welcome to
Yellowlair Oats



#21 (08.05.2016, 21:06 )

enesmee ze smutkiem patrzyła, jak dziewczyna wychodzi z mieszkania. Charakterystyczny chrzęst klucza w zamku odebral kotce wszelkie nadzieje na to, że za chwilę drzwi znów się otworzą i stanie w nich Vivienne. Zostawiła ją samą! Samą, przerażoną... porzuciła ją na pastwę losu! Oczywiście szylkretowa przesadzała w swoich lamentach, ale wystarczy postawić się w jej sytuacji, by trochę ją zrozumieć. Znalazła się w domu, którego nie znała. Przebywała w nim od śmiesznych kilku minut. Właściwie nic nie wiedziała o tym domu i tylko ufała dziewczynie, która ją tu przyniosła. A teraz została sama, bo dziewczyna sobie poszła. Tkwiła w tym ponurym mieszkaniu, z każdej strony widząc obce przestrzenie.
Kotka podeszła do drzwi wyjściowych. Zaczęła w nie drapać, a później - miauczeć donośnie.
- Ej, Vivienne, nie wygłupiaj się! Wróć to do mnie, proszę! - miauczała żałośnie. Ale dziewczyna nie wracała. Zrezygnowana kotka odeszła do kuchni, którą zdążyła poznać jako-tako. Przeszła przez korytarz na zgiętych łapkach, niemal szurając chudym brzuszkiem po podłodze. Schowała się pod krzesłem. Tam przycupnęła i czekała na powrót dziewczyny.
#22 (08.05.2016, 21:07 )

Renesmee miała pecha. Kotka pewnie liczyła na to, że spędzi czas bez Vivienne w świętym spokoju, siedząc sobie pod krzesełkiem i udając, że jej tutaj nie ma. Ale niestety, spokoju nie będzie!
Sąsiadka, która mieszkała za ścianą, właśnie robiła ciasto, gdy zabrakło jej mąki podczas wyrabiania. Pójście do sklepu z brudnymi rękami, w podomce i z i fartuszkiem to kiepskie rozwiązanie, więc wesoła kobietka w średnim wieku postanowiła, że pożyczy mąkę od najbliższej sąsiadki. Wyszła na klatkę schodową, zatrzymała się przed drzwiami wejściowymi do Vivienne i...
DRYYŃ! DRYYYŃ!
Ostry dzwonek przeszył ciszę. Sąsiadka nacisnęła go raz, ale nikt nie otwierał. Później jeszcze drugi, trzeci... Kilka razy zakłóciła spokój kotki, następnie odczekała minutkę i zrobiła to jeszcze raz. Westchnęła. Ech, wygląda na to, że sąsiadki nie ma. No cóż, udała się do innego sąsiada. Niestety zdążyła narobić potwornego hałasu w mieszkaniu Vivienne.
#23 (08.05.2016, 21:07 )

Kotka siedziała cichutko pod stołeczkiem kuchennym i nawet zaczęła się powolutku uspokajać. Była tu cisza i spokój... Chyba mogła się powolutku odprężyć. Chyba. Rozluźniła spięte mięśnie i przymknęła jasne oczka, po kociemu odetchnąwszy z ulga, że wyjście Vivienne nie równało się z wielką kocią katastrofą, której spodziewała się biedna koteczka.
Tak jej się w każdym razie na początku wydawało. Kotka zdążyła się uspokoić i uciszyć swoją czujność, kiedy... usłyszała coś strasznego. Ostry, głośny, przerażający dźwięk zaryczał, dobiegając nie wiadomo skąd. Biedna Renesmee podskoczyła ze strachu, stając gwałtownie na sztywnych łapkach. Prawie rąbnęła się głową o spód siedziska, bo wciąż była pod krzesłem. Jej serduszko zaczęło walić z przerażenia jak szalone. Rozejrzała się. Skąd to? Gdzie to? Może jej się przywidziało? Ale wtedy hałas rozległ się po raz drugi. Kotka spanikowała. Wybiegła z kuchni i pobiegła do salonu. Tam wskoczyła z podłogi na stół, gdzie poślizgnęła się na obrusie i ściągnęła go z blatu razem z cała zawartością stołu. Przedmioty spadły i narobiły jeszcze większego hałasu, który dodatkowo ją przestraszył. Kotka zeskoczyła ze stołu na kanapę, tam na oparcie. Pierwsze, co zobaczyła, to półka na ścianie. Wykonała na nią skok i ledwo wylądowała, bo wtedy straszny hałas zabrzmiał po raz kolejny. Przebiegła przez półkę, zrzucając przy tym telefon stacjonarny i stamtąd skoczyła na szafę. Wcisnęła się w ścianę i dopiero tam poczuła się w miarę bezpiecznie.
#24 (08.05.2016, 21:07 )

Vivienne wróciła do domu objuczona zakupami ze sklepu zoologicznego, zadowolona, że kupiła wszystko dla Renesmee i nieświadoma małej katastrofy, która zdarzyła się w mieszkaniu pod jej nieobecność. Była przekonana, że kotka będzie siedzieć sobie grzecznie w jednym miejscu i czekać na jej powrót, a tu nieźle się zaskoczy! Kto by pomyślał, że dzwonek do drzwi może wywołać u zwierzaka taką panikę, prawda? Inna sprawa, że dzwonek brzmiał naprawdę upiornie i czasem nawet dziewczynę straszył, kiedy rozdzwonił się w najmniej oczekiwanym momencie.
Szatynka postawiła wielką torbę ze żwirkiem na podłodze klatki schodowej, zatrzymawszy się przed drzwiami do swojego mieszkania. Oj, wreszcie chwila ulgi... Szatynka rozmasowała dłoń, w na której zostały ślady po niewygodnym, cienkim uchwycie od żwirku. Wyjęła z kieszeni klucze do mieszkania i wsunęła w zamek odpowiedni klucz. Przekręciła go, po czym wyjęła klucz z zamka, chwyciła znów żwirek i nacisnęła klamkę, otwierając drzwi wejściowe do mieszkania. Weszła do środka. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało normalnie, tylko kota brak.
- Kiciu? Koteczko? - zawołała łagodnie, gdy postawiła wszystkie zakupy na podłodze. - Mam dla ciebie kuwetę i pyszne jedzenie, gdzie jesteś?
Zajrzała do kuchni, ale kotki tam nie było, więc ruszyła do salonu - jedynego pomieszczenia, do którego były otwarte drzwi. Weszła do środka i to, co zobaczyła, niemal zwaliło ją z nóg. Obrus, szklanka, pilot do telewizora, książka i wazon z kwiatkami leżały na podłodze, z wazonu wylała się woda na dywan, tak samo cola ze szklanki, z której został drobny mak. Na półce być harmider. Zaś sprawczyni tej tragedii siedziała... zaraz, gdzie ona była?
Vivienne zaczęła się rozglądać, ale nie mogła jej namierzyć.
#25 (08.05.2016, 21:07 )

Renesmee siedziała przy ścianie, skulona i przerażona tym, co się wydarzyło. Pojęcia nie miała, że to był tyko durny dzwonek do drzwi i że takie dźwięki w ludzkim domu są na porządku dziennym. U poprzedniej właścicielki Reni też rozlegały się czasami ostre i dziwaczne dźwięki, ale ona tyle już zapomniała od tamtego czasu! Wiele miesięcy minęło, a może i lat odkąd Renesmee mieszkała w ludzkim domu i sporo jej się zapomniało. Poza tym taki dzwonek do drzwi usłyszała po raz pierwszy w życiu. Była przyzwyczajona do różnych dźwięków i może gdyby taki znała z poprzedniego pobytu u ludzi, to nie zareagowałaby tak gwałtownie. Ale co zrobić, nie ma co gdybać. Stało się jak się stało i już.
Kotka poczuła kolejny napad strachu, gdy usłyszała szeleszczenie zamka do drzwi i skrzypnięcie zawiasów w drzwiach wejściowych. Boże, co to jest tym razem?! Odetchnęła jednak z ulga, bo usłyszała głos Vivienne. Jak dobrze, że to tylko ona... Albo aż ona! Wreszcie wróciła! Tylko co zrobi, jak zobaczy tą małą demolkę w salonie?
Kotka siedziała na szafie i z początku bała się ujawnić. Z góry patrzyła na szok, który pojawił się na twarzy szatynki. Wreszcie zdecydowała, że pora się wychylić, co zrobiła bardzo delikatnie. Teraz Vivienne może ją zauważyć, jeżeli dobrze się rozejrzy.
#26 (08.05.2016, 21:07 )

Kot musi gdzieś być. Vivienne pomyślała o kocich skłonnościach do wciskania się w ciasne dziury i postanowiła najpierw zajrzeć po fotele i kanapę, a następnie za komodę, na której stoi telewizor. Tak też zrobiła, ale nie namierzyła nigdzie małego diabełka. Nie błysnęły jej kocie oczy ani pod meblami, ani za meblami... W kuchni też na pewno jej nie było, bo akurat tam nie miała jak się schować w mało widoczny kącik, a szafki raczej sobie nie otworzyła.
- Koteczko kochana, błagam cię... nie strój sobie ze mnie żartów... - jęknęła, rozglądając się dookoła. Nie przyszło jej do głowy, żeby patrzeć na szafę. Dopiero kiedy przypadkiem ruszyła głową, kątem oka zobaczyła zarys ciemnego, kociego łebka.
Natychmiast zwróciła tam spojrzenie i to, co zobaczyła, sprawiło, że zrobiła wielkie oczy. Na... szafie? No dobrze, koty uwielbiają przebywać wysoko nad ziemią, Vivienne coś o tym słyszała... ale żeby do tego stopnia? Renesmee wydawała jej się takim spokojnym zwierzakiem! Na pewno coś się stało i dlatego kotka uciekła, w końcu była taka wystraszona, kiedy dziewczyna wychodziła. Coś musiało ją przerazić.
- Chodz, kochanie, zejdź - powiedziała łagodnie i machnęła lekko ręką w przywołującym geście.
#27 (08.05.2016, 21:07 )

Renesmee patrzyła z góry na Vivienne, a właściwie to tylko niepewnie wychylała łebek, żeby popatrzeć na nią i upewnić się, czy dziewczyna nie jest na nią wkurzona o to, co się wcześniej stało. Ależ jej było głupio, że zrobiła taki pogrom w salonie... ale przecież nie zrobiła tego specjalnie, to był przypadek! Uciekała i tak jakoś wyszło. Gdyby szatynka wiedziała, co się stało, że szylkretowa tak zareagowała, to na pewno by ją zrozumiała! Ten dźwięk był przerażający, straszny! Jak ryk z piekieł!
Kotka miauknęła z góry coś w stylu "nie zejdę! boję się!" i... wycofała się z powrotem pod ścianę. Na szafie czuła się nieźle, tym bardziej, że miała widok na wszystko dookoła i nie musiała się bać, że tutaj dopadnie ją źródło tego straszliwego dźwięku. A ściana była taka fajna! W tym momencie wydawała jej się bezpieczniejsza niż podłoga. Ach, to kocie myślenie...
#28 (08.05.2016, 21:08 )

Miała nadzieję, ale kotka nagle zniknęła, cofając się na dalszą częśc dachu szafy. Ludzie kochani, co w nią wstąpiło...
- Kiciu, jeśli boisz się, że jestem na ciebie zła po tej demolce, to spokojnie. Nie zrobiłaś nic złego, bo domyślam się, że ta katastrofa wydarzyła się przez przypadek - mówiła łagodnie, żeby zachęcić kotkę do zejścia na podłogę. Poszła do kuchni, po drodze zdejmując kurtkę i szybko zawieszając ją na wieszaku w przedpokoju. Po chwili wróciła z kuchni, mając w dłoni szczotkę, zmiotkę i ścierkę. Przykucnęła przy stole i zaczęła wycierać dywan, który był zalany brunatną cieczą, jaką była coca-cola wylana ze szklanki. Na szczęście dywan był ciemny, ale plama i tak chyba zostanie... Ech, trzeba coś z tym zrobić, jak najszybciej. Następnie szatynka zmiotła szczotką kawałki potłuczonej szklanki i ze szkłami na zmiotce oraz ze zmoczoną ścierką znów udała się do kuchni. Nie minęła minuta, a ona znów była w pokoju. Pozbierała z podłogi wszystko, co kotka zrzuciła ze stołu oraz z półki i postawiła te przedmioty na swoje miejsce. Została tylko plama na dywanie, której trzeba się jak najszybciej pozbyć. Jak zaschnie, to będzie makabra!
#29 (08.05.2016, 21:08 )

Szylkretowa nie posłuchała Vivienne. Siedziała na szczycie tej szafy jak trusia i nie zamierzała nigdzie się wychylać. Tutaj czuła się bezpiecznie, siedząc tam, gdzie nie sięgają ludzkie ręce, ani żadne inne macki niebezpieczeństwa, które mogłyby ją dosięgnąć na dole. Na przykład ten potworny dzwonek, który tak ją wystraszył! Oby nigdy więcej nie zadźwięczał, kiedy ona tutaj będzie...
Renesmee patrzyła z góry na to, co robi dziewczyna. Patrzyła, jak dziewczyna sprząta to, co nabroiła przez przypadek koteczka. Nie wyglądała na złą, raczej na... zawiedzioną? Mimo wszystko wolała zostać tu na górze, bowiem tutaj czuła się najbardziej bezpieczna. Nie znała zbyt dobrze Vivienne i wolała zachować kocie środki ostrożności.
#30 (08.05.2016, 21:08 )

Vivienne zerknęła na szafę, na której siedziała kotka, a następnie przeniosła wzrok na podłogę. Na dywanie widniała duża, mokra plama po coli. Jeszcze mokra, bo lada chwila zaschnie, a wtedy to będzie istna tragedia. Szatynka podjęła decyzję, że nie będzie na razie ściągać kotki na ziemię. Niech się zwierzak uspokoi, bo wyglądał na przestraszonego, ona zaś w tym czasie zajmie się ogarnięciem tego nieszczęsnego dywanu. Wyglądało na to, że kotka wylała słodki, gazowany napój dosłownie tuż przed powrotem Vivienne i ten nawet nie wsiąknął dobrze w materiał dywanu. Pocieszające...
Szatynka pobiegła szybko do łazienki. Tam zaświeciła światło i z miejsca rzuciła się od szafki, w której trzymała różne detergenty. Wzięła płyn do czyszczenia dywanów, małą miednicę, do której szybko nalała wodę oraz pierwszą lepszą ścierkę, która się nawinęła. Z tym wszystkim wróciła do salonu, już tak nie spiesząc, żeby nie wylać wody. Zalała plamę wodą z miednicy, a następnie wylała na nią płyn do czyszczenia dywanów. Chwyciła w dłoń ścierkę i zaczęła szorować, a płyn natychmiast się zapienił.
- Oj, kociaku, kociaku... - zaśmiała się pod nosem, czyszcząc dywan. Od pierwszych chwil zero nudy! Zapowiada się ciekawie





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości