welcome to
Yellowlair Oats



#31 (08.05.2016, 21:08 )

Szylkretowa obserwowała dziewczynę niepewnie, ale wydawało jej się, że po pierwszym szoku Vivienne zaczęła się śmiać z jej wybryku i już nie była zła, o ile wcześniej była zdenerwowana. Wydawało jej się, że więcej w tym było przerażenia i zaskoczenia małą demolką niż prawdziwej złości na biedną Renesmee, która to wszystko zrobiła przecież przez przypadek. Szatynka nie mogła tego wiedzieć i pewnie się nie dowie, chyba że miała monitoring zamontowany w salonie, ale raczej domyśliła się, że szylkretowa kicia nie zrobiła tego na złość. Koty nie są głupie i nie będą robić kąsać ręki, która je karmi. Tym bardziej, że Renesmee szczerze polubiła dziewczynę, która przygarnęła ją pod swój dach. Vivienne była taka fajna! Gdyby w grę wchodził inny człowiek, to by się nie przejęła, lecz teraz był jeszcze jeden powód, który trzymał ją na tej szafie: wstyd.
Kotka siedziała na dachu wielkiego mebla. Nie zejdę, myślała, za nic nie zejdę. Będę tu siedzieć do końca świata, ale nie zejdę, głupio mi!
Patrzyła z góry na poczynania dziewczyny. Dziwne rzeczy robiła. Co to za śmieszna piana na dywanie? Kocia ciekawośc zadziałała: Renesmee miała wielką ochotę podejść tam i sprawdzić, co to jest, obwąchać... ale jednak trzymała się twardo w swoim postanowieniu i nie schodziła.
#32 (08.05.2016, 21:08 )

Vivienne odczekała chwile, żeby płyn wywabił plamę, po czym wzięła się za ścieranie go ścierką. Tarła dokładnie, żeby wytrzeć wszystko, co wchłonęło się we włókna dywanu, aż wreszcie skończyła po dłuższych staraniach. To znaczy, tak jej się wydawało, a efekt zobaczymy, gdy Vivienne zmyje resztki piany z dywanu.
Namoczyła ścierkę w wodzie, którą przyniosła w miednicy i zaczęła zmywać pianę. Kilka razy wyżęła ścierkę i ponownie namoczyła, aż na dywanie nie został żaden biały, pieniący się ślad. Cieżko było ocenić czy czyszczenie się udało, bo na razie dywan był w tym miejscu mokry. Dziewczyna szybko przetarła ją suchą stroną gąbki, aby wyciągnąć z włókien trochę wilgoci, po czym zaniosła wszystko do łazienki. Wylała wodę do toalety, zawiesiła ścierkę do wyschnięcia, a specyfik do czyszczenia dywanów schowała. Zrobione! Teraz trzeba zabrać się za ściągnięcie kota z szafy! Vivienne wróciła do salonu i popatrzyła w górę. Napotkała ciekawski wzrok szylkretowego mruczka.
- Złaź, mała. Naprawdę nie zrobię ci nic złego - powiedziała do niej łagodnym tonem, chociaż to pewnie nie zadziała.
#33 (08.05.2016, 21:08 )

Kotka patrzyła na dziewczynę z bezpiecznego punktu, który w tym momencie wydawał jej się jedynym bezpiecznym miejscem w tym mieszkaniu. Vivienne niby zachowywała się łagodnie i nie zdradzała żadnych niecnych zamiarów, ale kto ją tam wie, prawda? Szylkretowa miała w głowie przestrogi, które dawały jej inne koty odnośnie ludzi. Co prawda oni ostrzegali przed hyclami i innymi pracownikami schronisk dla zwierząt, ale Renesmee uznała, że każdy dwunóg jest gotowy do podstępów i może użyć tych samych sztuczek.
Usłyszała kiedyś, że ludzie często są podstępni i fałszywi. Że nieraz zachęcają zwierzaka jakimś smakołykiem albo łagodnym głosem, a kiedy już naiwny futrzak podejdzie blisko, łapią go i robią mu krzywdę albo zabierają do schroniska... A jeśli Vivienne też tak zrobi? Kto ją tam wie? Renia jej ufała, ale nie do tego stopnia!
- Nie zejdę! - powiedziała, zapominając na moment, że człowiek nie rozumie zwierzęcej mowy. Vivienne usłyszała nic innego, tylko niewyraźne, ciche miauknięcie, w którym rozbrzmiał bunt.
#34 (08.05.2016, 21:08 )

Vivienne rozumiała obawy kotki, bo przyjęła, że zwierzaczek po prostu boi się tego, jak właścicielka mieszkania zareaguje na tą małą demolkę. Kotka została wzięta z ulicy, a na ulicy dzieją się różne niefajne rzeczy, ludzie nieraz brutalnie traktują biedne, Bogu ducha winne zwierzaczki. Całkiem możliwe, że Renesmee spotkała się z nieprzyjemnościami ze strony ludzi całkiem bez powodu, tylko dlatego, że była bezpańską przybłędą, która włóczyła się po ich posesji. Nic dziwnego, że gdy coś zmalowała, to sparaliżował ją strach. Oczywiście jeśli jest to strach, ale tak było najłatwiej przyjąć dziewczynie, więc taką opcję uznała za najbardziej prawdopodobną.
- Dobra, jak ty sama nie zejdziesz, to ja cię zdejmę - powiedziała i znowu wychodząc z salonu, dodała pod nosem. - Nie przyszedł Mahomet to góry, to góra przyszła do Mahometa.
Poszła do przedpokoju. Ze sporej szafy stojącej w szerokim korytarzu, w której trzymała różne przyrządy, jak odkurzacz, jakieś wiadra i inne takie przedmioty, które trzyma się w schowkach, wyciągnęła aluminiową drabinkę. Rzadko jej używała, ale miała, na wypadek zmiany firanek czy wymiany żarówki. Wróciła z nią do salonu i postawiła ją przed szafą, na której schowała się kotka. Koniec zabawy w chowanego, Renatko!
#35 (08.05.2016, 21:08 )

Szylkretowa patrzyła na poczynania dziewczyny. Nie rozumiała, po co ona to wszystko robi przy dywanie... skąd taki kot może wiedzieć, że dywan powinien być czysty i nie może być na nim plam, prawda? Dla niej była to obca sprawa, w końcu była tylko kotem i dbała jedynie o czystość własnego futerka. Nie rozumiała też, po co znowu wyszła z pokoju. Może była obrażona? Tak, myśli kotki były idiotyczne, ale skąd ona mogła wiedzieć, że dziewczyna wcale nie ma jej za złe tego, co zrobiła przez przypadek...
Zrobiła wielkie oczy widząc dziwny przyrząd, który przydźwigała do salonu szatynka. A cóż to-to jest? Przestraszyła się nie na żarty. A jeśli to jakieś narzędzie tortur? Kolejna fala strachu przyszła, gdy Vivienne przyłożyła to coś do szafy, tak blisko niej! O nie, nie złapiesz mnie!
Renesmee wycofała się najbliżej ściany. Wcisnęła się w nią i patrzyła wielkimi oczami na miejsce, w którym zapewne za chwilę pojawi się twarz ciemnowłosej dziewczyny. Na razie widziała tylko krawędź szafy.
#36 (08.05.2016, 21:09 )

Drabina nie była żadnym narzędziem tortur. Vivienne użyła jej tylko po to, żeby ściągnąć zwierzaka z szafy. Możliwe, że nie powinna tego robić, bo kot musi sam przekonać się, że nie stało się nic złego, ale szatynka nigdy wcześniej nie miała kota. Posiadała wiedzę teoretyczną, ale w praktyce mogła popełniać drobne błędy w obcowaniu z kotem. Czy był to jeden z nich? To może ocenić tylko kotka.
Ustawiła drabinkę odpowiednio, żeby nie przechyliła się, kiedy dziewczyna na nią wejdzie. Wdrapała się na najwyższy stopień, znajdując się teraz tuż pod sufitem i stosunkowo wysoko nad kotką.
- Nie bój się, mała, nie zrobię ci przecież nic złego - powiedziała łagodnie. Sięgnęła po kotkę. Delikatnie złapała ją pod boczki i podniosła, sadzając ją sobie na rękach. Razem z nią zeszła ostrożnie z drabinki i stanęła na podłodze. Odetchnęła. Znacznie lepiej czuła się na twardym gruncie, nawet jeśli była tylko metr nad ziemią, na drabince. Pogłaskała Renesmee po kudłatej główce.
#37 (08.05.2016, 21:09 )

A skąd ona mogła wiedzieć, że Vivienne nie zrobi jej nic złego? Wcale nie mogła mieć takiej pewności! Wycofała się jeszcze bardziej, gdy nagle jakimś cudem wyrosła przed nią twarz szatynki o kręconych włosach, a jej ręce - dla kota duże i silne - wystrzeliły prosto w jej kierunku. Prychnęła, ale nie miała nic do gadania. Nie mogła podrapać Vivienne i rzucić się do ucieczki, bo nie dość, że była w jej domu i to tylko dzięki życzliwości tej dziewczyny, to po prostu nie chciała robić jej krzywdy. Bardzo ją polubiła...
W końcu została zniesiona z szafy, co wcale nie spotkało się z jej entuzjazmem. Zamruczała coś pod nosem niewyraźnie, ze złością i popatrzyła na dziewczynę z głębokim wyrzutem. Ej, jak mogłaś mi to zrobić?! Co teraz zamierzasz ze mną robić? Zdała sobie sprawę, że jest w niewygodnej dla siebie sytuacji... oraz niebezpiecznej. Niby nie wierzyła, że szatynka może zrobić jej jakąś krzywdę, ale w sumie to skąd mogła to wiedzieć? Prawie jej nie znała.
#38 (08.05.2016, 21:09 )

Vivienne zaczęła głaskać kotkę, aby nieco uspokoić wystraszonego zwierzaczka, choć nie należało to do prostych zadań. Szylkretowa wyglądała na okropnie zestresowaną, mimo że nie uciekła jej z rąk, co dziewczyna z początku motywowała zaufaniem, ale dopiero później dotarło do niej, że to zapewne w wyniku zwyczajnego strachu przed tym, co zrobi jej szatynka. Westchnęła i przeniosła się z kotką na kanapę. Tam usiadła, posadziła ją sobie na kolanach i zaczęła głaskać.
- Spokojnie, kiciu - powiedziała łagodnym tonem. - Nic złego ci się nie stanie. Ja cię nie skrzywdzę, nawet o tym nie pomyślałam.
W tym momencie byłoby przydatne, żeby kot rozumiał ludzką mowę. Może rozumie? Jesli tak, to niech ta Renia wreszcie posłucha Vivienne i się wyluzuje. Ta szykowała dla niej niespodziankę, kupiła jej jedzenie, kuwetę i wszystko, o czym tylko kot może zamarzyć, a ta się bała... Dziewczyna strasznie chciała pokazać jej swoje zakupy i sprawdzić ,czy karma jej posmakuje. Oraz nauczyć ją korzystania z kuwety, mimo że nie miała pojęcia, jak powinna się do tego zabrać.
#39 (08.05.2016, 21:09 )

Renesmee patrzyła na Vivienne podejrzliwie, ale nie uciekała. Dziewczyna obchodziła się z nią delikatnie, więc kotka nie widziała powodów do ucieczki, a wolała nie zachowywać się jak przerażony dzikus, bo tym to dopiero mogła napytać sobie biedy u tej sympatycznej osóbki! Kicia bardzo chciała, żeby szatynka nie zmieniła o niej zdania, bowiem chyba miała pozytywne, skoro wzięła ją do siebie. A co jeśli przez to, co Renia zrobiła, ta wyrzuci ją z domu na ulicę? Nie chciała tam wracać już nigdy!
Pozwoliła się przenieść na kanapę, bo w sumie nie miała innego wyjścia. Usiadła na kolanach Vivienne i pod wpływem głaskania po chwili położyła się wygodnie, ale cały czas oglądała się na szatynkę niepewne, jakby nie do końca jej ufała. Lecz po dłuższym czasie minęły obawy: dziewczyna nie robiła jej nic złego. Gdyby chciała coś takiego uczynić, to zrobiłaby to dawno temu. Kicia przewróciła się na bok i miauknęła, poganiając ją do dalszego głaskania. Nie miała pojęcia, że Vivienne zrobiła dla niej wielkie zakupy, ale jak się dowie, to będzie jej bardzo miło, nawet nie z powodu posiadania dobrej karmy, kuwety czy zabawki, ale głównie dlatego, że ta dziewczyna zrobiła to dla niej. Pomyślała o niej. Czyli musiała ją lubić.
#40 (08.05.2016, 21:09 )

Dziewczyna uśmiechnęła się od razu, zauważywszy, że kotka powoli się uspokaja. To jej schlebiało w pewien sposób, bo obawiała się, że koteczka nie obdarzyła jej jednak zaufaniem, a teraz wyglądało na co innego. Po prostu biedactwo wystraszyło się obcego otoczenia i stąd strach w jej zachowaniu. Renesmee musiała powoli przyzwyczaić się do otoczenia, do którego trafiła. Nie wiadomo, czy kiedyś była w ludzkim mieszkaniu, wszystko mogło być dla niej nowe. Wystarczy trochę cierpliwości i kotka z czasem na pewno poczuje się tutaj swobodniej.
Vivienne trochę głaskała kotkę, przeciągała tak moment zdjęcia jej z kolan przez kilka minut, ale w końcu stwierdziła, ze trzeba to wreszcie zrobić. A więc ściągnęła koteczkę z kolan i ułożyła sobie na rękach, a nastepnie wstała z kanapy.
- Teraz pokażę ci co dla ciebie mam, kiciu - powiedziała z entuzjazmem, ale nie za głośno, w obawie, że wystraszy zwierzątko. Poszła z kotką do kuchni i postawiła ją na podłodze. Później udała się do przedpokoju, w którym zostawiła zakupy i przyniosła do kuchni reklamówki z jedzeniem oraz miskami. Wyjęła miseczki i przemyła je pod kranem, wytarła i postawiła na podłodze. Następnie otworzyła torbę z karmą i wsypała trochę do środka. Podstawiła ją kotce pod nos, aby mogła powąchać i ponownie odstawiła na podłogę.





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości