welcome to
Yellowlair Oats



#61 (08.05.2016, 21:12 )

o nie, znowu ta cholerna kuweta? Czy ta baba zwariowała?! Renesmee nie potrzebowała na razie grzebać w żwirku i nie zamierzała zostać w środku ani chwilę dłużej. Toż to w końcu koci kibel! Czy ludzie siedzią na klozecie więcej niż potrzebują, wchodząc sobie do niego ot tak, dla zabawy, żeby spędzić tam trochę czasu? Nie! Tam, gdzie pojawiają się odchody, to są ostatnie miejsca, w które ktoś pójdzie sobie dla przyjemności. Z szylkretową nie było inaczej i powoli zaczynał ją denerwować upór Vivienne. Nie rozumiała, że dziewczyna nie wie, iż kotka zna się na korzystaniu z kuwety. Dla niej to było jasne, ale cóż... dla człowieka, który wcale jej nie znał, z pewnością takie oczywiste nie było.
- Oj, daj już spokój z tym żwirkiem! - miauknęła ze złością, zapominając, że Vivienne jej nie zrozumie. Zabrzmiało to dla człowieka jak rozdrażnione miauknięcie. Po chwili kotki w kuwecie znów nie było. Zwiała z łazienki i wróciła do salonu, gdzie wcześniej przebywała z szatynką. Tam schowała się za kanapą: wcisnęła się w ciemną szparę między meblem a ścianą. Jeśli miała być siłą zmuszana do siedzenia w kuwecie, to wolała się schować, aż ten dziwny szał minie wreszcie sympatycznej szatynce.
Bo kiedyś minie, prawda?
#62 (08.05.2016, 21:12 )

Biedna Vivienne! Miała ochotę popłakać się nad tą kuwetą! Ona była przekonana, że kotka nie wie, jak korzystać z toalety dla kotów i sprawi jej kilka śmierdzących kłopotów w mieszkaniu. Niestety, wstawianie jej do kuwety nie dawało żadnych skutków. Nawet wyglądało na to, że wręcz przeciwnie, bo kotka zezłościła się, kiedy dziewczyna wstawiła ją tam po raz kolejny. Stwierdziła, że musi znaleźć inny sposób na ogarnięcie zwierzaka opornego na naukę. A co do tego jest najlepsze? Oczywiście, że internet. Dziewczyna wyszła z łazienki i od razu, nie zwracając uwagi na zwierzaka, dopadła do komputera. Znalazła listę porad odnośnie uczenia kotów załatwiania się w kuwecie. Następna brzmiała: "gdy twój zwierzak szuka kuwety, zachowuje się niespokojnie lub zaczyna się załatwiać, szybko złap go i przenieś do kuwety". Szatynka westchnęła. To oznaczał pilnowanie Renesmee na okrągło, a ona przecież nie jest w domu całą dobę... No cóż, dzisiejszego popołudnia i wieczora spróbuje. Miała nadzieję, że to wystarczy kotce, żeby się nauczyć, ale szczerze w to wątpiła.
Rozejrzała się za zwierzakiem i nagle zdała sobie sprawę, że szylkretowej kici nigdzie nie ma. Wystraszyła się, że kotka wlazła w jakiś kąt i tam zaczęła sikać lub... nieważne co.
- Kici, kici, kici! - zaczęła ją nawoływać.
#63 (08.05.2016, 21:12 )

Renesmee nie zamierzała się załatwiać w niedozwolonym miejscu, jak każde wychowane i kulturalne wąsate zwierzątko z kategorii mruczących, ale nie zamierzała również wychodzić z dobrej kryjówki, którą znalazła sobie za kanapą. Dopóki Vivienne nie odpuści sobie wsadzania jej do kuwety w niezrozumiałym celu, dopóki szylkretowa będzie się przed nią chować. No, o ile dziewczyna wcześniej jej nie znajdzie i nie wyciągnie zza kanapy. To nie powinno być trudne, bowiem takie meble zazwyczaj nie są ciężkie i łatwo je odsunąć, psując ciemny, wygodny dla kota korytarzyk. Tylko najpierw trzeba ją tam zauważyć, a to nie będzie takie proste.
Renesmee wycofała się o kilka kroków bliżej kąta pokoju, gdy usłyszała głos dziewczyny. Nie chciała zostać zdemaskowana, gdyby nie daj Boże zabłyszczały jej ślepia w ciemności, niczym dwa reflektory zdradzając jej kryjówkę. Siedziała w ciszy i czekała na to, co dalej się wydarzy. Obserwowała Vivienne, którą doskonale widziała z ukrycia. W tym momencie zaczynała wątpić, że dobrze zrobiła, dając się zanieść do ludzkiego domu. Człowiek okazał się dziwny, jak wszyscy inni przedstawiciele jego gatunku. Może powinna stąd uciec?
#64 (08.05.2016, 21:12 )

Dziewczyna rozejrzała się najpierw po całym pokoju, a później zamknęła na wszelki wypadek drzwi na korytarz. Mogłoby być tak, że ona by szukała zwierzaka w jakimś kącie, a ten w tym momencie wyskoczyłby z innego i zwiał do innego pomieszczenia. Taka zabawa w podchody mogłaby trwać i trwać, a po jakimś czasie by się okazało, że futrzak zdążył narobić na wykładzinę albo załatwił się w jakimś trudno dostępnym miejscu, którego nie można nawet dobrze wyczyścić... Vivienne wolała tego uniknąć.
Po zabezpieczeniu wyjścia szatynka wzięła się za szukanie koteczki. Zajrzała za szafę, na szafę, na półki, pod stół i biurko... Wtem przyszło jej do głowy, że mogła wcisnąć się za fotel lub za kanapę. To była idealna kryjówka dla kota. Zajrzała ostrożnie w szczelinę między kanapą i ścianą i... oczywiście! Od razu zaświeciły w ciemności dwa kocie ślepka, niczym reflektory.
Ha, mam cię, pomyślała dziewczyna i uśmiechnęła się pod nosem. Chwyciła jedną poręcz kanapy i mocno pociągnęła. Uch! Włożyła w to sporo siły, a ciężki mebel prawie nie ruszył! Vivienne zaparła się mocno nogami i zaczęła ciągnąć z całej siły, aż odsunęła jeden brzeg kanapy tak, że kryjówka się zepsuła.
- I co teraz, kiciu? - powiedziała. Nie wyszło!
#65 (08.05.2016, 21:13 )

Renesmee nie wiedziała, co robić. Na początku była dumna z siebie, że znalazła taką świetną kryjówkę i siedziała za kanapą święcie przekonana, że dziewczyna jej nie dorwie... a tu zaskoczenie! Pierwszy szok przeżyła, kiedy szatynka zaczęła odsuwać kanapę, a gdy stanęły twarzą w twarz - szylkretowa już wiedziała, że przegrała. Spojrzała w jej oczy swoimi miodowymi ślepkami, pełna zdumienia, ale również wyzwania w swoim spojrzeniu: "myślisz, że tak łatwo dam ci się złapać, człowieczku? Co to to nie!"
Jedno spojrzenie w oczy Vivienne i kotka postanowiła na szybko wykorzystać sytuację. Zerwała się i wystrzeliła jak z procy. Przebiegła między nogami szatynki i czmychnęła z zasięgu jej rąk. Pewna tego, że ucieknie sobie do innego pokoju pobiegła do drzwi... a te zamknięte! Zatrzymała się przed drzwiami zszokowana, obejrzała się i wielkimi oczami popatrzyła na dziewczynę. Co teraz będzie?
Nic nie będzie! Przypomniała sobie o kryjówce na szafie. W mgnieniu oka pognała na fotel, z fotela na szafkę, z szafki na dach szafy - i już była wysoko, za wysoko, żeby Vivienne mogła ją dorwać!
#66 (08.05.2016, 21:13 )

Szylkretka prowadziła przez całą drogę, bo w końcu Antero nie wiedział jak dotrzeć do jej domu, ale mimo tego to on tak naprawdę był przewodnikiem w drodze. Ona tylko mówiła, gdzie wejsć czy skręcić, a poza tym nic nie robiła, tylko grzecznie jak małe kociątko szła u boku tego olbrzyma. Trzeba przyznać, że czuła się przy nim bezpiecznie, bo chociaż nadal jej zdaniem był dupowatą, zbyt miękką kluchą, to jego łagodność teraz się przydawała. Z innym charakterem pewnie wcale by jej nie pomógł, a kotka tej pomocy bardzo potrzebowała. Inna sprawa, że gdyby miał odmienny charakter, to ona by się na niego nie wkurzała i nie rzucała się na niego, bo to z tego wszystkiego wynikła jej uszkodzona łapa... Ale nie wnikajmy w to, teraz nie czas na obwinianie się za własną głupotę, droga Reniu!
Szylkretka weszła do odpowiedniej kamienicy. Niedobrze jej się robiło, kiedy myślała o tych cholernych schodach, ale na szczęście okazało się, że na samej końcówce drogi Antero też chce jej towarzyszyć. To było przemiłe z jego strony, musiała to przyznać. Wreszcie zatrzymali się przed drzwiami wejściowymi do mieszkania Vivienne.
- Dziękuję ci - powiedziała, całkiem szczerze. - Bardzo mi pomogłeś... Do zobaczenia.
Nie skomentowała ich następnego spotkania, o którym wspomniał Maine Coon, chociaż jego troska była bardzo miła. Odprowadziła go wzrokiem, a gdy zniknął, usiadła przed drzwiami. Zaczęła miauczeć i drapać zdrową łapką w drzwi, żeby właścicielka ją usłyszała. Zawsze tak robiła, ale dziś miauczała głośniej i bardzo żałośnie. Było jasne, że coś niedobrego się stało.
#67 (08.05.2016, 21:13 )

Vivienne tymczasem była zajęta bezmyślnym gapieniem się w telewizor. Pasjonujące zajęcie... Patrzyła na jakiś głupi serial komediowy i okropnie się nudziła, ale nie miała nic lepszego do roboty. No, może naukę. Ale wolała już nudzić się z oczami wlepionymi w kolorowy ekran niż ruszać stertę książek z zagadnieniami, które jej zdaniem były bezgranicznie nudne i niewarte czytania. Kiedyś przyjdzie czas, że będzie wreszcie musiała się tego nauczyć, ale... ale nie teraz. Ma jeszcze czas.
Dziewczyna patrzyła bez pasji na bzdury w telewizorze i zastanawiała się, kiedy wróci do domu Renesmee. Jej kotka od czasu do czasu wychodziła samopas, bo nie dało jej się tego oduczyć, czemu Vivienne nawet się nie dziwiła - kicia musiała wiele czasu spędzić na ulicy i przywykła do takiego trybu życia. To nic zaskakującego. Ale za każdym razem, gdy wychodziła, szatynka z niezadowoleniem patrzyła na zegar i czekała, aż jej pupilka wróci, mając nadzieję, że nic złego jej się nie stało. Nigdy nic nie wiadomo. Wilki, samochody, psy, inne koty... tyle zagrożeń!
Usłyszała wyjątkowo dziwne miauczenie przy drzwiach. Głosik znajomy, ale ton nieco inny niż zwykle. Zaciekawiona dziewczyna podeszła od razu do drzwi i otworzyła je, a gdy zobaczyła swoją ulubienicę ze spuchniętą, uniesioną w górę łapką, jęknęła ze strachu.
- Renesmee, biedulko, co się stało? - zapytała, jakby oczekiwała słownej odpowiedzi ze strony kota. Jasne, fajnie, że to możliwe.
#68 (08.05.2016, 21:13 )

Drzwi się otworzyły, a oczom Renesmee ukazała się jej kochana właścicielka, na widok której ślepka kotki zrobiły się większe z radości. Tak szybko otworzyła i zainteresowała się losem swojej Reni! To było dla kotki wielkie szczęście... po tylu latach na ulicy znaleźć tak troskliwą, kochaną właścicielkę, która w każdej złej sytuacji wykaże zainteresowanie skrzywdzonym przez złośliwy los biedactwem!
Szylkretowa nie czekała na zaproszenie, tylko od razu wpadła do mieszkania na trzech łapach, uszkodzoną przednią kończynę - lewą łapkę - trzymając wysoko w górze, aby jej nie urazić. Na te chwilę nie była w stanie nawet na niej przystanąć, bo przy nacisku od razu odczuwała nieznośny ból. A do bólu nie była przyzwyczajona - zawsze umykała sprytnie wszelkim zadraśnięciom. I nagle coś takiego musiało na nią spaść! Wchodząc do mieszkania, miauczała żałośnie. Próbowała dziewczynie opowiadać, co się stało. Owszem, w przypadku kota i człowieka nie miało to sensu, ale ona jakby na moment, pod wpływem emocji kompletnie zapomniała, że ludzie nie rozumieją kociej mowy.
- Vivienne, to było straszne! Szarpałam się z Antkiem, takim wielkim kotem! To było głupie, bo on jest dużo większy ode mnie, ale skoczyłam mu na grzbiet, a on się zamachnął, żeby mnie zrzucić! I spadłam! Upadłam na łapkę i teraz mnie strasznie boli, zobacz, spuchła! - opowiadała, drepcząc tuż przy nodze właścicielki. Wierzyła, że szatynka poradzi sobie z tym uszkodzeniem. W końcu to człowiek, a ludzie potrafią takie cuda!
#69 (08.05.2016, 21:13 )

Dziewczyna była przestraszona. Jeszcze jej się nie zdarzyło, żeby kotka wróciła do domu z uszkodzoną łapą czy nawet zadrapaniem! Kompletnie nie miała w tym doświadczenia, bo co teraz powinna zrobić? Pewnie najlepiej by było udać się do weterynarza, aby obejrzał tę łapę, ale dziewczyna była już raz Renesmee w lecznicy, krótko po tym, jak ją wzięła pod swój dach. Wtedy to Vivienne poszła tam z nią, żeby weterynarz uważnie przyjrzał się zwierzakowi, sprawdził czy nie ma jakichś chorób, pasożytów albo innych problemów, które wymagają leczenia czy szczególnej troski. Kicia musiała przejść parę nieprzyjemnych badań i źle to zniosła (a który kot dobrze to znosi, pomijając te przyzwyczajone do częstych wizyt u lekarza?), więc najpierw szatynka chciała oszczędzić jej przykrych doświadczeń. Bała się, że Renesmee może zacząć się jej w końcu bać po częstym noszeniu do weterynarza.
Zamknęła drzwi wejściowe i przed progiem od razu przykucnęła, aby obejrzeć kończynę szylkretowej koteczki. Była naprawdę przestraszona!
- Pokaż tą łapkę, biedna, co się stało? - powiedziała spokojnie, aby się nie przestraszyła i ostrożnie chwyciła kotkę za przednią łapeczkę, aby mogła z uwagą zmierzyć ją wzrokiem. Starała się nie dotknąć tam, gdzie była opuchlizna, ale kotka i tak mogła się wystraszyć... Chociaż Vivienne się starała. Najpierw chciała sprawdzić, czy łapa nie ma mechanicznego uszkodzenia, może coś jej się tam wbiło albo jakiś kot ją ugryzł i wdał się jakiś stan zapalny? Musiała to sprawdzić.





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości