagaruje. Zwykle patrzono na nią jak na złą uczennicę, która się buntuje i trzeba postawić ją do pionu, ale nikogo nie interesowało, że mogło w jej życiu dziać się coś, co ją odpychało od szkolnych korytarzy i wcale nie było to spowodowane jej lenistwem, buntem młodzieńczym albo innymi dziwnymi powodami, które często popychały nastolatków do popełniania głupstw. Poza tym Emma miała już prawie dwadzieścia lat, a w tym wieku jest się raczej po buncie młodzieńczym albo przynajmniej po jego najmocniejszych falach. W tym wieku jest sie świadomym tego, że powiedzenie "jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz" nie jest wyssaną z palca bzdurą, tylko szczerą prawdą... to znaczy, że jeśli nie zadba się o swoje wykształcenie w szkole, to w przyszłości można mieć z tego powodu poważne problemy z osiągnięciem swoich zawodowych marzeń. Ona to wiedziała i nie trzeba jej było niczego takiego tłumaczyć. Ale nie potrafiła przemóc się i nadrobić zaległości właśnie w tym miejscu, w którym wiele razy spotkała się z przykrym traktowaniem przez dzieciaki z klasy.
- Tak, jesteśmy umówieni - powtórzyła i uśmiechnęła się od ucha do ucha. Rzadko pozwalała sobie na takie uśmiechy, ale teraz samo się prosiło, żeby okazać radość z posiadania takiego przyjaciela, który naprawdę chce pomóc. - To ja nie będę dłużej zajmować ci czasu. Zbieram się do domu, bo babcia pewnie zaczyna się niepokoić, a nie chcę dłużej nadużywać twojej gościnności. Napisz mi, o której mam do ciebie przyjść, ja będę od rana na nogach.
Uśmiechnęła się jeszcze raz, zbierając się z kanapy i składając do plecaka swoje rzeczy, które wyciągnęła z niego pod nieobecność Paula.
- To do jutra! - pożegnała się i wyszła, uprzednio sprawdziwszy czy nie ma nikogo na klatce schodowej. Nie chciała, żeby później plotkary gadały, że była u Paula.

zt





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości