welcome to
Yellowlair Oats



#11 (08.05.2016, 21:05 )

Renesmee nic z tego nie rozumiała! Dlaczego Vivienne nie chce jej dać tego jedzenia od razu? Dopiero kiedy dziewczyna ją złapała i zdjęła z kuchennego blatu, do kotki dotarło, że źle zrobiła, dopraszając się na siłę o jedzenie w taki sposób. Zakodowała sobie w łebku, że nie można biegać po stołach, kiedy czeka się na jedzenie. A u poprzedniej właścicielki robiła tak wiele razy... może dlatego kobieta później wyrzuciła ją z domu?
Kotka nie myślała dłużej o błędzie, który popełniła, bo pojawiło się przed jej nosem piękne, kusząco pachnące jedzenie. Jak dobrze! Szylkretowa oblizała pyszczek i zajęła się zajadaniem szynki. Trochę ciężko było jej złapać niektóre kawałki, bo były płaskie i od czasu do czasu musiała gonić je po podłodze, bo przesuwały się na śliskich kafelkach, ale dawała sobie radę. Jakie to wspaniałe uczucie czuć, że coś zapełnia ci żołądek, że coś pysznego znajduje się w twoim pyszczku, a nie tylko wstrętne śmieci i resztki! Tego jej było właśnie potrzeba.
#12 (08.05.2016, 21:05 )

Vivienne westchnęła cicho. Coś czuła, że czeka ją dużo pracy w roli nauczycielki, żeby przyzwyczaić zwierzątko do życia w ludzkim domu. Poniekąd ją to przerażało, ale wierzyła, że na koniec spotka się z wielką satysfakcją, że zwierzak nauczył się zasad panujących w relacjach z ludźmi i ich przestrzega. Zakładając rzecz jasna, że szatynce się uda. Jak się nie uda, to nic straconego. Vivienne Renatki na ulicę na pewno nie wyrzuci. To nie w jej stylu.
- Dam ci jeszcze coś do picia - powiedziała. Wyjęła z szafki dość głęboki spodeczek, napełniła go wodą z kranu i postawiła na podłodze. Następnie usiadła na krześle przy kuchennym stole i z uśmiechem na twarzy obserwowała zmagania koteczki z jedzeniem. Wyglądała przezabawnie, tylko szkoda, że musiała się trochę męczyć... ale cóż poradzić. Vivienne chętnie by jej pomogła, ale nie miała takiej możliwości. Nie miała w domu nic innego, co by mógł zjeść kot.
#13 (08.05.2016, 21:05 )

Ależ to żaden kłopot! No dobrze, może kłopot, ale maleńki. Renesmee nieraz radziła sobie z wyjadaniem resztek z kącików puszek po konserwach i z innych dziwnych rzeczy, więc niestraszne jej gonienie skrawka szynki po podłodze, tym bardziej że po raz pierwszy od dawna szylkretowa jadła na czystej podłodze i miała w pyszczku naprawdę pyszne jedzenie. Kiedyś nie miała tyle szczęścia... Jedyny problem będzie mieć Vivienne, bo zaśliniona przez kota podłoga to nie jeszcze chyba szczyt marzeń żadnego człowieka. Chociaż... z drugiej strony przynajmniej kafelki będą błyszczeć pięknie wypolerowane. A przynajmniej dwa albo trzy kafelki, bo dalej kotka nie sięgała.
Wyjadła wszystko, napiła się wody, która była jakaś dziwnie czysta w porównaniu z tą, którą Renia pijała do tej pory, a więc świetnie smakowała, po czym zabrała się za gorące dziękowanie dziewczynie. Zaczęła miauczeć głośno i pobiegła do Vivienne. Wskoczyła jej na kolana, wymiaukując ile sił w płuckach kolejne "dziękuję".
#14 (08.05.2016, 21:05 )

Pogłaskała kotkę, uśmiechając się od ucha do ucha. Czuła się bardzo zadowolona, że szylkretowa kicia przyszła z nią do domu, że dała się namówić... przecież wcale nie musiała tego robić, prawda? A jednak obdarzyła ją zaufanie, Vivienne zaczęła dla niej coś znaczyć. To dla dziewczyny, która nigdy nie miała kota, ale marzyła o tym zwierzaku od lat, jest ogromny sukces. Największy. Co to za sukces, kiedy człowiek kupi sobie kota z hodowli i weźmie do domu, prawda? Takie zwierzę jest nauczone życia z człowiekiem, a jako małe kociątko szybko przyzwyczai się do towarzystwa nowego właściciela.
Za to z kotem wziętym z ulicy, który został boleśnie doświadczony przez okrutny los, nie jest tak łatwo. Takie zwierzę musi zdobyć zaufanie człowieka i to wymaga ogromnej pracy, cierpliwości i łagodności ze strony ludzi. Takiej łagodności, jaką Vivienne okazywała Renesmee, chociaż jej zdaniem zaskakująco szybko poszło jej oswajanie Renesmee. Możliwe, że kotka kiedyś miała właścicieli, bo na pewno nie była zdziczała. Ale mimo wszystko było to dla szatynki ogromne osiągnięcie.
- Wiesz co, koteczko? Za chwilę pójdę do sklepu zoologicznego i kupię rzeczy dla ciebie. Jedzenie, kuwetę, zabawki... podoba ci się ten pomysł? - zapytała, głaszcząc kotkę po grzbiecie. Ależ kocia sierść jest miła w dotyku!
#15 (08.05.2016, 21:06 )

Renesmee mało zrozumiała z ludzkiego bełkotu, z którego zdołała tylko wyłapać słowa "sklep", "kupię" oraz "jedzenie". Ludzie często używają tych słów, gdy zwracają się do zwierzaków, to szylkretowa się ich nauczyła. Wiedziała również, co oznaczają. Najadła się jako-tako szynką, ale jako zwierzę wychowane na ulicy była niestety dość pazerna na jedzenie, więc entuzjastycznie zareagowała na słowa dziewczyny, cokolwiek oznaczałyby w całości. Niestety nie zrozumiała wszystkiego i jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, że na jakiś czas najprawdopodobniej zostanie zostawiona sama w domu. O nie, biedactwo! Renia jeszcze nie czuła się gotować, aby zostać tutaj sama. Nie znała tego domu i czuła się w nim bardzo niepewnie.
No cóż, o tym, że zostanie sama niestety jeszcze nie wiedziała, więc była zadowolona. Dalej mruczała, a jej jasne oczy śmiały się radośnie i z rozbrajającą, zwierzęcą szczerością. Czuła się taka szczęśliwa! Była najedzona, w mieszkaniu panowała przyjemna temperatura, a człowiek głaskał ją po grzbiecie - czego jeszcze może życzyć sobie kot?
#16 (08.05.2016, 21:06 )

Kotka wydawała się zadowolona, choć Vivienne wątpiła, że zwierzątko na pewno zrozumiało, co szatynka do niej powiedziała. Czasem sama nie wiedziała, co myśleć o tym, że zwierzę rozumie ludzkie słowa. Kiedy teraz patrzyła na szylkretowa i przypominała sobie ich poprzednie spotkania, to miała wrażenie, że dostaje sprzeczne sygnały: raz koteczka jakby rozumiała, co szatynka od niej mówi i reagowała odpowiednio tak, żeby Viv w to uwierzyła, zaś innym razem była nieco dziwna, jakby słowa Vivienne przelatywały jej koło uszu. Za to innym razem jakby słuchała, ale nie rozumiała. Może to tylko kwestia wrażenia i tak naprawdę kot nie wiedział nic z tego, co mówią do niego ludzie, a Vivienne wmawiała to sobie, bo chciała wierzyć, że ma ze zwierzakiem kontakt? No cóż, jeśli Renesmee u niej zostanie, to szatynka na pewno się przekona jaka jest prawda. Choćby z dłuższych obserwacji.
- To ja teraz pójdę i niedługo wrócę... a ty w tym czasie rozejrz się po mieszkaniu, dobrze? - powiedziała łagodnie. Zdjęła kotkę z kolan i postawiła ją na podłodze, po czym wstała z kuchennego krzesła i poszła do przedpokoju. Sięgnęła po kurtkę. Zimowe buty miała już na sobie. Stanęła przed lustrem i zaczęła się ubierać. Kurtka, potem szalik, czapka i koniecznie rękawiczki!
#17 (08.05.2016, 21:06 )

Renesmee zrozumiała z tego tylko "pójdę" i "mieszkaniu", więc z zaciekawieniem patrzyła na dalsze poczynania dziewczyny. Jasne było dla niej, że Vivienne próbuje jej coś przekazać, coś bardzo konkretnego, ale... co? Jej kiepskie rozumienie ludzkiej mowy sprawiało, że koteczka musiała zdać się na obserwację tego, co szatynka robi, żeby zrozumieć o co jej chodzi. No, to obserwowała. I te obserwacje doprowadziły ją do ataku paniki.
Ludzie zakładają na siebie dodatkowe warstwy ubrań, kiedy chcą gdzieś wyjść. To Renesmee pamiętała z pobytu u poprzedniego człowieka. Ej! czy to znaczy, że dziewczyna chce wyjść z domu? Zostawi ją samą? To właśnie o to jej chodziło, kiedy mówiła o mieszkaniu? Szylkretowa przeraziła się nie na żarty, że zostanie tutaj sama. Pobiegła za dziewczyną, miaucząc donośnie.
- Chyba nie nie zostawisz tutaj samej, prawda? Błagam, nie zostawiaj mniee! - miauczała. Dobiegła do dziewczyny i pacnęła ją w nogę łapką, żeby zwrócić na siebie jej uwagę.
#18 (08.05.2016, 21:06 )

Dziewczyna patrzyła na kotkę, która jakby dostała jakiegoś ataku, gdy dotarło do niej, że zostanie na chwilę sama. Westchnęła cicho i z łagodnym uśmiechem na twarzy przykucnęła przy wystraszonym zwierzątku.
- Spokojnie, Renesmee, ja niedługo wrócę. Obiecuję - powiedziała. Pogłaskała kotkę po mięciutkim grzbieciku. Może powinna zabrać ją ze sobą do sklepu zoologicznego, ale obawiała się, że to będzie znacznie bardziej niebezpieczne od zostawienia Renatki w domu. Co tutaj mogła zrobić taka kicia, prawda? Najwyżej mogła coś zniszczyć ze strachu, ale nic więcej. A najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że kicia schowa się pod kanapą albo pod stołem i tam poczeka na powrót Vivienne. A co się może stać, gdy dziewczyna zabierze ją ze sobą? Nie miała szelek ani transportera dla kota, za to centrum miasta, gdzie ulokowany jest sklep zoologiczny to miejsce pełne ludzi. Renia może wystraszyć się dużego tłumu albo zwyczajnie się zgubić i nieszczęście murowane.
#19 (08.05.2016, 21:06 )

Obawy Vivienne były z pewnością słuszne i dziewczyna dobrze robiła, nie zabierając szylkretowe kici ze sobą. Gdyby się zgubiła, to mogłaby wrócić, lecz koteczka prawie nie znała tej części miasta. Wszystkie bloki wydawały jej się takie same i szybko by zabłądziła w drodze powrotnej. Potrzebowała jeszcze czasu, żeby poczuć się tutaj swobodniej, zapoznać się z pobliskimi terenami i nauczyć się drogi do mieszkania Vivienne, aby móc swobodnie stąd wychodzić i wracać, kiedy tylko zechce. To jest bowiem dla niej niesamowicie ważne. Szylkretowa jest kotką, która spędziła całe zycie na ulicy i, owszem, chciała mieszkać u ludzi, ale potrzebowała więcej swobody niż przeciętny kot, który wychował się w zamknięciu. Miała nadzieję, że Vivienne to uszanuje i nie będzie chciała jej zmienić. Można oduczyć zwierzaka wielu niesympatycznych przyzwyczajeń, ale tego niestety nie. Wolność jest zbyt silnie zakorzeniona w sercach takich kotów, jak Renesmee.
Koteczka usiadła na środku przedpokoju, patrząc na dziewczynę wielkimi, smutnymi oczkami, jakby chciała żałośnie smutnym spojrzeniem przekonać ją, że źle robi, zostawiając ją samą. Błagalny wzrok mówił "proszę, nie zostawiaj mnie...". I nie była to tylko kocia gra. Renesmee naprawdę bała się zostać sama.
#20 (08.05.2016, 21:06 )

Vivienne westchnęła. Smutno było patrzeć w te nieszczęśliwe oczka kotki, ale nie miała innego wyjścia. W końcu wychodziła z domu specjalnie po rzeczy dla kotki, po kuwetę, jedzenie czy żwirek, a może i jakieś zabawki jeżeli takie rzucą jej się w oczy. Szatynka schyliła się nad szylkretową i pogłaskała ją po łebku.
- Naprawdę niedługo wrócę. Przysięgam - powiedziała, prostując się. Następnie założyła kurtkę i wyszła z mieszkania. Zrobiła to ostrożnie, żeby Renesmee nie przecisnęła się przez szczelinę w drzwiach i nie wyszła za nią. Przekręciła klucz w zamku, schowała go do kieszeni po czym szybko zeszła po schodach i udała się do centrum miasta. Zalezało jej na czasie, by biedna Renia nie siedziała sama w upiornym, pustym mieszkaniu.

zt





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości