welcome to
Yellowlair Oats



#1 (24.06.2017, 17:30 )

x x x
#2 (10.04.2020, 18:26 )

Czekała na siostrę w kuchni, przy kubku herbaty, chociaż miała ochotę na coś dużo mocniejszego. Po tym, co wydarzyło się na klatce schodowej, nie mogła znaleźć myśli, a nerwy cały czas wędrowały po jej ciele i nie wiedziała, jak się ich pozbyć. Rzadko się denerwowała, a jeszcze rzadziej dopadał ją klasyczny stres. Była na niego zbyt odważna. Ale tym razem stres ją złapał, do tego tak mocny, że zapleciona wokół kubka z herbatą dłoń dziewczyny lekko drżała i nie mogła się uspokoić. 
W stres wprowadziło ją to, co wydarzyło się na klatce schodowej, gdy wracała do domu. Spotkała przed drzwiami do swojego mieszkania zgromadzenie sąsiadów, jednych miłych, a innych (w gryncie rzeczy to jedną sąsiadkę) wściekłych i obwiniających ją o coś, czego nigdy nie zrobiła. Na ścianie i drzwiach mieszkania były namazane obraźliwe teksty, które dawały do zrozumienia, że w tym mieszkaniu mieszka jakaś rasistka. Do niej to nie pasowało, chociaż faktycznie ostatno miała małe starcie z pewną Azjatką, ale nie z powodu jej rasy i nawet nie zwróciła szczególnej uwagi na jej narodowość. Musiało chodzić o Vivienne, bo o kogo innego? 
Najgorsze było to, że Maisie nic o tym nie wiedziała. Uzmysłowiłą sobie nagle, że naprawdę słabo zna własną siostrę i żyje niemal jak z obcym człowiekiem pod jednym dachem. Siostry Thompson od dzieciństwa były sobie dalekie, a z wiekiem to się pogłębiało i teraz wyszło, co miało wyjść. Maisie próbowała bronić siebie i Vivienne przed sąsiadami, ale robiła to na ślepo. Nic nie wiedziała na temat ewentualnej nielegalnej działalnośći swojej siostry. Przypominały jej się też obraźliwe komentarze, które pojawiały się na kontach społecznościowych Vivienne. A jeśli były spowodowane właśnie tym? 
Rozmyślała tak, siedząc w kuchni przy blacie i czekając, aż herbata wystygnie. Kubek lekko parzył ją w dłoń, ale była tak zamyślona, że tego nie zauważyła. Czekała, aż Vivienne wróci z pracy. 

@Vivienne Thompson
#3 (21.04.2020, 07:02 )

Vivienne właśnie wracała do domu z pracy i nie była świadoma niczego, co wydarzyło się pod jej nieobecność na klatce schodowej. Miała nawet dobry humor, nuciła sobie coś pod nosem i szłą energicznie, ąz jej rude fale rozwiewały się za nią, upodabniając się do żywych płomieni. Jej szeroki uśmeich trzymał się aż do wejścia na klatkę schodową w swojej kamienicy. Swojej oczywiście umownie, bo Vivienne nie była właścicielką ani całego budynku, ani nawet swojego lokalu mieszkalnego. Mieszkanie było jedynie wynajęte, choć dobrze się w nim czuła... Ale lepiej bez siostry, którą niestety musiała niańczyć. 
Jak się miało okazać, tym razem to nie siostra sprowadziła na ich rodzinkę kłopoty, a sama Vivienne, zupełnie nieśwadomie podczas kłótni, o której zdązyła prawie zapomnieć. Znała Kathleen z jej awanturniczej natury i pamiętała, że Harry ostrzegał ją przed złośliwością tej dziewczyny, ale Viv nigdy by nie pomyślała, że ta dziewczyna postanowi sprowadzić na nią takie problemy! Nie lubiły się (delikatnie mówiąc), ale czy ich wyzwiska i przepychanki były powodem, żeby dopuszczać się gnębienia, wandalizmu? Nie!
Mina jej zrzedła na widok wulgarnego napisu, który ktoś namazał na ścianie i drzwiach ich mieszkania. Stała przez chwilę w połowie schodów za półpiętrem i kilka razy odczytywała proste dwa słowa, które ktoś wypisał i nie wątpiła, że są skierowane do niej. Nie skojarzyła ich od razu z toksyczną działalnością Kathleen, ale były tak umiejscowione, że nie wątpiła, iż ktoś napisał je na jej temat. Albo na temat jej siostry... 
Do mieszkania wpadła jak burza. Dosłownie otworzyła drzwi energicznym pchnięciem i wpadła na korytarz, a następnie z trzaskiem zamknęła. Rozejrzała się gwałtownie i zauważyła kurtkę i codzienne buty siostry. Maisie już była w domu, więc Viv zaczęła jej szybko szukać. 
- Ej, Maisie, gdzie jesteś? - zawołała idąc przez korytarz i zaglądając najpierw do salonu, a następnie do pokoju siostry. W końcu znalazła ją w kuchni. - Widziałaś? Ktoś nam zniszczył drzwi! Rasistowska kurwa?! Coś ty znowu na wywijała?! 
Od progu naskoczyła na siostrę, a nie zdawała sobie sprawy, że tym razem naprawdę nie chodzi o nią. Właściwie nie mogła narzekać na zachowanie Maisie, odkąd siostrzyczka z nią zamieszkała. Chodziła na zajęcia, trochę imprezowała, ale nie odbijało się to na jej obowiązkowości na studiach, nie sprowadzała facetów, tylko raz rozwaliła swój telefon, ale to mogło zdarzyć się każdemu. Jednak to Maisie była młodsza i w przeszłości robiła różne głupoty, a do tego rodzice dokładnie opowiedzieli Vivienne o tym, jak zawaliła studia w rodzinnym mieście. Z oczywistych względów wina została skojarzona z młodszą siostrą Thompson. 

@Maisie Thompson
#4 (18.05.2020, 14:19 )

Vivienne wpadła do mieszkania, gdy jej siostra siedziała wciąż z tą herbatą, powoli ją popijała i gorączkowo rozmyślała nad źródłem huligańskiego wybryku, który spotkał ją i jej siostrę na klatce schodowej. Gdyby to zdarzyło się komuś z sąsiedztwa to pewne, że bardzo by ją rozbawiło. Teraz nie miała się do śmiechu. Nie wierzyła, że to jest zwykły przypadek, to wcale tak nie wygądało i nie mogła przestać zastanawiać się nad tym, kto mógł dopuścić się takiego wybryku i z jakiego powodu. Mogła wierzyć w przypadek, ale coś jej mówiło, że to nie to. Takich obelg nie pisze się dla zabawy. Brzmiały jak zarzut wymierzony prosto w konkretną osobę, jaką była tutaj prawdopodobnie Vivienne.
Zaczęła analizować, czy może chodzić o tamto niewygodne zdarzenie z Ochiyo, które miało miejsce w sklepie jubilerskim. Maisie wyśmiewała się, to prawda, ale nie z koloru skóry Azjatki, tylko z jej ubioru i rockowego stylu, któego bardzo nie lubiła. To miało miejsce dość dawno temu, ale dziewczyna była w stanie przypomnieć sobie większość zdań, które wtedy wypowiedziała, bo sprzeczka z tamtą mocno ją zirytowała. Emocje wspomagają zapamiętywanie zdarzeń i szczegółów. Po wygrzebaniu tamtego dnia z pamięci Maisie była przekonana, że ani razu nie użyła żadnej rasistowskiej odzywki w kierunku do Ochiyo, a nawet nie zwróciła uwagi na jej kolor skóry choćby jeden raz. Nie powiedziała też nic, co mogło zostać zrozumiane dwuznacznie i podciągnięte pod zawoalowany rasizm. Tu nie mogło chodzić o nią, bowiem ta kłótnia była jedyną, w jaką Maisie wdała się z osobą innej rasy. Żadna taka sytuacja nie miała miejsca. Dlatego blondynka zaperzyła się, słysząc zarzut, który dosłownie od progu rzuciła jej siostra.
- Wyobraź sobie, że nie da się tego pominąć! Gdy wracałam do domu, na klatce schodowej stało całe zbiorowisko sąsiadów przed naszymi drzwiami!- prychnęła - I dlaczego od razu zakładasz, że to ja coś nawywijałam? Zastanów się nad sobą!
Zirytowało ją takie postawienie sprawy przez siostrę, choć mówiąc szczerze niestety tego się właśnie spodziewała. Miała już dość traktowania jej jako tą gorszą, która jest winna wszystkiemu. Maisie nie była święta, to prawda. Nadal zachowywała się czasami bardzo nie w porządku wobec ludzi, bywała kłótliwa i niedojrzała, nie przykładała się do studiów w takim stopniu, w jakim powinna. Można wymieniać jej grzeszki przez kilka minut. Ale nie była winna każdego zła na świecie, a już na pewno nie tego. Była gotowa podnieść rękawicę, jeżeli siostra będzie usiłowała znowu zgrywać niewinną i na nią zrzucić niesłuszne oskarżenia.
#5 (26.05.2020, 19:34 )

Akty wandalizmu nigdy nie są powodem do śmiechu, więc to kolejna rzecz, w której Vivienne i Maisie różnią się ze sobą. Gdyby to zdarzyło się sąsiadom, jej na pewno by nie śmieszyło, bo jak tu śmiać się z tego, że komuś specjalnie zrobiono na złość i zniszczono mu drzwi do mieszkania oraz kawałek ściany? Przecież nie wiadomo czy to da się doczyścić! Może będą musiały płacić za malowanie albo wymianę drzwi, a wtedy to będą naprawdę wysokie koszta... Viv nie chciała wyobrażać sobie ile kosztuje malowanie całej klatki schodowej, które być może spadnie im na barki. To nie jest nic zabawnego. Nieważne czy zdarzyło się im, czy sąsiadowi. Nie należy się śmiać.
Vivienne naprawdę była przekonana, że chodzi o siostrę, bo również nie przypominała sobie sytuacji z niedalekiej przeszłości, które mogły być uznane za rasistowskie w wykonaniu jej samej. Pamiętała o awanturze z Kathleen, która wstrząsnęła nią w palmiarni, ale tego nie brała raczej pod uwagę. Dziewczyny od początku znajomości nie szczędziły sobie złośliwych przytyków, a Vivienne nawet już nie pamiętała dobrze, co powiedziała tamtego feralnego dnia. Nie przyszło jej do głowy, że ciemnoskóra może okazać się taką wariatką, nie przypominała sobie tego teraz, więc winowajcę widziała tylko w młodszej siostrze. To do niej pasowało! Lubiła złośliwe wybryki, nie szanowała ludzi i to mogło się na niej zemścić. A Viv nie była tym zaskoczona i czekała tylko na okazję, żeby opowiedzieć rodzicom, jak ich ukochana młodsza córeczka się popisała. Czego jak czego, ale tego na pewno nie zwalą na nią i to, że nie dopilnowała młodszej siostry. Jakby jej obowiązkiem było pilnowanie dorosłego babska!
- Nad sobą mam się zastanowić? No sorry, ale ja nie wyzywam ludzi innej rasy! Nie ma powodów, żeby to przeze mnie zniszczono klatkę schodową - odpowiedziała nerwowym tonem. Trochę go podniosła, ale próbowała panować jakoś nad sobą. Byle nie doszło do awantury, przecież muszą dogadać się, co zrobić z problemem, a nie żreć się między sobą, Vivienne o tym pamiętała, choć nerwy zalewały ją coraz większym gorącem. - A do ciebie to doskonale pasuje! Masz mentalność bezmózgiej nastolatki, na pewno komuś zalazłaś za skórę! 
Ściągnęła kurtkę i cisnęła nią w kąt kuchni, a po tym odsunęła sobie krzesło przy stole i usiadła ciężko. Zerknęła na szylkretową kotkę, która wskoczyła na stół, by się z nią przywitać. Uśmiechnęła się delikatnie do sympatycznego zwierzątka i podrapała je za uchem. Widok niewinnego zwierzaczka uspokoił ją, przynajmniej na chwilę. Renesmee nie powinna bać się ludzi we własnym domu, bo zachcieli sobie wrzeszczeć na siebie przez głupotę młodszego człowieka.

@Maisie Thompson
#6 (07.07.2020, 12:29 )

Maisie nie w każdej kwestii wykazywała się dojrzałością. Mogła się wściekać i spierać, że tak nie jest, ale to niestety był fakt, który mocno obciążał jej osobę w oczach innych ludzi, a przede wszystkim członków rodziny, którzy znali na wylot jej wybryki i czasami musieli się mierzyć z ich konsekwencjami. To prawda, iż jej dużym grzechem było to, że lubiła śmiać się z durnych dowcipów w szczeniackim stylu, ale nigdy nie naśmiewała się z ludzi z powodu ich pochodzenia i koloru skóry, to po prostu nie było w jej stylu. Obie z Vivienne pochodziły z dużego miasta, w którym było duże zróżnicowanie rasowe. Maisie w szkole miała kolegów ciemnoskórych, żółtych, białych i też wielu róznych narodowości. Zwykle zagranicznych było mniej niż Anglików i to zupełnie normalne, ale była przyzwyczajona do osób o przeróżnym pochodzeniu. To tkwiło tak głęboko w niej, że Maisie w ogóle nie przychodziło do głowy, żeby zwracać uwagę na czyjś kolor skóry i wartościować go na tej podstawie. Każdego człowieka traktowała tak samo. W jej przypadku rasistowskie żarty nie wchodziły więc w grę i kropka. Niemożliwe.
Jedyną osobą, która mogła poczuć się urażona na tle złośliwości na jej temat, była Ochiyo, ale w jej przypadku nie mogło chodzić o rasizm. Niemożliwe, żeby tamta ponuro ubrana Azjatka tak to zinterpretowała. Właściwie... Maisie naszły pewne wątpliwości, bo przecież mogła trafić wtedy na dziewczynę, która tylko na pierwszy rzut oka wyglądała na niewinną i wycofaną. Tamta mogła urządzić jej piekło na ziemi, wymyślając w stosunku do niej jakieś zarzuty z kosmosu. Ale do tego na razie Maisie się nie przyznawała, bo mimo wszystko to jej do tamtej Azjatki zwyczajnie nie pasowało. 
- Tak, oczywiście, bo ja warczę na kogo popadnie! Nieważne, kogo mijam na ulicy, zachowuję się jak cham i rzucam prostackie żarty, którymi wszystkich obrażam! - odparła i ona też zaczęła bardziej podnosić głos. Miała dość zarzutów, które mijały się z jej charakterem. Rasizm bardziej pasował do Vivienne, która potrafiła być cholernie gburowata za starych czasów i pewnie niewiele się zmieniła. Maisie bywała niedojrzała i głupia, ale raczej robiła na ludziach dobre pierwsze wrażenie, jeżeli chciała takowe zrobić. Zwykle była uprzejma. Czego nie można powiedzieć o jej starszej siostrze, odpychającej i nieprzyjemnej od dzieciństwa. - A tak się śmiesznie składa, że takie zachowanie to zawsze była twoja domena! Ty waliłaś ludziom chamskie teksty, kiedy ci coś nie pasowało!
Była w pełnej gotowości do walki. Szykowała się awantura, jak nic i nawet kojąca obecność sympatycznej kotki nie mogła tego zmienić. Maisie w ciągu miesięcy mieszkania z siostrą często odpuszczała i schodziła jej z drogi, żeby nie zaogniać konfliktów, których wybuchało między nimi całe multum. Teraz przelała się jej osobista czara goryczy i nie obchodziło jej, że może ich relacje zepsują się na dobre. Nie pozwoli sobie, żeby ktoś wciskał jej odpowiedzialność za coś, czego na pewno nie zrobiła.
#7 (18.07.2020, 14:24 )

Vivienne poczuła się dotknięta tym zarzutem, ale niestety musiała przyznać, że był on trafny, gdyż w przeszłości dziewczyna była inna niż obecnie. A nawet obecnie zdarzało się, że robiła się pyskata, kiedy ktoś zaszedł jej za skórę i wówczas traciła panowanie nad swoim językiem. Ale Maisie też umiała być bezczelna i gdy Viv dawno temu dorosła i nauczyła się taktu (przynajmniej po części, bo nadal sporo pracy nad sobą musiała wykonać, żeby zapanować nad swoim wybuchowym charakterkiem), to jej siostra wciąż zachowywała się jak niedojrzała gówniara. Wystarczyło się dowiedzieć, w jaki sposób została wyrzucona ze swojej pierwszej uczelni. To nie było tak, że przypadkowo podwinęła jej się noga, tylko nawaliła na całej linii, przez dwa semestry pracując uparcie na wykreślenie z listy studentów. Niby wyjechała i próbowała grać dojrzalszą, ale nadal obijała się, niewiele robiła i więcej miała w głowie imprez i koleżaneczek niż faktycznego studiowania. Jeśli któraś z nich dwóch miała zaleźc za skórę jakiejś czarnej osobie, to bardziej było prawdopodobne, że zrobiła to młodsza z sióstr i w tej opinii Vivienne była nieugięta. Nie miała pojęcia, że myli się na całej linii!
- A skąd ja mam wiedzieć czy tak nie jest? Kiedyś byłaś do tego zdolna! - warknęła. Pamiętała, jak widywała Maisie na mieście ze swoimi znajomymi, jeszcze za nastoletnich czasów. To był ten najgorszy możliwy typ nastolatek, które doprowadzają do szału każdego przechodnia. Szły w dużej grupie, rozłażąc się na całą szerokośc chodnika jak święte krowy, śmiały się głośno, darły i donośnie komentowały osoby, które mijały. Włącznie z pokazywaniem palcami. Jak było z Maisie obecnie? Vivienne nie mogła tego wiedzieć, bo nigdzie z siostrą nie wychodziła. Maisie nie wykazywała inicjatywy, a Vivienne nie miała na to najmniejszej ochoty. Ich relacje były bardzo złe. - Z nas dwóch to ja jestem bardziej ogarnięta życiowo, wybacz! Nie robię szczeniackich numerów, a obserwuję ciebie i widzę, że ty z nich jeszcze nie wyrosłaś!
Awantura wisiała w powietrzu, a ruda nie miała zamiaru rzucać rękawicy. Była przekonana do swoich racji. Mogła obecnie dać sobie rękę uciąć, że to Maisie dała plamę i teraz obie z tego powodu będa pokutować. Nie miała pojęcia, że straciłaby rękę.

@Maisie Thompson
#8 (25.07.2020, 13:41 )

Teraz to obie dziewczyny poczuły się dotknięte, bo Maisie wcale nie była zdolna do rasistowskich zachowań w tym momencie. Jako dziewczynka w szkole albo później jako nastolatka też nie miała epizodów z naśmiewaniem się z osób o innym kolorze skóry. Maisie bywała bezlitosna razem ze swoimi przyjaciółkami, ale wobec dziewczyn, któe kiepsko się ubierały, miały słaby gust albo jakoś inaczej podpadły jej i grupce popularnych dziewcząt, z którymi zwykle się trzymała. Nie była dumna z takiej przeszłości, zresztą zostały jej jakieś pozostałości po tamtej niedojrzałości. Dowodem było spotkanie z Ochiyo, podczas którego Maisie zaszła o parę kroków za daleko w drażnieniu się z tamtą dziewczyną. Właściwie nigdy nie powinna jej nawet zaczepiać. Mogła się obawiać, że zarzuty o rasizm są posłane w jej kierunku, ale coś jej nie pasowały do Ochiyo. Tamta Azjatka była bardzo spokojna, wycofana i wyglądała niestety na dojrzalszą od Maisie, to blondynka musiała przyznać z bólem. Pza tym Azjaci raczej nie mają problemu z dopatrywaniem się rasimu tam, gdzie go nie ma. To prędzej domena czarnoskórych osób i wśród takich Maisie by najpierw szukała. Ale tak się składało, że ona żadnych Afroamerykanów w Yellowlair Oats nie znała.
- Taaak?! - warknęła, pretensjonalnie przeciągając sylabę. - To bardzo proszę, wymień mi chociaż jeden szczeniacki numer, który zrobiłam od przyjazdu do Yellowlair, no proszę! Czekam!
Była pewna siebie, bo wiedziała, że Vivienne niczego konkrernego nie wymieni. Maisie nie zachowywała się już jak kiedyś, a w domu miała z siostrą tak mało jakiegokolwiek kontaktu, że nawet gdyby nadal odznaczała się taką niedojrzałością jak kiedyś, to ruda by pewnie tego nie zauważyła. Zarzuty siostry były zwykłą próbą odwrócenia uwagi od siebie, a tak zachowują się osoby winne.
#9 (03.08.2020, 14:49 )

Dobrze, że Vivienne nie słyszała o przygodzie z Azjatką u jubilera, bo od razu by uznała, że to na pewno wina Maisie. Łatwiej jest zarzucić komuś winę, zamiast poszukać u siebie. Vivienne też niestety nie była święta, co siostra próbowała jej uzmysłowić, ale na razie coś ciężko jej to szło.
- A choćby twój popis z telefonem! Musiałam zapłacić z własnych pieniędzy za drogą naprawę, bo nie dbasz o nic, co masz! Nikt cię nie nauczył, że forsa nie rośnie na drzewach! Wybacz, ale to nie jest dojrzałość - wyrzuciła pierwsze, co wpadło jej do głowy, bo zdała sobie sprawę, że rzeczywiście nie może siostrze wyjątkowo głupich wyskoków zarzucić. Nie było ich wcale tak wiele, chociaż całokształt zachowania i stylu bycia Maisie jej nie zachwycał. Była denerwująca, cały czas niedojrzała i skupiona nie na tym, na czym należało się skupiać na studiach.  - I twoje podejście do studiów, do nauki! Jedyne, czym się interesujesz, to imprezowanie z koleżankami i pogaduszki o ciuszkach. A gdzie jest ta twoja nauka? Znowu wylecisz z uczelni, bo nie zdasz żadnego egzaminu i na tym skończy się twoja kariera w Yellolair Oats! Miałaś sobie znaleźć jakąś pracę, żeby mieć swoje pieniądze i nie ciągnąć od rodziców. Minął prawie rok, odkąd tu siedzisz i masz coś na oku? Szukałaś w ogóle? Jak osoba z takim podejściem do życia i nauki jak ty może być brana za kogoś dojrzałego? Bez przerwy robisz coś durnego!
Zaczynała mieć dość tej rozmowy. Maisie w ogóle się nie zmieniła, a jeszcze jej zarzucała winę. Zamiast przyznać się, co nawywijała i zabrać z nią za zmywanie tego napisu, próbowała się wybielić.

@Maisie Thompson
#10 (04.08.2020, 18:37 )

Wprost nie mogła uwierzyć, że siostra wyciągnęła historię z telefonem jako argument, że Maisie jest niedojrzała i mogła doprowadzić je do ataku ze strony antyrasistowskich chuliganów, chociaż to chyba zwie się "aktywistami" w dzisiejszych czasach... nie wnikając w kwestie nazewnictwa, Maisie była zdumiona, gdy usłyszała o tym nieszczęsnym telefonie. Jak przypadkowe upuszczenie komórki może być uznane za przejaw dziecinności, która zakrawa na chamskie traktowanie obcych ludzi? Co ma jedno do drugiego? Jak to się łączy? Każdemu może zdarzyć się, że telefon po prostu wypadnie mu z rąk. Wtedy faktycznie Maisie się zajęła telefonem i niepotrzebnie weszła z nim w tłum, ale nie ona pierwsza i nie ostatnia.
- Żartujesz sobie chyba! A co ma piernik do wiatraka? Co ma to, że mi telefon z rąk wypadł, do zarzutów o rasizm? Albo to, że jeszcze nie mam pracy? Albo że chodzę z koleżankami do klubów? Szukasz wszystkiego, co możesz mi zarzucić, bo nie masz żadnych dowodów, że to ja zawiniłam! Żadnych argumentów! Ale na siłę próbujesz zwalić winę na mnie, bo masz ze mną jakiś problem!- prychnęła. To fakt, że powinny zabrać się od razu za zmywanie tego napisu z drzwi i ściany, a przynajmniej podjąć próbę. Na wyremontowanej pięknie klatce schodowej ów napis straszył i ściągał wzrok, więc należało się go jak najszybciej pozbyć. Ale było też do przewidzenia, że gdy wydarzy się coś takiego, to dojdzie do rodzinnej kłótni, bo to się zawsze tak kończy. Nie da się podejść do tego bez nerwów i to całkiem naturalne, że emocje są negatywne i szukają swojego ujścia. Szkoda, że szukały w taki sposób u Vivienne, bowiem Maisie była w tym momencie pewna, że nie wybaczy siostrze tych słów za szybko. A jeszcze bardziej dotknęło ją, że ruda tak łatwo zrzuciła na nią winę za to zdarzenie i nawet nie próbowała szukać u siebie. Od razu podeszła do sprawy przekonana, że to Maisie jest winowajcą. Nie dopuściła, że to może być pomyłka, zwykłe chuligaństwo albo że jednak to ona się komuś naraziła. Nie! Coś się dzieje? Winna Maisie, inne opcje nie istnieją!
Czy do końca życia będzie tak postrzegana przez siostrę i rodziców? Na złą opinię ze strony bliskich sama sobie zapracowała. Ale starała się ją zmienić, a nikt jakby tego nie dostrzegał.





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości